Reed: Dobrobyt Nowej Zelandii zaczął się od odrzucenia demokratycznego socjalizmu

14 lipca 2021 Teksty komentarze: 1

Autor: Lawrence W. Reed
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Jakub Konończuk
Wersja PDF

Aby produkować dobra i tworzyć możliwości samorealizacji, konieczna jest wolność. Krajem, który w ciągu ostatnich czterdziestu lat wykazał słuszność tego stwierdzenia, jest Nowa Zelandia. Jej przypadek może stanowić wzorcowy przykład, z którego kraje z całego świata mogą się wiele nauczyć.

Położona na środku południowego Pacyfiku, między równikiem a biegunem południowym, Nowa Zelandia ma wielkość równą dwóm trzecim powierzchni Kalifornii. 5,1 miliona jej mieszkańców żyje przede wszystkim na dwóch głównych wyspach, reszta rozsiana jest pomiędzy wiele małych wysepek. Z moich własnych, wielokrotnych wizyt w tym kraju, mogę powiedzieć, że jest to jedno z najbardziej zróżnicowanych geologicznie i najpiękniejszych miejsc na świecie.

W 1950 roku Nową Zelandię oceniano jako dziesiąty najbogatszy kraj świata, ze stosunkowo dużą dozą wolności gospodarczej i silną ochroną przedsiębiorczości i własności. Raptem, pod wpływem rosnących wpływów idei państwa dobrobytu, które kwitły w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczone i większej części zachodniego świata, kraj zwrócił się w stronę państwowej kontroli życia gospodarczego.

Następne dwie dekady przyniosły żniwo rozrośniętego państwa i stagnacji. Nowozelandczycy stali się ofiarami wygórowanych ceł, męczących regulacji, masowego subsydiowania wsi, olbrzymiego długu publicznego, chronicznego deficytu budżetowego, rosnącej inflacji, kosztownych walk z pracownikami, najwyższego progu opodatkowania o stopie 66%, a także zabijającego inicjatywę i chęć do działania systemu socjalnego.

Rząd centralny ustanowił w tych latach własne monopole w kolejnictwie, telekomunikacji i branży energetycznej. Jedynymi zmiennymi, jakie rosły w latach 1975-1983 były bezrobocie, podatki i wydatki publiczne. Właśnie tym był „demokratyczny socjalizm”, który podziwia Bernie Sanders, a który Nowozelandczycy w końcu uznali za narodową katastrofę.

Skonfrontowani z ciągnącą się w nieskończoność listą nieudanych państwowych programów i czającą się groźbą ruiny gospodarczej, przywódcy kraju zdecydowali się w 1984 roku na jeden z najbardziej całościowych programów liberalizacji gospodarczej w historii rozwiniętych społeczeństw. Dwoma bohaterami, w największym stopniu odpowiedzialnymi za radykalną zmianę kursu, byli Roger Douglas i Ruth Richardson. O tym wydarzeniu opowiada w swoim materiale Bill Frezza.

Za kolejnego bohatera można uznać ekonomistę Rogera Kerra. Jego syn Nicholas mieszka w Dallas w Teksasie i pracuje jako adiunkt w Lone Star Policy Institute. Nicholas wygłosił fascynującą prelekcję w styczniu 2021 roku, w której wyjaśnił kluczową rolę swojego ojca w uchronieniu Nowej Zelandii przed socjalizmem. Zauważył, że w tym labiryncie głupich regulacji, które wprowadzili socjaliści, na przykład „potrzeba było recepty od lekarza, gdy ktoś chciał kupić margarynę”.

Przemiany w Nowej Zelandii są pięknie wyjaśnione w innym filmie dokumentalnym, którego narratorem jest szwedzki pisarz Johan Norberg,. Produkcja świetnie opisuje również socjalistyczny koszmar, który wymusił przeprowadzenie wolnorynkowych reform. Wszystkie subsydia dla rolników zlikwidowano w sześć miesięcy. Cła obniżono o dwie trzecie niemal natychmiast (obecnie średnia wysokość ceł wynosi 1,4%). Większość importowanych dóbr jest wwożona do kraju bez lub prawie bez żadnych ceł czy innych restrykcji.

Obniżono podatki. Najwyższa stawka została zmniejszona do 33%, czyli do połowy tego, ile wynosiła za czasów rozrośniętego państwa. Księgi zostały w końcu upublicznione, więc obywatele mogli zobaczyć, na co w rzeczywistości idą pieniądze wydawane przez rządowe elity w Wellington.

Od połowy lat osiemdziesiątych do lat dziewięćdziesiątych rząd sprzedał wiele nierentownych przedsiębiorstw państwowych. Państwo w 1984 roku zatrudniało 88 000 ludzi. W 1996 roku, po najbardziej radykalnej redukcji zatrudnienia, sektor publiczny liczył mniej niż 36 000 pracowników, co oznacza zmniejszenie o 59%.

Założenie nowego biznesu w Nowej Zelandii stało się procesem szybkim i łatwym, głównie dlatego, że regulacje, które nie zostały uchylone były w końcu stosowane w sposób równy i konsekwentny. W tym samym czasie zniesiono obowiązkowe członkostwo w związku zawodowym oraz zlikwidowano monopol związków na wielu rynkach.

Wprowadzenie drastycznych zmian opłaciło się. Budżet został zrównoważony, inflacja spadła do akceptowalnej wielkości, a wzrost gospodarczy zaczął na dłuższy czas oscylować wokół czterech i sześciu procent w skali rocznej.

Władze Nowej Zelandii zmieniały się kilkukrotnie, jedne partie pojawiały się, inne znikały, jednak reformy przeprowadzone cztery dekady temu pozostały w dużej mierze niezmienione. Według wielu istotnych wskaźników kraj znajduje się w stabilnej, godnej pozazdroszczenia sytuacji gospodarczej.

Zarówno Wskaźnik Wolności Gospodarczej na Świecie Fraser Institute, jak i Wskaźnik Wolności Gospodarczej Heritage Foundation umiejscawiają kraj na trzecim miejscu pod względem wolności gospodarczej, która przyczynia się do „stabilnego wzrostu PKB”.

Wskaźnik Heritage Foundation pokazuje, że w Nowej Zelandii „subsydia są najniższe wśród krajów OECD, dzięki czemu możliwy był rozwój prężnego i zróżnicowanego sektora rolniczego”. Zwraca również uwagę, że „istnieje bardzo niewiele ograniczeń dla działań inwestycyjnych, zagraniczne inwestycje są mile widziane”. Najwyższa stopa podatku dochodowego jest na poziomie 33%, czyli dokładnie tam, gdzie została ustanowiona po tym, jak obniżono ją o połowię czterdzieści lat temu.

Fraser Institute ocenia także kraje pod kątem ogólnej Ludzkiej Wolności, jak i szacowanej oddzielnie Wolności Osobistej; Nowa Zelandia osiąga w tych rankingach kolejno pierwsze i czwarte miejsce.

Zestawienie praw politycznych i swobód osobistych stworzone przez Freedom House przyznało Nowej Zelandii 97 na 100 punktów, umieszczając tym samym kraj na w czołówce rankingu w kategorii wolności.

Ranking organizacji Reporterzy bez Granic (Reporters Without Borders, RWB) ocenia poszczególne kraje w zależności od poziomu wolności prasy. W swoim ostatnim zestawieniu RTB przyznał Nowej Zelandii dziewiąte miejsce na świecie. Tylko osiem krajów na świecie cieszy się większą wolnością prasy.

Bank Światowy tworzy każdego roku Doing Business Index, który mierzy poziom obciążenia państwowymi regulacjami, jakie spadają na przedsiębiorców. Nowa Zelandia znajduje się na samym szczycie zestawienia. Osiągnęła pierwsze miejsce zarówno w kategorii „rozpoczęcie biznesu”, jak i „łatwość w prowadzeniu biznesu”. Aby otworzyć własny biznes w statystycznym kraju na świecie, potrzeba około trzy do czterech razy więcej czasu niż w Nowej Zelandii.

Transparency International ocenia kraje w zależności od tego, jak bardzo skorumpowany jest ich sektor publiczny — w oparciu o badania ekspertów i doświadczenia prywatnego biznesu. Jak w przypadku wyżej wymienionych wskaźników, Nowa Zelandia zajmuje pierwsze miejsce, ciesząc się najniższym poziomem korupcji.

Pracujący na Univeristy of Waikato Alexander Gillespie pokazuje w swoim artykule dla New Zeland Herald także inne wyznaczniki dobrobytu Nowej Zelandii, niektóre z nich są na wyjątkowym poziomie, a inne wyglądają nieco skromniej.

Według The Economist nasz internet (pod względem przystępności cenowej i dostępności) jest oceniany jako drugi najlepszy na świecie. Przed nami jest tylko Szwecja. Za przykład zmian negatywnych można podać spadek na dziewiętnaste miejsce w rankingu Global Competitiveness Report. Podobnie, w zestawieniu Global Innovation Index Nowa Zelandia spadła z dwudziestego piątego na dwudzieste szóste miejsce.

Według rankingu Visions of Humanity, pod względem pokoju rozumianego jako miara bezpieczeństwa w obrębie społeczeństwa, skali trwających konfliktów zewnętrznych i wewnętrznych jak również stopnia militaryzacji, zostaliśmy ocenieni jako drugi najlepszy kraj, zaraz za Islandią.

Democracy Index, który bierze pod uwagę kwestie związane z uczciwością i wolnym dostępem do wyborów oraz wpływem zagranicznych potęg, umieścił nas na czwartym miejscu. Przed nami znajdują się Norwegia, Islandia i Szwecja.

Poziom naszego szczęścia pozostaje stabilny, według World Happiness Report jesteśmy ósmym najszczęśliwszym miejscem na planecie.

Nauczanie domowe jest w Nowej Zelandii legalne i uregulowane jedynie minimalnymi wymogami. Rodzice mogą przyjąć obowiązujący program nauczania lub wybrać alternatywny. Popularność tego rozwiązania rośnie.

Całe zaprezentowane spektrum wolności, mierzone przez poszczególne wskaźniki, według socjalistów powinno sprawić, że Nowa Zelandia będzie jednym z najbiedniejszych krajów na świecie, być może będąc także miejscem wyzysku przez bogatsze państwa. Tak rzecz jasna nie jest, co mogła przewidzieć każda osoba rozumiejąca ekonomię i prawa rządzące ludzką naturą. Międzynarodowy Fundusz Walutowy podaje, że PKB per capita w kraju kiwi jest dwudziestym drugim najwyższym na świecie, a Legatum Institute umieszcza Nową Zelandię na dziesiątym miejscu pod względem ogólnego dobrobytu.

Jeżeli martwi was luka dochodowa między bogatymi a biednymi, powinna ucieszyć was wiadomość, że także pod tym względem Nowa Zelandia radzi sobie relatywnie dobrze. Współczynnik Giniego, jakkolwiek niedokładny by nie był, jest najczęściej przytaczanym miernikiem nierówności dochodowych. Rozkłada się on między wartością 0 (wszyscy osiągają identyczny dochód) a 1 (jeden obywatel przechwytuje cały dochód w społeczeństwie, reszta nie dostaje nic). Według CIA World Factbook współczynnik dla Nowej Zelandii wynosi 0,362, a wynik dla Stanów Zjednoczonych to 0,411.

Wyliczenia Banku światowego dla oszacowania współczynnika Giniego różnią się znacząco od tych przedstawionych powyżej i (bez uwzględnienia opodatkowania i transferów społecznych) wynosi on dla Nowej Zelandii 0,455, a zatem niemal identycznie z wynikiem Stanów Zjednoczonych osiągającym wartość 0,486 (Tutaj można znaleźć krytykę współczynnika Giniego).

Premierem Nowej Zelandii jest wywodząca się z Partii Pracy Jacinda Ardern, którą postrzega się za granicą jako bardziej lewicową, niż wskazywałby na to jej sposób rządzenia w kraju. Pomimo że jest rzeczywiście bardziej przychylna wydatkom publicznym niż opozycyjne ATC (Stowarzyszenie Konsumentów i Podatników) czy Partia Narodowa, to jednocześnie zyskała sobie ostatniego roku wrogość wielu progresywistów, po tym jak nie dopuściła do ustanowienia nowych podatków od majątku i zysków kapitałowych. Z drugiej strony, po strzelaninie w meczecie w Christchurch w marcu 2019 roku dostała wyrazy aprobaty ze strony lewicy, kiedy to wprowadziła środki godzące w wolność słowa i prawo do posiadania broni.

Biznesmen i mój przyjaciel, Emile Phaneuf, przeprowadził się rok temu z Arkansas do Nowej Zelandii. Przyciągnęły go panujące w tym kraju wolność gospodarcza i osobista. Opowiedział mi, że kraj w dużej mierze spełnił jego wysokie oczekiwania, z jednym tylko zastrzeżeniem: regulacje mieszkaniowe to jeden wielki „chaos”.

W 2018 roku rząd Ardern w dużym stopniu zakazał obcokrajowcom kupowania nieruchomości mieszkalnych. Właściciele nieruchomości muszą mierzyć się z labiryntem zasad, które ograniczają możliwości zwiększenia czynszów i zmuszają ich do dostarczania usług takich jak łącza szerokopasmowe. Rynek mieszkaniowy może wkrótce desperacko potrzebować tej samej oczyszczającej siły, która uzdrowiła kiedyś resztę przeregulowanej gospodarki.

W tym czasie, na kontynencie amerykańskim, Wenezuela znajduje się na przeciwnym końcu spektrum. Wszelkie wolności zostały całkowicie lub niemal całkowicie zdeptane. Rezultat? Pomimo płomiennych słów polityków o „pomaganiu ludziom” w kraju panują rozpacz, nędza, głód, bieda, i tyrania. Zaświadczają o tym tłumy ludzi próbujących wydostać się z tego kraju. Jest to historia porażki i tragedii, do których wciąż doprowadza socjalizm.

Doświadczenia Nowej Zelandii stanowią jeden z wielu przykładów, kiedy to socjalizm sprowadził na kraj ruinę, z którą później kapitalizm musiał sobie poradzić (szczególnie spektakularnym przykładem mogą być Niemcy pod rządami Ludwiga Erharda tuż po drugiej wojnie światowej). Nie znam w historii przypadków, w których kapitalizm doprowadził do katastrofy, której następnie zaradził socjalizm. Nie ma takiej. Jedyną rzeczą, jaką socjalizm zapewnia biednym są nowi towarzysze niedoli. To, co zrobiła Nowa Zelandia, powinno zostać powtórzone w centralnie planowanych katastrofach na Kubie, w Wenezueli czy Kalifornii.

Jaki morał płynie z tej lekcji? Monteskiusz, francuski oświeceniowy myśliciel tak ujął to w 1748 roku: „Kraje są mlekiem i miodem płynące nie wtedy, gdy mają żyzne gleby, ale gdy panuje w nich wolność”.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Lawrence Reed

O Autorze:

Lawrence Reed

Lawrence Reed, to znany amerykański ekonomista i historyk, autor ponad 1000 artykułów i długoletni prezes Foundation for Economic Education (FEE). W latach 80. i 90. bardzo aktywnie działał na rzecz promocji wolności osobistych i wolnego rynku w wielu regionach świata, między innymi wśród partyzantów w Mozambiku i Nikaragui. W 1986 roku został aresztowany w Polsce, podróżując z działaczami antykomunistycznej Solidarności

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Reed: Dobrobyt Nowej Zelandii zaczął się od odrzucenia demokratycznego socjalizmu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *