Saulski: Wojna, polityka i gwiazdy

16 lipca 2019 Filozofia polityki komentarze: 0

Autor: Arkady Saulski
Wersja PDF

Przedmowa do książki Gwiezdne Wojny a filozofia polityki Mateusza Machaja, którą można nabyć w formie elektronicznej lub drukowanej.

Był grudzień 2015 roku, kiedy zasiadłem w sali kinowej zdeterminowany by obejrzeć Przebudzenie Mocy. Odrodzone Gwiezdne wojny porywały, obiecując szansę na poznanie dalszych losów bohaterów znanych z pierwotnej trylogii. Jednak to nie kosmiczne bitwy i pojedynki na miecze świetlne zaprzątały mój umysł podczas seansu.

Nie — tym co angażowało mnie najbardziej w trakcie oglądania nowych przygód Hana Solo, księżniczki Lei czy sympatycznego i groźnego zarazem Chewbacci był inny problem. Mianowicie — drożność systemu.

Oto bowiem w kinie prócz starych postaci pojawiali się też bohaterowie młodzi. Rey, Finn czy Kylo Ren byli następnym gwiezdnowojennym pokoleniem i jako tacy mieli swój świeży głos w uniwersum. Jednak, obserwując ich zmagania, nie mogłem oprzeć się rozmyślaniom nad inną, bardzo palącą kwestią.

Oto bowiem po wielu latach od triumfu Rebelii nad złowrogim Imperium nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że dawny system upadł jedynie formalnie, w sferze realnych warunków życia w galaktyce, w polityce i gospodarce zmieniło się niewiele. Wrażenie to było tylko spotęgowane w momencie, gdy ujrzałem dwie strony konfliktu. Dawna Rebelia a obecnie nowa Republika były tworami jako organizmy państwowe niewydolnymi — nie dość, że wciąż rządzili tam starzy (dosłownie i w przenośni) kombatanci a młodzi ludzie zepchnięci zostali na społeczne niziny (Rey poznajemy gdy dziewczyna ta, dosłownie, nurkuje w technologicznym wysypisku śmieci, zbierając złom i sprzedając go za grosze, by pozwolić sobie na jeden posiłek dziennie). Dla odmiany nowy wróg, Nowy Porządek czy też Najwyższy Porządek, to organizacja w której oficerskie stanowiska piastują ludzie niezwykle młodzi, co więcej prawa ręka przywódcy tej tajemniczej, militarnej organizacji (sekty?), Kylo Ren, jest synem bohaterów pierwotnej trylogii.

Ciężko mi było otrząsnąć się z wrażenia, iż sympatie twórców filmu kompletnie nie pokrywają się z moimi. Oto w Republice rządzi stara gwardia, czy wręcz sitwa, niedająca młodym ludziom szans na awans i godne życie. Z kolei w Nowym Porządku awans młodych ludzi jest szybki i sprawny — organizacja ufa im i powierza odpowiedzialne zadania, nie opierając się jedynie na zastałych układach. System Nowego Porządku był więc o wiele bardziej drożny od tego w odrodzonej Republice (która przecież miała być tym nowym otwarciem dla galaktyki po mrocznych latach władzy Imperium).

Co gorsza samo istnienie Nowego Porządku ukazywało, jak bezradnym i słabym organizmem państwowym jest nowa Republika, skoro pozwoliła ona na swych rubieżach na powstanie tak silnej militarnie organizacji. Nie wspominając już nawet o tym, iż przeprowadzony w połowie filmu atak na stolice Republiki obrazuje kompletną słabość i bezradność jej wojsk i służb.

Oto dostrzegliśmy realny efekt walki z pierwszej trylogii — Luke, Leia i Han Solo (także zresztą wypchnięty poza nawias władzy, pełniący w uniwersum Gwiezdnych wojen rolę raczej Andrzeja Gwiazdy niż Lecha Wałęsy) może i potrafili obalić duży organizm państwowy, lecz w zamian stworzyli strukturę słabą, karłowatą, niesprawną, strukturę z której uciekają jej najmłodsi synowie, by szukać szczęścia w bardziej sprzyjających ich rozwojowi organizacjach.

Oto siła Gwiezdnych Wojen, epopeja pod pozorem ukazywania kosmicznych bitew i starć realnie opowiedziała (trudno orzec, na ile było to świadome ze strony twórców), że o ile młodzieńczy bunt jest dobry i niekiedy nawet słuszny, to jednak przychodzi taki moment, gdy trzeba odpowiedzieć na wezwanie i przejąć ster rządów. A wtedy okazuje się, że młodzieńcze rebelie może i są porywające, ale o wiele łatwiej jest niszczyć niż potem budować. Bunt? Ok, ale potem ktoś jednak musi położyć kanalizację.

Książka Mateusza Machaja, do której mam zaszczyt pisać tę przedmowę jest kolejnym dowodem na geniusz tego uniwersum. Autor, podobnie jak niżej podpisany, spojrzał na tę galaktykę z innej perspektywy. Bajka o walce rycerzy Jedi przeciwko rosnącemu w dawnej Republice zagrożeniu stała się dla autora pretekstem do porywających rozważań nad tym, czym jest system totalitarny, w jakich warunkach się rodzi i jakie może przynosić ze sobą konsekwencje. To nie jest analiza baśni, lecz realnych problemów stojących także nad współczesnymi społeczeństwami. Ale nie tylko, bo Machaj ukazuje też owego totalitaryzmu upadek. Prowadzi nas przez meandry filozofii Imperatora ku konkluzjom dotyczącym nie tylko fikcyjnego świata, ale i naszej rzeczywistości. Tym samym świat Gwiezdnych wojen staje się bardziej realny i namacalny niż kiedykolwiek.

Rozważania autora, gdyby zmienić pewne nazwy, nie ograniczałyby się przecież tylko do fikcyjnego Imperium. Wręcz przeciwnie — jak udowadnia Machaj — owo Imperium, ten totalitarny (czy na pewno?) system jest jedynie odzwierciedleniem procesów, które miały już miejsce w historii ludzkości, jednakże sama opowieść, fikcyjna przecież, może wzbogacić i te prawdziwe doświadczenia o nowe idee, pomysły i wnioski.

Przyznam, że trudno mi obecnie pomyśleć o innej pozycji dotyczącej fikcyjnego świata, w której autor w tak drobiazgowy, konkretny i przystępny sposób mówiłby o rzeczach tak bardzo prawdziwych i dotyczących także i nas. Zazdroszczę Państwu tego, co teraz nastąpi — obcowania po raz pierwszy z tą pasjonującą lekturą, poznawania wszystkich jej meandrów, odwołań, smaczków i wniosków. Ja tę podróż mam już ze sobą i muszę przyznać, że Machaj udowodnił, iż odległa galaktyka jest bliżej nas, niż może się komukolwiek wydawać.

Arkady Saulski, kwiecień 2019 r.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Arkady Saulski

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy