Anderson: Jakość środowiska naturalnego

16 sierpnia 2021 Ekonomia środowiskowa komentarze: 0

Autor: Terry L. Anderson
Źródło: econlib.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Tekst z The Concise Encyclopedia of Economics z 2007 r., za zgodą Liberty Fund

Istnieje wiele różnych mierników jakości środowiska, a większość z tych, które są w użyciu, pokazuje, że jakość środowiska ulega poprawie. Na przykład od 1970 do 2000 roku stężenie tlenku węgla, substancji zanieczyszczającej, spadło o 75% w Stanach Zjednoczonych i o 95% w Wielkiej Brytanii. Od 1975 do 2000 roku tlenki azotu zmniejszyły się o 35% w Stanach Zjednoczonych i o 40% w Wielkiej Brytanii. Odsetek plaż w Danii niezgodnych z przepisami lokalnymi lub Unii Europejskiej spadł z 14% w 1980 roku do około 1% w 2000 roku. W latach 1969–1994 zanieczyszczenie ryb DDT i PCB spadło o ponad 80%. Rzeczywiście, trudno jest znaleźć dane wskazujące, że jakość środowiska pogarsza się w krajach o stosunkowo wysokich dochodach.

Korelacja pomiędzy jakością środowiska naturalnego a wzrostem gospodarczym jest niezaprzeczalna. Porównanie indeksu zrównoważonego rozwoju środowiskowego (Environmental Sustainability Index, ESI) Banku Światowego z produktem krajowym brutto per capita w 117 krajach pokazuje, że kraje bogatsze chronią jakość środowiska lepiej niż kraje biedniejsze (zob. wykres 1)[1]. W istocie, każde systematyczne badanie wskaźników dotyczących ochrony środowiska pokazuje, że stan środowiska poprawia się wraz ze wzrostem dochodów. Kiedy dochód na głowę mieszkańca osiąga wartość od 4000 do 8000 dolarów (dotyczy to na przykład takich krajów jak Brazylia, Ukraina i Indonezja), zmniejsza się zanieczyszczenie arszenikiem, emisja dwutlenku siarki i wylesianie, natomiast zwiększa się ilość rozpuszczonego tlenu w strumieniach, niezbędnego dla zdrowia roślin i zwierząt wodnych. Niemniej jednak alternatywne i bardziej pesymistyczne poglądy są szeroko rozpowszechnione. Na przykład Paul i Anne Ehrlich, współcześni odpowiednicy Thomasa Roberta Malthusa, piszą:

Ludzkość stoi teraz w obliczu czegoś w rodzaju ekologicznej Dunkierki w zwolnionym tempie. Dopiero okaże się, czy cywilizacja zdoła uniknąć niebezpiecznej pułapki, którą sama na siebie zastawiła. W przeciwieństwie do żołnierzy tłoczących się na plaży w Dunkierce, los cywilizacji jest w jej własnych rękach; nie ma cudownego ratunku w ostatniej chwili […] Nawet jeśli ludzkość zdoła się wyrwać, jest prawdopodobne, że wydarzenia dotyczące środowiska staną się decydujące dla pokolenia naszych wnuków — a wydarzenia te mogą przyćmić rozmiarami II wojnę światową. (Ehrlich i Ehrlich 1996, s. 11.)

Podobnie biolog z Harvardu, Edward O. Wilson, twierdzi, że „bogactwo świata, jeśli mierzyć je produktem krajowym i konsumpcją per capita, rośnie. Ale jeśli mierzyć je stanem biosfery, to spada” (2003, s. 42). Zarówno stwierdzenia Worldwatch Institute, że „kluczowe wskaźniki ekologiczne są coraz bardziej negatywne”, jak i przewidywania World Wildlife Fund, że jeśli nie zmienimy naszych sposobów postępowania, dobrobyt ludzkości załamie się do 2030 roku, pokazują, że dominujący pogląd jest taki, iż środowisko naturalne Ziemi pogarsza się.

Dane jednak nie potwierdzają tego wniosku. W dużej mierze dzięki pionierskiej pracy nieżyjącego już ekonomisty Juliana Simona oraz, od niedawna, dzięki pracy statystyka Bjørna Lomborga, liczne dane pokazują, że nie kończą nam się zasoby, że nie niszczymy naszego środowiska i że los ludzi raczej się poprawia niż pogarsza. Pewność, z jaką Simon rzucił wyzwanie pesymistycznemu myśleniu Ehrlicha, wynikała z jego przekonania, że ludzie reagują na niedobór zasobów poprzez ich oszczędzanie oraz ograniczanie marnotrawstwa, a tym samym zmniejszenie zanieczyszczeń.

Poddając w wątpliwość logikę i dane Simona, Bjørn Lomborg, statystyk i politolog, postanowił udowodnić, że się myli, badając mnóstwo danych dotyczących różnych twierdzeń związanych z ochroną środowiska. Tezy te obejmowały: zmniejszanie się globalnej powierzchni lasów, wyczerpywanie się zasobów naturalnych, wzrost temperatury na świecie spowodowany działalnością człowieka oraz masowe wymieranie gatunków.

Rozważmy wyniki badań Lomborga. Od połowy dwudziestego wieku globalna powierzchnia lasów utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. Nawet lasy amazońskie nie zmniejszają się w alarmującym tempie, o którym głośno donoszą głosiciele zagłady. Od czasu pojawienia się człowieka wylesianie Amazonii wyniosło tylko około 14%, z czego trzy punkty procentowe zostały zastąpione przez nowe lasy.

Wysokie ceny ropy naftowej w 2004 i 2005 roku spowodowały, że wiele osób obawia się, że zabraknie nam energii. Długoterminowe trendy sugerują jednak, że takie twierdzenia są przesadzone. Pesymistyczny pogląd wynika z założenia, że nie znajdziemy już więcej ropy. Założenie to jednak za każdym razem okazywało się błędne. W 2003 r. światowa produkcja ropy naftowej była osiemnastokrotnie większa niż w 1945 r., a znane rezerwy ropy naftowej były dwudziestoczterokrotnie większe niż w 1945 r. (Bradley i Fulmer 2004, s. 88). A jeśli obecne ceny ropy utrzymają się w dłuższym okresie, alternatywne źródła, takie jak ropa łupkowa, staną się opłacalne, a ich podaż wystarczy do zaspokojenia obecnego zużycia przez 250 lat (Lomborg 2001, s. 135).

Wykres 1. Bogatszy znaczy zdrowszy

 

Jeśli zaś idzie o debatę na temat globalnego ocieplenia, to panuje coraz większa zgoda co do tego, że temperatury rosną, ale przewidywany wzrost w okresie stuletnim stale się zmniejsza w miarę doskonalenia modeli przewidywania globalnych zmian klimatycznych. To, czy i w jakim stopniu wzrost ten jest antropogeniczny, jest jednak dyskusyjne, ponieważ wzrosty w ciągu ostatniego stulecia, kiedy wpływ człowieka na efekt cieplarniany był z pewnością największy, nie różnią się radykalnie od wczesnych globalnych wzrostów temperatury[2].

Wreszcie, twierdzenia o masowym wymieraniu opierają się raczej na przewidywaniach modeli matematycznych niż na danych. Powszechne twierdzenie, że tracimy czterdzieści tysięcy gatunków rocznie pochodzi od naukowca z Cambridge, Normana Myersa, który „zakładał”, że jeśli stracimy milion gatunków w ciągu dwudziestu pięciu lat, to „będzie to oznaczać średnie tempo wymierania wynoszące 40 000 gatunków rocznie, a raczej ponad 100 gatunków dziennie” (Myers 1979, s. 5). Używając tej liczby, biolog Thomas Lovejoy przewidział w 1980 roku, że stracimy od 15 do 20% wszystkich gatunków do 2000 roku (Lovejoy 1980, s. 331). Tak się jednak nie stało. Obecnie, według najlepszych przewidywań, w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat stracimy 0,7% wszystkich gatunków (Lomborg 2004, s. 35). Niektóre gatunki wymierają, ale nie ma empirycznych dowodów na to, że tempo wymierania jest katastrofalne.

Ze swoich rozległych badań dostępnych danych, Lomborg potwierdził większość wniosków Simona i wywołał burzę, gdy stwierdził na podstawie swoich badań, że:

dzieci urodzone dzisiaj — zarówno w świecie uprzemysłowionym, jak i w krajach rozwijających się — będą żyły dłużej i będą zdrowsze, otrzymają więcej żywności, lepszą edukację, wyższy standard życia, więcej czasu wolnego i o wiele więcej możliwości — bez degradacji globalnego środowiska. (Lomborg 2001, s. 352)

Powodem, dla którego dane nie pasują do neomaltuzjańskich przewidywań, jest to, że nie uwzględniają one ludzkiej pomysłowości, która jest pobudzana przez odpowiednie bodźce. Aby istniały te bodźce, potrzebne są instytucje wolnościowe — a mianowicie prawo własności prywatnej i rządy prawa. Kiedy kraje bloku wschodniego uwalniały się od komunizmu, Milton Friedman wierzył, że klucz do ich postępu gospodarczego można streścić w zdaniu: „prywatyzować, prywatyzować, prywatyzować” (Friedman 2002, s. xvii.) Po ponad dekadzie eksperymentów i rosnącej liczbie danych na temat tego, co jest potrzebne do stymulowania wzrostu gospodarczego, Friedman zmodyfikował jednak swoje stanowisko, pisząc: „Prywatyzacja jest bez znaczenia, jeśli nie ma rządów prawa. Co to znaczy prywatyzować, jeśli nie ma się bezpieczeństwa własności, jeśli nie można używać własności tak, jak się chce?” (Friedman 2002, s. xviii). Innymi słowy, bez rządów prawa i bezpiecznych praw własności wzrost gospodarczy nie nastąpi, a bez wzrostu nie będziemy w stanie poradzić sobie z niedoborem zasobów i poprawić jakości środowiska.

Wykorzystując indeksy wolności ekonomicznej do pomiaru stopnia świętości praw własności i rządów prawa, ekonomiści skorelowali jakość środowiska z tymi instytucjami. Madhusudan Bhattarai (2000) odkrył, że wolności obywatelskie i polityczne, rządy prawa, niska korupcja i bezpieczeństwo praw własności zmniejszyły wskaźniki wylesiania w sześćdziesięciu sześciu krajach Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki. Seth Norton (2004) stwierdził silną pozytywną korelację między kilkoma miarami dobrobytu a różnymi stopniami siły rządów prawa. Na przykład, kraje o silnych rządach prawa mają średnio o 45% niższy wskaźnik śmierci przed czterdziestym rokiem życia niż kraje o słabych rządach prawa; 59% ma większy dostęp do bezpiecznej wody pitnej; a 79% ma niższy wskaźnik wylesiania.

W swojej książce The Ultimate Resource 2 (1998) Julian Simon wbił gwóźdź do trumny idei neomaltuzjańskich. Simon postrzegał ludzką pomysłowość jako ostateczny zasób. Jak lubił mawiać: „Z każdymi ustami idą dwie ręce i umysł”. Nieżyjący już Aaron Wildavsky podzielał pogląd Simona, twierdząc, że „rzadkość nie wygrała jeszcze wyścigu z kreatywnością” (cyt. za Chai i Swedlow 1998, s. 91). Obaj uczeni rozumieli, że instytucje, które właściwie kształtują bodźce oraz ceny, które sygnalizują rzadkość zasobów, są powodem, dla którego rzadkość zawsze przegrywa wyścig. Dobrobyt gospodarczy jest pochodną instytucji wolności — mianowicie własności prywatnej i rządów prawa — a jakość środowiska jest pochodną dobrobytu gospodarczego. Jeśli uda nam się dobrze zorganizować te instytucje, będziemy mogli mieć nasze ekologiczne ciastko i zjeść je również.

 

Dalsza lektura

Terry L. Anderson (red.), You Have to Admit It’s Getting Better: From Economic Prosperity to Environmental Quality, Hoover Institution Press, Stanford, California 2004.

Madhusudan Bhatarrai, „The Environmental Kuznets Curve for Deforestation in Latin America, Africa, and Asia: Macroeconomic and Institutional Perspectives”, rozprawa doktorska, Clemson University, Clemson, S.C., 2000.

Robert L. Bradley Jr., Richard W. Fulmer, Energy: The Master Resource, Dubuque, Kendall/Hunt Publishing, Iowa 2004.

Aaron Wildavsky, Culture and Social Theory, (red. Sun–Ki Chai, Brendon Swedlow), Transaction Publishers, New Brunswick, N.J. 1998.

Paul R. Ehrlich, Ann H. Ehrlich, Betrayal of Science and Reason: How Anti–environment Rhetoric Threatens Our Future, Island Press, Washington, D.C. 1996.

Milton Friedman, „Economic Freedom Behind the Scenes”, przedmowa do Economic Freedom of the World: 2002 Annual Report (James Gwartney and Robert Lawson, with Chris Edwards, Walter Park, Veronique de Rugy, Smitha Wagh, Fraser Institute, Vancouver, B.C. 2002).

Bjørn Lomborg, The Skeptical Environmentalist: Measuring the Real State of the World, Cambridge University Press, Cambridge 2001.

Bjørn Lomborg, „The Skeptical Environmentalist” [w:] Terry L. Anderson, (red.), You Have to Admit It’s Getting Better: From Economic Prosperity to Environmental Quality, Hoover Institution Press, Stanford, California 2004.

Thomas E. Lovejoy, „A Projection of Species Extinctions” [w:] Gerald O. Barney (red.), The Global 2000 Report of the President of the United States: Entering the 21st Century, Pergamon Press, New York 1980.

Thomas Malthus, Essay on the Principle of Population, J. Johnson, London 1798. (Oryginalne wydanie: http://www.econlib.org/library/Malthus/malPop.html; szóste wydanie z 1826: http://www.econlib.org/library/Malthus/malPlong.html)

Norman Myers, The Sinking Ark: A New Look at the Problem of Disappearing Species, Pergamon Press, Oxford 1979.

Seth W. Norton, „Population Growth, Economic Freedom, and the Rule of Law” [w:] Terry L. Anderson (red.), You Have to Admit It’s Getting Better: From Economic Prosperity to Environmental Quality, Hoover Institution Press, Stanford, California 2004.

Julian L. Simon, The Ultimate Resource 2, Princeton University Press, Princeton 1998.

Edward O. Wilson, The Future of Life, Vintage Books, New York 2003.

 

[1] Indeks Banku Światowego jest „funkcją pięciu czynników: (1) stanu systemów środowiska, takich jak powietrze, gleba, ekosystemy i woda; (2) obciążeń tych systemów, w postaci poziomu zanieczyszczenia i eksploatacji; (3) wrażliwości człowieka na zmiany środowiska w postaci utraty zasobów żywności lub narażenia na choroby; (4) społecznej i instytucjonalnej zdolności do radzenia sobie z wyzwaniami ekologicznymi; i wreszcie (5) zdolność do reagowania na wymagania dotyczące globalnego zarządzania poprzez współpracę we wspólnych wysiłkach na rzecz ochrony międzynarodowych zasobów środowiska, takich jak atmosfera” (Yale Center for Environmental Law and Policy oraz Center for International Earth Science Information Network, Environmental Sustainability Index: Summary for Policymakers, we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym i Wspólnym Centrum Badawczym Komisji Europejskiej, 2005, s. 4, tekst dostępny online: http://sedac.ciesin.columbia.edu/es/esi/).

[2] Wydaję się, że ten akapit jest już nieco nieaktualny, jako że nawet Lomborg uważa, iż (1) globalne ocieplenie ma źródła antropocentryczne oraz (2) jest ono istotnym problemem społecznym, gospodarczym i politycznym, ale jednocześnie nie oznacza ono rychłego końca świata, którym straszą nas aktywiści zielonej lewicy (przyp. tłum.).

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Terry L. Anderson

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *