Turowski: W gąszczu antyliberalizmów

31 lipca 2019 Filozofia polityki komentarze: 0

Autor: Krzysztof Turowski
Wersja PDF

Jeszcze kilkanaście lat temu ludzi w Polsce kojarzących termin libertarianizm, nawet wśród środowisk wolnorynkowej prawicy, można by spokojnie pomieścić w niewielkiej sali. Od tego czasu jednak rozpoznawalność tego nurtu światopoglądowego i filozoficznego zauważalnie wzrosła — czego również dowodem coraz większa popularność krytyk libertarianizmu, również ze strony konserwatywno-narodowej.

Zbieżne jest to również w czasie z procesem zauważonym przez Stephena Daviesa z Institute of Economic Affairs, czyli z załamaniem się głównej linii dotychczasowego podziału politycznego[1]. W skrócie: w wyniku przesunięcia ciężaru dyskusji z kwestii gospodarczych na kwestie tożsamościowe rozpada się dotychczasowy prawicowy sojusz konserwatystów, narodowców z klasycznymi liberałami i libertarianami.

Trudno nie zauważyć, że w pewnych prawicowych kręgach głoszenie antyliberalizmu i antylibertarianizmu zaczyna powoli urastać do rangi „sygnalizacji cnoty”. Wypomina się liberalizmowi niczym grzech pierworodny rodowód od Rewolucji Francuskiej, od protestantyzmu czy też późnośredniowiecznego nominalizmu.

Rzecz jasna, rzetelna krytyka każdej teorii politycznej, w tym również libertarianizmu, jest potrzebna i pozwala na lepsze rozumienie jej zalet i wad[2]. Problem jednak z rzetelnością. Zwłaszcza w dobie prężnego rozwoju „prawdziwie prawicowych, niezależnych środków przekazu” można obserwować wysyp internetowych specjalistów, u których antylibertariański zapał zastępuje rzetelną lekturę krytykowanych stanowisk, a przynajmniej próbę niestronniczego przedstawienia faktów i elementarnie życzliwej interpretacji stanowiska.

Zamiast tego wybierana jest niestety droga tworzenia a następnie obalania fikcyjnych — za to niewątpliwie ułomniejszych i łatwiejszych do krytyki stanowisk. Przyjrzyjmy się zatem przykładom z jednej tylko dyskusji z prawicowym ekspertem młodego pokolenia.

Mit #1: lewicowe źródła libertarianizmu

Ze strony redaktora możemy usłyszeć, że:

Termin „libertarianizm” był używany od początku jako synonim anarchisty. Wolnościowiec to źródłowo anarchista, który domaga się zniesienia państwa i popiera socjalistyczne koncepcje społeczne[3].

Oczywiście jest to prawda. Co najwyżej można tylko żałować, że zabrakło kroku dalej tj. wskazania na jeszcze wcześniejsze użycie tego terminu w sporach filozoficznych o wolną wolę[4].

Natomiast jasny w tym rozumowaniu jest błąd etymologiczny tj. przeoczenie ewolucji zakresu znaczeniowego pojęć języka polityki[5]. Faktem jest, że klasyczny liberalizm (Johna Locke’a, Adama Smitha) i jego XX-wieczny amerykański odpowiednik (Johna Deweya, Johna Maynarda Keynesa czy Johna Rawlsa) nie mają ze sobą wiele wspólnego. Sednem pierwszego jest własność prywatna i państwo ograniczone do podstawowych funkcji, drugi postuluje budowę państwa dobrobytu i szeroką redystrybucję. Nawet ograniczając się do czasów przed II Wojną Światową i tylko do liberalizmu klasycznego, gdybyśmy zestawili w jednym szeregu takich liberałów jak John Locke, Benjamin Constant, Frédéric Bastiat, Richard Cobden, Lord Acton, Herbert Spencer, John Stuart Mill czy Ludwig von Mises, to trudno by było znaleźć szeroką bazę wspólnych poglądów na sprawy religijne, społeczne, polityczne i filozoficzne.

Podobnie rzecz się ma z libertarianizmem. Weźmy chociażby Richarda Thalera (laureata Nagrody im. A. Nobla z ekonomii z 2017 roku) i jego „libertariański paternalizm” polegający na prawnym wymuszaniu np. specjalnego ułożenia towarów w sklepach dla zwiększania spożycia pewnych dóbr kosztem innych[6]. Element libertariański polega tu na pośrednim bodźcu dla kupującego zamiast przymusu bezpośredniego, ale trudno uznać, żeby miało to cokolwiek wspólnego z XIX-wiecznym anarchizmem czy z libertarianizmem Murraya Rothbarda. Dokładnie to samo dotyczy libertariańskiego marksizmu, przytaczanego jako lustrzane odbicie „prawicowego libertarianizmu” Rothbarda — aczkolwiek zupełnie nie wiadomo na czym ma polegać domniemana symetria.

Libertarianizm we współcześnie dominującym rozumieniu oznacza zgodnie z popularną definicją enumeratywną indywidualizm, prawa indywidualne, spontaniczny porządek, rządy prawa, ograniczony rząd, wolny rynek, cnotę wydajności, naturalną harmonię interesów i pokój[7]. Wyrósł on w reakcji na „zawłaszczenie” terminu „liberalizm” przez osoby o poglądach systematycznie nieodróżnialnych od socjaldemokracji. Sam Murray Rothbard podkreślał „kradzież” terminu od lewicowych anarchistów krytykujących własność prywatną — ale oczywiście nie oznaczało to dla niego przejęcia ich poglądów. Nic dziwnego, zwolennikowi absolutności własności prywatnej trudno znaleźć punkty wspólne z lewicą podnoszącą kolejne zestawy uprawnień osobistych i zbiorowych, szeroko we własność ingerujących.

Wśród prekursorów libertarianizmu wymienia się raczej myślicieli klasycznego liberalizmu szkockiego Oświecenia, Ojców Założycieli USA, jak również radykalnych liberałów angielskich tzw. manczesterystów oraz francuskich economistés. Chociaż z perspektywy konsensusu chadeckiego od końca lat 70. (z Reaganem i Thatcher na czele) utarło się pozycjonowanie tych ruchów na prawicy, to w ich czasach nie było to oczywiste: konserwatystami byli raczej zwolennicy wielkiej własności, subsydiów dla rolnictwa, protekcjonizmu i polityki imperialistycznej — którzy oczywiście byli niezbyt skorzy do popierania odebrania prawnych przywilejów. Liberałów nawet wówczas należało szukać raczej wśród Wigów niż u Torysów[8].

Faktem jest, że ważnym elementem inspiracji Rothbarda był amerykański indywidualistyczny anarchizm, reprezentowany przez Lysandera Spoonera i Benjamina Tuckera. Inspirowani myślą lewicową m.in. Proudhona oraz Stirnera, otwarcie sytuujący się na lewicy, oferowali jednak pewne obserwacje polityczne zbieżne z duchem tak klasycznego liberalizmu, jak i libertarianizmu w rozumieniu współczesnym. Jednak Rothbard cenił przede wszystkim ich krytykę państwa jako narzędzia wywłaszczania, sojuszu państwa z wielkim biznesem kosztem społeczeństwa, poparcie dla ruchów abolicjonistycznych oraz prymat prawa naturalnego ponad prawem stanowionym.

Gdyby współczesny libertarianizm zachował rdzeń swojego lewicowego poprzednika, to trudno byłoby wytłumaczyć dlaczego lewicowi myśliciele jak Noam Chomsky właściwie krytykują libertarian we współczesnym, prokapitalistycznym rozumieniu za zawłaszczenie nazwy. Inni anarchiści identyfikujący z lewicą otwarcie podważają przedrostek w anarchokapitalizmie, wskazując na to, że stanowisko to nie neguje istnienia hierarchii społecznych, roli elit, a także akceptuje „władzę ekonomiczną”[9].

Nawet jednak gdyby istniała ciągłość między pierwotnym a obecnym znaczeniem libertarianizmu, to pozostaje kluczowe pytanie: i co z tego? XIX-wieczny abolicjonizm czy ruch sufrażystek były wiązane z lewicą. Sprzeciw wobec absolutyzmu też był sytuowany raczej na lewicy. Próby usilnego wpasowania włoskiego faszyzmu lub niemieckiego nazizmu w lewicę są trudne do naukowego uzasadnienia i sprzeczne z samoidentyfikacją samych przedstawicieli ruchów[10]. Podobnie należy uznać, że ewentualna próba dyskredytacji libertarianizmu poprzez wiązanie z lewicą jest cokolwiek jałowa — aczkolwiek rzeczywiście i kusząca retorycznie, i emocjonalnie współgrająca z prawicową samoidentyfikacją jako anty-lewicy — za to skutecznie pozwala ominąć krytykę samego sedna programu libertarianizmu.

Należy skorygować również padającą tezę, że „libertarianizm to mieszanka klasycznego liberalizmu z anarchizmem”[11]. Chociaż Rothbard bywał zasadnie nazywany Mr Libertarian, to jednak był on tylko jedną z osób, które korzystały z tego pojęcia. Obok niego używał go zwolennik państwa minimalnego Robert Nozick, a także środowisko skupione wokół Foundation of Economic Education, Cato Institute czy Libertarian Party. Gdyby autor był zaznajomiony przynajmniej z polskimi pracami nt. libertarianizmu autorstwa Bartyzela czy Jurusia[12], to byłby świadom różnorodności stanowisk libertariańskich, zarówno w ich fundamentach, jak również w odniesieniu do klasycznego liberalizmu i anarchizmu[13].

Zamiast tego całościowo zostaje potępiony wspólny lewicowy, anarchistyczny i rewolucyjny trzon tej ideologii.

Nawet jeżeli „prawicowi” libertarianie popierają kapitalizm i wolny rynek, to i tak ich mentalność jest antyautorytarna i antypaństwowa[14].

Antypaństwowość — a przynajmniej duża podejrzliwość wobec państwa — rzeczywiście jest ważną składową libertarianizmu, jednak jest ona wsparta szeroką ekonomiczno-polityczną analizą ułomności państwa. Państwo z uwagi na swój status terytorialnego monopolisty na przemoc nie może korzystać z kalkulacji ekonomicznej według cen rynkowych, więc zdecydowanie trudniej ocenić skuteczność jego działań[15], a ponadto z uwagi na fakt bycia ostatecznym rozjemcą sporów podlega inherentnemu wpływowi grup interesu, dążących do wykorzystania prerogatyw państwa do swoich celów[16]. Dodatkowo można wskazać, że wiele interwencji państwa prowadzi nie do deklarowanych celów, lecz wręcz jest z nimi fundamentalnie sprzeczne np. płaca minimalna prowadzi do wypchnięcia z rynku najmniej produktywnych pracowników, zamiast do zwiększenia ich płac.

Kwestia antyautorytaryzmu też wymaga doprecyzowania. Przykładowo czołowy żyjący teoretyk libertarianizmu, uczeń Rothbarda, Hans-Hermann Hoppe, zdziwiłby się niepomiernie takim epitetem. W końcu w swojej najbardziej znanej książce Demokracja — Bóg który zawiódł wprost wskazuje, że sam fakt istnienia prywatnej własności jest tożsamy z prawem do wykluczania innych z własności, a więc z władzą. Przydatne w tym miejscu będzie wskazanie klasycznego rozróżnienia między auctoritas a potestas — o ile ta druga, z samego prymatu własności prywatnej przynależy według teorii libertariańskiej jednostkom, które mogą ją delegować w dobrowolnych kontraktach na reprezentujące je wyspecjalizowane organizacje, o tyle ta pierwsza („mniej niż rozkaz, więcej niż porada”) wcale nie musi zostać zniesiona.

Zdaniem Hoppego nowożytne państwa (już od czasów przed Marksem) dążą do pełnej hegemonii, niszcząc niezależne ośrodki władzy i pozapaństowe elity w celu umocnienia swojego monopolu. Zanik państwa pozwoliłby wyłonić się naturalnym elitom oraz umocnić kulturową hegemonię konserwatywnych wartości i instytucji jako nie tylko wyższych moralnie, ale również zwyczajnie produktywniejszych od hipisowskich komun[17]. Ponieważ libertarianizm to tylko proceduralna, nie substancjalna teoria sprawiedliwości, to może współistnieć z różnymi treściami np. katolickimi, ale również ateistycznymi — niemniej ewentualna różnorodność porządków (relatywizm) nie jest tutaj celem, a jedynie wymogiem realizmu. Jak wskazuje Mises za Davidem Hume’em, jedynym sposobem trwałego triumfu pożądanych idei jest przekonanie ludzi o jej wartości[18].

Takie podejście wydaje się wręcz naturalnie pasować do wyraźnie podkreślanych przez libertarian korzyści z intelektualnego podziału pracy. Całkiem prawdopodobne jest, że niektórzy są skuteczniejsi, gdy kierują innymi, inni gdy są kierowani np. jako pracownicy najemni. Ale w złożonej gospodarce hierarchie są licznie i równoległe: zdajemy się na opinie lekarzy przy wyborze terapii, na wiedzę wykładowcy jako studenci, na umiejętności pilota jako pasażerowie, na decyzje prezesa jako członkowie stowarzyszenia, na wolę rodziców i opiekunów jako dzieci. Libertarianie tylko dokonują demistyfikacji państwa, pokazując że państwu nie przysługuje żaden szczególny nimb względem innych wspólnot — a wręcz że jest od nich gorsze, ponieważ ze swojej istoty narusza indywidualne uprawnienia[19].

Mit #2: Rothbard a Nowa Lewica

W dalszej części rozmowy można natrafić na następujący kwiatek:

Rothbard zaczynał w Nowej Lewicy i wspierał Students for Democratic Society, czyli skrajną lewicę amerykańską, bo uważał, że Nowa Lewica to wolność, potem uznał, że nie, i stworzył prawicowy libertarianizm[20].

Wystarczy jednak rzucić okiem na chronologię, żeby nabrać podejrzeń, że coś tu nie gra: Rothbard urodził się w 1926 roku, natomiast Students for Democratic Society zaczynało w 1962 roku. Czyżby odkrył nagle zew powołania politycznego w wieku 36 lat? Nietrudno zgadnąć, że nie.

Początki polityczne Rothbarda wiązać trzeba raczej ze Starą Prawicą. Było to środowisko skupione wokół senatora Roberta Tafta, dziennikarzy H.L. Menckena, Johna Flynna i Gareta Garretta, oraz pisarzy Alberta Jaya Nocka i Franka Chodorova. Wszystkich ich łączył początkowo sprzeciw wobec polityki New Dealu Franklina Delano Roosevelta jako radykalnego etatyzmu, bezprawnie ograniczającego wolność oraz ingerującego we własność obywateli ze szkodą dla dobrobytu społeczeństwa[21]. Kilka lat później dołączyli do tego postulat kontynuowania polityki antyinterwencjonistycznej, przeciw wciąganiu Stanów Zjednoczonych w II wojnę światową. Do takiego właśnie grona dołączył w latach 1946-47 21-letni Rothbard[22]. I, jak pokreślał, w swojej podróży od Starej Prawicy do Nowej Lewicy (a potem z powrotem aż do paleolibertarianizmu) zupełnie nie zmienił sedna swoich poglądów: obrony własności prywatnej oraz krytyki etatyzmu i wojen.

Skąd się wzięła zatem współpraca z Nową Lewicą w latach 60.? Sam Rothbard we wspomnieniach wskazuje na kilka powodów. Pierwszym jest zanik Starej Prawicy: punktem przełomowym były prawybory Partii Republikańskiej, w których Dwight Eisenhower wraz z Richardem Nixonem triumfowali nad Taftem. Stopniowo establishmentem partii stawali się tzw. neokonserwatyści, antysowieccy i etatystyczni konsekwentni zwolennicy prowadzenia agresywnej polityki militarnej. Przedstawiciele Starej Prawicy byli marginalizowani, nie pomogło również to, że do 1956 r. zmarli wszyscy liderzy frakcji, wskutek czego Rothbard pozostał praktycznie osamotniony w swojej antyinterwencjonistycznej postawie[23]. Zimna wojna, a potem wojna wietnamska stanowiły natomiast moment, w którym do głosu doszły antywojenne grupy lewicowe.

Innym ważnym punktem zgodności Rothbarda z lewicą był rewizjonizm historyczny. W Wielkim Kryzysie w Ameryce z roku 1962 Rothbard potępiał politykę prezydenta Herberta Hoovera w latach 1929-33 jako bezprecedensowy etatyzm powodujący wydłużenie Wielkiego Kryzysu, co stoi w zdecydowanej opozycji wobec wiedzy potocznej o tym okresie jako dowodzie na nieskuteczność polityki laissez faire w fazie kryzysu cyklu koniunkturalnego. Co ciekawe, w podobnym duchu już wcześniej lewicowy historyk Gabriel Kolko w swojej analizie Ery Progresywnej (przełomu XIX i XX w.) wskazywał na to, że oficjalna wersja, zgodnie z którą państwo ingerowało w gospodarkę, aby rozbić pazerne monopole, jest błędna. W rzeczywistości było raczej odwrotnie: działania władz wspierały wielki biznes i były raczej przyczyną koncentracji kapitału w pierwszej kolejności[24].

Ostatnim elementem uzasadniającym zwrot ku lewicy była amerykańska tradycja anarchoindywidualistyczna, paradoksalnie w wielu punktach zbieżna z myślą tworzącego niezależnie Nocka[25]. M.in. postawa Spoonera w oddolnej, prywatnej konkurencji z monopolem pocztowym państwa wydawała się nadzieją dla Rothbarda na znalezienie na lewicy ludzi mających trafne intuicje dot. fundamentalnej wadliwości instytucji państwa, co najwyżej wymagających zapoznania z poprawniejszą teorią ekonomiczną niż marksizm[26].

To prawda, że próby współpracy Rothbarda z Nową Lewicą zakończyły się całkowitym fiaskiem, co przyznał po latach również sam pomysłodawca[27]. Część tekstów z tamtej epoki może razić naiwnością nawet przekonanych libertarian[28]. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę ówczesną sytuację polityczną, trudno ocenić ten sojusz inaczej niż jako próbę szukania odległych, ale jakkolwiek zbieżnych taktycznie sojuszników. Należy podkreślić też, że Rothbard wyrażał sprzeciw wobec poglądów socjalistycznych stopniowo dochodzących do głosu w SDS, szczególnie wobec programu z 1969 roku, w szczególności wezwań do zniesienia domniemanego ucisku kobiet przez mężczyzn oraz do uspołecznienia środków produkcji. Potępiał również zauważalny zwrot ku kontrkulturze i jej irracjonalizmowi[29].

Zakończenie

Jasne jest, że dyskusja publicystyczna ma swoje prawa i nie należy oczekiwać naukowego rygoru. Z drugiej strony, niesienie na sztandarach programu wiedzy społecznej wydaje się sugerować, że wypowiedzi są jednak poparte gruntowną kwerendą krytykowanych poglądów. Kim byłby bowiem krytyk marksizmu, który nie czytał Marksa oraz fundamentalnych prac z zakresu dziejów marksizmu[30]? To samo oczywiście dotyczy każdej innej teorii, w tym również tak konserwatyzmu, jak i liberalizmu czy libertarianizmu.

Libertarianizm i liberalizm są teoriami politycznymi, które oczywiście mogą mieć wady zarówno na poziomie ogólnych tez, uszczegółowień przez poszczególnych myślicieli, jak również przełożenia na konkretne postulaty praktyczne. Niemniej, ich krytyka poprzez błędne identyfikacje i luźne asocjacje dyskwalifikowałaby nawet studenta politologii na egzaminie[31].

Co więcej, rzeczowa krytyka nie polega na przypisywaniu obciążonych (przynajmniej w grupie docelowych odbiorców) negatywnie etykiet. Co z tego, że np. „libertariański marksizm” ma większe „historyczne prawa” do terminu libertarianizm? Nazwijmy poglądy współczesnych libertarian bla-bla-bla i krytykujmy ich treść — chociaż to byłoby ewidentnie trudniejsze, bo wymagałoby przełamania oporów i przebrnięcia przez klasyków gatunku albo chociaż przez naukową literaturę przedmiotu.

Abstrahując od zasadności ewentualnych argumentów przeciw libertarianizmowi, wydaje się, że zwykła przyzwoitość nakazywałaby streszczanie krytykowanego stanowiska w taki sposób, z którym mieliby szansę się zgodzić, a dopiero potem przystąpienie do krytyki. Niestety, przez cytowane wypowiedzi przebija przede wszystkim usilna chęć skojarzenia libertarianizmu z lewicą (mająca na celu zdaje się dyskredytację) oraz z anarchizmem. Rozumowania „jeśli X wywodzi się historycznie z Y, to X ma rdzeń Y” nie znajdziemy jednak ani wśród sylogizmów Arystotelesa, ani u współczesnych logików. I chociaż stałość znaczeń słów ułatwia komunikację, to nie znaczy, że nie mogą zachodzić w nim procesy celowego lub nieświadomego przesunięcia znaczeń.

Parafrazując klasyka: „widmo krąży nad Polską, widmo nieuctwa”[32], niemniej do przełamania tego — również poprzez zamieszczenie w przypisach odniesień do wartościowej literatury nt. libertarianizmu, również tej zamieszczanej na łamach mises.pl — warto konsekwentnie zachęcać[33].

 

[1] https://www.cato-unbound.org/2018/12/10/stephen-davies/great-realignment-understanding-politics-today?fbclid=IwAR1AufhZqtHbKzJsKL7jqEwW18RPQbadb6I0kb3M_ZjPlLg43eKS_Sn1OzY

[2] Zgodnie z dictum liberała Johna Stuarta Milla w O wolności.

[3] https://wrealu24.tv/film/czy-libertarianie-ostro-zabladzili-popieraja-lgbt-rozmowa-na-poziomie (16:58)

[4] J. Bartyzel, Geneza i próba systematyki głównych nurtów libertarianizmu, passim. Pominięcie zwłaszcza dziwi w świetle tego, że na wzmiankę o tym fakcie można natrafić nawet w polskiej Wikipedii.

[5] Ibid.

[6] Zob. np. https://mises.org/library/libertarian-paternalism

[7] D. Boaz, Libertarianizm, passim.

[8] Zob. F. Hayek, Dlaczego nie jestem konserwatystą, passim.

[9] P. Laskowski, Szkice z dziejów anarchizmu, passim.

[10] http://xportal.pl/?p=711

[11] https://wrealu24.tv/film/czy-libertarianie-ostro-zabladzili-popieraja-lgbt-rozmowa-na-poziomie (18:25)

[12] J. Bartyzel, Geneza i próba systematyki głównych nurtów libertarianizmu. D. Juruś, W poszukiwaniu podstaw libertarianizmu. W perspektywie rothbardowskiej koncepcji własności.

[13] Zwolennikiami klasycznego liberalizmu są/byli np. David Friedman (anarchokapitalista) i Robert Nozick (minarchista), natomiast krytykami tradycji ściśle związanej z Adamem Smithem są m.in. Murray Rothbard oraz Hans-Hermann Hoppe.

[14] https://wrealu24.tv/film/czy-libertarianie-ostro-zabladzili-popieraja-lgbt-rozmowa-na-poziomie

[15] L. von Mises, Biurokracja, passim. Zob. również rozróżnienie na ekonomiczne i polityczne (przymusowe) sposoby zdobywania środków u F. Oppenheimera, a nawet u francuskich XIX-wiecznych liberałów (Ch. Comte, Ch. Dunoyer).

[16] H.-H. Hoppe, Ekonomia i etyka własności prywatnej, passim. Zob. również pokrewne analizy przedstawicieli szkoły wyboru publicznego np. J. Buchanana, G. Tullocka.

[17] H.-H. Hoppe, Naturalne elity, intelektualiści i państwo. https://mises.pl/blog/2004/04/02/94/

[18] L. von Mises, Liberalizm, passim.

[19] M. Rothbard, Anatomia państwa. https://mises.pl/blog/2010/07/18/86/.

[20] https://wrealu24.tv/film/czy-libertarianie-ostro-zabladzili-popieraja-lgbt-rozmowa-na-poziomie (19:45)

[21] O wyimkach z absurdów i marnotrawstwa polityki New Dealu zob. J.J. Tyszkiewicz, W cieniu błękitnego orła, czyli co Nowy Ład zrobił gospodarce USA.

[22] M. Rothbard, The Betrayal of the American Right, passim.

[23] Rothbard w 1959 zalecał dążenie do wzajemnego nuklearnego rozbrojenia, ale jego artykuł nie został zaakceptowany przez redaktora naczelnego National Review, Williama Buckleya. Zob. John Payne, Rothbard’s Time on the Left, Journal of Libertarian Studies 19(1), 2005, s. 7–24.

[24] G. Kolko, The Triumph of Conservatism: A Reinterpretation of American History, 1900-1916, passim. Zob. również Murray Rothbard, The Progressive Era.

[25] S. Sękowski, W walce z Wujem Samem — anarchoindywidualizm w Stanach Zjednoczonych Ameryki w latach 1827-1939, passim.

[26] Tym bardziej było to kuszące, ponieważ ekonomiści doradzający Republikanom byli ówcześnie w przeważającej większości keynesistami, bardzo odległymi od poglądów Rothbarda.

[27] J. Payne, Rothbard’s Time on the Left, passim.

[28] Zbiór felietonów Rothbarda z tych czasów został wydany w Murray Rothbard, Never a Dull Moment: A Libertarian Look at the Sixties.

[29] M. Rothbard, The New Left: R.I.P., Libertarian Forum 2(6) (15 marca 1970).

[30] Np. L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu, A. Walicki, Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii.

[31] Przynajmniej u prof. Bartyzela i u prof. Wielomskiego, znanych z trzymania wysokich standardów egzaminacyjnych.

[32] Albo raczej, jak wskazuje Jonathan Haidt, bardzo duża skłonność do usilnych racjonalizacji swoich poglądów (zob. J. Haidt, Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka). Niestety, czasem tak silne, że wymuszające nadinterpretacje — gdy satysfakcja z „zaorania” przeważa nad kosztem zapoznania się z krytykowanym stanowiskiem.

[33] Tak też należy odczytywać odwołania do całych konkretnych książek. Dlatego też w większości są to pozycje dość krótkie i napisane przystępnym językiem.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Krzysztof Turowski

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy