Machaj: Obostrzenia dla niezaszczepionych?

23 sierpnia 2021 Etyka komentarze: 26

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

  • W kilku krajach wprowadzono odgórnie obostrzenia dla obywateli niezaszczepionych przeciw sarscov2. Działanie to ma mieć związek z rozwijającą się w wielu miejscach kolejną falą zakażeń nowym koronawirusem.
  • Pomysł jest nie tylko niekonsekwentny w swoich propozycjach, ale na dodatek pozostaje niespójny ze zbliżającymi się realiami. Budzi również uzasadnione wątpliwości, jeśli chodzi o elementarne prawa człowieka.
  • Istnieją nierepresyjne alternatywy wobec zaproponowanych rozwiązań.

Realia wirusa — na czym stoimy?

W wielu krajach wprowadzono już odgórne obostrzenia dla osób niezaszczepionych. Po co takie obostrzenia mają zostać wprowadzone? Zapewne po to, aby więcej ludzi przyjęło szczepionkę. Po co? Szczepienia stanowią ochronę indywidualną jak i kolektywną. Z jednej strony chronią daną jednostkę przed ciężkim przebiegiem lub zgonem, a z drugiej strony mogą (choć nie wszystkie to robią) redukować transmisję na innych ludzi. W ramach wstępu pragnę uściślić, że powyższy tekst nie podejmuje dyskusji naukowej w sprawach szczepień i epidemii sarscov2. Zamiast tego przyjmuje niekontrowersyjnie za punkt odniesienia obecny stan wiedzy naukowej na temat transmisji wirusa i ochrony przed nią.

Już w tej chwili wiemy, że szczepienia nie zatrzymają skutecznie epidemii. Pierwotnie występował w tej kwestii entuzjazm ze względu na bardzo wysoką skuteczność szczepień w badaniach klinicznych w świetle zaraźliwości wirusa w okolicy 2-3 (tyle osób średnio zaraża jedna osoba). Umowny próg tak zwanej odporności stadnej (czyli sytuacji, gdy infekcje przestają rosnąć eksponencjalnie, a epidemia zmienia się w endemię) wylicza się na podstawie tej liczby. Jeśli zaraźliwość wynosi 3, to próg odporności wynosi 67% całej społeczności (1-1/3). Jeśli szczepionka ma skuteczność 95% (redukcja tak zwanego ryzyka relatywnego), to próg odporności stadnej przy procesie szczepień wynosi 70,5% (67 procent podzielone na 0,95). Liczba niby wysoka, ale nie nieosiągalna. Niektóre kraje już ją przebiły (a przecież do tego są ozdrowieńcy, który również uzyskują odporność).

Niestety świat „przywitał” wariant delta, którego zaraźliwość to według różnych szacunków 5-8 i jednocześnie obniża skuteczność szczepienia w redukcji transmisji. Nawet jeśli założymy (co mało prawdopodobne) optymistyczną zaraźliwość  5 i mało prawdopodobną skuteczność 85%, to próg odporności stadnej osiągniemy przy 95%. To bardzo wysoka wartość, a przecież wystarczy, że któraś z tych liczb będzie minimalnie gorsza i odporność stadna przez szczepionki będzie już nawet matematycznie niemożliwa. Obecnie jest niemożliwa, bo i tak całej populacji nie da się wyszczepić — chociażby ze względu na dzieci (które nie doczekają raczej szczepionek). Ponadto mamy ogromne rezerwuary zwierzęce (wystarczająco dużo gatunków zaraża się sarscov2), a także opóźnienia w szczepieniu mniej zamożnych krajów.

Dlatego niekontrowersyjny podstawowy techniczny przekaz jest taki, że sarscov2 niemal na pewno z nami już zostanie. Jest niezwykle prawdopodobne, że tylko bardzo mały odsetek ludzi nie będzie w przyszłym roku miał kontaktu z tym patogenem. Niektórzy z powyższych faktów wyciągają wnioski, że szczepienia w ogóle nic nie pomagają w kwestii transmisji wirusa, ale to błędne rozumowanie. Szczepienia nadal ją spowalniają, bo (1) nawet przy niskiej skuteczności szczepień ciągle iluś mniej ludzi się zaraża i przenosi wirusa (byłoby tak nawet przy skuteczności 30%), (2) ludzie zaszczepieni według badań są krócej zakaźni (więc mniej osób zarażą), (3) nawet jeśli w danym momencie mają podobny ładunek wirusa w badaniu PCR, to i tak może on już być skutecznie neutralizowany (stąd dużo wiarygodniejsze są populacyjne badania tzw. secondary attack rate potwierdzające, że zaszczepieni-zarażeni przenoszą wirusa na mniej ludzi niż niezaszczepieni-zarażeni). Mimo to szczepienia mogą tylko kupić trochę czasu przed nieuniknionym: w niedalekim czasie niemal każdy będzie zmuszony do produkcji przeciwciał: albo szczepionką, albo infekcją.

Skoro każdy prędzej czy później tego wirusa złapie, to co ma na celu przymuszanie do szczepień? Problem sprowadza się tak naprawdę znowu do tego samego: bieżących hospitalizacji. Rozchodzi się o to, że dzięki zaszczepieniu w danym momencie będzie mniej hospitalizacji. I nic dziwnego, bo szczepionka nadal zmniejsza ryzyko hospitalizacji przynajmniej 10-krotnie, a według niektórych badań nawet 20-krotnie (obecnie robione są tak zwane badania populacyjne, które są obarczone większymi niepewnościami niż rygorystyczne badania kliniczne). Dlatego im więcej ludzi będzie zaszczepionych, tym zdecydowanie mniej trafi z powodu sarscov2 do szpitali w tym samym momencie. To fakt, a teraz przyjrzymy się mu uważniej w świetle przedstawianych propozycji ograniczeń dla ludzi niezaszczepionych.

Zabawmy się w technokratów

Wyjdźmy od faktycznej pozycji technokratycznej: wyłącznej obsesji na punkcie bieżących hospitalizacji bez względu na inne aspekty społeczne, moralne i ekonomiczne. Do faktu szczepień musimy dodać kolejne warunki brzegowe.

Po pierwsze, jeśli zaszczepieni otrzymują specjalne przywileje, to również musiałyby one objąć ozdrowieńców. Wprawdzie brak nam jednoznacznych obserwacji head-to-head[1] skuteczności szczepień w porównaniu do przebycia infekcji, to jednocześnie nic nie wskazuje na to, żeby masowe reinfekcje były problemem, a już szczególnie nie ma dowodów na to, żeby kolejna infekcja miałaby być cięższa od poprzedniej (to dopiero byłby problem, którym fałszywie straszą niektóre antyszczepionkowe środowiska). Oczywiście nie podważam tutaj rad medyków dla ozdrowieńców, by dodatkowo wzmocnili swoją odporność szczepieniem (która według wielu badań zdecydowanie rośnie po szczepieniu ozdrowieńca)[2], ale stwierdzam fakt istnienia istotnej odporności poinfekcyjnej. Analogicznie, istnienie odporności poinfekcyjnej w żadnym razie nie oznacza, że osoba podatna[3] nie powinna się szczepić! (zresztą szczepienie u podatnej osoby miałoby sens, nawet jeśli odporność po infekcji okazałaby się trwalsza). Po prostu tutaj stwierdzamy, że nie ma obecnie twardych dowodów na to, że niezaszczepiony ozdrowieniec jest bardziej „groźny” niż osoba podatna, która została zaszczepiona, więc nie ma powodu tego ozdrowieńca wyłączać z palety uprzywilejowanych (nota bene niższe poziomy przeciwciał u ozdrowieńców niż u zaszczepionych nie są wbrew pozorom automatycznym dowodem na gorszą odporność — tylko badania populacyjne mogą jej dowieść).

Po drugie, jeśli myślimy kryteriami ryzyka hospitalizacji, to przecież zaszczepiony 80-latek nie redukuje ryzyk do zera. Redukuje je mniej więcej do poziomów niezaszczepionego 50-latka zgodnie z załączonym obrazkiem. A zatem swobodnie korzystający z przywilejów zaszczepiony 80-latek stanowi większe zagrożenie dla przeciążenia opieki zdrowotnej niż cała masa niezaszczepionych 40-latów. Zatem według logiki technokraty 80-latkowie w ogóle powinni zostać pozbawieni przywilejów jak niezaszczepieni. Znowu pragnę podkreślić, że nie kwestionuję tutaj korzyści szczepienia dla grup z mniejszymi ryzykami, bo one są bardzo mocno pokazane w literaturze. Dla młodych ludzi nawet jeśli absolutne ryzyka wydają się niskie, to i tak są z ich punktu widzenia rekordowe (większość ludzi w swoich dotychczasowym życiu, także młodych zdrowych, nie miała nigdy tak wysokiej szansy na hospitalizację z powodu choroby zakaźnej jak obecnie — dla wielu z perspektywy ryzyka szczepionka na covid-19 to najlepsza szczepionka, jaką mogą przyjąć w dotychczasowym życiu). Nie kwestionując tego, stwierdzamy mimo wszystko fakt — że niektóre grupy mają w sytuacji niezaszczepienia bazowe ryzyko i tak niższe niż inne osoby mające ryzyko zmniejszone dzięki szczepionce. W podobny sposób możemy przesuwać technokratycznie nasze progi. Zaszczepiony 50-latek i tak stanowi większe ryzyko dla służby zdrowia niż niezaszczepione rzesze 20-latków.

Jeśli zatem chodzi nam o hospitalizacje per se, to może powinniśmy wprowadzić przywileje w zależności od wieku? Brzmi niehumanitarnie? Dobrze, bo to jest niehumanitarne.

Po trzecie, i trochę w związku z powyższym, według logiki technokraty powinniśmy pozbawić przywilejów również tak zwanych non-responderów czyli osoby, które nie zareagowały pozytywnie na szczepionkę (nie wytworzyły odporności). Takie osoby nie różnią się niczym od osób niezaszczepionych. Brzmi jeszcze bardziej niehumanitarnie? Dobrze, bo to jest równie niehumanitarne.

Poza technokrację: problem dylematów moralnych

W tym miejscu dochodzimy do sedna i głównego problemu. Każde działanie rządowe ma problemy legitymizacyjne, czyli krótko mówiąc trzeba mieć naprawdę dobre argumenty, żeby je uzasadnić. W tym wypadku trudno mówić o takiej sytuacji. Ludzie palą papierosy, piją alkohol, jedzą kiełbaski z grilla, nie szczepią się i popełniają nieustannie wiele podobnych mikrosamobójczych kroków w swoim życiu… i taka jest ich natura. Można z tym walczyć, można przekonywać, ale są takie działania temu zapobiegające, które mają zbyt wysoką cenę, by się ich podjąć. Do much nie strzela się z armaty, a na ludzi nieszczepiących się nie wysyła się wojska. Nie wprowadzamy autorytarnego państwa, żeby ludzie przestali powodować u siebie nowotwory. Czy presja hospitalizacyjna w trakcie epidemii jest dostatecznie dobrym uzasadnieniem, każdy może sobie samemu odpowiedzieć. Szczególnie, że projekt nie trzyma się spójnie nawet z technokratycznego punktu widzenia. Nota bene kolejnym jego problematycznym elementem jest to, że nie tylko nakłada przymus na niezaszczepionych, ale czyni z wielu obywateli funkcjonariuszy aparatu przymusu. Wielu restauratorów jest zaszczepionych, ale mogą nie mieć ochoty bawić się w szykanowanie ludzi, którzy szczepionki odmówili.

W demokratycznym państwie prawa stwierdza się: ich prawo, ich ryzyko.

Oczywiście mocnym kontrargumentem w kwestii indywidualnego ryzykowania jest to, że indywidualne ryzykowanie wywołuje efekty zewnętrzne. Wszystko w porządku, każdy niech odpowiada za siebie, ale problem pojawia się wtedy, kiedy nieodpowiadanie za siebie może rodzić negatywne konsekwencje dla innych, którzy nie chcą tego ryzyka brać na siebie. A takim przypadkiem mogą być eksponencjalnie rosnące hospitalizacje. Cóż — na szczęście istnieją alternatywne rozwiązania oparte na instytucjach humanitarnych, które nie wymagają nasyłania aparatu przymusu na niezaszczepionych obywateli.

Pomysły alternatywne: skuteczniejsze i bardziej humanitarne

Najpierw zwróćmy uwagę na non-responderów (ludzie z osłabionym układem odpornościowym). Niestety obostrzenia dla niezaszczepionych mogą wywołać efekt odwrotny do zamierzonego czyli efekt Peltzmanna. Osoba, która przyjęła szczepionkę, ale nie wytworzyła odporności, może w przypadku kilku niefarmaceutycznych interwencji mieć złudne poczucie bezpieczeństwa, które jak widzieliśmy nie pojawi się w przypadku delty. Bo otoczenie wcale jej nie ochroni przed zakażeniem. Tacy ludzie mogą się chronić głównie trzema metodami: po pierwsze, potrzebują przeszkolenia z ochrony osobistej (właściwe korzystanie w miejscach publicznych z masek najwyżej jakości np. FFP3 z wentylem plus stosowane osłony oczu bez mylnego polegania na przymusie masek dla innych), po drugie, powinny absolutnie zredukować kontakty z obcymi ludźmi i trzymać dystans, po trzecie, zadbać o to, żeby ich rodzina i przyjaciele się zaszczepili i uważnie podchodzili do kontaktów z nimi. Te działania mają jakąś szansę kupić czas do momentu pojawienia się zdecydowanie skuteczniejszej farmakoterapii.

Jeśli natomiast chodzi o potencjalne interakcje między zaszczepionymi i niezaszczepionymi, to nie jest do tego potrzebna odgórna kontrola. Mamy instytucje rynkowe, dobrowolne, i mamy możliwość budowania wzajemnego zrozumienia. Nie w taki sposób, żeby te dwie grupy społeczne na siebie napuszczać i jątrzyć, ale tak, aby mogły koegzystować. Nie muszą istnieć żadne ograniczenia w tym, żeby usługodawca sprawdzał status zaszczepienia, jeśli tylko tego będzie chciał (i żadna ustawa w takim scenariuszu nie powinna w takiej sytuacji tego zakazywać, jak to się na przykład działo na Florydzie). I to nie w taki sposób, żeby kogoś wytykać palcem, ale żeby stworzyć na przykład bezpieczniejszą przestrzeń dla takich, którzy jej potrzebują. Kina potrafią segregować zwolenników dubbingu i napisów pod filmem. Saunaria potrafią segregować ze względu na płeć. Nie ma przeszkód, żeby — o ile taka będzie potrzeba rynkowa — dostarczyciele takich usług tworzyły przestrzeń pod zróżnicowany popyt konsumentów. Ważnym elementem jest tutaj komunikacja społeczna. Właściciel siłowni może przecież wyznaczyć dwie godziny dziennie dla ludzi zaszczepionych. W taki sposób, żeby jednocześnie nie zrażać do siebie pozostałej grupy klientów. Opcji dobrowolnych jest tutaj mnóstwo. Przykładowo stowarzyszenie najinteligentniejszych ludzi świata wymaga obecnie dobrowolnego okazania świadectwa szczepień przy podchodzeniu do testu na inteligencję.

Naturalnie sprawą nie do idealnego rozwiązania pozostaje kwestia przeciążania służby zdrowia, której systemowo nie da się rozwiązać w trakcie epidemii. Na pewno w otoczeniu prywatnych ubezpieczycieli osoby zaszczepione otrzymywałyby niższe składki ubezpieczeniowe lub z drugiej perspektywy osoba niezaszczepiona musiałaby płacić wyższe składki na ewentualną hospitalizację z powodu kowidu. A jeśli by tego nie zrobiła, to w razie pobytu w szpitalu musiałaby zapłacić od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych — także z pozostawionego po sobie majątku przy ewentualnym zgonie. Takich realiów nie sposób łatwo przełożyć na system z centralną państwową służbą zdrowia, ale na pewno bardziej zasadne jest rozważanie dodatkowej dobrowolnej składki (zależnej od ryzyka hospitalizacji) aniżeli proponowanie odgórnie ograniczenia elementarnych praw obywatelskich wprowadzanych w imię słabo zdefiniowanych korzyści dla zdrowia publicznego (osobiście uważam, że mówienie przez niezaszczepionego, że należy mu się hospitalizacja za darmo, bo ktoś kiedyś od niego pobrał przymusowo składkę w realiach przedepidemicznych jest de facto roszczeniowe i nieindywidualistyczne, nieróżniące się niczym od domagania się utrzymywania przywilejów emerytalnych, ale to temat na inną dyskusję).

Konkluzja

Szczepionki na covid-19 są bardzo skuteczne w redukowaniu hospitalizacji i mają spore szanse odciążyć system opieki zdrowotnej. Przygniatająca większość dorosłych ludzi podatnych na deltę może z nich skorzystać i tym samym złagodzić dziurawość służby zdrowotnej. Jednakże dziurawość tej opieki — przy całej sympatii dla ogromu poświęcenia jej kadry i codziennej frustracji, którą przeżywają hospitalizując masy niezaszczepionych ludzi z wszystkich grup wiekowych — nie może jednak stanowić argumentu podważającego fundamenty społeczeństwa obywatelskiego. Projekt taki nie jest nawet dostatecznie ścisły wewnętrznie, nie mówiąc o dylematach moralnych z tym związanych. Na szczęście osoby zaszczepione mogą odetchnąć — szczepionka ma ciągle bardzo wysoką skuteczność w ochronie ich przed ciężkim przebiegiem choroby i nie muszą się stresować tym, że ktoś niezaszczepiony chce zjeść pierogi w mieście.

 

[1] Jako ciekawostkę można dodać, że w trakcie powstawania tego tekstu pojawiło się na przykład wstępne opracowanie (jedno z pierwszych tego typu, jeśli de facto nie pierwsze) pokazujące head-to-head, że naturalna infekcja daje odporność efektywniejszą od szczepionki Astra Zeneca, a mniejszą od Pfizera. Badanie nie zostało jeszcze rzetelnie zweryfikowane, a nawet gdy zostanie, to trzeba pamiętać, że to tylko jeden dowód https://www.ndm.ox.ac.uk/files/coronavirus/covid-19-infection-survey/finalfinalcombinedve20210816.pdf

[2] Co nota bene potwierdza również wyżej przytoczone badanie.

[3] Podatna czyli taka, która nigdy nie była zainfekowana.

Źródło ilustracji: Pixabay,coom

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

26 Komentarze “Machaj: Obostrzenia dla niezaszczepionych?

  1. Osobiście uważam, że utrzymywanie na etatach w państwowych uczelniach jakichkolwiek doktorów jest de facto roszczeniowe i nieindywidualistyczne. Prawda panie „wolnosciowcu”?

    1. To osoby o liberalnych poglądach, w państwach komunistycznych mają w ogóle nie pracować i umierać z głodu, a socjaliści tak samo w państwach kapitalistycznych? Jest to bezsensowne choćby dlatego, że nieskuteczne. Zresztą w ogóle nie dotyczy treści artykułu, który w mojej opinii jest świetny i jako wolności owiec liczę na więcej artykułów Pana Machaja!

    2. Rozumiem, że „wolnościowiec” bakcyl po chodnikach nie chodzi, po jezdniach nie jeździ, a jak ktoś ukradnie mu portfel, to po policję nie zadzwoni, a jak pali się mu dom, to siedzi i się przygląda, bo przecież po państwową straż pożarną nie zadzwoni, etc, etc.

      1. Po pierwsze, to doktor użył w swoim artykule argumentu o tym, że oskładkowane pod przymusem osoby nie powinny domagać się opieki w sytuacji gdy się nie zaszczepia. Po drugie, w przeciwienstwie do dróg czy usług policyjnych dla których nie ma alternatywy, to istnieją uczelnie zarówno publiczne jak i prywatne. Dlaczego wybitny „wolnościowiec” nie zatrudni sie na jednej z nich ostatnich? Czyżby rynek negatywnie zweryfikował…

        1. „użył w swoim artykule argumentu o tym, że oskładkowane pod przymusem osoby nie powinny domagać się opieki w sytuacji gdy się nie zaszczepia.”

          Niczego takiego nie napisałem, żadnego tego typu argumentu nie użyłem 🙂 Niech się domagają jak najbardziej.

          Ja widzę to po prostu tak – że jeśli NFZ wprowadziłby dodatkowe ubezpieczenie (dobrowolne) od hospitalizacji z powodu kowidu, oraz obniżył tę składkę dla zaszczepionych, to nie bardzo widzę, jak można wolnościowo uzasadnić swój protest wobec takiej polityki. Obojętnie, czy jest się za prywatyzacją służby zdrowia, czy nie jest – nie widzę, jak wolnościowiec miałby wolnościowo uzasadnić, że mu się należy opieka, bo tak 🙂 to jest nie do zrobienia na gruncie filozofii wolnościowca.

          1. Doprawdy? Zacytujmy zatem stosowny fragment: „osobiście uważam, że mówienie przez niezaszczepionego, że należy mu się hospitalizacja za darmo, bo ktoś kiedyś od niego pobrał przymusowo składkę w realiach przedepidemicznych jest de facto roszczeniowe i nieindywidualistyczne”.

            Powiedzmy, że ktos płacił składkę przez 10 lat i ani razu nie skorzystał z opieki publicznej służby zdrowia. Zdecydował się nie zaszczepić. Według pana będąc wolnościowcem powinien zapłacić dodatkową składkę covidianinową na wypadek hospitalizacji, inaczej jego postawa nie będzie wolnosciowa. Absurd.

          2. Nie rozumiem dlaczego zaszczepieni mają mieć obniżoną składkę, skoro nikt nie obniżył składki dla nie zaszczepionych choćby z powodu nie użycia szczepionek. Jak wiadomo ta została zakupiona z publicznych składek, na które zrzucili się wszyscy.

        2. Wydaje się że jednak rynek pozytywnie zweryfikował: CEVRO dla którego prof. Machaj prowadził wykłady to uczelnia prywatna.

          Ale o ile się nie mylę to nie były wykłady o szczepionkach 😛

          1. Wystarczy spojrzeć na stopkę biograficzną u góry, aby przekonać się, że jest przeciwnie.

        3. „Czyżby rynek negatywnie zweryfikował…”
          Gościu, zamiast oceniać po jednym przykrótkim artykule i pisać kąśliwe komentarze na temat Pana Machaja, może zapoznałbyś się z jakąś jego pracą ekonomiczną czy wykładem w dziedzinie, z której posiada on doktorat.
          Poza tym nikt nie jest nieomylny i idealny, można się pomylić.
          Co do rynku, tak jak już ktoś napisał, Mateusz Machaj wykładał na prywatnych uczelniach. A stopka biograficzna u góry jest po prostu minimalistyczna i podaje jedynie najważniejsze informacje.

          1. Ej, gościu, pisząc „stopka biograficzna u góry jest po prostu minimalistyczna i podaje jedynie najważniejsze informacje.” dokonałeś samozaorania. Wiesz o tym?

          2. Oczywiście masz prawo myśleć, że to samo zaoranie… nawet biorąc pod uwagę fakt, że to nie prawda. No cóż, skończyły Ci się argumenty (które bazowały na jednym artykule z dziedziny innej niż ta, w której Machaj ma doktorat, MINIMALISTYCZNEJ stópce biograficznej, a cała reszta to twoje dopowiedzenia, domysły i złośliwe dogryzanie) to trzeba się łapać czego popadnie, żeby tylko nie wyszło na jaw, że nawet nie sprawdziłeś kogo się czepiasz i całą swoją uwagę skupiłeś na bzdurnym zdaniu budując tym samym całkowicie błędną opinie o znamienitym ekonomiście (serio, polecam poczytać książki Pana Machaja).

          3. Przy okazji czytania książek Machaja twój fetysz odnośnie stópek biograficznych będzie spełniony, ponieważ tam są one większe 🙂

      2. Wolnościowcy bardzo chętnie wyrzekną się „opieki” ze strony Monstrum („państwa”), pod warunkiem, że państwo (i jego ogrom regulacji) odczepi się od wolnościowców, nie pobierając oczywiście żadnych podatków/”składek”/”opłat” za swoje istnienie. Oczywiście wolnościowcy nie mają zamiary wyprowadzać się z kraju. bo to kraj jest pod okupacją „państwa” więc jak państwu coś nie pasuje to niech ono się wyniesie. Tak oswobodzeni wolnościowcy założą własne agencje ochrony, stowarzyszenia debatujące nad prawem i tak dalej i tym podobne. Zobaczymy (a raczej nie zobaczymy bo złodzieje z państwa nigdy do tego nie dopuszczą) jak taka konkurencja wpłynie na jakość usług, które teraz w wykonaniu „państwa” są na poziomie ze znanej piosenki Lady Pank.

  2. Liczba zgonów na dzisiaj według danych J.Hopkins Univ. to 4438657. Liczba mieszkańców Ziemi to jakieś 8 miliardów. Zgodnie z oficjalnymi danymi odsetek osób które przez ponad półtora roku tej całej pandemii zeszły wynosi zatem około:

    4438657 / 8mld = 0.00055

    Czyli odrobinkę więcej niż pół promila…. Nie pół procenta, tylko pół promila. Dla porównania, grypa hiszpanka wybiła około 25mln – 50mln ludzi w świecie na którym żyło wtedy około 2 miliardów, co stanowi od 25mln/2mld = 0.0125 do 50 mln/2mld = 0.025. Hiszpanka była więc około 22 do 44 razy bardziej zabójcza od tego całego kowida.

  3. Mimo sympatii do pana Mateusza nie do końca podobał mi się ten tekst:
    1. „Ktoś kiedyś pobrał składkę zdrowotną pod przymusem” – pobiera co miesiąc, jak masz etat i jdg, to nawet 2 razy. Umniejszanie temu uważam za aroganckie, szczególnie biorąc pod uwagę jakość usług SZ.
    2. Badanie epidemii jest trochę jak badanie ekonomii, dlatego uważam za rozsądne podchodzić ostrożnie do danych empirycznych. Da się tu w ogóle przeprowadzić rzetelny eksperyment bez zamykania ludzi w klatkach na kilka miesięcy, co dopiero dałoby rzeczywiście kontrolowane warunki?

    1. Ad 1 – nie umniejszam tego (raczej wprost przeciwnie). Twierdzę tylko, że w świetle podejścia wolnościowego nie da się uzasadnić nie wprowadzenia dodatkowego dobrowolnego ubezpieczenia od hospitalizacji.
      I… nie da się również uzasadnić podejścia przeciwnego.
      To jest klasyczny przypadek, gdzie jakiekolwiek obrane rozwiązanie wypada poza spektrum wolnościowego myślenia. Dlatego jedyne co pozostaje, to analiza z innych punktów widzenia. Ja zresztą się nie upieram tutaj przy jakimkolwiek rozwiązaniu. Jestem otwarty na racjonalną dyskusję, co zrobić w sytuacji zsocjalizowanej służby zdrowia, która staje przed ryzykiem epidemicznym i której nie da się zreformować od zaraz. Każde proponowane rozwiązanie to jakieś „damage control”, gdzie wypadek już i tak się wydarzy.

  4. Może nie na temat ale napisze.Dlaczego pomija się w pandemii covid-19 ogólny stan zdrowia społeczeństwa.Według mnie laika a także tego który covida miał i łagodnie go przechorowałem moge powiedzieć że covid ogólnie nie jest taki zjadliwy jak go malują.I nie mam zamiaru się szczepićWszystko zależy na jaki organizm trafi.A wspominając naszą sluzbe zdrowia która od zarania dziejów nie spełnia swoich powinności leczniczych wobec chorych którzy na nią łożą,stan zdrowia polakow jest fatalny.Poza tym podaje sie że teraz wszyscy którzy umarli a mieli styczność z cowidem że to on jest sprawcą.Jezeli ktoś jest przez lata nie leczony na cukrzyce,czy płuca,nerki wogóle na choroby ich organizm jest tak slaby że wystarczy,, byle co” by go wykończyć.Po za tym spoleczenstwo ma dośc już machloi NFZ oni już nie mają zaufania wśrod społeczeństwa gdzie ludzi traktuje się jak śmieci od których ważna jest tylko pobrana składka zwana zdrowotną.Gdyby NFZ i politycy cieszyli sie zaufaniem spoleczeństwa ludzie sami biegusiem szli się zaszczepić.

  5. „..przy całej sympatii dla ogromu poświęcenia jej kadry i codziennej frustracji, którą przeżywają hospitalizując masy niezaszczepionych ludzi z wszystkich grup wiekowych..”. Czy tylko niezaszczepieni chorują, takie mam krótkie pytanie?

  6. Co z przypadkami gdzie kilku znajomych miało powikłania, a pierwsze lub drugie słowa lekarza, to na pewno nie po szczepionce. Z dwie osoby osobiście mi odpowiedziały, że po zaszepieniu ciężko było i po dwóch miesiącach mówią, że dalej nie jest dobrze i że chyba już nigdy nie będzie. Czy ktoś podliczył ile to będzie kosztowało. Po niektórych szczepionkach powikłania wychodziły dopiero u ich dzieci. Można by jeszcze pisać, kto będzie chciał to zgłębi temat. Dla większości – poprawność polityczna

    1. Wiceprzewodniczącym Rady Federacja Przedsiębiorców Polskich jest Wiktor Janicki i jest on jednocześnie Prezesem AstraZeneca Pharma Poland. Czy nie widać tu jakiegoś „zbiegu okoliczności”.FPP postuluje o ograniczenie dostępności do miejsc i usług dla osób niezaszczepionych przeciwko COVID-19. Główni lekarze medialni w TV nie są tam pokazywani z przypadku. Tych z innym zdaniem zawiesza się, a programy TV (Pospieszalski) zdejmuje się z anteny.

  7. „mówienie przez niezaszczepionego, że należy mu się hospitalizacja za darmo, bo ktoś kiedyś od niego pobrał przymusowo składkę w realiach przedepidemicznych” – moim zdaniem właśnie na tym polegają ubezpieczenia: na pobieraniu składki i obietnicy pewnych świadczeń w razie zajścia niekorzystnego zdarzenia. Jak widać po półtora roku „epidemii” choroba wcale nie zwiększyła obciążeń (wskaźniki związane z hospitalizacjami znacząco SPADŁY w 2020 w Polsce).

    Ponadto w artykule w ogóle nie poruszono kwestii ewentualnego ryzyka odległych w czasie powikłań, a podniesiono do rangi jedynego argumentu doraźną skuteczność (a i to jest wątpliwe w obliczu mutacji) tych specyfików. Czy jeśli okaże się, że szczepionka jednak będzie powodować trwałe NOP u niektórych, to czy nie byłoby zasadne pobieranie dodatkowych składek od zaszczepionych, żeby mieć z czego finansować leczenie czy uśmierzanie tych niepożądanych skutków?

  8. „Jeśli szczepionka ma skuteczność 95% (redukcja tak zwanego ryzyka relatywnego), to próg odporności stadnej przy procesie szczepień wynosi 70,5% (67 procent podzielone na 0,95)”
    Niech będzie, ale:
    jeśli szczepionka ma skuteczność 100% (załóżmy) wówczas 67 procent podzielone na 100,0 da 67 procent. Zatem: wyższa skuteczność szczepionki to… niższy próg odporności stadnej? Ktoś może wytłumaczyć logikę tego dzielenia?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *