Machaj: Zusofe – druga faza reformy emerytalnej w Polsce

6 stycznia 2011 Audio komentarze: 21

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 13MB).

“I have altered the deal. Pray I don’t alter it any further”

ZUSPonad 10 lat temu wprowadzono w Polsce reformę, która trochę zmieniła system emerytalny. Zazwyczaj przedstawia się wizję, że była to wielka reforma, która doprowadziła do minirewolucji. Ta tradycyjna opowieść sugeruje, że obecnie doszło do kontrrewolucji i odwrócenia wspaniałych zmian, których doświadczyło polskie społeczeństwo. Jak można było cofnąć jeden z największych sukcesów, pytają niektórzy komentatorzy. Premier Jerzy Buzek doprowadził do sytuacji, w której „nasze oszczędności” pracowały na nas, a premier Donald Tusk ten nowy ład zaburza i zmierza ku temu, że nasze oszczędności przejmie jednak ZUS.

Tymczasem wydaje się, że jest to perspektywa chybiona. Ponad 10 lat temu przeprowadzono pewną niewielką reformę. Co więcej, ta „reforma”, czy może raczej mała zmiana, wcale się nie skończyła, a obecny bieg spraw jest jej naturalnym następstwem. Krótko mówiąc, wbrew powszechnym sugestiom wcześniejsza reforma nie była wielkim sukcesem, a obecna zmiana nie jest porażką. Reforma od samego początku była przegraną, która prowadziła nas do obecnej sytuacji. Po przeprowadzeniu reformy w 1999 roku wprowadzenie obecnej zmiany było tylko kwestią czasu, tak jak nieuchronne jest bankructwo całego systemu emerytalnego, jeśli nie dojdzie do wprowadzenia dobrej i radykalnej reformy.

Zusowe — czyli co było nie tak z ZUS-em

Przyjrzymy się funkcjonowaniu samego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. W najbliższych latach ZUS ogłosi bankructwo lub — jeśli ktoś woli inne określenie — przeprowadzenie „koniecznej reformy” polegającej na wydłużaniu wieku emerytalnego ponad średnią długość życia obywateli, lub radykalne obniżenie świadczeń. Tak czy inaczej, złożone obietnice i rzekome zobowiązania do zapewnienia bezpieczeństwa wbrew socjalistycznym nadziejom pokładanym we wszechmocy państwa zostaną złamane. Konieczność tych reform wynika — o, ironio! — z sukcesów kapitalizmu i z tego, że ludzie żyją dłużej. Niestety, zamiast decydować o swoim bogactwie i zabezpieczać swoją przyszłość przed przejściem na emeryturę, obywatel jest zmuszany do wrzucania pieniędzy w finansową pustkę nazywaną ZUS-em. Za jakiś czas wypłacanie emerytury będzie zależało od tego, ile osób w przyszłości zostanie zmuszonych do wpłacania pieniędzy do systemu finansów publicznych. Na tym polega „inwestowanie” pieniędzy przez ZUS — „inwestowanie” w bieżącą konsumpcję.

Niektórzy w ferworze dyskusji stwierdzają, że ZUS nie prowadzi indywidualnych kont i wszystko jest „wrzucane do jednego worka”. Nie jest to do końca prawda, a na pewno jest to poważna nieścisłość. Indywidualne konta są tam prowadzone, składki się rejestruje i księguje, wiadomo, ile ludzie odkładają na emeryturę — i na tej podstawie państwowy monopolista ma podobno w przyszłości wypłacać świadczenia. „Podobno”, ponieważ wypłacanie emerytur zależy od tego, jakie środki wpłyną w przyszłości z przymusowych składek i dotacji z budżetu do ZUS-u, czyli od tego, jak duże będą w przyszłości podatki i składki. Wracamy do punktu wyjścia — płacenie „zusowego” oznacza „inwestowanie” w finanse publiczne, czyli przesuwanie pieniędzy na wydatki państwowe z wiarą w to, że kiedyś państwo będzie miało środki, żeby na tej emeryturze skapnęło człowiekowi trochę grosza.

Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to „inwestycja” wątpliwa. Elementarna logika ekonomii mówi, że istnieje jeden prosty sposób na zracjonalizowanie inwestycji i odrzucenie ich „wątpliwego” charakteru — udobrowolnienie. Sławetna suwerenność konsumenta jest niezawodnym sposobem na to, aby z góry błędne inwestycje były omijane przez klientów i aby była wywierana presja na ich racjonalność.

Zusofe — czyli co dalej było nie tak z systemem emerytalnym

Rząd Jerzego Buzka wprowadził w Polsce reformę emerytalną. Część z pobieranej składki na ZUS, a dokładnie 7,3%, miała teraz zostać przekazana w ręce bardzo mocno regulowanych instytucji na rynku finansowym, które miały „zarządzać” portfelem przyszłego emeryta. Stąd składka przestała być zusowym i zmieniła się w zusofe. Otwarte Fundusze Emerytalne mogły się już dzielić rentą z państwowego przymusu, ponieważ źródło wątpliwego charakteru inwestycji nie zostało usunięte — składki dalej były przymusowe. W rezultacie część środków, które do tej pory wydawało państwo, została przeniesiona na rynek kapitałowy.

Przypomnijmy sedno problemu z systemem ZUS-u: ludzie nie oszczędzają pieniędzy indywidualnie, lecz przymusowo się je im zabiera i zapisuje na koncie, które istnieje na papierze. Na papierze, ponieważ rzeczywista wartość przyszłych wypłat zależy od tego, ile osób obejmie obowiązek płacenia danin publicznych.

A teraz przyjrzyjmy się systemowi po reformie, w wyniku której wprowadzono Otwarte Fundusze Emerytalne. Bliższy ogląd sprawy prowadzi niestety do pesymistycznej konkluzji, że OFE w istocie nie różni się wyraźnie od ZUS-u. Rzeczywiście, indywidualne składki są przypisane do określonego obywatela — tak samo jest w ZUS-ie. Ważne jest natomiast to, co dzieje się potem z tymi pieniędzmi w istniejącym przymusowym finansowaniu. W przypadku OFE inwestowanie środków jest ściśle regulowane przez ustawę. Większość tych środków ma być inwestowana w obligacje skarbowe, a pozostała część na polskim rynku kapitałowym. Wypłaty emerytalne są i tak gwarantowane przez państwo. Sposób inwestowania tych pieniędzy również jest określany przez państwo. To, jak będą wypłacane przyszłe emerytury, jest określane przez państwo. Inwestowanie za granicą jest w zasadzie niemożliwe, a dziedziczenie zgromadzonego kapitału jest mocno ograniczone, co w świetle opowieści o „naszych oszczędnościach pracujących na nas” zakrawa na gospodarczy żart. Dlaczego nikt o tym nie pomyślał przed wprowadzeniem reformy?

W świetle powyższego reforma emerytalna stworzyła kartel kilkunastu prywatnych instytucji, które pobierają część pieniędzy z przymusowego systemu emerytalnego, pobierają wysokie opłaty za zarządzanie i na początku XXI wieku przyczyniły się trochę do powstania boomu giełdowego. Musiało być zatem jasne, że w razie kłopotów finansowych państwo polskie wyprosi te instytucje z owego kartelu nakładającego przymusowe kontrybucje na obywateli. A ponieważ w obecnym systemie etatystycznym problemy budżetowe były nieuniknione, nieunikniony był również moment, w którym państwo przestanie się dzielić rentą monopolistyczną z prywaciarzami.

Działanie kartelu Otwartych Funduszy Emerytalnych prowadzi do tego, że nie wyeliminowano podstawowego problemu piramidy finansowej ZUS-u: pieniądze są odbierane ludziom, przeznaczane na bieżące wydatki, a przyszłe świadczenia zależą od tego, ile osób wejdzie do systemu płacenia publicznych danin. W ramach OFE żaden z tych trzech elementów nie ulega zmianie. Pieniądze są przymusowo pobierane od ludzi, przeznaczane zgodnie z państwowymi regulacjami na obligacje państwowe finansujące bieżące wydatki (między innymi wypłacane w formie świadczeń dzisiejszym emerytom), wobec czego przyszłe świadczenia zależą od tego, ile osób wejdzie do systemu spłacania tych obligacji, czyli płacenia publicznych danin.

Dlatego opowieści o tym, że OFE to prawdziwy system kapitałowy, są wyssane z palca. Nie jest to system kapitałowy, ponieważ system kapitałowy nie polega na zapisywaniu składki na koncie istniejącym na papierze („zabezpieczonym” obligacją państwową), która przepadła gdzieś w finansach publicznych, lecz na autentycznej decyzji o oszczędzaniu i inwestowaniu przez obywatela w indywidualne projekty inwestycyjne. Niestety, reforma nie znosi przymusu ubezpieczeń, a do utrzymania przymusu potrzebna jest regulacja. Jeśli jest regulacja, to decyzję o sposobie inwestowania pieniędzy podejmuje państwo. Jeśli podejmuje ją państwo, to nie ma systemu kapitałowego, tylko redystrybucyjno-dekretowy, uwzględniający finansowego pośrednika, w tym przypadku OFE — praktycznie tak samo jak w ZUS-ie, w którym również są „indywidualne konta”. Zasadnicza różnica polega na tym, że zmienia się pośrednik, którym od tej pory stają się prywatne spółki OFE. I w świetle prawa UE „zwiększają” oficjalny dług publiczny.

Te fakty zdaje się potwierdzać wyjątkowa płytkość rynku OFE i zadziwiająca tendencja do kartelizacji. Kartele zazwyczaj mają tendencję do tego, żeby się rozpadać. Gdyby system OFE był dobrowolnym kartelem, to nie wytrzymałby kilkudziesięciu godzin, ponieważ komuś opłaciłoby się szybko wyłamać i zdywersyfikować ofertę, tak jak to się dzieje w sektorze dobrowolnych oszczędności. Jest to również świetna ilustracja austriackiej teorii konkurencji — o istnieniu „monopolu” na rynku nie decyduje liczba dostawców, lecz ograniczenia narzucane przez państwo. W sektorze produkcji samochodów jest mniej dostawców niż w OFE, a jednak ten pierwszy sektor jest konkurencyjny, a drugi zmonopolizowany.

Inwestując dobrowolnie swoje pieniądze, możemy wybierać rozmaite oferty z rynku: ubezpieczenia, indeksy, fundusze walutowe powiązane z rynkiem kawy, ropy, kruszcu — czego tylko dusza zapragnie. Możemy inwestować w mieszkania, własne firmy czy potomstwo. Taka dywersyfikacja w ogóle nie występuje w przypadku OFE. Dlaczego? Czyżby menedżerowie OFE byli mało innowacyjni? Wziąwszy pod uwagę to, jak funkcjonują dobrowolne fundusze, wydaje się, że ten brak innowacyjności nie jest przypadkowy. Widocznie przy obecnych regulacjach państwowych wszystkim uczestnikom kartelu OFE po prostu opłaca się bez namysłu inwestować środki i pobierać za to stałą opłatę. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów powinien się zająć właśnie tym kartelem, a nie tracić czas na analizowanie mało istotnego zagadnienia ewentualnej fuzji dwóch lokalnych dzienników.

Rozwiązanie problemu

Nie da się wyeliminować problemów zusowego przez wprowadzenie zusofego z prywatnym pośrednikiem, jakim są OFE. Dopóki będziemy mieli do czynienia z płaceniem przymusowej „zusofej” składki, dopóty musimy się liczyć z nieuchronnymi kłopotami finansów publicznych i tym, że lepiej byłoby nam odkładać pieniądze na lokaty bankowe. Potwierdza to i teoria ekonomii, i obserwacja obecnego rynku. Rozwiązaniem tego problemu jest zniesienie przymusu odprowadzania składek do ZUS-u i OFE, ponieważ to właśnie przymus stał się przyczyną zarówno ekonomicznej niewydolności systemu emerytalnego, jak i kryzysu demograficznego (państwo zaczęło bowiem przejmować naturalne funkcje rodziny). Jeśli ktoś twierdzi, że bez przymusowości OFE i ZUS-u ludzkość by wymarła, to proponuję się zastanowić nad tym, że właśnie przez instytucje pokroju OFE i ZUS-u ludzkość wymiera (starzeje się), a okresem największego przyrostu naturalnego (także tempa wzrostu dobrobytu) był XIX wiek, czyli czasy, kiedy nie istniały jeszcze przymusowe ubezpieczenia.

Niektórzy będą ripostować, że nie sposób uwolnić rynku ubezpieczeń na życie, ponieważ ludzie są przyzwyczajeni do tego, że państwo gwarantuje im bezpieczeństwo. Po pierwsze, wbrew pozorom państwo nie gwarantuje żadnego bezpieczeństwa. Mogło gwarantować to bezpieczeństwo w czasach ścichapęka Bismarcka, gdy obiecywano emeryturę po 65. roku życia przy średniej życia 45 lat. Obecnie państwowy system zapewnia wspólne dzielenie biedy. Po drugie, w owej ripoście ukryte jest przekonanie, jakoby przyzwyczajenia ludzi były jakimś grzechem pierworodnym czy nieusuwalnym tatuażem, który tkwi na skórze od urodzenia. Przyzwyczajenia zależą od tego, w jakim systemie się żyje. O ile zrozumiałe jest, że obecnych emerytów nie można po prostu odciąć od świadczeń i kazać im pracować lub też pozbawić ludzi tuż przed emeryturą tych świadczeń, o tyle twierdzenie, że 20-latek wchodzący na rynek pracy jest przyzwyczajony do tego, że państwo będzie się nim zajmowało na starość, to już zwykła manipulacja.

W ramach dobrowolnych ubezpieczeń cześć ludzi z nowego pokolenia mogłaby się nie ubezpieczyć na starość i potem mieć kłopoty finansowe na emeryturze. W takich przypadkach pozostaje pomoc rodziny, najbliższych czy działalność charytatywna. Poza tym rozsądny system gospodarczy nie może się opierać na zaspokojeniu potrzeb kilku procent ludzi, którzy zdecydują się być nieodpowiedzialni. I wreszcie najważniejsze — aby ponoć „pomóc” takim ludziom i ich zabezpieczyć (bo ponoć by się nie ubezpieczyli), wprowadza się zupełnie nierozsądny i nieekonomiczny system i tak prowadzący do bankructwa i wypłaty emerytur na poziomie 500 złotych dla każdego — w ramach „bezpieczeństwa”, rzecz jasna, i zapewnienia każdemu godziwej starości. Czy właśnie po to obywatel zarabiający średnią krajową płaci przez całe swoje życie kilkaset tysięcy złotych kapitału na ZUS?

Między OFE a ZUS-em jest różnica, ale problem leży gdzie indziej

Oczywiście, między OFE a ZUS istnieją różnice. Nie twierdzę, że obecna zmiana niewiele zmienia. Zmienia na przykład to, że rząd unika oficjalnego przekroczenia granic długu publicznego. A takie przekroczenie paradoksalnie mogłoby się okazać dla Polski bardzo dobre, ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem zmuszałoby państwo do wprowadzenia reform i utrudniłoby kontynuowanie dużego deficytu publicznego. Poza tym z perspektywy odległej można dyskutować i zastanawiać się, co byłoby lepsze dla dzisiaj pracujących ludzi: gdyby ich emerytury na starość były obietnicami mającymi pokrycie w obligacjach, posiadanych przez OFE, czy obietnicach państwa zapisanych w ustawach? Sceptyk anty-etatysta odpowiedziałby, że jedno i drugie to obietnica państwa, więc co za różnica, skoro państwo zawsze na wszelkie zmiany w rzekomych „umowach” z nim ma niepisaną Vaderowską groźbę: „Zmieniłem warunki umowy. Módl się, żebym ich dalej nie zmieniał”. Obecnie wydaje się, że nominalnie lepszym zabezpieczeniem jest obligacja, ale tylko obecnie. Emerytury na przykład są jakoś indeksowane, zwroty z obligacji już być nie muszą, więc można je krótkookresowo przejadać inflacją. Poza tym, jak już dojdzie do spodziewanego bankructwa polskich finansów publicznych, to, która sytuacja będzie lepsza, zależy od sytuacji politycznej. Czy większe przebicie będą mieli posiadacze obligacji, czy stypendyści ZUS-u? Czy rządy bardziej pójdą w stronę postawienia się na przekór roszczeniom społeczeństwa, czy zdecydują się na ciężkie kroki restrukturyzacji długu i zawieszenia spłat? To są oczywiście pytania zasadne i interesujące, ale nie dotykające samego sedna problemów, czyli tego, że bankructwo nadchodzi wielkimi krokami.

Mój argument raczej polega na tym, że obecnie są dwie najbardziej problematyczne pozycje w finansach publicznych: dotacje do ZUS i obsługa długu publicznego. Przerzucanie środków między OFE a ZUS tego nie zmienia. Tak jak nie da się reformować finansów publicznych przez reformę podatkową, analogicznie nie sposób uzdrowić systemu emerytalnego bez całkowitej zmiany jego logiki. Jak zwracają uwagę ekonomiści i badania empiryczne, stroną „aktywną” w finansach publicznych nie są podatki, lecz wydatki budżetowe. I jeśli ma dojść do reformy, to należy właśnie nad nimi popracować. Podobnie jest z przypadkiem ZUS-u i OFE.

Podsumowanie: Dwa problemy do rozwiązania

Za każdym razem, gdy słyszymy po raz kolejny o problemach emerytalnych, człowiek musi ponownie je sobie uporządkować. A główne problemy są tak naprawdę dwa: (1) jak osiągnąć względne bezpieczeństwo emerytalne młodych pracowników? (2) jak rozwiązać problem ogromnych zobowiązań wobec stypendystów ZUS-u? Odpowiedź na pierwsze pytanie nie jest trudna: znieść przymus ubezpieczeń. Jeśli tego nie zrobimy, to za jakiś czas młodzi pracownicy powiększą zakres i tak już ogromnego problemu drugiego. Ten z kolei to już temat na poważną i problematyczną dyskusję. Politycznie i społecznie bardzo problematyczną. Nie zmienia to jednak faktu, że ze względu na katastrofalne prognozy budżetowe jest ona nie do uniknięcia.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

21 Komentarze “Machaj: Zusofe – druga faza reformy emerytalnej w Polsce

  1. Cóż, ZUS jest organizacją przestępczą, ale na szczęście niezorganizowaną 🙂 Można całkowicie ominąć ten system, to daje co najmniej +10 lat spokojnego życia.

  2. Z tym, że OFE vs ZUS to fałszywa alternatywa zagadzam się w 100%. Pisałem zresztą o tym w nieco mniej oględny sposób tu : http://dwaplusdwa.blog.onet.pl/O-roznicach-w-lonie,2,ID417333903,n.
    Ale, ale. Może warto byłoby rozpocząć tę dyskusję o zaspokojeniu obecnych kandydatów na emerytów zanim całość państwowego majątku zostanie zmarnowana lub rozkradziona? Są jeszcze przecież niezałatwione roszczenia z tytułu bezprawnej nacjonalizacji, więc kolejka do masy upadłościowej po Najjaśniejszej Rzeszypospolitej może się niebezpiecznie wydłużyć.

  3. Marku – Skarb Państwa (również poprzez państwowe spółki) i samorządy są „właścicielem” (tfu!) ponad 1/3 powierzchni kraju, w tym gruntów, budynków, szlaków komunikacyjnych o niewyobrażalnej wręcz wartości. Z tego można zaspokoić kandydatów na emerytów, pod warunkiem prywatyzacji systemu ubezpieczeń i całkowitej likwidacji ZUS w momencie gdy umrze ostatni emeryt „dawnego systemu”.
    Jak to zrobić politycznie – to już gorsza sprawa :-/

  4. @autor

    Jak zrozumiałem, rozwiazaniem problemu numer 1 (jak osiągnąć względne bezpieczeństwo emerytalne młodych pracowników) jest „znieść przymus ubezpieczeń”. Zapewne nie chodzi Panu o wprowadzenie ubezpieczeń dobrowolnych (bo takie już od dawna istnieją), ale o likwidację przymusu uczestnictwa w systemie repartycyjnym. Interesuje mnie Pana opinia, jak taki system (a właściwie jego brak) mozna by w przyszłości wymusić na społeczeństwie. Zapewne żaden system zastępczych zasiłków dla nie ubezpieczonych nie wchodził by w grę, ponieważ sprowadził by się on do jeszcze gorszej karykatury obecnego systemu (lepiej jest nie płacić i dostać zasiłek za friko). Jak więc chciałby Pan w przyszłosci wyegzekwować konsekwencje dobrowolności dla nie ubezpieczonych?

    Interesuje mnie także Pana zdanie jak rozwiązać problem numer 2 (zobowiązań wobec [obecnych] stypendystów ZUS-u). Uważa Pan, że obecnie pracujący powinni płacić emerytom wiedząc, że ich następcy nie będą płacić im samym? Widzi Pan realną możliwość wprowadzenia takiego rozwiazania (jakiś pomysł jak to zrobić)?

    „(…) bankructwo [systemu repartycyjnego] nadchodzi wielkimi krokami.”
    Śmiała teza, jak rozumiem ma Pan na myśli bankructwo a nie jakąś formę powolnej ewolucji. Może Pan jakoś uzasadnić tą tezę? Jak rozumiem demografia i inne niewątpliwe zmiany w ciągu następnych lat będą wpływać na wielkość składek i realnych wypłat, ale jakie Pana zdaniem przesłanki przemawiają za kompletnym upadkiem systemu?

  5. ad 4.

    1. Nie rozumiem pytania. Nie rozumiem, co to znaczy, ze „dobrowolnosc” ma zostac „wymuszona”.

    2. Ciekawy i gleboki temat. Zbyt gleboki na wpisy na forum. Wymaga powaznych wyliczen i dyskusji politycznej (dobrze o tym jest napisane we wpisie nr 3). Gdybym mial tutaj jednoznaczna i wyrobiona opinie, to bym ja napisal.

    3. Kwestia definicji slowa „bankructwo” (ja je uzylem w potocznym sensie, ze mamy do czynienia z instytucja, ktora nie wypelni sie ze swoich „zobowiazan” wobec „wierzycieli”). „Bankructwo” i „ewolucja” to nie sa pojecia wykluczajace sie. Mozna sobie wyobrazic rozmaite scenariusze upadku obecnego systemu.

  6. @ jacek

    1. Zakładanie z góry, że znajdzie się spora grupa osób, które dziś dobrowolnie nie odłożą i potem zwrócą się po mityczny zasiłek jest naiwne, gdyż to właśnie obecny system prowadzi do sytuacji, kiedy zdecydowana większość społeczeństwa na starość będzie żebrała – co moim zdaniem nie podlega już dyskusji. Z kolei dobrowolność jest możliwa jedynie przy diametralnym obniżeniu zobowiązań obywateli wobec Państwa i jednoczesnej redukcji obecności Państwa w większości dziedzin (która obecnie jest bezsensownie w 99% utrzymywana). Wówczas zarabiający średnią krajową 3300 netto (dla Państwa szło by ok 600 zł z obecnej proporcji obywatel 2200, Państwo 1700) miałby zdecydowanie większe szanse odłożyć miesięcznie 300 zł na emeryturę – co z dużym spokojem zapewniło mu dostatnią starość: po 40 latach pracy przy 0,2% miesięcznie ponad inflację zgromadzony kapitał na dzisiejsze pieniądze wyniósłby ok 240 tys zł – na średnio 10 lat życia na emeryturze wyszłoby ok 2 tys zł/m-c. Starczy na godną starość. Jeżeli uświadomiłbyś to „społeczeństwu” myślę, że grupa ryzykantów, że znajdą się na starość w rynsztoku byłaby niewielka.
    2. Co do obecnych emerytów i w niedługim czasie zasilających system: w związku z tym, że przedsiębiorstwa Państwowe w ciągu ostatnich 20 lat zostały niejednokrotnie sprzedane za funt kłaków różnej maści biznesmenom, to teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko sprzedać nieco drożej nieruchomości, lasy i część dróg i przeznaczyć te środki na spłatę tych ludzi.Zapracowali Oni na to, żeby dostać godziwe emerytury.
    3. Co do bankructwa to Autor bardzo dokładnie opisał możliwe różne scenariusze w jakich się ono odbędzie w 3 akapicie niniejszego tekstu. Wystarczy przeczytać tekst ze zrozumieniem.

  7. @ jacek
    Aha a co do przesłanek są one zawarte w tekście z pominięciem rozwiniętego wywodu demograficznego, jednakże jest on dobrze znany wszystkim zainteresowanym tematem (dzisiejsza proporcja: 1 emeryt-4 pracujących zamieni się na: 1 emeryt-1 pracujący. Czy nie jest oczywiste, że konsumując 75% środków przeznaczanych przez obecnie pracujących, proporcja 1 pracujący-1 emeryt jest nie do udźwignięcia przez żadne społeczeństwo? Średnia emerytura przeliczając na dzisiejsze na poziomie 700 zł stanowiłaby gigantyczne obciążenie dla systemu. Czy to tak trudno zrozumieć???

  8. w sprawie przymusowego systemu ubezpieczeń warto zwrócić także uwagę na aspekt moralny, bo w nim tkwi rzeczywiste sedno sprawy:
    1. zdemoralizowana spora część społeczeństwa cynicznie popiera system przymusowy w którym nie ma indywidualnej odpowiedzialności za decyzje i ich konsekwencje, nie wiedzą albo zapomnieli, że państwo nie jest instytucją charytatywną i zapomnieli o indywidualnej cnocie miłosierdzia,
    2. rządzący podtrzymują system przymusowy czerpiąc z niego ogromne korzyści, głównie poprzez możliwość nieograniczonego rabunku (prowizje dla ofe to w istocie jeden z elementów prywatyzowania zysków z tego rabunku, podobnie koszty budowy systemu informatycznego w zusie) i dalszego ogłupiania ludzi, nie wierzę że nie widzą możliwości odrzucenia przymusu, tego boją się najbardziej, dlatego tak naprawdę nie podejmują dyskusji w aspekcie przymusowy – dobrowolny, tylko cały czas albo zus albo ofezus, nie są idiotami i wiedzą że bankructwo nie nadchodzi ale chyba nadlatuje z dużą prędkością bo coś raptownie się zaniepokoili sprawami

  9. System emerytalny w Polsce powinien być taki:

    1.Emerytura powinna być wypłacana dla 15% najstarszych obywateli – dzięki temu system byłby odporny na wyże i niże demograficzne, dzięki temu byłaby stała procentowa ilość emerytów w społeczeństwie, limit wiekowy zostałby zlikwidowany oczywiście.

    2.Emeryturę powinien dostawać każdy Polak w jednakowej wysokości w przypadku wejścia do grupy 15% najstarszych obywateli – dzięki temu nie byłoby zaświadczeń, wyliczeń, masy urzędników, wadliwych systemów komputerowych itd.

    3.Jakie byłyby teoretyczne roczne koszty wypłaconych emerytur? 6 mln emerytów (15% z 40 mln obywateli) razy 18.000 zł (1.500 zł razy 12 miesięcy) równa się 108 mld zł.

    4.A jeżeli ktoś chciałby mieć wyższą emeryturę to musiałby w tym celu wyłożyć własne pieniądze. Nie byłby oczywiście zmuszany do niczego w tym względzie.

  10. w przymusowych ubezpieczeniach istnieje milczące założenie, że życie na starość z jakiegoś powodu jest ważniejsze niż życie w młodości.

    no ale skoro Władza Państwowa tak uważa, to znaczy, że ja również będę tak uważał.

    pójdę nawet dalej.

    ludzie nie powinni dostawać pieniędzy za swoją pracę/emeryturę raz na miesiąc, tylko codziennie w równych porcjach. pensja powinna być raz w miesiącu przelewana do specjalnego urzędu, a następnie wypłacana obywatelowi pod postacią odpowiedniej, zagwarantowanej w ustawie, dniówki (minus oczywiście koszta urzędu i urzędników). w innym wypadku ludzie lekkomyślnie wydadzą pieniądze pierwszego dnia, a przez pozostałe 30 będą głodować. społeczeństwo jest głupie, a na dodatek na każdym kroku manipulowane przez żądnych zysku przedsiębiorców, więc większość na pewno nie oprze się pokusie wydania wszystkich pieniędzy w jeden dzień czy nawet kilka lub kilkanaście dni, pozostając pod koniec każdego takiego miesięcznego cyklu zupełnie bez środków do życia. aby temu zapobiec, pieniądze powinny być wypłacane w dziennych racjach.

  11. @Mateusz Machaj #5
    Dziękuję za komentarz. Zgadzam się z analizą obecnego stanu, ale nie podzielam Pana opinii, że w przypadku dobrowolności ubezpieczeń zaledwie „kilka procent” osób się nie ubezpieczy. Nie wierzę także, ze proponowane „pomoc rodziny, najbliższych czy działalność charytatywna” może rozwiązać problem. Moim zdaniem dobrowolność a zarazem masowość jest iluzją. Naturalną konsekwencją proponowanej dobrowolności musi być ciężka sytuacja grupy nie ubezpieczonych i a także frustracja ubezpieczonych. Poczucie zagrożenia, duża grupa ludzi wykluczonych oraz populistycznie nastawieni politycy i media nieuchronnie doprowadzili by do powstania jakiejś formy nowego „uspołecznionego” wspierania ludzi pozbawionych środków do życia, czyli de facto do powrotu systemu przymusowego. Dlatego uważam, że realna dobrowolność nie jest możliwa do wprowadzenia demokratycznymi metodami, po prostu nie ma mowy by większość się na nią zgodziła. Jak więc wymusić wprowadzenie i utrzymanie wolności ubezpieczeń i jednocześnie uniemożliwić odtworzenie wspierania ze środków publicznych? – To było moje pytanie, może niezbyt precyzyjnie postawione.

    Podobnie jak Pan, chętnie posłuchał bym o jakiejś realnej propozycji jak odejść od systemu repartycyjnego. Propozycje @Szymon z p.3 są moim zdaniem nierealnie. Obecne świadczenia ZUS to ponad 100 mld zł rocznie. Kto kupował by majątek w takiej ilości? A już zgoda polityczna na taka operację to kompletna mrzonka.

    Jak rozumiem, „bankructwo” należy rozumieć w sposób literacki. System, co do istoty, pozostanie taki sam, jaki jest obecnie, może składki będą inne i wypłaty się zmienią, wiec w tym sensie będzie „zbankrutowany”. Ja jednak zrozumiałem Pana wypowiedź, że system upadnie dosłownie. Dlatego pytałem o argumenty przemawiające za likwidacją systemu a nie za jego ewolucją. Co może spowodować likwidację ZUS, a nie np. zmiany składek lub wypłat, zmiany formy, wieku emerytalnego itd. Czyli de facto kontynuację w obecnej formie?

    @Przemo #6
    „(…) obecny system prowadzi do sytuacji, kiedy zdecydowana większość społeczeństwa na starość będzie żebrała – co moim zdaniem nie podlega już dyskusji”

    Skoro nie podlega to dyskusji, to trudno. Postaram się także popracować nad moim czytaniem ze zrozumieniem…

    @Przemo #7
    A na marginesie, co do prognoz, to nieprawda, że w wariancie pesymistycznym zakłada się, że stosunek pracujących do emerytów będzie 1 do 1. Poniżej cytat z raportu GUS
    (- http://www.rpo.gov.pl/pliki/12459247970.pdf)
    „(…) Wyniki prognozy demograficznej należy w tym kontekście uznać za co najmniej niepokojące. Prognozuje się bowiem wzrost udziału populacji w wieku poprodukcyjnym w całej populacji – z 16,0% w 2007 r. do blisko 27% w 2035 r. Niekorzystne zmiany w strukturze demograficznej dobrze obrazuje stosunek liczby osób w wieku poprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym. W 2007 r. na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypadało średnio 248 osób w wieku poprodukcyjnym, w 2035 r. liczba ta – zgodnie z prognozą demograficzną – wynosić będzie 464.”

    Od 2006 roku przyrost naturalny rośnie a od 2008 mamy dodatni (tak! dodatni!) przyrost naturalny. (źródła – oficjalne dane statystyczne GUS). Nie znaczy to, że prognozy są fałszywe, zakładają gwałtowny spadek za 5 – 10 lat. To tylko prognozy, zapewne się sprawdzą, ale na ile dokładnie?. Kto wie co będzie za 25 lat? Przecież mamy czas na podjecie działań aby nie dopuścić do realizacji pesymistycznego scenariusza, a nie siać defetyzm.

    @Andrzej Sokół #8
    Trafna uwaga na temat moralności. Współczesne społeczeństwo chyba wysiadło z pociągu sprawiedliwość na przystanku dobrobyt.

  12. @Naprzód #9
    Proponuje Pan pozostawienie systemu repartycyjnego, i wprowadzenie bardziej „sprawiedliwego społecznie” systemu obliczania składki i wyznaczania grupy beneficjentów? Można. Ale co to zmienia?

    Ja już widzę nowe hasło wyborcze „Głosuj na nas, to zwiększymy grupę rencistów do 17% !!”

  13. post marksiści doskonale to wiedzą ale zasada jest jedna : TU I TERAZ A PO NAS CHOĆBY POTOP…..

    niestety trzeba czekać na kryzys który zmiecie te socjalistyczną utopię lub NIE 🙂

  14. @jacek

    Pana najbardziej chyba interesuje, nie co jest wlasciwym sposobem funkcjonowania ludzi posrod ludzmi, ale co jest politycznie mozliwe w demokracji o kompetencjach redystrybucyjnych.

    Tak, jak Pan zauwaza, w demokracji o kompetencjach redystrybucyjnych nie da sie odejsc od jakiejs formy przemocy w postaci redystrybucji (w mniej egzaltowanych kregach zwanej tez rabunkiem). A wiec pytanie brzmi: jaka forma przemocy jest najwlasciwsza.

    Ale nie ma sensu sie nad tym problemem zastanawiac bez ustalania, jakie konkretnie mamy kryteria ustalenia, ktore formy przemocy sa lepsze niz inne.

    Jak rozumiem kryterium autora jest takie, ze mniej przemocy jest lepsze niz wiecej przemocy i stad propozycja najwiekszej mozliwej dobrowolnosci. Jakies formy tej propozycji sa nawet byc moze realistyczne w demokracji redystrybucyjnej, bo mozna przeciez stopniowo zmniejszac przymusowosc systemu, np. przez ograniczanie go do emerytur minimalnych.

    A jakie sa Pana kryteria zarzadzania przemoca?

  15. @Jan Iwanik
    Mateusz Machaja nie proponuje „największej możliwej dobrowolności”, jego stanowisko jest jednoznacznie podane w tekście:
    „znieść przymus ubezpieczeń”

    Ja rozumiem to dosłownie, to znaczy zniesienie systemu repartycyjnego opartego na obowiązkowych składkach.

    Natomiast modyfikowanie obecnego systemu, np. stopniowe zmniejszenie wypłat (czy dzisiejsze wypłaty nie są już „minimalne”? Proszę o to zapytać emerytów…) lub inne usprawnienia systemu to tylko zaakceptowanie, że system repartycyjny oparty na obowiązkowych składkach jest generalnie OK, co najwyżej wymaga adaptacji do zmieniających się warunków. Czy o to chodziło autorowi? Moim zdaniem nie.

    Odnoszę wrażenie, że w swoim wpisie skłania się Pan do akceptacji obecnego systemu i żywi nadzieję, że jest możliwe zmniejszenie jego „przymusowości”.

  16. @jacek

    Jestem przeciwny demokracji redystrybucyjnej i nie sklaniam sie do akceptacji obecnego systemu. Natomiast zywie nadzieje, ze mozliwe jest zmniejszenie przymusowosci tego systemu i roznych systemow w ogole.

    Co to tego, o co chodzi autorowi, to sie nie wypowiadam, ale „najwieksza dobrowolnosc” = „zmiesc przymus”, zas „najwieksza mozliwa dobrowolnosc” = „zmiesc przymus na ile to mozliwe”.

    Natomiast ciekaw bylbym Pana odpowiedzi na moje pytanie.

  17. @ jacek

    Co do prognoz – nie przywiązuję do nich większej wagi, bo kto może wiedzieć co będzie za 30 lat, ale robienie prognozy do 2035 roku jest ŚMIESZNE, gdyż całkowicie pomija zajebisty wyż demograficzny do którego ja należę, a który zaczął się w 70 roku i trwał do 81-83 roku. Natomiast uwzględnia w największym stopniu równie zajebisty niż demograficzny lat 60-tych kiedy to pokolenie ludzi którzy przyszli na świat w czasie wojny (było ich stosunkowo niewiele) weszło w okres reprodukcyjny. Proponuję w google wpisać wyż lat 70 niż lat 60…
    Warto krytycznie czytać analizy, szczególnie sporządzane przez opłacanych przez rząd instytucji.
    Pozdrawiam
    Przemo.

  18. Zniesienie „przymusu” ubezpieczeń to fałszywe rozwiązanie. Nawet jeśli powie pan, że osoby od rocznika 1990 nie uzyskają emerytury, a reszta uzyska na podstawie składek wpłaconych do końca 2010 roku, to nie dojdzie do nagłego pojawienia się popytu na oszczędzanie i inwestowanie. Pojawi się natomiast poczucie niesprawiedliwości, które będzie efektem większego obciążenia obecnego pokolenia od pokolenia następnego (które nie będzie już płacić składek) i poprzedniego (które otrzyma ze składek emeryturę). W warunkach demokracji taka reforma nie przetrwa.

    Kolejnym problemem będzie podjęcie decyzji co zrobić z tymi staruszkami z pokolenia bez uprawnień do emerytury, którzy nie oszczędzali i nie mają rodziny, która by ich utrzymywała, a przy dzisiejszej demografii to nie będzie marginalna grupa.

    Niestety proponuje pan nierealne rozwiązanie, a pańska „manipulacyjna” riposta jest „pusta”, gdyż dwudziestolatek wchodzący na rynek pracy ma dziadków żyjących na emeryturze i rodziców wybierających się na nią i takim systemie będzie żył, aż w wieku 40 – 50 lat zorientuje się, że on na emeryturę liczyć nie może.

    Jedynymi rozwiązaniami jest kapitalizacja przymusowego oszczędzania, lub zunifikowany uniwersalny system państwowych emerytur. OFE jest bardzo łagodną formą kapitalizacji, ale nikt nie mówi, że przy innych zachętach np. zyski OFE wyłącznie z zysków z kapitału, a nie z prowizji zaczęłyby one inwestować z większym sensem, a przy większym uproszczeniu systemu obywatel mógłby sam decydować jak OFE ma inwestować (np. w rynki Dalekiego Wschodu), lub lokować (np. w srebro) jego środki przy jakiejś ochronnej granicy ryzyka. Z tego powodu obecna reforma jest właśnie tragedią, a oglądamy ją ze strachy przed kapitalizacją OFE, czyli przyjściem z obligacjami po pieniądze do państwa.

  19. Witam,

    Jako, że jestem kompletnie nowy na portalu pozwolę się przywitać: Witam wszystkich! 🙂

    Chciałbym się odnieść do poruszanych we artykule i komentarzach kwestii:

    1. OFE versus ZUS. Jak dla mnie nie ma to kompletnie znaczenia, ponieważ ograniczenia procentowego zaangażowania dla OFE i tak „zmuszają” je do kupna polskich obligacji. Może księgowo to będzie lepiej wyglądać (stosunek dług/PKB), ale i tak nie uda się uniknąć nieuchronnego czyli…

    2. …Bankructwa. Według mnie nie będzie żadnej tam ewolucji tylko ogłoszenie niewypłacalności w czystej postaci. Konieczne będzie postępowanie układowe z wierzycielami takie jak z Klubem Paryskim i Londyńskim. A dlaczego? – bo wchodzimy właśnie w okres spadku wzajemnego zaufania na rynkach. Obligacje w większości są krótkoterminowe i trzeba je często rolować. Jeśli gdziekolwiek(!!!!) na świecie pojawią się problemy ze zrolowaniem obligacji – to ruszy lawina, która porwie Polskę. Nie pomogą deklaracje słowne, linia kredytowa, manipulowanie księgowością i inne cudeńka.

    3. Polska w zasadzie już jest bankrutem. Nie jest bowiem w stanie spłacić swoich zobowiązań. Ani wobec zagranicy, ani wobec własnych obywateli. Najfajniejszym argumentem przeciwko widmie niewypłacalności jaki słyszałem jest taki, że „inni maja jeszcze gorzej”. Ale ulga, nie?

    4. I dochodzimy do mojego głównego przesłania. Austriacy już dawno zaobserwowali cykl boom/bust, który napędzany jest kredytem. Niestety mało kto zwraca uwagę na to, że każdy kolejny boom jest większy od poprzedniego, co skłaniałoby do tezy, że bust też powinien być większy. Obecny boom to całość akcji kredytowej na świecie od ostatniej poważnej recesji lat 70tych. Kilkanaście miesięcy to zdecydowanie za krótki okres jak na jego odchorowanie. I ust będzie głośniejszy – w momencie jak zaczną upadać państwa.

    5. Wracając do naszego systemu emerytalnego. Nasz system jest jednym z pomysłów, które świat ma na emerytów. Zauważcie, że systemy emerytalne obecne są w świecie od nieco ponad 100 lat. Wcześniej świat jakoś funkcjonował, ludzie żyli, mieli dzieci, itd itp…
    Nie wiem jaki system emerytalny jest dobry. Może żaden…? Może wszystkie są złe, bo zdejmują odpowiedzialność indywidualną?
    Wiem jedno – jestem pewien, że jako (obecny 32-latek) nie mam co liczyć na to, że mi ktoś w przyszłości wypłaci emeryturę. Jeśli sam się nie zabezpieczę (oszczędności, tuzin dzieci, nieruchomości…) to będę przymierał głodem, albo będę pracował aż do śmierci.
    Przykra perspektywa, ale niestety prawdziwa.

    Pozdrawiam

  20. @Jan Iwanik #14
    „kryteria zarzadzania przemocą”
    Nie odpisałem na pytanie ponieważ nie jestem pewien czy dobrze je rozumiem, a ponieważ prawdopodobnie odbiega od tematu artukułu, nie chciałem zamulać dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy