Slenzok: O Rosji, Ukrainie, USA i imperializmie

16 listopada 2022 Filozofia polityki komentarze: 1

Autor: Norbert Slenzok
Wersja PDF

W środowisku libertarian i sympatyków austriackiej szkoły ekonomicznej pojawił się ostatnio nowy, bolesny podział: wokół wojny na Ukrainie. Podział ten ma wyraźny aspekt geograficzny: podczas gdy wolnościowcy z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, są w przeważającej mierze antyrosyjscy, kibicują Ukrainie i chcą ją wspierać[1], ich odpowiednicy z USA – zwłaszcza ci powiązani z alabamskim Mises Institute i czerpiący z myśli Murraya Rothbarda – przyjmują często stanowisko będące rozwinięciem typowego dla nich izolacjonizmu. Ich kraj, argumentują, nie powinien angażować w wojnę toczącą się daleko od swojego terytorium, również dlatego, że jego zaangażowanie samo w sobie stanowić ma przyczynę agresji Kremla[2]. Ponadto, jak twierdzą przynajmniej niektórzy z nich, obie strony konfliktu – Rosja i Ukraina – są sobie zasadniczo podobne. W tym symetrystycznym duchu, Ryan McMaken, popierając wprawdzie niepodległość Ukrainy[3], w analizie trwającej wojny skupia się przede wszystkim na tym, jak „ukraiński reżim porywa ojców do służby wojskowej”[4]. Jeszcze dalej idzie Walter Block, zdaniem którego Rosja działa na Ukrainie właściwie w samoobronie, broniąc się przed NATO – „podstępną, agresywną i złośliwą organizacją”, pragnącą zaatakować Rosję tak, jak w 1941 roku zrobił to Hitler[5].

Obszernie o wojnie wypowiedział się ponadto Hans-Hermann Hoppe. W wygłoszonym niedawno podczas zjazdu założonego przez siebie Property and Freedom Society wykładzie podkreślił on co prawda bandycki charakter Putinowskiej Rosji i moralną odpowiedzialność rosyjskich przywódców za wojnę, ale większość swojego wystąpienia poświęcił wykazywaniu, że starcie Rosji z Ukrainą jest niczym innym jak „walką gangów o rewir”, zaś głównymi winowajcami są USA i NATO. To one bowiem sprowokowały Rosję, dążąc do uzachodnienia Ukrainy wbrew „rozsądnym” postulatom neutralizacji tego państwa zgłaszanym przez Kreml[6].

Poniżej postaram się przedstawić bardziej zniuansowany obraz obecnej wojny, opierając się na czymś, co można nazwać austro-libertariańską teorią stosunków międzynarodowych (dalej: ALTSM). Rozpocznę, przytaczając pokrótce główne interpretacje konfliktu ukraińskiego. Następnie zarysuję podstawowe twierdzenia ALTSM, jako ich ilustrację przyjmując historyczny rozwój Rosji. Na tym tle przedstawię właściwe moim zdaniem stanowisko austro-libertariańskie wobec rosyjskiej napaści na Ukrainę. Wypada przy tym zaznaczyć, że rozważam tu jedynie kwestię genezy wojny. Nie zajmuję się natomiast problemem pożądanej polityki wobec niej. Wymagałoby to rozpatrzenia szeregu trudnych zagadnień etycznych i empirycznych, dotyczących choćby moralności sankcji gospodarczych czy też perspektyw bezpieczeństwa poszczególnych państw, na co nie ma tu miejsca. Z tego samego powodu w ogóle nie podejmuję tu kontrowersyjnej kwestii wojny sprawiedliwej, w tym pytania o to, czy Ukraina jako państwo posiada prawo do samoobrony. Temat tej rangi wymaga obszernego omówienia, czym zajmę się kiedy indziej. Zamiast tego omawiam krytycznie stanowisko wiodących libertarian wobec rzekomego amerykańskiego imperializmu z Europie, zestawiając go z imperializmem rosyjskim. Na końcu zamieszczam kilka uwag na temat tego, dlaczego – mimo ich błędów w ocenie sytuacji międzynarodowej – nie powinniśmy odwracać się od myślicieli takich jak Rothbard, Hoppe czy Block.

Sprzeczne interpretacje

Na temat genezy napaści Rosji na Ukrainę istnieją w politologii i dyskursie potocznym zasadniczo dwie konkurencyjne narracje. Według pierwszej, dominującej w Polsce, Rosja jest mocarstwem – być może inherentnie, ze względu na głęboko zakorzenione właściwości swojej kultury politycznej oraz autorytarny ustrój wewnętrzny – ekspansywnym. W lutym bieżącego roku – a właściwie już w roku 2014 – dopuściła się więc niczym niesprowokowanego najazdu na sąsiada, aby uniemożliwić mu wybicie się na pełną niepodległość[7].

Drugą, również nośną w wielu kręgach wizję rozwinął najpełniej sławny amerykański internacjolog ze szkoły realistycznej John J. Mearsheimer, a wtóruje mu w niej wielu libertarian, w tym Block i Hoppe. Zgodnie z tym poglądem, Rosja – głównie z powodu swojej gospodarczej i demograficznej słabości – stanowi obecnie mocarstwo defensywne. Dla wszystkich mocarstw kluczowe jest jednak wciągnięcie pomniejszych sąsiadów do swojej strefy wpływów, a następnie utrzymanie ich w niej. Jest to kwestia bezpieczeństwa mocarstw – w przeciwnym wypadku konkurencyjne mocarstwo może sprzymierzyć się z którymś z niesubordynowanych sąsiadów, wykorzystując jego terytorium jako bazę wypadową do ataku[8]. W takiej właśnie niekomfortowej sytuacji znalazła się Rosja, spychana przez USA, NATO oraz ich sojuszników coraz bardziej na wschód. Straciła ona kontrolę nad kolejno przystępującymi do NATO NRD, Polską, Czechami, Węgrami, Słowacją i państwami bałtyckimi, zaś w ostatnich latach zawisła nad nią groźba włączenia do zachodnich struktur bezpieczeństwa Ukrainy. Przypomina to według Mearsheimera reakcję administracji Kennedy’ego na rozmieszczenie sowieckich pocisków jądrowych na Kubie w 1962 roku czy też odpowiedź rządu Wilsona na depeszę Zimmermanna w roku 1917 (próbę wciągnięcia przez Cesarstwo Niemieckie Meksyku do antyamerykańskiego sojuszu)[9]. Do tego dochodzą specyficzne dla Rosji czynniki geopolityczne – Białoruś, Ukraina oraz europejska część Rosji znajdują się na Nizinie Wschodnioeuropejskiej, co oznacza, że ewentualny najeźdźca może łatwo przedostać się z dwóch pierwszych spośród tych krajów pod samą Moskwę, nie napotykając żadnych większych naturalnych przeszkód w postaci akwenów wodnych czy też łańcuchów górskich, co udało się w przeszłości wojskom Stanisława Żółkiewskiego, Napoleona oraz Adolfa Hitlera odpowiednio w 1610, 1812 i 1941 roku. Czyni to utrzymanie wrogów Rosji z dala od Białorusi i Ukrainy sprawą życia i śmierci tej pierwszej[10]. Aby zapobiec obecnej wojnie, należało więc unikać składania ofert sojuszniczych Ukrainie, zamiast tego nadając jej status neutralnego państwa buforowego pomiędzy państwami NATO a Federacją Rosyjską. Ponieważ Zachód postąpił inaczej, to on ponosi winę za obecną wojnę[11]. Podobny pogląd wyraża część libertarian, m.in. Hoppe[12].

Austro-libertariańska teoria stosunków międzynarodowych na przykładzie Rosji

Zanim przejdziemy do dalszej analizy sytuacji na Ukrainie, warto przypomnieć, że powtarzanie twierdzeń teoretyków szkoły realistycznej w stosunkach międzynarodowych nie jest na szczęście jedynym, co austro-libertarianie mają do powiedzenia na temat stosunków międzynarodowych. W istocie, dysponują oni alternatywną zarówno względem ujęć realistycznych, jak i liberalnych teorią (ALTSM). Jej zręby znajdziemy już u Murraya Rothbarda, a najpełniej wyłożył ją w swoich pracach Hoppe[13]. Przytoczmy w skrócie jej treść.

1) Państwa nie są przedsiębiorstwami dostarczającymi dóbr i usług, na które popyt zgłaszają konsumenci. Pozyskują one dochody wbrew popytowi, za pomocą konfiskat i monopolizacji. Państwa są więc immanentnie agresywne wobec własnej populacji – wewnętrznie.

2) Państwa wykazują również stałą tendencję do agresji kierowanej na zewnątrz. Podbój innych państw zapewnia im bowiem co najmniej dwie korzyści: a) pozwala powiększyć bazę dla wyzysku poprzez wchłonięcie dodatkowych zasobów; b) usuwa zewnętrzne ograniczenie eksploatacji własnej ludności, jakie tworzy samo istnienie państw ościennych. Tak długo bowiem jak one istnieją, ludzie mogą próbować przenieść się do nich w poszukiwaniu lepszych warunków życia (wynikających z mniejszego poziomu wyzysku).

3) W tle dokonywanej przez państwa agresji znajduje się ideologia. Z jednej strony, inicjowanie przemocy wymaga usprawiedliwienia. Stąd każde państwo wytwarza i propaguje idee (religijne, narodowe itp.) kreujące podział na „nas” i „nich”. Z drugiej strony, sfera wartości stanowi drugie – obok presji konkurencyjnej ze strony innych państw – ograniczenie polityki wyzysku i podbojów. Jeśli w społeczeństwie szerzą się przekonania wolnościowe, może ono odmówić posłuszeństwa „swojej” władzy. Jak bowiem nauczali już Etienne de la Boetie i David Hume, światem rządzi opinia, a rządzący zawsze znajdują się w mniejszości, zagrożeni buntem. Dlatego właśnie, aby zapewnić swojej władzy stabilność, a także uzyskać wsparcie dla polityki ekspansji, muszą oni panować nie tylko za pomocą siły, ale także przekonań – zabiegać o legitymizację[14].

Do tego obrazu Hoppe dodaje jeszcze jeden element: 4) Ponieważ ekspansja wymaga zasobów, najskuteczniejszymi imperialistami okazują się państwa najbardziej liberalne wewnętrznie. Dzięki względnie umiarkowanemu eksploatowaniu swojej populacji mają one bowiem do dyspozycji, ceteris paribus, najefektywniejsze gospodarki (tzw. paradoks imperializmu). Stąd też to właśnie USA wyłoniło się, przynajmniej na razie, z mocarstwowej rywalizacji jako globalny hegemon i zarazem największy światowy wróg pokoju. Zadaniem zwolenników wolności musi zaś być podważanie jego hegemonii: promowanie decentralizacji w miejsce imperialnej unifikacji[15].

Interpretacją polityki USA zajmiemy się za moment. Na razie spróbujmy zaaplikować powyższy model teoretyczny do działań Rosji. Wielkie Księstwo Moskiewskie, po tym jak w XV wieku za panowania Iwana III Srogiego wyzwoliło się spod zwierzchnictwa Mongołów, nie poprzestało na kontrolowanym wówczas przez siebie terytorium. Wprost przeciwnie: przystąpiło do militarnej ekspansji, której pierwszym etapem było zmajoryzowanie innych rządzonych przedtem przez Mongołów księstw ruskich. Następnie Moskwa wszczęła próby zaanektowania ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Sukces w tym przedsięwzięciu odniosła w drugiej połowie wieku XVII, kiedy to odebrała Rzeczpospolitej Obojga Narodów ziemie dzisiejszej Ukrainy. Za panowania Piotra I Wielkiego pokonała główną konkurentkę do dominacji nad Bałtykiem czyli Szwecję, rozpoczynając zarazem kolonizację Syberii i Dalekiego Wschodu, która w końcu doprowadziła ją aż do miejsca, gdzie dziś znajduje się Władywostok. Za Katarzyny Wielkiej Rosja wzięła zaś udział w rozbiorach Polski, ostatecznie (już pod berłem Aleksandra I, po kongresie wiedeńskim) zatykając carski sztandar w Kaliszu. Osiągnięcia te zostały w 1945 roku przewyższone przez Stalina, który oparł zachodnią granicę odziedziczonego po carach państwa na Łabie. Choć po rozpadzie ZSRS moskiewskie mocarstwo znalazło się w defensywie, potrafiło ono agresywnie bronić swoich wpływów, interweniując po stronie naddniestrzańskich separatystów w Mołdawii (1991-1992), tocząc dwie krwawe wojny ze zbuntowanymi Czeczenami (1994-1996 i 1999-2002), a wreszcie atakując zgłaszające prozachodnie aspiracje Gruzję (2008) i Ukrainę (2014, 2022). Jednocześnie ekspansja Moskwy – wyjąwszy okres rządów bolszewickich, kiedy legitymizacji podbojów dostarczał głównie mesjanizm marksistowski – uzasadniana była przez cały ten czas swoiście rosyjską ideologią. Ideologia ta stanowi mieszankę antyracjonalizmu, prawosławia, kolektywizmu, cywilizacyjnego szowinizmu (antyokcydentalizmu), jak również osławionego konceptu „zbierania ruskich ziem”, bez którego nie dałoby się usprawiedliwić nawet roszczenia moskiewskich Rurykowiczów do panowania nad Nowogrodem i innymi podbitymi terenami postrzeganymi dziś jako „rdzennie rosyjskie”[16]. Co jeszcze ważniejsze, bez tej ideologii zwykły obywatel Rosji, żyjąc w biedzie, zacofaniu i zniewoleniu, nie rekompensowałby sobie duchowo swojego położenia dumą z potęgi państwa. Prawdopodobieństwo jego buntu znacząco by wówczas wzrosło. Wydaje się zatem, że dzieje moskiewskiego państwa stanowią doskonałą ilustrację ALTSM, a w każdym razie jej głównych punktów (1-3).

Wojna na Ukrainie

Wróćmy teraz do obecnej sytuacji na Ukrainie. Czy – biorąc ALTSM za dobrą monetę – można zgodzić się z Johnem Mearsheimerem i podzielającym jego pogląd Hoppem, że Ukraina zapewniłaby sobie pokój, gdyby pozostała państwem neutralnym, swoistym buforem między Moskwą a Zachodem? Być może tak by się stało, a być może nie[17]. Z jednej strony, jak słusznie wskazują myśliciele realistyczni, nawet ci zaliczani do nurtu tzw. realizmu ofensywnego, podobnie jak libertarianie akcentujący agresywne cele państw – warunkiem wstępnym dalszej ekspansji jest zabezpieczenie obecnego stanu posiadania. Mocarstwa nie dokonują więc najazdów tylko mając na względzie rozrost swojego imperium – robią to także po to, aby uprzedzić ewentualny (nawet czysto hipotetyczny, możliwy w niesprecyzowanej przyszłości) atak przeciwnika[18]. Neutralizacja Ukrainy usunęłaby z kalkulacji Kremla przynajmniej ten motyw. Dodatkowo, zrealizowanie przez rząd w Kijowie postanowień mińskich, przewidujących m.in. federalizację Ukrainy oraz utrzymanie statusu języka rosyjskiego jako jednego z języków urzędowych, uszczuplałoby ideologiczne zasoby, jakimi dysponują Putin i jego świta. W takiej sytuacji trudniej byłoby uwiarygodnić narrację o Ukrainie jako anty-Rosji, której reżim usiłuje przemocą wykorzenić wszelkie świadectwa związków swojego kraju z rosyjską kulturą.

Z drugiej strony, ALTSM sugeruje, że powyższe kroki mogłyby nie wystarczyć. Po pierwsze, Kreml dalej miałby dobry powód do zaatakowania Ukrainy. Niezależnie od polityki zagranicznej Kijowa, jakiekolwiek działania reformatorskie zmierzające do uwolnienia gospodarki oraz stłumienia specyficznie ukraińskich plag takich jak oligarchizacja i korupcja stanowiłyby dla Moskwy bodziec do ataku. Rozwijająca się Ukraina mogłaby bowiem z czasem zacząć stanowić atrakcyjny cel emigracji dla Rosjan, jak również być inspiracją dla liberalnych tendencji wewnątrz samej Rosji. Po drugie, nawet pozostając politycznie neutralna, a kulturowo bliska Rosji, niepodległa Ukraina zawsze mogłaby być przedstawiona przez kremlowską propagandę jako zdrajczyni ruskiego świata. Stolicą Ukrainy jest wszak Kijów – według rosyjskiej ideologii kolebka moskiewskiej państwowości. Pamiętajmy ponadto, że już obecnie najazd na Ukrainę dokonywany jest pod całkowicie sfabrykowanym pretekstem ludobójstwa, jakiego ma rzekomo dopuszczać się na ludności rosyjskojęzycznej „nazistowski” reżim w Kijowie. To samo dotyczy zresztą kwestii bezpieczeństwa Rosji podnoszonych przez Kreml. Właśnie przez wzgląd na agresywną naturę państw, o której mówi ALTSM, rosyjskiego lęku przed zachodnią agresją nie można wprawdzie odrzucić jako całkowicie wydumanego. Mimo to perspektywę najazdu USA na Rosję z wykorzystaniem terytorium Ukrainy trzeba uznać za nader mglistą, mając na uwadze potężne narzędzie odstraszania, jakim dysponuje Kreml w postaci największego na świecie arsenału nuklearnego. Zwróćmy jednak uwagę, że w świetle ALTSM – inaczej niż na gruncie realizmu Mearsheimera – państwa nie potrzebują naprawdę znajdować się w niebezpieczeństwie, choćby bardzo odległym, stwarzanym przez sąsiada ani nawet naprawdę wierzyć, że takie niebezpieczeństwo istnieje, by go najechać. Wystarczy, że na potrzeby własnej opinii publicznej wykreują takie przeświadczenie. Oznacza to, że Moskwa mogłaby przedstawić Ukrainę jako zagrożenie niezależnie od tego, czy ta podejmowałaby wysiłki na rzecz wejścia do zachodnich struktur międzynarodowych czy nie, o ile nie podporządkowałaby ona swojej polityki Rosji tak jak robią to Armenia czy Białoruś. Byłoby to tym łatwiejsze, że, jak wiadomo, w wielu częściach Federacji Rosyjskiej, gdzie dostęp do Internetu jest ograniczony albo w ogóle nie istnieje, Kreml dysponuje informacyjnym monopolem. Po czwarte wreszcie, nie można pominąć tego, że bez wsparcia ze strony Zachodu Ukraina stanowiłaby po prostu dla Moskwy znacznie łatwiejszy cel.

Z tych wszystkich powodów udzielana małym krajom przez Hoppego rada, by znalazłszy się na kursie kolizyjnym z mocarstwem, nie prowokowały go choćby poprzez sprzymierzenie się z ich rywalami i zamiast tego wybrały drogę neutralności, jest raczej mało przekonująca[19]. Nie bez powodu większość państw w historii postępowała dokładnie odwrotnie: rywalizowała z sąsiadami i zawierała sojusze z państwami skonfliktowanymi z nimi, z którymi nie miała wspólnej granicy, aby łączyć siły przeciwko wspólnemu wrogowi[20]. Podobnie postąpiły w ostatnim trzydziestoleciu państwa takie jak Polska czy kraje bałtyckie, sprzymierzając się przeciwko Rosji z USA i NATO. Była to roztropna polityka. Z drugiej strony trzeba jednak brać pod uwagę okoliczności. Państwa te przystępowały do NATO w okresie wyjątkowej słabości Rosji po upadku ZSRS, kiedy można było zakładać, że Kreml nie będzie zdolny do zdecydowanej reakcji. Inwazja na Gruzję w roku 2008 pokazała, że czasy te dobiegły końca. Dążąc do wejścia do NATO i zacieśnienia więzi z USA, ukraińscy liderzy podejmowali zatem ryzykowną grę – dążąc do zapewnienia Ukrainie bezpieczeństwa poprzez włączenie jej w odpowiedni system sojuszy, mogli narazić ją na atak wyprzedzający, przeprowadzony przed objęciem Ukrainy zachodnimi gwarancjami i dokładnie po to, by gwarancje takie nigdy nie doszły do skutku. Nie sposób wykluczyć, że to właśnie miało miejsce.

Powyższe uwagi wskazują, że Ukraina znajdowała się przed wojną w niesłychanie trudnym położeniu. Jakichkolwiek działań by nie podjęła, mogła sprowadzić na siebie agresję Rosji, prowokując ją albo swoją słabością, albo siłą sojuszników, do których chciała się przyłączyć. Nie wiemy więc, co by się stało, gdyby władze Ukrainy prowadziły inną politykę, obierając kurs na neutralność. Pewne jest jednak, że jeśli rosyjskie obawy o bezpieczeństwo związane z okcydentalizacją Ukrainy są – jak chcą Mearsheimer, Block czy Hoppe – uzasadnione, to tym bardziej uzasadnione były podobne obawy Ukraińców wywołane samym istnieniem Rosji za ich wschodnią granicą. Pamiętając o tym, trudno ferować wyrok, że za wybuch wojny co najmniej współodpowiedzialni są przywódcy Ukrainy i USA.

Imperialiści z Waszyngtonu i imperialiści z Moskwy

Na koniec kilka słów o tzw. amerykańskim imperializmie. Jest to zagadnienie o tyle istotne, że identyfikacja USA jako największego w świecie tworu imperialistycznego, a przez to największego zagrożenia dla globalnego pokoju, przenika wszystkie analizy polityki międzynarodowej formułowane przez środowisko rothbardowskie od czasów zimnej wojny. Otóż należy stwierdzić, że austro-libertariańskie ujęcie tego zagadnienia zasadza się na terminologicznym pomieszaniu. „Imperializmem” nie nazywa się jakiejkolwiek formy dominacji w stosunkach międzynarodowych. Nie jest to także synonim potęgi czy też mocarstwowości. Imperium to zawsze twór oparty na przymusie: bezpośredniej aneksji terytorialnej mniejszych jednostek albo ich zastraszaniu. Imperium par excellence, jak widzieliśmy, zawsze stanowiła Rosja carska. Podobnie Związek Sowiecki: jego ekspansja ufundowana była albo na siłowych aneksjach, albo na groźbie użycia siły militarnej w przypadku niesubordynacji ze strony państw satelickich (zmaterializowanej w Berlinie w 1952 roku, na Węgrzech w roku 1956, w Czechosłowacji w 1968 roku czy też na Litwie jeszcze w roku 1990). Imperialną politykę – nawet jeśli zgodzić się z autorami takimi jak Mearsheimer, że jest to polityka strategicznie defensywna – prowadzi obecnie niewątpliwie także Federacja Rosyjska. Czy to samo można powiedzieć o USA? Niekiedy, lecz nie zawsze. Przejawami działań imperialistycznych były z pewnością sławne amerykańskie interwencje w Wietnamie w latach 60. XX wieku, Afganistanie (2001) bądź Iraku (2003), jak również szereg działań podejmowanych w Ameryce Łacińskiej czy też – częściowo – sama ekspansja USA na kontynencie północnoamerykańskim w wieku XIX (zwłaszcza stricte napastnicza, wytoczona dla nabytków terytorialnych wojna z Meksykiem w latach 1846-1848). Jednakże obecny modus operandi Stanów Zjednoczonych zasadniczo nie sprowadza się do takich działań. Mocarstwa pokonane w II wojnie światowej – Niemcy (zachodnie) i Japonia – znalazły się w stanie militarnego podporządkowania USA w wyniku własnych działań o charakterze agresywnym, a dziś same podtrzymują swoją zależność, dostrzegając korzyści z przerzucania istotnej części kosztów swojej obrony na potężnego alianta. Sojusz Północnoatlantycki opiera się zaś na zasadzie dobrowolności członkostwa. W szczególności państwa Europy Środkowo-Wschodniej i Południowej przystępowały do niego, uznając akcesję za istotną gwarancję własnego bezpieczeństwa (wobec potencjalnego zagrożenia ze strony Rosji i jej sojuszników), przy okazji przyciągane gospodarczą i cywilizacyjną atrakcyjnością Zachodu (jego soft power).

Ujawniają się tu dwie niespójności w myśleniu libertariańskich amerykanofobów. Po pierwsze, podkreślając znaczenie idei w życiu społecznym, powinni oni zdawać sobie sprawę z tego, że źródłem pozycji państwa w stosunkach międzynarodowych może być nie tylko naga siła, ale również jego atrakcyjność kulturowa. Państwo bardziej liberalne (a w konsekwencji bogatsze), takie jak USA, ma w tym obszarze więcej aktywów od państwa kolektywistycznego i względnie biednego, jakim jest Rosja. Z nich dwóch to Rosja musi zatem w większym stopniu polegać w swojej polityce zagranicznej na przemocy. Po drugie, nie kto inny jak Rothbard i jego kontynuatorzy dowodzą przecież, że agresja i przymus polegają zawsze na zastosowaniu fizycznej przemocy lub groźby jej użycia[21]. Skoro zaś – niekontrowersyjnie – imperializm wiąże się z użyciem przymusu, to niewymuszone groźbą militarnej agresji sprzymierzenie się z mocarstwem przez mniejszych sojuszników nie może uchodzić za przejaw imperializmu. Co ciekawe, znajduje to odzwierciedlenie w definicji imperializmu podanej przez samego Rothbarda: imperializmem jest według niego „agresja państwa A przeciwko ludności kraju B oraz następujące po tym utrzymywanie zagranicznych rządów”[22]. Jak pogodzić to dictum z przekonaniem, że rozszerzanie, a nawet samo istnienie NATO stanowi akt imperializmu USA? O ile operująca znacznie szerszą, obejmującą dużą część interakcji rynkowych koncepcją przymusu antyimperialistyczna lewica może próbować takiego stanowiska bronić, dla libertarian powinien to być – już na poziomie pojęciowym – temat zamknięty. A skoro tak, to upada również całe libertariańskie uzasadnienie relatywizacji polityki USA i Rosji wobec Ukrainy: Rosja, najeżdżając Ukrainę, z pewnością nie przyczynia się, nawet jeśli nieakceptowalnymi środkami, do powstrzymania światowej centralizacji pod egidą Stanów Zjednoczonych. Przynajmniej w Europie Środkowej i Wschodniej żadna taka imperialistyczna, amerykańska centralizacja nie ma bowiem miejsca.

W tym punkcie warto jednak wziąć przykład z krytykowanych tu autorów, opuszczając na moment królestwo prawnonaturalnej etyki i przenosząc się w rejony rozważań o konsekwencjach politycznych działań. Rzeczywiście, trudno nie zgodzić się z rzecznikami amerykańskiego izolacjonizmu w tym, że aktywność USA w naszej części świata nie ma znaczenia dla bezpieczeństwa ludności ich kraju, a zatem – z powodów moralnych – powinna zostać zakończona jako redystrybucyjny wyzysk amerykańskiego podatnika na rzecz Polaków, Litwinów czy Łotyszy. Nie zmienia to wszelako faktu, że skoro aktywność ta jest już realizowana, to istotnie przyczynia się ona do równoważenia i powstrzymywania jedynego naprawdę imperialistycznego mocarstwa w naszym regionie – Federacji Rosyjskiej. Jeśli więc któryś Lewiatan istotnie odgrywa tu rolę mniejszego zła, to jest to właśnie Lewiatan wyłaniający się z wód Potomaku, nie Moskwy. I chociaż wizja rozkładu tego drugiego potwora nie sprawia na razie wrażenia realnej, zwolennicy ALTSM powinni kibicować rozpadowi Rosji z nawet większą gorliwością niż ta, z którą obecnie wizualizują sobie ostateczny rozpad USA[23]. Niech żyje Rosja Tysiąca Nowogrodów!

Wnioski

Czy wynika stąd, że powinniśmy o Rothbardzie, Hoppem, Blocku i innych austro-libertarianach po prostu zapomnieć? Taka konkluzja byłaby pochopna. Zacznijmy od tego, że wojna ukraińska to ani pierwszy, ani najbardziej skrajny przypadek, w którym autorzy należący do tego nurtu wykazują się rażąco błędną percepcją sytuacji międzynarodowej. Dość przypomnieć (nie)sławne wywody Rothbarda z „Manifestu libertariańskiego…” o Związku Sowieckim jako państwie prowadzącym umiarkowaną, pokojową politykę zagraniczną[24] czy też – nieco mniej znane – łzy ronione przez niego nad trumną Che Guevary[25]. Warto ponadto pamiętać, że przynajmniej część środowiska związanego z alabamskim Mises Institute od lat uczestniczy w podtrzymywaniu mitologii Straconej Sprawy Południa, przedstawiając Skonfederowane Stany Ameryki, państwo powołane do życia w celu obrony oraz rozprzestrzeniania instytucji niewolnictwa, jako niewinną ofiarę agresji Północy[26]. Krótko mówiąc, jeśli nie porzuciliśmy naszych mistrzów przedtem, to nie ma wyraźnego powodu, by czynić to teraz. Tym bardziej, że za dotychczasowym trwaniem przy nich stały mocne racje. Po pierwsze, spojrzenie na politykę zagraniczną ZSRS, na motywy secesji stanów Południa w latach 60. XIX wieku czy też sytuację na Ukrainie cierpi u rothbardystów przede wszystkim wskutek błędów typowo empirycznych. Jest sprawą wiedzy faktycznej, nie zaś filozoficznej, politycznej czy też ekonomicznej teorii to, czy stosunki Wielkiej Brytanii z USA po II wojnie światowej miały charakter tak samo hegemoniczny jak relacje PRL czy NRD z Sowietami, czy Jefferson Davis i Alexander Stevens byli szlachetnymi abolicjonistami, którzy tylko jakimś niepojętym zrządzeniem losu stworzyli unię konstytucyjnie zakazującą stanom znoszenia niewolnictwa albo czy Ukraina prowadzi kulturowe ludobójstwo na swoich rosyjskojęzycznych obywatelach. Jakkolwiek niefrasobliwość stojąca za błędnym rozpoznaniem tych faktów może nas oburzać i uchodzić za intelektualną kompromitację, odrzucenie na tej podstawie teoretycznego dorobku Rothbarda, Hoppego bądź Blocka równałoby się czemuś, co w filozofii nazywa się błędem kategorialnym – zupełnemu pomieszaniu porządków. Nie neguje się teorii gramatyki generatywnej Noama Chomskiego dlatego, że w sprawach politycznych, a zwłaszcza polityki międzynarodowej, jest on lewicowym lunatykiem.

Po drugie, nawet jeśli błędne analizy kwestii międzynarodowych znajdują u austro-libertarian wsparcie w ich teoriach, to są to teorie (np. paradoks imperializmu Hoppego) stosunkowo mało w ich dorobku znaczące. Teorie te nie konstytuują myśli tych autorów w taki sposób jak etyka prawnonaturalna bądź argumentacyjna czy też rynkowy anarchizm.

Po trzecie, jak starałem się wyżej pokazać, część tego, co Hoppe czy Block mówią dziś o Rosji i Ukrainie, stoi wręcz w sprzeczności z ich bardziej ogólnym poglądem na politykę międzynarodową. Państwa to rzeczywiście agresywne bestie, ale zachodzą między nimi istotne różnice co do poziomu wojowniczości, wynikające w istotnej mierze z panującej wewnątrz nich ideologii. Rosja jest państwem należącym do szczególnie agresywnych i niebezpiecznych. Austro-libertariański schemat teoretyczny zaproponowany przez Rothbarda i Hoppego stanowi zaś nadal przydatne narzędzie analizy jej polityki.

Bibliografia

Besancon Alain, Święta Ruś, Warszawa 2012.

Block Walter, Nuclear War?, dostęp: https://www.lewrockwell.com/2022/04/walter-e-block/nuclear-war/.

Hoppe Hans-Hermann, Dezentral und Neutral, dostęp: https://www.misesde.org/2022/03/dezentral-und-neutral/.

Hoppe Hans-Hermann, Growing to Understand Contemporary Germany and Weep: Part II, dostęp: https://www.youtube.com/watch?v=muzL7fMm6yM&list=PLPsGN9FqHc8EbMddcqBEzE-w4B9WI3QRx&index=16.

Hoppe Hans-Hermann, The Economics and Ethics of Private Property, Auburn AL 2006.

Hoppe Hans-Hermann, The Great Fiction, Auburn AL 2021.

Howard Michael, Wojna w dziejach Europy, Warszawa 2007.

Krapelka Jan, Libertarianizm jest przeciwko agresji, cz. 1, dostęp: https://slib.pl/jan-krepelka-libertarianizm-jest-przeciwko-agresji-czesc-1/.

Marshall Tim, Więźniowie geografii, czyli wszystko co chciałbyś wiedzieć o polityce globalnej, Poznań 2017.

McMaken Ryan, Breaking Away. The Case for Secession, Radical Decentralization, and Smaller Polities, Auburn AL 2022.

McMaken Ryan, Ukraine’s Regime Is Now Kidnapping Fathers for Military ‘Service’, dostęp: https://mises.org/library/ukraines-regime-now-kidnapping-fathers-military-service.

McMaken Ryan, You Support Ukraine’s Independence? Then You Support Secession, dostęp: https://mises.org/wire/you-support-ukraines-independence-then-you-support-secession.

McPherson James P., Battle Cry of Freedom: Historia wojny secesyjnej, Oświęcim 2020.

Mearsheimer John J., Tragizm polityki mocarstw, Kraków 2019.

Mearsheimer John J., Why the Ukraine Crisis is the West’s Fault. The Liberal Delusions That Provoked Putin, „Foreign Affairs” September/October 2014.

Mearsheimer John J., Wielkie złudzenie. Liberalne marzenia a rzeczywistość międzynarodowa, Kraków 2021.

Mises Ludwig von, Liberalizm w tradycji klasycznej, Kraków 2015.

Nye Joseph S., Konflikty międzynarodowe. Wprowadzenie do teorii i historii, Warszawa 2009.

Paul Ron, The Ukraine War is a Racket, dostęp: http://ronpaulinstitute.org/archives/featured-articles/2022/april/25/the-ukraine-war-is-a-racket/.

Plokhy Serhii, Kwestia rosyjska: jak budowano naród i imperium, Kraków 2019.

Płonka Agnieszka, The Cold War Has Never Ended. It Just Went Bankrupt for a While, dostęp: https://slib.pl/agnieszka-plonka-the-cold-war-has-never-ended-it-just-went-bankrupt-for-a-while/.

Repetowicz Wojciech, Appeasement i niebezpieczne fantazje realistów, „Układ Sił” 2/2022.

Rothbard Murray Newton, Egalitarianism as a Revolt Against Human Nature, Auburn AL 2000.

Rothbard Murray Newton, Ernesto Che Guevara. RIP, Left and Right 3, No. 3 (Spring-Autumn 1967).

Rothbard Murray Newton, Man, Economy, and State with Power and Market, Auburn 2009.

Schumpeter Joseph Alois, Imperialism and Social Classes, Auburn AL 2007.

Woods Thomas, Niepoprawna politycznie historia Stanów Zjednoczonych, Warszawa 2008.

 

[1] Zob. np. J. Krapelka, Libertarianizm jest przeciwko agresji, cz. 1, dostęp: https://slib.pl/jan-krepelka-libertarianizm-jest-przeciwko-agresji-czesc-1/. A. Płonka, The Cold War Has Never Ended. It Just Went Bankrupt for a While, dostęp: https://slib.pl/agnieszka-plonka-the-cold-war-has-never-ended-it-just-went-bankrupt-for-a-while/.

[2] Zob. np. R. Paul, The Ukraine War is a Racket, dostęp: http://ronpaulinstitute.org/archives/featured-articles/2022/april/25/the-ukraine-war-is-a-racket/.

[3] R. McMaken, You Support Ukraine’s Independence? Then You Support Secession, dostęp: https://mises.org/wire/you-support-ukraines-independence-then-you-support-secession.

[4] Idem, Ukraine’s Regime Is Now Kidnapping Fathers for Military ‘Service’, dostęp: https://mises.org/library/ukraines-regime-now-kidnapping-fathers-military-service.

[5] W. Block, Nuclear War?, dostęp: https://www.lewrockwell.com/2022/04/walter-e-block/nuclear-war/.

[6] H-H. Hoppe, Growing to Understand Contemporary Germany and Weep: Part II, dostęp: https://www.youtube.com/watch?v=muzL7fMm6yM&list=PLPsGN9FqHc8EbMddcqBEzE-w4B9WI3QRx&index=16.

[7] Zob. np. W. Repetowicz, Appeasement i niebezpieczne fantazje realistów, „Układ Sił” 2/2022.

[8] J.J. Mearsheimer, Tragizm polityki mocarstw, Kraków 2019, s. 37-68.

[9] Idem, Wielkie złudzenie. Liberalne marzenia a rzeczywistość międzynarodowa, Kraków 2021, s. 267-271. Zob. też idem, Why the Ukraine Crisis is the West’s Fault. The Liberal Delusions That Provoked Putin, „Foreign Affairs” September/October 2014.

[10] Zob. np. T. Marshall, Więźniowie geografii, czyli wszystko co chciałbyś wiedzieć o polityce globalnej, Poznań 2017, s. 21-58.

[11] J.J. Mearsheimer, Why the Ukraine Crisis is the West’s Fault…, op. cit.

[12] H-H. Hoppe, Dezentral und Neutral, dostęp: https://www.misesde.org/2022/03/dezentral-und-neutral/.

[13] M.N. Rothbard, Egalitarianism as a Revolt Against Human Nature, Auburn AL 2000, s. 115-132.

[14] H-H. Hoppe, The Economics and Ethics of Private Property, Auburn AL 2006, s. 77-116. Idem, The Great Fiction, Auburn AL 2021, s. 227-246.

[15]Ibidem.

[16] Na temat ideologii rosyjskiego imperializmu zob. A. Besancon, Święta Ruś, Warszawa 2012. Nt. wcielania tej ideologii w życie w całym procesie ekspansji rozpoczętym przez Wielkie Księstwo Moskiewskie zob. S. Plokhy, Kwestia rosyjska: jak budowano naród i imperium, Kraków 2019.

[17] Czytelnik nieusatysfakcjonowany tego typu konkluzją powinien pamiętać o stale podnoszonym przez Misesa i innych austriaków napomnieniu, że świat ludzkiego działania różni się ontologicznie i epistemicznie od świata przyrody. W tym pierwszym nie występują niezmienne związki przyczynowe, co oznacza, że przewidywanie jest zawsze niepewne, a wyjaśnianie – obarczone nieusuwalnym elementem spekulacji.

[18] Zob. J. Mearsheimer, Tragizm polityki mocarstw, op. cit., passim.

[19]H-H. Hoppe, Dezentral und neutral, op. cit.

[20] J. S. Nye, Konflikty międzynarodowe. Wprowadzenie do teorii i historii, Warszawa 2009.

[21] Zob. np. M.N. Rothbard, Man, Economy, and State with Power and Market, Auburn 2009, s. 1326-1332.

[22] M.N. Rothbard, Egalitarianism…,s.128. Imperializm z agresją wyraźnie wiążą także Mises i Schumpeter: L. von Mises, Liberalizm w tradycji klasycznej, Kraków 2015, s.165-170; J. Schumpeter, Imperialism and Social Classes, Auburn AL 2007, s. 5-6.

[23] Zob. R. McMaken, Breaking Away. The Case for Secession, Radical Decentralization, and Smaller Polities, Auburn AL 2022.

[24] Na usprawiedliwienie Rothbarda wypada przy tym przytoczyć fakt, że formułując swoją ocenę, nie kierował się on pozytywnym stosunkiem do ZSRR. Wprost przeciwnie: sądził po prostu, że prowadzenie bardziej ambitnej – agresywnej – polityki uniemożliwia Sowietom nieefektywność centralnie planowanej gospodarki. M.N. Rothbard, O nową wolność. Manifest libertariański, Warszawa 2007, s. 357-365.

[25] Idem, Ernesto Che Guevara. RIP, Left and Right 3, No. 3 (Spring-Autumn 1967), s. 3-6.

[26] Spośród austro-libertarian piszących na ten temat wyróżniają się zwłaszcza Thomas DiLorenzo i Thomas Woods. Zob. tego ostatniego Niepoprawna politycznie historia Stanów Zjednoczonych, Warszawa 2008. O niewolniczo-ekspansjonistycznej naturze CSA por. J.M. McPherson, Battle Cry of Freedom: Historia wojny secesyjnej, Oświęcim 2020.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Norbert Slenzok

O Autorze:

Norbert Slenzok

Filozof i politolog, doktor nauk społecznych, adiunkt w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Zielonogórskiego. Autor kilkunastu artykułów naukowych poświęconych etyce, filozofii polityki oraz związkom filozofii z ekonomią. Summer fellow w Mises Institute w Auburn (2019).

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Slenzok: O Rosji, Ukrainie, USA i imperializmie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *