Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

W trakcie, gdy na rynkach finansowych panuje mieszanina strachu i skromnego optymizmu, system biurokratyczny Unii Europejskiej powoli, aczkolwiek konsekwentnie, pracuje nad budową finansowego socjalizmu. Kilka dni temu pojawiła się propozycja zwiększenia poziomu gwarancji depozytów bankowych z sumy 50 tysięcy euro do 100 tysięcy euro. Jeszcze parę lat temu gwarancja ta była około czterokrotnie niższa i dotyczyła 90% depozytów. Wkrótce, jeśli plany Komisji Europejskiej zostaną zrealizowane, depozyty do 100 tysięcy euro będą miały stuprocentowe gwarancje państw Unii Europejskiej. Oznacza to, że mniej więcej 95% posiadaczy depozytów będzie miała je zagwarantowane niezależnie od tego, w jakim banku je złożą.

Rozwiązanie to ma na celu ochronę systemu bankowego przed pieniądzem papierowym. W praktyce oznacza to bowiem, że w zasadzie bezcelowe jest wyciąganie gotówki z banku, skoro być może ktoś nam je ukradnie. Jeśli zaś ktoś okradnie bank, to państwo i tak nam te środki odda. Na pierwszy rzut oka, szczególnie dla ludzi martwiących się o swoje życiowe oszczędności, wydaje się to korzystne. Czyż człowiek nie czuje się od razu lepiej, gdy ktoś dekretuje, że ma być bezpieczniej?

Niestety tak jest tylko na pierwszy rzut oka, ponieważ cały proceder ma drugą, mniej zauważalną stronę. Aby to zobrazować, posłużmy się wyimaginowanym przykładem. Wyobraźmy sobie, że postanawiamy założyć egzotyczny bank. Jego oferta jest dość nietypowa — ogłaszamy, że zachęcamy ludzi do otwierania depozytów do wysokości 100 tysięcy euro i zamierzamy je szalenie ryzykownie inwestować w przedziwne aktywa, które mają szansę przynieść wysokie zyski. Oferujemy na te depozyty oprocentowanie lub też zapłatę w jakiejś innej formie (bezpłatne prowadzenie konta itp.). Faktem jest, że straty mogą ponieść akcjonariusze naszego banku, ale ich również można ostrzec, że będzie to ryzykowna inwestycja. Klienci zaś nie muszą się martwić, bowiem państwa na pewno zwrócą im ich środki w razie upadku banku. Nie powinno być problemów z pozyskaniem funduszy, a szanse na zyski są ogromne. Szansy na stratę również, ale to już przecież nie będzie problemem banku.

Czy jest coś, co nie do końca nam się podoba w tym scenariuszu? Z pewnością. I to, co nam się nie podoba, jest powiązane z problemami, które wynikają z bankowego pieniądza gwarantowanego w stu procentach przez państwo. Oznacza to, że banki uzyskują jeszcze większy parasol ochronny ze strony państwa niż dotychczas. Oznacza to wobec tego, że daje to jeszcze mocniejszy sygnał o tym, że zyski są prywatyzowane, a straty uspołecznianie. Takie rozwiązanie wcale nie uchroni nas przed kryzysami takimi jak ten z 2008 — wprost przeciwnie, gwarantuje wystąpienie zdecydowanie poważniejszych.

Jedną z możliwych ripost jest twierdzenie, iż na szczęście istnieje nadzór regulacyjny, który będzie pilnie przestrzegał przed podobnymi nadużyciami. Co za tym idzie, powyższy, wyimaginowany scenariusz jest niemożliwy do zaistnienia w praktyce (choć dodajmy, że służy dobrze jako skrajna ilustracja pewnego zjawiska). Tymczasem, jeśli czegokolwiek nauczyły nas kryzysy, to właśnie tego, że nadzór nie jest w stanie efektywnie im zapobiec. Po drugie, ta nieskuteczność regulacyjna wraz z pogłębianymi gwarancjami państwowymi oznacza, że interwencjonizm państwa coraz bardziej przekształca się w pełne planowanie rynków finansowych. Wtedy, przy pełnym planowaniu, nadzór będzie „efektywny” w tym sensie, że nie będzie możliwa ucieczka przed nim. Patrząc na ostatnie 2 lata nie jest to w żadnym stopniu odległe. W dodatku w świetle kryzysu finansów publicznych (konsekwencji keynesowskiej polityki fiskalnej) oznacza to również budowanie dużych obszarów politycznego socjalizmu. Każdy kij ma dwa końce — uzyskując „bezpieczeństwo depozytów” zmierzamy w stronę systemu, który straci resztki efektywności gospodarczej. Jeśli bowiem ktoś myśli, że państwo będzie w stanie efektywnie planować rynek finansowy, kapitałowy i kredytowy, warto wrócić do dyskusji o niemożliwości rachunku ekonomicznego w socjalizmie. I tego, jak przykładowo funkcjonowały banki w PRL lub w innych systemach, gdzie najwięcej o kredytowaniu mają do powiedzenia rządowe biura.

Należy wobec tego pamiętać, że obecne rozszerzanie gwarancji depozytów jest odpowiedzią na niestabilność systemów bankowych, która została spowodowana utworzeniem przez państwa standardu pieniądza papierowego. Alternatywnym sposobem przywrócenia większego bezpieczeństwa dla oszczędności ludzi jest odejście w stronę innego reżimu monetarnego — opartego na pieniądzu towarowym — na przykład standardu złota.

Propozycja rozszerzenia gwarancji depozytów nie tylko konserwuje nieudolny system. Daje także poczucie złudnego bezpieczeństwa, że upadek wybranego banku oznacza, iż możemy przenieść pieniądze do innego. Nie zmienia to jednak faktu, że system dalej opiera się na nieefektywnej kreacji długu i zwiększaniu inflacji. A do tego sprawia, że następuje ewolucja w stronę jeszcze bardziej nieodpowiedzialnego inwestowania. Z tych względów regulacja ta niewiele zmieni, zawiera jednak w sobie pewne poważne, ukryte koszty, o których warto wiedzieć.

6 odpowiedzi na „Machaj: Socialism is coming”

  • Proceder ma jeszcze inna stronę …
    Po pierwsze, na te wszystkie systemy gwarancji zrzucają się klienci. Tylko o tym nie wiedzą – banki kalkulując oprocentowanie depozytów biorą poprawkę na koszt „systemu” do którego wnoszą środki do których dostęp ma taki przykładowy BFG. Tak więc jest to ochrona (o działaniu psychologicznym) za nasze pieniądze.

    Po drugie, przy takiej monokulturze bankowej jaka miała miejsce na Islandii system gwarantujący powinien być olbrzymi. Przykładowo polski BFG jest w stanie pokryć mniej niż 2% depozytów klientów. Oczywiście państwa mogą odwołać się do bardziej drastycznych instrumentów „walki” jak dokapitalizowanie banku z budżetu (kreacja długu) lub udzielenie kredytu przez bank centralny (kreacja pieniądza z powietrza), czyli ponownie na koszt nasz.

    Ponadto, państwo chce bardzo pójść na rękę klientom i od (o ile pamiętam) 1 stycznia 2011 czas oczekiwania na wypłatę gwarancji z BFG ma wynosić 20 dni zamiast obecnych 3 miesięcy.

    Nie wszyscy o tym wiedzą, ale gwarancja dotyczy depozytów klienta w jednym banku. Co więcej jeżeli rachunek jest prowadzony dla kilku współposiadaczy to każdy z nich będzie miał gwarancję do 100.000 eur. Można zatem złożyć kilka depozytów po 100.000 w kilku bankach i … szafa gra.

  • „Po pierwsze, na te wszystkie systemy gwarancji zrzucają się klienci” – co jeszcze gorsze, nie tylko oni.

  • Autor chyba coś pomieszał. Zabezpieczenie depozytów nie jest równoznaczne z gwarancjami na wszystkie aktywa. Zatem agresywna i ryzykowna polityka inwestycyjna dla „depozytów”, albo „lokat” nie może mieć miejsca. Natomiast założenie konta w egzotycznym banku nie będzie objęte gwarancją państwa obywatela. A jeżeli miałby to być bank-przekręt to z powodu ścisłego nadzoru długo by na terytorium UE nie podziałał.

    Co do użycia powyższego przykładu jako bata na regulację to trzeba zauważyć, że kryzys zaczął się od państwa, gdzie ów nadzór był w szczątkowej formie. Mający charakter raczej reaktywny niż prewencyjny.

    Planowanie w finansach nie jest możliwe choćby z powodu liczby podmiotów operujących w tej dziedzinie. Regulacja może się zbliżać do planowania, ale planowaniem nigdy nie będzie. Różnica pomiędzy jednym a drugim nie jest natury ilościowej lecz jakościowej.

    2% zabezpieczenia w BFG to wcale nie jest tak mało zważywszy na sumę depozytów będących w posiadaniu banków.
    Dodatkowy koszt gwarancji i regulacji jest dodatkowym kosztem ryzyka. Niechęć do takich rozwiązań przez niektórych „finansistów” to właśnie niechęć do płacenia za ryzyko. Nadal dewizą na rynku finansowym jest kupić tanio sprzedać drogo byle szybko, a jak się nie uda przerzucić straty na kogoś innego.

    Oczywiście winą za taki stan rzeczy jest odejście od parytetu złota jako najtwardszej waluty. Ale winą będzie także odejście od oparcia gospodarki na tym co urodzi ziemia.

  • Kwestia zachęty do inwestycji w bardziej ryzykowne aktywa powodowana przez zwiększenie poziomu gwarancji jest opisana jasno i przekonująco. Natomiast krytyka nadzoru ogranicza się do tylko jednego zdania: „Tymczasem, jeśli czegokolwiek nauczyły nas kryzysy, to właśnie tego, że nadzór nie jest w stanie efektywnie im zapobiec.” Nie jestem przekonany do tego czy rzeczywiście nowopowstające i bardziej restrykcyjne formy nadzoru miałyby być nieskuteczne. Dlaczego tak miałoby być?

  • Szafa gra dopóki padają pojedyncze banki. Jak padnie ich więcej (cały system) to nawet drukowanie pieniądza przez bank centralny i gwarancje BGF nie pomogą. Nasze oszczędności w papierze stopnieją do zera ujawniając prawdziwą wartość prawnego środka płatniczego.

    W każdym razie, dobry news dla goldbugów.

    PS. A propos tytułu: socjalizm już tu jest. Z każdą taka dyrektywą jest go coraz więcej.

  • @ Karol S. – agresywna polityko dot. depozytów – to oferowanie wysokiego oprocentowania na depozyty. To, że banki mogą oferować wysokie oprocentowanie może być spowodowane np. „promocją” banku wchodzącego na rynek. Ale równocześnie system gwarantowania depozytów powoduje, że dla klienta jest obojętne w jakim banku lokuje skoro państwo daje gwarancję. Pomijam tutaj kwestię wiedzy klienta i możliwości zweryfikowania przez niego bilansu banku. Analizują oczywiście banki komercyjne decydując czy udzielać takiemu „ryzykownemu” czy też nowemu bankowi depozytów międzybankowych – depozyt banku A w B nie jest objęty gwarancją BFG. A zatem profesjonalni uczestnicy rynku dysponując lepszą wiedzą nie lokują pieniędzy w słabym banku. Słaby bank wychodzi do ludu i mówi: daję wysoki procent i mam gwarancję BFG. I ludzie to kupią skoro system gwarantować ma coraz większe kwoty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • google
  • facebook
  • twitter
  • youtube
Zapisz się na newsletter:

Wybierz listę(y):

Cytat:
  • Nie ma dobrych podatków, są tylko mniej złe. Jean-Baptiste Say
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W grudniu wsparli nas:
Pan Wojciech Bielecki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pani Julia Bula
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Piotr Furmanek
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Adam Janicki
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Tomasz Malinowski
Pani Justyna Maszczyk
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pani Magdalena Moroń
Pan Marcin Moroń
Pan Piotr Musielak
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Bartosz Piechnik
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Rafał Sokołowski
Pan Piotr Sowiński
Pan Michał Szymanek
Pan Adam Ślązak
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Tomasz Woźniak
Pan Paweł Wójcik
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pracownik Santander Bank
Certus Investment
Łącznie otrzymaliśmy 9 909,54 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>