Ciszewski: Widmo inflacji krąży nad Polską i światem

25 czerwca 2022 Inflacja komentarze: 0

Autor: Mikołaj Ciszewski
Wersja PDF

Praca nagrodzona III miejscem w konkursie na esej Instytutu Misesa 2022.

Pierwsze dwa lata trzeciej dekady XXI wieku, nie były zbyt przychylne. Wybuch pandemii w marcu przysporzył wiele kłopotów. Przerwane łańcuchy dostaw, globalna inflacja, problemy z dostawą surowców energetycznych, a na horyzoncie powoli pojawia się kryzys żywnościowy.

Lecz nie tylko to wydarzyło się w tych dwóch latach. Dziś pewnie już nikt nie pamięta o takich wydarzeniach jak chociażby ogromne pożary lasów Australii, wycofanie się wojsk Stanów Zjednoczonych z Afganistanu i oddanie władzy w ręce Talibów, konflikty w: Górskim Karabachu, Tigraju, Jemenie, czy wiecznie trwający spór o Kaszmir.

Chcę tylko zaznaczyć, że różnego rodzaju kryzysy są z nami od wieków. Ludzie muszą nieustannie stawiać czoła swoim własnym trudnościom, które ich spotykają. Obecnie najbliższe Polakom są dwa kryzysy, wojna na Ukrainie oraz wysoka Inflacja. Z uwagi na temat eseju skupię się wyłącznie na tym drugim.

Zacznę od wyjaśnienia czym w ogóle jest ta inflacja. Według Wikipedii „Inflacja – proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce. Skutkiem tego procesu jest spadek siły nabywczej pieniądza krajowego.”[1]. Co na ten temat twierdzi przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomicznej? „To, co nazywają inflacją, jest, zawsze i wszędzie, wywołane głównie poprzez wzrost podaży pieniądza i kredytu. Prawdę mówiąc, inflacja jest właśnie wzrostem podaży pieniądza i wielkości kredytu.”[2] Można dostrzec pewną rozbieżność w obydwu teoriach, jedna twierdzi że wzrost cen i spadek siły nabywczej to inflacja, druga z kolei mówi iż inflacja to wzrost podaży pieniądza i wielkości kredytu, a to co obecnie nazywamy inflacją, w rzeczywistości jest skutkiem inflacji. Co więcej Hazlitt twierdzi też „…prawda jest taka, że inflacja została powołana do życia przez naszych przywódców, przez ich własną politykę monetarną i fiskalną. Obiecują nam zatem, że prawą ręką będą zwalczać to, co podają nam lewą ręką”[3]. Jest to dość wymowne. Dlaczego większość ludzi błędnie nazywa inflacją to co jest skutkiem inflacji? Moim zdaniem łatwiej jest wtedy zrzucić winę za spadek siły nabywczej waluty, na te „niewiadome, nagłe i niespodziewane” czynniki, które NA PEWNO nie zależą od władz. Ja natomiast będę używał słowa inflacja w znaczeniu takim jaki rozumie większość społeczeństwa (inflacja = wzrost cen i spadek siły nabywczej), ale cały czas będę wiedział czym tak naprawdę inflacja jest (wzrost podaży pieniądza i wielkości kredytu).

Dlaczego zatem ta inflacja jest obecnie na językach? Ponieważ dotyka nas wszystkich w większym bądź mniejszym stopniu. Jej ekstremalna odmiana zwana hiperinflacją jest zaraz obok wojny, klęski żywiołowej czy katastrofy humanitarnej jedną z największych tragedii jakiej mogą doświadczyć gospodarki. Osobiście ustanowiłbym ją piątym jeźdźcem apokalipsy, umieszczając ja zaraz po „Wojnie”, gdyż historia pokazuję, że wojna często poprzedzała hiperinflację. Nie trudno się temu dziwić, powszechnie wiadomo iż wojna jest przedsięwzięciem wyjątkowo kapitało-chłonnym, a nie ma łatwiejszego sposobu na pozyskanie pieniędzy by ją sfinansować niż dewaluacja pod przeróżnymi postaciami. Antyczne potęgi jak państwo miasto Ateny, czy jeszcze większa potęga Cesarstwo Rzymskie, upadły na skutek toczonych wojen, a w konsekwencji doświadczając hiperinflacji. Stolica demokracji prowadziła drogie wojny Peloponeskie, na finansowanie których pozyskiwano środki dewaluując istniejący ówcześnie pieniądz, władze zmniejszały ilość kruszcu w monetach. Jak powszechnie wiadomo kultura rzymska była oparta na kulturze greckiej podobieństwa widać niemal wszędzie, dlatego nie powinno dziwić, że Cesarstwo Rzymskie skończyło w ten sam sposób co wielkie Ateny. Prowadzenie drogich wojen, dewaluacja pieniądza, do tego ogromne podatki, co ciekawe zdawano sobie sprawę z inflacji i podatek progresywny, nałożony na posiadaczy ziemskich, pobierany był w naturze a nie w pieniądzu. Do tego do dzisiaj znane powiedzenie „chleba i igrzysk”, czyli przeróżne zapomogi i socjale. Warto zaznaczyć, że reforma Dioklecjana „edykt o cenach maksymalnych” z 301 roku, obligował, jak sama nazwa wskazuje, jakie maksymalne ceny mogą żądać sprzedawcy za swoje produkty.

Czyli inflacja w swoim najgroźniejszym stadium, hiperinflacji może dosłownie zniszczyć państwo, chyba najcięższy koszt dla gospodarki. Ale zatrzymajmy się na chwile przy sytuacji państwa niemieckiego po i Wojnie Światowej. Bo może okazać się, że koszt inflacji może być większy niż zniszczenie jednego tylko państwa. Znany na całym świecie austriacki akwarelista, walczył podczas Wielkiej Wojny jako starszy szeregowy po stronie niemieckiej. Przeżył ogromne okropieństwa związane z wojną, brał udział w i bitwie pod Ypres, czy bitwie nad Sommą. Powróciwszy do kraju po przegranej wojnie, doświadczył drugiej tragedii, hiperinflacji w Republice Weimarskiej. Owa sytuacja ogromnie zachwiała zaufaniem do instytucji liberalnych i banków (wielu bankierów było pochodzenia żydowskiego), oraz stworzyła podatny grunt dla radykalnych idei.

„Im dalej patrzysz w przeszłość, tym więcej możesz powiedzieć o przyszłości” Winston Churchill. Tak więc czy na podstawie wcześniejszych wydarzeń można było wywnioskować, że wojna, a później hiperinflacja spowodują dojście do władzy człowieka, który jest w stanie rozpętać konflikt na niewyobrażalną skalę? Napoleon Bonaparte, służył w armii Cesarstwa Francuskiego, rządzonego przez rozrzutną monarchie zadłużoną po uszy u zagranicznych bankierów, zmagało się z rewolucją, której skutkiem było obalenie klasy rządzącej i objęcie jej miejsca przez Dyrektoriat. Terror jaki zgotował nowy rząd był ogromny, gilotyny pracowały pełną parą. Jak można się domyślić, znowu na scenie występuje aktorka inflacja, w swojej najgorszej roli. Napoleon oczywiście uleczył Francję, a następnie doprowadził do wojny ogarniającą całą Europę.

Wróćmy teraz do tego co jest skutkiem inflacji, jest to ogólny wzrost cen. Sytuacja jest znośna w bogatych krajach, najgorzej mają najbiedniejsze społeczeństwa. Zgodnie z piramidą potrzeb Abrahama Maslowa, bazą są potrzeby fizjologiczne, te które zapewniają przeżycie. Według danych Eurostatu, średni Europejczyk wydaje na żywność około 14% swoich dochodów, w przypadku średniego Polaka jest to około 16%[4]. Jeśli więc ceny wzrosną, w tym żywność, prawdopodobnie zrezygnujemy z wydatków na potrzeby wyższego rzędu, aby sfinansować te najważniejsze.

Rysunek 1 Wydatki na żywność – źródło ec.europa.eu/eurostat

Ale co jeśli inflacja dotknie najbiedniejsze społeczeństwa? Bazując na danych z roku 2008 potencjalna ilość krajów, które mogą doświadczyć klęski głodu tylko przez sam wzrost cen produktów żywnościowych, jest ogromna. Tylko kraje zachodu nie wypadły źle w tych statystykach. Jeśli ceny żywności podwoją się w kraju bogatym, społeczeństwo przejdzie przez okres wysokich cen, najwyżej oberwie się politykom. Natomiast jeśli w kraju biednym ceny żywności się podwoją to jest ogromny problem. Należy pamiętać ze podstawowymi wydatkami są też te związane z mieszkaniem, energią i dojazdem do pracy, nie można z nich zrezygnować, a przez sam wzrost cen może się okazać, że ludzi nie będzie stać na poniesienie tych kosztów.

Rysunek 2 Procentowy wydatek rocznego dochodu na żywność – źródło www.ers.usda.gov

Na potwierdzenie, że te założenia nie są tylko na papierze, przytoczę Arabską Wiosnę. Wydarzenia określane tym mianem odbywały się w latach 2010-2012. Na poniższym wykresie przedstawiającym globalną inflację widzimy wystrzał w 2008 roku, gdzie wykres osiągnął niebotyczne 9% w skali globalnej (w Afryce Subsaharyjskiej było to 10,3%, a w Europie 4,21%)[5]

Rysunek 3 Światowa Inflacja – źródło www.macrotrends.com

Jak natomiast wyglądały ceny żywności? Buszel pszenicy po 12$[6]. Efekt? Ogromny wzrost wydatków na żywność, a w krajach w których te wydatki pochłaniały lwią część budżetu ludzi dosłownie nie było stać na życie, a jak już wiemy z historii, takie sytuacje mogą tworzyć grunt pod radykalne idee.

Rysunek 4 Cena za buszel pszenicy w dolarach – źródło www.macrotrends.com

Jak w najprostszy sposób można wyobrazić sobie skutki inflacji? Przytoczmy tutaj postać ojca ekonomii Frederica Bastiata i jego historyjkę o rozbitej szybie[7], ale wyobraźmy sobie, że to inflacja narobiła szkód. Poszkodowany musiał wydać pieniądze na szklarza aby mu wstawił nową szybę. Można rzec jakoby inflacja napędzała przemysł, który zarabia na szkodzie którą wyrządziła. Tak to prawda, ale z drugiej strony mieszczanin za pieniądze, którymi opłacił szklarza nie kupi sobie nowego płaszcza. Inflacja uderzyła w producentów płaszczów. i tak w rzeczywistości jest, inflacja uderza w jednych a innych nagradza, uderza w oszczędzających, gratyfikując zakredytowanych. Wyrządza szkody w oszczędnościach i dewaluuje pożyczki. Ale to nie wszystko. Nasz mieszczanin robiąc zakupy zauważył, że po kupieniu produktów pierwszej potrzeby nie stać go już na kupienie sobie jego ulubionego wina. w ten sposób obrywa producent win. To są ogromne uproszczenia w celu wizualizacji tego procesu.

Pragnę zwrócić uwagę na jedną rzecz inflacja nie zawsze wygląda tak, że płacimy więcej za te same produkty. Producenci stosując różnego rodzaju zagrywki próbują nami manipulować. Dlatego skutkiem inflacji jest płacenie tyle samo, ale otrzymywanie mniejszej ilości towarów. Jako przykład podam zmniejszające się opakowania. Butelki o pojemnościach 750ml-850ml. Waga produktu 450g. Ceny się nie zmieniają, ale w koszyku jakby ubyło trochę przedmiotów.

Świat przeszedł w latach 2007 – 2009 kryzys finansowy, podobnie my dzisiaj przeszliśmy przez kryzys związany z pandemią, zerwaniem łańcuchów dostaw, wojną na Ukrainie i czymś na kształt Zimnej Wojny 2.0. Różnica natomiast jest taka iż w 2008 roku inflacja światowa wyniosła 8,95%, w Stanach Zjednoczonych 3,84% a w Polsce 4,17%[8]. Natomiast dzisiaj inflacja w Stanach wynosi 8,5%[9], a w Polsce 11%[10]. Dlaczego inflacja dzisiaj jest tak wysoka? Czy kryzys obecny i ten z 2007 – 2009 roku są zupełnie inne?

Istotną sprawą jest to w jaki sposób zareagowały rządy na obydwa kryzysy. Przyjrzyjmy się reakcji Stanów Zjednoczonych, gdzie kryzys finansowy 2007 – 2009 się zaczął.

Rysunek 5 Baza monetarna US – źródło www.fred.stlouisfed.org

W roku 2008 bank centralny zwiększył skokowo bazę monetarną z 847 600 milionów dolarów do 1 712 000 milionów dolarów, jako walka z globalnym kryzysem. Jest to wzrost o 102%. Natomiast jako odpowiedź na globalny kryzys związany z pandemią bank centralny zwiększył bazę monetarną z 3 454 500 milionów dolarów do 6 413 200 milionów dolarów, wzrost o 86%. Dlaczego w takim razie taki wzrost cen dotyka nas teraz a nie w 2009 roku?

Przyjrzyjmy się jak wyglądała sytuacja agregatów pieniężnych M1 i M2.

Rysunek 6 agregat pieniężny M1 US – źródło www.fred.stlouisfed.org

Zarówno agregat M1 oraz M2 w 2008 roku utrzymywały swój wykładniczy ruch. W zasadzie nie występowały większe ruchy. Natomiast w 2020 roku zwiększono podaż pieniądza także w tych agregatach, czego nie zrobiono w 2008 roku.

Rysunek 7 agregat pieniężny M2 – źródło www.fred.stlouisfed.org

Cała ilość nowego pieniądza w 2008 i 2009 roku została zatrzymana w rezerwach banków w celu utrzymania ich płynności. Gotówka nie trafiła wtedy na rynki i w gospodarkę. Czy kwestia podejścia do kreacji pieniądza w odpowiedzi na kryzys będzie podobna dla Polski?

Otóż ku wszelkiemu zdziwieniu sytuacja wygląda identycznie.

Rysunek 8 Podaż pieniądza w Polsce – źródło www.bankier.pl

Również polskie władze monetarne dosłownie zasypały gospodarkę pieniądzem, ale nie tylko samym dodrukiem. W 2020 Rada Polityki Pieniężnej zredukowała stopy procentowe niemal do zera. „Helicopter money”, ujemne realne stopy procentowe to jest to co odróżnia te dwa kryzysy od siebie.

Rysunek 9 Stopy procentowe a inflacja w Polsce – źródło www.strefainwestorów.pl

Rządy nie podjęły wyłącznie „akcji finansowej”, globalny lockdown jest czynnikiem odróżniającym obecny kryzys od tego z lat 2008-2010. Zerwane łańcuchy dostaw oraz uzależnienie energetyczne niemal całej Europy od jednego dostawcy, który w każdej chwili może przestać przesyłać surowce niezbędne do przetrwania. Czy można powiedzieć, że te dwie sytuacje wpłynęły na inflację? Jeśli za definicję inflacji przyjmiemy tą Hazlitta „To, co nazywają inflacją, jest, zawsze i wszędzie, wywołane głównie poprzez wzrost podaży pieniądza i kredytu. Prawdę mówiąc, inflacja jest właśnie wzrostem podaży pieniądza i wielkości kredytu.”[11], to nie możemy za obecną sytuację obwinić utrudnionych dostaw oraz brakach w dostawach surowców energetycznych. Jeśli jednak przyjmiemy, że inflacja = wzrost cen, to swoją cegiełkę rzeczywiście te dwie sytuacje dołożyły.

Zacznijmy od sprostowania. Według Misesa „Nigdy nie powinniśmy wątpić, że transport osób, dóbr i informacji stanowi część procesu produkcji o tyle, o ile nie przedstawia działalności konsumpcyjnej, jak np. przejażdżki samochodowe”[12]. Tak więc transport jest środkiem produkcyjnym, tak samo jak energia używana jest w procesie produkcji. Jeżeli więc cena, jednej składowej wzrośnie, to finalny koszt wytworzenia dobra również. Transport i energia są niezastępowalnymi ogniwami w łańcuchu produkcyjnym.

Wiemy już czym inflacja jest, przeanalizowaliśmy możliwe przyczyny jej wystąpienia w obecnych czasach, jednak nie są to najważniejsze zagadnienia. Najbardziej istotnym aspektem dotyczącym inflacji jest, jak się przed nią bronić? Czy mam szanse z nią wygrać, a jeśli tak to w jaki sposób.

I tutaj też najważniejsza jest edukacja. Cytując Warrena Buffeta „Wall Street to jedyne miejsce, do którego jedni przyjeżdżają rolls royce’ami, aby zasięgać porad u tych, którzy podróżują metrem.”. Dość celne spostrzeżenie. Nikt lepiej nie zarządza naszymi pieniędzmi poza nami samymi.

Szybka porada dla zakredytowanych. W trakcie wysokiej inflacji, gdzie realne stopy procentowe nadal są ujemne, nie nadpłacaj kredytu. Pozwól mu się zdewaluować, a nadmiar gotówki odkładaj na budowanie poduszki finansowej, oszczędności. Zajmijmy się teraz ochroną tych oszczędności. Musimy mieć świadomość, że istnieją różne klasy aktywów, a te różne klasy aktywów zachowują się inaczej w zależności od otoczenia inflacyjnego.

Rozprawmy się na początku z „najlepszymi obligacjami” (tj. indeksowanymi inflacją) oraz lokatami bankowymi. Tutaj sprawa jest banalnie prosta. Przy zakupie obligacji skarbowych indeksowanych inflacją na pierwszy rok dostajemy śmieszne odsetki w wysokości 2,30% (dla 4 letnich) lub 2,70% (dla 10 letnich)[13] po pierwszym roku tracimy około 8%. Później może wydawać się, że jest lepiej. Jest to błędne przekonanie. Owszem dostajemy 1%+inflacja w kolejnych latach (dla 4 letnich) lub 1,25%+inflacja (dla 10 letnich) ale jest to inflacja CPI, która nie oddaje rzeczywistych wzrostów cen. Inflacja rzeczywista jest wyższa niż inflacja CPI. Do tego nie zapominajmy o podatku belki od zysków kapitałowych wynoszący 19%. Podatku tego nie zapłacimy jeśli będziemy nabywać nasze obligacje przez np. IKE (Indywidualne Konto Emerytalne), pod warunkiem że oszczędności wypłacimy po 60 roku życia. Pragnę tylko przypomnieć o sytuacji z OFE i jak kończy się trzymanie naszych pieniędzy przez państwo. Najlepsze lokaty natomiast zapłacą nam 3,5% odsetek (od tego musimy odjąć podatek belki) więc nawet nie będę poruszał tego tematu. Obligacje skarbowe indeksowane inflacją i lokaty gwarantują nam stratę. Podczas wykupienia przed terminem zapadalności tracimy lwią część „zysku”.

A jak wygląda sytuacja na aktywach postrzeganych jako bardziej ryzykowne, akcjach. W latach 1972-1983 był w stanach okres wysokiej inflacji[14]. Indeks Dow Jones w tym okresie zachowywał się następująco.

Rysunek 10 Wykres indeksu Dow Jones – źródło www.macrotrends.com

Nominalnie nie odnotowaliśmy straty, co się jednak stanie jak wprowadzimy poprawkę inflacyjną.

Rysunek 11 Wykres indeksu Dow Jones uwzględniając inflację – źródło www.macrotrends.com

Tak więc akcje, nawet największych amerykańskich spółek o stabilnej pozycji, gwarantowały nam stratę, nominalnie jej nie odczuliśmy, ale inflacja pożarła część kapitału.

Inflacja powoduje ogólny wzrost cen niemal wszystkich aktywów materialnych. Ludzie od tysiącleci używają złota jako środka wymiany, metal ten był także używany w celu oszczędzania kapitału. Dlaczego dziś miałoby być inaczej? Przyjrzyjmy się zatem temu „barbarzyńskiemu reliktowi”. W analogicznym okresie, złoto wybiło z ceny 36,56$ za uncję w 1971 by w styczniu 1983 osiągnąć cenę 482,76$ za uncję.

Rysunek 12 Wykres ceny złota – www.macrotrends.com

Należy też zaznaczyć, że od roku 2008 banki centralne systematycznie powiększają swoje rezerwy złota.

Rysunek 13 Rezerwy złota banków centralnych – źródło www.incrementum.li

W ramach ciekawostki, przedstawię jak prawdziwy pieniądz utrzymuje swoją siłę nabywczą. Okres, który będziemy analizować ma blisko 100 lat. Ford model T w momencie kiedy został zaprezentowany i udostępniony do sprzedaży kosztował 850$. Jednakże po kilku latach produkcji jego cena osiągnęła przedział między 400$ a 300$. W przeliczeniu na złoto, które w tamtym czasie kosztowało 19,25$ wynika, że za forda musieliśmy zapłacić ekwiwalent 18.5 uncji złota. Złoto obecnie kosztuje około 1900$ za uncję, 18,5 daje nam zatem 35 150$. Skonfigurujmy teraz bazowy model Forda, mając do dyspozycji taką ilość złota. W takim wypadku stać nas nawet na dużego SUVa, Forda Explorera i zostanie nam niecałe 2000$ na wyposażenie.

Rysunek 14 Konfigurator samochodów marki Ford – źródło www.shop.ford.com

W 1915 roku za 18,5 uncji złota mogliśmy sobie pozwolić na nowy samochód i tak samo jest obecnie. W odniesieniu do pojazdów złoto utrzymało swoją siłę nabywczą, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zyskał siłę nabywczą ponieważ samochody obecnie są bezpieczniejsze, szybsze, bardziej niezawodne.

Sprawdźmy teraz relację złoto – nieruchomości. Posłużymy się danymi historycznymi zawartymi w książce „Mortgage on Homes” zapisaną przez Departament of Commerce. Średnia cena domu dla Stanów Zjednoczonych wynosiła 4938$. W przeliczeniu na złoto, które w 1920 roku kosztowało 20,69$[15] daje to około 239uncji złota.

Rysunek 15 Ceny nieruchomości – źródło Departament of Commerce

Dla roku 2021 średnia cena domu wyniosła 453 700$. W przeliczeniu na złoto które w 2021 kosztowało średnio 1798,89$ otrzymamy 252 uncje złota. Natomiast w roku 2020 średnia cena domu wynosiła 391 900$[16] co w przeliczeniu na złoto po ówczesnym kursie daje 230uncje złota. W stosunku do nieruchomości złoto również utrzymało swoją siłę nabywczą, a też należy zaznaczyć, że i współczesne domy są bardziej nowoczesne niż te budowane 100 lat temu.

Inflacja obecnie dotyka każdego z nas w większym bądź mniejszym stopniu. Tylko od nas zależy jak się zachowamy, czy będziemy obwiniać „chciwych prywaciarzy” za wyższe ceny, czy dzięki edukacji zrozumiemy, że prawdziwy winowajca to ten sam podmiot, który wydaje się tak gorliwie z nią walczyć.

 

Literatura i źródła

  1. Henry Hazlitt „Inflacja wróg publiczny nr 1”
  2. Frederic Bastiat „Co widać i czego nie widać”
  3. Ludvig von Mises „Teoria pieniądza i kredytu”
  4. Michael Maloney „Jak inwestować w złoto i srebro”
  5. Departament of Commerce „Mortgage on Homes”
  6. europa.eu/eurostat
  7. ers.usda.gov
  8. macrotrends.com
  9. fred.stlouisfed.org
  10. bankier.pl
  11. strefainwestorów.pl
  12. obligacjeskarbowe.pl
  13. incrementum.li
  14. statista.com
  15. Opracowania GUS

 

[1] www.wikipedia.pl

[2] Henry Hazlitt „Inflacja wróg publiczny nr 1”

[3] Henry Hazlitt „Inflacja wróg publiczny nr. 1”

[4] Dane na podstawie opracowań Eurostatu

[5] www.macrotrends.com

[6] www.macrotrends.com

[7] Frederic Bastiat „Co widać i czego nie widać”

[8] Dane z www.macrotrends.com

[9] Dane www. tradingeconomics.com

[10] Dane GUS

[11] Henry Hazlitt „Inflacja wróg publiczny nr 1”

[12] Ludwig Von Mises „Teoria pieniądza i kredytu”

[13] Dane z www.obloigacjeskarbowe.pl

[14] www.macrotrends.net

[15] www.macrotrends.com

[16] www.statista.com

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Mikołaj Ciszewski

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *