Sieroń: 100-letnie życie, i co dalej?

9 czerwca 2020 Ekonomia pracy i demografia komentarze: 0

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

Artykuł ukazał się pierwotnie 9 maja 2020 na portalu obserwatorfinansowy.pl

Połowa rodzących się dziś na Zachodzie dzieci będzie żyć ponad 105 lat. Starzenie się społeczeństw nie musi być problemem czy przekleństwem, ale — jeśli się odpowiednio na nie przygotujemy — prawdziwym darem. Tak przekonują Lynda Gratton i Andrew Scott — autorzy książki 100-letnie życie. Codzienność i praca w erze długowieczności.

Większość publikacji na temat starzenia się społeczeństw wskazuje na problemy związane z tym zjawiskiem. To, że ludzie żyją dłużej, jest postrzegane jako przekleństwo dla systemów emerytalnych, prawdziwa zmora dla służby zdrowia, zagrożenie dla demokracji (widmo gerontokracji), a nawet jako jedna z przyczyn sekularnej stagnacji (gdyż m.in. ludzie zamiast wydawać pieniądze, oszczędzają je z myślą o emeryturze).

Książka 100-letnie życie jest nieco przegadana — 386 stron tekstu, ale wnosi ożywczy podmuch optymizmu. Nie trzeba z nią się zgadzać, ale powinna zmusić czytelników do przemyślenia sobie wielu kwestii.

Na czym ten optymizm Autorów polega? Zwracają oni uwagę, że obserwowana rosnąca długość życia jest cudownym darem. Życie człowieka nie jest już biedne i krótkie, lecz coraz bardziej dostatnie i długie. Jak Gratton i Scott skrupulatnie wyliczają, wydłużenie życia z 70 do 100 lat oznacza dodatkowe 262 tysiące godzin do wykorzystania.

Przykładowo, w Wielkiej Brytanii oczekiwane trwanie życia wzrosło z niecałych 34 w 1543 r. do ponad 81 lat w 2019. Co ważne, życie wydłuża się nie tylko w bogatych krajach Zachodu, ale na całym świecie — wartość dla całego globu zwiększyła się z niecałych 29 lat w 1770 do ponad 72 lat w 2019 r., zaś w Polce oczekiwane trwanie życia w momencie narodzin zwiększyło się z niecałych 50 w 1931 r. do prawie 79 lat w 2018.

Poprawa doprawdy zdumiewająca, ale daleko tutaj jeszcze przecież do setki! Autorzy zwracają jednak uwagę, że bardzo często oczekiwaną długość życia oblicza się stosując metodę przekrojową, czyli zakładając, że schemat umieralność utrzyma się na poziomie z danego roku przez cały okres życia danej grupy. Jednak oczekiwane trwanie życia systematycznie zwiększa się, więc rozsądnie jest założyć, że obecne dzieci skorzystają na poprawie przeżywalności. Dlatego stosując metodę kohortową, która uwzględnia poprawę umieralności w poszczególnych grupach wiekowych w czasie, Autorzy przedstawiają poniższy wykres, pokazujący wiek, którego dożyłaby połowa dzieci urodzonych w 2007 roku w wybranych krajach na podstawie tablic trwania życia.

Oczywiście, ktoś mógłby zauważyć, że długowieczność okaże się błogosławieństwem tylko wtedy, gdy będzie to życie w zdrowiu. Długie życie w chorobie i niedołężności może okazać się raczej przekleństwem. Jak Autorzy elokwentnie zauważają, od Hobbesowskiego życia przykrego, prymitywnego i krótkiego gorsze może być tylko życie przykre, prymitywne i długie. Na szczęście Gratton i Scott wskazują na coraz liczebniejsze badania pokazujące, że będziemy też dłużej zdrowsi i że osoby starsze są coraz bardziej mobilne i sprawne (Autorzy cytują ten artykuł przedstawiający hipotezę kompresji chorób w coraz krótszym, późniejszym okresie życia, oraz ten artykuł pokazujący spadek niepełnosprawności wśród starszych Amerykanów).

Dane prezentowane na portalu Our World in Data, również pokazują, że oczekiwane trwanie w dobrym zdrowiu też się powiększa. Przykładowo, od roku 1990 do 2016, wartość ta zwiększyła się z niecałych 57 dla świata, niecałych 62 dla Polski i 66,5 dla Europy Zachodniej do, odpowiednio, prawie ponad 63, prawie 68 lat i 71 lat.

Niemniej jednak, o czym wspominają też autorzy książki, w wielu krajach, w tym w Polsce i na świecie, oczekiwana długość życia rośnie szybciej niż oczekiwana długość życia w dobrym zdrowiu (zob. np. ten artykuł). Ale te dane również nie biorą pod uwagę postępów w medycynie i technologii, które będą zachodzić w czasie. Poza tym, Gratton i Scott argumentują, że dłuższe życie nie oznacza koniecznie dłuższej starości, ale może wiązać się z dłuższym poczuciem bycia młodym (ze względu na większą sprawność, elastyczność, późniejsze podejmowanie zobowiązań czy przyjaźnie międzypokoleniowe — więcej o tym poniżej).

Co długowieczność oznacza dla społeczeństwa?

Według Autorów obserwowany wzrost długości życia zmieni radykalnie sposób, w jaki żyją i pracują ludzie, dokładnie tak jak rewolucja przemysłowa, postęp techniczny i globalizacja radykalnie odmieniły ludzką egzystencję. Jakie konkretnie będą to zmiany?

Po pierwsze, ludzie będą musieli zgromadzić zasoby z myślą o znacznie dłuższym życiu. Po prostu: gdy żyjemy dłużej, potrzebujemy więcej pieniędzy. Oznacza to, że stulatkowie będą musieli albo znacznie więcej oszczędzać albo dłużej pracować jeszcze po 70., a nawet po 80. roku życia. Wraz z wydłużaniem się życia, będzie zatem rosła presja na wzrost wieku emerytalnego. Według obliczeń autorów, przy stuletnim życiu, oszczędzaniu 10 proc. dochodów oraz docelowej stopie zastąpienia w wysokości 50 proc. ludzie będą mogli przejść na emeryturę dopiero po osiemdziesiątce.

Po drugie, dłuższa egzystencja i obecność na rynku pracy, który — wraz z coraz szybciej pojawiającymi się technologiami — zmienia się coraz szybciej, będzie wymagać częstszego przekwalifikowania i zdobywania nowych umiejętności. W tradycyjnym modelu wykształcenie zdobyte na studiach mogło jeszcze, ewentualnie okazjonalnie odświeżane, być przydatne aż do emerytury. Jednak przy stuletnim życiu trzeba będzie więcej inwestować w swój kapitał ludzki — Autorzy twierdzą nawet, że re-kreacja (ang. re-creation) stanie się ważniejsza od rekreacji.

Po trzecie, dłuższe życie będzie oznaczało kres modelu trzyetapowego (edukacja — praca zawodowo — emerytura). Już dzisiaj wiele osób eksperymentuje na tym polu, ale wydłużenie ludzkiej egzystencji znacznie wzmocni ten trend. Dlaczego? Zgodnie z pierwszym punktem, aby zapewnić sobie godną emeryturę, ludzie będą musieli albo radykalnie zwiększyć stopę oszczędności albo znacznie wydłużyć okres pracy zarobkowej. Według autorów, choć takie rozwiązanie mogłoby zapewnić równowagę finansową, będzie nie do zaakceptowania ze względu na inne aspekty życia. Mówiąc wprost, mało kto wytrzyma okres nieprzerwanej pracy od, powiedzmy, 25 do 80 roku życia, gdyż będzie to zbyt wyczerpujące albo zbyt nudne. Dlatego ludzie będą realizować w ciągu życia różne kariery zawodowe, które będą przeplatane okresami re-kreacji, regeneracji i ożywionego życia rodzinnego. Ujmując rzecz jeszcze inaczej: gdy życie trwa 70 lat, zdrowie wydaje się relatywnie mniej wartościowe niż w perspektywie stuletniej, w której zasoby witalne (do których autorzy zaliczają zdrowie, przyjaźń i więzi rodzinne) zyskują na znaczeniu.

Po czwarte, pojawią się nowe etapy. Według autorów już obserwujemy nowy etap obejmujący ludzi od 18. do 30. roku życia, dla których charakterystyczne jest odkładanie na później przyjmowania zobowiązań takich jak małżeństwo, dzieci, zakup domu. Dla autorów — Gratton i Scotta — zwlekanie z podejmowaniem takich decyzji nie jest jednak oznaką życiowej niedojrzałości, ale racjonalną odpowiedzią na wzrost wartości opcji w świecie dłuższej egzystencji. Ponieważ im dłuższy czas trwania, tym opcje stają się cenniejsze, dla potencjalnych stulatków posiadanie różnych możliwości i niezamykanie sobie zbyt szybko życiowych furtek nabiera większego znaczenia.

Po piąte, więcej egzystencjalnych etapów oznaczać będzie także więcej okresów przechodnich. Pracodawcy będą musieli na to odpowiedzieć, oferując pracownikom nie tylko więcej szkoleń wspierających ich przejścia, ale także większą elastyczność — tak, aby mogli oni zbilansować pracę z czasem wolnym, zdrowiem i życiem rodzinnym. Gdy biegnie się maraton, trzeba znacznie rozważniej rozłożyć siły niż w przypadku biegu na kilka kilometrów. Dlatego wraz z dłuższym życiem będzie nasilać się presja nie tylko na krótszy tydzień pracy, ale także na bardziej elastyczne formy zatrudnienia.

Po szóste, więcej etapów oznaczać będzie koniec segregacji wiekowej (ale także koniec powiązania między statusem społecznym a wiekiem, co według Kennetha Bouldinga miałoby negatywne skutki społeczne). Życie trzyetapowe doprowadziło bowiem do instytucjonalnego rozdzielenia młodzieży, dorosłych i osób starszych. Życie wieloetapowe to rozerwanie związku między wiekiem człowieka a etapem życia (np. edukujący się 50-latkowie nie będą niczym zaskakującym). Częstsze zatem będą przyjaźnie, a słabsze napięcia międzypokoleniowe. Innym efektem dłuższego życia ma być także powrót wielopokoleniowych rodzin, w tym czteropokoleniowych, co również ma przyczynić się do lepszych relacji między różnymi pokoleniami.

Oczywiście, to nie wszystkie zmiany związane z wydłużaniem się życia opisane przez Gratton i Scotta, ale jedne z najważniejszych (tuż obok faktu, że śpiewanie „Sto lat” solenizantom stanie się nietaktem). Ich opis wystarcza, aby uzmysłowić sobie skalę przemian oraz to, że powinniśmy być na nie przygotowani i odpowiednio się do nich dostosować. Jak twierdzą bowiem autorzy, tylko wtedy, gdy będziemy przygotowani na długowieczność, okaże się ona nie przekleństwem, lecz błogosławieństwem. Oby tak się właśnie stało.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń - dr ekonomii, Uniwersytet Wrocławski, członek Zarządu Instytutu Misesa

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *