Rapka: Co dalej z inflacją?

6 kwietnia 2022 Inflacja komentarze: 1

Autor: Przemysław Rapka
Wersja PDF

  • Pandemia koronawirusa sprowokowała państwa do nadmiernej kreacji pieniądza i pobudzenia konsumpcji;
  • Skutkiem tego jest obecna inflacja w Polsce;
  • NBP rozpoczął walkę z inflacją w drugiej połowie zeszłego roku, co miało doprowadzić do dezinflacji w tym roku;
  • Wojna na Ukrainie skutkuje szokami podażowymi i napływem uchodźców;
  • Przyjazd uchodźców prowadzi do pobudzenia konsumpcji, co przyczynia się do wzrostu cen;
  • Te szoki podażowe spowodują, że inflacja w najbliższym czasie wzrośnie pomimo wyhamowania wzrostu podaży pieniądza i najprawdopodobniej sięgnie wartości dwucyfrowych;
  • Szoki mają tendencję do wygasania, więc możemy zaobserwować falę przyspieszenia inflacji i następnie spadku dynamiki cen.

Wprowadzenie — inflacja do dziś

Póki co inflacja nie odpuszcza. Od niemal dwóch lat tempo wzrostu cen przyspiesza. Ten nieubłagany wzrost cen bardzo doskwiera mieszkańcom Polski i innych krajów zachodnich. Jeszcze przed pandemią inflacja była w Polsce wysoka. Początkowo pandemia obniżyła inflację, ponieważ obniżyła popyt i aktywność gospodarczą. Jednak według oficjalnych danych trwało to około roku — niestety później inflacja zaczęła gwałtownie przyspieszać, gdy tylko mieszkańcy Polski zaczęli wydawać pieniądze, które nagromadzili. Co więcej, gospodarkę dalej stymulowano w 2021 roku, pomimo powrotu konsumentów do na tyle normalnego życia, na ile pozwalała pandemia.

Wykres 1. Inflacja w Polsce od początku 2020 roku

Źródło: tradingeconomics.com

Patrząc na dane, widzimy że główny wskaźnik inflacji w lutym spadł z 9,4% do 8,5%. To wynika przede wszystkim z obniżki VAT. Niestety inflacja bazowa przyspiesza dalej — jej odczyt w lutym wyniósł 6,7%, a w styczniu 6,1%. Czyli nawet po wyłączeniu z koszyka cen żywności i energii, ceny w gospodarce dalej rosną niepokojąco szybko, a wzrost ten przyspiesza.

Wykres 2. Inflacja bazowa w Polsce od początku 2020 roku

Źródło: tradingeconomics.com

Wzrost inflacji wynika przede wszystkim z wcześniejszych działań ratunkowych banków centralnych i rządów, w tym rządu Polski. Po wybuchu pandemii Narodowy Bank Polski obniżył drastycznie stopy procentowe oraz rozpoczął skup aktywów, a rząd uruchamiał (i wciąż uruchamia) coraz to kolejne tarcze. Za każdym razem mają one ten sam charakter — pewna część społeczeństwa otrzymuje pieniądze z jakiegoś powodu. Ma to z jednej strony ulżyć ludziom, a z drugiej pobudzić aktywność gospodarczą, pobudzając wydatki.

Dynamika inflacji bazowej pokazuje nam, że za inflację nie odpowiada wyłącznie dynamika cen żywności i energii, ale również zmiany cen innych dóbr. Oprócz tego, za całość tego wzrostu cen nie można obarczyć szoków podażowych, ponieważ szoki te mają tendencję do wygasania w ciągu kilku miesięcy. Nie można też w pełni przypisać tej inflacji wpływowi zagranicy, ponieważ nie wszystkie regiony świata zmagają się z aż taką inflacją, jak Polska.

Można wskazać kilka czynników, które przyczyniły się do wzrostu inflacji w Polsce. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na wzrost popytu w kraju. Sprzedaż detaliczna w Polsce w 2021 roku znacząco przyspieszyła. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego tak prezentuje się dynamika sprzedaży detalicznej w 2021 roku. Widzimy, że sprzedaż detaliczna w ostatnim kwartale 2021 roku była wyższa o 10% niż w ostatnim kwartale 2020 roku.

Sprzedaż detaliczna w 2021 roku
Analogiczny kwartał roku poprzedniego = 100
I kwartał 101,2
II kwartał 114,4
III kwartał 106,1
IV kwartał 110

Tabela 1. Dynamika roczna sprzedaży detalicznej w 2021 roku

Źródło: stat.gov.pl

2021 był również rokiem o wyjątkowo silnej dynamice wydatków nominalnych w skali całej gospodarki — PKB nominalne wzrosło o 11,88%. Gdy spojrzymy na roczne zmiany nominalne PKB Polski w ostatnich latach, to zauważymy, że od dawna nie obserwowano tak mocnej dynamiki nominalnego PKB. Druga najwyższa wartość od 2013 roku to 8,09% w 2019 roku. Co również wskazuje na to, że popyt w polskiej gospodarce znacząco wzrósł (w końcu PKB obliczamy na podstawie sumowania wydatków). Podobnie kształtuje się dynamika konsumpcji, która w 2021 roku wzrosła 10,5%.

Rok Dynamika nominalnego PKB Dynamika konsumpcji
2021 11,88% 10,5%
2020 1,46% 2,05%
2019 8,09% 7,16%
2018 6,62% 6,41%
2017 6,78% 6,48%
2016 3,46% 3,31%
2015 5,25% 2,93%
2014 3,92% 2,7%
2013 1,43% 1,17%

Tabela 2. Roczna dynamika nominalnego PKB

Źródło: stat.gov.pl

To raczej nie zaskakuje. W końcu ceny dostosowują się do gotowości do płacenia przez konsumentów, więc zwiększony popyt ceteris paribus pcha ceny w górę. Ponieważ dostosowanie się podaży do znacznego wzrostu popytu wymaga czasu, to też można spodziewać się, że ten znaczny wzrost popytu przyczyni się do wzrostu cen w gospodarce.

Kolejne ważne czynniki wpływające na wysokość inflacji, to podaż pieniądza oraz stopy procentowe. Wzrost podaży pieniądza prowadzi do wzrostu popytu, a stopy procentowe wpływają na siłę waluty. Od stycznia 2020 roku do lutego 2022 roku podaż pieniądza M1 w Polsce wzrosła o 51%. Co więcej, NBP zwlekał z podniesieniem stóp procentowych, co przyczyniało się do osłabienia złotego, ponieważ przyczyniało się do słabego kursu walutowego, a niskie oprocentowanie lokat, obligacji i innych instrumentów zniechęcało do oszczędzania w złotówkach.

Wykres 3. Podaż pieniądza M1 w Polsce.

Źródło: tradingeconomics.com

Widać wyraźnie, że wzrost podaży pieniądza M1 przyspieszył w 2020 roku, a spowolnił pod koniec 2021 roku.

Co ciekawe, kraje azjatyckie nie mają takich problemów z inflacją, jak kraje zachodnie. Spójrzmy na inflację i zmiany podaży pieniądza paru wybranych państw: Korei Południowej, Chin, Japonii i Malezji. Poniższy wykres pokazuje stopy inflacji dla Korei, Chin i Japonii.

Wykres 4. Inflacja w Korei, Chinach i Japonii

Źródło: fred.stlouisfed.org

Kolejny wykres pokazuje inflację w Malezji.

Wykres 5. Inflacja w Malezji

Źródło: tradingeconomics.com

Co ciekawe, jeśli spojrzymy na wzrost podaży pieniądza M1 dla tych krajów, zauważmy, że im wyższy wzrost podaży pieniądza, tym wyższa inflacja w kraju. W Polsce, jak już wskazałem, podaż pieniądza wzrosła o 51% i inflacja jest najwyższa ze wszystkich wspomnianych krajów. Drugim z kolei krajem o najwyższej inflacji spośród wymienionych jest obecnie jest Korea, gdzie podaż pieniądza M1 wzrosła o 43,6%. Następna jest Malezja ze wzrostem o 30%. Potem Chiny i Japonia, gdzie podaż pieniądza M1 wzrosła odpowiednio o około 19% i 22%. Tak więc tylko w przypadku Japonii i Chin kraj o mniejszym wzroście M1 zanotował wyższą inflację, ale jest to różnica nieznaczna — w styczniu ceny w Chinach wzrosły o 1%, a w Japonii o 0,5%. To przesłanka za tym, że inflacja faktycznie jest zjawiskiem monetarnym i wzrost podaży pieniądza odpowiada za wzrost cen.

Jednak przed wybuchem wojny mogliśmy się spodziewać, że inflacja w najbliższych miesiącach zacznie zwalniać. Wynikać to miało z kilku czynników: parę ostatnich odczytów podaży pieniądza M1 pokazuje, że wzrost podaży pieniądza wyhamował w ostatnich miesiącach. Jednocześnie NBP podniósł stopy procentowe z poziomów niemal zerowych do poziomu powyżej 3% (w zależności do stopy procentowej). Dodatkowo NBP obecnie komunikuje, że obrali jastrzębi kurs, a sam prezes Glapiński powiedział, że jest „jastrzębiem na czele jastrzębi”. Te zmiany w polityce monetarnej same tworzą presję dezinflacyjną (czyli obniżającą inflację).

Do tego jeszcze rząd obniżył podatek VAT, co poskutkowało tym, że sprzedawcy byli w stanie natychmiastowo obniżyć ceny w sklepach. Widać to po ostatnim odczycie inflacji. Tak więc można było spodziewać się spadku inflacji w najbliższych miesiącach. Teraz niestety sprawy mają się nieco inaczej, ponieważ wybuchła wojna na Ukrainie. I niestety moje stanowisko jest znacznie bardziej pesymistyczne niż Mikołaja Pisarskiego z naszej fundacji, który dalej spodziewa się dezinflacji.

Co zmienia wojna na Ukrainie?

Z pewnością wszyscy domyślają się, że ta wojna za naszą wschodnią granicą zmienia bardzo dużo i tak faktycznie jest. Spróbuję wskazać nieco konkretniej, co zmienia, ponieważ ma to znaczenie dla dalszego przebiegu inflacji. Wojna niestety może przyczynić się do inflacji na trzy sposoby: 1) wzrostu popytu wewnętrznego w Polsce; 2) wzrostu cen nawozów; 3) spadku produkcji zbóż na Ukrainie i w Rosji; 4) wzrostu cen energii. Dwie z tych przyczyn to szoki podażowe, które wpłyną negatywnie na podaż żywności, natomiast wzrost popytu to po prostu nagły wzrost wydatków na dobra konsumpcyjne, których produkcja jeszcze nie wzrosła. Omówię krótko tutaj wpływ poszczególnych czynników.

Wzrost konsumpcji

Wzrost konsumpcji w Polsce wynika z dwóch źródeł: pomocy obywateli Polski oraz napływu uchodźców. Siłą rzeczy ci ludzie potrzebują tych środków do życia i słusznie im te środki zapewniamy. Oczywiście nie krytykuję pomocy uchodźcom — robimy to, co zrobić powinniśmy i akceptujemy tego konsekwencje. Jednak wciąż warto wiedzieć, jakie dokładnie będą konsekwencje tak wielkoskalowej pomocy i imigracji.

Dnia 23 marca 2022 r. liczba uchodźców w Polsce wynosiła 2,2 mln osób. Populacja Polski to 38 mln osób. Co oznacza, że liczba ludzi w Polsce wzrosła o niemal 6% w ciągu niecałego miesiąca! Ci ludzie potrzebują środków do życia, to oczywiste. Tak więc wzrośnie nam po prostu wewnętrzny popyt na dobra. Jednak ten popyt nie wynika z większych inwestycji, z którymi wiąże się większa produkcja. Nagle wzrasta liczba ludzi, którym już musimy zapewnić utrzymanie. Zakładając, że konsumpcja przeciętnego uchodźcy wyniesie połowę konsumpcji przeciętnego obywatela Polski, to oznacza, że w ciągu miesiąca rośnie nam konsumpcja o niemal 3%, a w miarę wkraczania na rynek pracy, będzie ona rosnąć dalej, gdy będą rosnąć dochody uchodźców. Tymczasem roczna dynamika konsumpcji według Dynamicznego Indeksu Konsumpcji wahała się od 2,9% do 5% rocznie w latach 2015-2019. Zakładając natomiast, że konsumpcja uchodźców w Polsce będzie taka sama, jak dotychczasowych obywateli Polski, to bardzo szybko ta konsumpcja wzrośnie o 6% — czyli w krótkim czasie konsumpcja wzrasta o tyle, ile wzrasta zwykle w ciągu roku. Ten wzrost wzmocni wcześniejszą tendencję wzrostową popytu, która przyczyniła się do wcześniejszej inflacji.

Produkcja nawozów przez Rosję

Według agweb.com Rosja odpowiada za 13% globalnej produkcji nawozów. Według danych Statista było to 8% globalnej produkcji. W każdym razie Rosja jest bardzo ważnym producentem nawozów. Dlatego informacja o tym, że chce wstrzymać eksport tych zasobów jest niepokojącą informacją, gdyż może wpłynąć na produkcję żywności na świecie.

Spadek eksportu nawozów z Rosji jest jeszcze gorszą informacją z tego powodu, że już od dłuższego czasu ceny nawozów rosną, a to ograniczenie eksportu jeszcze dodatkowo przyczyni się do wzrostu ceny nawozów. To z kolei przełoży się na wzrost kosztów produkcji płodów rolnych na całym świecie. Dotychczasowy trend wzrostowy cen nawozów dostanie dodatkowego paliwa.

Wykres 6. Indeks cen nawozów w Stanach Zjednoczonych, 01.2002-03.2022

Źródło: fertilizerpricing.com

Już teraz widać, jak bardzo ceny nawozów wzrosły tylko pod wpływem wojny. Ten trend wzrostowy może jeszcze trwać, ponieważ im dłużej wojna będzie trwać, tym później dojdzie do porozumienia z Rosją, więc koszty produkcji żywności będą rosły i szok podażowy wywołany zmianą kosztów produkcji żywności pogłębi się.

Produkcja zbóż przez Ukrainę i Rosję

Kolejny czynnik inflacjogenny, to mniejsza produkcja zbóż na Ukrainie i w Rosji. Te dwa kraje są ważnymi eksporterami zbóż. Jak podaje analityk banku ING, Ukraina i Rosja to ważni producenci kukurydzy, słonecznika oraz pszenicy. Szacuje, że oba kraje mają kilkunastoprocentowe udziały w produkcji zboża. Ukraina ma odpowiadać za 17% światowego eksportu kukurydzy, 12% światowego eksportu pszenicy oraz za 30% światowej produkcji słonecznika. Natomiast Rosja może odpowiadać nawet za 17% światowego eksportu pszenicy oraz 27% produkcji słonecznika. To są bardzo istotni gracze na tych rynkach.

Wojna oczywiście zaburzy proces upraw i zbiorów na Ukrainie, więc produkcja spadnie. Co więcej, niektórzy obawiają się, że eksport płodów rolnych z Rosji może znacząco spaść. Według danych prezentowanych przez przytaczanego już analityka ING, Ukraina na początku marca wyeksportowała około 75% planowanej ilości pszenicy wyhodowanej w latach 2021/2022 i 57% planowanej ilości kukurydzy. Natomiast Rosja wyeksportowała już 72% planowanej ilości pszenicy. Tak więc jeszcze dużo towarów miało zostać eksportowanych, ale prawdopodobnie nie zostaną, co przyczyni się do zmniejszenia dostępności żywności.

Można zwrócić uwagę na to, że ceny żywności nie rosną tak samo, jak ceny kontraktów futures na różne towary służące do konsumpcji żywności. Towary na rynkach towarowych, jak widać poniżej, potrafią zmieniać się znacząco, ale ceny żywności w sklepach nie zmieniają się w takim samym stopniu.

Wykres 7. Ceny zbóż na rynkach światowych a ceny żywności w Polsce, 2006-2017

Źródło: fred.stlouisfed.org

Powyższy wykres przedstawia roczną zmianę cen żywności w Polsce w latach 2006-2017 oraz wybrane ceny zbóż (soja, pszenica i kukurydza). Niemal płaska linia to wykres dynamiki cen żywności w Polsce. Jak widać, ceny żywności w Polsce zmieniają się w znacznie mniejszym stopniu, niż ceny zbóż na rynkach towarowych. Wysoka dynamika cen zbóż sama z siebie nie musi przekładać się na dramatyczne wzrosty cen żywności w Polsce. Obecnie nominalne ceny pszenicy jeszcze nie wzrosły do poziomów sprzed kryzysu z 2008 roku (a ceny realne tym bardziej).

Wykres 8. Ceny pszenicy 1990-2022

Źródło: fred.stlouisfed.org

Tak więc wzrost tych cen przyczyni się również do wzrostu inflacji. Niestety trudno jest ocenić, jak bardzo. Na pewno skala wzrostu cen żywności będzie znacznie mniejsza, niż skala wzrostu cen zbóż na rynkach światowych.

Wzrost cen energii

Ostatni czynnik inflacjogenny, jaki omówię, to wzrost cen energii pod wpływem spadku dostępności surowców energetycznych. Jak powszechnie wiadomo Rosja jest ważnym eksporterem surowców energetycznych. Zmniejszenie dostaw surowców energetycznych z Rosji do Europy oczywiście doprowadzi do wzrostu inflacji. Energia jest dobrem niespecyficznym — produkcja praktycznie wszystkiego wykorzystuje ropę, węgiel i gaz, ponieważ te zasoby służą do napędzania logistyki i dostarczania wszędzie energii elektrycznej. Z tego powodu wzrosty cen energii mogą być uciążliwe, gdyż dotkną wszystkie dobra.

Same dane również rysują ponury obraz. Cena ropy Brent (którą wykorzystuję tutaj jako przybliżenie cen ropy) jest na poziomach z okolic 2011-2013 roku, a konflikt może tę cenę pchnąć jeszcze bardziej w górę.

Wykres 9. Ceny ropy Brent 2000-2022

Źródło: tradingeconomics.com

Możemy pocieszyć się tym, że podobnie, jak w przypadku surowców rolnych, tak samo w przypadku surowców energetycznych ceny energii nie zmieniają się w takim samym stopniu, jak ceny surowców. Tak więc stopa inflacji nie osiągnie takiej wysokości, jak zmiana cen surowców energetycznych na rynkach towarowych. Mimo to wzrost cen energii potrafi być uciążliwy dla konsumentów i tak też będzie tym razem.

Jak te zmiany wpłyną na inflację?

Należy zastanowić się nad tym, jak te wydarzenia wpłyną na inflację — czy inflacja jeszcze przyspieszy i pozostanie na pewnym wysokim poziomie, czy może też efekt szoków podażowych wygaśnie za jakiś czas? To oczywiście zależy od tego, jak długo wojna potrwa, ale wydaje się, że bardziej prawdopodobny jest drugi wariant, czyli wygaśnięcie inflacyjnego wpływu tych szoków.

Zacznijmy od cen energii. Szoki podażowe surowców energetycznych mają tendencję do wygasania po paru kwartałach. Na przykład według Blindera i Rudda cena energii w Stanach Zjednoczonych w latach 70. pod wpływem szoku podażowego rosła przez jakieś osiem miesięcy i następnie wyhamowała[1]. Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale podobnie może być tym razem. Jednak efekty tego szoku odczujemy bardzo szybko. Z tego powodu prawdopodobne jest, że jeszcze w tym roku inflacyjny wpływ ograniczenia sprzedaży ropy do Europy przez Rosję powinien wygasnąć. Tak więc ta część inflacji, za którą odpowiada wzrost ceny ropy również może wygasnąć jeszcze pod koniec tego roku i wtedy możemy spodziewać się osłabienia dynamiki cen.

Wzrost cen energii z pewnością spotka się z reakcją państw na świecie. Być może Stany Zjednoczone poluzują regulacje i zwiększą wydobycie i przetwarzanie gazu i ropy. Podobnie na pewno postąpią inne państwa, które czerpią zyski z produkcji surowców energetycznych. Z tego powodu ceny energii mogą spaść, a przynajmniej wyhamować. Ten spadek cen może jeszcze nas zaskoczyć, ponieważ ceny surowców energetycznych mają tendencję do znacznych i gwałtownych zmian.

Z drugiej strony pojawia się kwestia żywności. Jej produkcja oczywiście wymaga czasu, więc również na odczucie w pełni wpływu zmian podaży żywności najpewniej poczekamy. Dlatego jest prawdopodobne, że wzrost cen żywności wynikający z ograniczenia podaży odczujemy później, niż wzrost cen energii. Nie zmienia to faktu, że te zmiany odczujemy. Ten inflacyjny wpływ żywności prawdopodobnie będzie utrzymywał się dłużej, ponieważ jej produkcja wymaga czasu. Czekając na zbiory, będziemy musieli zaakceptować, że żywności jest po prostu mniejsza podaż.

Z tych powodów ścieżka inflacji, którą przedstawia ostatnia projekcja przygotowana przez Narodowy Bank Polski wygląda na bardzo prawdopodobną — najpierw inflacja wzrośnie głównie z powodu cen energii, potem dojdzie wzrost z powodu zmian cen żywności.

Wykres 10. Projekcja inflacji przygotowana przez NBP

Źródło: Narodowy Bank Polski

Projekcja pokazuje, że inflacja przyspieszy aż do 12% w tym roku i następnie spadnie w kolejnym. Taki przebieg jest możliwy, bo jak wspomniałem wcześniej, najpierw inflację będzie pchać głównie wzrost cen energii, a następnie wzrost cen żywności. Biorąc pod uwagę to, co powiedziałem powyżej o tym, że szoki wygasają, to faktycznie inflacja ma szansę spaść w przyszłym roku. Jednak czy ten spadek będzie tak znaczny, jak wskazuje ta projekcja, to już jest trudne do określenia. Po drodze wiele może się wydarzyć, w tym kolejne szoki oraz nieodpowiedzialne decyzje rządów i instytucji państwowych o dalszym stymulowaniu popytu.

Problem budżetu a uchodźcy

Napisałem wyżej, że pomoc uchodźcom i przyjęcie ich w tak znacznej liczbie przyczyni się do inflacji w Polsce. Nie oznacza to, że są oni dla nas tylko obciążeniem. Przyjęcie uchodźców z Ukrainy jest dla nas problemem głównie w krótkim okresie, ponieważ to nie są tylko biedne dzieci, ale również dorośli, produktywni ludzie — pracownicy mniej i bardziej wykwalifikowani. Wśród nich są również różnego rodzaju specjaliści, jak np. lekarze. Więc nie martwiłbym się za bardzo tym, że przyjęcie uchodźców sprawi, iż na długi czas pogorszy się dostęp usług i dóbr dla Polaków i Polek[2].

Napływ siły roboczej w dłuższym okresie może pomóc nam załagodzić problemy budżetowe, z którymi się zmagamy. W jaki sposób?

Przede wszystkim ci ludzie chcą i potrzebują zarabiać. Będą więc wytwarzać PKB i dochody w gospodarce. Na skutek tego poszerzy się baza podatkowa — gospodarka odnotuje większe dochody, które zostaną opodatkowane. Już teraz do skarbu państwa będą napływać dodatkowe dochody, które pomogą zmniejszyć deficyt budżetowy. W połączeniu z dynamicznym wzrostem nominalnego PKB, jaki ostatnimi czasy odnotowuje Polska, ten efekt może być tym większy.

Oczywiście większa siła robocza w długim okresie doprowadzi do większej produkcji, a wzrost produkcji oczywiście prowadzi do spadku cen ceteris paribus. Tak więc możemy oczekiwać, że jeśli tylko uchodźcy zostaną w Polsce, to w długim okresie inflacjogenny wpływ napływu imigrantów będzie wygasał. Za to pozostanie ich pozytywny wpływ na nasz budżet. Natomiast niższy deficyt oznacza mniejsze ryzyko obniżenia stóp procentowych oraz monetyzacji długu. Tak więc pośrednio poprawa sytuacji budżetowej obniża inflację, gdyż umacnia walutę.

Może nie będzie spadków produkcji?

Dlaczego na początku artykułu napisałem, że ta wojna „może” przyczynić się do inflacji? Ponieważ większość z tych czynników — produkcja surowców energetycznych, nawozów i zbóż — może być niwelowana przez handel zagraniczny. Chcę jednak zaznaczyć, że możliwość szybkiego zniwelowania tych czynników to jest moja spekulacja, którą ciężko oprzeć na jakichkolwiek danych.

Mówiąc nieco jaśniej: Moce produkcyjne i wytworzone zasoby surowców, nawozów, żywności i produktów potrzebnych do ich wytwarzania nie znikają. Nie znika również zapotrzebowanie Rosji na dobra i zasoby, których sama nie wytwarza. Tak więc to, co może się zmienić, to odbiorca towarów z Rosji albo droga, jaką Rosja będzie sprzedawać te towary swoim dotychczasowym odbiorcom.

Obecnie rządy chętnie stosują ostrą retorykę i krytykują Rosję. Nie zmienia to faktu, że Rosja dalej dostarcza surowce energetyczne krajom zachodnim, w tym Polsce. Zapotrzebowanie na te dobra nie zniknęło. Tak samo nie zniknęła chęć Rosji do ich sprzedaży. Jest prawdopodobne, że teraz kto inny zakupi nawozy i zwiększy produkcję rolną. Być może zmieni się przede wszystkim to, kto produkuje płody rolne, a niekoniecznie wielkość produkcji. Takie przesunięcie produkcji sprawiłoby, że negatywny wpływ wojny na ceny żywności byłby krótkotrwały.

Z drugiej strony być może dalej Rosja będzie sprzedawać swoje dobra dotychczasowym odbiorcom. Dotychczasowi odbiorcy po prostu nie będą kupować bezpośrednio od Rosji, ale od państwa, które zakupi dobra od Rosji. Tak więc Europa w handlu z Rosją będzie wykorzystywała pośrednika. Myślę, że taka opcja jest prawdopodobna i możliwa, patrząc na to, że Rosja płaci odsetki od długu zagranicznego pomimo rzekomego wyłączenia systemu Swift. No cóż, skoro spłaca odsetki, to nie jest w pełni odcięta od systemu… Jak widać retoryka retoryką, ale pieniądze muszą się zgadzać. Mamy również informacje o tym, że Rosja dalej eksportuje zboża — myślę, iż ta informacja jest jakąś przesłanką, że jednak handel tymi surowcami z Rosją nie ustanie, co osłabi inflacjogenny wpływ zaburzeń na rynkach towarów rolnych i surowców energetycznych.

W przypadku energii Europa już stara się pozyskiwać surowce energetyczne od innych krajów. Nie przerwano również w całości dostaw ropy i gazu z Rosji, ponieważ na chwilę obecną Rosja jest ważnym dostawcą tych surowców dla Europy. Dlatego też Europa nie jest w stanie tak po prostu przestać kupować od Rosji zasobów energetycznych. Co więcej, surowce energetyczne są bardzo istotne dla nas, ale też dla Rosji — ich sprzedaż jest ważną częścią dochodów Rosji. Dlatego być może jakoś się państwa ze sobą dogadają w kwestii surowców energetycznych za plecami wyborców i wzrost cen energii będzie krótkotrwały.

Podobnie państwa mogą porozumieć się albo handel zagraniczny przeorganizuje się tak, aby zachód dalej mógł kupować dobra od Rosji, ale za pośrednictwem innych państw, które mają lepsze stosunki z Rosją. Jednak jak mówiłem, to jest spekulacja z mojej strony. Niestety wchodzą tutaj do gry czynniki polityczne, które obecnie są kompletnie nieprzewidywalne.

Podsumowanie

Obecna sytuacja sprawi, że oczekiwany przed wojną przez wielu analityków spadek inflacji nie nastąpi. Gwałtowny wzrost konsumpcji w Polsce oraz potencjalne szoki, które doprowadzą do wzrostu cen żywności i energii na świecie przyczynią się do wzrostu inflacji. Z tego powodu do spodziewanych spadków inflacji nie dojdzie w najbliższym czasie. Jednak szoki podażowe mają to do siebie, że ich wpływ wygasa po jakimś czasie i tak samo będzie w tym przypadku — za jakiś czas inflacyjny wpływ tych szoków osłabnie i inflacja powinna zacząć zwalniać pod koniec roku lub na początku następnego. Jak zwykle nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia o bankach centralnych, tak tym razem projekcja inflacji opublikowana przez NBP jest prawdopodobnym scenariuszem.

Niestety na koniec trzeba zwrócić uwagę na to, do prowadzenia jakiej polityki gospodarczej skłonią te szoki podażowe. Prawdopodobnie banki centralne będą zwlekać z normalizacją polityki monetarnej i podnoszeniem stóp procentowych, gdyż uznają, że za inflację odpowiadają ponownie zmiany podażowe. Natomiast rządy, aby chronić obywateli przed skutkami tej inflacji, uruchomią nowe tarcze i programy dopłat. To znaczy, że ponownie popyt będzie pobudzany i inflacja może być większa, niż wynikałoby to wyłącznie ze zmian po stronie podażowej. Te działania mogą skontrować dezinflacyjny wpływ wygasania szoków, więc obserwując inflację w przyszłości, należy również obserwować dalsze poczynania banków centralnych i rządów.

[1] Alan Blinder, Jeremy Rudd, The Supply-Shock Explanation of the Great Stagflation Revisited [w:] The Great Inflation. The Rebirth of Modern Central Banking, red. Michael Bordo, Athanasios Orphanides, The University of Chicago Press, Chicago 2013, s. 127.

[2] Nie rozwijam tego wątku, ponieważ analiza poszczególnych sektorów, jak budowlanego i medycznego, oraz omówienie, co się zmienia dla tych sektorów pod wpływem napływu migrantów nie jest tematem tego tekstu. Każdy z tych problemów wymaga osobnej analizy i spojrzenia na dane, do których jeszcze nie mamy dostępu.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Przemysław Rapka

O Autorze:

Przemysław Rapka

Absolwent finansów i rachunkowości na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Stypendysta, a obecnie współpracownik Instytutu Misesa. Aktywny uczestnik konferencji ekonomicznych i filozoficznych w Polsce i za granicą.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Rapka: Co dalej z inflacją?

  1. a jaka jest inflacja producencka w PL? zna ktoś …a nie te fałszywe dane typu inflacja bazowa, czy głupoty podawane przez nbp

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *