Israel: Ile niesolidnego pieniądza możemy zaakceptować? Ludwig von Mises i teoria cyklu koniunkturalnego

25 grudnia 2019 Inflacja komentarze: 0

Autor: Karl-Friedrich Israel
Tłumaczenie: Mateusz Benedyk
Wersja PDF

Materiał przygotowany na VII Zjazd Austriacki, 23 listopada 2019

Ludwig von Mises powraca w wielkim stylu – kliknij i wesprzyj wydanie biografii największego ekonomisty XX wieku!

Austriacka szkoła ekonomii znana jest ze swojej bezkompromisowości w kwestii pieniądza. Ludwig von Mises, bez wątpienia jeden z najważniejszych teoretyków pieniądza XX wieku, w dodatku do angielskiego wydania Teorii pieniądza i kredytu (1953) przywrócił do życia tzw. zasadę solidnego pieniądza stworzoną przez ekonomistów klasycznych. Ta zasada była nieodłączną częścią klasycznego liberalizmu XVIII i XIX wieku, a jej głównym celem była ochrona wolności osobistej i gospodarczej przed politycznym despotyzmem. Sformułowano ją pierwotnie jeszcze w starożytności w odpowiedzi na proceder psucia monety. Liczni badacze rozwinęli ją i poprawili pod wpływem kolejnych doświadczeń historycznych, m.in. z inflacyjnym amerykańskim pieniądzem czasu wojny o niepodległość, papierowym pieniądzem francuskich rewolucjonistów, brytyjskim zawieszeniem wymiany banknotów na złoto przez Bank Anglii podczas wojen napoleońskich.

Mises uważał zasadę solidnego pieniądza za prawo obywatelskie. Jako takie może być sformułowane zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny. Wyjaśniał, że prawa obywatelskie są negatywne, bo próbują zapobiec złu, w szczególności wszechmocnemu państwu z totalitarną władzą. Są jednak także pozytywne, ponieważ zachowują porządek gospodarczy prywatnej własności i wolnej wymiany — gospodarkę rynkową — czy wręcz, według Misesa, po prostu „cywilizację”.

Dlatego też Mises definiuje dwa aspekty zasady solidnego pieniądza następująco: „jest pozytywna pod tym względem, że przystaje na rynkowy wybór powszechnego środka wymiany. Jest negatywna w tym, że stoi na drodze państwowej skłonności do interwencji w system walutowy”[1].

Zasada ta była popularna w XIX wieku nie tyle z powodu analizy ekonomicznej, na której się opierała, ale ze względu na swój wymiar polityczny. Ludzie rozumieli niebezpieczeństwo związane z oddaniem kontroli nad pieniądzem w ręce państwa. Mises przywołał tę zasadę w czasie, gdy prawie wszyscy o niej zapomnieli. Dwie wojny światowe i okres międzywojenny obfitowały w epizody ekstremalnego interwencjonizmu w sferze pieniądza. Ojczyźnie Misesa — Austrii — ledwie co udało się uniknąć wyjątkowo silnej hiperinflacji na początku lat 20. XX wieku, podczas gdy północny sąsiad Austrii — Niemcy — takiej hiperinflacji doświadczyły.

Wszyscy współcześni naśladowcy Ludwiga von Misesa zgadzają się z zasadą solidnego pieniądza, a zwłaszcza z koniecznością odseparowania produkcji pieniądza od polityki. Tu praktycznie nie ma sporów. Jednakże jeśli chodzi o ekonomię produkcji pieniądza w wolnorynkowym porządku, mamy do czynienia z debatami na kilka ważnych kwestii. Jedna z nich dotyczy zakresu, w jakim zasób pieniądza mógłby, lub nawet powinien, być oderwany od wybranego przez rynek środka wymiany — którym historycznie były metale szlachetne takie jak złoto. Do jakiego stopnia zatem, nawet w przypadku wybranego przez rynek standardu złota, część rzeczywistego metalicznego zasobu pieniądza mogłaby zostać zastąpiona środkami fiducjarnymi, czyli niepokrytymi w pełni substytutami pieniądza, bez zakłócania sprawnego i właściwego funkcjonowania systemu pieniężnego? Mówiąc prościej, punktem sporu wśród współczesnych ekonomistów pracujących w Misesowskiej tradycji jest pytanie: „Ile niesolidnego pieniądza możemy zaakceptować?”.

Rządowy pieniądz dekretowy to z pewnością zbyt wiele niesolidnego pieniądza

Praktycznie wszyscy ekonomiści, którzy w swojej pracy próbują rozwijać dorobek Misesa, zgadzają się co do tego, że nie powinien istnieć pieniądz dekretowy kontrolowany przez bank centralny, czyli pieniądz papierowy (lub cyfrowy) bez pokrycia, zupełnie odcięty od towarowej bazy. Dlatego też zgodnie krytykują praktycznie każdą współczesną walutę — np. euro, dolara amerykańskiego czy polskiego złotego. Produkcja dodatkowych kwot tych walut praktycznie nic nie kosztuje, przez co zasób pieniądza nie jest wystarczająco ograniczony, by system pieniężny funkcjonował bez zakłóceń. Produkcja pieniądza dekretowego staje się, pośrednio lub bezpośrednio, źródłem finansowania wydatków rządowych przeznaczonych na polityczne cele często niemające poparcia podatników. Pieniądz dekretowy należy zatem uznać za wyjątkowo niedemokratyczną instytucję. Jego produkcja pozwala ukrywać realne koszty politycznych interwencji w krótkim okresie, bo rządzący mogą uniknąć podwyższania podatków poprzez użycie prasy drukarskiej. Najbardziej odrażającym przykładem takich działań są zapewne interwencje wojskowe.

Poza względami politycznymi istnieje też wiele ekonomicznych powodów, by przeciwstawiać się państwowej monopolizacji produkcji pieniądza.

Pierwszym i najbardziej widocznym efektem produkcji pieniądza dekretowego, jeśli przekracza pewien poziom, jest inflacja cen. Dana suma pieniądza straci z czasem swoją siłę nabywczą i będzie mogła zostać wymieniona na coraz mniej dóbr na rynku. Doświadczenia historyczne i niechęć opinii publicznej względem inflacji sprawiły, że władze zarządzające pieniądzem postępują ostrożniej i utrzymują produkcję pieniądza dekretowego w określonych granicach, tak żeby inflacja nie osiągnęła poziomu  nie do zniesienia dla opinii publicznej. Jednak nawet jeśli produkcją pieniądza dekretowego zarządza się w taki ostrożny sposób, pojawiają się jej inne, bardziej odległe i mniej rozumiane skutki — przeciwnicy intelektualni Misesa wręcz negują ich istnienie.

Te bardziej zawiłe skutki odnoszą się do cykli koniunkturalnych. Mises dokładnie przeanalizował zjawisko cyklu koniunkturalnego i rozwinął teorię, wedle której najważniejszą przyczyną cyklów są podstawowe kwestie produkcji pieniądza. Pokazał, że produkcja pieniądza dekretowego może wprowadzić gospodarkę w niezrównoważony boom, który nieuchronnie kończy się załamaniem. Warunkiem wystąpienia cyklu jest pojawienie się nowo utworzonego pieniądza na rynkach kredytowych, zanim inne ceny w gospodarce dostosują się do zwiększonego zasobu pieniądza.

W naszym współczesnym systemie pieniężnym nowy pieniądz często jest kreowany bezpośrednio jako kredyt, dlatego warunek Misesa jest spełniony. Nowo utworzony pieniądz stworzy tendencję do obniżki stóp procentowych, zmniejszenia kosztów finansowania się kredytem i tym samym pobudzi inwestycje. To uruchamia inflacyjny boom. Zwiększa się aktywność przedsiębiorstw i zatrudnienie, zagregowane przychody i wydatki rosną, co sprawia wrażenie wzrostu gospodarczego i prosperity. Jednakże ta zwyżka aktywności nie może trwać z powodu realnych ograniczeń, jakie stają przed każdą gospodarką.

Według głównej myśli Misesa prawdziwa transakcja kredytowa wymaga dwóch rzeczy. Po pierwsze, musi istnieć osoba — dłużnik — chcąca zapłacić większą sumę pieniądza w przyszłości w zamian za mniejszą sumę pieniądza dziś. Po drugie, co ważniejsze, musi istnieć partner do takiej transakcji — kredytodawca — który chce oddać dziś daną sumę pieniężną. To wymagałoby poświęcenia albo w postaci zmniejszonych wydatków albo mniejszego bieżącego salda pieniężnego. Wystąpiłoby wtedy realne przeniesienie siły nabywczej w teraźniejszości. Ktoś musi zrezygnować z określonej sumy pieniądza. Ktoś inny otrzymuję tę sumę i może ją wydać. Tym samym kredytodawca zrzeka się kontroli nad realnymi zasobami w ramach umowy kredytowej. Ta kontrola przechodzi na dłużnika.

Jeśli jednak wymaganą sumę pieniądza tworzy się z niczego poprzez kreację pieniądza dekretowego, nie dochodzi do poświęcenia ze strony prawdziwego kredytodawcy. Dłużnik dostaje po prostu sumę nowo wykreowanych pieniędzy i może tym samym kontrolować dostępne w gospodarce zasoby, choć nikt nie oddał dobrowolnie kontroli nad nimi. To prowadzi do rozjazdu pomiędzy realną i pieniężną gospodarką. Gospodarka pieniężna zaczyna żyć poza możliwościami gospodarki realnej.

Dodatkowa suma pieniężna tworzy iluzję, że uwolniono realne zasoby z innych możliwych zastosowań, dzięki czemu można je wykorzystać w inwestycjach. Powstaje iluzja dodatkowych realnych oszczędności. Projekty inwestycyjne stymulowane w ten sposób wprowadzają gospodarkę na niezrównoważoną trajektorię, jako że rzeczywiste oszczędności są zbyt małe, by podtrzymać całkowite inwestycje. Prawdziwe zasoby i oszczędności są zbyt małe. Trwające przedsięwzięcia inwestycyjne są zbyt ambitne. Gdy konkurencja o dostępne zasoby nasila się, rosną ich ceny, a rzeczywiste koszty inwestycji rosną, przekraczając często koszty uwzględnione we wcześniejszych planach. Proces dostosowywania się cen i kosztów powoduje zmianę boomu w kryzys — projekty inwestycyjne są likwidowane a rozziew między realną a pieniężną gospodarką pomniejsza się. Tak w skrócie wygląda austriacka teoria cyklu koniunkturalnego rozwinięta najpierw przez Misesa, a potem także m.in. przez Hayeka i Rothbarda.

Mises i jego intelektualni kontynuatorzy zrozumieli, że polityczna kontrola nad zasobem pieniądza, zwłaszcza w demokracji, zapewne doprowadzi do nadużyć, by realizować polityczne cele i polepszać byt polityków będących u władzy. Inflacyjne boomy pomagają zdobyć poparcie wśród wyborców, jako że niełatwo je odróżnić od rzeczywistego rozwoju i prosperity. Ta iluzja pęka dopiero później. Krótkoterminowe polityczne zyski mogą zostać zakupione kosztem długoterminowych kosztów gospodarczych.

Dlatego też wśród współczesnych zwolenników szkoły austriackiej istnieje zgoda co tego, że zasób pieniądza nie powinien być kontrolowany przez wolę polityków. Kontrolowany przez rząd monopol pieniądza dekretowego to zdecydowanie zbyt dużo niesolidnego pieniądza. Potencjalne koszty są zbyt wysokie, a korzyści nazbyt skoncentrowane w rękach niewielu, by tolerować taki system. Wybór środka wymiany powinien zamiast tego być wolny. Jeśli jednak chodzi o ekonomię systemu bankowego, który wytworzyłby się wokół takiego rynkowego środka wymiany, nie ma wśród ekonomistów zgody.

Czy bankowość z rezerwą cząstkową twory zbyt dużo niesolidnego pieniądza?

Wśród austriackich ekonomistów pytaniem bez ustalonej odpowiedzi pozostaje kwestia, co prywatne banki powinny zrobić z wybranym przez rynek środkiem wymiany? Czy powinno im się pozwolić na działanie w ramach rezerwy cząstkowej? Mówiąc inaczej, czy banki mogłyby kreować substytuty pieniądza jak banknoty lub konta czekowe niepokryte w pełni właściwym pieniądzem wybranym przez rynek? Spór wokół tego tematu nazywany jest literaturze debatą o bankowości z rezerwą cząstkową.

Problem jest jasny: nawet jeśli pieniądz bazowy jest silnie ograniczony co do ilości — jak w przypadku standardu złota — to prywatne banki i tak kreowały środki fiducjarne — niepokryte w pełni substytuty pieniądza. Takich środków fiducjarnych używano w wymianach tak samo jak pieniądza bazowego — tym samym powiększały one zasób pieniądza. Jakie są ekonomiczne konsekwencje takiej praktyki? Są korzystne czy szkodliwe? Środki fiducjarne są tańsze w produkcji, ale czy nie wywołują one cyklu koniunkturalnego? Mises podczas swojej kariery akademickiej wskazywał zarówno na korzyści, jak i koszty środków fiducjarnych. Dlatego też obie strony debaty mogą poczuwać się za spadkobierców tradycji Misesa. Kiedy jednak spojrzymy chronologicznie na rozwój myśli Misesa w tym zakresie, to zobaczymy, że potępił on środki fiducjarne w swoich późniejszych i bardziej dojrzałych pracach — zwłaszcza w Ludzkim działaniu.

We wcześniejszej Teorii pieniądza i kredytu Mises podkreślał ogólne zalety środków fiducjarnych w systemie standardu złota. Według niego tanie w produkcji środki fiducjarne pozwalały oszczędzać na kosztach produkcji monet i tym samym podnosiły ogólny dobrobyt społeczeństwa. W świetle niezwykłego historycznego wzrostu realnej produkcji Mises pisał:

Jeśli stosuje się pieniądz kruszcowy, zalety zmniejszenia się popytu na pieniądz z powodu rozpowszechnienia się innych takich metod płatności są oczywiste. W rzeczywistości, rozwój systemu clearingowego i środków fiducjarnych przynajmniej dotrzymywał kroku potencjalnemu popytowi na pieniądz wywołanemu rozprzestrzenieniem się gospodarki pieniężnej tak, że uniknięto ogromnego przyrostu wartości wymiennej pieniądza, który w przeciwnym razie byłby skutkiem rozpowszechnienia się użycia pieniądza, razem z niepożądanymi konsekwencjami tego zjawiska. Gdyby tak się nie stało, to wzrost wartości wymiennej pieniądza, a także kruszcu pieniężnego, dałby coraz wyraźniejszy bodziec do produkcji metalu. Przekierowano by kapitał i siłę roboczą z innych gałęzi produkcji do produkcji kruszcu pieniężnego. Bez wątpienia oznaczałoby to większą zyskowność pewnych przedsięwzięć, lecz dobrobyt wspólnoty by na tym ucierpiał. Wzrost zasobów metali szlachetnych, które służą do celów pieniężnych, nie poprawiłby pozycji poszczególnych członków wspólnoty, nie zwiększyłby możliwości zaspokojenia ich potrzeb; funkcję pieniężną mógłby bowiem spełniać mniejszy zasób. A z drugiej strony mniejsza ilość dóbr ekonomicznych byłaby dostępna dla bezpośredniego zaspokojenia ludzkich potrzeb, gdyby część kapitału i pracy, które w przeciwnym razie wykorzystano by na produkcję, przekierowano do górnictwa metali szlachetnych.[2]

Mises tym samym stoi w długiej tradycji ciągnącej się od brytyjskich ekonomistów klasycznych Adama Smitha i Davida Ricardo. Także wiedeńscy poprzednicy Misesa — Carl Menger i Friedrich von Wieser — podkreślali oszczędności związane z użyciem środków fiducjarnych w ramach systemu standardu złota. Sam w sobie ten argument jest jak najbardziej poprawny. Społeczeństwo jako całość może zaoszczędzić realne zasoby poprzez użycie środków fiducjarnych w miejsce w pełni zabezpieczonych substytutów pieniądza, ponieważ musi wtedy wydobyć, przetworzyć i przechowywać mniej metalu na cele pieniężne.

Jednakże Mises wyraźnie widział, że emisja środków fiducjarnych musi być ograniczona, aby zapobiec cyklom koniunkturalnym, które opisałem wcześniej. Kiedy środki fiducjarne są tworzone na rynku kredytowym, to mogą wywołać niezrównoważony boom tak jak nowo wytworzony pieniądz dekretowy. Nie tu między nimi istotnej różnicy. Dlatego właśnie Mises był zwolennikiem systemu wolnej bankowości, w którym prywatne banki muszą wymieniać na żądanie swoje substytuty pieniądza na złoto. Bez harmonizacji tworzenia środków fiducjarnych przez bank centralny lub inne rządowe interwencje wspomagające prywatną emisję środków fiducjarnych taka działalność byłaby silnie ograniczona. Dotkliwych konsekwencji cyklu koniunkturalnego można by uniknąć — tak wskazywał w swojej analizie zawartej w Teorii pieniądza i kredytu.

W swoim magnum opus Ludzkim działaniu, którego siedemdziesięciolecie wydania obchodzimy w tym roku, Mises zmienił w znacznym stopniu swoje zdanie. Dokonał integracji teorii pieniądza i cyklu koniunkturalnego ze swoim szerszym teoretycznym gmachem. To pozwoliło mu na wskazanie właściwego miejsca teorii cyklu koniunkturalnego w ramach analizy ekonomicznej. Uznał wtedy, że podstawową przyczyną cyklu koniunkturalnego są nowo wykreowane pieniądze i substytuty pieniądza, które pojawiają się na rynku kredytowym i tym samym obniżają stopę procentową. Oczywiste jest, że skala tego zjawiska może się znacznie zwiększyć z powodu interwencji rządu. Jednak zjawisko cyklu nie jest same w sobie przypadkiem interwencjonizmu rządowego. Dlatego też Mises wyjaśnia:

Nie ulega wątpliwości, że ekspansja kredytowa to jedno z podstawowych zagadnień interwencjonizmu. Mimo to odpowiednim kontekstem jej analizy jest teoria gospodarki czysto rynkowej, a nie teoria interwencjonizmu. Zasadniczo bowiem mamy tu do czynienia z problemem związku między podażą pieniądza a stopą procentową.[3]

Mises jasno mówi, że cykle koniunkturalne jako takie są zjawiskiem typowym dla gospodarki wolnorynkowej. Każdy wzrost zasobu pieniądza, który obniża stopę procentową na rynku kredytowym, powoduje rozziew między realną a pieniężną gospodarką opisywany przez austriacką teorię cyklu koniunkturalnego. Mises kontynuował:

Wszystko, co stwierdziliśmy na temat ekspansji kredytowej, odnosi się również do skutków zwiększenia podaży pieniądza właściwego, o ile owe dodatkowe ilości trafiają na rynek kredytów we wczesnej fazie ich pojawienia się na rynku.[4]

Oznacza to, że nawet w przypadku standardu złota z pełną rezerwą można wyobrazić sobie fluktuacje cyklu koniunkturalnego. Od przyznania tego faktu nie jest daleko do wniosku, że każda ilość środków fiducjarnych, jakie są zwykle emitowane na rynku pożyczkowym, wywołuje nierównowagi związane z cyklem koniunkturalnym. Mises pisał zatem:

Dodatkowa emisja fiducjarnych środków płatniczych, bez względu na jej wielkość, zawsze wywołuje zmiany w strukturze cen, które są przedmiotem teorii cyklu koniunkturalnego.[5]

Zatem instytucja bankowości z rezerwą cząstkową dodaje kolejne źródło wahaniom cyklu koniunkturalnego i niestabilności gospodarczej. Z tego punktu widzenia bankowość z rezerwą cząstkową i środki fiducjarne należy odrzucić jako szkodliwe. Ekspansja środków fiducjarnych nie różni się w tym względzie od produkcji pieniądza dekretowego. W obu przypadkach mamy do czynienia z formami niesolidnego pieniądza tworzonego z niczego. Muszą zostać zakazane, jeśli naszym celem jest stabilność gospodarki.

Co dalej?

Prawdą jest, że środki fiducjarne są sposobem ekonomizacji na potencjalnie wysokich kosztach pieniądza towarowego takiego jak złoto. W świecie pustych walut dekretowych ten argument korzystny dla środków fiducjarnych przestaje być ważny. Jeśli pieniądz bazowy można produkować praktycznie bez kosztów, to nie ma potrzeby tworzenia tanich i niepokrytych substytutów pieniądza. Potencjalne oszczędności są już zmaksymalizowane w samym systemie pieniądza dekretowego. Zmaksymalizowane są także niebezpieczeństwa politycznych nadużyć. Są one zbyt duże, by można je było tolerować.

Jeśli wybór dobra, które służy jako pieniądz, zostawimy wszystkim uczestnikom rynku, a wybrany pieniądz okaże się dobrem kosztownym w produkcji, to nie możemy obiektywnie zważyć na szali oszczędności wiążących się z użyciem środków fiducjarnych względem destabilizujących efektów dla całej gospodarki wywołanych przez emisję tych środków. Ze ściśle ekonomicznego punktu widzenia pytanie o być albo nie być środków fiducjarnych pozostanie bez odpowiedzi. Ta wymagałaby osądu co do wartości. Jednakże wolny rynek pieniądza oznaczałby też wolność w zakresie usług bankowych i tworzenia substytutów pieniądza. Jeśli użytkownicy pieniądza w przejrzystym systemie bankowym zdecydują się na użycie substytutów pieniądza niemających pełnego pokrycia, niechaj tak będzie. Niech uczestnicy rynku zdecydują, ile niesolidnego pieniądza możemy zaakceptować. Ogromne wahania cyklów koniunkturalnych, powtarzające się boomy i kryzysy, które obserwujemy we współczesnych gospodarkach, jeśli Mises miał rację, będą i tak zminimalizowane.

 

[1] Ludwig von Mises, Teoria pieniądza i kredytu, tłum. K. Śledziński, Warszawa 2012, s. 360.

[2] Ibidem, s. 264-265. Tłumaczenie poprawione w jednym zdaniu.

[3] Ludwig von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, tłum. W. Falkowski, Warszawa 2007, s. 486.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem, s. 376, p. 17.

Źródło ilustracji: Adobestock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Karl-Friedrich Israel

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *