Sieroń: Gospodarka czy zdrowie?

31 marca 2020 Ekonomia pracy i demografia komentarze: 4

Autor: Arkadiusz Sieroń

Wersja PDF

  • Im dłużej trwa kwarantanna narodowa, tym większe stają się koszty gospodarcze.
  • Im bardziej gospodarka cierpi, tym większe wątpliwości co do podjętych działań przeciwko szerzeniu się epidemii COVID-19.
  • Czy lekarstwo nie okaże się gorsze od choroby?

Im dłużej trwa kwarantanna narodowa, tym większe stają się koszty gospodarcze. Pierwsze dane, które spływają, pokazują, że skala załamania będzie olbrzymia, możliwe że nawet większa niż podczas Wielkiej Recesji, a także i Wielkiego Kryzysu. Nawet w czasach kryzysu finansowego i kilkunastoprocentowej stopy bezrobocia większość gospodarki funkcjonowała normalnie. Recesja była rozciągnięta na kilka lat, co zmniejszało siłę uderzenia. Natomiast obecnie znaczna część gospodarka stanęła praktycznie z dnia na dzień.

Przykładowo, stopa bezrobocia w USA zwiększyła się z 5 proc. w grudniu 2007 r. do 10 proc. w październiku 2009 r. Natomiast liczba wniosków w Ameryce o zasiłek dla bezrobotnych zwiększała się stopniowo z 344 tys. w grudniu 2007 r. do 665 tys. w marcu 2009 r. Skontrastujmy to z obecnym kryzysem i z faktem, że liczba wniosków o zasiłek w USA wzrosła z 282 tys. do 3,28 mln w ciągu zaledwie jednego tygodnia (wykres 1)! W tym kontekście prognozy Goldman Sachs o spadku amerykańskiego PKB o 24 proc. w drugim kwartale roku i o kilka procent w całym roku nie wydają się nieprawdopodobne.

Wykres 1: Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA (od 7.01.1967 do 21.03.2020.

Nic zatem dziwnego, że im bardziej gospodarka cierpi oraz im bardziej skala uderzenia staje się dla wszystkich jasna, tym większe wątpliwości co do podjętych działań przeciwko szerzeniu się epidemii COVID-19.

Kwarantanny i społeczne dystansowanie się wzbudzały zresztą od zawsze kontrowersje. Tognotti w swoim artykule o historii kwarantanny opisuje epidemię cholery w latach 1835-1836. Sardynia była wtedy jedynym regionem włoskim, który uniknął zarazy — dzięki blokowaniu wszelkich statków, które chciały przypłynąć na wyspę. Jak podaje autorka, niektórzy jednak „nie wierzyli w zakaźność cholery, kwestionowali kwarantannę i twierdzili, że ta praktyka była reliktem przeszłości, bezużytecznym i szkodliwym dla handlu”.Jak widać, dylemat „gospodarka czy zdrowie” nie jest niczym nowym — co jednak, rzecz jasna, nie umniejsza jego znaczeniu.

Przykładem współczesnych obaw jest artykuł Sławomira Sierakowskiego pt. „Lekarstwo gorsze od choroby?”, który stawia ważne pytanie, czy walka z wirusem nie zrobiła się bardziej przerażająca niż sama choroba. Powołując się na tekst Davida Katza o podobnym tytule „Is Our Fight Against Coronavirus Worse Than the Disease?”, Sierakowski zastanawia się, czy nie byłoby lepiej po prostu wyróżnić grupę najbardziej narażonych i poddać ich ścisłej izolacji oraz leczeniu, zaś resztę społeczeństwa zwolnić z kwarantanny i przywrócić normalne funkcjonowanie gospodarki. Pyta się nawet prowokacyjnie: „Będziemy wychodzić z tego przez dekadę, dlatego, że w każdym społeczeństwie zginie kilka-kilkanaście tysięcy starszych osób?”.

Jest to strategia intuicyjnie atrakcyjna. Też stawiałem sobie takie pytania. Jednak przyjrzyjmy się, co ona tak naprawdę oznacza. Bazuje ona wszak na koncepcji odporności stadnej, według której powinniśmy pozwolić społeczeństwu zarazić się, aby nabyło ono odporność[1]. Zakładając, że musiałaby się zarazić połowa społeczeństwa, to otrzymujemy — przy współczynniku umieralności 1 proc. — 190 tys. zgonów (odpowiada to utracie wszystkich mieszkańców Rzeszowa). Jednak w tym scenariuszu doszłoby najpewniej do przeciążenia służby zdrowia, co oznacza, że współczynnik umieralności mógłby być bliższy 5 proc.[2], co odpowiada prawie 1 mln zgonów (odpowiada to utracie ludności Poznania i Szczecina plus jeszcze trochę). W obu przypadkach liczba jest większa o rzędy wielkości od wartości podanych przez Sierakowskiego. Ja rozumiem, że redaktorowi naczelnemu „Krytyki Politycznej” interesy klasy pracującej są bliskie sercu — tak jak zresztą i wszystkim w tym kryzysie (i nie tylko klasy pracującej) — ale warto rzetelnie przedstawiać dylemat, przed którym stoimy jako społeczeństwo!

Bo to jest bardzo dramatyczny wybór, a do tego działamy w warunkach silnej niepewności, o czym pisał Mateusz Machaj w swoim komentarzu. Czy w takiej sytuacji nie jest lepiej założyć najgorsze, przeszacować niż zlekceważyć ryzyko i pomylić się po bezpiecznej stronie?

Brakuje nam danych, aby nawet należycie nakreślić alternatywy. Według modelu Thomasa roczny lockdown, po którym następuje masowe szczepienie, będzie tak długo opłacalny, jak długo roczne PKB nie spadnie o 6,4 proc. — wtedy recesja ma spowodować więcej strat w ludzkim życiu niż gospodarcza blokada ich uratuje. Z kolei według modelu Eichenbauma i współpracowników optymalna polityka antywirusowa zmniejsza udział zainfekowanej społeczności z 65 do 52,8 proc. oraz ratuje pół miliona osób w Stanach Zjednoczonych, jednak spadek zagregowanej konsumpcji powiększa się z 2 do 9,1 procent. Czy te dodatkowe 7,1 pp. jest wartych 500 tys. uratowanych istnień? Ile warte jest mniejsze prawdopodobieństwo zarażenia? Ile jest warte ludzkie życie?[3]

Łatwo alternatywę — gospodarka vs. zdrowie — zdyskredytować na gruncie etycznym jako coś odrażającego — no bo jak można poświęcać wiele ludzkich żyć dla gospodarki[4]?! Jednak nie powinniśmy zapominać — zwłaszcza ekonomiści! — że każde działanie wiąże się z kosztami alternatywnymi. Pogorszenie sytuacji społeczno-ekonomicznej znacznej części społeczeństwa w wyniku kwarantanny narodowej to realny problem. Zwłaszcza że w długim terminie istnieje negatywna korelacja między PKB per capita a wskaźnikiem umieralności[5].

Warto zauważyć jednak kilka rzeczy w kontekście dyskusji o tym, czy aby na pewno warto utrzymywać kwarantannę narodową i poświęcać wzrost gospodarczy dla zdrowia części społeczeństwa. Po pierwsze, o ile część społecznego dystansowania została narzucona przymusem przez władze, o tyle częściowo wynika ona z dobrowolnych decyzji jednostek, które troszczą się o zdrowie swoich i swoich bliskich, a nierzadko i o zdrowie nieznanych współobywateli. Sporo firm prywatnych skierowało swoich pracowników do pracy zdalnej na długo zanim rząd ogłosił jakiekolwiek ograniczenia. To wszystko oznacza, że zdjęcie kwarantanny niekoniecznie uchroniłoby gospodarkę przed recesją. Załóżmy, że rząd uchyla kwarantannę. Czy rzeczywiście ludzie masowo zaczęliby chodzić na koncerty i brać udział w wycieczkach zorganizowanych? Czy w możliwej sytuacji załamania się służby zdrowia w takim scenariuszu, ludzie by nie panikowali, a gospodarka funkcjonowała normalnie?

Po drugie, nie można zapominać, że PKB to miernik produkcji, a nie dobrobytu. Dobrobyt jest pojęciem szerszym, który z pewnością uwzględnia także życie w zdrowiu. Trudno zatem mówić, że poświęcamy dobrobyt na rzecz zdrowia. Raczej poświęcamy jeden aspekt dobrobytu na rzecz innego. Cały ambaras polega na tym, że w normalnych okolicznościach większa produkcja jest środkiem do powiększania dobrobytu. Jednak obecnie to mniejsza produkcja jest środkiem do ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa i lepszego zdrowia, co powiększa dobrobyt — przynajmniej w jego zdrowotnym wymiarze. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w sytuacji zagrożenia epidemiologiczne ten wymiar zdecydowanie zyskuje na znaczeniu, więc troska o niego wydaje się naturalną rzeczą[6].

Po trzecie, obecny kryzys wynika częściowo z szoku podażowego wynikającego z przerwanych międzynarodowych łańcuchów dostaw. Cała gospodarka światowa może znaleźć się w tym roku w recesji — w takich warunkach wzrost gospodarczy w Polsce i tak byłby osłabiony (choć oczywiście nie aż tak, jak w przypadku istnienia kwarantanny narodowej).

Jest sprawą oczywistą, że kwarantanna nie może trwać w nieskończoność. Może kupujemy tylko czas, zanim ruszy masowa produkcja testów albo zostanie wynaleziony lek (o szczepionce nie wspominam, bo to zapewne kwestia dopiero przyszłego roku). Sytuacja, w której jesteśmy, jest dramatyczna i nie ma tutaj oczywistych wyborów.

Gdy widzę napływające dane gospodarcze, też nachodzą mnie myśli, że polityczna odpowiedź na koronawirusa to wariactwo[7]. Ale potem przypominam sobie epizod grypy hiszpanki. Choć też starano się zapobiegać rozprzestrzenianiu choroby, to jednak poziom społecznego dystansowania był niższy. Być może dlatego umarło co najmniej 50 mln osób na całym świecie, głównie młodych ludzi? Może część z nich dało się uratować?[8]

A co stało się wtedy z gospodarką? Według Carmen Reinhart, realne PKB w Stanach Zjednoczonych w 1918 r. urosło o 9 procent. Jednak warto pamiętać, że grypa nałożyła się na zawieruchę wojenną — wzrost przytoczony przez Reinhart odzwierciedla wzmożoną produkcję na potrzeby militarne. Barro ze współpracownikami starają się izolować wpływ grypy i szacują, że hiszpanka obniżyła PKB per capita przeciętnie o 6 procent w grupie analizowanych przez nich państw.

Może więc tak naprawdę wybór, przed którym stoimy, to fałszywa alternatywa, bo i tak nie ma ucieczki przed recesją podczas pandemii? Może wprowadzenie kwarantanny odpowiednio wcześniej pozwoli na szybsze uporanie się z zarazą i krótszy ogółem okres gospodarczej zimy? Może na tym polega postęp cywilizacyjny, że obecnie w sytuacji zagrożenia możemy przedsięwziąć radykalne środki, na które ludzie w 1918 r. nie mogli sobie pozwolić? Dużo pytań, niewiele odpowiedzi. Obecny kryzys z pewnością jednak pokazuje — niestety z całą brutalnością — że fundament ekonomii pozostaje nienaruszony: nie ma ani darmowego obiadu, ani darmowego zdrowia.

Źródło ilustracji: Adobestock



[1] Bardziej wyczerpującą krytykę koncepcji odporności stadnej przedstawił Nassim Taleb w artykule „The UK’s coronavirus policy may sound scientific. It isn’t” opublikowanym przez The Guardian. Bezpośrednią polemikę z Katzem napisali uczeni z Yale.

[2] Dlaczego 5 proc.? Wyjaśnia to w swoim tekście Mateusz Machaj.

[3] Uchylam się od odpowiedzi. Jednak szacunki tak zwanej statystycznej wartości życia w Stanach Zjednoczonych sięgają 10 mln dolarów. Przemnożone przez 500 tys. daje to kwotę 5 bilionów dolarów, czyli ponad 20 proc. PKB, a więc więcej niż modelowany spadek konsumpcji i pewnie więcej, niż wyniesie recesja w całym roku. Proszę jednak nie traktować tych wyliczeń zbyt poważnie. Należałoby przecież jeszcze uwzględnić wiek (a może i inne cechy) ratowanych osób, uwzględnić wpływ niższego zanieczyszczenia powietrza w wyniku kwarantanny, korzyści wynikające z nabytego doświadczenia przy obecnej strategii i lepszego przygotowania na przyszłe epidemie, nieprzewidziane, negatywne efekty interwencji rządowych, a także to, jak niższe dochody przełożą się na większą zachorowalność i śmiertelność, i w ogóle znać rozwój wypadków w obecnym i kontrfaktycznym scenariuszu. Oraz oczywiście założyć, że da się wyrazić wartość ludzkiego życia w pieniądzu.

[4] Tak czyni Taleb w linkowanym przeze mnie już wcześniej tekście.

[5] W krótkim terminie, zwłaszcza dla państw bardziej rozwiniętych, ta zależność nie jest taka oczywista, a wręcz korelacja może stać się dodatnia. Odsyłam zainteresowanych do tego artykułu. Ta paradoksalna zależność może częściowo wynikać z negatywnego wpływu produkcji na zanieczyszczenie środowiska i śmiertelność z tym związaną. Przykładowo, Marshall Burke Uniwersytetu Stanforda oszacował, że poprawa jakości powietrza w Chinach podczas epidemii koronawirusa mogła przyczynić się do ocalenia życia 77 tys. osób.

[6] Może na tym polega częściowo problem, że zagrożenie jest niewidzialne i o wciąż nieznanej skali? Gdyby obce czołgi stałyby pod Rzeszowem, pewnie mniej byłoby rozważań, czy warto podejmować działania obronne, skoro szkodzą one sektorowi prywatnemu? Ciekawe też, jak zmieniłaby się dyskusja, gdyby rozkład zgonów na COVID-19 w populacji był odwrotny (chorowałyby głównie dzieci i młodzi ludzie) albo po prostu bardziej równomierny.

[7] O problemach związanych z odpowiedzią banków centralnych oraz tarczą antykryzysową eksperci Instytutu Misesa pisali w tych komentarzach: https://mises.pl/blog/2020/03/18/sieron-czy-banki-centralne-uratuja-gospodarke-przed-covid-19/, https://mises.pl/blog/2020/03/17/rapka-koronawirus-zapalnik-bomby-dlugu/ oraz https://mises.pl/blog/2020/03/24/rapka-tarcza-antykryzysowa-jakie-problemy-rozwiazuje-a-jakie-tworzy/. Czytelnicy mogą także posłuchać podcastu o tym, czy NBP zwariował, a także zapoznać się z tarczą antykryzysową Instytutu Misesa.

[8] Tak przynajmniej sugeruje cytowana już przeze mnie Tognotti, pisząc tak o epidemii hiszpanki: „Lekarze zachęcali do stosowania środków takich jak higiena oddechowa i dystans społeczny. Jednak środki wdrożono zbyt późno i w nieskoordynowany sposób, zwłaszcza na obszarach ogarniętych wojną (…)”.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń - dr ekonomii, Uniwersytet Wrocławski, członek Zarządu Instytutu Misesa

Pozostałe wpisy autora:

4 Komentarze “Sieroń: Gospodarka czy zdrowie?

  1. Może przed recesją nie ma ucieczki, ale może była szansa zabezpieczenia się przed kryzysem? Może gdyby więcej ludzi/firm miało mniej kredytu, a więcej oszczędności nie trzeba było by wszystkich ratować? Może wcześniej była okazja podnieść stopy procentowe i ułatwić przygotowanie się na czarną godzinę, nawet gdyby miała nie nadejść, zamiast napędzać PKB tanim kredytem? a może to dobra okazja, by przywrócić bardziej zapobiegliwe myślenie w społeczeństwie? 🙂

  2. myślę że od siedzenia w domach i żucia śmiecioinformacji ludzie tracą zmysły. codziennie rośnie liczba ofiar ostrego dysonansu poznawczego. opiniotwórcy zmieniają zdanie co kilka dni. prawica zamyka kościoły; lewica krytykuje centralnie planowaną kwarantannę; wolnościowcy liczą na państwo. rząd zaostrza restrykcje a coraz więcej znużonych ludzi wychodzi na ulice. lekarze twierdzą że witaminy C i D pomagają chronić przed infekcjami wirusowymi a jednocześnie że żadne suplementy witaminowe nie pomagają chronić przed koronawirusem. naczelny immunolog USA Dr Fauci publikuje artykuł w którym twierdzi że epidemia nie jest wyraźnie groźniejsza od zapalenia płuc a już na pewno nie od SARS/MERS, po czym straszy ludzi przed kamerami jak to zginie 100 tys.. 200 tys..
    od wybuchu epidemii liczba ofiar grypy przewyższa koronawirusa 2,5x; malarii 5x, samobójstw 6x, wypadków drogowych 7x, alkoholu 12x; nikt jednak nie zakazuje ruchu samochodowego czy picia wódki
    większość ludzi nie wie czym się różni mediana od średniej, ale wszyscy mielą zdekontekstualizowane, pozbawione skali liczby
    generalnie ludzie próbują zachować się racjonalnie pozostając w 100% pod wpływem psychozy

  3. Komentarz bardziej do wiadomości administratora/autora tekstu (nie wiem jakich narzędzi używacie) i do skasowania 😉 Mianowicie – to już drugi artykuł w ostatnim czasie, gdzie odniesienia są niepoprawnie skonstruowane. Np. w tekście pierwszy odnośnik wskazuje na ‚(…)#_ftn1’, natomiast referencja na dole ma kotwicę o nazwie ‚(…)#_ftnref1’. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *