Autor: Robert P. Murphy
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Adam Krawiec
Wersja PDF, EPUB, MOBI

SomaliaNa początku roku BBC opublikowało cykl reportaży upamiętniających 20 rocznicę upadku państwa w Somalii. Artykuły, choć nacechowane typową niechęcią wobec anarchii, były jednak dość wyważone, jeśli weźmie się pod uwagę ich mainstreamowe źródło. Trudno bowiem zaprzeczyć, że według wielu kryteriów Somalia rozwija się pomimo (albo jak niektórzy wolą: z powodu) braku silnego, centralnego rządu.

Ekonomiści piszący w tradycji Rothbardowskiej poszli w swej analizie o krok dalej, mówiąc, że Somalia bez rządu radzi sobie lepiej, niż gdyby taki posiadała. Zwykli politycy złośliwie pytają: „Jeśli wy, zwolennicy Rothbarda, tak bardzo popieracie anarchię, to dlaczego nie przeprowadzicie się do Somalii?”. Jednak ta uwaga nie dotyka sedna sprawy. Zwolennicy Rothbarda nie twierdzą, iż brak państwa jest jedynym czynnikiem determinującym szczęśliwą egzystencję, ale raczej, że jeśli społeczeństwo rozwija się i jest praworządne, to utworzenie instytucji dysponującej monopolem na legalne użycie siły i okradanie ludzi może tylko pogorszyć sytuację.

 

20 lat anarchii w rozważaniach BBC

Na wstępie wspomniałem, że BBC podchodzi do tematu w wyjątkowo wyważony sposób. Przyjrzyjmy się zatem jednemu z artykułów:

 

Zdrowy rozsądek podpowiada, że stabilność oraz bezpieczeństwo są warunkami koniecznymi rozwoju gospodarczego. W Somalii od 26 stycznia 1991 roku nigdy nie były one spełnione, jednak do tej pory niektóre sektory gospodarki — wykazującej odporność na niesprzyjające okoliczności — zanotowały znaczący rozwój.

 

Gwałtowne ożywienie gospodarcze miało miejsce w sektorze telekomunikacyjnym:

 

Somalijski ekspert ds. telekomunikacji Ahmed Farah mówi, że choć pierwszy w Somalii maszt telefoniczny wzniesiono dopiero w 1994 roku, to obecnie można wykonywać połączenia telefoniczne z każdego zakątku kraju. Do wyboru jest dziewięć sieci oferujących różne usługi telekomunikacyjne — począwszy od wysyłania SMS-ów, a skończywszy na dostępie do Internetu.

 

Oprócz rozwoju sektora telefonicznego poprawę sytuacji potwierdzają również zmiany innych wskaźników na przestrzeni ostatnich 20 lat — czyli okresu, w którym państwo Somalia jako takie nie istniało. W jednym z artykułów zachodzące zjawiska zostały przedstawione w tabeli:

 

Jak zmieniło się życie w Somalii?

Wskaźnik

1991

2011 (lub najnowsze dane)

Średnia długość życia

46 lat

50 lat

Wskaźnik urodzeń

46

44

Wskaźnik zgonów

19

16

PKB na osobę

210 dolarów

600 dolarów

Śmiertelność niemowląt

116 zgonów dzieci poniżej 1 roku, na 1 000 urodzeń

109 zgonów dzieci poniżej roku, na 1 000 urodzeń

Dostęp do czystej wody

35%

29%

Analfabetyzm wśród dorosłych

76%

62%

 

Z wyjątkiem spadku wskaźnika urodzeń (co może być dwuznaczne) oraz ograniczeniem dostępu do wody pitnej powyższe zestawienie wskazuje na znaczny, wielopłaszczyznowy postęp. Ośmielam się twierdzić, że gdyby interwencja ONZ lub Banku Światowego w jednym z afrykańskich państw dała takie rezultaty, to sukces głoszono by wszem i wobec. Aby uniknąć nieporozumień, trzeba zaznaczyć, że poprawa sytuacji, zobrazowana w tabeli, może być po części zasługą międzynarodowej pomocy humanitarnej skierowanej do Somalii.

 

Sen BBC o doskonałym rządzie

Mimo postępu, któremu trudno zaprzeczyć, pierwszy artykuł BBC boleje nad faktem istnienia anarchii:

 

Chociaż z jednej strony możemy podziwiać w Somalii ciągły wzrost działalności gospodarczej,  to z drugiej strony wiele innych rzeczy mogłoby funkcjonować lepiej.

Brak opodatkowania i regulacji rządowych może oznaczać pewien zakres wolności oraz brak ingerencji ze strony państwa.

Jednak przedsiębiorcy muszą opłacać firmy ochroniarskie, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich dóbr, oraz muszą płacić różnym frakcjom politycznym za pozwolenie na handel.

Ryzykowne okoliczności nie powstrzymują inwestycji, jednak byłoby ich więcej, jeśli istniałyby stabilne władze.

A. Farah — ekspert ds. telekomunikacji — uważa, że operatorzy telefonii komórkowej z radością przywitaliby powstanie efektywnego rządu w Somalii.

„Mieliby zapewnione bezpieczeństwo i stabilizację, a w takich warunkach łatwiej jest prowadzić firmę” — wyjaśnia ekspert. 

„Bez cienia wątpliwości tym, czego potrzebuje somalijski sektor telekomunikacyjny, jest rząd.”

Rząd — wspierany przez ONZ i kontrolujący tylko kilka kluczowych obszarów w stolicy — walczy o uznanie swojej zwierzchności. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi.

 

A. Farah i dziennikarz BBC popełniają w tym miejscu tzw. błąd nirwany, polegający na zestawieniu niedoskonałych rezultatów funkcjonowania rynku ukazanych na przykładzie z życia wziętym z wyidealizowanymi następstwami działań dobroczynnego rządu przedstawianych w podręcznikach. Jednak w realnym świecie, gdy jedno ugrupowanie zdoła zdominować swoich przeciwników tak, że osiągnie kontrolę nad Somalią, to przedsiębiorcy wciąż mogą spodziewać się obowiązku „uiszczania opłat różnym frakcjom politycznym za pozwolenie na handel”.

Szczególnie niepoważna jest krytyka tego, że przedsiębiorstwa muszą obecnie płacić prywatnym firmom ochroniarskim za ochronę. Zgadza się, ale przecież policja oraz sądownictwo nie będą funkcjonować za napiwki, lecz byłyby opłacane z przymusowych podatków. Tak jak w każdym monopolu prowizja pobierana przez rząd za organizację wymiaru sprawiedliwości byłaby o wiele wyższa — ceteris paribus — niż opłata pobierana przez prywatne, rywalizujące ze sobą agencje.

 

Walka o dominację

A. Farah oraz inni zwolennicy silnego państwa mogą ripostować, że stawki za ochronę są szczególnie wysokie z powodu walki o kontrolę nad krajem toczonej pomiędzy poszczególnymi frakcjami („watażkami”). To prawda, ale obserwacje nie potwierdzają opinii A. Faraha i innych polityków, którzy twierdzą, że pokój wewnątrz państwa może zostać osiągnięty tylko wtedy, gdy jedna z rywalizujących grup (lub ich koalicja) będzie w stanie unieszkodliwić przeciwników i zdobyć przytłaczającą kontrolę. Według takiego rozumowania ustanowienie silnego rządu obniży (rzekomo) koszty związane z zapewnianiem bezpieczeństwa.

Istnieją dwa poważne problemy związane z powyższym rozumowaniem. Po pierwsze, można argumentować, że walki watażków w Somalii są tak zaciekłe, ponieważ Zachód wtrąca się w wewnętrzne sprawy kraju, chcąc narzucić rząd. Innymi słowy, klany mogłyby żyć ze sobą w zgodzie, jeżeli wiedziałby, że funkcjonuje mechanizm równowagi sił i dlatego żadna z grup nie będzie zagrożeniem dla pozostałych. Natomiast gdy ONZ wkracza na pole bitwy, zapewniając przewagę jednej ze stron poprzez dostarczanie pieniędzy i broni, to innym, marginalizowanym ugrupowaniom nie pozostaje nic innego, jak zaatakować faworyzowany klan.

Druga kwestia związana jest z powszechnym sposobem uzasadniania istnienia państwa, czyli z tezą, że rywalizujące ze sobą grupy będą angażowały się w walkę dopóty, dopóki jedna z nich nie uzyska znaczącej przewagi nad innymi. Jest to wątpliwe, ponieważ ta zasada się nie sprawdza. Jeżeli mechanizm równowagi sił nie może funkcjonować wśród małych somalijskich klanów, to w takim razie, w jaki sposób może on działać nie tylko w Europie, ale i na całym świecie? Innymi słowy, żeby być konsekwentnymi, A. Farah oraz inni zwolennicy utworzenia rządu w Somalii w celu zapobieżenia wojnom domowym powinni również popierać powołanie rządu światowego, który miałby władzę nad całą planetą.

 

Podsumowanie

Ogólny problem związany z uprzedzeniem wobec watażków opisałem gdzie indziej. Zwracając szczególną uwagę na Somalię, Ben Powell i inni stworzyli świetną analizę, w której porównali sytuację Somali z okresu, kiedy istniał tam rząd, do czasu po jego upadku. Zestawili również jej los z innymi podobnymi afrykańskimi narodami. Twierdzą oni, iż bezpaństwowa Somalia oczywiście nie jest rajem, jednak brak korupcji oraz brutalnego rządu daje jej przewagę nad poprzednim ustrojem oraz tworami istniejącymi wokoło.

Somalia doświadczyła znacznego postępu od czasu upadku bestialskiego reżimu Siad Barre w 1991 r. Jeśli społeczność bardziej rozwiniętych państw świata chce pomóc zubożałemu regionowi, to oczywiście może przekazać pieniądze, a nawet zaoferować wysłanie personelu medycznego lub innego wsparcia. Natomiast jeśli Zachód narzuci wystarczająco już nękanym Somalijczykom „prezent” w postaci państwa, to ich właściwą odpowiedzią powinno być: „Ależ nie trzeba było!”.

37 odpowiedzi na „Murphy: Anarchia w Somalii”

  • Brak centralnego rządu, podziały plemienne, rodowe i dzielnicowe nie są anarchią. Nie ma tam przede wszystkim dobrowolności przynależności do danej grupy etnicznej, natomiast hierarchia i władza w obrębie danej grupy jest zachowana, a jej podporządkowanie przymusowe, tak że o wolności nie ma co mówić, chyba że o wolności do śmierci głodowej.(http://www.wolfpunk.most.org.pl/wst-an1.htm)

  • Oj, czuję, że będzie gorąco.

  • Sporo tekstów na temat Somalii na lib.net:

    http://libertarianizm.net/thread-1156-page-3.html

  • @ Mergiel:

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/kleska-glodu-w-korei-polnocnej-jedza-trawe-by-prze,1,4781060,wiadomosc.html

    Teraz wyjaśnij, co ma fakt istnienia instytucji państwa lub jej braku do głodu.

  • Problem polega przecież nie na istnieniu firm ochroniarskich, ale na braku obiektywnych kryteriów stosowania przymusu w celu np. egzekucji kontraktów (jeden kacyk podda się arbitrażowi – inny zastrzeli sklepikarza bez konsekwencji). Dlatego masowa, wolna przedsiębiorczość bez rządu i sądownictwa (strażnika prawa) jest niemożliwa. Problem jednak polega na tym, że dzisiejsze „frakcje”, „kacykowie” i inne męty prawdopodobnie będą starały się mieć znaczący wpływ na stanowienia prawa. Świat jest niedoskonały, ale tzw. anarchia niczego tutaj nie poprawia.

  • Ad Misiek
    Nie mam co wyjaśniać, bo też uważam, że to nie z powodu braku centralnego somalijskiego rządu jest ten głód. Tak samo jak nie ma tam anarchii w rozumieniu libertariańskim, tylko jest normalna wojna o dominację. Somalia nie istnieje w mentalności większości tubylców, dla nich państwo to ród lub plemię. Natomiast walka o władzę jest to raczej walka o to ,które plemię będzie okupować pozostałe. Nie można myśleć o Somalijczykach w europejskich kategoriach narodowych i państwowych.Natomiast jak widać autor tekstu albo fałszuje rzeczywistość aby udowodnić wyznawaną przez siebie ideologię albo po prostu jest niekompetentny i na podstawie jednego artykułu w prasie wysnuwa daleko idące wnioski.

  • Proponuję zajrzeć na stronę polskiego misjonarza pracującego w Afryce, który ma również swoje spostrzeżenia dotyczące Somalii: http://www.jacekgniadek.com/afryka5.htm

    Pojawia się tam ciekawy (i raczej nieznany w historii świata zachodniego) termin: „kritarchia”.

  • Ad 8,9
    Teksty ciekawe ale chyba nieaktualne.

  • http://spirit.gmu.edu/2011/06/alumnus-named-prime-minister-of-african-nation/

    „His research interests include […] public choice.”

    Ciekawe.

  • „Anarchia w rozumieniu libertariańskim” – to się uśmiałem po pachy. No właśnie, bo te wszystkie anarchie i inne aberracje umysłowe libertarian istnieją w książeczkach Rothbard’a i w powieściach s-f. Teoria teorią, a świat rzeczywisty światem rzeczyiwstym. Niestety ta forma libertarianizmu jest lustrzanym odbiciem socjalizmu wg Marksa. Ciągłe naginanie rzeczywistości pod teorię, a jak tylko „coś” się nie sprawdza to oczywiście wymówka „w NASZYM rozumieniu to nie jest”. To się staje z roku na rok bardziej żałosne. Pomijam już fakt tych pseudo-analiz amerykańskich fachowców, które są analizami z d..y wziętymi.

    Wystarczy mi fragmencik „Twierdzą oni, iż bezpaństwowa Somalia oczywiście nie jest rajem, jednak brak korupcji oraz brutalnego rządu daje jej przewagę nad poprzednim ustrojem oraz tworami istniejącymi wokoło.”

    No jasne, że tam nie ma korupcji i żadnej brutalności. Firmy ochroniarskie i stada różnych ugrupowań w ogóle nie są brutalne, a wszystko gra i buczy w pokojowym tonie! I ta stabilność gospodarcza i geopolityczna dla firm i ludzi! 😀

    Problem z amerykanami i ich śmiesznymi analizami jest właśnie taki, że zamiast pojechać do takiego raju i pomieszkać ‚x’-lat, aby się przekonać jak rzeczywistość wygląda to wypisują takie bzdury nawet nie wychodząc poza swoje biurko i zza wytartego fotela. Szkoda marnować więcej czasu na te brednie. Teoretycy, teoretycy i jeszcze raz teoretyce, ale nie dałbym im nawet zarządzać sklepem mięsnym, bo by szybko zbankrutował.

  • @11

    „Firmy ochroniarskie i stada różnych ugrupowań w ogóle nie są brutalne, a wszystko gra i buczy w pokojowym tonie! I ta stabilność gospodarcza i geopolityczna dla firm i ludzi!”

    Różowo nie jest, ale tragicznie też nie. Jak podkreślał Murphy – gdyby interwencja ONZ lub Banku Światowego w jednym z afrykańskich państw dała takie rezultaty, to sukces głoszono by wszem i wobec.

    Poniżej fragment tekstu o Somalii podlinkowanego przez Jana Kowalskiego:

    „W Somalii firmę można prowadzić na dwa sposoby. Opłacić lokalnego watażkę, nie zawsze najbardziej godnego zaufania gościa i mieć nadzieję, że powstrzyma swoich milicjantów przed mordowaniem twojego personelu. Albo możesz powiedzieć mu, żeby się wypchał i wynająć własną milicję. Po trzynastu latach wojny domowej biznesmeni coraz częściej wybierają tę drugą możliwość, a ich nieustępliwość zostaje nagrodzona.

    (…)

    W zeszłym miesiącu otwarto w Mogadishu pierwszą rozlewnię Coca-Coli. Fakt, że komory do przechowywania dwutlenku węgla zamknięto we wzmocnionym betonie odpornym na ostrzał z moździerzy, nie jest istotny. Somalijczycy mają teraz okazję, aby psuć sobie zęby, jak wszyscy inni – i to jest dobre. Dystrybucję coli po całym kraju ułatwi obecność setek doświadczonych ochroniarzy, odpowiedzialnych też za bezpieczeństwo zagranicznych ekspertów, którzy czasem tu wpadają. Nowo przybyłe osoby zachęca się, aby krótko po przyjeździe uspokoiły nerwy, wystrzeliwując parę pocisków albo rzucając granatem ręcznym.

    – To naprawdę działa – entuzjazmuje się przebywający tu z wizytą kenijski inżynier.

    O dziwo, odrodzenie umożliwiła pogłębiająca się fragmentacja Somalii. Wciąż nie ma prawdziwego rządu centralnego, ale tam, gdzie kiedyś działała garstka watażków, teraz jest ich co najmniej dwudziestu czterech – i to tylko tych poważnych. Mogą teraz obrabować mniejszą liczbę ludzi z pieniędzy i niewielu stać na toczenie sześciogodzinnych bitew, które kosztują 100.000 dolarów albo więcej – więc takie bitwy wybuchają rzadziej.”

  • A to o tym kto jeszcze dokłada do Somalii http://forsal.pl/artykuly/480394,walka_ze_wspolczesnymi_piratami_kosztuje_biznes_i_panstwa_nawet_12_mld_dol.html
    Interesujący jest komentarz pod tekstem. Hodujemy sobie coraz mocniejszych gangsterów w Afryce.

  • @BR

    Tam jest tragicznie. Właśnie Somalia jest przykładem, gdzie wolny, niczym nieskrępowany rynek potrafi się ukształtować… właśnie w postaci prowadzenia biznesu zza lufy karabinu + z maczetą w drugiej kieszeni. Pokojowa współpraca i dobrowolność wymiany? Dobre sobie. W książeczkach Rothbard’a i jego wyznawców. Dosłownie zza rogu może cię odstrzelić byle kto, więc ja bym się tam bez małej prywatnej armii nawet nie ruszał.

    A McDonald’y będą otwierać w schronach przeciwatomowych niczym z gier postapokaliptycznych, a takie Murphy i inne Robert’y będą dalej pisać jak to fajnie Somalia się rozwija i w ogóle jakie perspektywy przed przedsiębiorcami pojawiają się na horyzoncie wszystko dlatego, że nia ma tam rządu. Dziwne jakoś, że zamiast uczestniczyć w tym fenomenalnym eksperymentcie to miszcz siedzi i wygaduje takie głupoty zza amerykańskiego, socjalistycznego biurka. Dlaczego?

    Ja preferuję jednak społeczności z państwem, aniżeli Somalię. Niech się tam wyrżną wszyscy w pień w wyniku dobrowolnej współpracy.

  • @Krzysztof Zawada

    „Właśnie Somalia jest przykładem, gdzie wolny, niczym nieskrępowany rynek potrafi się ukształtować… właśnie w postaci prowadzenia biznesu zza lufy karabinu + z maczetą w drugiej kieszeni.”

    Ja bym raczej powiedział, że to ideologiczna gadka, ignorująca masę innych czynników, które doprowadziły do tej Pana „tragedii”.

    „Pokojowa współpraca i dobrowolność wymiany? Dobre sobie.”

    Ale po co te cyniczny uśmieszek? Somalia leży w mega niefajnym miejscu. Tam przez niemal cały rok panuje susza. To najgorsze miejsce na bawienie się w akap 🙂 Do tego dochodzą nieciekawa historia (non stop jakieś podboje, okupacje, kolonializm etc) i uwarunkowania etniczo-kulturowe. Wiele miast włoskiego renesansu było kontrolowanych przez dyktatorów tak jak w Somalii. Jednak czytając o tych społeczeństwach, możesz bez trudu zauważyć, że żyć tam było nieskończenie lepiej i łatwiej niż w Somalii. Po prostu inny klimat, no i przede wszystkim inna kultura/tradycja. Wg mnie kultura i obyczaje mają olbrzymi wpływ na jakość życia – akap w Europie czy akap w Kanadzie a akap w Afryce to dwa różne światy. Zarówno we wspomnianych miastach renesansowych, jak i w Somalii dzisiaj brakowało sprawnych mechanizmów narzucających wolę władcy: nie było nowoczesnych, dobrze zorganizowanych sił policyjnych, szybkiej, długodystansowej komunikacji, nadzorujących kamer czy akt informacyjnych o życiu przeciętnych obywateli. Stąd też stosunkowo łatwo było unikać kontroli wtedy we Włoszech i dzisiaj w Somalii. A jednak różnica na korzyść miast renesansowych jest gigantyczna – jak mówię, moim zdaniem to wynika z kultury, obyczajów, pojmowania pewnych rzeczy.

    „Niech się tam wyrżną wszyscy w pień w wyniku dobrowolnej współpracy.”

    No właśnie, że tak się nie stanie. Prędzej jakieś państwo wyrżnie w pień wszystkich swoich obywateli.

  • Ad Br
    Ubawiło mnie porównanie świetnie zarządzanych miast-państw włoskich z epoki renesansu do bajzlu w Somalii nie mającego wiele wspólnego z kapitalizmem. Wytłumacz mi gdzie Ty tam widzisz wolność wyboru, stowarzyszania się itd. nie mówiąc o dobrowolnej wymianie. Dobrowolnie wymieniają statki za kasę.

  • Mergiel, ty KOMPLETNIE nie skumałeś tego porównania, dlatego cię ubawiło. Ale to jest głupkowaty śmiech, więc nie ma co się chwalić publicznie.

  • Szkoda, że nie umiesz dyskutować bez obrażania drugiej strony.
    To ty napisałeś: „Zarówno we wspomnianych miastach renesansowych, jak i w Somalii dzisiaj brakowało sprawnych mechanizmów narzucających wolę władcy”
    Czyżby Medyceusze we Florencji, dożowie w Wenecji i papież w Rzymie nie mieli rzeczywistej władzy?
    Włoskie miasta-państwa w kwestii organizacji władzy były spadkobiercami nie jakiegoś anarcho-cośtam tylko starożytnego Rzymu. To że byt kształtuje świadomość napisano już dawno temu i dlatego tym bardziej nie można Somalii traktować jako pozytywny przykład rozwoju państwowości lub anarchii, jak kto woli, bo to jest w całej rozciągłości cywilizacyjna klęska.

  • Romeo i Julia jako studium przypadku? Hmm, ciekawe, intrygujące, ale niezbyt odkrywcze.

  • „Włoskie miasta-państwa w kwestii organizacji władzy były spadkobiercami nie jakiegoś anarcho-cośtam tylko starożytnego Rzymu.”

    Somalia nie jest spadkobierczynią anarcho-czegoś-tam, lecz państwa kolonialnego. To raz.

    Dwa: włoskie państwa-miasta były rządzone przez dyktatorów, posiadających CAŁKOWITĄ niezależność od czegokolwiek – dokładnie tak jak dzisiaj w Somalii rządzą sobie watażkowie na danym terenie.

    Tyle że to była Europa z inną kulturą, obyczajami i czym tam jeszcze chcesz. Argument rasistowsko-szowinistyczny, ale mam to gdzieś. Akap w Somalii a akap w Europie XVI wieku na przykładzie miast włoskich – mimo uderzających podobieństw, o których wspomniałem – to dwa rożne akapy.

    „To ty napisałeś: „Zarówno we wspomnianych miastach renesansowych, jak i w Somalii dzisiaj brakowało sprawnych mechanizmów narzucających wolę władcy” Czyżby Medyceusze we Florencji, dożowie w Wenecji i papież w Rzymie nie mieli rzeczywistej władzy?”

    W porównaniu z władzą, jaką mają dzisiaj premierzy i prezydenci państw demokratycznych, to ich władza była parodią. Dlaczego – pisałem.

  • akap w Europie XVI wieku na przykładzie miast włoskich

    to chyba była raczej demokracja, niż akap. Albo masz bardzo dziwną definicję akapu…

  • Ad Krzysztof Zawada i BR

    Niepotrzebne są te Wasze swaty. Cała dyskusja wynikła z nie zrozumienia przez Pana Zawadę tekstu.
    Murphy nie napisał nigdzie, że Somalia jest idealną do życia krainą anarchistyczną.
    Celem pracy było wskazanie, że w tak demonizowanej wszędzie anarchii może rozwijać się społeczeństwo, a co najważniejsze biznes.
    Jeżeli w takiej Afryce gdzie co chwila jedno plemię wyżyna drugie maczetami, utrzymała i rozwinęła się taka Somalia, to jaki potencjał tkwi w krajach anglosaskich?

  • @Krzysztof Zawada
    „Tam jest tragicznie. Właśnie Somalia jest przykładem, gdzie wolny, niczym nieskrępowany rynek potrafi się ukształtować… właśnie w postaci prowadzenia biznesu zza lufy karabinu + z maczetą w drugiej kieszeni.”

    czy przed upadkim panstwa somalijskiego bylo tam zupelnie inaczej? panowala tam praworzadnosc i spokoj?

  • @Krzysztof Zawada
    „Dziwne jakoś, że zamiast uczestniczyć w tym fenomenalnym eksperymentcie to miszcz siedzi”

    rozumiem ze bylbys pierwszy ktory by sie przeprowadil do somali gdyby tylko to cudowne panstwo sie nie rozpadlo

  • Na stopsyjonizmowi.wordpress.com znalazłem obszerny, dwuczęściowy tekst na temat Somalii:

    „Niewiele miejsc na świecie dokładnie odpowiada opisowi piekła lepiej niż rozpadająca się stolica, Mogadiszu; państwa zdewastowanego przez imperializm, niestabilność i sabotaż gospodarczy, zorganizowane przez obce siły.”

    cz. 1: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/08/17/somalia-glod-dla-zysku-i-wschodnio-afrykanski-kryzys-zywnosciowy-cz-i/

    cz. 2: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/08/19/somalia-glod-dla-zysku-i-wschodnio-afrykanski-kryzys-zywnosciowy-cz-ii/

  • Najpierw pewna prawda objawiona, że dane które są w tabelce są w niektórych miejscach sfałszowane. BBC opiera dane na cyklicznym wydaniu CIA „the world factbook”. I o ile dane z 2011 się zgadzają, to te z 1991 roku już niekoniecznie. Stary i dość żenujący zwyczaj podawania danych statystycznych z wiarygodnym źródłem, licząc że nikt nie będzie weryfikował owego źródła. A jeśli mi nie wierzysz – sprawdź w the world factbook 2011 (wszystko się zgadza) i 1991 (niekoniecznie wszystko)

    Wskaźnik
    1991
    2011 (lub najnowsze dane)

    Średnia długość życia
    46 lat (fałszowanie danych – powinno być 56 lat)
    50 lat

    Wskaźnik urodzeń
    46
    44

    Wskaźnik zgonów
    19 (fałszowanie danych – powinno być 13)
    16

    PKB na osobę
    210 dolarów (dane z 89 a nie z 91)
    600 dolarów

    Śmiertelność niemowląt
    116 zgonów dzieci poniżej 1 roku, na 1 000 urodzeń
    109 zgonów dzieci poniżej roku, na 1 000 urodzeń

    Dostęp do czystej wody
    35%
    29%

    Analfabetyzm wśród dorosłych
    76%
    62%

    @BR
    „Różowo nie jest, ale tragicznie też nie. Jak podkreślał Murphy – gdyby interwencja ONZ lub Banku Światowego w jednym z afrykańskich państw dała takie rezultaty, to sukces głoszono by wszem i wobec.”

    Nie chcę mi się nad Tobą znęcać, ale jesteś kanapowym dyskutantem który nagina rzeczywistość do faktów. Porównam więc obok Somalii leżącą niedaleko Kenię – podobny klimat i tak dalej.

    Wskaźnik
    1991/2011 (lub najnowsze dane)

    Średnia długość życia
    56>50 Somalia
    62 (w przybliżeniu; 64F 60M) >59,5 Kenia

    Wskaźnik urodzeń
    46>44 Somalia
    45>33,5 Kenia

    Wskaźnik zgonów
    13>16 Somalia
    8>8,9 Kenia

    PKB na osobę
    210>600 dolarów
    360>1600 dolarów

    Śmiertelność niemowląt
    116>109 zgonów dzieci poniżej 1 roku, na 1 000 urodzeń (Somalia)
    69>52,2 zgonów dzieci poniżej roku, na 1 000 urodzeń (Kenia)

    Dostęp do czystej wody
    35>29%
    BD>59%
    Analfabetyzm wśród dorosłych
    76>62% Somalia
    31>15% Kenia

    Tak więc PKB wzrósł bardziej w Kenii (444%) niż w Somalii (285%), bardziej pogorszyła się przewidywana długość życia, wskaźnik zgonów. Nie poradzono sobie z analfabetyzmem a śmiertelność niemowląt zaskakująco duża.

    A wśród liczby emigrantów zajmuje prestiżowe 8 miejsce (11.8/1000) wyprzedzając Syrię, Trynidad I Tobago czy Sierra Leone. W 1991 migracji nie było właściwie wcale.

    Czy Bank Światowy/ONZ ogłasza sukces Kenii? Nie – bo jest to typowy przykład 20-letniej polityki kraju afrykańskiego. To Somalia jest dnem.

    „Somalia doświadczyła znacznego postępu”, „znaczny, wielopłaszczyznowy postęp”. Bzdura. Upieranie się że somalia to „sukces” jest równie głupie jak twierdzenia członków PPSu że najlepszy kraj, gdzie najlepiej się żyje to Korea Północna a jej nie najlepsza kondycja gospodarcza wynika wyłącznie z embarga państw trzecich.

    A zresztą czemu porównano tylko te elementy, a nie wszystkie. Przykładowo CIA nie jest w stanie nawet oszacować inflacji (lokalni biznesmeni drukują pieniądze więc oszacowanie inflacji jest niemożliwe) czy bezrobocia…

  • Stanisław Kwiatkowski

    Nie podważam tego co piszesz, nie mam czasu weryfikować, ale jedna sprawa:

    Być może BBC „sfałszowało” te dane. (Tabelka Murphyego jest przekopiowana stąd: http://www.bbc.co.uk/news/world-africa-12285365 )

    Jednak podają pod tabelką, że źródłem są „CIA/UN/UNICEF”, a nie wyłącznie CIA Factbook.

    Z czystej ciekawości, bo samego mnie to ciekawi, tylko czasu obecnie mam mało: sprawdzałeś może pozostałe źródła? Może akurat te robieżności wynikają z korzystania z danych ONZ i UNICEF?

    Bo oczywiście BBC mogło fałszować dane, ale byłbym ostrożny w takich oskarżeniach.

  • Prawdę mówiąc wątpię aby korzystano z czegoś innego niż factbook; przykładowo UNESCO a więc UN w swoim raporcie na temat analfabetyzmu na świecie pomija Somalię (niemożliwe do oszacowania). I tak dalej. Po prostu nie mogę dotrzeć do tych danych innych organizacji w jakiejś zbiorczej formie (a zwłaszcza z 91 roku).

    Ale nawet jeśli z nich korzystano w tych wątpliwych wypadkach to dokonano manipulacji (mocne słowo ale tak uważam) przedstawiając wyłącznie dane potwierdzające tezę o wzroście gospodarczym Somalii (a nie przedstawiając rozbieżności).

  • Ciekawa praca autorstwa Benjamina Powella, Ph.D. z The Independent Institute wskazuje, że „Somalia wypada porównywalnie na tle pozostałych afrykańskich krajów i lepiej w porównaniu do okresu, w którym miała rząd”. Na podstawie obserwacji doświadczeń afrykańskich konkluduje, że gdyby któryś z watażków przejął władzę, prawdopodobnie Somalia zamieniłaby się w kolejny „vampire state”:
    http://www.independent.org/pdf/working_papers/64_somalia.pdf

    Inna praca, autorstwa Petera Leesona, Ph.D, ale wydaje mi się że bardziej optymistyczna:
    http://www.peterleeson.com/better_off_stateless.pdf

    W obu pracach można znaleźć ponadto interesujące fakty na temat m.in. rozwoju handlu i usług po upadku centralnego rządu czy historii somalijskiej waluty.

    Przesłanki wskazują więc na to, że faktycznie Somalijczykom żyje się lepiej bez rządowego buta, chociaż nie jest to nawet dobry przykład anarchii, więc z ideologicznymi wnioskami raczej byłbym ostrożny.

  • Ale w takim razie napisz mi
    (1) dlaczego z tego kraju wszyscy chcą uciekać? Co prawda miejsce ma 8 wśród wszystkich krajów w % uciekających mieszkańców no ale przecież Micronesja, Wyspy Mariana, Maldives to są małe kraje. Somalia jest największym krajem na świecie z którego ludzie uciekają.
    (2) dlaczego rozwija się gorzej niż Kenia czy Etiopia, kraje o porównywalnej gospodarce, klimacie etc.

    Przeczytałem uważnie pierwszy pdf. Głównie informuje on o rozwoju kraju, że jest Coca-Cola, dojeżdża kurier DHL, są hotele, restauracje i sklepy. I że lepiej niż za czasów dyktatury. Wszystko fajnie – ja się z tym zgadzam. Tyle że Kenia i Etiopia rozwijają się szybciej. Pytanie, dlaczego.

  • Ad 31
    Pewnie dlatego:
    „Handel zagraniczny. Bilans handlu zagranicznego od wielu lat jest ujemny. W 2005 wartość eksportu wyniosła 612 mln dol. USA, importu zaś 2,7 mld dol. USA. Deficyt handl. niwelują kredyty i bezzwrotne pożyczki zagr. oraz darowizny”.
    Źródło: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/4574059/etiopia-gospodarka.html

  • Ani państwa, ani anarchii nam nie potrzeba, a własności, racjonalności i społecznej kontroli.

  • Jak to dlaczego – bo się tłuką, a kraj jest w dużej mierze pustynny i jednym z najbiedniejszych w Afryce, poza tym w porównaniu do innych krajów otrzymuje stosunkowo niewielką pomoc z zewnątrz.

    Różnice pomiędzy Somalią a sąsiadami są poważne – zaczynając choćby od podstawowego faktu, że Somalia jest krajem islamskim i nomadzkim, a Etiopia i Kenia chrześcijańskimi, o odmiennych warunkach naturalnych i historii, Etiopia od chyba dwóch tysiącleci była monarchią, jest kolebką ludzkości i przyciąga ludzi i kapitał zza granicy, jest afrykańskim oczkiem w głowie i strategicznym partnerem (jak Izrael) Stanów Zjednoczonych i uzyskuje od nich corocznie hojne datki, Kenia jest bardzo atrakcyjna turystycznie (drugi najbardziej rozwinięty sektor po rolnictwie) itd. Poza tym problem polega na dokładnym zmierzeniu faktycznych performance’ów tych krajów, bo jakie źródło taka wersja. Central Bank of Somalia twierdzi, że GDP per capita jest w ich kraju bardzo niskie, ale tylko trochę niższe od kenijskiego, a wyższy od etiopskiego (prawdopodobnie ze względu na fakt, że Etiopia jest drugim najbardziej zaludnionym krajem afrykańskim). CIA World Factbook z kolei temu przeczy.

  • Mnie to zawsze zastanawia, skąd oni biorą te dane, w jaki sposób zbierają informacje. U nas nie możemy sobie dać rady ze statystyką chorób zakaźnych i nowotworów, zatruć, aborcji itp. a tu niby mają znać śmiertelność niemowląt, wskaźnik zgonów, dochód itp. Nie wiadomo wcale, czy podawane przez Was różnice są istotne statystycznie.
    Ja bym z tych danych nie wyciągał wniosków dotyczących jakiś konkretnych trendów. Ogólny stan to może odzwierciedla i tyle.

  • Hahaha. Nie moge – panstwa nie maja, ale bank centralny sie u nich uchowal!

  • Przestał funkcjonować w 1990 r., został otworzony ponownie przez rząd tymczasowy w 2009 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Najpewniej nie jest przesadą rzec, że każdy znaczący postęp w teorii ekonomii ostatnich stu lat był kolejnym krokiem konsekwentnego stosowania subiektywizmu. Friedrich von Hayek
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Bartosz Baranowski
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Miłosz Janas
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Andrzej Koźlik
Pan Jacek Kubica
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Parol
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Franciszek Szterleja
Pan Szymon Szydełko
Pan Michał Szymanek
Pan Szymon Truszczyński
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Łącznie otrzymaliśmy 2 883,33 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>