Valéry: Wolność umysłu

30 stycznia 2021 Społeczeństwo komentarze: 0

Autor: Paul Valéry
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Fragmentu pochodzi z książki Paula Valéry’ego pt. Reflections on the World Today, z 1931 r.

Jaki jest skład tego kapitału, który nazywamy Kulturą czy Cywilizacją? Składają się na nią przede wszystkim rzeczy, przedmioty materialne — książki, obrazy, instrumenty i tak dalej, które mają swój prawdopodobny czas trwania, swoją kruchość, swoją nietrwałość. Ale ten zasób materialny nie jest wystarczy, ani sztabka złota, ani akr dobrej ziemi, ani maszyna nie są kapitałem, jeśli nie ma ludzi, którzy ich potrzebują i wiedzą, jak ich używać.

Zwróćmy uwagę na te dwa warunki. Aby materiał kulturowy był kapitałem, wymaga on również istnienia ludzi, którzy go potrzebują i mogą z niego korzystać, to znaczy ludzi, którzy mają pragnienie wiedzy i mocy przemian wewnętrznych, pragnienie rozwoju swojej wrażliwości, a z drugiej strony, którzy wiedzą, jak nabyć i stosować niezbędne nawyki dyscypliny intelektualnej, te konwencje i praktyki, które są potrzebne do korzystania ze skarbca dokumentów i narzędzi, które nagromadziły się na przestrzeni wieków.

Kapitał naszej kultury jest w niebezpieczeństwie. Jest w niebezpieczeństwie w różnych aspektach i na różne sposoby. Jest brutalnie i podstępnie atakowany. Jest zagrożony przez więcej niż jednego wroga. Jest trwoniony, zaniedbywany, kompromitowany przez nas wszystkich. Postęp tego rozkładu jest oczywisty.

Całe współczesne życie to, często pod najgenialniejszymi i najatrakcyjniejszymi pozorami, istna choroba kultury, ponieważ podporządkowuje sobie to bogactwo, które musi się kumulować jak bogactwo naturalne — kapitał, który musi się formować przez kolejne warstwy w umysłach ludzi. Poddaje go powszechnemu fermentowi świata, który jest propagowany i rozwijany przez przerysowanie każdego środka komunikacji. Przy takim tempie aktywności, wskutek szybkiej wymiany staje się gorączką, a życie pożera samo siebie.

Nieustające wstrząsy, nowości, wiadomości i zasadnicza niestabilność stają się rzeczywistą potrzebą, nerwowością, która jest uogólniana przez wszystkie środki, które stworzył sam umysł. Można powiedzieć, że samobójstwo jest ukryte w żarliwej i powierzchownej formie istnienia cywilizowanego świata.

Niezależny Myśliciel

Jak wyobrazić sobie przyszłość kultury — jeśli nasz wiek pozwala nam porównać, czym była ona kiedyś z tym, czym się staje? Oto prosty fakt, który oddaję do waszej refleksji tak, w jaki narzucił się on mnie samemu.

Obserwowałem stopniowe znikanie istnień, które były niezwykle cenne dla stałego kształtowania się naszego ideowego kapitału, które były równie cenne jak sami twórcy. Widziałem, jak znikają jeden po drugim ci koneserzy, ci nieocenieni amatorzy, którzy choć nie tworzyli własnych dzieł, tworzyli swoją prawdziwą wartość; byli zapalonymi, a zarazem nieprzekupnymi sędziami, dla których lub przeciw którym praca była radością. Potrafili czytać — cnota, która wymarła. Wiedzieli, jak słyszeć, a nawet słuchać. Wiedzieli, jak widzieć. To znaczy, że to, co upierali się po raz wtóry czytać, słuchać i oglądać, zmieniało się dzięki temu powtarzaniu w trwałą wartość. W ten sposób zwiększali nasz uniwersalny kapitał.

Nie mówię, że wszyscy nie żyją, ani że nigdy więcej się nie narodzą tacy ludzie. Ale z żalem obserwuję ich skrajny niedobór. Ich fach polegał na tym, by być sobą i w całkowitej niezależności korzystać z własnego osądu, na co żaden slogan ani artykuł nie mógł mieć wpływu.

Najbardziej bezinteresowne, płomienne życie intelektualne i artystyczne było samym sensem ich istnienia.

Nie było pokazu, nie było wystawy, nie było książki, której nie poświęcali skrupulatnej uwagi. Czas opisywano ich, i to z pewną ironią, jako ludzie dobrego smaku, ale ich rodzaj występuję teraz tak rzadko, że samo wyrażenie nie jest już brane za żart. To już samo w sobie jest wielką strata, bo nic nie jest cenniejsze dla twórcy niż ci, którzy mogą docenić jego pracę, a przede wszystkim nadać całej tej mozolności jego pracy wartość, o której mówiłem przed chwilą — standard, który niezależnie od mody i przemijających kaprysów, może ustanowić autorytet dzieła lub nazwiska.

Brak stabilności

W dzisiejszych czasach wszystko toczy się tak szybko, że reputację zyskuje się i traci z dnia na dzień. Nie robi się nic stabilnego, bo nic nie robi się dla stabilności.

Jak można oczekiwać, że artysta, pomimo pozornej dyfuzji sztuki lub jej upowszechnionego nauczania, ma nie odczuć całej jałowości tego wieku, tego zamieszania wartości, które ma miejsce, tych uproszczeń, do których to prowadzi?

Jeśli oddaje on cały swój czas i uwagę pracy, to robi to z poczuciem, że coś z tej pracy wpłynie na umysł czytelnika; ma nadzieję, że ludzie nagrodzą go jakością i czasem uwagi za trud, który poniósł, aby napisać daną stronę.

Przyznajmy, że nagradzamy go bardzo źle. To nie nasza wina, bo jesteśmy zalewani książkami. Przede wszystkim jesteśmy przytłoczeni ilością materiałów na temat spraw o aktualnym i istotnym znaczeniu. W gazetach jest tak wielka różnorodność, niespójność i natężenie wiadomości, a szczególnie w niektórych dniach, że jakikolwiek czas, który możemy poświęcić na czytanie, jest całkowicie zaabsorbowany, a nasze umysły są wzburzone, rozchwiane i nadmiernie pobudzone.

Człowiekowi, który pracuje i zarabia na życie i może poświęcić godzinę dziennie na czytanie, czy to w domu, czy w autobusie lub metrze, pochłania tę godzinę przestępczość, niespójne śmieci, monotonne plotki i strzępy skandali, których chaos i obfitość wydają się obliczone na zaszokowanie i spłycenie ludzkich umysłów.

Tacy ludzie są straceni dla książek. To jest fatalne i nic nie możemy na to poradzić.

Rezultatem tego wszystkiego jest rzeczywisty upadek kultury; a po drugie, rzeczywiste ograniczenie autentycznej wolności umysłu, ponieważ ta wolność, przeciwnie do tego, wymaga oderwania się i odrzucenia wszystkich niespójnych lub gwałtownych wrażeń, które otrzymujemy od współczesnego życia w każdym momencie dnia.

O wolności

Właśnie wspomniałem o wolności. Istnieje wolność sama w sobie oraz wolność umysłu lub myśli.

Wszystko to odciąga mnie nieco od mojego tematu, ale mimo to musimy poświęcić temu trochę uwagi. Wolność jest ogromnym słowem, słowem, które było używane swobodnie w polityce, chociaż w ostatnich latach było zakazane tu i ówdzie; wolność była ideałem i mitem; była słowem bogatym w obietnice dla jednych i pełnym zagrożeń dla innych; słowem, które sprawiało, że ludzie buntowali się i wyrywali bruk; słowem, które było wołaniem tych, którzy wydawali się najsłabsi i czuli się najsilniejsi, przeciwko tym, którzy wydawali się najsilniejsi i nie mieli poczucia, że sami są najsłabsi.

Ta wolność polityczna jest trudna do odróżnienia od pojęć równości, suwerenności, ale także trudna do pogodzenia z ideą porządku, a czasami z ideą sprawiedliwości.

Wolność myśli

Ale to nie jest mój temat.

Wracam do umysłu. Kiedy przyjrzymy się bliżej tym wszystkim wolnościom politycznym, to prędko będziemy musieli pochylić się nad wolnością myśli.

Wolność myśli jest w świadomości ludzi mylona ze swobodą publikacji, co nie jest tym samym.

Nikomu nigdy nie zabroniono myśleć o tym, co mu się podoba. Byłoby to trudne, chyba że mielibyśmy maszyny do wykrywania myśli w mózgach innych ludzi.

Na pewno kiedyś się to uda, ale nie osiągnęliśmy jeszcze tego etapu i nie zależy nam na tym odkryciu. Tymczasem wolność myśli istnieje do tego stopnia, do którego nie jest ograniczona przez samą myśl.

Dobrze jest mieć swobodę myślenia, ale trzeba też mieć coś do przemyślenia.

Ale w większości przypadków, gdy ludzie mówią o wolności myśli, chodzi im o wolność publikacji lub wolność nauczania.

Taka wolność rodzi poważne problemy; zawsze powoduje pewne trudności, a naród, państwo, Kościół, szkoła lub rodzina będą w różnych okolicznościach sprzeciwiać się wolności przekonań w publikacjach, publicznej myśli lub nauczaniu.

Powyższe siły są mniej lub bardziej zazdrosne o zewnętrzne przejawy myślenia jednostki.

Nie zamierzam teraz zajmować się sednem tego pytania. Jest to kwestia szczególnych przypadków. Pewne jest, że w niektórych sytuacjach dobry jest nadzór nad swobodą publikacji lub jej ograniczenie.

Ale problem staje się bardzo trudny, gdy chodzi o środki ogólne. Na przykład, nie ma wątpliwości, że w czasie wojny nie można pozwolić, aby wszystko zostało opublikowane. Nie tylko nierozważne jest zezwalanie na publikowanie informacji o przebiegu operacji — każdy może to zrozumieć — ale są pewne rzeczy, które w interesie porządku publicznego nie mogą być ujawnione.

To nie wszystko. Swoboda publikacji, która stanowi istotną część swobody handlu produktami umysłu, jest dziś, w niektórych przypadkach i w niektórych krajach, poważnie ograniczona, a nawet w praktyce zniesiona.

Sfera polityczna

Można poczuć, do jakiego stopnia jest to palące pytanie i że jest ono zadawane prawie wszędzie. To znaczy wszędzie tam, gdzie zadawanie pytań jest nadal dozwolone. Osobiście, nie jestem zbytnio skłonny do publikowania swoich myśli. Można łatwo powstrzymać się od publikowania. Kto zobowiązuje nas do publikowania?… Jaki demon? I co to w gruncie rzeczy przynosi dobrego? Można zachować swoje myśli. Po co je uzewnętrzniać? Są tak samo piękne w szufladzie lub w głowie…

Ale są też ludzie, którzy lubią publikować, którzy lubią zaszczepiać swoje idee innym ludziom, którzy myślą tylko po to, aby pisać, i którzy piszą po to, aby publikować. Dlatego też zapuszczają się oni w sferę polityczną. Wtedy właśnie zaczyna się konflikt.

Polityka, której celem jest fałszowanie wszystkich wartości, których kontrolowanie jest zadaniem umysłu, dopuszcza wszelkie fałszerstwa i wszelkie skrupuły, które odpowiadają jej celowi i są z nim zgodne, i gwałtownie odrzuca lub eliminuje te, które nie są z nim zgodne.

A więc czym jest polityka? Polityka polega na chęci zdobycia i utrzymania władzy; w konsekwencji wymaga ona aktywnego narzucania lub utrzymywania iluzji w ludzkich umysłach, które są celem wszelkiej władzy.

Wszelka władza zajmuje się z konieczności zapobieganiem publikowaniu rzeczy, które nie służą jej celom. Robi wszystko, co w jej mocy, by osiągnąć ten cel. Umysł polityczny jest ostatecznie zmuszany do fałszowania. Rozpowszechnia intelektualne fałszerstwa i zafałszowane pojęcia historyczne; rozwija osobliwe argumenty oraz, mówiąc krótko, pozwala sobie na wszystko, co konieczne, aby zachować swój autorytet, który z jakiegoś nieznanego mi powodu ludzie nazywają „moralnym”.

Wzajemni wrogowie

Musimy przyznać, że na każdym kroku polityka i wolność umysłu wykluczają się wzajemnie. Ta ostatnia jest zasadniczym wrogiem partii, tak jak jest wrogiem każdej doktryny, która dzierży władzę.

Dlatego też nalegałem na uwzględnienie odcieni znaczenia, jakie takie określenia mogą przybrać w języku francuskim.

Wolność jest pojęciem, które pojawia się w sprzecznych wyrażeniach, ponieważ czasami używamy jej w sensie robienia tego, co chcemy, a kiedy indziej w sensie, że możemy robić to, czego nie chcemy, co według niektórych stanowi sam szczyt wolności.

Oznacza to, że w każdym z nas jest kilka istot, ale te kilka istot dysponuje tylko jednym językiem i tak się składa, że to samo słowo (jak wolność) jest używane do bardzo różnych zastosowań. Jest to słowo „od wszystkiego”.

W jednym momencie jesteśmy wolni, ponieważ nic nie sprzeciwia się temu, co w nas wzrasta i co nas przyciąga, a w innym jesteśmy wolni w sposób bardziej doskonały, ponieważ czujemy, że udaje nam się uciec od pewnych namiętności czy pokus i jesteśmy w stanie działać wbrew naszym skłonnościom: to jest maksimum wolności.

Wolność jest odpowiedzią

Zbadajmy to płynne pojęcie, choćby trochę, w jego spontanicznym użyciu. Natychmiast okazuje się, że idea wolności nie jest w nas pierwotna; nigdy nie jest przywoływana bez wcześniejszego sprowokowania; to znaczy, że zawsze jest odpowiedzią.

Nigdy nie myślimy, że jesteśmy wolni, gdy nic nie wskazuje na to, że nie jesteśmy wolni lub że nie moglibyśmy być tacy. Idea wolności jest odpowiedzią na jakieś hipotetyczne odczucie ograniczenia, przeszkody lub oporu, które jest przeciwne albo jakiemuś impulsowi w naszym bycie, albo jakiemuś pragnieniu zmysłów, albo potrzebie, albo też korzystaniu z naszej przemyślanej woli.

Jestem wolny tylko wtedy, gdy czuję się wolny, ale czuję się wolny tylko wtedy, gdy myślę, że mogę być ograniczany, gdy zaczynam wyobrażać sobie jakiś stan, który kontrastuje z moim obecnym stanem.

Wolność nie jest więc odczuwana, ani pojmowana, ani pożądana, chyba że pojawi się efekt kontrastu.

Jeśli moje ciało znajdzie przeszkody w swoich naturalnych ruchach lub odruchach, jeśli moja myśl jest zakłócona w swoim działaniu albo przez jakiś fizyczny ból, albo przez jakąś obsesję, albo przez działanie świata zewnętrznego, przez hałas, przez nadmierne ciepło lub zimno, przez gwar lub muzykę z domu sąsiada, dążę do zmiany stanu, oswobodzenia lub wolności. Dążę do ponownego wykorzystania moich zdolności w pełnym ich zakresie. Staram się odrzucić stan, który uniemożliwia takie ich wykorzystanie.

Można więc dostrzec, że istnieje element negacji w pojęciu „wolności”, gdy tylko szuka się jej pierwotnej funkcji, u jej źródła.

To jest wniosek, który muszę wyciągnąć. Ponieważ potrzeba wolności i pojęcie wolności nie są wytwarzane w tych, którzy nie podlegają przeszkodom i ograniczeniom, im mniej jesteśmy świadomi ograniczeń, tym słabszy będzie wyraz i odruch wolności.

Osoba, która ledwo co zdaje sobie sprawę z przeszkód w swobodzie umysłu lub ograniczeń, jakie nakłada na nią na przykład władza publiczna lub jakiekolwiek okoliczności zewnętrzne, prawie wcale nie zareaguje na te restrykcje. Nie będzie miała żadnego impulsu do walki, żadnego odruchu, żadnego buntu przeciwko władzy, która nakłada na nią te ograniczenia. Przeciwnie, najczęściej będzie czuła się zwolniona z niejasnej odpowiedzialności. Jej własne wyzwolenie, jej wolność, będzie polegać na tym, że będzie czuła się zwolniona z odpowiedzialności za myślenie, podejmowanie decyzji i swoją wolną wolę.

Wartości umysłu

Widać ogromne konsekwencje tej sytuacji: wśród ludzi, których wrażliwość na rzeczy umysłu jest tak słaba, że presja wywierana na produkcję dzieł umysłu jest dla nich niezauważalna, nie ma reakcji, a przynajmniej nie ma reakcji zewnętrznych.

Widać, że ta konsekwencja jest bardzo bliska nas, widać na horyzoncie najbardziej oczywiste skutki takiej presji na umysł, a jednocześnie można zaobserwować słabą reakcję, jaką ona wywołuje. To jest fakt.

I to jest aż nazbyt oczywiste. Nie chcę jednak osądzać, ponieważ nie jest to moja rola. Kto może osądzać ludzi?… Czy osądzanie nie oznacza stawiania siebie jako czegoś więcej niż człowieka?

Jeśli o tym mówię, to dlatego, że nie ma dla nas nic bardziej ważniejszego, ponieważ nie możemy stwierdzić, co w przyszłości czeka nas — ludzi, których nazywam ludźmi umysłu, jeśli można tak powiedzieć…

Uważam zatem, że jest zarówno konieczne, jak i budzące niepokój, by zobowiązać się dzisiaj do powołania się — nie na prawa umysłu, ponieważ jest to pusty slogan, bo nie ma praw bez władzy — ale na interes, który jest interesem wszystkich, i polega na zachowaniu i wspieraniu wartości umysłu.

Dlaczego?

Ponieważ wytworzenie i zorganizowana egzystencja życia intelektualnego pozostaje w bardzo złożonej, a zarazem jak najbardziej określonej i intymnej relacji z życiem człowieka. Nikt nigdy nie wyjaśnił tego, czym my, ludzie, jesteśmy, i tej naszej szczególnej osobliwości, jaką jest umysł. Umysł jest wewnętrzną siłą, która zaangażowała nas w niezwykłą przygodę; nasz gatunek stał się bardzo odległy od wszystkich pierwotnych i normalnych warunków życia. Wymyśliliśmy świat dla naszego umysłu i chcemy żyć w tym świecie naszego umysłu. Umysł chce żyć w swoim dziele.

Była to kwestia przerabiania lub poprawienia tego, co natura już zrobiła, a co za tym idzie — przerabiania, do pewnego stopnia, samego człowieka.

Przemodelowanie, według naszych znacznych już zasobów, przemiana naszej przestrzeni życiowej, wyposażenie części planety, na której mieszkamy, opanowanie jej wzdłuż i wszerz, zagłębienie jej wysokości i głębokości, wykorzystanie jej, wydobycie z niej wszystkiego, co zawiera, co może być wykorzystane do naszych celów, wszystko to jest bardzo dobre; i nie wiemy, co człowiek mógłby robić, gdyby tego nie uczynił, z wyjątkiem powrotu do stanu zwierzęcego.

Wiedza też ulega rozkładowi

Nie zapominajmy, że cała nasza prawdziwie duchowa działalność, poza materialnym przetwarzaniem kuli ziemskiej, jest ściśle związana z takim przeplanowaniem, a to sprowadza się do prawdziwego przeobrażenia umysłu, które polegało na tworzeniu wiedzy spekulacyjnej i wartości estetycznych oraz na wytwarzaniu wielkiej liczby dzieł, kapitału niematerialnego bogactwa. Ale czy są materialne, czy duchowe, nasze skarby nie są niezniszczalne.

Dawno temu, w 1919 roku, napisałem, że cywilizacje są tak samo śmiertelne jak żywe istoty i że nie ma nic nadzwyczajnego w myśli, że nasza cywilizacja może zniknąć ze wszystkimi swoimi procesami, swoimi dziełami sztuki, filozofią i pomnikami, tak samo jak wiele innych cywilizacji od początku czasów — jak jakiś wielki statek, który tonie. Na próżno wyposaża się taki statek we wszystkie najnowocześniejsze urządzenia do odnajdywania drogi czy do obrony przed morzem; na próżno szczyci się on wszechmocnymi maszynami, które posuwają go do przodu, ponieważ kierują go tak samo łatwo w kierunku własnego zniszczenia, jak i w kierunku portu, a ginie on ze wszystkimi na pokładzie i z całym ładunkiem.

Wszystko to wtedy mnie poruszało, a dzisiaj nie czuję się wcale spokojniejszy. Dlatego też wcale nie czuję, by bezużyteczne było przypominanie o niepewnej sytuacji wszystkich naszych dóbr, niezależnie od tego, czy jest to kultura sama w sobie, czy też wolności słowa.

Bo tam, gdzie nie ma już wolności umysłu, kultura popada w ruinę… Widzimy ważne publikacje i przeglądy, które były bardzo żywe ponad granicami, a które są teraz pełne artykułów o niedorzecznej erudycji; czujemy, że życie wyparowało z tych czasopism, a jednak muszą one nadal udawać, że utrzymują życie intelektualne.

Istnieje w tym hipokryzja, która przypomina nam o tym, co działo się w okresie, kiedy Stendhal wyśmiewał pewnych uczonych panów, których spotkał: despotyzm skazał ich na schronienie się w kłótniach o właściwą interpunkcję ustępu Owidiusza.

Taka nędza wydawała się nieprawdopodobna. Taki absurd wydawał się być potępiony na zawsze. Ale oto znowu tu jest, odrodzony i wszechmocny w pewnych miejscach….

Z każdej strony widzimy przeszkody i zagrożenia dla umysłu, którego wolności są atakowane równocześnie z kulturą przez nasze wynalazki i sposoby życia, przez politykę w ogóle i przez kilka różnych odmian polityki w szczególności, tak że być może nie jest ani daremne, ani nieproporcjonalne, aby wszcząć alarm i pokazać niebezpieczeństwa, jakie zagrażają temu, co ludzie moich czasów uważali za najwyższe dobro.

Źródło ilustracji Adobe Stock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Paul Valéry

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *