Rockwell: Odwaga moralna a szkoła austriacka

4 lipca 2022 Etyka komentarze: 0

Autor: Llewellyn H. Rockwell Jr.
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jakub Konończuk
Wersja PDF

Niniejszy esej powstał na odstawie mowy wygłoszonej w George Mason University Economics Club dziewiątego września 2009 roku.

Gdy nadciągnie kryzys, większość ekspertów i intelektualistów zawsze jest zaskoczona. Wynika to z faktu, że nigdy nie przyswoili oni lekcji Bastiata o tym, że powinniśmy zaglądać pod powierzchnię, aż do niedostrzegalnych wymiarów ludzkiego działania po to, aby móc zobaczyć całą rzeczywistość gospodarczą. Nie wystarczy jedynie z oddalonej pozycji obserwować punkty na wykresie idące raz w górę, raz w dół, uśmiechając się gdy idą w górę, zaś marszcząc czoło gdy idą w dół. Na tym właśnie polega nihilizm ekonomicznych statystyków, którzy nie wykorzystują teorii, nie zauważają przyczyn i skutków i nie rozumieją dynamiki w historii ludzkości.

Tak długo jak wykresy szły w górę, wszyscy myśleli, że system gospodarczy jest w dobrym stanie. Podobnie jak w latach dwudziestych. Przez całą historię zawsze wyglądało to w ten sposób. Nie inaczej jest i dzisiaj. Giełda idzie w górę –  więc z pewnością musi to być znak dobrego stanu gospodarki. Jednak powinno się zwrócić uwagę na fakt, że najlepsze wyniki giełdowe na świecie odnotowało w 2007 roku Zimbabwe, które obecnie jest przykładem spektakularnego gospodarczego upadku.

Z powodu panującej tendencji patrzenia na powierzchnię, zamiast szukania leżącej pod nią rzeczywistości, teoria cyklu koniunkturalnego przez dziesięciolecia była źródłem wielu nieporozumień. Zrozumienie teorii wymaga spojrzenia poza dane aż do struktury produkcji i jej ogólnego stanu. Wymaga to abstrakcyjnego myślenia i rozumienia relacji między kapitałem a stopą procentową, pieniędzmi a inwestycjami, prawdziwymi a fałszywymi oszczędnościami i gospodarczym wpływem banku centralnego oraz iluzji, które on tworzy. Nie można uzyskać tych informacji patrząc na pasek z liczbami biegnącymi u dołu telewizora.

Gdy przyjdzie kryzys, za każdym razem jest to zupełne zaskoczenie, zaś ekonomiści od razu wyznaczają sobie zadanie stworzenia planu, który mógłby zaradzić problemowi. Właśnie w tym momencie na scenę wchodzi surowy keynesizm. Państwo zaczyna wydawać pieniądze, a kiedy ich zabraknie – dodrukowuje. Bezrobotnym wypłaca się zasiłek. Próbuje się ratować upadające gałęzie przemysłu. Ogólnie rzecz ujmując, zaprzęga się sektor publiczny do wszelkiego rodzaju wymian, aby utrzymać gospodarkę na powierzchni.

Bycie austriackim ekonomistą oznacza wygłaszanie niepopularnych opinii

Austriacy proponują inne podejście, takie, które bierze pod uwagę najważniejsze cechy fazy boomu. Zwracają uwagę na istnienie bańki przed jej pęknięciem, a kiedy pęknięcie nastąpi, austriacy opowiadają się przeciw pompowaniu kolejnej bańki czy podtrzymywaniu nieefektywnej produkcji i planów.

Pod koniec lat dwudziestych i na początku trzydziestych austriacy byli zmuszeni wciąż na nowo tłumaczyć swoje rozumienie cyklu koniunkturalnego. Okres ten wiązał się z początkiem pozytywizmu w ekonomii, metody, która zakłada, że tylko to co widoczne na powierzchni jest naprawdę istotne. Dlatego też austriakom było znacznie trudniej proponować wyjaśnienia, które były bardziej zniuansowane. Byli niczym naukowcy próbujący porozumieć się z plemiennymi szamanami.

Podobnie wygląda to dzisiaj. Austriacki sposób rozumowania o depresji gospodarczej wymaga myślenia na więcej niż jednym poziomie, jeśli chce się dojść do prawdy. Inni ekonomiści są natomiast skłonni do szukania bardziej oczywistych wyjaśnień i nawet jeszcze bardziej oczywistych rozwiązań, nawet jeśli w istocie niczego one nie wyjaśniają, ani też nie rozwiązują.

Wszystko to umiejscawia austriaków w interesującej pozycji wewnątrz kultury intelektualnej w dowolnym miejscu i czasie. Muszą oni zawsze iść pod prąd. Muszą mówić rzeczy, których inni nie chcą usłyszeć. Muszą być gotowi na bycie niepopularnymi, społecznie i politycznie. Myślę tutaj o ludziach takich jak Benjamin Anderson, Garet Garrett, Henry Hazlitt, a w Europie L. Albert Hahn, F. A. Hayek i przede wszystkim Ludwig von Mises. Poświęcili oni karierę i sławę, aby pozostać przy prawdzie i mówić to, o czym chcieli mówić.

Na późnym etapie życia, podczas wykładu dla grupy studentów ekonomii, Hayek poruszył temat wyborów moralnych, jakie ekonomista musi podjąć. Powiedział, że bardzo niebezpiecznym dla ekonomisty jest szukanie sławy i bogactwa oraz pracowanie blisko politycznego establishmentu z tej prostej przyczyny, że z doświadczenia Hayeka wynika, że najważniejszą cechą dobrego ekonomisty jest odwaga do wypowiadania niepopularnych opinii. Jeżeli cenisz swoje stanowisko i przywileje bardziej niż prawdę, będziesz mówił to, co ludzie chcą usłyszeć, a nie to, co powinno zostać powiedziane.

Odwaga w wypowiadaniu niepopularnych opinii charakteryzowała całe życie Ludwiga von Misesa. Dzisiaj jego imię jest znane na całym świecie. Każdego miesiąca i tygodnia powstaje wiele dzieł i wykładów upamiętniających jego pracę. Jego książki wciąż sprzedawane są w ogromnych ilościach. Jest sztandarowym przykładem nauki w służbie ludzkiej wolności. Szczególnie po wydaniu napisanej przez Guido Hülsmanna biografii Misesa, uznanie dla jego odwagi i szlachetności wzrosło.

Co czyni Misesa wyjątkowym

Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze tak było i wcale nie musiało tak być. Na nieśmiertelność swojego imienia Mises zasłużył, podejmując w trakcie swojego życie kolejne moralne decyzje. Gdybyście zapytali o tego człowieka kogokolwiek w latach 1925-1960, okresie jego największej aktywności, większość odpowiedziałaby, że Mises jest odklejony, staroświecki, zbyt doktrynerski, zacietrzewiony, niechętny rozwijaniu profesji, przywiązany do przestarzałych idei i sam dla siebie jest najgorszym wrogiem. Nazywano go „ostatnim rycerzem liberalizmu”, aby wzbudzić skojarzenia z Don Kichotem. Kiedy Uniwersytet w Yale zastanawiał się, czy powinien opublikować Ludzkie Działanie, większość ludzi była zdania, że książka ta nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego, ponieważ jest już dawno nieaktualna. Jedynie dzięki interwencji Fritza Machlupa i Henry’ego Hazlitta zgodzono się na jej publikację.

Mises był wtedy równie nieugięty jak przez resztę swojego życia i pozostał takim aż do śmierci. Podjął moralną decyzję, aby nie ulegać ówczesnym trendom.

Zanim zagłębię się dalej w zagadnienie wyborów, chciałbym opowiedzieć o jeszcze jednym człowieku, który żył w czasach Misesa. Nazywał się Hans Mayer. Urodził się w 1879 roku, dwa lata przed Misesem. Umarł w 1955.

Kiedy Mises pracował w izbie handlowej (odmówiono mu bowiem posady na Uniwersytecie Wiedeńskim), Mayer pracował na uczelni jako jeden z trzech profesorów, razem z socjalistą Othmarem Spannem i hrabią Degenfeldem-Schonburgiem.

Na temat Spanna Mises napisał, że „nie naucza on ekonomii. Zamiast tego, głosi narodowy socjalizm”. Na temat hrabiego Mises napisał, że był on „słabo zaznajomiony z zagadnieniami ekonomii”.

To Mayer był najbardziej wyróżniającą się osobą. Nie był on jednak oryginalnym myślicielem. Mises napisał, że jego „wykłady były mierne, a seminaria niewiele lepsze”. Mayer napisał tylko kilka esejów. Jednakże jego główne pole zainteresowań nie miało nic wspólnego z teorią ani ideami. Jego celem była akademicka władza w obrębie poszczególnych wydziałów i w obrębie zawodu.

Ludzie spoza świata akademickiego mogą nie zrozumieć, co to oznacza. Jednak ci żyjący w świecie akademickim dobrze wiedzą, o co chodzi. Na każdym wydziale są ludzie, którzy są zdolni do ogromnego wysiłku, aby dokonać choćby najmniejszego postępu w swojej karierze. Jaka jest stawka? Niezbyt wielka. Jak jednak wiemy, im mniejsza stawka, tym bardziej zażarta o nią walka.

Wśród możliwych nagród znajdują się lepsze tytuły, wyższe pensje, możliwość ustanowienia bardziej preferowanych godzin pracy, możliwie maksymalne ograniczenie papierkowej roboty, dostanie lepszego gabinetu z wygodniejszą sofą, wyrobienie znajomości wewnątrz zawodu i, co najlepsze, możliwość wykorzystania tego wszystkiego w relacjach z innymi: bycie w stanie ograniczenia wpływu swoich wrogów, a zwiększenia swoich przyjaciół w taki sposób, aby ludzie ci stali się zupełnie podporządkowani.

Praca dla państwa oferuje nawet większe możliwości: bycie bliżej polityków, przedostanie się do układu, w którym służy się jako ekspert piszący ustawy lub osoba biorąca udział w uchwalaniu prawa, składanie zeznań przed kongresem, bycie wzywanym przez media głównego nurtu, aby komentować problemy kraju i tak dalej. Nie chodzi tu o rozwój idei, ale o samorozwój w czysto zawodowym sensie.

Osoby spoza akademii wyobrażają sobie, że jest to miejsce, w którym najważniejsze są idee. Jednak osoby będące wewnątrz zdają sobie sprawę, że prawdziwe bitwy, które toczone są między poszczególnymi wydziałami mają bardzo niewiele wspólnego z ideami czy zasadami. Może dojść do uformowania się najdziwniejszych koalicji, powstałych w oparciu o najbardziej małostkowe kwestie. Siłą napędową są zawodowe ambicje, a nie zasady. W każdym departamencie znajdują się niezwykle utalentowani ludzie, których talent nie dotyczy jednak obszaru nauki, poszukiwania prawdy czy podążania za powołaniem godnym prawdziwego badacza.

Tak wyglądało to na uniwersytetach przez stulecia, obecnie jest być może nawet gorzej. Takie powstępowanie jest często hojnie wynagradzane w życiu doczesnym, podczas gdy ludzie, którzy z niego rezygnują na rzecz dociekania prawdy są odsuwani na boczny tor i skazani na stałe obniżenie statusu. Tak wygląda życie. To właśnie do tego odnosił się Hayek. Życie Misesa stanowi tego doskonały przykład.

Wróćmy jednak do profesora Mayera. Większość energii Mayera była pożytkowana na otwarte wojny przeciwko jego rywalowi w walce o władzę, Othmarowi Spannowi. Zajmowało go to zupełnie. Uważał, że musi trzymać Spanna na dystans, aby samemu móc iść do przodu. Mayer oczerniał Spanna przy każdej możliwej okazji. Warto odnotować, że między Mayerem i Spannem nie było niezgody co do zasadniczych poglądów na tematy polityki gospodarczej. Chodziło tylko o pozycję  i władzę.

Gdy tylko nie był pochłonięty knuciem przeciwko Spannowi, Mayer spędzał pozostały czas na poszerzaniu swojej władzy na Uniwersytecie Wiedeńskim. Od początku szło mu bardzo dobrze, był bowiem wyznaczonym następcą Friedricha von Wiesera, który to dzierżył władzę na uniwersytecie wcześniej. Mayer kreował się na najbardziej oddanego ucznia Wiesera. W nagrodę Wieser wyznaczył go na swojego następcę, pomijając nie tylko Misesa, ale także uznanego Josepha Schumpetera.

Wtedy Mayer rozpoczął swój pochód. Rozdawał karty. Mises rzecz jasna znalazł się na liście jego wrogów. To Mayer był po części odpowiedzialny za to, że odmówiono Misesowi przyznania stałej posady i pensji. Jednak to mu nie wystarczyło. Bardzo źle traktował studentów Misesa podczas egzaminów. Z tego powodu Mises zasugerował nawet, żeby uczestnicy jego seminariów zrezygnowali z oficjalnej rejestracji na spotkania, aby tylko uchronić ich przed byciem skrzywdzonymi przez Mayera. Mayer starał się także uniemożliwić jakiemukolwiek studentowi na wydziale pisania prac dyplomowych pod kierunkiem naukowym Misesa. Jego polityka była okrutna i bezwzględna.

Jakie było nastawienie Misesa do tego wszystkiego? Napisał on w swoich wspomnieniach, że „wszystko to zupełnie mnie nie obchodziło”. Po prostu kontynuował swoją pracę. Można łatwo wyobrazić sobie, jak to wyglądało. Mises siedzący w swoim gabinecie, piszący i czytający, próbujący rozgryźć idealną teorię cykli koniunkturalnych lub dokonać refleksji dotyczącej problematyki metodologii ekonomii. Do pokoju Misesa mógłby wpaść student, donosząc o kolejnym wybryku Mayera. Mises słysząc to wyjrzałby znad swojej pracy, popatrzył z rozdrażnieniem, po czym powiedziałby studentowi, aby ten się nie martwił i wrócił do swojej pracy. Nie dałby wciągnąć się w tę grę.

Koło Misesa było przerażone rozwojem sytuacji, jednak jego członkowie robili, co mogli, aby nie upadać na duchu. Napisali nawet piosenkę, do muzyki tradycyjnej wiedeńskiej melodii, nazwaną Debata Misesa z Mayerem, w której dwójka ekonomistów mówi jeden po drugim, każdy przedstawiający sobą zupełnie różne wartości.

W pewnym momencie koło Misesa rozwinęło się w prawdziwe towarzystwo ekonomiczne powiązane z uniwersytetem. Mises pełnił w nim funkcję jedynie wiceprzewodniczącego, ponieważ rola przewodniczącego przypadła, oczywiście, Mayerowi jako najważniejszej osobie ze świata ekonomii, przynajmniej w kręgach wiedeńskich. Nigdy nie przepuszczał okazji, aby podkreślić to, kim był i jakie miał możliwości.

Mises nie piastował długo funkcji wiceprzewodniczącego. Nadszedł czas wpływów nazistowskich w Austrii. Jako tradycyjny liberał i Żyd Mises wiedział, że zostało mu niewiele czasu. Wyczuwając zagrożenie dla swojego życia, Mises zaakceptował stanowisko w Genewie i wyruszył do swojego nowego domu w 1934 roku. Społeczeństwo austriackie straciło wówczas wiele wartościowych jednostek.

W roku 1938 Austria została anektowana przez Trzecią Rzeszę. Mayer musiał podjąć decyzję co dalej. Mógł trzymać się zasad. Co by to jednak oznaczało? Oznaczałoby to poświęcenie własnego interesu na rzecz większego dobra, czyli coś, czego Mayer nigdy nie robił. Wręcz przeciwnie: cała kariera akademicka Mayera była zorientowana tylko na niego samego.

W związku z tym, popełniając haniebny czyn, napisał do wszystkich członków Towarzystwa Ekonomicznego, że wszyscy nie-Aryjczycy zostają z niego wykluczeni. Oznaczało to rzecz jasna, że żaden Żyd nie mógł już cieszyć się członkostwem. Powoływał się przy tym na „zmieniające się okoliczności w niemieckiej Austrii, w której powinno stosować się ustanowionych w Niemczech praw”.

Można wyraźnie dostrzec, że cała władza Mayera nad swoimi podwładnymi została ujarzmiona przez potężniejszą władzę państwa, wobec której był niezachwianie lojalny. Radził sobie dobrze przed nadejściem nazistów. Radził sobie dobrze również wtedy, gdy przejęli oni władzę. Pomógł nazistom oczyścić swój wydział z Żydów i liberałów. Warto odnotować, że sam Mayer nie był zażartym antysemitą. Jego decyzje były rezultatem wyboru podążania za władzą i karierą zamiast poszukiwania prawdy i trzymania się zasad. Przez pewien okres taka postawa wydawała się względnie niegroźna. W końcu naszedł jednak moment prawdy, a Mayer odegrał rolę w masowej masakrze idei i ludzi, którzy je reprezentowali.

Być może Mayer uważał, że dokonał właściwego wyboru. W końcu zachował swoje przywileje i możliwości. Po wojnie zaś, gdy nadeszli komuniści i przejęli kontrolę nad wydziałem, również radził sobie dobrze. Zrobił wszystko, co tylko mógł, aby piąć się w górę i zdobywać wszelką chwałę, jaką może cieszyć się akademik, niezależnie od okoliczności.

Zwróćmy jednak uwagę na ironię całej tej władzy i chwały. W szerszym kontekście europejscy ekonomiści nie poważali szczególnie austriaków. Pod koniec XIX wieku to niemiecka szkoła historyczna wzbudzała największe zainteresowanie. Jej empiryczna orientacja i krytyka klasycznej teorii w ciągu kolejnych dziesięcioleci przekształciła się, doprowadzając do powstania nurtu pozytywizmu w obszarze nauk społecznych.

Nie należy zapominać, że określenie „szkoła austriacka” nie zostało ukute przez samych austriaków lecz przez przedstawicieli niemieckiej szkoły historycznej, którzy używali tej nazwy jako obelgi mającej przedstawić szkołę austriacką jako opartą na scholastyce i średniowiecznej dedukcji, a nie prawdziwej nauce. Tak więc nasz przyjaciel Mayer uważał siebie za władcę wszechświata, podczas gdy był on tylko maleńką rybą w jeszcze mniejszej kałuży.

Grał w swoją grę, to wszystko co robił. Wydawało mu się, że wygrał, jednak historia oceniła go inaczej.

Mayer zmarł w 1955 roku. Co wydarzyło się potem? Sprawiedliwość w końcu nadeszła. Został natychmiast zapomniany. Żaden ze studentów Mayera nie został przy jego naukach po jego śmierci. Nie ma niczego takiego jak „mayerianie”. Hayek zwrócił uwagę na ten niesamowity rozwój wypadków w swoim eseju. Spodziewał się silnego rozwoju nurtu szkoły Wiesera-Mayera, nie oczekiwał zaś wiele po Misesie. Napisał, że wydarzyło się coś dokładnie przeciwnego. Maszyneria Mayera wydawała się działać bez zarzutu, w pewnym momencie jednak zupełnie stanęła, podczas, gdy Mises, który żadnej maszynerii w ogóle nie posiadał, stał się jednak liderem globalnego kolosa idei.

Jeśli zajrzymy do książki Marka Blauga Who’s who in economics, tomu liczącego tysiąc trzysta stron, znajdziemy tam przedstawienie sylwetek Mengera, Hayeka, Böhm-Bawerka i, oczywiście, Misesa. W fragmencie tym Mises nazwany jest „czołową postacią szkoły austriackiej w XX wieku” i przypisany zostaje mu wkład w rozwój metodologii, teorii cen, teorii cyklu koniunkturalnego, teorii monetarnej, teorii socjalizmu i interwencjonizmu. Nie zostają natomiast wspomniana cena, jaką musiał w trakcie swojego życia zapłacić, moralna odwaga w podejmowaniu decyzji, nie wspominając nawet o ponurej rzeczywistości tułaczki, kiedy to musiał podróżować z kraju do kraju, aby uciec przed czyhającym na niego państwem. Ostatecznie Mises znany jest tylko ze swoich tryumfów, z których nawet on sam do końca życia nie zdawał sobie sprawy.

I wiecie co? W książce nie ma żadnego takiego fragmentu poświęconego Hansowi Mayerowi. Nie oznacza to, że umniejszono jego statusowi, nie został wcale wspomniany i zlekceważony, nie określono go mianem pomniejszego myśliciela dzierżącego wielką władzę. Nie jest nazwany nazistowskim kolaborantem lub współpracownikiem komunistów. Zupełnie nie. Nie jest w ogóle wspomniany. Zupełnie jakby nigdy nie istniał. Dziedzictwo Mayera zniknęło tak szybko po jego śmierci, że został zupełnie zapomniany już parę lat po swojej śmierci.

Obecnie Mayer nie posiada nawet strony na Wikipedii na swój temat. Prawdę mówiąc niniejszy tekst poświęcił więcej uwagi jemu i jego dziedzictwu niż jakikolwiek inny na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. Nie wiadomo, jak długo będzie musiał czekać, aż jego imię zostanie znowu wspomniane.

Czas Mayera nadszedł końca. Czas Misesa natomiast dopiero się rozpoczynał. W 1934 roku wyjechał do Genewy, godząc się na bardzo bolesne zmniejszenie pensji. Towarzyszyła mu narzeczona. Przed tym jak wzięli ślub, Mises ostrzegł ją, że mimo iż pisze on dużo o pieniądzach, sam nigdy nie będzie ich wiele posiadać.

W Genewie mieszkał przez sześć lat, zostawiwszy za sobą ukochany Wiedeń i patrząc na upadek cywilizacji. Naziści ograbili jego stary apartament w Wiedniu i ukradli jego książki i artykuły naukowe. Mises wiódł życie nomada, nie mając pewności, gdzie zaprowadzi go los. W taki właśnie sposób przeżył najlepsze lata swojego życia, skończywszy pięćdziesiąt lat był prawie bezdomny.

Jednak w przeciwieństwie do lat spędzonych w Wiedniu, kiedy to musiał mierzyć się z problemami stwarzanymi przez Mayera, w Genewie nic nie przeszkadzało Misesowi w jego najważniejszej pracy. Przez sześć lat badał i pisał. Rezultatem okazało się jego magnum opus, potężny traktat o ekonomii nazwany Nationalökonomie. W 1940 roku Mises ukończył książkę i wydał ją w małym nakładzie. Jak duży był jednak popyt w 1940 roku na książkę dotyczącą wolności ekonomicznej napisanej po niemiecku? Nie było to dzieło, które mogłoby stać się bestsellerem. Mises z pewnością zdawał sobie z tego sprawę podczas pracy nad nią. Tak czy inaczej zdecydował się ją napisać.

Zamiast hucznego świętowania i składania autografów na nowo wydanej książce, Mises musiał w tym samym roku zmierzyć się z kolejnym wydarzeniem, które zmieniło jego życie. Od swoich genewskich sponsorów dowiedział się, że pojawił się problem. Zbyt wielu Żydów szuka schronienia w Szwajcarii. Powiedziano mu, że musi znaleźć dla siebie nowy dom. Nową bezpieczną przystanią okazały się Stany Zjednoczone.

Mises zaczął ubiegać się o posadę w Stanach Zjednoczonych. Zastanówmy się jednak, jak to musiało wyglądać. Jego pierwszym językiem był niemiecki. Potrafił czytać po angielsku, jednak musiałby nauczyć się mówić w tym języku na tyle dobrze, aby być wstanie prowadzić wykłady. Stracił swoje notatki, dokumenty i książki. Nie miał pieniędzy. Nie znał także żadnych wpływowych ludzi w Stanach Zjednoczonych.

Istniał także poważny problem ideologiczny. Kraj był zupełnie oczarowany keynesowską ekonomią. Zawód ekonomisty zmienił się. W Stanach Zjednoczonych nie było prawie żadnych wolnorynkowych ekonomistów i żadnych akademików, którzy wspierali by sprawę. Istniało kilka możliwości zatrudnienia, ale opierały się one głównie na obietnicach bez omawiania faktycznej płacy czy zapewnienia bezpieczeństwa. Ostatecznie Mises został bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Miał niemal sześćdziesiąt lat.

Henry Hazlitt, orędownik Misesa

W Stanach Zjednoczonych Mises miał jednak znaczącego orędownika spoza akademii. Nazywał się Henry Hazlitt. Pozwólcie mi pokrótce przedstawić jego historię. Hazlitt zaczynał swoją pracę jako dziennikarz finansowy i edytor recenzji książek dla nowojorskich gazet. Wyrobił sobie na tyle mocną renomę, że zatrudniono go jako edytora pisma The Nation jeszcze przed wprowadzeniem Nowego Ładu. Jego wolnorynkowe poglądy nie były wówczas specjalnym problemem. Jednakże po nadejściu wielkiego kryzysu liberalni intelektualiści musieli dokonać wyboru: mogli pozostać wierni wolnorynkowej teorii albo zdecydować się na zaakceptowanie przemysłowo-planistycznego państwa Franklina Delano Roosevelta.

The Nation poparł Nowy Ład. Była to znacząca zmiana dla ośrodka liberalnej opinii, który przez wiele lat propagował wolność i potępiał interwencjonizm państwowy. Nowy Ład nie był niczym innym jak narzuceniem faszystowskiego systemu gospodarczego, jednak The Nation ustanowił dla amerykańskiej lewicy precedens, którego tendencja jest widoczna do dzisiaj: wszystkie zasady muszą ostatecznie ustąpić jednemu wszechogarniającemu imperatywowi sprzeciwiania się kapitalizmowi, bez względu na okoliczności.

Hazlitt odmówił dostosowania się do nowej narracji. Sprzeczał się ze swoimi kolegami z pracy. Wytykał błędy Ustawy o narodowej odnowie przemysłu. Starał się cierpliwie tłumaczyć absurdy Nowego Ładu. Pozostał nieugięty, co przypłacił utratą posady.

H.L. Mencken dostrzegł wielkość prac Hazlitta i zatrudnił go oraz wyznaczył na swojego następcę w piśmie American Mercury. Niestety nie pozostał tam na długo, ponieważ właścicielom wydawnictwa nie podobały się żydowskie pochodzenie Hazlitta i jego wolnorynkowe odchyły. Wkrótce znowu został bez pracy.

Może się wydawać, że na różny sposób, w różnych branżach i w różnych krajach Mises i Hazlitt wiedli paralelny żywot. W przełomowych momentach ich życia obaj zdecydowali się pozostać wierni zasadom. Wybierali wolność nawet jeśli cierpiały na tym ich konta bankowe i nawet jeśli wybory te oznaczały kłopoty w życiu zawodowym i ponoszenie klęski w oczach swoich kolegów po fachu.

Hazlitt przeniósł się do New York Times, które wówczas nie cieszyło się jeszcze tak znacznym, jakkolwiek niezasłużonym, prestiżem. Wykorzystał swoje stanowisko, aby pisać o książkach Misesa takich jak Socjalizm. Przyciągnął uwagę kilku amerykańskich ludzi biznesu takich jak Lawrence Fertig, którzy później zostali, podobnie jak Hazlitt, hojnymi sponsorami Mises Institute. Fertig i jego towarzystwo wiedzieli o przyjeździe Misesa do Ameryki i byli tym bardzo przejęci. Zdawali sobie sprawę z tego, jak niszczycielskie były działania Roosevelta i keynesistów dla idei wolnorynkowych. Wspólnie założyli fundusz, który zapewnił Misesowi posadę na uniwersytecie w Nowym Jorku, gdzie mógł nauczać i pisać. Uczelnia nie wypłacała mu pensji, ponieważ pełnił tam jedynie funkcję wizytującego profesora, utrzymywał się z prywatnych datków.

Czy widzicie, jak wszystko to się ze sobą łączy? Hazlitt wybrał ścieżkę moralności, odwagi, poświęcenia i zasad. To właśnie dzięki temu Mises, który wybrał podobną ścieżkę, był w stanie znaleźć bezpieczną przystań w Stanach Zjednoczonych. Nie otrzymał posady, na jaką zasługiwał. Traktowano go znacznie gorzej niż keynesistów i marksistów. Mimo wszystko miał z czego opłacić rachunki. Miał możliwość nauczania i pisania. Mógł swobodnie mówić to, co chciał powiedzieć. To było wszystko, czego potrzebował.

Widzimy zatem, jak los dwójki ludzi kierujących się zasadami, mieszkających na przeciwnych krańcach świata, ostatecznie się krzyżuje. Łączył ich ten sam typ osobowości: człowieka, który jest skłonny postępować słusznie niezależnie od okoliczności. Każdy z nich mógł podążyć inną ścieżką. Mises mógł stać się tak samo sławny i potężny jak Mayer, jednak wtedy musiałby porzucić nieśmiertelność swoich idei. Hazlitt mógł stać się poczytnym pisarzem o wysokim statusie, musiałby jednak zrezygnować ze swojej uczciwości.

Pracując razem, byli wstanie pokonać przeciwności losu.

Jedną z osób przyciągniętych do Misesa dzięki tekstom Hazlitta był szef Yale University Press, Eugene Davidson, który zapytał Misesa o możliwość wydania w języku angielskim jego magnum opus z 1940 roku. Mises poświęcił dziełu sześć lat swojego życia, jednak książka przeszła bez echa. Teraz zapytano go o jej przekład na angielski. Było to wymagające zadanie, jednak Mises wyraził zgodę. Yale próbowało rozstrzygnąć zasadność podjęcia tak ryzykownego przedsięwzięcia wydawniczego. W pierwszej kolejności osoby z Yale skonsultowały się ze starymi kolegami po fachu Misesa. Wyrazili oni swoje rozczarowanie zarówno książką, jak i innymi aspektami dorobku Misesa. Napisali, że nie ma potrzeby publikacji tej książki. Idee Misesa były przestarzałe i obalone przez keynesowską teorię. Jednak Yale nalegało. Hazlittowi w końcu udało się zebrać grupę ludzi skłonnych do podjęcia się przekładu. Mises mógł wrócić do pracy.

Wszyscy wiemy, jak frustrującym jest, kiedy stracimy plik na komputerze i musimy go odtworzyć. Wyobraźnie sobie jak czuł się Mises, kiedy stracił tysiąc stronnicową książkę w trudnym dla siebie okresie, a potem został poproszony o jej odtworzenie w innym języku.

Mises był jednak nieugięty. Zabrał się do pracy, a jej rezultat ukazał się dziewięć lat później. Książka została wydana pod nazwą Human Action (po polsku jako Ludzkie Działanie). Jak na standardy akademickie był to bestseler, książka dobrze sprzedawała się przez następne sześćdziesiąt lat.

Mimo wszystko Mises pozostał na swoim nieodpłatnym, nieoficjalnym stanowisku. Zbierał wokół siebie studentów podczas seminariów, mimo że inni profesorowie ostrzegali studentów, aby nie przychodzili na jego wykłady i nie uczestniczyli w jego zajęciach. Zniechęcali studentów do zadawania się z nim. Również dziekan podzielał niechęć innych akademików. Dla Misesa, który musiał manewrować wśród ciągłych konfliktów na Uniwersytecie Wiedeńskim, było to jednak małe piwo, nic do czego należało przywiązywać uwagę.

Z czasem sława Misesa wzrastała, musimy jednak pamiętać, że nawet w momencie swojego szczytu wtedy, w Stanach Zjednoczonych, była ona dużo mniejsza w porównaniu z obecnym stanem rzeczy. Sam Mises zmarł na rok przed wydarzeniem, które uważa się za początek nowego życia szkoły austriackiej, to jest przyznaniem Hayekowi nagrody Nobla w 1974 roku, nagrody, której nikt się nie spodziewał, i którą Hayek musiał dzielić z socjalistą. Zaskoczyło to środowisko naukowe, które w ogóle nie interesowało się ideami Misesa czy Hayeka, i których uważało za dinozaury.

Ciekawą lekturą jest przemówienie noblowskie Hayeka. Jest to hołd złożony profesji, z którą postanowił się związać. Nie była to jednak beztroska prezentacja sukcesów akademii. Wręcz przeciwnie, Hayek powiedział, że najniebezpieczniejszą osobą na ziemi jest arogancki intelektualista, któremu brak jest pokory potrzebnej do dostrzeżenia, że społeczeństwo nie potrzebuje panów i nie może był zaplanowane od góry do dołu. Intelektualista, któremu brakuje pokory może stać się tyranem – osobą, która sama przyczyni się do zniszczenia cywilizacji.

Jak na mowę wygłoszoną przez laureata nagrody Nobla była ona naprawdę niezwykła. Wprost potępiała obecny wiek intelektualnych i społecznych trendów, była hołdem dla Misesa, który trzymając się swoich zasad, nigdy nie uległ akademickim trendom swoich czasów.

Podobną historię można by opowiedzieć o Murrayu N. Rothbardzie, który mógł zostać znaczącą osobistością w sieci uniwersytetów Ivy League, zamiast tego zdecydował się jednak podążać za Misesem i prowadzić własne badania ekonomiczne. Przez wiele lat nauczał na małej uczelni na Brooklynie, otrzymując bardzo skromną pensję. Podobnie jednak jak w przypadku Misesa, ten etap życia Rothbarda został szybko zapomniany. Po śmierci różnych osób ludzie nie pamiętają przeszkód i trudności, z jakimi musiały się mierzyć za życia. Co takie osoby otrzymały w zamian za swoje oddanie? Za sprawą swoich idei zyskały pewną formę nieśmiertelności.

Co to za idee? Mises i Rothbard mówili, że wolność działa i jest właściwym rozwiązaniem, zaś państwo nie działa i jest źródłem wielkiego zła w świecie. Twierdzenia te poparli wieloma tysiącami przykładów. Pisali o tym w rozprawach naukowych i popularnonaukowych artykułach. Za każdym razem historia przyznawała im rację.

Żyjemy obecnie w kolejnym okresie ekonomicznego planizmu i widzimy, jak ekonomiści dzielą się na dwa obozy. Zdecydowana większość głosi to, co władza chce usłyszeć. Odejście od dominującej ideologii jest ryzykiem, którego większość osób nie chce zaakceptować. Niewielka mniejszość, ta sama, która ostrzegała przed bańką spekulacyjną, ostrzega teraz, że pakiety stymulacyjne to „ściema”. Mówiąc to ekonomiści ci płyną pod prąd głównego nurtu.

W tej sprawie zgadzam się z Hayekiem. Bycie uczciwym ekonomistą oznacza mówienie rzeczy, których ludzie nie chcą usłyszeć, a zwłaszcza rzeczy, których władza nie chce usłyszeć. Aby zostać dobrym ekonomistą, potrzeba czegoś więcej niż tylko technicznych umiejętności. Potrzeba moralnej odwagi, której obecnie brakuje nawet bardziej niż ekonomicznej logiki.

Podobnie jak Mises potrzebował Fertiga i Hazlitta, ekonomiści posiadający moralną odwagę potrzebują wsparcia i instytucji, które dadzą im możliwość wyrażania swoich opinii. Wszyscy musimy nieść to brzemię. Jak mawiał Mises, jedynym sposobem na zwalczanie złych idei jest tworzenie dobrych. W końcu nikt nie jest bezpieczny, kiedy cywilizacja chyli się ku upadkowi.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Llewellyn H. Rockwell

Llewellyn H. Rockwell, Jr. (ur. w 1944 r.) - amerykański publicysta, teoretyk libertarianizmu i zwolennik szkoły austriackiej w ekonomii, założyciel i prezes Ludwig von Mises Institute.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *