Sieroń: Ekonomiczne konsekwencje wojny

8 marca 2022 Ekonomia międzynarodowa komentarze: 2

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

  • Wojna jest jawnym naruszeniem prawa do życia, wolności i własności prywatnej – musi zatem zostać potępiona. Nie zmienia to faktu, że Ukraina ma jak najbardziej prawo do obrony, a odpowiedzialność za atak spoczywa na stronie rosyjskiej.
  • Działania wojenne przyniosą wielkie straty: dla Ukrainy, dla Rosji, dla Polski oraz całego świata.
  • Dla Ukrainy oznacza olbrzymią utratę kapitału ludzkiego i rzeczowego, a także załamanie produkcji i zakłócenie normalnego funkcjonowania gospodarki.
  • W Rosji obserwujemy kryzys walutowy. Ponadto sankcje oraz bojkot rosyjskiego rynku doprowadzą również do spadku produkcji.
  • W Polsce zachodzi istotna deprecjacja polskiego złotego. Wraz ze wzrostem cen ropy i gazu nasili ona tendencje inflacyjne.
  • Wzrost cen surowców podwyższy inflację konsumpcyjną również na świecie, doprowadzając również do spowolnienia gospodarczego.

Wojna na Ukrainie jest przede wszystkim katastrofą humanitarną. Jestem nią głęboko wstrząśnięty i mam nadzieję, że inwazja wojsk rosyjskich zostanie odparta. Po pewnych wahaniach, czy w takiej sytuacji pisać komentarz stricte ekonomiczny, uznałem, że Czytelnicy mogą być zainteresowani także tym aspektem wojny. Honorarium za tekst przekazuję Polskiemu Centrum Pomocy Międzynarodowej na wsparcie Ukrainy.

 1. Wprowadzenie

Wojna napastnicza jest jawnym zaprzeczeniem liberalizmu i libertarianizmu, do których odwołuje się w swojej działalności Instytut Edukacji Ekonomicznej im. Ludwig von Misesa. Jest ona przejawem skrajnej agresji naruszającej prawo do życia, wolności i własności prywatnej. Musi zatem zostać bezwarunkowo potępiona. Jak powiedział nasz patron (Rząd wszechmogący), „celem liberalizmu jest pokojowa współpraca wszystkich ludzi, jak również pokój pomiędzy narodami”.

Jednak okropieństwo wojny nie może prowadzić do całkowitego potępienia używania siły i przesłaniać to, że ofiara agresji ma prawo do obrony. Ponownie zacytuję tutaj Misesa (Ludzkie działanie, s. 244):

W świecie pełnym niepohamowanych agresorów i ciemiężycieli, bezwarunkowy pacyfizm jest tożsamy z bezwarunkową kapitulacją przed najbardziej bezwzględnymi prześladowcami.

Głosy sceptyczne pojawiające się u części komentatorów co do pomocy Ukrainie przez NATO można częściowo zrozumieć, mając w pamięci angażowanie się przez Stany Zjednoczone w obalanie rządów oraz w interwencje zbrojne na mocy fałszywych zarzutów o broni masowego rażenia. Jednak obecna sytuacja jest zgoła odmienna: suwerenna Ukraina została całkowicie bezpodstawnie zaatakowana przez wojsko rosyjskie[1]. Jak napisał Rothbard w artykule „War Guilt in the Middle East” (s. 21):

Libertarianie muszą zdać sobie sprawę, że powtarzanie jak papuga ostatecznych zasad nie wystarczy do radzenia sobie z prawdziwym światem. Tylko dlatego, że walczą ze sobą państwa, nie oznacza, że wszystkie strony są jednakowo winne. Wręcz przeciwnie, w praktycznie każdej wojnie, jedna strona jest o wiele bardziej winna niż druga, i ponosi odpowiedzialność za agresję, pęd do podboju itp. Aby jednak dowiedzieć się, która strona jakiejkolwiek wojny jest bardziej winna, musimy dogłębnie zapoznać się z historią tego konfliktu, a to wymaga czasu i wysiłku intelektualnego – a także ostatecznej woli, by opowiedzieć się po którejś ze stron i przypisać większy stopień winy jednej lub drugiej stronie.

2. Skutki dla Ukrainy

Wojna przyniosła za sobą śmierć dla kilkuset obywateli Ukrainy. Według najnowszych danych Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do Spraw Praw Człowieka z 7.03.2022 r. zginęło 406 cywilów, zaś 801 zostało rannych. Do tego należy doliczyć żołnierzy oraz ofiary z ostatnich dni. Ponad 2 mln Ukraińców wyjechało, co stanowi najintensywniejszą migrację w Europie od lat. Wszystko to oznacza olbrzymią utratę kapitału ludzkiego dla kraju.

Do tego należy dodać straty materialne. Rosyjscy żołnierze niszczą nie tylko sprzęt i infrastrukturę wojskową, ale bombardują także budynki mieszkalne oraz użyteczności publicznej. Niszczone są drogi oraz wysadzane są mosty[2].

Wreszcie, nie można zapominać o kosztach alternatywnych. Gospodarka została przestawiona na produkcję wojenną. Handel zagraniczny zamarł. Tak samo zresztą wszelka aktywność gospodarcza, poza produkcją niezbędnych dóbr i usług. Ludzie nie chodzą do pracy, ale bronią ojczyzny, uciekają albo chowają się w schronach i piwnicach.

Trudno oszacować na tym etapie straty gospodarcze, ale z powodu pandemii i lockdownów PKB Ukrainy spadło w 2020 r. o 4 proc. Obecnie gospodarczo mamy do czynienia z totalnym lockdownem obejmującym prawie całą gospodarkę plus olbrzymie straty w kapitale ludzkim i rzeczowym. Innym punktem odniesienia może być wojna w Syrii – według Banku Światowego, PKB Syrii w latach 2011-2018 spadało rocznie średnio o 12 proc.

3. Skutki dla Rosji

Agresor również ponosi straty w związku z wojną, zarówno ludzkie, jak i materiałowe. Rosja straciła już ponad 11 tys. żołnierzy[3], a do tego wiele sprzętu, który został zniszczony lub przejęty[4].

Do tego należy oczywiście dodać sankcje ekonomiczne. Objęto nimi prezydenta i najwyższe władze Rosji oraz wielu oligarchów, zamrażając ich aktywa, a także odcięto część rosyjskich banków od systemu SWIFT (mówi się o 70% sektora bankowego). Oznacza to znaczące utrudnienia dla rosyjskich podmiotów gospodarczych, jeśli chodzi o transakcje zagraniczne. Wprowadzono też zakaz eksportu do Rosji określonych towarów i technologii (uderzając zwłaszcza w sektor lotniczy), jak również zakazano lotów nad zachodnią przestrzenią powietrzną.

Co niezmiernie ważne, sankcje objęły też rosyjski bank centralny. Rosja przez lata zgromadziła potężne rezerwy walutowe, które miały wspierać rosyjską gospodarkę w czasie kryzysu. Okazały się one teraz nieprzydatne, bo zostały one po prostu zablokowane (amerykańska sekretarz skarbu Janet Yellen mówi, że zamrożono ok. połowy aktywów rosyjskiego banku centralnego)[5]. W konsekwencji zamrożenia rezerw rosyjski bank centralny nie mógł bronić rosyjskiej waluty, której kurs zanurkował z 75 do 110 rubli za dolara (czyli nastąpił ponad 45-procentowy krach – zob. wykres 1).

Choć sankcje są dotkliwe i powyżej oczekiwań, to jednak należy zauważyć, że efektywność sankcji w powstrzymywaniu autokratycznych reżimów jest ograniczona (o czym świadczą chociażby przypadki Korei Północnej, Kuby czy Wenezueli)[6]. Do tego nie wszystkie rosyjskie banki zostały odcięte od SWIFT, np. Sbierbank i Gazprombank nie zostały wyłączone z sankcji z powodu dostaw energii. Wreszcie trzeba zauważyć, że wzrost cen ropy i gazu jest korzystny dla Rosji. Wydaje się zatem, że radykalne uderzenie w rosyjską gospodarkę wymagałoby objęcia sankcjami surowców energetycznych.

Nie można zapominać o bojkocie konsumenckim i niekupowaniu produktów rosyjskich, wykluczaniu Rosji z wielu międzynarodowych organizacji oraz o prywatnych, oddolnych inicjatywach firm prywatnych, które wycofują się z rynku rosyjskiego en masse (lista takich przedsiębiorstw jest imponująca)[7]. Czynią to bądź z odruchu serca bądź pod presją opinii publicznej, co pokazuje suwerenność konsumentów na wolnym rynku[8] oraz to jak tenże wolny rynek wymusza moralne zachowania.

Wszystkie te sankcje ekonomiczne mogą spowodować poważną recesję w Rosji[9]. Szacunki wahają się od 7 do nawet 20-procentowego spadku PKB[10]. Załamanie kursu rubla ograniczy import, zakaz eksportu nowoczesnych technologii do Rosji i braki w zaopatrzeniu[11] oraz wycofywanie się firm z rosyjskiego rynku zahamują produkcję. Wzrost stóp procentowych ograniczy kredyt dla przedsiębiorstw, również oddziałując hamująco na inwestycje i produkcję. Ograniczenie handlu z Rosją, w tym odwrót od rosyjskiego gazu i ropy, spowoduje spadek przychodów i wzrost deficytu. Brak dostępu do finansowania zagranicznego zmusi rząd albo do radykalnego wzrostu podatków albo do kreacji pieniądza na pokrycie swoich wydatków, rozdmuchanych przez wojnę. Kryzys walutowy podaje również w wątpliwość chęć i zdolność Rosji do regulowania swoich zobowiązań zagranicznych. Rating kraju spadł już do poziomu śmieciowego, zaś bank centralny ogłosił, że wierzyciele będą spłacani w rublach po kursie wymiany obowiązującym w momencie dokonywania płatności, co oznacza zwrot tylko części należności.

4. Skutki dla Polski

Po pierwsze, wzrosło zagrożenie atakiem militarnym, a tym samym ryzyko inwestowania w Polsce. Okazało się bowiem, że Federacja Rosyjska jest państwem bardziej agresywnym niż dotychczas sądzono. Do tego wiele wskazuje na to, że Białoruś przestała być de facto niezależnym państwem, co implikuje, że Polska graniczy z Federacją Rosyjską na znacznie dłuższym odcinku niż obwód kaliningradzki. Za sprawą wojny na Ukrainie Polska stała się krajem przyfrontowym, co podwyższa premię za ryzyko. Tłumaczy to częściowo istotną deprecjację polskiego złotego względem dolara amerykańskiego czy euro (zob. wykres 2).

Po drugie, z powodu wojny na Ukrainie i wzrostu zagrożenia militarnego rząd ogłosił już zamiar zwiększenia wydatków na zbrojenia do 3 proc. w 2023 r., z perspektywą dalszego wzrostu w następnych latach. Być może wzrost funduszy na armię jest uzasadniony, ale rząd nie przestawił propozycji cięć wydatków na inne cele. Jako główne źródło finansowania wskazał Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, która ma powstać w Banku Gospodarstwa Krajowego. Rząd poprosił również Komisję Europejską o niewliczanie wydatków zbrojeniowych do deficytu budżetowego. Emitowanie obligacji przez BGK również będzie oznaczać obchodzenie reguł fiskalnych nałożonych na rząd centralny. Wszystko to oznacza wzrost deficytu budżetowego i długu publicznego z obecnego poziomu powyżej 56%, i generalnie kontynuację nieodpowiedzialnej i coraz mniej transparentnej polityki fiskalnej. Tymczasem pandemia i wojna na Ukrainie wyraźnie wskazują zasadność prowadzenia zrównoważonego budżetu, a nawet nadwyżek w dobrych latach, aby mieć przestrzeń fiskalną w trudniejszych okresach. Obecna sytuacja jasno pokazuje, że Polska potrzebuje raczej inwestycji niż kolejnych programów społecznych.

Po trzecie, wzrost cen surowców energetycznych oraz deprecjacja złotego implikują dalsze wzrosty inflacji CPI (słabszy złoty oznacza wzrost cen dóbr importowanych wyrażonych w polskiej walucie). A przecież w styczniu 2022 r., czyli jeszcze przed wybuchem wojny, roczna stopa inflacji konsumenckiej wzrosła, według wstępnych szacunków GUS-u, do ponad 9 proc., czyli niezwykle wysokiego poziomu (zob. wykres 3). Obecna sytuacja geopolityczna – wraz z planowanym wzrostem wydatków rządowych, które będą częściowo monetyzowane za pośrednictwem BGK – może pogłębić w krótkim terminie problem inflacji i opóźnić jej spadek.

Po czwarte, do Polski napłynęła bardzo duża liczba uchodźców. Według informacji Straży Granicznej od początku wojny do Polski napłynęło ponad 1,2 mln ludzi z Ukrainy. Ich przyjęcie w obliczu inwazji rosyjskiej jest imperatywem moralnym i jestem pełen najwyższego uznania dla Polaków, którzy – wbrew rządowym tezom o „systematycznej pomocy państwa” – praktycznie całkowicie oddolnie przyjęli pod swoje dachy Ukraińców i się nimi zaopiekowali w tym trudnym czasie. Zamiast liczyć w duchu etatystycznym na rząd, Polacy wzięli sprawy w swoje ręce, stając się – jak ujął to prezes IM, Mikołaj Pisarski – „humanitarnym supermocarstwem”. Hayekowski spontaniczny porządek pokazał się ze swej najlepszej strony, unaoczniając jednocześnie znaczenie społeczeństwa obywatelskiego oraz nieudolność rządu[12].

Tak duży napływ ludności w tak krótkim czasie może dodać krótkoterminową presję na ceny dóbr i usług konsumpcyjnych, choć biorąc pod uwagę relatywnie niewielkie zasoby pieniężne uchodźców nie spodziewałbym się zbyt istotnego efektu[13]. Raczej zmieniła się struktura wydatków polskich gospodarstw domowych, które – w niezwykłym przypływie miłosierdzia i szlachetności – postanowiły część swoich budżetów przeznaczyć na dobroczynność i wsparcie potrzebujących.

Wysuwane są też obawy o wpływ migrantów na finanse publiczne i rynek pracy. I choć w krótkim terminie wydatki rządowe na pomoc się zwiększą, to generalnie można się spodziewać stopniowego wejścia Ukraińców na rynek pracy. I znowu, w krótkim terminie możliwe jest pewne obniżenie płac pracowników najbardziej substytucyjnych do migrantów, jednak dostępne badania jasno pokazują brak negatywnego wpływu imigracji na płace w długim terminie[14]. Dotyczy to zarówno epizodu kubańskiego, jak również kryzysu syryjskiego. Zresztą Ukraińcy systematycznie napływają na polski rynek pracy od kilku lat, a płace rosną, zaś bezrobocie utrzymuje się niskie. Jak przekonująco argumentuje Bryan Caplan w książce Otwarte granice. Co nauka i etyka mówią nam o imigracji?, imigracja nie stanowi generalnie obciążenia dla finansów publicznych i jest korzystna dla kraju przyjmującego za sprawą wzrostu produkcji i produktywności krajowych pracowników. Oczywiście, imigracja humanitarna ma inny charakter od zarobkowej, choć nie zmienia to podstawowych wniosków, a raczej wzmacnia argumenty za tym, aby polski rząd umożliwił przybyłym jak najszybsze wejście na rynek pracy. Inną kwestią jest to, że większe problemy jak na razie generują powroty ukraińskich pracowników do swojego kraju, aby bronić ojczyzny.

Biorąc pod uwagę relatywnie niewielkie powiązania handlowe z Rosją, Białorusią i Ukrainą (udział tych trzech państw w polskim eksporcie to 5,6 proc., zaś w imporcie to niecałe 8 proc.), polska gospodarka nie powinna doświadczyć recesji[15]. Analitycy rewidują jednak swoje szacunki wzrostu PKB w tym roku z 4,5 proc. do 3-3,5 proc., głównie poprzez wzrost niepewności i spadek wydatków oraz wyższe ceny energii.

5. Skutki dla świata

Wielu analityków ostrzega przed poważnymi konsekwencjami wojny na Ukrainie dla światowej gospodarki. Takie pesymistyczne ostrzeżenia wydają się przesadzone na pierwszy rzut oka. Ostatecznie bowiem łączne PKB Rosji i Ukrainy nie przekracza 2 proc. światowego PKB. Dlaczego zatem wzrost gospodarczy miałby istotnie zwolnić?

Ekonomiści zwracają tutaj uwagę na to, że oba kraje są istotnymi producentami wielu surowców. Wytwarzają 60% światowego oleju słonecznikowego oraz odpowiadają za prawie 30% eksportu pszenicy. Ukraina jest także czołowym eksporterem kukurydzy, jęczmienia i żyta. Indeks żywności obliczany przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa wzrósł w lutym do rekordowego poziomu 140,7 (zob. wykres 4).

Do tego należy oczywiście dodać rosyjskie surowce energetyczne. Dostawy z Rosji odpowiadają za ok. 47 proc. importu gazu oraz ok. 25% ropy do Unii Europejskiej. Implikuje to silną zależność Europy od rosyjskiego kurka. Gdy zostanie on zakręcony przez jedną lub drugą stronę (certyfikacja Nord Stream 2 już została zatrzymana przez Niemcy), UE będzie musiała znaleźć innych dostawców. W konsekwencji ceny ropy (zob. wykres 5) oraz gazu silnie wzrosły, co z pewnością nie pomoże gospodarce europejskiej. Wzrost cen surowców może zatem zwiększyć inflację i spowolnić wzrost gospodarczy, a także doprowadzić do niestabilności w różnych regionach świata[16].

6. Podsumowanie

Wojna na Ukrainie jest humanitarną, jak również ekonomiczną katastrofą. Działania wojenne i emigracja oznacza olbrzymie straty w kapitale ludzkim i rzeczowym dla Ukrainy. Wojna toczy się na terytorium Ukrainy, ale również Rosja doświadcza gospodarczych strat, przede wszystkim ze względu na mniejszą wymianę handlową z innymi krajami, sankcje finansowe i kryzys walutowy. Najbardziej poszkodowani będą obywatele, którymi Kreml się jednak specjalnie nie przejmował nigdy. Światowa gospodarka ucierpi głównie z powodu zrywania połączeń gospodarczych z Rosją i wzrostu cen surowców. Również Polska odczuje wyższe ceny gazu i ropy, co może wzmocnić inflację konsumpcyjną. Do tego wzrosła premia za ryzyko i nastąpiła deprecjacja polskiej waluty, co również nasili inflację.

Patrząc bardziej globalnie, wojna w Europie może osłabić trendy globalizacyjne i zwiększyć podziały na świecie, nieco na wzór tych zimnowojennych, trwale podwyższając premię za ryzyko w naszym regionie. Można spodziewać się powszechnego wzrostu wydatków na zbrojenia. Gospodarka Rosji może długoterminowo tracić na znaczeniu. Obserwujemy też już odwrót od dotychczasowej polityki energetycznej forsowanej przez Niemcy. Ewentualny powrót do łask energii atomowej byłby jedną z nielicznych dobrych wiadomości. Polska korzysta również na przecenie certyfikatów na emisję CO2.

Wojna na Ukrainie jest kolejnym po pandemii koronawirusa niespodziewanym wydarzeniem, które pokazuje, że warto być przygotowanym na realizację różnych negatywnych scenariuszy. Warto zatem systematycznie oszczędzać oraz mieć zdywersyfikowany sektorowo i geograficznie portfel inwestycyjny.

Na koniec pozwolę sobie ponownie zacytować Misesa (Ludzkie działanie, s. 693, 701):

Gospodarka rynkowa wiąże się z pokojową współpracą. Rozpada się, gdy obywatele przeistaczają się w wojowników i walczą ze sobą, zaprzestając wymiany towarów i usług (…) Człowiek różni się od zwierząt tym, że dostrzega korzyści kooperacji w systemie podziału pracy. Powściąga wrodzony instynkt agresji, by współpracować z innymi ludźmi.

Miejmy nadzieję, że instynkt agresji u strony atakującej zostanie powściągnięty i wojnę zastąpi szybko pokojowa współpraca i gospodarka rynkowa.

 

[1] Albo – jak ujęłaby to Agnieszka Płonka – przez gang Putina.

[2] Minister infrastruktury Ukrainy Aleksander Kubrakow oszacował 7.03.2022 r. szkody w ukraińskiej infrastrukturze transportu krajowego, spowodowane inwazją Rosji, na ponad 10 mld dolarów.

[3] Dane mogą być zawyżone, gdyż ich źródłem jest ukraiński sztab generalny.

[4] Według ukraińskiej edycji Forbesa Rosja utraciła sprzęt wojskowy warty 3 mld dolarów.

[5] Gdy bank centralny trzyma rezerwy w dolarach czy euro, to nie ma w sejfie neseserów z banknotami, tylko posiada aktywa zagraniczne denominowane w dolarach czy euro. Te aktywa zostały zamrożone.

[6] Zob. https://www.piie.com/commentary/testimonies/evidence-costs-and-benefits-economic-sanctions oraz https://repub.eur.nl/pub/79414/On-target-Biersteker_Bergeijk-pp17-28.pdf.

[7] Na uwagę zasługuje decyzja firm Visa i Mastercard o zawieszeniu swoich kart w Rosji, co oznacza, że te wydane przez rosyjskie banki przestają działać poza granicami Rosji, a te zagraniczne przestają działać u rosyjskich sprzedawców, co pogłębi problemy finansowe Rosjan. Warto też wspomnieć o decyzji firmy Maersk, która ogłosiła zawieszenie wszystkich dostawy do i z Rosji drogą morską, powietrzną i kolejową, z wyjątkiem żywności i leków.

[8] Jak napisał Mises w Ludzkim działaniu (s. 234): „Kierowanie wszystkimi sprawami gospodarczymi w społeczeństwie rynkowym jest zadaniem przedsiębiorców. Oni nadzorują produkcję. Trzymają ster i kierują łodzią. Powierzchowny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że są to dowódcy. Tak jednak nie jest, gdyż muszą oni bezwarunkowo podporządkować się rozkazom kapitana. Kapitanem jest konsument”.

[9] Warto zauważyć, że skoro sankcje są wykorzystywane jako broń ekonomiczna, to protekcjonizm gospodarczy stanowi akt sabotażu ekonomicznego.

[10] W 2021 r. PKB Rosji wzrósł o 4,3 proc. i w tym roku miał wzrosnąć o kolejne 2 proc.

[11] Według doniesień prasowych sklepy w Rosji wprowadzają limity na zakup podstawowych produktów spożywczych.

[12] Jednak im dłużej trwa konflikt, tym początkowe zaangażowanie i chęć pomocy mogą wygasać.

[13] Warto zauważyć, że konieczność wymiany hrywien na polskie złote oznacza wzrost popytu na krajową walutę, co działa hamująco na jej deprecjację.

[14] Wynika to m.in. z tego, że imigranci są raczej komplementarni niż substytucyjni względem pracowników natywnych. Do tego w długim terminie wzrasta nie tylko podaż pracy, ale i popyt na nią. Więcej na ten temat można przeczytać w moim artykule sprzed kilku lat: https://kwartalnikrsk.pl/assets/rsk2-2016-siero%C5%84.pdf.

[15] Wszystkie prognozy są obarczone, rzecz jasna, dużą niepewnością, chociażby ze względu na to, że nie wiadomo, jak rozwinie się wojna na Ukrainie, ilu uchodźców zostanie w Polsce, jak bardzo wzrosną ceny energii itd. Dwa lata temu, gdy pandemia dopiero się zaczynała, nie spodziewałem się lockdownów i nie doszacowałem jej wpływu na PKB. Dlatego wolę być teraz ostrożny.

[16] Za jedną z przyczyn Arabskiej Wiosny podaje się wzrost cen żywności. Ostatnio widzieliśmy też protesty w Kazachstanie wywołane wzrostem cen gazu. Wzrosty cen surowców (np. ostatnie szalone wzrosty cen niklu) mogą też doprowadzić do kłopotów firmy wykorzystujące dane surowce w swoich procesach produkcyjnych.

foto: Arkadiusz Sieroń/Lwów 2012

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Arkadiusz Sieroń

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń jest doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest członkiem zarządu Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa oraz autorem książek Money, Inflation and Business Cycles: The Cantillon Effect and the Economy oraz Monetary Policy after the Great Recession: The Role of Interest Rates, a także autorem kilkudziesięciu publikacji naukowych. Jest stypendystą amerykańskiego The Ludwig von Mises Institute oraz zdobywcą 3. miejsca w The 6th International VERNON SMITH PRIZE for the Advancement of Austrian Economics.

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Sieroń: Ekonomiczne konsekwencje wojny

  1. Arkadiuszu,

    czy wobec złamania konkretnej umowy przez Zachód,
    w obliczu zaangażowania tegoż Zachodu w działania antyrosyjskie
    po stronie Ukrainy, oraz jawnego łamania przez ten ostatni kraj Porozumienia Mińskiego,
    określenia „wojna napastnicza” nie deformuje prawdziwej natury tego konfliktu.
    Przynajmniej w jego fazie początkowej.

    Ukłony

    1. 1. „Zachód” nie złamał żadnej umowy.
      2. „Zachodnie” działania „antyrosyjskie” polegały na dozbrajaniu ukraińskiej armii, ciągłym jej szkoleniu i informowaniu na temat zbliżającej się AGRESJI rosyjskiej. I teraz widzimy, że bardzo dobrze, iż to zrobiono, bo bez tego Ukraina byłaby dziś podbita przez rosyjskiego agresora.
      3. Status prawny porozumień mińskich jest kompletnie bez znaczenia dla faktu, że to jest wojna napastnicza. Przestań, człowieku, to kwestionować – wojska rosyjskie, czołgi i rakiety zostały wysłane na teren całego suwerennego kraju, chcą podbić stolicę niezależnego państwa poprzez krew cywilów, dokonują mordów na skalę masową, naruszając normy etyczne i prawne, a Ty zastanawiasz się, czy to jest wojna napastnicza?

      Kpisz czy o drogę pytasz?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *