Yang: Co napędza postęp – państwo czy rynek?

9 grudnia 2020 Interwencjonizm komentarze: 1

Autor: Ethan Yang
Źródło: aier.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Wersja PDF

Znany pisarz amerykański Mark Twain napisał kiedyś: „historia się nie powtarza, ale często się rymuje”.

Nieco ponad sto lat temu prezydent Woodrow Wilson doprowadził do drastycznego rozrostu władzy państwowej i poszerzenia jej kompetencji zakładając, że państwo może naukowo planować społeczeństwo. Prezydent Franklin Roosevelt znacząco powiększył wpływ państwa, rozpoczynając kolejne programy rządowe, które miały rozwiązać wszelkie problemy społeczne i dzięki centralizacji zapewnić postęp, którego rynek nie był w stanie zapewnić. Przykuło to uwagę i spotkało się z krytyką ze strony ekonomistów opowiadających się za rynkiem — takich jak Ludwig von Mises.

Ekonomiści z AIER, twierdzą, że rynek lepiej niż państwo radzi sobie z organizacją społeczeństwa. To jest historia ludzkości, zmagania między jednostką a państwem. Zmagania między tymi, którzy wierzą w państwo, i tymi, którzy wierzą w wolność.

Niektórzy myśleli, że wolnorynkowcy zwyciężyli intelektualny spór z keynesistowskimi etatystami w latach 70. XX wieku. To wtedy stagflacja całkowicie obaliła założenie, że inflacja i bezrobocie zawsze zmieniają się w przeciwnych kierunkach. Okazało się, że wykorzystanie ekspansyjnej polityki monetarnej w celu zapewnienia wzrostu gospodarczego wcale nie jest tak dobrym pomysłem, jak myślano. Po drugiej wojnie światowej keynesiści i wszelacy zwolennicy wielkiego państwa oczekiwali problemów gospodarczych, ponieważ spadły wydatki i ludzie wrócili z wojny. Wydarzyło się coś zupełnie przeciwnego i ponownie nauczyliśmy się, że to nie państwo napędza rozwój gospodarczy. W drugiej połowie XX wieku daleko idące reformy gospodarcze zapewniły dobrobyt na świecie. Był to kolejny cios zadany wielkiemu państwu.

W 2013 roku dr Mariana Mazzucato, wiodąca ekonomistka keynesowska, opublikowała książkę Przedsiębiorcze państwo, książkę w której zawarła tezę, że sektor publiczny może zrobić znacznie więcej, niż robi obecnie. Sektor prywatny ma potrzebować sprawnego państwowego przywództwa i interwencjonizmu, które w wielu przypadkach są równe, jeśli nie lepsze od rynku i sprawniej funkcjonuje oraz dostarcza innowacyjne społeczeństwo.

No cóż, znowu to samo.

Mazzucato i jej sojusznicy twierdzą, że społeczeństwo rozwijałoby się lepiej, gdybyśmy porzucili reguły rynkowe i powierzyli państwu więcej funkcji. Uważają tak takie osoby, jak senator Elizabeth Warren.

Dlatego właśnie tacy poważni ekonomiści, jak dr Deirdre McCloskey oraz dr Alberto Mingardi postanowili napisać Mit przedsiębiorczego państwa. Najlepiej by było, żeby czytelnik przeczytał również pracę Mazzucato, ale nie jest to konieczne, by zrozumieć książkę McCloskey i Mingardiego. Ich książka jest istotnym głosem w niekończącej się debacie między rynkiem i państwem. Jest to także doskonała praca w dziedzinie historii gospodarczej, zgłębiająca wiele istotnych zagadnień ekonomicznych, co czynią ją godną polecenia nie tylko osobom bardzo tą debatą zainteresowanym.

Idea przedsiębiorczego państwa

Autorzy cytują Mazzucato, pokazując, co stwierdziła:

„Głównonurtowe koncepcje i zalecenia polityczne” są „normatywnymi postulatami ciągłego tworzenia nowych rynków przez państwo, przede wszystkim organizując «deregulację przez prywatyzację», a nie warunkowymi zaleceniami wynikającymi z rozważenia możliwych atlernatyw i ścieżek”.

Sugeruje to, że głównonurtowa myśl ekonomiczna jest zdominowana przez idee Miltona Friedmana, który opowiadał się za prywatyzacją i deregulacją w celu pobudzenia wzrostu. Mazzucato jest przekonana, że rezultaty takiej polityki są nieprzewidywalne i suboptymalne. Zamiast tego powinniśmy pozwolić ekspertom wskazać najlepsze alternatywy z naukową precyzją. Mazzucato lubi przywoływać takie programy rządowe jak DARPA czy Manhattan Project, jako przykłady innowacyjności państwa.

To dosyć dziwne stwierdzenie, tak jak zgodziłbym się, że wielu ekonomistów uważa, że rynki i prywatyzacja są dobre, to jednak McCloskey i Mingardi wskazują, że:

„W ubiegłym wieku wydatki rządowe wyrażone odsetkiem PKB, wzrosły do 50% z 10% sprzed ery keynesowskiej”. […]. „Demokratycznie wybrani politycy i wyborcy ostatecznie zostali przekonani, że równowaga budżetowa wiąże się w niewielkim stopniu, lub nie wiąże się wcale, z moralnymi konsekwencjami”.

W przeciwieństwie do tego, co twierdzi Mazzucato, wśród polityków wcale nie panuje zgoda co do wielkich zalet prywatyzacji, ale w kwestii źle zaplanowanych, niekończących się wydatków i rozrostu państwa.

Tak właśnie funkcjonują rządy, zwłaszcza demokratyczne. Są niesprawne, nieroztropne, uciążliwe i absolutnie nie zważają na istotne procesy rynkowe. Jeśli wspierasz państwo w dalszym planowaniu kolejnych sfer życia społecznego, to ten problem tylko będzie się pogłębiał.

Właśnie dlatego tradycyjny konsensus gospodarczy głosi, że rząd powinien zająć się wskazanymi problemami zbiorowego działania, a sektor prywatny powinien zajmować się większością sfer aktywności gospodarczej.

Autorzy już śmielej wyrażają swoje wątpliwości wobec wielkiej idei Mazzucato, pisząc:

Mazzucato jest lojalną córą lewicy, podejrzliwą wobec prywatnych zysków, do których dążymy, chociażby robiąc zakupy i z tego powodu jest podejrzliwa wobec osób robiących coś dla własnej korzyści. Chce by państwo, któremu sama doradza, decydowało za nas.

W istocie do tego sprowadza się koncepcja przedsiębiorczego państwa. Jest uzasadnieniem lewicowej ekonomii politycznej, którą radośnie popierają politycy i profesorowie akademiccy. To łagodna forma centralnego planowania, które twierdzi, że „wielkie rzeczy są możliwe tak długo, jak ja pozostaję u władzy”.

Dlaczego pojawiają się innowacje?

Jedna z głównych przesłanek zwolenników przedsiębiorczego państwa brzmi, że inwestycje publiczne są źródłem innowacji. Mazzucato twierdzi, że rząd powinien raczej przewodzić prywatnym przedsiębiorstwom, niż je kontrolować, aby skierować je w stronę optymalnego stanu określonego przez ekspertów.

Jednak to wcale nie dlatego powstają innowacje. Innowacje powstają oddolnie, a nie odgórnie. Wolni ludzie działają w spontaniczny sposób, kierując się własnym interesem i tworzą innowacyjne dobra przyszłości. Prywatne firmy walcząc o dominację w sektorze przenośnych urządzeń multimedialnych, zapewniły nam genialne urządzenie, jakim jest iPhone. Tesla tworzy część najnowocześniejszych samochodów elektrycznych, jakie są dostępne dla masowego konsumenta. Prezes Tesli Elon Musk jest przeciwieństwem zarozumiałych biurokratów, którzy mają według Mazzucato tworzyć innowacje. Stworzył cztery modele samochodów oznaczone symbolami S, 3, X, Y, sprzedaje miotacze ognia, sprywatyzował sektor kosmiczny, a obecnie zaczyna produkować własną tequilę.

Działalność Elona Muska może być uznana za wzorcowy przykład powstawania innowacji — burzliwych i często chaotycznych prywatnych przedsięwzięć wolnych ludzi, a nie realizacji eksperckich planów.

Mazzucato i osoby o podobnych poglądach utrzymują, że to państwo jest źródłem innowacji. Autorzy nie zgadzają się z tym i twierdzą, że:

Źródłem były, według nas, liberalna idee i wyzwolenie przez nie ludzkiej kreatywności.

Gdy etatyści utyskują na rzekomy „normatywny postulat” prywatyzowania, McCloskey i Mingardi są przekonani, że rzeczywistości jest inna. To usuwanie kłód rzucanych pod nogi ludzi prowadzi do powstawania innowacji.

Czy rządowe inwestycje wspierają innowacyjność?

Jednym z przekonujących argumentów Mazzucato i osób o podobnych poglądach jest rządowa agencja DARPA, zajmująca się badaniami dla wojska, która miała stworzyć internet. Dlatego rząd miałby być wspaniałym innowatorem. Gdybyśmy zainwestowali więcej, to osiągnęlibyśmy lepsze rezultaty.

Odpowiedź autorów na ten argument można podsumować stwierdzeniem „byłoby to istotne odkrycie, gdyby było prawdziwe”. Jak piszą:

Pytanie brzmi, czy rząd amerykański wyobraził sobie coś takiego, jak internet. Odpowiedź jest oczywista: oczywiście, że nie. Nie było „zadaniowego przewodzenia”. Inwestycje wojskowe przypominają wyprawy Krzysztofa Kolumba: przedsiębiorcze państwo odkryło Indie Zachodnie, wyruszając w podróż, aby odkryć Indie Wschodnie.

Piszą dalej:

W latach 60. XX wieku Siły Powietrzne rozważały prace nad siecią komunikacyjną, działającą inaczej niż od telefoniczna. Jednak Departament Obrony porzucił projekt i nie prowadził badań.

Autorzy również wskazują, że jeden z ważniejszych twórców ARPANET, technicznego fundamentu współczesnego internetu, zauważył, że:

DARPA „nie ufundowałaby sieci komputerowej do przesyłania emaili” ponieważ telefon już znakomicie sprawdzał się w komunikacji międzyludzkiej.

To pokazuje, że rządowy wkład w stworzenie takich innowacji, jak internet, nie tylko nie był celowy, ale również, że mógł być minimalny. Innowacja jest chaotycznym procesem, który wymaga testów rynkowych, a nie zatwierdzenia projektu przez ekspertów. Gdyby innowacje i postęp byłyby zależne od opinii zgromadzonych na jednej sali akademików, którzy decydowaliby o tym, czy wynalazek jest produktywny, to prawdopodobnie dalej posługiwalibyśmy się pługami konnymi.

Słynnym przykładem jest początek lotnictwa, co do którego rządowi urzędnicy byli przekonani po nieudanym teście, że jest porażką, a podróże lotnicze są niemożliwe. Tamte stwierdzenia obecnie mogą wydawać się śmieszne, ale gdybyśmy pozwolili państwowym i wojskowym ekspertom „przewodzić”, to nie powstawałyby żadne innowacje.

W 1903 roku New York Times przewidywał, że podróże lotnicze będą możliwe za 1-10 milionów lat. Kilka miesięcy później dwóch mechaników motocyklowych, Wilbur i Orville Wright, zbudowali pierwszy działający samolot w swoim garażu, na zawsze zmieniając w ten sposób świat.

Innowacje powstają w warunkach braku rządowego planowania. Jeśli coś jest zaprojektowane, to nie jest innowacją.

Autorzy posuwają się do stwierdzenia, że innowacje często powstają na skutek prób ominięcia regulacji rządowych, które ograniczają rozwój gałęzi gospodarki. To może częściowo wyjaśnić takie zjawiska jak powstanie rozróżnienia na przedsiębiorstwa prywatne i spółki publiczne (private and public equity). Jedną z zalet spółki prywatnej jest brak regulacji, których muszą przestrzegać spółki publiczne, które rząd nałożył na rynki finansowe.

Najważniejsze wnioski

Debata dotycząca tego, czy państwo może być kompetentnym i istotnym źródłem innowacji, jest istotna. Chociaż państwo wciąż rozrasta się niezależnie od tego, kto wygrywa w batalii intelektualnej, to jednak zwolennicy ograniczonego państwa wygrali debatę pod koniec XX wieku i dzięki temu na świecie miała miejsce fala liberalnych reform.

Obecnie znajdujemy się na rozdrożu, a wiele zachodnich krajów chwali lub rozważa budowę rządu, który jest czymś znacznie większym niż strażnikiem naszych praw. Postrzegają rząd jako źródło pozytywnej i rozsądnej zmiany, którą według McCloskey i Mingardiego może zapewnić tylko rynek. Upowszechnia się przekonanie, że potężny i nieograniczony rząd może być godnym zaufania stróżem społeczeństwa.

Idea przedsiębiorczego państwa promowana przez Mazzucato jest romantyczna. To idea, że ludzie mogą razem siłą swojej woli stworzyć innowacje. Że mądre osoby z dyplomami na prestiżowych pozycjach mogą sterować społeczeństwem i zoptymalizować jego funkcjonowanie. Tylko, że to tylko romantyczna idea — i tyle.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ethan Yang

O Autorze:

Ethan Yang

Ethan Young jest współpracownikiem AIER i dyrektorem Mark Twain Center for the Study of Human Freedom na Trinity College.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Yang: Co napędza postęp – państwo czy rynek?

  1. Czy zna ktoś z Instytutu „Jałowy pieniądz” EM Jonesa.
    Co Państwo sadzą o tej pozycji? Są trzy tomy, warto poświęcić czas?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *