Rothbard: Błędy Davida Ricardo

18 czerwca 2021 Historia myśli ekonomicznej komentarze: 0

Autor: Murray N. Rothbard
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Krystian Pospiszyl
Wersja PDF

Fragment książki Murraya Rothbarda Austrian Perspective on the History of Economic Thought, Tom II

Kiedy Ricardo stwierdził, że to podaż i popyt kształtują ceny na rynku, przeszedł nad tym do porządku dziennego, jakby to nie miało żadnych konsekwencji… Jeśli chodzi o koncept użyteczności, to chociaż przyznał, że jest ona niezbędna dla produkcji, to jednak nie wspomniał o jej wpływie na wartość czy cenę; w „paradoksie wartości” skupił się na wartości wymiennej, całkowicie ignorując użyteczność. Ale to nie wszystko: nawet nie przymierzał się do wyjaśnienia cen produktów, które nie są odtwarzalne, których podaż nie może być zwiększona przez pracę. Ricardo po prostu zrezygnował z wyjaśnienia cen takich rzeczy jak dzieła sztuki, których ilości nie można zwiększyć nakładem pracy. W skrócie, Ricardo zrezygnował z jakiegokolwiek wyjaśnienia cen konsumpcyjnych. To jest właśnie Ricardiańska — i Marksistowska — laborystyczna teoria wartości.

Ponury świat Ricarda

Ricardiański system jest tutaj kompletny. Ceny dóbr są zdeterminowane przez ich koszt, to jest przez ilość pracy włożoną w wytworzenie tych dóbr, i dodanie stałej stopy zysku. Mówiąc konkretnie, ponieważ cena każdego dobra jest stała, będzie się ona równać największemu kosztowi produkcji tego dobra (tj. nie ma renty ekonomicznej). W skrócie, cena będzie zdeterminowana przez koszt, czyli ilość pracy włożonej do wytworzenia produktu oraz stopień wykorzystania kapitału. Z biegiem czasu następuje wzrost populacji, przez co trzeba używać coraz gorszej jakości gleb i dlatego koszt zebrania zbóż wzrasta. Dzieje się tak, ponieważ wciąż wzrasta ilość pracy potrzebnej do zebrania zbóż. Rezultatem tego jest stale wzrastająca cena zbóż. Przez rosnącą populację płace robotników są utrzymywane na tym samym poziomie, jednak, by płace realne mogły sprostać rosnącym cenom zbóż — płace robotników muszą rosnąć. Stawki robotników muszą rosnąć, a zyski właścicieli środków produkcji muszą spadać, póki stan stacjonarny nie zostanie osiągnięty.

Świat Ricardo jest mroczny i często występuje w nim rzekomo nierozłączny z wolnym rynkiem konflikt klasowy. Po pierwsze, występuje tu tautologiczny konflikt, gdyż zysk jednej grupy zawsze musi być okupiony krzywdą drugiej. Jednak na wolnym rynku w prawdziwym świecie produkcja stale się zwiększa, więc ten tort do podziału również ulega zwiększeniu. Po drugie, jeśli skupimy się na indywidualnych czynnikach produkcji, jak to zrobiła późniejsza teoria produktywności marginalnej (i jak robił to J.B. Say), to każdy czynnik produkcji przynosi raczej marginalny produkt, więc nie musimy zaprzątać sobie głowy rzekomymi prawami i konfliktami makroklasowej dystrybucji dochodu. Ricardo skupiał się na złym problemie — albo raczej problemach.

Ricardo prowadzi do Marksa

Jednak konflikt klasowy jest tu jeszcze większy niż w makroekonomicznym podejściu Ricarda. Jeśli wartość jest owocem wyłącznie godzin pracy, to Marksowi, który był nota bene neoricardianinem, łatwo jest nazwać zysk posiadaczy kapitału wyzyskiem. Marks mógł to wydedukować tylko dzięki laborystycznej teorii wartości. Socjaliści ricardiańscy wzywali, by przywrócić cały wytworzony produkt tym, którzy go wytworzyli — chociaż Ricardo i inni ortodoksyjni klasycy nie podpisywali się pod tym. Ricardo stwierdził, że kapitał to ucieleśniona czy zamrożona praca; Marks zaakceptował ten punkt widzenia i dodał od siebie, że wszyscy robotnicy wytwarzający kapitał powinni odebrać z powrotem to, co wytworzyli. W rzeczywistości ani Marks, ani Ricardo nie mieli racji — jeśli mielibyśmy rozpatrywać dobra kapitałowe jako coś zamrożonego, to musielibyśmy powiedzieć, idąc za wielkim austriackim ekonomistą Eugenem Böhm-Bawerkiem, że kapitał jest zamrożoną pracą oraz ziemią i czasem. Wtedy praca przynosiłaby płace, ziemia rentę, a procent (lub zysk długookresowy) byłby ceną czasu.

Współcześni analitycy, próbując złagodzić błędy Ricardiańskiej laborystycznej teorii wartości, stwierdzili, że tak jak w przypadku Smitha, a nawet bardziej, Ricardo nie tyle usiłował wyjaśnić przyczynę wartości i cen, ale chciał zmierzyć zmianę wartości w czasie, a praca była uważana za niezmienną miarę wartości. Jednak ta argumentacja wcale nie łagodzi błędów ekonomisty; zamiast tego dodaje do tych błędów jeszcze jeden poważny: daremne poszukiwania nieistniejącej chimery niezmienności.

Chimera niezmiennej wartości

Wartość zawsze oscyluje i nie ma jakiejś sztywnej miary bazy wartości, według której można by mierzyć wszystkie inne wartości. A zatem odrzucając definicję Saya, wedle której wartością dobra jest to, ile można za niego nabyć innych dóbr, Ricardo szukał niezmiennego bytu, niewzruszonej siły:

Frank nie jest miarą wartości żadnej rzeczy, z wyjątkiem pewnej ilość metalu, z którego franki zostały zrobione, chyba że franki i rzeczy, które wartość chcemy zmierzyć nie zostaną przyrównane do jakiegoś innego miernika, który byłby wspólny dla obu, franka i danego dobra. To, jak sądzę, może być praca, skoro oba są owocami pracy; i przez to praca jest wspólnym miernikiem, dzięki któremu zarówno ich realna, jak i relatywna wartość mogą zostać wymierzone.

Można zauważyć, że oba produkty swoje istnienie zawdzięczają kapitałowi, ziemi, oszczędnościom i przedsiębiorczości, nie tylko pracy, i że w każdym wypadku ich wartości są niewymierne, chyba że weźmie się pod uwagę relatywną siłę nabywczą, jak rzeczywiście utrzymywał Say.

Konflikt klasowy w laborystycznej teorii wartości Ricardo

Jeszcze silniejszy i wyraźniejszy konflikt klasowy niż ten, który jest logiczną konsekwencją laborystycznej teorii wartości, wynikał z podejścia Ricardo do posiadaczy ziemskich i renty gruntowej. Posiadacze ziemscy po prostu uzyskują fundusze z ziemi, co, przynajmniej dla zwolenników Ricarda, miało być niesprawiedliwym źródłem dochodu. Ponadto ponura wizja Ricardo zakładała, że płace muszą być utrzymywane na poziomie kosztów utrzymania, a zyski kapitalistów muszą topnieć — w tej wizji te dwie klasy społeczne walczą ze sobą, podczas gdy bezczynni i bezużyteczni posiadacze ziemscy nieustannie powiększają swój majątek. Klasy produktywne cierpią, natomiast posiadacze ziemscy, wykorzystując ziemię, wzbogacają się kosztem producentów. Jeśli teorie Ricardo implikują marksizm, to jeszcze w większym stopniu georgizm. Pomysł nacjonalizacji ziemi albo pojedynczego podatku, który pochłonąłby całą rentę pochodzi prosto od Ricardo.

Ricardo i posiadacze ziemscy

Jednym z największych błędów teorii Ricardo jest to, że ignoruje fakt, iż posiadacze ziemscy mają swoją funkcję w rozwoju gospodarczym: alokują ziemię do jej jak najlepszego użycia: ziemia sama się nie alokuje: musi być alokowana, i tylko ci, którzy czerpią korzyść z jej wynajmu, mają zachętę, czy też zdolność do alokowania działek w najbardziej zyskowny, a co za tym idzie użyteczny i ekonomiczny sposób.

Sam Ricardo nie szedł tak daleko, by postulować wywłaszczenie posiadaczy z renty gruntowej. Jego krótkoterminowe rozwiązanie sprowadzało się do obniżenia cła na zboża lub całkowitego zniesienia Ustaw Zbożowych. Cła zbożowe utrzymywały wysokie ceny tego produktu i gwarantowały uprawę wysokokosztowych krajowych ziem. Zniesienie Ustaw Zbożowych pozwoliłoby Anglii na zakup taniego zboża, a tym samym sprawiłoby, że użycie drogiej, złej ziemi angielskiej stałoby się nieopłacalne. Ceny zboża przez chwilę stałyby się niższe, płace natychmiast spadłyby, a zyski wzrosłyby z powodu akumulacji kapitału. Straszny stan zastoju zostałby zażegnany. Ricardo podejmował też inne antyziemiańskie działania w sferze politycznej: dostał się do parlamentu i przyłączył do Benthamiańskich radykałów w nawoływaniu do demokratycznych reform. Robiąc to, Ricardo miał nadzieję odebrać polityczną moc arystokracji, czyli w praktyce oligarchii posiadaczy ziemskich, i przekazać ją ludowi.

Logiczna konsekwencja systemu Ricardo: podatek gruntowy

Jeśli Ricardo był zbyt indywidualistycznie nastawiony lub zbyt bojaźliwy, by dojść do logicznych konsekwencji swoich poglądów, James Mill nie miał takiego problemu. James Mill był pierwszym wybitnym „georgistą”, wzywając szczerze i entuzjastycznie do opodatkowania posiadaczy ziemskich. Na swoim wysokim stanowisku w Kompanii Wschodnioindyjskiej Mill był w stanie wpłynąć na zarządzanie w Indiach.

Do czasu uzyskania tego stanowiska, Mill napisał History of British India (1817), nie będąc nawet w tym kraju, i nie mówiąc w jakimkolwiek z indyjskich języków. Zanurzony w pogardliwej wizji, wedle której Indie były bardzo niecywilizowane, Mill postulował nałożenie „naukowego” podatku na posiadaczy ziemskich. Mill, podobnie jak Ricardo, był przekonany, że podatek nałożony na rentę gruntową nie jest podatkiem nałożonym na koszty, i w związku z tym nie zniechęciłby ludzi do dalszej produkcji czy świadczenia usług. Stąd podatek nałożonych na posiadaczy ziemskich nie miałby złego wpływu na produkcję — jedyny efekt takiego podatku to eliminacja nieuczciwie zdobytych dochodów posiadaczy ziemskich. W efekcie podatek nałożony na rentę gruntową nie byłby podatkiem w ogóle. Podatek gruntowy mógłby wynieść do 100% społecznego produktu, wytwarzanego dzięki różnej  żyzności gleb. Państwo, według Milla, mogłoby wykorzystać ten bezkosztowy podatek na swoje wydatki, takie jak zapewnianie porządku w Indiach.

Jednak Ricardo opowiadał się za Laissez-Faire

Teraz widzimy zgubne implikacje błędnych przekonań o tym, że jakaś część wydatków na produkcję nie jest w jakiś sposób, z holistycznego czy też społecznego punktu widzenia, częścią kosztów. Jeśli wydatek nie jest częścią kosztu, to w pewnym sensie jest niepotrzebny jako czynnik produkcji. A zatem ten dochód może zostać skonfiskowany przez rząd bez żadnych efektów ubocznych. Pomimo pesymizmu Ricardo wobec naturalnych konsekwencji wolnego rynku, postulował on dość mocno, mocniej chociażby od Adama Smitha wprowadzenie leseferyzmu. Prawdopodobnie powodem było jego silne przekonanie, że praktycznie każdy rodzaj rządowej ingerencji tylko by pogorszył sprawę. Podatki powinny być minimalne, ponieważ zawsze szkodzą akumulacji kapitału i odciągają pieniądze z rąk ludzi, którzy najlepiej by ich użyli, podobnie działają cła na zboże. Kiepskie prawa — opieka społeczna — tylko pogarszają Maltuziańskie presje populacyjne na płace. I jako zwolennik praw Saya opowiadał się przeciwko rządowym próbom stymulowania konsumpcji, tak samo jak powiększania deficytu budżetowego. Generalnie Ricardo twierdził, że najlepszą rzeczą, jaką rząd może zrobić, by pobudzić rozwój przemysłu było usunięcie przeszkód, które postawił sam rząd.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *