Mises: Ekonomiczne podstawy wolności

25 czerwca 2021 Etyka komentarze: 0

Autor: Ludwig von Mises
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Aleksandra Juda
Wersja PDF

Zwierzęta kierują się dzikim instynktem. Natychmiastowo zaspokajają swoje potrzeby pod wpływem impulsów, które w danej chwili biorą nad nimi górę. Zew determinuje ich reakcje.

Wyższość człowieka należy upatrywać w tym, że dokonuje on wyborów. Świadomie kontroluje swoje zachowanie. Jest w stanie zapanować nad swoimi impulsami i pragnieniami; potrafi odmówić sobie tego, co oddala go od spełnienia ważniejszych zamierzeń. W skrócie — człowiek działa, dąży do wybranego przez siebie celu. To mamy na myśli, gdy mówimy, że człowiek jest istotą moralną, odpowiedzialną za swoje czyny.

Wolność jako postulat moralności

Wszystkie nauki i zasady etyki — czy te oparte na religijnym credo, czy te bazujące na świeckiej doktrynie jak, przykładowo, stoicyzm — zakładają moralną autonomię jednostki, a zatem odwołują się do jej sumienia. Przyjmują, że jednostka może przebierać w szerokiej gamie sposobów postępowania, ale musi przestrzegać konkretnych zasad, zasad moralnych. Czyń dobro, wystrzegaj się zła.

Oczywistą rzeczą jest, że te przestrogi i nawoływania do moralnego zachowania mają sens jedynie wówczas, gdy kierowane są do niezależnych jednostek. Gdy ich adresatem staje się osoba zniewolona, nie są już tak jasne. Zbędne jest wyjaśnianie niewolnikowi różnicy pomiędzy dobrem a złem. Nie może on decydować o swoim zachowaniu — jest zmuszony wykonywać rozkazy swojego pana. Ciężko go obwiniać za to, że woli podporządkować się, niż otrzymać ciężką karę, którą wraz z nim podzielić może jego rodzina.

Właśnie dlatego wolność nie jest jedynie postulatem politycznym, ale stanowi także niezbędną składową moralności w wymiarze zarówno świeckim, jak i duchowym.

Walka o wolność

Przez tysiące lat znakomity odsetek przedstawicieli gatunku ludzkiego był jednak albo całkowicie, albo w szerokim zakresie pozbawiony możliwości wyboru pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe. W dawnych czasach działania jednostek klasy niższej (większości społeczeństwa) były ograniczone za sprawą surowego systemu kontroli. Na podwalinach tej zuchwale skonstruowanej zasady powstało prawo Świętego Cesarstwa Rzymskiego, które przyznawało książętom i hrabiom Rzeszy (Cesarstwa) władzę i prerogatywę do nakładania religijnego posłuszeństwa na swoich poddanych.

Wschód potulnie przystał na taki porządek. Chrześcijanie pochodzący z Europy oraz ich potomkowie, którzy osiedlili się na terytoriach zamorskich, nigdy jednak nie spoczęli w walce o wolność. Krok po kroku wykorzeniali uprzywilejowaną kastę z jej statusu i degeneracji, aż w końcu osiągnęli sukces i utworzyli system, któremu zwolennicy totalitaryzmu próbują przykleić łatę systemu burżuazyjnego.

Prymat konsumentów

Ekonomicznym podłożem owego burżuazyjnego systemu jest gospodarka rynkowa, w której to konsument dzierży władzę. Konsument — innymi słowy każdy — poprzez to, co kupuje lub nie kupuje, wyznacza zapotrzebowanie na produkcję danego towaru, jego ilość oraz jakość. Za sprawą mechanizmu kalkulacji zysków i strat przedsiębiorcy zmuszeni są do spełniania życzeń klientów. Tylko te przedsiębiorstwa mogą się rozwijać, które najtaniej i najskuteczniej zapewniają usługi i zaopatrują towary, jakie konsument pragnie nabyć. Ci, którzy nie są w stanie odpowiedzieć na potrzeby konsumentów, ponoszą straty i w końcu zmuszeni są zamknąć działalność.

W epokach poprzedzających czasy kapitalizmu zamożni posiadali ogromne majątki ziemskie. Oni, jak i ich potomkowie, otrzymywali mienie w formie darowizny (lenno/feudum) od monarchy, który przy ich uprzedniej pomocy podbił kraj i podporządkował sobie jego mieszkańców. Ci arystokratyczni właściciele ziemscy byli właściwymi panami, jako że nie musieli zważać na przychylność klientów. W kapitalistycznym świecie przemysłu zamożni niemniej jednak podlegają rynkowi. Bogacą się, gdy zapewniają klientom usługę na poziomie wyższym niż inni; tracą, gdy to inni odpowiadają efektywniej na potrzeby klientów, oferując tańsze rozwiązania.

W gospodarce wolnego rynku posiadacze kapitału zmuszeni są inwestować w to, co najlepiej służy społeczeństwu. Kapitałowe dobra inwestycyjne są zatem stale w rękach tych, którzy zapewniają klientom najwyższą jakość usług. W tym sensie sektor prywatny zapewnia w gospodarce rynkowej usługę publiczną, zobowiązując przedsiębiorców do działania w najlepszym interesie klientów — jednostek, od których są zależni. To mają na myśli ekonomiści, gdy nazywają gospodarkę rynkową demokracją, w której nawet grosz daje prawo do głosu.

Polityczny aspekt wolności

Rząd reprezentatywny stanowi polityczne następstwo gospodarki rynkowej. Ten sam ruch religijny, który uformował współczesny kapitalizm, wyparł autorytatywną władzę bezwzględnych króli i sukcesyjną arystokrację, i zastąpił je urzędnikami desygnowanymi w drodze wolnego wyboru. To właśnie za sprawą tego szeroko potępianego burżuazyjnego liberalizmu wprowadzono wolność sumienia, myśli i wypowiedzi, jak i położono kres dyskryminacji osób o odmiennych poglądach.

Wolny kraj to taki, w którym każdy obywatel może żyć swobodnie, zgodnie z własnymi założeniami. Konkuruje na rynku o pożądaną ofertę pracy, a na scenie politycznej walczy o najwyższe stanowisko. Polega na względach innych w stopniu równym do tego, w jakim inni polegają na jego względach. Jeśli chce osiągnąć sukces na rynku, musi zadowolić klientów; jeśli chce osiągnąć sukces w sektorze publicznym, musi zadowolić wyborców. Ten system przyczynił się w kapitalistycznych państwach Europy Zachodniej, Ameryce i Australii do bezprecedensowego wzrostu populacji i standardu życia. Ten „zwykły Kowalski”, o którym się tak dużo mówi, ma możliwości, o jakich nie śnili najbogatsi w przedkapitalistycznych czasach. Może cieszyć się duchowymi i intelektualnymi osiągnięciami nauki, poezji i sztuki, które dawniej były dostępne tylko wąskiemu gronu zamożnej elity. A przy tym może wybrać wyznanie zgodne ze swoim sumieniem.

Wypaczenie gospodarki rynkowej przez socjalizm

Dyskurs na temat mechanizmów systemu kapitalistycznego błędnie prowadzą i przeinaczają politycy i pisarze, którzy określają siebie jako rzekomych zwolenników liberalizmu, szkoły myślenia, która w XIX wieku zniosła arbitralną władzę monarchów i arystokratów i utorowała drogę do wolnego handlu i przedsiębiorczości. Z perspektywy tychże zwolenników powrotu do despotyzmu źródłem całego zła, które nawiedza ludzkość, są bezduszne machiny wielkich przedsiębiorstw — to, co należałoby zrobić, by wzbogacić i uszczęśliwić porządnych ludzi, sprowadzałoby się do nałożenia na korporacje surowych regulacji rządowych. Przyznają, choć nie wprost, że to oznacza przyjęcie socjalizmu — systemu Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich. Zastrzegają jednak, że socjalizm w wydaniu Zachodu będzie zupełnie odmienny od tego w Rosji. Twierdzą przy tym, że to jedyny sposób, by pozbawić potężne korporacje ogromnej władzy, jaką te zdobyły, i powstrzymać je przed dalszym działaniem szkodzącym interesom obywateli.

By odeprzeć tę fanatyczną propagandę, trzeba raz za razem powtarzać, że to właśnie duże przedsiębiorstwa przyczyniły się do bezprecedensowej poprawy standardu życia rzeszy ludzi. Dobra luksusowe dostępne dla relatywnie małego odsetka zamożnych mogą być produkowane przez małe firmy. Fundamentalną zasadą kapitalizmu jest jednak produkcja mająca na celu wyjście na przeciw potrzebom ogółu. Ci sami ludzie, którzy są zatrudniani w dużych korporacjach, są głównymi nabywcami dóbr, które są produkowane. Rozglądnijmy się po domostwie przeciętnego amerykańskiego żywiciela rodziny, a zobaczymy, dla kogo ta maszyna wpędzana jest w ruch. To za sprawą dużych przedsiębiorstw współczesne technologie stają się dostępne dla przeciętnego człowieka. Wszyscy korzystają z wysokiego potencjału produkcji na szeroką skalę.

Niedorzeczne jest mówienie o „władzy” takiego przedsiębiorstwa. Samym znakiem rozpoznawczym kapitalizmu jest to, że najwyższa władza, w całym jej ekonomicznym charakterze, przekazana jest konsumentom. Wszystkie duże przedsiębiorstwa, które zaczynały skromnie, powiększyły się za sprawą konsumentów, którzy umożliwili im rozwój. Małe czy średnie przedsiębiorstwa nie byłyby w stanie produkować dóbr, bez których żaden Amerykanin nie wyobraża sobie życia. Im większa korporacja, tym bardziej zależna jest od konsumentów i ich chęci do nabywania jej towarów. To życzenia (albo, jak inni twierdzą, głupota) konsumentów napędzały przemysł samochodowy do produkcji coraz większych samochodów, a dziś wymuszają produkcję mniejszych modeli. Codzienną koniecznością sieciówek i domów towarowych jest dostosowywanie działań tak, by spełniać zmienne zachcianki konsumentów. Klient ma zawsze rację — wybrzmiewa główna zasada rynku.

Ktoś, kto krytykuje działania przedsiębiorstw i twierdzi, że lepiej wie, jak dbać o klientów, jest jedynie mocny w słowach. Jeśli uważa, że jego pomysły są lepsze, dlaczego zatem sam ich nie przetestuje? W tym kraju zawsze znajdą się kapitaliści poszukujący opłacalnych inwestycji, którzy będą gotowi zapewnić kapitał potrzebny do wdrożenia sensownej innowacji. Społeczność na ogół chętniej kupuje to, co lepsze bądź tańsze lub co i lepsze, i tańsze. Na tym rynku liczy się działanie, a nie mrzonki. To nie za sprawą czczego „gadania”, ale obsługując klienta, „potentaci” stali się bogaci.

Akumulacja kapitału przynosi korzyści wszystkim ludziom

W dzisiejszych czasach nie należy do najpopularniejszych rzeczy, by przypominać, że wzrost dobrobytu zależy od oszczędzania i akumulacji kapitału. Żadne ze wspaniałych osiągnięć nauki i technologii nie byłoby praktycznie możliwe do wykorzystania bez uprzedniej dostępności wymaganego kapitału. Tym, co powstrzymuje mniej rozwinięte kraje przed pełnym zapożyczeniem zachodnich metod produkcji, a zarazem przyczynia się do społecznej biedy, nie jest brak umiejętności wykorzystania technologii, lecz niedostateczny kapitał. Ktoś, kto uważa, że największym problemem biedniejszych krajów jest brak technicznej wiedzy, „know-how”, jest w wielkim błędzie. Ich przedsiębiorcy i inżynierowie, w większości przypadków absolwenci najlepszych szkół w Europie i Ameryce, są dobrze zaznajomieni z tym, co obecnie stosowane jest w nauce. Tym, co wiąże im ręce, jest brak kapitału.

Sto lat temu Ameryka była znacznie biedniejsza od tych zacofanych narodów. Tym, co sprawiło, że Stany Zjednoczone stały się najbogatszym krajem na świecie była myśl przewodnia, spopularyzowana w latach poprzedzających Nowy Ład, wedle której każdy miał być panem własnego losu (ang. rugged individualism), a przedsiębiorcy mogli działać bez większych przeszkód. Przedsiębiorcy stawali się bogaci, ponieważ konsumowali zaledwie małą część swoich przychodów, a resztę inwestowali w swoje firmy. Wzbogacali tym samym siebie i innych ludzi. To dzięki tej akumulacji kapitału została podniesiona marginalna wydajność pracy, a zatem — stawka płacy.

W kapitalizmie, gdy indywidualny przedsiębiorca osiąga przychody, inni także na tym zyskują. Jego bogacenie się w wyniku zapewniania usług konsumentom i gromadzenia kapitału ma wpływ na wzrost standardu życia zarobkujących, którzy stanowią znaczący odsetek konsumentów. Możliwości otwierają się zarówno dla zarabiających, jak i konsumentów zaangażowanych w rozwijanie przedsiębiorstwa. To dawni liberałowie mieli na myśli, gdy twierdzili, że gospodarka rynkowa zapewnia harmonię interesów wszystkich grup biorących udział w tym procesie.

Gospodarczy dobrobyt zagrożony etatyzmem

To w tym kapitalistycznym systemie i całej jego moralnej i mentalnej aurze żyje amerykański obywatel. W pewnych regionach Stanów Zjednoczonych w dalszym ciągu bytuje się w warunkach, które dla mieszkańców bardziej rozwiniętych obszarów, stanowiących przeważającą część kraju, byłyby wysoce niezadowalające. Szybko postępująca industrializacja dawno by jednak zatarła tę nierówność, gdyby nie niefortunna polityka Nowego Ładu, która spowolniła akumulację kapitału, niezastąpionego środka ekonomicznej poprawy.

Przyzwyczajony do struktury kapitalistycznego środowiska, przeciętny Amerykanin za pewnik bierze to, że firmy z roku na roku będę oferować mu coś nowego, w dostępniejszej formie. Patrząc z perspektywy czasu na swoje życie, dociera do niego, że wiele udogodnień, które w ogóle nie były obecne w latach jego młodości, czy też multum innych, z których niewiele osób mogło korzystać w tamtym czasie, stanowi obecnie standardowe wyposażenie prawie każdego domostwa. Jest on w pełni przekonany, że ten trend utrzyma się także w przyszłości. Nazywa go wprost „amerykańskim stylem życia” i nie zastanawia się na poważnie, co zapoczątkowało możliwość tego stałego dostarczania towarów. Nie przejmuje się działaniem czynników, które nie dość, że hamują gromadzenie kapitału, to mogą wkrótce spowodować jego wyczerpanie. Nie sprzeciwia się władzom, które (poprzez frywolne powiększanie publicznych wydatków, redukcję akumulacji kapitału, a nawet przyczynianie się do konsumpcji kapitału inwestowanego w przedsiębiorstwa, a w końcu — do inflacji) osłabiają fundamenty, na których zbudowany jest jego dobrobyt. Nie martwi go rosnący w siłę etatyzm, tworzący — tam, gdzie jest stosowany i podtrzymywany — warunki, które w jego mniemaniu jawią się jako zastraszająco nędzne.

Bez wolności osobistej nie ma wolności gospodarczej

Niestety, wielu z współcześnie żyjących nie jest w stanie dostrzec, z jak radykalną zmianą w kodeksie moralnym człowieka wiąże się powstanie etatyzmu i zastąpienie gospodarki rynkowej wszechwładzą rządową. Łudzą się, że istnieje wyraźnie zarysowane rozgałęzienie działań człowieka; że z jednej strony jest sfera działań gospodarczych, a z drugiej — zakres czynności, które postrzega się jako niegospodarcze. Ich zdaniem pomiędzy tymi dwiema półkulami nie występuje żaden splot. Wolność niwelowana przez socjalizm to „tylko” wolność ekonomiczna, podczas gdy w innych aspektach pozostaje ona nienaruszona.

Te dwie strefy nie są jednak niezależne od siebie, jak zakłada ta doktryna. Istoty ludzkie nie dryfują w eterze. Wszystko, co robi człowiek, automatycznie wpływa na strefę ekonomiczną bądź materialną i wymaga użycia przez niego władzy, którą ten posiada. Aby przetrwać, musi pracować i mieć możliwość obcowania z pewnymi dobrami materialnymi.

Błędne myślenie uwidacznia się w powszechnym wyrażanym twierdzeniu, że to, co dzieje się na rynku, dotyczy jedynie ekonomicznej strony ludzkiego życia i działania. W rzeczywistości jednak ceny odzwierciedlają nie tylko „zmartwienia doczesne” takie, jak zdobycie pożywienia, schronienia czy innych udogodnień, lecz nie w mniejszym stopniu — rozterki na podłożu duchowym, o charakterze szlachetniejszym, niematerialnym. Posłuszeństwo lub brak posłuszeństwa względem religijnych nakazów (by powstrzymywać się przed pewnymi czynnościami całkowicie lub w konkretne dni, pomagać tym, którzy są w potrzebie, budować i utrzymywać domy kultu, i wiele innych) jest jednym z czynników, który determinuje dostawę i popyt na różne dobra konsumenckie, a zatem — ceny i działanie przedsiębiorstwa. Wolność, jaką gospodarka rynkowa obdarza jednostkę nie jest jedynie „ekonomiczna”, wytrącona z innego typu wolności. Ma ona również wymiar moralny, duchowy i intelektualny.

Przejmując całkowitą kontrolę nad produkcją, reżim socjalistyczny kontroluje także każde indywidualne życie. Rząd przypisuje każdemu konkretną pracę. Wyznacza, ile książek i artykułów ma pójść do druku i zostać przeczytane, kto jest uprawniony do pisania, kto może korzystać z miejsc publicznych, prowadzić transmisje lub używać innych środków komunikacji. To oznacza, że osoby odpowiedzialne za przebieg spraw rządowych na najwyższym szczeblu finalnie decydują, które idee, nauki i doktryny mogą być propagowane, a które nie. Spisana i ogłoszona konstytucja — jakkolwiek by nie odnosiła się do wolności sumienia, myśli, mowy i prasy oraz do neutralności w sprawach religijnych — w kraju socjalistycznym pozostanie pustym słowem, jeśli rząd nie zapewni środków materialnych umożliwiających korzystanie z tych praw. Ten, kto posiada monopol na wszelkie środki komunikacji, może w pełni wedrzeć się w ludzkie umysły i dusze.

Tym, co wypacza ludziom postrzeganie kluczowych zasad funkcjonowania każdego systemu socjalistycznego lub totalitarnego, jest złudzenie, że system ten będzie działał dokładnie w sposób, w jaki by sobie tego życzyli. Popierając socjalizm, przyjmują za pewnik, że „państwo” będzie robić zawsze to, czego oni oczekują. Tylko ten rodzaj totalitaryzmu jest dla nich „prawdziwym”, „fair”, „dobrym” socjalizmem, w którym rządzący dostosowują się do ich przekonań. Wszystkie inne rodzaje określają jako podróbkę. Czego przede wszystkim oczekują od dyktatora, to zakazanie ideologii, z którymi oni sami się nie zgadzają. W rzeczywistości wszyscy ci wyznawcy socjalizmu nieświadomie wpadają w obsesję wskutek kompleksu na punkcie dyktatury i autorytaryzmu. Pragną, by wszystkie opinie i zamierzenia odmienne do ich zostały stłumione przez brutalne działania ze strony rządu.

Skutki i znaczenie prawa do sprzeciwu

Grupy propagujące socjalizm, bez względu na to, czy określają się mianem komunistów, socjalistów czy reformatorów społecznych, zawsze łączy jedno — ten sam pogląd w kwestii programu gospodarczego. Każda z nich pragnie zastąpić gospodarkę rynkową kontrolą państwa nad środkami produkcji (albo kontrolą społeczną, jak niektórzy wolą ją określać) i jej dominacją nad indywidualnymi konsumentami. Tym, co ich dzieli, nie jest problematyka zarządzania gospodarczego, lecz przekonania religijne i ideologiczne. Są chrześcijanie-socjaliści (katolicy i protestanci różnych wyznań) i są ateiści-socjaliści. W każdej z tych odmian socjalizmu ludzie przyjmują za pewnik, że socjalistyczna wspólnota będzie kierowała się przykazaniami przyjętej przez nich wiary albo tym, że odrzucili wszystkie wyznania religijne. Wydaje im się mało prawdopodobne to, by za reżimem socjalistycznym mogły stać osoby wrogo nastawione do własnej wiary i zasad moralnych, które mogą uznać za swój obowiązek wykorzystać cały potencjał aparatu socjalistycznego do stłumienia tego, co w ich oczach jawi się jako błąd, przesąd czy bałwochwalstwo.

Prawda jest taka, że człowiek może dokonywać wyborów pomiędzy tym, co w jego mniemaniu jest dobre lub złe tylko wówczas, gdy pozostaje niezależny finansowo od rządu. Rząd socjalistyczny dzierży władzę, która tłumi sprzeciw, stosując dyskryminację względem niemile widzianych grup religijnych i ideologicznych oraz poprzez pozbawianie ich wszelkich fizycznych narzędzi, niezbędnych do tego, by propagowali swoje przekonania i wcielali je w czyny. System jednopartyjny, polityczna zasada rządów socjalistycznych, oznacza również system jednej religii oraz zero-jedynkowej moralności.

Rząd socjalistyczny ma do swojej dyspozycji środki, które może wykorzystać do rygorystycznego egzekwowania posłuszeństwa w każdym calu, Gleichschaltung (polityczna unifikacja), jak mówili na to naziści.

Historycy podkreślają, jak ważną rolę w reformacji odegrała prasa drukarska. Ale jakie byłyby szanse reformatorów, gdyby prasa była wówczas w rękach Karola V Habsburga i francuskich królów z rodu Valois?[1] A idąc dalej tym tropem, jakie szanse miałby Marks w systemie, w którym wszystkie środki komunikacji byłyby pod kontrolą rządu?

Każdy, kto pragnie wolności sumienia, musi odrzucić socjalizm. Oczywiście wolność otwiera przed człowiekiem możliwość robienia nie tylko rzeczy dobrych, ale także i tych złych. Nie można jednak przypisać żadnej wartości moralnej działaniu — jakkolwiek by nie było dobre — które zostało dokonane pod naciskiem wszechmogącego rządu.

 

[1] Karol V Habsburg (1500-1558), zagorzały katolik, który prześladował niderlandzkich heretyków religijnych i podejmował próby stłumienia luteranizmu na ziemiach niemieckich. Za panowania francuskich królów z rodu Valois (1328-1589) dochodziło do wojen religijnych z protestantami, między innymi hugenotami walczącymi o prawo do praktykowania swojej wiary.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ludwig von Mises

O Autorze:

Ludwig von Mises

Ludwig von Mises był najwybitniejszym obrońcą kapitalizmu i krytykiem socjalizmu w XX wieku, najważniejszym przedstawicielem austriackiej szkoły ekonomii, nauczycielem Hayeka, Rothbarda oraz wielu innych ekonomistów i naukowców. Przez całe dorosłe życie pisał i wykładał w wielu krajach. Jest autorem kilkudziesięciu książek i ponad 250 artykułów. Pierwsza dłuższa praca Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel (Teoria pieniądza i kredytu, 1912) przyniosła mu uznanie w całej Europie. W kolejnej znakomitej książce Die Gemeinwirtschaft: Untersuchungen über den Sozialismus (Socjalizm, 1922) Mises przewidział upadek socjalizmu. Po Anschlussie Austrii Mises wyjeżdża do Szwajcarii, gdzie publikuje Nationalökonomie: Theorie des Handelns und Wirtschaftens (1940). W 1940 roku przenosi się do USA. Tu ukazuje się Human Action (1949) – rozszerzona, angielska wersja Nationalökonomie. Human Action, czyli Ludzkie działanie – opus magnum Misesa – zostało przetłumaczone na większość języków europejskich.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *