Sieroń: Jak rządy nie ochroniły obywateli przed pandemią Covid-19

25 listopada 2020 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 8

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

  • Legitymizacja państwa bazuje w dużej mierze na tezie, że gwarantuje ono bezpieczeństwo swoim obywatelom.
  • Pandemia koronawirusa obnażyła to przekonanie. Rządy okazały się w większości fatalnie nieprzygotowane do poradzenia sobie z zagrożeniem epidemiologicznym.
  • Dotyczy to zarówno pierwszej, jak i — o zgrozo! — drugiej fali zarażeń. Jednak trudno o usprawiedliwienie w obu przypadkach — ostatecznie wiele ekspertów od lat ostrzegało przed ryzykiem pandemii i niektóre kraje rzeczywiście były na jej przyjście przygotowane.
  • O ile Polsce udało się uniknąć znacznego wzrostu liczby zarażeń na wiosnę, jesienna fala wymknęła się rządowi spod kontroli, paraliżując państwową służbę zdrowia. W konsekwencji istotnie wzrosła liczba zgonów w tym roku, także z innych przyczyn niż Covid-19.

1. Wstęp

Aby uzasadnić istnienie państwa i jego interwencje, wskazuje się na zawodność rynku. Jest to sytuacja, w której mechanizm rynkowy ma prowadzić do nieefektywnej alokacji zasobów. Najczęściej wymienia się tutaj nieadekwatną podaż usług związanych z ochroną przed zagrożeniami zewnętrznymi — potrzebujemy zatem państwa, aby zapewniło bezpieczeństwo swoim obywatelom. Interwencje rządowe mają także stanowić odpowiedź na negatywne efekty zewnętrzne występujące w sektorze prywatnym, które mają skutkować zbyt wielką częstotliwością pewnych zachowań, takich jak interakcje społeczne w dobie epidemii. Powszechnie uważa się również, że państwowa służba zdrowia jest niezbędna dla zapewnienia zdrowia obywateli.

Jednak obecna pandemia obnażyła słabość państw w zapewnieniu podstawowej ochrony przed zewnętrznym zagrożeniem w postaci wirusa SARS-CoV-2. Stawia ona również pod znakiem zapytania efektywność państwowej służby zdrowia. Celem tego komentarza jest pokazanie, w jaki sposób współczesne państwa zawiodły w wypełnianiu ich teoretycznie podstawowej funkcji, jaką jest zagwarantowanie bezpieczeństwa swym obywatelom.

2. Jak rządy tuszowały prawdę o grypie hiszpance?

Zanim przejdę do analizy pandemii Covid-19, warto poruszyć poprzednią tak poważną epidemię, czyli grypę hiszpankę. W 1918 r. ok. 50 milionów ludzi zmarło na tę chorobę. Choć przy ówczesnym stanie infrastruktury, technologii i wiedzy wielu z tych osób nie dało się po prostu uratować, warto pamiętać, że odpowiedzialność za część tych zgonów spoczywa na rządach. Dlaczego tak twierdzę? Cóż, grypa hiszpanka wybuchła podczas I wojny światowej. Rządy były zdeterminowane, aby ją wygrać, więc uchwalały różne ustawy o morale, które zakazywały — pod groźbą kilkudziesięciu lat więzienia bądź nawet śmierci — szerzyć wiadomości, które mogłyby wywoływać zniechęcenie lub zaniepokojenie wśród żołnierzy i społeczeństwa, czy też wywoływać zagrożenie[1]. Nie można było więc pisać o nowej chorobie, ani że rząd nie ma pojęcia, jak z nią walczyć[2]. Przez długi czas zatem rządy centralne oraz wiele władz lokalnych tuszowało całą sprawę, aby nie podkopywać morale społeczeństwa. Twierdzono, że wszystko jest pod kontrolą i że strach zabija więcej osób niż choroba[3].

W konsekwencji ludzie nie dysponowali odpowiednimi informacjami i nie zaadaptowali się wystarczająco do nowej sytuacji poprzez np. większe dystansowanie się społeczne. Najbardziej przygnębiającym przykładem może być wielka parada w Filadelfii — jednym z największych i najbardziej zaludnionym miast w ówczesnych Stanach Zjednoczonych — połączona ze sprzedażą bonów wojennych, która odbyła się 28 września 1918 r. Przyszło na nią setki tysięcy ludzi. W konsekwencji liczba nadmiernych zgonów w Filadelfii była znacznie wyższa niż w innych amerykańskich miastach, co widać na poniższym wykresie.

 

Wykres 1: Współczynnik zgonów na 100 000 osób w Filadelfii (linia ciągła) oraz St. Louis (linia przerywana) w okresie od września do grudnia 1918

Źródło: Hatchett et al.[4].

 

Oczywiście epidemii nie można było tuszować w nieskończoność i w końcu ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z zagrożenia. Ponieważ jednak władze nie udzielały rzetelnych informacji, ludzie nie byli przygotowani na pandemię i wpadali w panikę, ponownie nie reagując w odpowiednio racjonalny sposób na zagrożenie. Gdyby władze nie wywierały nacisków na prasę i odpowiednio informowały opinię publiczną, grypa hiszpanka zabiłaby mniej osób[5].

3. Jak rządy nie przygotowały się na pierwszą falę Covid-19?

Na szczęście cenzura nie grała podobnej roli przy obecnej pandemii co przy grypie hiszpance[6]. Niemniej rządy wielu państw również przez długi czas bagatelizowały zagrożenie i w konsekwencji naraziły społeczeństwo na negatywne skutki zdrowotne i ekonomiczne. Chociaż od momentu pojawienia się pierwszych informacji o nowym koronawirusie w Chinach epidemiolodzy ostrzegali przed światową pandemią, politycy większości rządów nie tylko niewiele zrobili, aby powstrzymać jej postęp, ale także zaciemniali i zaprzeczali rzeczywistości, która jednak nadeszła[7]. Ponieważ jednak rządy nie podjęły wcześniej odpowiednich kroków, gdy zderzyły się ze znaczną liczbą zakażeń i groźbą kolapsu służby zdrowia, były niejako zmuszone wprowadzić drastyczne restrykcje. Brak odpowiednio wczesnych działań kosztował życie wielu osób oraz biliony dolarów na ratowanie gospodarek zapadających się pod ciężarem kwarantanny.

Przypomnijmy: rządy krajów zachodnich miały ponad dwa miesiące (licząc od 5 stycznia, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała ostrzeżenie o przypadkach zapalenia płuc o nieznanym podłożu w Wuhan do marca 2020 r., kiedy to liczba zakażeń zaczęła rosnąć poza Chinami: najpierw w Iranie, Korei Południowej, Tajlandii, Włoszech, a potem w innych krajach) na zgromadzenie niezbędnych zapasów środków medycznych i na przygotowanie odpowiedniej strategii walki z pandemią, włącznie ze zbudowaniem zdolności do odpowiednio rozbudowanego testowania. Jednak — podobnie jak w przypadku grypy hiszpanki — rządy chciały zapobiec publicznej panice i zaniechały odpowiedniego działania[8].

Gdyby rządy zareagowały szybciej i lepiej na pandemię koronawirusa, kosztowne i antywolnościowe lockdowny mogłyby nie być potrzebne. Ostatecznie były one wprowadzane wyłącznie ze względu na nieprzygotowanie rządów do efektywnego testowania, wywiadu epidemicznego i powszechnego umaskowienia.

W szczególności Stany Zjednoczone wykazały się daleko idącą niefrasobliwością i brakiem spójnej strategii walki z koronawirusem. Wbrew konsensusowi naukowemu prezydent Donald Trump określał wirusa mianem „demokratycznego oszustwa” (Democratic hoax). Amerykańska administracja zdecydowała się również zamiast skorzystać z niemieckich testów zatwierdzonych przez Światową Organizację Zdrowia na opracowanie własnych testów, które jednak okazały się zawodne, co opóźniło testowanie, pozwalając wirusowi swobodnie się rozprzestrzeniać. Testy na amerykańskim rynku pojawiły się dopiero, gdy rząd federalny zniósł monopol państwowy i pozwolił prywatnym laboratoriom na prace nad własnymi testami[9].

Niektórzy mogliby bronić rządy, twierdząc, że pandemia była czarnym łabędziem, czymś, czego nie dało się przewidzieć. Ale to nie prawda. Nassim Taleb, twórca koncepcji czarnego łabędzia, jasno powiedział, że pandemia nie była czarnym, lecz białym łabędziem, czyli wydarzeniem wysoce prawdopodobnym[10]. Wielu epidemiologów oraz innych osób, z czego najbardziej znaną był zapewne Bill Gates, ostrzegało przed ryzykiem epidemii. Również Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegała rządy od lat przed pandemią. Jak można przeczytać w tegorocznym raporcie Global Preparedness Monitoring Board, powołanej do życia przez Światową Organizację Zdrowia oraz Bank Światowy:

Nigdy wcześniej świat nie został tak wyraźnie ostrzeżony o niebezpieczeństwach niszczącej pandemii, ani też nie miał wiedzy, zasobów i technologii, aby poradzić sobie z takim zagrożeniem. Jednak nigdy wcześniej świat nie był świadkiem pandemii o tak rozległych i destrukcyjnych skutkach społecznych i ekonomicznych.

W konsekwencji braku przygotowania na kryzys zdrowotny społeczeństwa ponoszą znacznie większe koszty. Odpowiednie przygotowania do pandemii kosztowałyby 5 dolarów na osobę rocznie, czyli 40 mld dolarów. Tymczasem według raportu, który został opublikowany 14 września 2020 r., koszty walki z pandemią wyniosły już ponad 11 bilionów dolarów (oraz 10 bilionów dolarów pośrednich kosztów wynikających z zamknięcia szkół oraz globalnej recesji z jej wszystkimi negatywnymi społeczno-gospodarczymi efektami). Innymi słowy, wydanie tyle samo środków na zapobieganie wybuchowi pandemii co na redukcję jej skutków zajęłoby ponad 500 lat… A to ponoć sektor prywatny, zwłaszcza spółki giełdowe, cierpi na krótkowzroczność i skupia się zbytnio na krótkoterminowych korzyściach kosztem długoterminowych konsekwencji!

Do tej sumy należałoby oczywiście dodać koszty alternatywne w postaci mniejszej ilości zasobów kierowanych na walkę z innymi chorobami. Jak jednak zauważył Milton Friedman, rządy wydają nie swoje pieniądze na cudze potrzeby, więc specjalnie nie muszą przejmować się wysokością ich wydatków oraz ich efektywnością.

Co więcej, niektóre państwa, przede wszystkie azjatyckie, dużo lepiej przygotowały się na pandemię, co pokazuje, że gwałtowny przebieg epidemii skutkujący lockdownem nie był konieczny. Można było przejść przez ten kryzys dużo lepiej — wymagało to jednak podjęcia zdecydowanych i właściwych działań. Jako przykłady krajów, które względnie dobrze poradziły sobie z pierwszą falą epidemii popularna strona Our World In Data podaje Koreę Południową, Niemcy oraz Wietnam.

 

Wykres 2: Dzienne oficjalnie potwierdzone nowe przypadki Covid-19 w wybranych krajach od lutego do maja 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

Sukces wszystkich tych krajów bazował na kompleksowym testowaniu. Do tego podejście Korei Południowej oraz Wietnamu zasadzało się na efektywnym śledzeniu transmisji zarażeń oraz izolowaniu osób (potencjalnie) zarażonych w oparciu o wywiad epidemiczny, a nie objawy.

Przykład Niemiec jest bardzo ważny, ponieważ pokazuje, że nie tylko państwa azjatyckie, które miały odpowiednie doświadczenie wyniesione z epidemii SARS, były w stanie relatywnie poradzić sobie z pierwszą falą pandemii. Istotnie, jak widać na poniższym wykresie, takich nieazjatyckich państw jest więcej: Australia, Finlandia, Norwegia, Nowa Zelandia, Urugwaj[11]. Również Polska miała względnie niewielką liczbę dziennych zarażeń. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że wynikało to, podobnie jak w innych krajach, z wprowadzenia lockdownu, a nie efektywnej strategii testowania i wywiadu epidemicznego.

 

Wykres 3: Dzienne oficjalnie potwierdzone nowe przypadki Covid-19 w wybranych krajach od lutego do maja 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

4. Jak rządy nie przygotowały się na drugą falę Covid-19?

Jak pokazałem w poprzedniej sekcji, niektórym krajom nieazjatyckim udało się szybko opanować epidemię (albo poprzez wprowadzenie szybkich restrykcji ograniczających kontakty międzyludzkie, albo poprzez kompleksowe testowanie, śledzenie kontaktów oraz izolację). O ile jeszcze ktoś mógłby mimo wszystko bronić nieprzygotowania zachodnich rządów na pierwszą falę, wskazując, że nie posiadały one niezbędnego doświadczenia tak jak kraje azjatyckie, które przeżyły epidemię SARS, o tyle rażący brak przygotowania na drugą falę nie daje się już nijak usprawiedliwić. Rządy powinny były wyciągnąć odpowiednie wnioski z pierwszej fali.

W szczególności zatrważa niewystarczająca liczba wykonywanych testów. O potrzebie testowania oraz efektywności tego rozwiązania pisał już dawno temu Paul Romer, laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla z ekonomii[12]. Podobnie uważa wspomniany już Taleb, który w listopadzie 2020 r. również stwierdził, że problemem jest brak szybkich i wydajnych testów na skalę, która mogłaby wcześniej przerwać łańcuchy transmisji wirusa:

Dziesięć miesięcy po pandemii nadal nie prowadzimy systematycznych testów, kiedy wsiadasz do samolotu, chcesz iść do restauracji czy coś w tym stylu. Gdybyśmy mieli natychmiastowe, systematyczne testy, nie byłoby nas tutaj. Nie rozmawialibyśmy teraz o pandemii.

Istotność testowania może obrazować porównanie Polski z Islandią oraz Słowacją (zob. poniższe dwa wykresy), które zdecydowały się na masowe testowanie. W konsekwencji w tych krajach liczba dziennych nowych infekcji zaczęła istotnie szybciej spadać.

 

Wykres 4: Dzienne nowe testy na Covid-19 na 1 tys. osób (średnia z ostatnich siedmiu dni) w Polsce, na Islandii oraz na Słowacji od marca do listopada 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

Wykres 5: Dzienne oficjalnie potwierdzone nowe przypadki Covid-19 (średnia z ostatnich siedmiu dni) w Polsce, na Islandii oraz na Słowacji od marca do listopada 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

Skala drugiej fali w Stanach Zjednoczonych oraz w wielu krajach europejskich, w tym w Polsce, może wzbudzać zdumienie. Zwłaszcza w obliczu faktu, że są kraje, które uniknęły drugiej fali pandemii. Warte podkreślenia jest, że dzięki temu uniknęły nie tylko kryzysu zdrowotnego, ale i gospodarczego[13].

Rządy działają chaotycznie, bez wyraźnej długoterminowej strategii, starając się po prostu uniknąć najgorszego, czyli zapaści służby zdrowia. Zamiast wykorzystać lato do obniżenia liczby przypadków praktycznie do zera oraz rozbudowania zdolności do testowania i śledzenia transmisji zakażeń, a także do wzmocnienia służby zdrowia, Europa odpoczywała na wakacjach. Była to wyjątkowo niefrasobliwość, która ponownie przyczyniła się do niepotrzebnych ofiar w ludziach oraz nadmiernych kosztów gospodarczych.

5. Pandemia a sprawa polska

Polski rząd wcześnie zareagował podczas pierwszej fali pandemii, czym nie dopuścił do wymknięcia się epidemii spod kontroli i do zapaści służby zdrowia. Niestety z powodu fatalnego nieprzygotowania służby zdrowia oraz niedoborów maseczek i sprzętu medycznego, rząd zdecydował o wprowadzeniu lockdownu. Idea była prosta: kupić czas, aby zgromadzić niezbędne zapasy oraz rozbudować niezbędną infrastrukturę i w ten sposób nie dopuścić do zapaści służby zdrowia. Narodowa kwarantanna nigdy nie miała sensu sama w sobie, chodziło w niej tylko o wypłaszczenie krzywej i kupienie czasu.

Niestety czas, który rząd kupił bardzo drogo (i niekoniecznie zawsze zgodnie z prawem), został potwornie zmarnowany. Zamiast skupić się na wzmocnieniu służby zdrowia i sanepidu, rząd skupił się kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, a następnie na rekonstrukcji rządu i na kwestii praw zwierząt i wynikającym z niego konflikcie koalicyjnym. Ze względu na wybory prezydenckie rząd zbytnio złagodził niemal wszystkie restrykcje, co przyczyniło się do rozprzężenia społeczeństwa, które przecież było niezwykle zmobilizowane na wiosnę[14]. Późniejsze sprzeczne sygnały wysyłane przez najważniejsze osoby w państwie[15], w tym nieprzestrzeganie uchwalanych restrykcji, brak jasnego komunikatu i transparentnej strategii walki z epidemią oraz wprowadzanie obostrzeń na oślep na pewno nie pomogło w przekonywaniu ludzi do społecznego dystansowania.

Jak widać na poniższym wykresie, w konsekwencji wszystkich tych czynników liczba zarażeń zaczęła bardzo szybko rosnąć jesienią. Właściwie rzecz ujmując, w momencie pisania tego komentarza, Polska znajduje się w czołówce krajów pod względem liczby nowych zarażeń na milion mieszkańców (zob. wykres poniżej).

 

Wykres 6: Dzienne oficjalnie potwierdzone nowe przypadki Covid-19 w wybranych krajach od grudnia 2019 r. do listopada 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

Prawdziwa skala epidemii jest w Polsce jeszcze gorsza. Jak bowiem pokazuje poniższy wykres, w Polsce jest bardzo duży udział pozytywnych wyników testów. Oznacza to, że liczba oficjalnie potwierdzonych zarażeń prawdopodobnie stanowi jedynie niewielki ułamek rzeczywistej liczby zakażeń[16].

 

Wykres 7: Udział pozytywnych testów w testach na Covid-19 w wybranych krajach od grudnia 2019 r. do listopada 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

Siła drugiej fali ewidentnie zaskoczyła rząd, zagrażając ponownie kolapsem państwowej służby zdrowia. Chociaż nie załamała się ona całkowicie, rosnąca liczba hospitalizacji zaczęła drenować ograniczone zasoby w postaci ratowników medycznych, łóżek szpitalnych i lekarzy. Ogólnopolskie media ujawniły zapisy komunikacji między ratownikami medycznymi z karetek a szpitalami, które kreśliły dramatyczny obraz polskiej służby zdrowia. Brakuje miejsc w szpitalach, w konsekwencji czego „karetki godzinami krążą między placówkami albo stoją na podjazdach szpitalnych oddziałów ratunkowych[17]. Zapchanie służby zdrowia powoduje, że umierają pacjenci nie tylko na Covid-19 czy współistniejące dolegliwości, ale także na inne choroby, na których leczenie nie ma środków ze względu na fatalne przygotowanie państwowej służby zdrowia. W konsekwencji przestała ona w dużej mierze realizować swoją funkcję, jaką jest powszechna ochrona zdrowia obywateli. Istotnie, jak pokazuje poniższy wykres, liczba zgonów na Covid-19 w Polsce znacznie wzrosła jesienią 2020 r.

 

Wykres 8: Liczba oficjalnie potwierdzonych dziennych zgonów na Covid-19 na milion obywateli w wybranych krajach od grudnia 2019 r. do listopada 2020 r.

Źródło: ourworldindata.org

 

Co ważne (i smutne), wzrosła także liczba całkowitych zgonów, tj. wszystkich zgonów w porównaniu do poprzednich lat. Miara ta lepiej pokazuje całościowy wpływ epidemii na śmiertelność, ponieważ obejmuje także zgony oficjalnie zaklasyfikowane z innych powodów niż Covid-19 czy też zgony, które wynikały z zapchania służby zdrowia.

 

Wykres 9: Nadmierna liczba zgonów (w ujęciu tygodniowym) w  Polsce w 2020 r. w porównaniu do poprzednich lat

Źródło: ourworldindata.org

 

To, że druga fala pandemii wymknęła się spod kontroli i sparaliżowała polską służbę zdrowia, ilustruje poniższy wykres, który pokazuje relatywnie wysoką nadmierną śmiertelność w Polsce w porównaniu z innymi krajami.

 

Wykres 10: Nadmierna śmiertelność w 2020 r. w porównaniu do poprzednich lat w wybranych krajach

Źródło: ourworldindata.org

 

Co jest niepokojące, ale potwierdza, niestety, tezę o zapchaniu służby zdrowia, jest to, że nadmierna śmiertelność znacznie wzrosła w 2020 r. we wszystkich grupach wiekowych, nawet w tych, które są relatywnie mniej narażone na zgon z powodu Covid-19. Oznacza to, że zgony coraz częściej wynikają z niedostępności zasobów na odpowiednie leczenie innych chorób.

 

Wykres 11: Nadmierna śmiertelność w 2020 r. w porównaniu do poprzednich lat w Polsce w wybranych grupach wiekowych

Źródło: ourworldindata.org

 

Ponieważ rządowi przez lato nie udało się rozszerzyć testowania, usprawnić wywiadu epidemiologicznego oraz odpowiednio zwiększyć liczbę sprzętu i personelu medycznego, rząd rozpoczął ponowne wdrażanie różnych społecznych restrykcji. Aby uniknąć negatywnych skutków gospodarczych twardego lockdownu, rząd wprowadzał ograniczenia w słabszej wersji niż na wiosnę i stopniowo. Tym samym jednak cały czas „pozostawał za krzywą” — działania były reaktywne, nie proaktywne.

Nie dość, że działania rządu były spóźnione, to jeszcze były chaotyczne. Rząd nie przedstawił nigdy spójnej strategii działania bazującej na naukowych podstawach. Nie komunikował też w sposób transparentny danych na temat pandemii, a ostatnio pojawiają się wręcz podejrzenia, że zaniżał statystyki zachorowań na Covid-19, co nie pomaga w budowaniu zaufania obywateli do rządu i do przestrzegania zasad dystansowania społecznego. Ogłaszane obostrzenia sprawiały wrażenie losowych i nieprzemyślanych. Wprowadzone były także w ostatniej chwili (jak np. decyzja o zamknięciu cmentarzy), co wzbudzało opór obywateli.

6. Wnioski

Odpowiedź większości rządów na pandemię okazała się porażką. Rządy nie zapewniły swoim obywatelom należytego bezpieczeństwa. Nie zareagowały odpowiednio wcześnie, przez co przyczyniły się do nadmiernych zgonów — zarówno na Covid-19, jak i na inne choroby, które nie mogły zostać wyleczone ze względu na zapchaną służbę zdrowia. Ponieważ nie zbudowały potencjału do efektywnego testowania i śledzenia transmisji zarażeń, musiały polegać na lockdownach (w wielu przypadkach dwukrotnie!), które generują negatywne efekty dla zdrowia psychicznego obywateli oraz dla gospodarki[18].

To, co szokuje chyba najbardziej, to brak długoterminowej strategii. Wypłaszczanie krzywej w celu uniknięcia zapaści służby zdrowia aż do pojawienia się szczepionki nie można nazwać strategią. To jedynie próba uniknięcia cywilizacyjnego kolapsu, ale nie racjonalne podejście do powstrzymania epidemii. Można właściwie powiedzieć, że rządy się poddały, ulegając urokowi tezy o odporności stadnej. I chociaż dzięki szczepionkom uda się ostatecznie taką odporność stadną uzyskać, brak lepszej reakcji niż „czekanie na Godota”[19] pokazuje nie tylko mizerię intelektualną, ale także administracyjną nieefektywność aparatu rządowego.

Porażka rządów w znalezieniu właściwej odpowiedzi na pandemię osłabia tezę o tym, jak to bardzo potrzebujemy państwa, aby chroniło ono obywateli przed zagrożeniami zewnętrznymi. Jaskrawo widoczna staje się także niewydolność państwowej służby zdrowia, która w wielu państwach funkcjonuje przy granicy zdolności produkcyjnych lub nawet została częściowo sparaliżowana[20]. Mit powszechnego dostępu do służby zdrowia upadł zwłaszcza w Polsce. Okazuje, że upaństwowienie służby zdrowia nie rozwiązuje problemu rzadkości zasobów — a wręcz go pogłębia poprzez nieefektywne zarządzanie i niedobory charakterystyczne dla sektora państwowego. Krytycy libertariańskiego ładu często zarzucają, że w tym systemie „ludzie umieraliby pod płotem”. Tymczasem w obecnym państwowym systemie służby zdrowia ludzie umierają w karetkach krążących po mieście w poszukiwaniu wolnych miejsc w szpitalach.

Obecne miękkie lockdowny nie są niewłaściwe, ponieważ „koronawirus to ściema”. Są niewłaściwe, ponieważ efektywne zapewnianie bezpieczeństwa obywatelom przez rządy okazało się ściemą. Są niewłaściwe, ponieważ były możliwe dużo lepsze, tańsze i mniej antywolnościowe polityki, które jednak przerosły zdolności intelektualne i organizacyjne rządów.

[1] Stąd mówimy o grypie hiszpance. Nazwa wynika z tego, że Hiszpania była neutralna podczas I wojny światowej, więc dziennikarze mogli swobodnie pisać o grypie. Dlatego ludzie uznali błędnie, że grypa zaczęła się w Hiszpanii.

[2] J. Wright, Co nas (nie) zabije: największe plagi w historii ludzkości, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 2020.

[3] Zob. na ten temat artykuł Martiniego et al., oraz artykuł BBC.

[4] Na temat różnic w podejściu do grypy hiszpanki między różnymi amerykańskimi miastami — zob. także ten artykuł.

[5] Badacze wskazują również na spóźnioną reakcję rządu amerykańskiego na epidemię HIV.

[6] Choć chiński rząd również przez pewien czas tuszował prawdę o koronawirusie.

[7] Zob. ten artykuł Politico na temat opóźnionej reakcji na koronawirusa w Europie.

[8] W Polsce np. Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas sugerował, że panika jest gorsza od samego koronawirusa.

[9] Na problem z testami opracowanymi przez Centers for Disease Control and Prevention zwracają także uwagę media głównego nurtu. Zob. np. artykuł New York Times.

[10] Zostając przy zoologicznych metaforach, pandemię można też określić mianem szarego nosorożca, jako że była ona wysoce prawdopodobnym i poważnym, lecz lekceważonym zagrożeniem.

[11] Z państw azjatyckich warto wymienić oczywiście jeszcze Chiny (które co prawda opanowały epidemię poprzez drakońskie restrykcje), Japonię, Singapur, Tajlandię i Tajwan. Ciekawy jest przypadek Urugwaju na tle Ameryki Południowej, mającej generalnie kłopoty w okiełznaniu epidemii.

[12] Swoją strategię masowego testowania Romer przedstawił w tym raporcie. Również Bill Gates zwracał uwagę na brak strategii powszechnego testowania. Częste wykonywanie testów, które dawałyby niemal natychmiastowe wyniki, rekomendują też amerykańcy badacze w artykule opublikowanym w Science Advances.

[13] Przykładem takiego kraju jest Finlandia, której sytuację opisał niedawno Mirosław Ciesielski na łamach Obserwatora Finansowego.

[14] O tym, jak polski rząd nie przygotował się na drugą falę pandemii — zob. ten artykuł oraz ten tekst.

[15] Wcześniej Łukasz Szumowski, ówczesny minister zdrowia, zmieniał często zdanie na temat maseczek.

[16] Więcej o znaczeniu udziału pozytywnych wskazań testów można przeczytać tutaj.

[17] Zob. także tego newsa czy ten materiał.

[18] O tym, że wybór pomiędzy gospodarką a zdrowiem w kontekście przeciwdziałaniu epidemii może być fałszywą alternatywą pisałem w tym tekście na mises.pl.

[19] Na szczęście szczepionki — w przeciwieństwie do Godota — się pojawią. Niemniej w międzyczasie umrze więcej ludzi niż musiało, zaś standard życia wielu innych się obniży.

[20] Zob. ten artykuł porównujący państwową służbę zdrowia we Włoszech oraz bardziej prywatną w Korei Południowej.

Źródło ilustracji: Adobestock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Arkadiusz Sieroń

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń jest doktorem nauk ekonomicznych. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest członkiem zarządu Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa oraz autorem książek Money, Inflation and Business Cycles: The Cantillon Effect and the Economy oraz Monetary Policy after the Great Recession: The Role of Interest Rates, a także autorem kilkudziesięciu publikacji naukowych. Jest stypendystą amerykańskiego The Ludwig von Mises Institute oraz zdobywcą 3. miejsca w The 6th International VERNON SMITH PRIZE for the Advancement of Austrian Economics.

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Sieroń: Jak rządy nie ochroniły obywateli przed pandemią Covid-19

  1. Podziwiam wiarę Pana Doktora w zapewnianie odporności stadnej za pomocą szczepień, zwłaszcza po wieloletnich doświadczeniach ze szczepieniami na grypę.

    Czy są dostępne jakiekolwiek dane pokazujące w jaki sposób zmienia się wskaźnik seroprotekcji po szczepieniu tymi eksperymentalnymi specjałami ? Są choroby, jak np. wzw, gdzie wskaźnik potrzebuje paru dawek i ładnych kilku miesięcy żeby mocno wzrosnąć. Czyli szczepienia w styczniu mogłyby dać ochronę na przykład w czerwcu. Pytanie czy wirus jest na tyle stabilny żeby tak długo czekać.

    Zresztą, skoro ignorujemy doniesienia o znacznym procencie fałszywych pozytywów i wierzymy w oficjalne dane o tym jakoby duży procent testowanych osób był rzeczywiście nosicielami, to odporność stadną zobaczymy dużo wcześniej.

    1. 2019 to był piękny rok, ale w 2020 90% ludzkości magicznie podniosła swoje kwalifikacje i stała się wirusologami i epidemiologami aby móc kwestionować firmy biotechnologiczne na podstawie clickbaitowych artykułów w Internecie. Masowa i szybka edukacja jakiej nikt się nie spodziewał 😉

  2. Portal Mises.pl to najlepszy dowód na to, że każdy uprawia cherry picking. Z serii artykułów, które wskazywały na potrzebę wprowadzenia zamordyzmu sanitarnego, „bo wirus”, czemu akurat słusznie z powodów etycznych sprzeciwiają się libertarianie, na koniec wyciąga się wniosek, że to wszystko wina państwowej służby zdrowia. Jasne, bo prywatna służba zdrowia uleczyłaby tysiące chorych w ramach wykładniczo rosnącej liczby zakażeń. A może jeszcze prywatny sanepid bez przymusu skutecznie przetestowałby kogo trzeba? A może po prostu wolimy monopartyjny militaryzm w stylu Wietnamskim? Przecież wirus najważniejszy, nic innego się nie liczy.
    Generalnie, jako tradycyjny liberał wolę socjaldemokratyczną Szwecję, która akurat w sprawie wirusa zachowała zdrowy rozsądek i swego rodzaju konserwatyzm. Niestety, w miejsce niezależnej agencji rządowej powoli wkracza tam rząd i dokręca śrubę w walce z wirusem, który ma śmiertelność na poziomie 0,33-0,5% (IFR) oraz R0 podobne lub mniejsze jak druga fala pandemii grypy z lat ’60, kiedy to odbywał się choćby festiwal Woodstock i ludzie nie zatracili rozumu, jak dzisiaj.

  3. @MG

    A co dokładnie pozaostrzali teraz Szwedzi ? Pytam bo nie widzę infa o egzekwowaniu jakichś szczególnych restrykcji.

  4. Obniżyli próg zgromadzeń publicznych z 50 do 8 osób oraz zakazali podawania alkoholu w lokalach po 22:00. Zaostrzono też lokalne rekomendacje.

  5. Sukces gwarantuje zdyscyplinowane społeczeństwo oraz rozsądni rządzący, który w mądry sposób potrafią połączyć rachunek ekonomiczny z wiedzą na temat specyfiki chorób zakaźnych. W wielu krajach zabrakło połączenia tych 3 czynników. Efekty widać w statystykach zgonów za dany rok w porównaniu do lat poprzednich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *