Autor: Frank Hollenbeck
Źródło:mises.org
Tłumaczenie: Monika Barszczewska
Wersja PDF

agregatyW listopadzie Europejski Bank Centralny zaskoczył rynki, obniżając stawkę refinansowania do 0,25 proc., by zapobiec deflacji. Następnie zapowiedział, że zamierza „utrzymać wzrost cen na poziomie około 2 proc.”, co oczywiście należy uznać za wyznaczony cel, a nie za górny pułap. Ostatnie dane nt. wyników walki z inflacją są dla wielu ekonomistów „niepokojące”, stąd coraz częściej pojawiają się głosy, że działania EBC powinny być jeszcze bardziej zdecydowane. Przedstawiciele banków centralnych i ekonomiści wciąż wierzą, że gospodarką można zarządzać poprzez manipulację ogólnym poziomem cen.

Większość ekonomistów uważa, że niewielka inflacja to pozytywne zjawisko. Jeśli bowiem przedsiębiorca popełni błąd i wyprodukuje przedmiot, którego koszty produkcji przewyższą cenę sprzedaży, wzrost pozostałych cen prawdopodobnie umożliwi mu sprzedaż kosztownych zasobów, a zatem błędna decyzja przyniesie korzyść. Innymi słowy, niewielka inflacja zdaniem niektórych ekonomistów jest pozytywnym zjawiskiem, gdyż zapewnia, i pewnie będzie zapewniać, przetrwanie przedsiębiorcom podejmującym błędne decyzje. Dziwi jednak fakt, że z taką logiką zgadzają się wolnorynkowi ekonomiści. Kapitalizm to system zysków i strat, gdzie przetrwają tylko ci przedsiębiorcy, którzy najlepiej rozumieją potrzeby społeczeństwa. Straty mają większe znaczenie niż korzyści, gdyż prowadzą do wyeliminowania z rynku tych, którzy nie odpowiadają na potrzeby konsumentów. W efekcie zasoby trafiają tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Choć w gospodarce zmiany cen względem siebie mogą wpędzić w kłopoty niektórych przedsiębiorców, to właśnie ceny relatywne, a nie ogólny poziom cen, stanowią klucz do zrozumienia gospodarki.

Najlepiej przedstawić tę sytuację na prostym przykładzie. Załóżmy istnienie bardzo uproszczonej gospodarki, w której są tylko dwa typy produktów: jabłka i pomarańcze. Analizujemy sytuację w bardzo krótkim przedziale czasu, więc nie ma jeszcze żadnych efektów związanych ze zwiększaniem produkcji. Zaczynamy z dziesięcioma jabłkami, dziesięcioma pomarańczami oraz z 20 dolarami. Jeśli przecięcie krzywej podaży i popytu na pomarańcze ustala cenę na poziomie 1,20 UDS, to cena jabłek ustali się jednocześnie na poziomie 0,80 USD. Tylko przy takich proporcjach unikniemy nadwyżki pieniędzy i nadwyżki produkcji.

Cena relatywna pomarańczy i jabłek odzwierciedla poziom popytu na te produkty, w zależności od ich względnej obfitości lub od stopnia podaży. Załóżmy, że zmieniają się upodobania konsumentów, którzy chcą więcej jabłek, czego krótkoterminowym skutkiem będzie wzrost cen jabłek i — o ile podaż pieniądza zostanie utrzymana na tym samym poziomie — spadek cen pomarańczy. Przypuśćmy, że nowa cena równowagi to 1 USD, zarówno w przypadku jabłek, jak i pomarańczy. Oznacza ona 25 proc. wzrost ceny jabłek i 16,7 proc. spadek ceny pomarańczy. Nasza gospodarka doświadcza zatem inflacji na poziomie 8,3 proc. (liczonej jako średnia ważona cen obu produktów). Mogliśmy oczywiście na początku przyjąć inne ceny względne i równie łatwo wygenerować deflację.

W prawdziwym świecie, jeśli wzrasta cena paliwa, a podaż pieniądza pozostaje niezmienna, muszą spaść ceny innych produktów i ceny usług, co w krótkiej perspektywie oznacza, że prawdopodobnie te produkty i usługi będą sprzedawane ze stratą. Ich koszty produkcji, jako koszty utopione, nie mają znaczenia. W dłuższej perspektywie, ostateczny wpływ wyższych cen paliw na inflację będzie zależał od poziomu elastyczności popytu i podaży rozmaitych produktów i usług. Inflacja kosztowa to popularny mit, bowiem powszechny wzrost cen to zjawisko monetarne.

Powyższa analiza pozwala lepiej zrozumieć niedorzeczność polityki docelowych 2 proc. inflacji dla całej gospodarki. Wracając do przykładu z jabłkami i pomarańczami, czy bank centralny powinien obniżyć podaż pieniądza, by zmienić poziom cen absolutnych i względnych, w celu zmniejszenia inflacji z 8,3 proc. do zamierzonych 2 proc.? A czy w przypadku deflacji, bank centralny powinien interweniować zwiększając podaż pieniądza, tak by zahamować zmianę cen relatywnych? W gospodarce kapitalistycznej tak duże zmiany cen relatywnych nie są niczym nadzwyczajnym.

Wobec pojawienia się na światowym rynku Chin i Indii, które w ciągu ostatnich 30 lat wyprodukowały ogromne ilości tanich produktów, powinno dojść do dramatycznego spadku cen, podobnie jak podczas XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Stabilny poziom średniej ceny maskuje ogromną zmianę w zakresie cen relatywnych. W sektorze produktów i usług generowanych poza wschodzącymi rynkami niskich płac, takimi jak opieka zdrowotna i szkolnictwo, obserwujemy obecnie galopującą inflację, podczas gdy średni poziom cen ledwie drgnął.

Załóżmy, że współcześnie społeczeństwo chce konsumować więcej, a w przyszłości mniej. W normalnych warunkach, wzrosłaby wtedy cena dóbr konsumpcyjnych (CPI), a spadłaby cena dóbr inwestycyjnych. Pokazane zmiany w zakresie cen relatywnych, a także wyższe stopy oprocentowania (z powodu wyższej preferencji czasowych) mają charakter automatycznych stabilizatorów, które łagodzą wpływ zmiany upodobań na gospodarkę. Polityka banków centralnych, polegająca na modyfikacji podaży pieniądza celem rozwiązania wymyślonego problemu z ogólnym poziomem cen, jedynie zdestabilizowałaby przedstawiony proces dostosowawczy. Obierając za cel agregaty banki centralne zniekształcają bowiem ceny indywidualne i niekorzystnie ingerują w efektywną alokację zasobów, dóbr i usług.

Ostatnie obniżenie przez EBC stawki refinansowania miało na celu zahamowanie zmian cen relatywnych, do których doszło w wyniku wzmocnienia kursu euro. Mówimy tu jednak o całkowicie nieusprawiedliwionej ingerencji w rolę cen w procesie przydziału zasobów.

Pieniądz jest miarą wartości, tak jak linijka jest miarą długości. Zarówno zmieniając długości podziałki na linijce, jak i nieustannie manipulując podażą pieniądza, można jedynie wywołać chaos. Czy naprawdę zadaniem EBC jest szczegółowe sterowanie każdą comiesięczną zmianą w ramach niedoskonałego wskaźnika? Czy instytucja ta nie zdaje sobie sprawy, że takie ciągłe zmiany jedynie utrudniają przedsiębiorcom podejmowanie decyzji?

Powrót do standardu złota, odejście od systemu rezerw cząstkowych i zamknięcie banku centralnego ustabilizowałoby w końcu podaż pieniądza, a w efekcie także światową gospodarkę.

4 odpowiedzi na „Hollenbeck: Banki centralne a ogólny poziom cen”

  • przed i po zmianie cen relatywnych cena koszyka (jabłka i pomarańcze) wynosi 2 dolary. czyli nie ma inflacji.

    • @Balcerk: przykład jest bez sensu, bo bierze jakąś egzotyczną miarę inflacji a nie CPI, ale w pewnym sensie jest fajny, bo obrazuje, że wszystko zależy od składu koszyka – załóżmy, że w koszyku jest 1J i 1P – wtedy inflacja jest 0 tak jak piszesz. Ale niech nasz „statystyczny” koszyk ma 2J i 1P: wtedy inflacja jest coś koło 7%. Z kolei jeśli mamy w koszyku: 1J i 2P, to mamy ok. 6% deflację. Zatem odpowiednio ustawiając „statystyczny” koszyk, można uzyskać taki wskaźnik, jaki ci się podoba. Pamiętam np. że po wzroście cen wołowiny w USA, ich Bureau wywaliło ją z koszyka i wstawiło kurczaka 😉

  • Czyli wzrost cen paliwa zmusi sprzedawców do podwyższenia cen produktów ale ceny te i tak dostosują się do popytu czyli mogą np. spaść

  • „Jeśli bowiem przedsiębiorca popełni błąd i wyprodukuje przedmiot, którego koszty produkcji przewyższą cenę sprzedaży, wzrost pozostałych cen prawdopodobnie umożliwi mu sprzedaż kosztownych zasobów, a zatem błędna decyzja przyniesie korzyść”. Kosztownych zasobów, czyli tych towarów o wyższych kosztach produkcji od ceny sprzedaży? Jeżeli dobrze rozumiem, to cena tego produktu w skutek inflacji wzrośnie powyżej poziomu kosztów produkcji? Czy może chodzi tu o inne zasoby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Można powiedzieć bez obawy o przesadę, że inflacja jest niezastąpionym środkiem militaryzmu. Bez niej skutki, jakie wojna wywiera na zamożność społeczeństwa, zaczynają być odczuwalne dużo szybciej i bardziej boleśnie. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pani Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Sławomir Sławianowski
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Waldemar Zdanowicz
Pan Karol Zdybel
Pracownik Santander Consumer Banku

Łącznie otrzymaliśmy 2 279,56 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>