Scheuttinger, Butler: Kontrola cen w starożytnym Rzymie

28 maja 2020 Historia gospodarcza komentarze: 1

Autor: Robert L. Scheuttinger, Eamonn F. Butler
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Wersja PDF

Artykuł jest fragmentem rozdziału 2 pt. „The Roman Republic and Empire” z książki Forty Centuries of Wage and Price Controls: How not to Fight Inflation

cenJak można domyślić się, rządzący Republiką Rzymską nie wahali się przed podejmowaniem działań mających na celu kontrolowanie gospodarki. Jedną z najbardziej znanych zmian w prawie było Prawo Dwunastu Tablic (449 p.n.e.), które regulowało, oprócz wielu innych rzeczy, stopę procentową, ustalając jej wysokość na poziomie uncii za librę (około osiem procent), ale nie wiadomo, czy chodziło o oprocentowanie w skali miesiąca czy roku. Jednak po uchwaleniu tej wczesnej formy konstytucji od czasu do czasu politycy uznawali za korzystne dla ludu darowanie dłużnikom spłaty dobrowolnie ustalonych odsetek. Na przykład Lex Licina Sextia z 367 roku p.n.e. wprowadzała prawo, że zapłacone odsetki można odliczyć od kapitału, który pozostał do spłaty, tym samym ustalając zerową stopę procentową. Lex Genucia z 342 roku p.n.e. zawierała podobny zapis, a „Lex Marcia znacząco ograniczyła” naruszanie prawa „maksymalnego” oprocentowania długu. Levy stwierdził, że „z wyjątkiem Prawa Dwunastu Tablic, te demagogiczne i wprowadzane ad hoc zmiany prędko przestały być stosowane”[1].

Prawa zbożowe miały znacznie bardziej długofalowy wpływ na dzieje Rzymu. Przynajmniej od czwartego wieku p.n.e. rząd Rzymu skupował ziarno w okresach problemów z niedoborami i odsprzedawał je ludziom po ustalonej odgórnie cenie. Za rządów trybuna Gajusza Grakchusa wprowadzono Lex Sempronia Frumentaria, która pozwalała każdemu obywatelowi rzymskiemu kupić określoną ilość pszenicy po oficjalnej cenie, znacznie niższej od ceny rynkowej. W 58 roku p.n.e. to prawo zostało „udoskonalone”, uprawniając każdego obywatela do otrzymania darmowego zboża. Rezultat tego, oczywiście, zaskoczył rządzących. Większość rolników żyjących na prowincji przeprowadziła się do Rzymu, by żyć i nie pracować.

Niewolnicy zostali uwolnieni przez swoich właścicieli, żeby, jako obywatelami rzymskimi, zajmowało się nimi państwo. W 45 p.n.e. Juliusz Cezar odkrył, że niemal co trzeci obywatel otrzymywał darmową pszenicę na koszt rządu. Udało mu się zmniejszyć tę liczbę o połowę, jednak wkrótce ponownie wzrosła; przez stulecia istnienia imperium Rzym regularnie zmagał się z problemami wynikającymi ze sztucznie zaniżanej ceny zboża, która skutkowała najróżniejszymi konsekwencjami[2].

Aby zaradzić coraz poważniejszym problemom gospodarczym, cesarze stopniowo dewaluowali walutę. Neron (54-68 n.e.) rozpoczął od niewielkich dewaluacji, a sprawy się pogorszyły za Marka Aureliusza (161-180), gdy zmniejszono wagę monet. „Te manipulacje prawdopodobnie były przyczyną wzrostu cen”, według Levy’ego. Cesarz Kommodus (180-192) ponownie wykorzystał kontrole cen i narzucił ceny maksymalne na wiele dóbr, jednak to tylko pogłębiło problem i doprowadziło do „gwałtownego” wzrostu cen za cesarza Karakalli (211-217)[3].

Prowincją, która najbardziej ucierpiała, był Egipt, ale podobne problemy — chociaż nieco mniej odczuwalne — były obecne w całym cesarstwie. W czwartym wieku wartość złotego solida zmieniła się z 4000 do 180 milionów drachm egipskich. Levy ponownie przypisuje te kolosalne zmiany cen wzrostowi ilości pieniądza w obiegu. Cena tej samej ilości pszenicy w Egipcie wzrosła z sześciu drachm w pierwszym wieku do 200 w trzecim wieku; w 314 roku cena wzrosła do 9000 drachm i potem do 78 000 w 334 roku; po 344 roku ceny gwałtownie wzrosły do ponad dwóch milionów drachm. Jak wspomnieliśmy, inne prowincje doświadczyły podobnej, może nie aż tak spektakularnej, inflacji[4]. Jak pisze Levy:

Walcząc z problemami monetarnymi, wprowadzano nieefektywne regulacje, mające przeciwdziałać prawu Greshama [gorszy pieniądz wypiera lepszy] i spekulacją na wartości poszczególnych pieniędzy. Zakazano kupna i sprzedaży monet: można było wykorzystywać je wyłącznie do płatności. Zabraniano również ich gromadzenia! Zakazywano ich przetapiania (w celu wydobycia niewielkich ilości srebra zawartego w brązowych monetach). Karą za te przestępstwa była śmierć. Strzeżone były drogi i porty, gdzie straż przeszukiwała kupców i podróżnych. Oczywiście te wszystkie wysiłki nie dały jakichkolwiek rezultatów.[5]

Edykt Dioklecjana

Najbardziej znane i obszerne działania, mające na celu kontrolę cen i płac zostały podjęte za rządów cesarza Dioklecjana, który, niestety dla jego poddanych, nie nauczył się wiele na lekcjach z historii gospodarczej Grecji. Ponieważ zarówno przyczyny inflacji, jak i próby narzucania kontroli przez Dioklecjana oraz efekty jego działań są dosyć dobrze udokumentowane, to warto nieco bardziej szczegółowo przeanalizować ten okres.

Krótko po objęciu władzy w 284 roku „ceny najróżniejszych towarów i płace robotników osiągnęły niespotykany wcześniej poziom”. Zachowało się niewiele zapisów historycznych pozwalających na ustalenie przyczyn tej niespotykanej inflacji. Jedno z zachowanych ówczesnych źródeł, rozdział siódmy De Moribus Persecutorum, za wszystko obwinia Dioklecjana. Jednak, jak wiadomo, autor był chrześcijaninem, a Dioklecjan jako cesarz, pośród wielu rzeczy, jakie uczynił, również prześladował chrześcijan. Dlatego musimy do tego źródła podejść z dystansem. Atak na cesarza wskazuje, że większość problemów gospodarczych cesarstwa wynikało ze znacznego powiększenia armii (w tamtym okresie miało miejsce kilka najazdów barbarzyńskich plemion), ogromnym programom budowlanym (przebudowa większej części wybranej przez siebie stolicy w Azji Mniejszej, Nikomedii), wynikających z tych działań podwyżek podatków i zatrudniania coraz większej ilości urzędników i ostatecznie wykorzystania pracy przymusowej do dokończenia większości ze swoich programów robót publicznych[6]. Sam Dioklecjan w swoim edykcie (jak przekonamy się) za inflację obwinił „chciwość” kupców i spekulantów.

Znany historyk Roland Kent w artykule opublikowanym w Pennsylvania Law Review dochodzi do wniosku na podstawie dostępnych materiałów, że gwałtowny wzrost cen i płac miał kilka przyczyn. Przez pół wieku przed Dioklecjanem trwały kolejne krótkotrwałe rządy niekompetentnych władców osadzonych na tronie przez wojsko; ta era słabych rządów poskutkowała wojnami domowymi, zamieszkami, ogólną niepewnością i oczywiście niestabilnością gospodarczą. Z pewnością nastąpił gwałtowny wzrost podatków, niektóre uzasadnione z powodu konieczności obrony cesarstwa, ale niektóre związane były z rozpasanymi wydatkami publicznymi o kwestionowanej użyteczności. W miarę, jak podatki rosły, baza podatkowa kurczyła się i coraz trudniej było zebrać podatki, co skutkowało błędnym kołem[7].

Wydaje się oczywiste, że głównym powodem inflacji był drastyczny wzrost podaży pieniądza wywołany dewaluacją monety. W okresie późnej republiki i wczesnego cesarstwa główną monetą rzymską był srebrny denar; wartość tej monety była stopniowo obniżana aż do momentu gdy, na kilka lat przed rządami Dioklecjana, cesarze emitowali pokryte cyną miedziane monety, które wciąż określano mianem „denarów”. Prawo Greshama oczywiście zadziałało; srebrne i złote monety były oczywiście gromadzone i nie znajdowały się w obiegu.

W ciągu 50-letniego okresu zakończonego rządami Klaudiusza Wiktorinusa w 268 roku zawartość srebra w monecie rzymskiej spadła do 1/5000 swojej pierwotnej wartości. Wraz z zapaścią systemu monetarnego handel, który wyróżniał cesarstwo, wrócił do barteru, a działalność gospodarcza stała się znacznie trudniejsza.

Klasa średnia niemal całkowicie zniknęła, a proletariat szybko popadł w poddaństwo. Świat zapadł w intelektualny marazm, z którego już nic nie mogło go wydźwignąć.[8]

Natrafiając na to moralne bagno, cesarz Dioklecjan zabrał się z wigorem do reorganizacji cesarstwa. Niestety jego zapał był większy od jego wiedzy o funkcjonowaniu gospodarki cesarstwa.

W celu zaradzenia paraliżowi wynikającemu ze scentralizowanej biurokracji, zdecentralizował administrację cesarstwa i stworzył trzy nowe ośrodki władzy, tworząc tak zwaną „tetrarchię”. Ponieważ pieniądz był całkowicie bezwartościowy, opracował system podatkowy, który pobierał podatki w naturze. Ten system poskutkował, z powodu ascripti glebae, pozbawieniem wolności klasy niższej — stali się poddanymi, którzy byli przywiązani do ziemi, aby cesarstwo miało zapewnioną możliwość zebrania odpowiedniej kwoty podatków w przyszłości.

Najważniejsze „reformy” wiązały się z walutą, cenami i płacami. Reforma walutowa była pierwsza i potem, gdy reforma ta okazała się porażką, ogłoszono edykt poświęcony cenom i płacom. Dioklecjan próbował wzmocnić zaufanie do waluty poprzez zaprzestanie produkcji zdewaluowanej monety złotej i srebrnej.

Według Kenta:

Dioklecjan złapał byka za rogi i wyemitował nowego denara, który był miedziany i nie udawał, że jest czymkolwiek innym; w ten sposób ustanowił nową miarę wartości. Wpływu tego działania na ceny nie trzeba tłumaczyć; nastąpiło dostosowanie cen w górę i to znaczne.[9]

Nowa moneta zapewniła przez jakiś czas stabilność cenom. Niestety poziom cen wciąż był zbyt wysoki, według Dioklecjana, i niedługo stanął on przed kolejnym dylematem.

Głównym powodem oficjalnego zawyżania wartości waluty było, oczywiście, zapewnienie środków na utrzymanie ogromnej armii i biurokracji — ekwiwalentu współczesnego rządu. Dioklecjan musiał dalej bić bezwartościowego denara albo obciąć „wydatki publiczne”, a przez to ograniczyć potrzebę bicia monety. Mówiąc współczesnym językiem ekonomii, mógł albo dalej „drukować”, albo mógł rozpocząć proces „normalizacji”.

Dioklecjan uznał, że deflacja, ograniczanie kosztów utrzymania rządu i armii było niemożliwe. Z drugiej strony

Inflacja byłaby równie niszczycielska w długim okresie. To inflacja doprowadziła cesarstwo na skraj upadku. Reforma walutowa miała na celu zaradzić problemom i stało się jasne, że nie mogła sprostać temu zadaniu.[10]

To prawdopodobnie z powodu tych dramatycznych okoliczności Dioklecjan zdecydował się na dalsze bicie monety, ale tak, aby, jak mu się wydawało, nie spowodować wzrostu cen. Próbował to osiągnąć poprzez równoczesną kontrolę cen dóbr i usług oraz ograniczenie wolności ludzi w decydowaniu, ile państwowa waluta jest warta. Słynny edykt z 301 roku był opracowany właśnie po to. Jego twórcy zdawali sobie sprawę, że jeśli nie narzucą odgórnie ustalonej wartości denara wyrażonej w dobrach i usługach — wartości absolutnie różnej od wartości faktycznej — to opracowany system zawaliłby się. Dlatego edyt był powszechnie obowiązujący, a kary za nieprzestrzeganie jego przepisów były surowe.

Edykt zgodnie z planem został ogłoszony w 301 roku i, według Kenta, „jego preambuła jest długa i sformułowana w trudnym, niejasnym i zawiłym języku, jak wszystko, co sformułowane po łacinie”[11]. Dioklecjan spodziewał się krytyki z powodu uchwalania tego prawa, które dotyczyło każdej osoby w cesarstwie każdego dnia tygodnia; wykorzystał wielkosłowną retorykę, aby uzasadnić swoje działania — retorykę, która była wykorzystywana przed nim i która, dostosowana do konkretnych warunków, była wielokrotnie wykorzystana w różnych miejscach i czasach.

Rozpoczął od wymienienia swych licznych tytułów i następnie ogłosił że: honor i godność narodu oraz godność i majestat Rzymu wymaga, by dla dobra państwa […] było ono również należycie zarządzane […]. Dla pewności, by wszelki powściągliwy duch wzbraniał się od tych praktyk, które wzniecają powszechną, niepohamowaną chciwość […] zapewne odpowiednie byłoby zakryć nasze oczy i wstrzymać usta przed mową, bo wspólna wytrwałość ludzi ograniczyłaby tę obrzydliwą niecność i nędzne postępki (ponieważ jednak jest mało prawdopodobne, że chciwość sama siebie zdyscyplinuje) […] to wymagane jest od nas, którzy jesteśmy dbającymi rodzicami całego rodzaju ludzkiego, (zwrot „rodzice” odnosi się do współrządzących — Augustusa i dwóch cesarzy), by jako sprawiedliwi sędziowie wkroczyć, aby osiągnąć z dawna upragnione cele, których ludność sama osiągnąć nie jest w stanie, co może być lekarstwem sugerowanym przez przezorność, zastosowanym dla dobra wszystkich.[12]

W The Common People of Ancient Rome Frank Abbot podsumował istotę edyktu takimi słowami:

W swoich staraniach obniżenia cen do poziomu, jaki uznał za normalny, Dioklecjan nie zadowalał się półśrodkami, jak my, gdy staramy się walczyć z ograniczeniami w handlu, ale śmiało ustalił ceny maksymalne, po jakich wołowina, zboża, jajka, odzież i inne artykuły mogły być sprzedawane (również płace, jakie mogli zarabiać różni robotnicy) i nakazał karać śmiercią każdego, kto sprzedawał swoje towary po wyższych cenach.[13]

Skutki edyktu

Dioklecjan nie był głupi (w rzeczywistości, według wszystkich źródeł, zdawał się być inteligentniejszy od niemal wszystkich cesarzy); dlatego zdawał sobie sprawę, że jednym z pierwszych skutków jego edyktu będzie znaczny wzrost gromadzenia dóbr. To znaczy, że jeśli rolnicy, kupcy i rzemieślnicy będą oczekiwali, że nie otrzymają ceny za swoje towary, jaką uważają za sprawiedliwą, to nie będą wcale tych towarów sprzedawali na rynku, ale będą czekać na zmianę w prawie (lub dynastii). Dlatego Dioklecjan zapewnił, że:

Za będącego winnym tego występku będzie uznany ten, kto posiadając dobra konieczne do spożycia lub użycia, po tej regulacji pomyśli, że te dobra mogą być wycofane z rynku; ponieważ kara (konkretnie śmierci) winna być cięższa dla tego, kto odpowiada za braki niż dla tego, kto na nich korzysta, wbrew postanowieniom statutów.[14]

W edykcie zawarto również klauzulę ustanawiającą zwyczajową karę dla każdego, kto kupił dobro po wyższej cenie, niż prawo zezwalało. Powtórzmy — Dioklecjan zdawał sobie sprawę z konsekwencji prób regulacji gospodarki. Z drugiej strony przynajmniej pod jednym względem edykt ten był nieco bardziej oświecony (z ekonomicznego punktu widzenia), niż wiele współczesnych regulacji. „Tam, gdzie dóbr będzie aż w nadmiarze”, głosił edykt, „szczęśliwe okoliczności niskich cen nie będą zakłócane — obfitość jest zapewniana dla taniości, jeśli tylko chciwość jest powstrzymywana”[15].

(Te współczesne narody, które musiały cierpieć z powodu „podtrzymywania cen detalicznych”, „umów fair-trade” i działań różnorakich urzędów regulujących ceny, jak Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA), mogłyby się nauczyć wielu pożytecznych rzeczy od Dioklecjana, który przynajmniej uznał za legalne ustalenie niższej ceny).

„Dioklecjanowi nie udało się oszukać ludzi i nie udało mu się ograniczyć kupowania i sprzedawania towarów po cenach, jakie ludzie uważali za słuszne”.

Fragmenty spisów cen odkryto w 30 różnych miejscach, głównie w greckojęzycznych częściach cesarstwa. Były przynajmniej 32 fragmenty spisów, ustalających ceny ponad tysiąca towarów i usług.

Skutki edyktu nie były zaskakujące, i biorąc pod uwagę sformułowania użyte w edykcie — jak się przekonaliśmy — nie były też niespodziewane dla samego cesarza. Według ówczesnych źródeł:

[P]ostanowił uregulować ceny sprzedawanych towarów. Przelano wiele krwi z powodu niewielkich i błahych przewinień; a ludzie już nie dostarczali towarów na rynki, ponieważ nie mogli otrzymać rozsądnej ceny za te towary i pogorszyło to niedostatki tak bardzo, że po tym, jak wiele osób zmarło z ich powodu, prawo zostało zniesione.[16]

Nie do końca wiadomo, jak dużo przelanej krwi, o której wspomniano w tym fragmencie, było przelane przez rząd w ramach zgodnych z prawem egzekucji, a ile zostało przelane niebezpośrednio. Historyk zajmujący się tym okresem, Roland Kent, uważa, że większość krzywd została wyrządzona niebezpośrednio. Ujmuje to, pisząc:

Innymi słowy, ceny ustalone przez edykt nie były przestrzegane przez kupców, pomimo groźby kary śmierci, na jaką można było być skazanym według edyktu, za naruszenie jego postanowień; chętni nabywcy, widząc, że ceny były wyższe od ich ustawowej górnej granicy, organizowali się w bandy i niszczyli przybytki kupców, zabijając przy tym tych kupców, chociaż same dobra mimo wszystko miały niewielką wartość; gromadzenie dóbr przez kupców do dnia, aż ograniczenia zostaną usunięte, skutkowało jeszcze większą rzadkością i wzrostem cen, przez co wymiany odbywały się po nielegalnych cenach, dlatego prowadzono je potajemnie.[17]

Nie wiadomo dokładnie, jak długo edykt obowiązywał; wiadomo jednak, że Dioklecjan, powołując się na problemy zdrowotne, których nabawił się poprzez trudy rządzenia, abdykował cztery lata po tym, jak został ogłoszony edykt regulujący ceny i płace. Z pewnością edykt stał się martwym prawem po tym, jak jego autor abdykował. Mniej niż cztery lata po reformie walutowej towarzyszącej edyktowi cena złota w denarach wzrosła o 250%.

Dioklecjanowi nie udało się oszukać ludzi i nie udało mu się ograniczyć kupowania i sprzedawania towarów po cenach, jakie ludzie uważali za słuszne. Porażka edyktu i „reforma” walutowa spowodowały powrót typowej nieodpowiedzialności fiskalnej i do 305 roku proces dewaluacji waluty rozpoczął się ponownie. Na przełomie wieków ten proces spowodował wzrost ceny złota w denarach o 2000%:

To są niewyobrażalne liczby i najzwyczajniej oznaczają, że jakiekolwiek próby utrzymania rynkowego, nie wspominając o menniczym, kursie wymiany między brązowym denarem a funtem złota były niemożliwe. Astronomiczne liczby na francuskich „asygnatach”, niemieckich markach po pierwszej wojnie światowej i węgierskich pengo po drugiej, nie były bezprecedensowe[18]. Miedziane monety mogły być z łatwością bite; numizmatycy twierdzą, że monety z czwartego wieku często są szybko i niedbale wykonane; były wypychane do obiegu w wielu przypadkach nie będąc wcześniej należycie wygrawerowane, czy wystarczająco należycie wyglądające. Ta naprędce prowadzona przez mennice manipulacja była równie efektywna, co nowoczesne prasy drukarskie, zalewające gospodarki bezwartościowym lub niemal bezwartościowym pieniądzem papierowym”.[19]

M. Rostovzeff, czołowy badacz historii Rzymu, podsumował te smutne doświadczenia tymi słowy:

Te same doraźne środki były stosowane przed nim i często były wykorzystywane po nim. Jako tymczasowy środek w naprawdę złym okresie może być użyteczny. Jako metoda zarządzania, która miała być wykorzystywana stale w przyszłości, pewne było, że wyrządzi wiele szkód i doprowadzi do strasznego rozlewu krwi, a nie przyniesie jakiejkolwiek ulgi. Dioklecjan podzielał to zgubne przekonanie o omnipotencji państwa — przekonanie, które wielu nowoczesnych teoretyków do dziś z nim współwyznaje.[20]

Chociaż próby kontroli gospodarki Dioklecjana zakończyły się kompletną porażką i musiał on abdykować, to zaledwie 60 lat później jego następca, Julian Apostata, wrócił do tych starych praktyk. Edward Gibbon, błyskotliwy historyk zajmujący się tym okresem, zauważył ironicznie, że

Cesarz podjął niezwykle niebezpieczny i wątpliwy krok, decydując się na regulację przez władze publiczne wartości zboża. Uchwalił, że w czasach słabych zbiorów zboże powinno być sprzedawane po cenie, która rzadko była widywana nawet w latach najbardziej obfitych zbiorów; a jego własny przykład miał zachęcić do przestrzegania prawa (cesarz sam sprzedał na rynku dużo swojego zboża po oficjalnie ustalonej cenie). Konsekwencje można było przewidzieć i szybko zaczęły być odczuwalne. Cesarskie zboże zostało wykupione przez bogatych kupców. Właścicieli ziemscy trzymali ziarno z dala od miast, w których zwykle sprzedawali, a niewielkie ilości, jakie pojawiały się na rynku były potajemnie sprzedawane po zawyżonych, nielegalnych cenach.[21]

Podejmując desperackie kroki, kolejni cesarze zdecydowali się na przywiązanie robotników do ziemi i zawodów ich ojców, aby tylko powstrzymać robotników przed zmianami zawodów jako sposobu na unikanie niskich płac przypisanych każdej profesji. To oczywiście było konsekwencją prób kontrolowania płac przez rząd.

Jedynym legalnym sposobem robotników na ucieczkę było znalezienie zastępcy i następnie oddanie mu wszystkich swoich dóbr. Cesarz Aureliusz wcześniej porównał osobę, która porzuca swój zawód do żołnierza, który dezerteruje z pola bitwy[22].

Historyk Levy podsumowuje swoje badania gospodarki cesarstwa stwierdzając, że:

Państwowa interwencja i destrukcyjna polityka fiskalna sprawiły, że całe imperium ugięło się pod ciężarem jarzma; nieraz zarówno biedni, jak i bogaci modlili się, by barbarzyńcy wybawili ich od tych bolączek. W 378 roku bałkańscy górnicy masowo przechodzili na stronę wizygockich najeźdźców, a krótko przed 500 rokiem wczesnochrześcijański kapłan Salwian opisał powszechne uleganie barbarzyńskiej dominacji.[23]

[1] Jean Philippe Levy, The Economic Life of the Acient World, Chicago University Press, Chicago 1967, s. 55.

[2] Ibidem, s. 68-69.

[3] Ibidem, s. 72.

[4] Ibidem, s. 89.

[5] Ibidem, s. 94.

[6] Zob. Roland Kent, The Edict of Diocletian Fixing Maximum Prices, The University of Pennsylvania Review, 1920, s. 37.

[7] Ibidem, s. 37-38.

[8] H. Michell, The Edict of Diocletian: A Study of Price-Fixing in the Roman Empire, The Canadian Journal of Economics and Political Science, luty 1947, s. 3.

[9] Kent, op. cit., s. 39.

[10] Michell, op. cit., s 5.

[11] Kent, op. cit., s. 40.

[12] Ibidem, s. 41-42.

[13] Frank Abbot, The Commob People of Ancient Rome, Scribnerm Nowy Jork 2011, s. 150-151.

[14] Kent, op. cit., s. 44.

[15] Ibidem, s. 43.

[16] L.C.F. Lacatantius, A Relation of the Death of the Primitive Presecutors, przetłumaczone przez Gilberta Burneta, Amsterdam 1697, s. 67-68.

[17] Kent, op. cit., s. 39-40

[18] Michell, op. cit., s. 11.

[19] Ibidem, s. 12.

[20] M. Rostovzeff, The Social and Economic History of the Roman Empire, Oxford University Press, Oxford 1957.

[21] Edward Gibbon, The History of the Decline and Fall of the Roman Empire, Fred de Fau, Nowy Jork 1906, s. 111-112.

[22] Levy, op. cit., s. 97.

[23] Ibidem, s. 99.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert L. Scheuttinger

Pozostałe wpisy autora:

Avatar

O Autorze:

Eamonn F. Butler

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Scheuttinger, Butler: Kontrola cen w starożytnym Rzymie

  1. Rzymian „uwolnili” barbarzyńcy, a kto wyzwoli nas z polityki ciągłej dewaluacji pieniądza i rzadowych regulacji rynku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *