Bagus: Deflacja – gdy austriacy stają się interwencjonistami

5 maja 2021 Deflacja komentarze: 0

Autor: Philipp Bagus
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Wersja PDF

 

Abstrakt

Ekonomiści szkoły austriackiej są znani z dochodzenia do wniosków popierających leseferyzm na podstawie swoich analiz teoretycznych, w szczególności w kwestii pieniądza. Na przykład opowiadają się za wolną bankowością i pieniądzem rynkowym. Mimo to większość z nich obawia się deflacji[1] przynajmniej w niektórych sytuacjach i nawołują do interwencji rządowej w celu jej zapobieżenia. Głównonurtowi ekonomiści obawiają się deflacji jeszcze bardziej i chcą jej zapobiegać (Keynes 1963, s. 177; Samuelson 1980, s. 258; Bernanke 2002).

Ten artykuł przedstawia poglądy ekonomistów szkoły austriackiej na temat deflacji i poddaje te poglądy krytyce. Wydaje się to być szczególnie istotne, gdyż poglądy austriaków na temat deflacji różnią się między sobą, w przeciwieństwie do większości pozostałych kwestii, szczególnie inflacji. Nawet Rothbard i Mises różnią się między sobą poglądami na deflację.

Rozpocznę od analizy Rothbarda. Poza kilkoma wyjątkami, jego analiza deflacji posłuży jako wyznacznik do krytyki pozostałych austriackich poglądów. Następnie porównam jego poglądy z poglądami Misesa, przeanalizuję podejście Sennholza do deflacji, a następnie Huerty do Soto, na którego w pewnym sensie wpłynął Hayek. Następnie przedstawię krytykę perspektywy Hayeka, kończąc analizę na omówieniu poglądu Reismana na ten temat.

Ekonomiści austriaccy o deflacji

Rothbard

Stanowisko Rothbarda jest znacznie bardziej przychylne deflacji niż pozostałych ekonomistów szkoły austriakiej. W swojej analizie deflacji i deflacji cen (price deflation, czyli spadku cen — tłum.) Rothbard odrzuca trzy powszechnie akceptowane twierdzenia: pierwsze, że spadające ceny wpływają negatywnie na biznes. Drugie, że wywołany deflacją realny wzrost zadłużenia ograniczyłby produkcję. Trzecie, że kontrakcja kredytu pogłębiłaby i zaostrzyła depresję. Odrzucenie przez Rothbarda tych trzech błędnych poglądów zostanie omówione i wykorzystane do skrytykowania niektórych błędnych poglądów na deflację podzielanych przez ekonomistów szkoły austriackiej.

Rozprawiając się z dominującym poglądem, że spadające ceny mają negatywny wpływ na działalność gospodarczą, Rothbard dowodzi, że (Rothbard 2010, s. 12):

[p]rzedsiębiorców nie interesują ogólne ruchy cen, lecz różnice między cenami sprzedaży a kosztami („naturalna stopa procentowa”). Jeśli na przykład stawki płac maleją szybciej niż ceny produktów, wpływa to stymulująco na aktywność gospodarczą i zatrudnienie.

Rothbard także odnosi się do zagadnienia oczekiwanego spadku ceny.

Podkreśla, że oczekiwanie spadku cen „prowadzi do natychmiastowego spadku cen czynników”, ponieważ przedsiębiorcy wytargowaliby niższe ceny czynników produkcji, na poziomie oczekiwanych wysokości. Rothbard dodaje, że „[c]zęściowe przewidywania przyspieszają dostosowania siły nabywczej pieniądza do zmienionych warunków” (2017, s. 630) i wskazuje, że nieoczekiwany spadek cen niekoniecznie musi zmienić realną stopę zwrotu z powodu wzrostu siły nabywczej przychodów. Te jedynie nominalnie mniejsze przychody mogą być wystarczające do wymiany czynników produkcji (s. 629).

Co więcej, Rothbard przedstawia jeszcze jeden argument za tym, że deflacja może stymulować gospodarkę. Stwierdza, że „ostra deflacja ułatwiłaby złamanie potęgi związkowych monopoli” (1991, s. 67). Jednakże przewidywania Rothbarda odnośnie związków są wątpliwe, ponieważ nawet w okresie gwałtownie spadających cen związek wcale nie musiałby się rozpaść. Związki mogłyby dostosować swoje żądania płacowe do presji na obniżanie płac.

Odnośnie drugiego argumentu przeciw deflacji cenowej — bankructwa jako rezultatu wzrostu realnego zadłużenia — Rothbard twierdzi, że wierzyciel jest właścicielem innego rodzaju (2010, s. 41):

Dość powszechne jest twierdzenie, że obniżenie się poziomu cen jest niekorzystne dla przedsiębiorców, gdyż w konsekwencji zwiększa się ciężar związany z zaciągniętymi przez nich zobowiązaniami pieniężnymi, których wysokość jest stała. Jednak wierzyciele firmy są w takim samym stopniu jej właścicielami jak udziałowcy. Kapitał własny udziałowców zostaje pomniejszony o wielkość zobowiązań firmy. Posiadacze obligacji (wierzyciele długoterminowi) są po prostu właścicielami o trochę innym charakterze niż udziałowcy i swoje prawa własności egzekwują w podobny sposób jak posiadacze akcji zwykłych i preferowanych. Wierzyciele oszczędzają pieniądze, żeby następnie, podobnie jak akcjonariusze, zainwestować je w przedsięwzięcie. A zatem zmiany w poziomie cen same w sobie nie są dla przedsiębiorców ani korzystne ani krzywdzące. Jeśli poziom cen spadnie, to obie grupy właścicieli — wierzyciele i dłużnicy — mogą po prostu zmienić proporcje, według których będą dzielić się zyskami (lub stratami). Problem można więc rozwiązać poprzez odpowiednie ustalenia między nimi.

Omawiając trzeci argument — kontrakcja kredytu w trakcie depresji pogłębia kryzys — podkreśla, że kontrakcja kredytu w rzeczywistości „będzie miała pozytywny wpływ na przyspieszenie procesu dostosowawczego” (Rothbard 2010, s. 13):

Jak już widzieliśmy, ekspansja kredytu bankowego powoduje zmniejszenie się różnic cenowych („naturalnej stopy procentowej”, czyli aktualnej stopy zysku) i zniekształca wolny rynek. Ograniczenie kredytu prowadzi do odmiennego zniekształcenia rynku. Wskutek deflacyjnego ograniczenia kredytu najpierw zmniejszają się zasoby pieniężne przedsiębiorców, zwłaszcza tych, którzy inwestują w wyższe etapy produkcji. W konsekwencji maleje popyt na czynniki produkcji wyższego rzędu, spadają ceny tych czynników i dochody z ich sprzedaży oraz rosną różnice cenowe i stopa procentowa. Efektem tego jest powstanie impulsu do przesunięcia czynników produkcji z wyższych do niższych rzędów. Oznacza to, że ograniczenie kredytu, którego podaż wzrosła w wyniku ekspansji, przyspiesza rynkowy proces dostosowawczy. Za sprawą ograniczenia kredytu gospodarka wraca do wolnorynkowych proporcji znacznie szybciej.

Dostrzega też inny pozytywny skutek kontrakcji kredytu w trakcie cyklu koniunkturalnego. W trakcie depresji błędne projekty inwestycyjne muszą zostać zlikwidowane, ponieważ nie ma wystarczającej ilości oszczędności do ich utrzymania. Rothbard pokazuje, że poprzez kontrakcję kredytu „same preferencje czasowe” mogą spaść, ponieważ spadek cen prowadzi do księgowania strat i niedoszacowania zysków, przez co przedsiębiorcy zwiększą swoje oszczędności (Rothbard 2010, s. 13-14). W przypadku wzrostu oszczędności w gospodarce jest potrzebna mniejsza skala dostosowań.

Według Rothbarda deflacja, w większości przypadków, nie jest niekorzystna, jak pokazuje jego analiza. Jedyną niekorzystną deflacją jest deflacyjna interwencja rządowa[2]. Wskazuje również na to, że jak na ironię ta „szkodliwa i niszczycielska deflacja zbiera pozytywne opinie w prasie” (Rothbard 1995, s. 234-240)[3].

W swojej analizie deflacji Rothbard różni się od swoich austriackich kolegów. Można to wykazać na przykładzie oceny powrotu Wielkiej Brytanii do przedwojennego parytetu złota po zakończeniu wojen Napoleońskich i ponownie po pierwszej wojnie światowej. Podobnie jak Ricardo, austriacy krytycznie oceniają tę decyzję Wielkiej Brytanii[4]. Rothbard (2015, s. 224) stwierdza, że Ricardo cierpiał na „fobię deflacyjną” i stwierdza, że nie ma dowodów na to, że Bank Anglii celowo zmniejszył podaż pieniądza, aby utorować drogę dla powrotu standardu złota po przedwojennym kursie (Rothbard 1995, s. 203). Powojenny kryzys, według niego, był dostosowaniem się do zniekształceń, wywołanych ekspansją kredytową z okresu wojny (Rothbard 1995, s. 205).

Chociaż Rothbard nie obawia się deflacji, jak inni, nie uważa jej za zawsze dobre rozwiązanie problemów wynikających z poprzedniej ekspansji kredytowej. Raczej, jak twierdzi, „rząd powinien robić wszystko, żeby zatrzymać inflacyjną ekspansję kredytową” (2010, s. 18)[5]. Chociaż nie stwierdza wprost, że rząd powinien rozpocząć naprawcze działania poprzez wywołanie kontrakcji kredytowej, kiedykolwiek tylko ekspansja kredytowa miała miejsce[6], to pośrednio namawia do zmniejszenia podaży kredytu, pisząc (Rothbard 2010, s. 16):

Skoro jednak, jak stwierdziliśmy wcześniej, banki są w istocie bankrutami, a run tylko to demaskuje, to radykalna reforma bankowości, polegająca na odejściu od systemu bankowego opartego na rezerwach cząstkowych, byłaby zdecydowanie korzystna dla gospodarki. Taka reforma brutalnie uświadomiłaby społeczeństwu zagrożenia związane z bankowością opartą na rezerwach cząstkowych i lepiej niż akademickie dyskusje chroniłaby przed nimi na przyszłość.[7]

To dziwne, że Rothbard nie bierze pod uwagę tych „korzystnych skutków” (2010, s. 11) deflacji i krytyk błędnych przekonań o deflacji w swoim planie reformy monetarnej. A jednak w 1962 roku stwierdza, że deflacja mogłaby, przynajmniej potencjalnie, odegrać rolę w przeprowadzeniu reformy monetarnej (Rothbard 1991, s. 66):

[Z]asadniczo mamy do wyboru dwie przeciwstawne drogi do pełnego standardu złota: wywołanie deflacji w celu zmniejszenia podaży dolarów do bieżącej wartości zasobu złota albo „podniesienie ceny złota” (zmniejszenie ilości złota, jaką reprezentuje dolar), aby całkowita podaż złota była równa całkowitej podaży dolarów w społeczeństwie. Możemy też wybrać jakieś połączenie obu tych metod.

Później dodaje (Rothbard 1991, s. 67):

[P]ostrzegamy deflację, jak groteskowego ogra i nie dostrzegamy korzyści wynikających z deflacyjnego oczyszczenia gospodarki z błędnych inwestycji, które powstały w trakcie nadmiernego ożywienia, oraz spóźnionej pomocy dla osób o stałych dochodach, które po latach wyniszczającej inflacji w końcu skorzystałyby na znacznym spadku cen.

Chociaż Rothbard zdaje sobie sprawę z tych „korzystnych skutków”, to nie chce on obrać tej drogi do zdrowego systemu monetarnego i podkreśla, że potrzebnych jest więcej badań.

W 1983 roku w książce Tajniki bankowości opowiada się on za niedeflacyjną metodą i odrzuca deflacyjną drogę: „Stara definicja dolara jako 1/35 uncji złota jest przestarzała i nie odpowiada realiom współczesnego świata. Zbyt wiele razy ją naruszano, by można ją było traktować poważnie” (Rothbard 2007, s. 284). Zamiast niej proponuje następujące rozwiązanie (2007, s. 285):

Krótko mówiąc nowa cena złota (lub waga dolara) musi być zdefiniowana w taki sposób, aby było wystarczająco dużo złotych dolarów, by można było wymienić wszystkie banknoty Rezerwy Federalnej i depozyty na żądanie w stosunku jeden do jednego.

Następnie rezerwa cząstkowa zostałaby zdelegalizowana. Podobny plan przedstawił w Case Againt the Fed z tą różnicą, że nie obejmuje on delegalizacji rezerwy cząstkowej[8]. Z dumą oznajmia, że ten plan (zapewnienie bankom pełnej rezerwy złota) powrotu do solidnego pieniądza odbyłby się „bez deflacji podaży pieniądza” (Rothbard 2007, s. 287).

Rozumie on argument, że banki powinny odpowiadać za oszustwa, ale w swoim planie podkreśla, że „mamy szansę zacząć od Zera, pozwolić by rzeczy przeszłe takimi pozostały i zabezpieczyć się przed potężną deflacją, która doprowadziłaby do ostrej recesji i licznych bankructw” (Rothbard 2007, s. 290). Skoro ten punkt Zero byłby osiągnięty na drodze rządowej interwencji, to czy jest to faktycznie punkt „Zero”[9]? Czy faktycznym punktem „Zero” nie byłaby zapaść słabego systemu bankowego, spowodowana ustaniem wszelkich działań interweniujących w system bankowy, zwłaszcza przywileju stosowania rezerwy cząstkowej?

W przeciwieństwie do jego propozycji, nie wiązałoby się to z „ratowaniem banków za pomocą pieniędzy podatników”[10], a plan Rothbarda uwzględnia kolejny pakiet ratunkowy dla banków. W rzeczywistości jego plan wiązałby się z redystrybucją bogactwa od depozytariuszy do banków, ponieważ w przypadku braku pomocy dla banków depozytariusze przejęliby aktywa banków. Ta amnestia i ratunek banków stosujących rezerwę cząstkową w ramach „pozwolenia, by rzeczy przeszłe takimi pozostały” jest sprzeczne z jego teorią etyki (Rothbard 2010).

Spójrzmy na bankowość opartą na rezerwie cząstkowej z perspektywy etyki Rothbarda. On sam robi to do pewnego stopnia (Rothbard 1991, s. 47-49). Jednak jego analiza nie jest kompletna, zwłaszcza problem kary. Pokazuje on, że rezerwa cząstkowa jest oszustwem, ponieważ banki emitują więcej roszczeń do pieniądza, niż posiadają pieniądza i obiecują wykupić te roszczenia na żądanie[11]. Oszustwo jest „ukrytą kradzieżą” (Rothbard 2005, s. 66), a kradzież jest naruszeniem praw własności, co jest przestępstwem (Rothbard 2010, s. 127). Aby sprawiedliwości stała się zadość (Rothbard 2010, s. 178):

Przestępca musi zapłacić podwójną wartość kwoty kradzieży: pierwszą — jako zwrot skradzionej sumy i drugą — jako rekompensatę za to, czego pozbawił inną osobę […]. Zatem aby nałożyć proporcjonalną karę, musielibyśmy w ramach rekompensaty za niepewność i lęk związany z tym konkretnym przejściem żądać sumy więcej niż dwukrotnie wyższej od skradzionej.

Jeśli banki i właściciele banków[12] nie byliby w stanie zapłacić tego zadośćuczynienia, to musieliby ogłosić bankructwo, a ich aktywa zostałyby przekazane ich klientom. Właściciele banków musieliby odpracować resztę zadośćuczynienia (Rothbard 2010, s. 176)[13].

Kolejny powód do ukarania banków, jaki można znaleźć, to ich relacja z państwem, które jest — przynajmniej według Rothbarda — „organizacją przestępczą” (Rothbard 2010, s. 295). Bankowość stosująca rezerwę cząstkową i wiążąca się z nią inflacja pomaga sfinansować działalność przestępczą państwa pośrednio lub bezpośrednio. Dlatego banki stosujące rezerwę cząstkową są winne nie tylko oszukiwania swoich klientów, ale również współpracy z organizacją przestępczą.

Trzeba również dodać, że według etyki Rothbarda przedawnienie nie występuje. Sprawiedliwość nie jest kwestią czasu[14]. Nie ma arbitralnie ustalonego okresu dla roszczeń, po którym zbrodnie, czy „rzeczy przeszłe” znikają i nie można już zadośćuczynić sprawiedliwości. Jednak planowane przez Rothbarda wyratowanie banków nie tylko zapobiega zadośćuczynieniu sprawiedliwości, ale również uwzględnia popełnienie kolejnych przestępstw, ponieważ proponuje przekazanie bankom złota, które jest należną własnością innych ludzi. To jest kradzież. Należy zwrócić uwagę, że zastosowanie teorii etycznej Rothbarda doprowadzi do deflacji z powodu likwidacji wszelkich środków fiducjarnych.

To dziwne, że Rothbard nie stosuje swojej teorii etyki do swojego planu reformy monetarnej. Proponuje on plan, który jest sprzeczny z jego etyką i do tego jest jawnie niesprawiedliwy.

Znając poglądy etyczne Rothbarda, zaskakujące jest to, że określa on wywołaną bankructwem zbawienną deflację (liberating deflation) mianem „deflacyjnego młota” (Rothbard 2007, s. 285)[15]. Oznaczałoby to redystrybucję bogactwa na ogromną skalę, gdzie traciłyby banki, firmy i gospodarstwa domowe, które korzystały na interwencji i ekspansji kredytowej. Błędne inwestycje zostałyby zlikwidowane, a część produktywnych projektów inwestycyjnych zmieniłoby właścicieli. Rothbard nie wyjaśnia, dlaczego przyrównał do młota scenariusz deflacyjny, który — według jego teorii — jest nie tylko etyczny, ale i wpływa ozdrawiająco na gospodarkę.

Rothbarda analiza skutków deflacji jest odkrywcza, pokazuje, że może ona mieć pozytywne skutki, oraz że nie jest koniecznie szkodliwa; jednak Rothbard nie stosuje swoich teorii do planu reformy monetarnej. Nie uznał deflacji za siłę wyzwalającą ludzi spod jarzma oszustw banków, co zdaje się być oczywistym wnioskiem wynikającym z jego ekonomicznej analizy deflacji. Rothbard nie zdaje sobie sprawy z tego, że deflacja jest — w każdym razie z punktu widzenia jego teorii etycznej i ekonomicznej — najprostszym i najbardziej etycznym sposobem likwidacji zdeprawowanego systemu bankowości opartej na rezerwie cząstkowej i budowy systemu monetarnego opartego na solidnym pieniądzu.

Mises

Mises zdaje sobie sprawę, że potrzeba więcej badań poświęconych deflacji monetarnej i cenowej (Mises 1978, s. 212)[16]. Definiuje deflację nie jako spadek cen per se, ale „zmniejszenie ilości pieniądza (w szerokim znaczeniu), które nie jest równoważone przez odpowiedni spadek popytu na pieniądz (w szerszym sensie) tak, że musi nastąpić wzrost obiektywnej wartości wymiennej pieniądza (Mises 2012, s. 216). Jednak on sam do pewnego stopnia zaniedbuje badania nad skutkami deflacji. Mises, będąc zazwyczaj skrupulatnym teoretykiem, pisze w Ludzkim Działaniu, że „[z] powodu braku zwolenników długotrwałej polityki deflacyjnej zbędne jest omawianie jej nieuchronnych konsekwencji” (Mises 2011, s. 367). To jest prosty sposób na uzasadnienie braku analizy deflacji.

Dopiero z czasem poznajemy poglądy Misesa na temat deflacji w szczególnym przypadku, gdy pieniądz „pochodzi wyłącznie z rynku kredytów” (2011, s. 479). Podaje on trzy przykłady takiego scenariusza: pierwszy, gdy rząd emituje obligacje i następnie niszczy pieniądz; drugi, gdy bank zaniepokojony stanem swoich rezerw chce poprawić ich kondycję, ograniczając swój kredyt; trzeci, gdy bankructwu banków w trakcie kryzysów towarzyszy „anihilacja fiducjarnych środków płatniczych wyemitowanych przez te banki”[17].

Mises pokazuje, że we wszystkich tych przypadkach następuje wzrost rynkowej stopy procentowej brutto oraz likwidacja projektów, które wydają się być nieproduktywne. Twierdzi, że „maleje aktywność gospodarcza” i gospodarka pozostaje w „impasie”.

Poglądy Misesa cierpią z powodu kilku poważnych błędów. Najpierw przedstawię kilka swoich ogólnych uwag, zanim przejdę do omówienia tych trzech scenariuszy, zaczynając od ostatniego.

To prawda, że we wszystkich tych trzech scenariuszach może istnieć tendencja rynkowa stopy procentowej brutto. Jednak nie musi ona koniecznie występować, ponieważ „sam fakt zmiany ilości pieniądza nie oznacza, że przedsiębiorcy muszą błędnie szacować wpływ tej zmiany na ceny rynkowe. Dlatego [spadek] ilości pieniądza niekoniecznie wiąże się ze [zbyt wysoką] stopą procentową” (Hülsmann 1998). Przedsiębiorcy zwyczajnie w trakcie procesu targowania obniżyliby stopę procentową.

Co więcej, trzeba wspomnieć, że jeśli wcześniej wystąpiła ekspansja kredytowa, to mogło również nastąpić sztuczne obniżenie stopy procentowej rynkowej stopy procentowej brutto, które również mogłoby zostać skorygowane prędzej czy później. Im wcześniej te zniekształcenia zostaną skorygowane, tym mniej zniekształceń trzeba będzie skorygować. W tym przypadku wzrost rynkowej stopy procentowej brutto przyspieszyłby korektę.

Rozważając trzeci scenariusz, Mises nie wspomina, że bank zbankrutuje w trakcie kryzysu tylko wtedy, gdy bank emitował środki fiducjarne, czyli dopuścił się oszustwa. Czy wyeliminowanie banków emitujących środki fiducjarne, które są „przyczyną zniekształceń”, jak sam twierdzi, nie skutkowałoby eliminacją zakłóceń? Co więcej, po eliminacji oszukujących banków uczciwe banki mogą zająć ich miejsce.

To samo dzieje się w przypadku drugiego scenariusza, gdy banki ograniczają akcję kredytową, aby powiększyć swoje rezerwy. Jeśli bank, który zwiększył akcję kredytową, staje się ostrożniejszy i powiększa rezerwy, to część skutków ekspansji kredytowej jest zniwelowanych. Uczciwy bank, który nie zniekształca struktury produkcji, utrzymuje pełną rezerwę. Wzrost stopy rezerw jest krokiem w stronę zdrowego systemu monetarnego, a nie „źródłem zniekształceń”.

Problemem z pierwszym scenariuszem, gdy rząd emituje obligacje i niszczy pieniądz potem, nie jest taki oczywisty. Trzeba odróżnić kilka kwestii: jeśli ekspansja kredytowa nie miała wcześniej miejsca, to może nastąpić sztuczny wzrost stopy procentowej, co poskutkuje zmniejszonymi inwestycjami. Struktura produkcji stanie się mniej kapitałochłonna i krótsza. Jednak, gdy wcześniej była i wciąż jest prowadzona ekspansja kredytowa przez system rezerwy cząstkowej, to anihilacja pieniądza poprzez rynek kredytowy może zniwelować lub ograniczyć zniekształcenia ekspansji kredytowej. Koniecznych dostosowań struktury produkcji będzie mniej, ale dokonają się szybciej.

Antydeflacyjne nastawienie Misesa jest w pełni wyrażone w stwierdzeniu: „Deflacja i ograniczenie kredytu zakłócają płynne funkcjonowanie gospodarki co najmniej tak jak inflacja i ekspansja kredytowa” (Mises 2011, s. 480). Dodaje również, oczywiście, że deflacja, w przeciwieństwie do inflacji, nie prowadzi do nadkonsumpcji i błędnych inwestycji i nie spowoduje fobii deflacyjnej.

Należy odpowiedzieć na pytanie, co Mises ma na myśli, pisząc o „zakłócaniu płynnego funkcjonowania gospodarki”. Nawet jeśli nie jest to konieczny skutek, to w trakcie deflacji faktycznie może być więcej bankructw. Jednak Mises prawdopodobnie nie uznaje wszelkich bankructw za „zakłócenie”, ale za konieczną część procesu dostosowywania się gospodarki do nowych danych. Czy stwierdzenie, że niektóre bankructwa są koniecznym dostosowaniem do zmian w danych ekonomicznych, a inne zakłóceniem, nie jest arbitralnym sądem?

Dalej Mises pokazuje, że skurczenie się kredytu nie jest konieczną cechą kryzysów, a do wywołania recesji wystarczy powstrzymanie się od dalszego zwiększania akcji kredytowej. Mises dostrzega kilka problemów wiążących się z kryzysem per se i stwierdza, że „Niedostępność kredytu […] [u]derza we wszystkie przedsiębiorstwa, a więc nie tylko w te, które i tak muszą upaść, lecz także w te, których funkcjonowanie opiera się na solidnych podstawach, dzięki czemu mogłyby się doskonale rozwijać, gdyby miały dostęp do kredytu” (Mises 2011, s. 481). Należy podkreślić, że każde przedsiębiorstwo mogłoby kwitnąć, gdyby kredyt był wystarczająco dostępny. Co więcej, dziwnym wydaje się nazywanie solidnym takiego przedsiębiorstwa, które potrzebuje do rozwoju inflacyjnego kredytu tworzonego przez sektor bankowy w ramach praktyki rezerwy cząstkowej.

Co więcej, gdy nadmierne ożywienie ogarnia całą gospodarkę, wtedy, jak pisze Mises, „[k]ryzys upowszechnia się i zmusza wszystkie branże i wszystkie przedsiębiorstwa do ograniczenia zakresu swojej działalności. Tych wtórnych konsekwencji wcześniejszego boomu nie da się uniknąć” (Mises 2011, s. 481). Ale dlaczego powinniśmy ich unikać? Z pewnością proces dostosowawczy przebiegałby szybciej, a przedsiębiorstwa, które funkcjonują zgodnie ze stopą preferencji czasowej ludzi i które nie polegają na ratunku swojej lub cudzej działalności przed bankructwem, mogą rozwijać się.

Mises tylko po części ma rację, gdy twierdzi, że polityka deflacji nie skutkuje zniwelowaniem „konsekwencji inflacji” (Mises 2012, s. 211). Z pewnością deflacja może skrzywdzić te same osoby, które skrzywdziła inflacja. Jednak deflacja, w przeciwieństwie do inflacji, nie jest „złamaniem prawa” (tamże); ale raczej ukróceniem bezprawia. Jest to ukrócenie bezprawia w tym sensie, że pokazuje, iż każda próba zarobienia — świadomie lub nie — na inflacyjnym „łamaniu prawa” nie powiedzie się, oraz że solidny system bankowy jest lepszy. Nie ma gwarancji amnestii.

Kolejnym słabym punktem teorii deflacji Misesa jest to, że uważa, iż ujemne stopy procentowe są możliwe, jeśli tylko ludzie mają oczekiwania deflacyjne[18]. Jednak ujemne stopy procentowe są niemożliwe, jeśli zakładamy maksymalizującego zysk kredytodawcę. Ten potencjalny kredytodawca trzymałby swoją gotówkę, aż ceny czynników spadłyby do spodziewanych poziomów, w ten sposób przyspieszając proces dostosowawczy.

Podsumowując, trzeba powiedzieć, że Mises nie dostrzega pozytywnych skutków deflacji[19], a konkretnie: 1) jej siły uwalniającej (liberating power), polegającej na usuwaniu z rynku nietrafionych inwestycji powstałych przy założeniu, że w razie czego zostałyby uratowane przez wadliwy system bankowy; 2) częściowej lub całkowitej likwidacji wadliwego systemu bankowego, który wciąż wywołuje cykle koniunkturalne i 3) ograniczenia państwa opiekuńczego, którego istnienie jest zależne od inflacji i braku deflacji.

Sennholz

Hans Sennholz był wielkim wrogiem inflacji i twierdził, że „ludzi trzeba wyzwolić spod jarzma monopolu monetarnego i pozbawić polityków wpływu na system monetarny” (Sennholz, s. 122). Wczesny Sennholz, zainspirowany przez swojego nauczyciela, Ludwiga von Misesa, był deflacjofobem. Potępiał „ekstremalnie szkodliwą politykę deflacji, która miała pomóc przywrócić wartość nominalną funta” (Sennholz, 1955, s. 15), ponieważ płace nie mogły się dostosować w dół ze względu na siłę związków zawodowych. To nie jest dobry argument, ponieważ związki zawodowe mogą podnieść stawkę płac powyżej stawki rynkowej zarówno gdy poziom cen rośnie, jak i spada. Co więcej, Sennholz popiera plan reformy monetarnej Misesa, która ma na celu zapobiegnięcie deflacji (Sennholz 1955, s. 296-9).

Później pisze on, że deflacja epoki wielkiego kryzysu była koniecznym rezultatem nadmiernego ożywienia gospodarczego[20] i czasami niemal chwali deflację, gdy mówi, że „[bankier Rezerwy Federalnej] może wywołać nadmierne ożywienie lub je zdławić za pomocą deflacji i kryzysu” (1987b, s. 126). Skoro mówi o kryzysie, jako procesie dostosowań, to wydaje się on zalecać zdławienie nadmiernego ożywienia deflacją.

Co więcej, opracowuje on swój własny plan odbudowy monetarnej, zakładający wyrugowanie „rządu całkowicie z systemu monetarnego” (1979, s. 149). Według Sennholza obejmuje to zniesienie ustawy o prawnym środku płatniczym oraz monopolu menniczego i banku centralnego (1979, s. 149-150). Te reformy mają tę przewagę, że skutkują dostosowaniami w gospodarce, która została „poważnie zniekształcona” (1979, s. 152) w trakcie długiego okresu inflacji. Kolejną zaletą propozycji Sennholza jest to, że prowadzi ona do ograniczenia wydatków rządowych, ponieważ rząd nie będzie mógł już finansować swoich wydatków inflacją.

Reforma monetarna Sennholza prawdopodobnie doprowadzi do poważnej deflacji, chociaż on sam, niestety, nie pisze o deflacji w kontekście swojego planu. Co więcej, jego plan nie zajmuje się przywilejami, jakie rząd przyznaje bankom poprzez zapewnianie im amnestii i zezwalając na stosowanie rezerwy cząstkowej, a konkretnie na zwiększanie ekspansji kredytowej.

Podsumowując, Sennholz nie postrzega deflacji jako wyzwalającej siły, ale raczej jako skutek uboczny reformy monetarnej. Nie odnosi się do tej kwestii i nie pokazuje, jaką rolę deflacja może odegrać w powrocie do solidnego pieniądza i zdrowego systemu bankowego.

Huerta de Soto

W przypadku Huerty de Soto natrafiamy na problem niedokładnego zdefiniowania deflacji. Definiuje on deflację, jako „wszelki spadek ilości pieniądza «w obiegu»” (Huerta de Soto 2011, s. 334)[21]. W następnym zdaniu twierdzi, że „[d]eflacja polega na spadku podaży pieniądza lub wzroście popytu na pieniądz[22].

Huerta de Soto rozróżnia trzy rodzaje deflacji „radykalnie odmienne z uwagi na swe przyczyny i konsekwencje” (Huerta de Soto, 2011, s. 335): po pierwsze, wzrost realnych sald gotówkowych; po drugie, kontrakcja kredytu w tracie recesji i po trzecie, celowa deflacja spowodowana przez rząd[23].

Pierwszy rodzaj deflacji, jaki wskazuje Huerta de Soto, to wzrost realnych sald gotówkowych, czyli wzrost realnego popytu na pieniądz (s. 337), co wskazuje na to, że stosuje tutaj „drugą” definicję deflacji. Zaznacza on, że ten drugi rodzaj deflacji nie musi zmieniać stosunku konsumpcja/oszczędności, ale skupia się na przypadku, gdy konsumpcja spada, by zwiększyć realne bilanse. Ta redukcja konsumpcji prowadzi do wzrostu inwestycji, przez co rośnie produktywność i siła nabywcza pieniądza.

Drugi rodzaj deflacji, jaki opisuje Huerta de Soto, wynika z „zacieśnienia się kredytu, które zachodzi zwykle w fazie kryzysu i recesji następującej po każdej ekspansji kredytowej” (2011, s. 338). W przeciwieństwie do celowej deflacji, ta miałaby pozytywny wpływ poprzez przyspieszenie i likwidację błędnych projektów inwestycyjnych rozpoczętych w trakcie ekspansji kredytowej. Ale co Huerta de Soto ma na myśli mówiąc „celowe”? Czy to również nie jest celowe działanie ze strony rządu, który odmawia dalszego ratowania banków? Czy nie jest celowym także zniesienie amnestii dla banków, które dopuściły się oszustwa emisji banknotów bez pokrycia? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to powinniśmy dodać, że celowa deflacja może mieć dokładnie takie same skutki jak deflacja w trakcie recesji, ponieważ rząd może wywołać lub zapobiec „zacieśnieniu kredyt”[24].

Drugim pozytywnym skutkiem tego rodzaju deflacji, według Huerty de Soto, jest to, że „w pewnym sensie odwraca ona redystrybucję dochodu, która nastąpiła w fazie ekspansji” kredytu. To nie jest konieczny skutek, ponieważ możliwe jest, że osoby, które zyskały na ekspansji kredytowej mogą zyskać na deflacji i vice versa, ponieważ ich dochód i relatywne bogactwo uległy wcześniej zmianie.

Trzeci pozytywny skutek kontrakcji kredytu, jaki wskazuje Huerta de Soto, to straty księgowe, które mogą prowadzić do wzrostu oszczędności, przez co konieczne będzie mniej dostosowań w gospodarce. Należy dodać, że gdy sztuczne straty księgowe znikają, oszczędności mogą skurczyć się i struktura kapitałowa zmieni się na mniej kapitałochłonną, czyli krótszą.

Trzeci rodzaj deflacji wymieniony przez Huerta de Soto, to celowe zmniejszanie podaży pieniądza przez rząd. Twierdzi, że „cały ten proces umyślnej deflacji nie daje nic i tylko wywiera niepotrzebną presję na system gospodarczy” (s. 336). Co więcej, zniekształciłoby to strukturę produkcji, ponieważ cześć projektów inwestycyjnych, które wcześniej wydawały się rentowne, teraz stałyby się nierentowne. Odnosi się on również do dwóch przykładów, gdy taka celowa deflacja miała miejsce: okresów po wojnach napoleońskich i po I wojnie światowej. Huerta de Soto powtarza radę Ricarda, żeby nie wracać do standardu złota przy poprzednim kursie.

Zajmijmy się tymi argumentami w odwrotnej kolejności. Po pierwsze, rząd może zmniejszyć podaż pieniądza poprzez nieratowanie banków, czyli powstrzymanie się od dalszego interweniowania w system monetarny. Ta uwalniająca deflacja spowodowana zniesieniem banku centralnego ogranicza podaż pieniądza, może obniżyć ceny do poziomów sprzed okresu inflacji, oczyścić gospodarkę z nierentownych inwestycji („niepotrzebna presja” Huerty de Soto) i zlikwidować słaby system monetarny. Dlatego z zamysłem wywołana deflacja może coś stworzyć, a konkretnie solidny system monetarny.

Błędem jest również twierdzenie, że celowa deflacja zawsze zniekształca strukturę produkcji. Eliminując nierentowne inwestycje, deflacja raczej wspomaga odtworzenie właściwej struktury produkcji.

W przypadku wymuszonej deflacji wywołanej podatkami i niszczeniem pieniądza w gospodarce utrzymuje się mniej inwestycji, a struktura produkcji staje się mniej kapitałochłonna. Jednak dzieje się tak nie dlatego, że spadła podaż pieniądza, jak wskazywał Huerta de Soto (2004, s. 337). Jest tak dlatego, że „sam fakt zmiany podaży pieniądza nie implikuje niemożliwości poprawnego oszacowania przez przedsiębiorców wpływu zmiany tej ceny. Dlatego [niższa] podaż pieniądza nie oznacza [wyższej] stopy procentowej” (Hülsmann 1998, s. 4). Z tego powodu spadek ilości pieniądza niekoniecznie oznacza spadek oszczędności/inwestycji. Faktyczna przyczyna ustalenia się mniej kapitałochłonnej struktury produkcji, czyli skróconej i wypłaszczonej struktury produkcji pod wpływem przymusowej deflacji, to opodatkowanie. Hoppe pokazuje, że „[n]aruszanie przez rząd prawa własności powoduje jednoczesne zmniejszenie podaży dóbr teraźniejszych oraz (przewidywany) spadek podaży dóbr przyszłych, co sprawia, że wzrastają nie tylko stopy preferencji czasowej […], lecz także przesunięcie w górę krzywych preferencji czasowej” (Hoppe 2006, s. 49-50)[25]. Dlatego dodatkowe opodatkowanie albo bezpośrednie wywłaszczenie, mające na celu likwidację części podaży pieniądza, spowoduje spadek oszczędności poprzez podwyższenie podaży stopy preferencji czasowej. Ludzie będą konsumować więcej, niż skonsumowaliby, gdyby mogli skorzystać na swoich inwestycjach.

Co więcej, jeśli rząd zdobywa pieniądze, które zamierza zniszczyć, nie poprzez opodatkowanie, ale poprzez wzrost długu publicznego, wtedy mniej pożyczek będzie dostępnych dla firm prywatnych i powstanie tendencja wzrostowa rynkowych stóp procentowych. Dlatego z powodu wzrostu długu publicznego zostanie rozpoczęte mniej projektów inwestycyjnych, czyli struktura produkcji będzie krótsza. To jednak nie oznacza, że będzie krótsza, niż gdyby oparta była w całości na oszczędnościach konsumentów. Możliwe jest, że w trakcie ekspansji kredytowej już rozpoczęto błędne projekty inwestycyjne. W takim przypadku dostępne jest zbyt mało dóbr, aby dokończyć wszystkie projekty inwestycyjne, a struktura produkcji jest sztucznie wydłużona. W takim przypadku interwencja rządowa na rynku pożyczek może skorygować część z tych zniekształceń. Można sobie łatwo wyobrazić przypadek, w którym rząd bezpośrednio niweluje ekspansję kredytową banków poprzez absorbcję nowego kredytu[26].

Następnie Huerta de Soto zajmuje się ogólnym problemem deflacji. Zainspirowany „wtórną depresją” takich teoretyków, jak Röpke i Hayek twierdzi, że jeśli zawiodą wszelkie próby liberalizacji rynku pracy w trakcie recesji, to w takim przypadku „polityką najmniej szkodliwą […] byłoby przyjęcie programu robót publicznych […]. Polityka rządowej pomocy dla bezrobotnych w zamian za efektywne wykonywanie prac wartościowych społecznie […]” (Huerta de Soto 2010, s. 342). Należy wyjaśnić, że najmniej szkodliwa polityka to polityka nie wypaczająca rynkowych procesów, czyli nieinterweniowanie przez rząd. Wszelkie opodatkowanie i wydatki rządowe zniekształcają rynek[27]. „Prace wartościowe społecznie” są zwyczajnym marnotrawstwem z punktu widzenia alokacji zasobów.

Co więcej, dochody z robót publicznych wcześniej niezatrudnionych nie tylko osłabiają presję na obniżenie wymagań płacowych (Mises 2011, s. 674-5), ale również osłabiają presję, by zliberalizować rynek pracy. Ponieważ Huerta de Soto podkreśla problem polityczny, należy dodać, że jest mało prawdopodobne, by polityka robót publicznych została zlikwidowana po zakończeniu recesji. Pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy Huerta de Soto zdaje sobie sprawę, że jego zalecenia polityczne mogą zostać przyjęte przez polityków jako wygodny powód do wykorzystani robót publicznych w czasach bezrobocia, gdy politycy nie mają ochoty liberalizować rynku pracy?

Huerta de Soto nie jest histerycznym deflacjofobem, jak ekonomiści głównego nurtu, ale dostrzega on problemy z pewnymi rodzajami deflacji i nie rozumie pozytywnych skutków deflacji, nawet gdy ta jest wywołana przez rząd. Co więcej, niepotrzebnie zachęca do interwencji rządowej w trakcie kryzysu, gdy rynek pracy jest nieelastyczny.

Hayek

Hayek definiuje deflację jako „spadek ilości pieniądza” (Hayek 1979, s. 40). Chociaż konsekwentnie trzyma się tej definicji, to jego poglądy na temat deflacji zmieniały się na przestrzeni lat. W książce z 1931 roku, Ceny i Produkcja twierdzi, że podaż pieniądza powinna był niezmienna, jeśli pieniądz ma nie wpływać na ceny (2014, s. 230-231)[28]. Wspomniane są dwa wyjątki: wzrost podziału pracy i wzrost liczby płatności (2014, s. 240). Zwalczanie deflacji cenowej w tych sytuacjach jest uzasadnione według Hayeka, ponieważ nie zniekształca struktury produkcji, jeśli nowy pieniądz trafia w to miejsce w gospodarce, gdzie pojawił się wzrost.

Dostarczenie właściwej ilości pieniądza we właściwe miejsce nie tylko wydaje się bardzo trudne w praktyce, ale pozostaje również pytanie, dlaczego powinno się zabiegać deflacji cenowej oraz dlaczego jest uzasadniona prowadzenie inflacji korzystnej dla niektórych uczestników rynku.

Co więcej, Hayek pisząc o „neutralnym” pieniądzu, myśli o sytuacji, gdy zapanują takie same warunki, jak w gospodarce barterowej (Hayek 2014, s. 244-245). Jednak sam pieniądz jest towarem (najlepiej zbywalnym), a jego istnienie zawsze skutkuje powstaniem innej struktury produkcji i alokacją zasobów, niż miałoby to miejsce w gospodarce bez pieniądza. Pieniądz nie może być „neutralny”[29]. W rzeczywistości pieniądz umożliwia powstanie znacząco innych warunków ekonomicznych od tych w gospodarce barterowej.

Warte uwagi jest wcześniejsze nastawienie Hayeka do recesji. Stwierdza, że polityka monetarna nie powinna zwalczać recesji inflacją (Hayek 2014, s. 240). Innymi słowy, jeśli w trakcie recesji wystąpi deflacja, to nie powinno się jej zapobiegać. To zdaje się przeczyć jego stwierdzeniu, że podaż pieniądza powinna być niezmienna.

Na początku lat 30., w trakcie debaty z Keynesem Hayek rozważał deflację jako możliwy skutek recesji. Kryzys trzeba zwalczyć dostosowaniami w strukturze produkcji i „nie da się ich pozbyć za pomocą nowej inflacji” (Hayek 1995, s. 194). Poprawnie stwierdza, że bezrobocie jest rezultatem przyczyn bardziej fundamentalnych niż deflacja. „Wszelkie próby zwalczania kryzysu ekspansją kredytową nie tylko będą zaledwie leczeniem objawów, ale mogą również wydłużyć kryzys, odwlekając niezbędne dostosowania” (1995, s. 196).

Jednak Hayek zaczyna porzucać swoje wcześniejsze stanowisko wobec deflacji dwa lata później. Już w 1939 roku stwierdza, że popyt na dobra konsumpcyjne w trakcie recesji może być zbyt niski i z tego powodu „zwiększenie popytu poprze wydatki publiczne może być uzasadnione” (Hayek 1975, s. 63). Jednak wciąż nie uznaje ekspansji kredytowej za rozsądną politykę, ponieważ „może ona jedynie pogorszyć przyszłe problemy” i „zwiększyć fluktuacje”.

W 1960 roku w pracy Konstytucja Wolności utrzymuje, że deflacja ma „negatywne skutki”, ale „jest jednak wątpliwe, czy deflacja jest bardziej szkodliwa od inflacji,” (Hayek 2007, s. 321). Twierdzi, że zarówno inflacja, jak i deflacja wywołują dwukrotnie nieoczekiwane zmiany cen. Najpierw, gdy ceny są (w przypadku deflacji) niższe od oczekiwanych, a potem, gdy ceny przestają spadać, po dostosowaniu się oczekiwań do spadających cen. To jest ekstremalnie mechanistyczne postrzeganie formułowania oczekiwań przez uczestników rynkowych. Co więcej, twierdzi również, że deflacja pogrąża działalność przedsiębiorstw. Dlatego Hayek niejawnie zakłada, że w niektórych przypadkach deflacji powinno się zapobiegać[30].

Hayek nie zauważa, że deflacja nie wpływa negatywnie na wszystkie firmy i niekoniecznie musi prowadzić do spadku całkowitej produkcji. Wyłącznie właściciele firm, którzy polegają na dalszej inflacji, będą mieli poważne problemy, a ci przedsiębiorcy, którzy poprawnie przewidzą deflację, zyskają na tym. Właściciel firmy może się zmienić, ale „realna stopa zwrotu pozostanie ta sama” (Rothbard 2017, s. 629).

W 1975 roku, po otrzymaniu nagrody Nobla, Hayek wspomina o „wtórnej depresji”, w trakcie której bezrobocie wpływa na spadek zagregowanego popytu, a przez to do jeszcze większego bezrobocia. „Ta «wtórna depresja» spowodowana wcześniejszą deflacją, powinna być zwalczana odpowiednimi działaniami monetarnymi” (Hayek 1985, s. 210). Zaprzecza on, by kiedykolwiek uważał deflacją w trakcie kryzysu za „ozdrawiający proces”. Mówi, że chociaż deflacja jest konieczna do przełamania sztywności w dół płac, oraz że inflacja nie jest już według niego politycznie możliwym rozwiązaniem problemu sztywności płac. To wydaje się być sprzeczne z jego wcześniejszym stwierdzeniem o „odpowiednich działaniach monetarnych” (inflacji), które powinny być wykorzystane do zapobieżenia „wtórnej depresji”.

Hayek chce za pomocą słabo płatnych robót publicznych walczyć z bezrobociem i zapobiec błędnej alokacji pracowników, wynikającej z ekspansji monetarnej[31]. Ciężko zrozumieć, dlaczego roboty publiczne nie są błędną alokacją pracy i zasobów, skoro praca nie jest wykonywana w celu zaspokojenia potrzeb konsumentów. Twierdzi dalej, że w celu zapobieżenia rewolucji politycznej w Niemczech w 1930 roku, rząd musiałby wywołać ekspansję kredytową, aby zapobiec kryzysowi. To stwierdzenie wydaje się nielogiczne, ponieważ nie ma powodu, by opóźniony, więc ostrzejszy kryzys miał nie doprowadzić do rewolucji politycznej.

W innym wykładzie z tego samego roku Hayek wygłosił więcej interesujących komentarzy o swoim stosunku do deflacji (Hayek 1979). Stwierdza w nim wprost, że zmienił swoje zdanie o inflacji. Deflacja musi być powstrzymana, ponieważ odbiegając od oczekiwań przedsiębiorców, ma tendencję do skutkowania „wtórną deflacją”, która „nie pełni żadnej alokacyjnej funkcji” (s. 15). Hayek mówi, że gdyby był odpowiedzialny za politykę monetarną, zapobiegłby deflacji, ogłaszając, że walczyłby z zagrożeniem deflacji wszelkimi środkami. To ogłoszenie, jak był przekonany, pomogłoby zapobiec deflacji. Ponownie pokazuje swoje proinflacyjne przekonania, stwierdzając, że „polityka monetarna musi zapobiegać znacznym zmianom w ilości pieniądza czy strumieniu dochodów” (s. 17).

Hayek nie zdaje sobie sprawy, że deflacja w trakcie recesji przyspiesza proces dostosowawczy, przyspieszając likwidację błędnych inwestycji. Osłabienie aktywności firm, o której mówi, również może przyspieszyć ten proces, skłaniając przedsiębiorców do zwiększenia oszczędności poprzez księgowanie strat większych niż faktycznie. Może być prawdą, że realne płace mogą być wysokie w trakcie deflacji, ale w trakcie inflacji, czy dowolnym innym okresie, płace realne również mogą być zbyt wysokie z powodu przywilejów związkowych.

To ciekawe, że Hayek tak bardzo zmienił zdanie o deflacji. W latach 30. twierdził, że ekspansja monetarna jedynie odwleka i wydłuża recesję, a pod koniec kariery opowiadał się za monetarnymi środkami walki z deflacją. Hayek nie przedstawia argumentów, które uzasadniałyby zmianę jego poglądów. Powodem tej zmiany mogło być doświadczenie zwrotu ku socjalizmowi, jakie zaobserwował w Niemczech (s. 15). Było to dla niego wymówką, by uzasadnić całą masę interwencji państwowych.

Reisman

Reisman definiuje deflację jako „spadek ilości pieniądza/wielkości wydatków” (Reisman 1995 s. 520), co jest według niego „złe”[32]. Wymienia kilka innych symptomów deflacji, oprócz spadku cen: spadek „dostępności funduszy na spłatę zadłużenia”; „wypchnięcie z rynku zyskownych firm przez nagły spadek przychodów ze sprzedaży, do których koszty dostosowują się z opóźnieniem” i „masowe bezrobocie, aż stawki płac i ceny spadną do poziomu odpowiadającego zmniejszonej podaży pieniądza i wolumenowi wydatków na dobra i pracę” (1996, s. 574; 2000, s. 14). Jego przeskok od tych symptomów do etycznego potępienia deflacji jest niejasny.

To prawda, że może wystąpić bezrobocie, gdy płace spadają wolniej od pozostałych cen. Ale dlaczego płace mają nie spadać równie szybko, co pozostałe ceny? Dlaczego nie mogą spadać szybciej[33]? Nie dobrego powodu, by uznawać scenariusz Reismana za bardziej prawdopodobny. Rządowe interwencje i wpływy związków mogą doprowadzić do wzrostu płac ponad stawki rynkowe, gdy ceny spadają lub rosną.

Czy faktycznie mamy do czynienia z „wypychaniem z rynku zyskownych firm”, spowodowanym opóźnieniem w dostosowaniu się cen? Po pierwsze, trzeba podkreślić, że niekoniecznie musi wystąpić opóźnienie, ponieważ spadek cen może być oczekiwany. W tym przypadku ceny spadłyby natychmiastowo do oczekiwanych poziomów z powodu spadku wydatków. „Zyskowność firm” nie zmieniłaby się[34].

Nawet jeśli spadek cen nie był oczekiwany, to „realna stopa zwrotu” (Rothbard 2017, s. 629) nie musi zmienić się, ponieważ fundamentalna różnica między cenami (między cenami kupna i sprzedaży), nie musi ulec zmianie. Różnica między cenami może nawet wzrosnąć. W takim przypadku przedsiębiorca może zakupić jeszcze więcej czynników produkcji za osiągnięte wcześniej zyski. Oczywiście przedsiębiorca ucierpiałby z powodu kosztów alternatywnych, jeśli nie przewidział bankructwa i nie przechował swoich pieniędzy; jednak nie bankrutuje on wyłącznie z tego powodu, ale może mieć problemy, jeśli był zadłużony[35]. To jest następny argument.

To prawda, że realne obciążenie długiem rośnie z powodu deflacji, ponieważ dostępna jest mniejsza ilość pieniądza. Ale dlaczego ma to być problemem dla gospodarki? Oznacza to wyłącznie zmianę właścicieli firm[36]. Wartość aktywów kredytodawców wzrosłaby, a w niektórych przypadkach nawet do tego stopnia, że przejęliby wszystkie aktywa firmy. To nie zmieniłoby fizycznej integralności aktywów i firmy. Nie zniknęłyby z powierzchni ziemi. Do pewnego stopnia Reisman sam to zauważa, stwierdzając, że „kredytodawcy zyskują, ale nie wszyscy — tylko ci, którzy byli w stanie wyegzekwować swoje należności” (Reisman 2000, s. 15). Jednak kredytodawcy zawsze mogą wyegzekwować chociaż część swoich inwestycji poprzez zajęcie aktywów, które są zabezpieczeniem kredytu. Dlatego nie pozostaną z niczym. W zależności od systemu prawnego, dłużnicy mogą również być zmuszeni do spłaty długów, których nie mogą spłacić w tym momencie, później.

Reisman podkreśla praktyczne znaczenie masowych bankructw w trakcie deflacji (1996, s. 961):

[M]asowe bankructwa, które, biorąc pod uwagę obecną niewydolność systemu sprawiedliwości w obliczu obecnej liczby bankructw, prawdopodobnie potrzebowałyby dekady lub więcej czasu, by zostać rozliczone i przeprowadzone. To oznaczałoby, że przez ten okres gospodarka byłaby w dużej mierze sparaliżowana, ponieważ nikt by nie wiedział, kto co posiada.

Zdolność współczesnego systemu sprawiedliwości do rozpatrzenia ogromnej masy bankructw na raz, nie jest oczywiście teoretycznym argumentem przeciw deflacji. Według Reismana argument ten wiąże się z trudnościami praktycznymi, z jakimi musiałby poradzić sobie system sprawiedliwości w warunkach poważnej deflacji. Jednak nie ma teoretycznych powodów, by system sprawiedliwości nie mógł prędko rozstrzygnąć wielu sporów. Mimo to zajmijmy się tym praktycznym argumentem. Należy podkreślić, że wzrost popytu na usługi sądownicze na wolny rynku spowodowałby wzrost podaży tych usług. Reisman mógłby odpowiedzieć, że mamy do czynienia z rządowym monopolem na usługi sądownicze. Jednakże politycy wprowadziliby środki zaradcze, gdyby deflacja poskutkowała bankructwami, które przeciążyłyby spętany przez rząd system sądowniczy[37]. Ponieważ politycy są skłonni do poszukiwania i rozwiązywania problemów. Również sam system sprawiedliwości mógłby wymyślić rozwiązanie, które pomogłoby uporać się z tym problemem.

Przyjmijmy jednak na potrzebę dyskusji, że rząd i system sądowniczy nie zareagują w jakikolwiek sposób. Nie zmienia to faktu, że każde bankructwo wiąże się z pewnym okresem dostosowań. Czy określenie dopuszczalnej długości okresu dostosowań nie jest arbitralne? Załóżmy również, że będzie potrzeba „dekady lub więcej czasu”, aż zmienią się właściciele niektórych firm, a dotychczasowy właściciel nie będzie inwestował lub zmniejszał inwestycji w tę firmę przez ten czas. Zamiast tego dotychczasowy właściciel będzie wydawał swoje zyski na konsumpcję lub inne inwestycje, w trakcie tej „przejściowej” dekady. Dlaczego ma to być koniecznie złe z punktu widzenia teorii Reismana?

Oczywiście Reisman chce zapobiec deflacji w ramach swojego planu reformy monetarnej (1996, s. 960). Ponieważ przyjmuje, że w standardzie złota „szybkość obrotu pieniądza” spadłaby, to z tego powodu sugeruje, by „zrównać podaż złota z odpowiednią podażą dolarów, aby całkowite wydatki w dolarach nie zmieniły się przy niższej szybkości obrotu pieniądza” (s. 961) i w ten sposób zapobiec procesowi kontrakcji.

Co by to oznaczało? Podobnie, jak w przypadku propozycji Rothbarda, według Reismana ratunek słabego sektora bankowego doprowadziłby do transferu złota na korzyść banków (Reisman 1996, s. 961) kosztem oszukanych właścicieli depozytów — którzy powinni zostać właścicielami banków.

Oszukańcza praktyka[38] rezerwy cząstkowej ostatecznie zostałaby rozgrzeszona. Co więcej, wydłużyłaby proces dostosowań w strukturze produkcji, która została zniekształcona w trakcie inflacyjnego okresu. Należy dodać, że proponowana inflacja podaży pieniądza w formie dolara, w celu zapobieżenia spadkowi szybkości obrotu, byłaby kolejną redystrybucją, korzystną dla dłużników.

Według Reismana ta redystrybucja byłaby korzystna: „Rozwiązanie problemu «nadmiernego obciążenia długiem» za pomocą inflacji w jakiejkolwiek formie to naganna praktyka” (s. 961). Sugerowana reforma monetarna pokazuje, że jeśli ktoś chce zapobiec „problemom z długami”, to nie da się wyznaczyć nawet przybliżonych granic dla takich inflacyjnych programów pomocowych. Proponowany rozmiar inflacji wydaje się być arbitralny nawet według standardów Reismana.

Jednak Reisman uzasadnia inflację, twierdząc, że byłoby niepraktycznym i czasochłonnym, by system sprawiedliwości miał zajmować się tyloma bankructwami. Ten argument był omawiany powyżej, ale skoro Reisman zwraca uwagę na system sprawiedliwości, to należy dodać, że sprawiedliwość to nie jest kwestia czasu ani praktyczności.

Rozważając etyczną część jego proponowanej reformy monetarnej, należy podkreślić, że propozycja Reismana nie tylko jest sprzeczna z etyką Rothbarda, ale również jego własną wersją kapitalizmu. Według Reismana „kapitalizm charakteryzuje się leseferyzmem” (s. 21). Tylko rząd ma prawo naruszyć czyjąś wolność, czyli „brak inicjacji siły fizycznej” w celu zapewnienia wolności[39]. Jedynym zadaniem rządu byłaby „obrona wolności osobistej. Wszelkie naruszenie tej zasady — każdy akt rządowej interwencji w system gospodarczy — jest aktem wykorzystania przymusu fizycznego do powstrzymania osoby przed działaniem zgodnie ze swoim interesem lub zmuszenia osoby do działania wbrew swojemu interesowi” (s. 26).

Jednak plan reformy monetarnej Reismana nie jest bezpośrednią abolicją rządowych interwencji w system monetarny, co doprowadziłoby do deflacji, ale nową formą interwencjonizmu, gwarantującą zachowanie rezultatów przeszłych interwencji. Zaproponował nową formę interwencjonizmu, czyli według jego poglądów, naruszenia wolności osobistych, w celu ratowania słabego systemu bankowego. Podsumowując jego własnymi słowami (Reisman 1996, s. 27):

Wszelkie próby uzasadnienia jakiejkolwiek formy restrykcji lub ograniczeń wolności to, świadoma lub nie, próba uzasadnienia inicjacji przemocy fizycznej. To z kolei jest próbą zniszczenia ludzkiego życia i własności, i z tego powodu powinna być uznana za potworne zło.

Wnioski

Wspomnianych sześciu austriackich ekonomistów, zwłaszcza Rothbard, odrzuca większość argumentów przeciw deflacji. Obawiają się deflacji znacznie mniej niż ekonomiści głównego nurtu, ale różnią się pod tym względem między sobą. Mimo to gdy mowa o deflacji, to ich poglądy zmieniają się i przestają oni twardo bronić wolnego rynku. Wbrew swoim leseferystycznym poglądom na większość problemów, ci ekonomiści wymyślają cały arsenał środków do walki z deflacją, jak pomoc rządowa, redystrybucja złota, amnestia i przywileje dla banków, planowane przez rząd reformy monetarne, roboty publiczne, ekspansja kredytowa i inflacja.

Co ciekawe, tymi interwencjami chcą powstrzymać uzdrawiającą deflację, czyli reakcję wolnego rynku na brak wszelkich interwencji rządowych w system monetarny, zwłaszcza przywileju stosowania rezerwy cząstkowej i amnestii. Nie zauważają, że deflacja jest szybkim, gładkim, bezpośrednim i etycznym sposobem na stworzenie solidnego systemu finansowego.

 

Bibliografia:

Bernanke Ben S., 2002, „Deflation: Making Sure ‘It’ Doesn’t Happen Here”, Speech before the National Economists Club in Washington, D.C. (November 21).

Hamburger Max, 1933, Deflation und Rechtsordnung, Mannheim, Berlin, J. Bensheimer.

Hayek Friedrich A., 2014, Ceny i produkcja [w:] Pieniądz i kryzysy. Dzieła zebrane, tom I. Warszawa, Instytut Ludwiga von Misesa.

Hayek Friedrich A., 2007, Konstytucja wolności, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN.

Hayek Friedrich A. 1995, Contra Keynes and Cambridge, Chicago, University of Chicago Press.

Hayek Friedrich A., 1985, Speech at the East Leeds Labour Club (1975) [w:] New Studies in Philosophy, Politics, Economics and the History of Ideas, Chicago, University of Chicago Press.

Hayek Friedrich A., 1984, On Money [w:] Money, Capital, and Fluctuations: Early Essays, Chicago, University of Chicago Press.

Hayek Friedrich A., 1979, Unemployment and Monetary Policy, San Francisco, Cato Institute.

Hayek Friedrich A., 1975, Profits, Interest and Investment. Clifton, N.J., Augustus M. Kelley.

Huerta de Soto, Jesús, 2011, Pieniądz kredyt bankowy i cykle koniunkturalne, Warszawa, Instytut Ludwiga von Misesa.

Hülsmann Jörg Guido, 1998, „Toward a General Theory of Error Cycles”, Quarterly Journal of Austrian Economics 1 (4).

Hutt William H., 1995, The Significance of Price Flexibility [w:] The Critics of Keynesian Economics, red. Henry Hazlitt, New York, Foundation for Economic Education.

Keynes John M., 1963, Essays in Persuasion, New York, Norton Library.

Mises, Ludwig von, 2012, Teoria pieniądza i kredytu, Warszawa, Fijorr Publishing.

Mises Ludwig von, 2011, Ludzkie działanie, Warszawa, Instytut Ludwiga von Misesa.

Mises Ludwig von, 1978, On the Manipulation of Money and Credit, Dobbs Ferry, N.Y., Free Market Books.

Reisman George, 2000, „The Goal of Monetary Reform”, Quarterly Journal of Austrian Economics 3 (3).

Reisman George, 1996, Capitalism, Ottawa, Ill.: Jameson Books.

Rothbard Murray N., 2017, Ekonomia Wolnego Rynku, Warszawa, Fijorr Publishing i Instytut Ludwiga von Misesa.

Rothbard Murray N., 2010, Etyka Wolności, Warszawa, Fijor Publishing.

Rothbard Murray N., 2010, Wielki Kryzys w Ameryce, Warszawa, Instytut Ludwiga von Misesa.

Rothbard Murray N., 2009, Interwencjonizm, czyli władza a rynek, Warszawa, Fijorr Publishing.

Rothbard Murray N., 2007, Tajniki Bankowości, Warszawa, Fijorr Publishing.

Rothbard Murray N., 2005, Złoto, banki, ludzie — krótka historia pieniądza, Warszawa, Fijorr Publishing.

Rothbard Murray N., 1995a, Classical Economics, Cheltenham, U.K., Edward Elgar.

Rothbard Murray N., 1995b, Deflation, Free or Compulsory [w:] Making Economic Sense, Auburn, Ala., Ludwig von Mises Institute.

Rothbard Murray N., 1994, The Case Against the Fed, Auburn, Ala., Ludwig von Mises Institute.

Rothbard Murray N., 1991, The Case for a 100 Percent Gold Dollar, Auburn, Ala.: Ludwig von Mises Institute.

Salerno, Joseph T., 2003, „An Austrian Taxanomy of Deflation”, Quarterly Journal of Austrian Economics 6 (4).

Samuelson Paul A., 1980, Economics, 11 wydanie, New York, McGraw-Hill.

Sennholz Hans, 1987a, The Politics of Unemployment, Spring Mills, Penn., Libertarian Press.

Sennholz Hans, 1987b, Debts and Deficits, Spring Mills, Penn, Libertarian Press.

Sennholz Hans, 1979, Age of inflation, Belmont, Mass, Western Islands.

Sennholz Hans, 1955, How Can Europe Survive, New York, D. Van Nostrand.

 

[1] Ekonomiści szkoły austriackiej definiują deflację jako skurczenie się podaży pieniądza. Głównonurtowi ekonomiście natomiast definiują deflację jako spadek ogólnego poziomu cen.

[2] O tej „przymusowej deflacji” zobacz również Salerno (2003).

[3] Rothbard wspomina też przypadek Brazyli z 1990 roku, gdy zablokowano dostęp do większości rachunków bankowych oraz Związku Sowieckiego, gdzie wycofano z obiegu banknoty i uznano je za bezwartościowe.

[4] Zobacz również Hayek (1979, s. 5): „Niestety Wielka Brytania przywróciła standard złota po poprzednim parytecie”. Zobacz również Huerta de Soto (2011, s. 338-339), Mises (2011, s. 662) i Sennholz (1955, s. 15).

[5] Zobacz Rothbard (2010, s. 22) „[Rząd] może zmusić banki, żeby zaprzestały inflacji, a nawet, jeśli okaże się to konieczne, żeby zmniejszyły podaż pieniądza”. Niestety ta polityka jest niepraktyczna, gdyż nie formułuje ona reguł, kiedy wywołanie kotrakcji jest konieczne. Aby takie działania nie były arbitralne, należałoby stwierdzić, że kontrakcja jest konieczna, kiedykolwiek miała miejsce ekspansja kredytowa.

[6] „Jeśli podaż pieniądza już jest nadmierna, to rząd powinien przynajmniej postarać się jej dalej nie zwiększać. Trudniejszą kwestią jest to, czy podaż pieniądza powinno się zmniejszyć do poziomu wyznaczonego przez podaż złota, jednak tu nie będziemy się nią zajmować”. (Rothbard 2010, s. 122; pierwsza kursywa dodana przez autora)

[7] Zobacz również Rothbard (2010, s. 134): „Jeśli już doszło do depresji, to polityka pieniężna powinna polegać na zmniejszaniu podaży pieniądza lub przynajmniej na zatrzymaniu inflacji”. Nie wiadomo, czy to oznacza, że każda ekspansja kredytowa powinna być odwrócona natychmiastowo. Zobacz dodatek w Wielki Kryzys w Ameryce (Rothbard 2010, s. 287).

[8] Rothbard (1994, s. 148): „Wartość zasobów złota Fedu powinna wzrosnąć, aby wystarczyło złota na spłacenie wszystkich zobowiązań Fedu — przede wszystkim wypłaty depozytów i wymiany banknotów Rezerwy Federalnej, przy wymianie stu centów za dolara”.

[9] Rothbard sam argumentuje przeciw przywilejom banków (Rothbard 2010, s. 16)

[10] Zobacz inny zarys jego planu w Rothbard (1994, s. 150).

[11] Zobacz Rothbard (2005, s. 66): „Jeśli w wolnym społeczeństwie miałoby być zakazane fałszerstwo, to taki sam los powinien spotkać system bankowy oparty na częściowych rezerwach”. Zobacz również Rothbard (1991, s. 49).

[12] Można też argumentować za ukaraniem pracowników banków, którzy — świadomie lub nie — pomogli bankom oszukać klientów.

[13] Zobacz Rothbard (2010, s. 175): „W sytuacji idealnej przestępca staje się niewolnikiem swej ofiary, pozostając nim aż do momentu pełnego zadośćuczynienia osobie, wobec której zawinił”.

[14] Tamże, s. 126: „[M]ogą one być prosto i przejrzyście stosowane i podlegać obronie, niezależnie od miejsca i czasu.”

[15] Skoro chcemy zapobiec bankructwom (lub zmiażdżeniu deflacyjnym młotem), to czy inflacja nie byłaby nawet lepszą metodą ratowania kredytobiorców przed bankructwem, jak proponuje Reisman (1996, s. 961)?

[16] Jak napisał Mises na zlecenie Spiethoffa w Festschrift (1978, s. 212): „Niestety teoria ekonomiczna jest najsłabiej opracowana dokładnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna — w analizie skutków spadku cen”.

[17] Mises twierdzi, że „W ciągu ostatnich dwustu lat bardzo często uciekano się do takich praktyk” (2011, s. 480).

[18] „W razie szybko postępującej deflacji, ujemne ażio cenowe mogłoby nie tylko całkowicie zrównoważyć stopę procentu pierwotnego, lecz nawet przekształcić procent brutto w wielkość ujemną, co oznaczałoby obciążenie pewną kwotą rachunku kredytodawcy” (Mises 2011, s. 460).

[19] Dlatego proponuje on reformę bez deflacji. Zobacz Mises (2012, część IV).

[20] „Kontrakcja […] była nieuniknioną konsekwencją i produktem ubocznym finansowych dostosowań. Kryzys jest okresem dostosowań” (Sennholz 1987a, s. 157-9).

[21] Jednakże Huerta de Soto dodaje, że pieniądz nigdy nie jest „w obiegu”, ale zawsze jest częścią czyjegoś salda gotówkowego. Pytanie brzmi, dlaczego nie zrezygnował z zastosowania tego mylącego terminu.

[22] Huerta de Soto mógł zaczerpnąć swoją definicję od Misesa: „Wszystkie firmy dążą do zwiększenia swoich zasobów gotówkowych (…). To zjawisko rzeczywiście można uznać za deflację (2011, s. 481-2). Mises również nie podał jednej, spójnej definicji deflacji.

[23] W książce Huerta de Soto omawia najpierw deflację wywołaną przez rząd, w drugiej kolejności jako wzrost popytu na pieniądz, a jako trzecią kontrakcję kredytu (przyp. tłum).

[24] Ktoś mógłby nawet twierdzić, że wszelka deflacja jest celowa w tym sensie, że jest wywołana przez rząd. Ponieważ rządowa zgoda na emisję środków fiducjarnych  jest warunkiem wstępnym kreowania i niszczenia tych środków. Przynajmniej kontrakcja kredytu w trakcie kryzysu i  celowa deflacja nie „różnią się radykalnie z uwagi na swe przyczyny i konsekwencje”, ponieważ celowa deflacja może być przyczyną kontrakcji kredytu i kryzysu.

[25] Inne negatywne skutki opodatkowania zobacz w Rothbard (2009, s. 123-128)

[26] Bank centralny udziela rządowi kredytu bez pokrycia, a rząd następnie niszczy ten pieniądz. W takim przypadku transakcja jest wyłącznie wewnętrznym transferem rządowym.

[27] Zobacz Rothbard (2009, s. 123-128 i 241-256). Zniekształcenia wywołane opodatkowanie byłyby mniejsze, gdyby rząd nie wydawał pieniędzy pozyskanych na drodze opodatkowania, ale niszczył je. Datego można argumentować, że opodatkowanie w celu wywołania przymusowej deflacji jest mniej szkodliwe, niż inne formy opodatkowania i wydawanie tak zgromadzonych pieniędzy.

[28] To nie jest do końca prawdą. Hayek twierdzi, że całkowite wydatki (strona MV w równaniu wymiany) powinny być niezmienne, ale to jest jeden z warunków neutralności pieniądza. Co więcej, Hayek nie traktował neutralności pieniądza jako możliwego do zrealizowania celu, ale jedynie jako narzędzie teoretyczne (przyp. tłum).

[29] Zobacz Mises (2011, s. 184): „pojęcie neutralnego pieniądza jest nierealne i nieprawdopodobne”.

[30] Zobacz Hayek (2007, s. 324):

Gdy tylko pojawią się oznaki deflacji, natychmiast zostaną podjęte próby jej zwalczania — często nawet wtedy, gdy jest ona jedynie lokalnym i koniecznym procesem, któremu nie trzeba zapobiegać.

Hayek wydaje się sugerować, że może zdarzyć się deflacja, która nie jest lokalna i zbędna, której nie trzeba zwalczać.

[31] Zobacz wyżej, jak Hayek wpłynął na poglądy Huerty de Soto.

[32] Zobacz Reisman (1996, s. 574): „Postrzeganie spadku cen, wywołanego wzrostem produkcji, jako czegoś tożsamego deflacji i recesji, to mylenie niezmiernych korzyści, jakie wynikają z produkcji ze złem, jakie wynika z kryzysu”.

[33] Zobacz Hutt (w Hazlitt 1995, s. 398): „Możemy sobie wyobrazić szybki spadek cen dotrzymujący kroku oczekiwanym zmianom cen, ale nigdy nie spadających do zera i zasoby są zawsze w pełni wykorzystane”.

[34] Zobacz Rothbard (2017, s. 630): „Kiedy zmiana jest w pełni przewidziana, siła nabywcza zmienia się natychmiast”.

[35] Oczywiście niektórzy przedsiębiorcy mogą mieć problemy w tym sensie, że inni przedsiębiorcy, którzy przewidzieli spadek cen i przechowali pieniądze, mogą teraz złożyć lepsze oferty cenowe i odciągnąć od nich zasoby. Przedsiębiorcy, którzy przewidują zmiany cen, zawsze mogą zyskać w porównaniu do przedsiębiorców, którzy formułują błędne oczekiwania. Argument Reismana prawdopodobnie nie miał być argumentem przeciw wszelkim zmianom cen.

[36] Zobacz Rothbarda omówienie tego argumentu (2010, s. 41).

[37] Rządy już wcześniej to robiły. Zobacz Hamburger (1933) o środkach zaradczych w Niemczech podczas wielkiego kryzysu.

[38] Sam Reisman nazywa to oszustwem. Zobacz Reisman (1996, s. 958 i 514).

[39] To nie jest miejsce na krytykę sprzeczności Reismana.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Philipp Bagus

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *