Book: Różnica między ekologią a ekonomią

20 stycznia 2020 Ekonomia środowiskowa komentarze: 0

Autor: Joakim Book
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Wersja PDF

Ludwig von Mises powraca w wielkim stylu – kliknij i wesprzyj wydanie biografii największego ekonomisty XX wieku!

Słowa „ekonomia” i „ekologia” mają wspólne korzenie. Oba wyrazy wywodzą się z greckiego oikos (οἶκος), co znaczy „dom”. Ekonomia dodaje przyrostek „nemein” (νέμειν), czyli „zarządzać”, tworząc „oikonomia”, co znaczy „zarządzać domostwem”, czy też według bardziej powszechnego tłumaczenia — „zarządzać zasobami materialnymi”, natomiast „logia” (λόγια) na końcu „ekologii” oznacza „studiować (coś)”.

Pomimo tych wspólnych korzeni językowych, przekonania przedstawicieli tych dziedzin znacząco rozbiegły się od siebie. Każdy, kto (nie)świadomie wdał się w dyskusję ze współczesnymi obrońcami środowiska rzadko jest zaskoczony ich postawą; ekolodzy są gwałtowni, wyznają totalitarne poglądy i nie chcą rozważyć jakichkolwiek korzyści, jakie wynikają chociażby z paliw kopalnych. Gdy ci zainteresowani „ekonomią” — ekonomiści — kładą nacisk na efektywność, konieczność wyboru (trade-off) i zdecentralizowaną wiedzę, to ci zainteresowani „ekologią” — ekolodzy czy obrońcy środowiska — podkreślają z kolei ochronę przyrody, czystość i odgórne planowanie.

Porównując te dwie grupy, rzuca się w oczy, że obrońcy środowiska stosują poprawne rozumowanie ekonomiczne — ale bardzo selektywnie i niemal nigdy nie dotyczy ono gospodarki.

Pochodzenie ekologii

Ekologia jako ruch intelektualny od zawsze był silnie antykapitalistyczny. Od Malthusa, poprzez Rachel Carlson, Ala Gore’a, aż do Grety Thunberg (czy też, jak powinniśmy się do niej należycie zwracać, „świętej Grety”), skrajna wrogość wobec kapitalizmu wciąż jest główną wartością obrońców środowiska. Dla naszej nieskazitelnej, wrażliwej natury od zawsze zagrożenie stanowi konsumpcja, wzrost populacji i wzrost gospodarczy.

Charles Mann w swojej niedawno wydanej książce The Wizard and the Prophet pokazuje, jak William Vogt — najbardziej wpływowy XX-wieczny obrońca środowiska, o którym nigdy nie słyszałeś — postrzegał kapitalizm, jako „pierwotne źródło wszelkich problemów środowiskowych świata”.

Pomijając jego główne teorie biologiczne, Vogt zalecał pokorę wobec złożonych i niepewnych procesów, których nie jesteśmy w stanie pojąć — oczywiście kiedy mówił o ekosystemach. Aby ulepszyć ekosystemy Vogt i jego współcześni uczniowie opowiadają się za ograniczeniami odgórnych interwencji i stosowania nawozów oraz inżynierii genetycznej. To, co jest w boski sposób zapewniane przez ziemię, nie może być poprawione przez ludzi. Ich rozumowanie opiera się na tym, że nie możemy w pełni przewidzieć lub kontrolować skutków naszego wpływu na środowisko; możemy wyrządzać większe szkody, niż zapewniać pożytki.

Można przytoczyć multum przykładów wspierających ten pogląd: przywiezione do Australii króliki spowodowały wymarcie wielu gatunków drzew i w znacznym stopniu przyczyniły się do erozji gleby na całym kontynencie; sprowadzone lisy, czy to w celach łowieckich, czy dla zaradzenia problemom z królikami, wymordowały bezbronne ssaki nieprzyzwyczajone do obecności tego rodzaju drapieżników. Również w Australii ropucha olbrzymia — pochodząca z Ameryki Południowej — została sprowadzona w celu kontroli populacji owadów, ale te zabiły ogromne ilości gadów i krokodyli. Skrzydlice, prawdopodobnie wypuszczone z akwariów, sieją zniszczenia w Atlantyku i w Morzy Karaibskim, pożerając rodzime ryby i niszcząc rafy. Mangusta indyjska, przywieziona na wyspy Pacyfiku Zachodniego i Hawaje w celu kontroli populacji szczurów spowodowała wymieranie lokalnych ptaków i gadów.

Właśnie z uwagi na przezorność większość niedawnych propozycji, jak wytępienie roznoszących choroby komarów, spotyka się ze sprzeciwem, gdyż mogą zagrażać drzewom kakaowca lub poskutkować innymi nieprzewidzianymi konsekwencjami — rzekomo jeszcze poważniejszą malarią, niż ta, którą obecnie próbuje się zwalczyć.

Nie martwcie się. Możemy pokierować gospodarką

W rzeczywistości nikt nie dyskutuje, że nie rozumiemy w pełni procesów przyrodniczych; zachodzą one na poziomie molekularnym, globalnym, uwzględniają miliony gatunków i mikroskopowych reakcji chemicznych, razem skutkujące efektami, które są trudne do przewidzenia. Prognozowanie pogody, chociaż obecnie znacznie precyzyjniejsze niż dekady temu, dalej jest tego przykładem.

Chodzi o to, że procesy gospodarcze są jeszcze bardziej skomplikowane niż przyrodnicze. Dlaczego? Ponieważ oprócz tego, że zachodzi miliony interakcji, to dodatkowo ludzie — w przeciwieństwie do kamieni, atmosfery i pszczół — działają. W przeciwieństwie do mrówek nieposkromienie lgnących do cukru, czy rekinów do krwi, ludzie często zmieniają swoje skale wartości — te same bodźce, które działają na zwierzęta, działają również na nas, ale dodatkowo możemy ich oddziaływanie ograniczyć, gdy tak zdecydujemy. Możemy powstrzymać się od jedzenia, pracy, dążenia do czegoś lub tworzenia czegoś z powodów kulturowych, społecznych lub religijnych. Dokonujemy wyborów, co czyni nas bardziej skomplikowanymi od zwierząt, drzew czy molekuł dwutlenku węgla.

Nawet jeśli kwestie z obu dziedzin w niektórych przypadkach są dla siebie wzajemnie istotne, jak w przypadku debaty o globalnym ociepleniu i określania polityki środowiskowej, to ci sami ekolodzy, którzy kilka minut wcześniej podkreślali złożoność i nieprzewidywalność systemu, radośnie proponują takie oto dziwne rozwiązania:

  • Nawozy i pestycydy zabijają pszczoły, a to źle; naprawmy to za pomocą „naturalnych” (czytaj: nieefektywnych) ekologicznych upraw, które zniszczą naszą produkcję pożywienia.
  • Nasza niesamowita energetyka zmienia wszędzie atmosferę, co jest złe, bo atmosfera nie powinna być zmieniana; zastąpmy obecną energetykę odnawialnymi źródłami energii, które są nieefektywne i nawet bardziej zmieniają atmosferę. Zbudujmy kosztowne panele słoneczne i farmy wiatrowe, chociaż wymagają one więcej, a nie mniej surowców naturalnych wydobywanych z ziemi i nie zapewniają usług ekonomicznych, na które ludzie zgłaszają popyt.
  • Należy opodatkować lub zakazać wszystkiego, co się rusza (mięso, przeloty, bogactwo, energia); subsydiować wszystko, co się nie rusza. To przecież nie może w żaden sposób wpłynąć na gospodarkę, prawda?

Możemy również pokazać inne dziedziny, gdzie szeroko pojmowany pogląd lewicowo-postępowy na złożone systemy jest, co zaskakujące, wywrócony do góry nogami.

W przypadku religii postępowcy radośnie wyśmiewają niektórych konserwatystów za ich sceptycyzm wobec teorii ewolucji. Wiara, że niesłychanie skomplikowane i dostosowane projekty implikują istnienie projektanta ma wynikać z niezrozumienia selekcji w złożonych systemach i jest w sposób oczywisty błędna, jak twierdzą. W kwestii korekcji niepożądanych efektów funkcjonowania kapitalistycznych rynków, systemów bardziej skomplikowanych od ludzkiego organizmu, ci sami postępowcy radośnie zachęcają, wspierają i rozszerzają możliwości interwencji rządów do interweniowania w gospodarkę. Ten sam oddolny ład, jaki ekolodzy dostrzegają w naturze, jakoś nie jest dostrzegany w funkcjonowaniu gospodarki; wcześniej bardzo naukowa i oświecona lewica nagle zmienia swój pogląd na zupełnie przeciwny i uznaje interwencjonizm nie tylko za możliwy, ale wręcz pożądany.

W przypadku bogactw naturalnych (lasów hawaiskich, koryt rzecznych w Wielkim Kanionie, islandzkich wulkanów czy lasów Amazonii) ekolodzy sprzeciwiają się rozwojowi we wszelkiej formie. Jaki jest tego powód? Aby chronić nieskazitelne środowiska przed trudnymi do przewidzenia konsekwencjami ludzkiego wpływu. W porządku, ale to ogranicza liczbę i rodzaj ludzi, jacy mogą mieć dostęp do cudów natury — wykluczeni zostają biedni i klasy niższe, których interesy lewica podobno reprezentuje. Czy nie powinniśmy współdzielić — redystrybuować — tego bogactwa tak bardzo, jak tylko się da?

Nie, odpowiada lewica, ponieważ ekosystem jest wrażliwy i ludzka ingerencja może go uszkodzić i zniszczyć. A teraz zastąpmy „cuda natury” cudami gospodarczymi (produkty i bogactwo stworzone przez Jeffów Bezosów, Steve‘ów Jobsów i Francoise Meyersów tego świata), czy system, który je stworzył — wolnorynkowy kapitalizm — nie powinien być podobnie postrzegany? Otóż nie — sprzeciwiają się naiwnie ekolodzy; powinniśmy dzielić się tym bogactwem tak szeroko, jak to tylko możliwe, niezależnie od wpływu na system.

Ekolodzy, pomimo obecnego szaleństwa w światowych mediach, rozumieją złożony, spontaniczny ład i systemy tworzone oddolnie. Zdają sobie sprawę z tego, że manipulowanie przy nieprzewidywalnym i skomplikowanym systemie może zniszczyć te jego cechy, które umożliwiają jego działanie. Ale z jakiegoś powodu nie chcą dostrzec tego tam, gdzie jest to najistotniejsze — w gospodarce.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Joakim Book

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wsparli nas
Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572