Sieroń: Czy lęk przed koronawirusem to błąd poznawczy?

22 marca 2020 Ekonomia behawioralna komentarze: 9

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

Moi Czytelnicy zdążyli pewnie zauważyć, że jestem zagorzałym krytykiem ekonomii behawioralnej[1]. Nie twierdzę, że nie oferuje ona żadnych cennych obserwacji na temat psychologii jednostek — chodzi mi o to, że nie zrozumiała nigdy o co chodzi w ekonomii i czym jest ryzyko.

Najświeższego przykładu dostarcza Cass Sunstein, współautor (razem z noblistą Richardem Thalerem) książki Impuls. Jak podejmować właściwe decyzje dotyczące zdrowia, dobrobytu i szczęścia. W artykule The Cognitive Bias That Makes Us Panic About Coronavirus z 28 lutego br., czyli tuż przed wybuchem epidemii w Stanach Zjednoczonych, wysunął tezę, że strach przed koronawirusem wynika z błędu poznawczego polegającego na podejmowaniu pewnych działań przy ignorowaniu prawdopodobieństwa z nimi związanego (ang. probability neglect).

Jako przykład tego błędu poznawczego Sunstein przytacza wyniki badań Rottenstreich i Hsee[2], którzy sprawdzali jak wiele pieniędzy ludzie są w stanie zapłacić za uniknięcie „krótkiego, bolesnego, ale nie niebezpiecznego szoku elektrycznego”. Okazało się, że badani byli gotowi zapłacić 10 USD za uniknięcie porażenia prądem z 99 proc. prawdopodobieństwem i aż 7 USD za uniknięcie porażenia prądem z 1 proc. prawdopodobieństwem, mimo że szanse na porażenie były znacznie, ale to znacznie niższe. Gdy w grę wchodzą silne emocje, ludzie ignorują prawdopodobieństwo.

Ale właściwie co w tym dziwnego, że ludzie nie chcą być rażeni prądem? Gry wyrzucę orła, to nie znaczy, że następnym razem musi wypaść reszka. To, że statystycznie prąd razi raz na sto przypadków, nie oznacza, że nie porazi akurat nas.

Na podobnej zasadzie Sunstein argumentuje, że ponieważ COVID-19 to nowa choroba, która może być śmiertelna (!), to wywołuje u ludzi silne emocje, które przesłaniają im racjonalną analizę prawdopodobieństwa. W konsekwencji przeszacowują ryzyko zgonu i podejmują przesadzone działania. Sunstein nawet posuwa się do twierdzenia, że „wiele osób podejmie środki ostrożności (odwoływanie wakacji, odmowa lotów, unikanie całych państw) mimo że nie ma żadnego ku temu powodu”. Jak niedorzecznie brzmi ta wypowiedź z punktu widzenia rozwoju epidemiologicznego COVID-19 zaledwie trzy tygodnie później!

Dalej jest jeszcze lepiej. Sunstein pisze bowiem, że „ryzyko infekcji jest naprawdę niskie i znacznie niższe niż ryzyko, do którego [mieszkańcy] są przyzwyczajeni w zwykłym życiu — powiedzmy, ryzyko zachorowania na grypę, zapalenie płuc lub zapalenie gardła”. Nie wiem, czy to już błąd poznawczy, czy po prostu niewiedza, ale COVID-19 odznacza się zarówno wyższym współczynnikiem zaraźliwości, jak i śmiertelności niż grypa (co pokazuje poniższy wykres)[3].

Wykres 1: Porównanie śmiertelności (CFR) grypy w USA oraz COVID-19 w Chinach w zależności od wieku

Wydaje się, że Sunstein cierpi na powszechny u ludzi błąd poznawczy, który na potrzeby tego tekstu nazwę ignorowaniem drugiej połowy szachownicy. Nazwa nawiązuje do legendy, według której twórca szachów za swój wynalazek zażądał od króla jednego ziarnka ryżu na pierwszym polu, dwóch na drugim, czterech na trzecim i tak dalej. Król był zdumiony skromnością prośby — dopóki nie okazało się, że w całym królestwie nie ma takiej ilości ryżu!

Ponieważ ludzie przywykli do myślenia w kategoriach liniowych specyfika wzrostu wykładniczego jest trudna do uchwycenia i wyjaśnia dlaczego nie oszczędzają oraz nie doceniają postępu technicznego czy… ryzyka epidemiologicznego. Różnice między wzrostem wykładniczym a liniowym prezentuje poniższy wykres.

Wykres 2: Wzrost liniowy (linia niebieska) oraz wzrost wykładniczy (linia czerwona)

Sunstein ewidentnie nie rozumie, że choć początkowo liczba zarażeń COVID-19 jest niewielka, to jednak przy wzroście wykładniczym może ona z upływem czasu urosnąć do znacznych rozmiarów[4].

Jednak nie każdy musi znać się na matematyce. Podstawowy problem z Sunsteinem jest taki, że nie rozumie on, czym jest ryzyko. Ryzyko odnosi się do zdarzeń jednorodnych, powtarzalnych. A ile zdarzyło się na świecie pandemii COVID-19? No właśnie… To jest unikalne zjawisko. To jest nowa choroba powodowana przez nowego koronawirusa — i wciąż nie dysponujemy odpowiednimi danymi na ich temat. Nie ma żadnej próby pandemii COVID-19. Pojęcie ryzyka jest zatem wyzute z sensu, poruszamy się wyłącznie w oceanie niepewności. Nic zatem dziwnego, że jesteśmy ostrożni — kiedy chodzi o ludzkie życie (czy to o własne, czy o współobywateli, których nie chcemy nieświadomie zarazić), lepiej przeszacować niż niedoszacować zagrożenie[5].

Co ciekawe, Sunstein zdaje sobie sprawę z tego problemu. Pisze bowiem (uwaga, przygotujcie się):

Na tym etapie nikt nie może określić wielkości zagrożenia ze strony koronawirusa. Ale jedno jest jasne: wiele osób bardziej się boi, niż ma ku temu powód. Mają przesadne poczucie własnego ryzyka.

No właśnie… skoro nie możemy określić wielkości zagrożenia, to nie ma żadnego kryterium pokazującego, czy nasz strach i nasze działania są odpowiednie, czy nie. Zaprzeczyć sobie w dwuzdaniowej wypowiedzi — to jest sztuka! To byłoby na tyle jeśli chodzi o potencjał intelektualny ekonomii behawioralnej oraz jej wkład w ekonomię, teorię ryzyka oraz epidemiologię.

Czytasz mises.pl?
Przekaż 1%!
KRS: 0000174572

1%

[1] Moja trylogia antybehawioralna:

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/spor-o-racjonalnosc-zachowan-w-ekonomii/;

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/ekonomia-behawioralna-to-miecz-obosieczny/;

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/nieracjonalnosc-nie-taka-nieracjonalna/.

[2] Rottenstreich, Y. & Hsee, C. K. (2001). Money, kisses, and electric shocks: on the affective psychology of risk. Psychological Science, 12, 185-190.

[3] Syntetyczne porównanie obu chorób w formie przystępnego wykresu można znaleźć tutaj.

[4] Dokładnie rzecz biorąc, funkcja epidemiologiczna ma charakter logistyczny: https://youtu.be/Kas0tIxDvrg.

[5] Zwłaszcza że ludzkość pokonuje epidemie częściowo dlatego, że część reaguje przesadnie i podejmuje aktywne działania je ograniczające. Niektóre jednostki mogą zatem lekceważyć niebezpieczeństwo i wychodzić z założenia, że „damy sobie radę”, tylko dlatego, że inni przeszacowują zagrożenie i działają aktywnie, by go uniknąć.

Źródło ilustracji: Adobestock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń - dr ekonomii, Uniwersytet Wrocławski, członek Zarządu Instytutu Misesa

Pozostałe wpisy autora:

9 Komentarze “Sieroń: Czy lęk przed koronawirusem to błąd poznawczy?

  1. Nie zgodzę się z autorem w tej sprawie. Ludzie rzadko kiedy uwzględniają prawdopodobieństwo wystąpienia katastrofy i często aby uniknąć jakiegoś zdarzenia o znikomym prawdopodobieństwa ponoszą pod wpływem emocji niewspółmierne koszty. Przykład z rażeniem prądem wydaje się być dobry. Zgodzę się, że wszystko można wytłumaczyć argumentem „takie ludzie mają preferencje” i może to być prawdą w przypadku jednostki, ale ogół nie ma skłonności masochistycznych, a przynajmniej błąd poznawczy wydaje się o wiele bardziej prawdopodobny. Nie próbujmy bronić koncepcji homo economicus. Wystarczy jedna spanikowana osoba, aby poderwać tłum.
    Zarażenia nie mają przebiegu eksponencjalnego, to znaczy mają, ale tylko w początkowej fazie. w późniejszych fazach epidemii (druga połowa szachownicy) wykres się spłaszcza ze względu na ograniczoną ludność i ograniczony procent ludzi podatnych na zarażenie.

    1. Zgadza się, w przypisie zaznaczyłem, że funkcja ma charakter logistyczny tak naprawdę. Problem polega na tym, że zanim tam dojdziemy, bardzo wiele osób może się zarazić, co przeciążyłoby system zdrowia.

      Co do błędu poznawczego, to jego idea zasadza się na tym, że ludzie przeszacowują ryzyko straty z powodu epidemii. W tekście argumentuje, że nie można mówić o ryzyku, tylko o niepewności. Zatem nie można twierdzić, że ludzie błędnie szacują ryzyko, bo trudno tutaj mówić o rachunku prawdopodobieństwa w ogóle. Rachunek prawdopodobieństwa sprawdza się w kasynie, nie w prawdziwym życiu. Nie ma standardu porównawczego – co zresztą przyznaje sam Sunstein – więc krytyka chybia celu. Skoro nie można oszacować ryzyka, to nie można go przeszacowywać.

      1. Dlaczego nie ma standardu porównawczego? Mamy dane odnośnie zarażeń, śmiertelności, tego jak choroba jest niebezpieczna w zależności od wieu itp. Na ich podstawie można zbudować model rozprzestrzeniania się i zgonów i oszacować prawdopodobieństwo zarażenia.

        1. Czytałem że węgierscy matematycy co przedtem zajmowali się rozprzestrzenianiem eboli i innych wirusów trafnie wytypowali północ Włoch (wskazywali też UK i Francję) na euroognisko covid19. A Bergamo ma poteżne centra handlowe z wloską modą tuż obok lotniska (plus restauracje bary itd.). W dobie tanich biletów lotniczych każdy może się wybrać tam coś kupić i przekąsić. W dodatku był mecz Atalanty Bergamo wyjazdowy. Ponoć 40 tys kibiców z Bergamo na nim było jechali/stali w korkach i 90 minut na stadionie po czym wrócili do domu a tam rodzice i dziadkowie

  2. pózniej wykres sie spłaszcza bo …100% jest zarazona:))) ja wiem smiertelnośc jest 3% ,ale kazdy ma ojca matkę ,dziadków tu prawdopodobieństwo zgonu jest porónywalne z rosyjską ruletką,,to chyba nie jest błąd poznawczy:)) pomijam fakt ze nikt nie jest pewien czy nie ma jakis obciązeń i last but not least prawdopodobieństwo liczy sie dla ryzyka a nie niepewnosci .dla całej populacji ex post ,,ryzyko” nawet jesli jest niskie to jednostka działą w warunkach niepewnosci co w tym dziwnego ,że sie boi

  3. pandemia jest niezwykla z jednego powodu (albo z dwóch). korona virus gra nie fair! bo najbardziej zaraza osoba juz zarazona ale ktora sama nie ma jeszcze objawow!! to jakby blitzkrig przez holandie i belgie zamiast przez linie maginota. taka ebola jest ok bo na ten przyklad infekuje dalej dopiero po wyraznych objawach wiec choc poczatkowo bylo ciezko to pozniej wyizolowano wszystkich chorych i ich kontakty i juz po sprawie. a ten virus zostal tez zlekcewazony przez swoj rozmiar. kazdy boi sie big atomowego grzyba a tu takie nanocos poskakuje, wystarczy troche mydla spirytusu i go nie ma. przypomina sie koncepcja obcych z „niezwyciezonego” s. lema albo opowiadanie kokony p. k. dicka albo mikrospluwa dla willa smitha w men in black. a co do prawdopodobienstwa zartem mowiac z punktu widzenia tego kto wygral w totolotka p=1 a z punktu widzenia tego kto przegral p=0. w makroskali jest inaczej. natomiast nikt nie wzial pod uwage tego co lem w niezwyciezonym ze system padnie nie dlatego ze peknie tylko dlatego ze sie zapcha. gdyby respiratorow bylo tyle co ludzi/pacjentow gdyby kazdy mial maske z filtrem powiedzmy w ilosci 1000 sztuk gdyby kazdy mial kombinezon itd. jak zauwazyl jeden virusolog co jesienia akurat napisal ksiazke na temat (nie)przygotowania ludzkosci do pandemii: bomby atomowej uzyto tylko 2 razy a na obrone przed nia wydano miliardy gdyby choc czesc tego uzyto na obrone przed virusami…

  4. Cha! Tak właśnie! Sedno sprawy! Bo ten koronnywiarus to jest tylko jak zawsze w tym czasie ostra zmutowana destrukcyjna napastliwa grypa, ostatnia była taka u nas latem ubiegłego uroku w czasie wakacji, te same objawy, zarażenia, tylko 10 razy silniejsze! Przechodzilem to, poznałem, ledwo z tego wyszedlem jak inni w pracy, tu na Dolnym Śląsku! Ale nikt o tym nie pisał nie było paranoi groteski propagandy strachu bo były wakacje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *