Sieroń: Czy potrzebna jest koncepcja „twórczego geniusza”?

5 grudnia 2010 Społeczeństwo komentarze: 16

Autor: Arkadiusz Sieroń
Wersja PDF

Teksty publikowane jako working papers wyrażają poglądy ich Autorów – nie są oficjalnym stanowiskiem Instytutu Misesa.

I. Wstęp

Ludwig von Mises jest bez wątpienia jednym z największych ekonomistów w historii. Jednakże nikt — choćby najwybitniejszy uczony — nie jest nieomylny. Wydaje się, że koncepcja „twórczego geniusza” — oprócz teorii monopolu (błyskotliwie obalonej przez Rothbarda[1]) — stanowi przykład jednego z nielicznych błędów intelektualnych Misesa na gruncie ekonomii. Celem tej pracy jest krytyka podejścia autora Interwencjonizmu do działalności osób wybitnie uzdolnionych, która — według niego — nie poddaje się prakseologicznej analizie. Po przybliżeniu szerszego kontekstu, tj. wniosków na temat zjawiska pracy, do których doszedł Mises, poddamy szczegółowej analizie stosowny fragment z Ludzkiego działania. Pracę zamyka podsumowanie, w którym zawarte zostały kluczowe wnioski dla omawianego zagadnienia.

II. Praca w ujęciu Ludwiga von Misesa

Ludwig von Mises definiuje pracę jako „wykorzystanie w charakterze środka produkcji fizjologicznych funkcji i przejawów życia człowieka”[2]. Podkreśla, że praca jest jedynie „środkiem, a nie celem samym w sobie”[3]. Uważa, że w rzeczywistym świecie z pracą związana jest przykrość[4], tzn. ludzie „pracują tylko wtedy, gdy cenią bardziej przychód, jaki daje praca, niż zmniejszenie zadowolenia spowodowane skróceniem wypoczynku”[5].
Niemniej, Mises twierdzi, iż praca — oprócz gratyfikacji pośredniej — może w niektórych przypadkach dawać również gratyfikację bezpośrednią, czyli taką, która wynika z samego faktu wykonywania pracy[6]. Sądzi jednak, że ilości takiej pracy „są tak niewielkie, że nie odgrywają żadnej roli w strukturze ludzkiego działania i produkcji służącej zaspokojeniu potrzeb”[7]. Poza tym, „w tym zakresie, w którym szczególny rodzaj pracy przynosi pewną przyjemność, a nie cierpienie, bezpośrednią gratyfikację, a nie przykrość pracy, nie jest ona wynagradzana”[8].

III. Koncepcja „twórczego geniusza”

Teraz przejdziemy do bezpośredniej analizy — po kolei, fragment po fragmencie — krótkiego ustępu z Ludzkiego działania, zatytułowanego: „Twórczy geniusz” (część I, rozdział VII, podrozdział 3).

Ponad poziom milionów ludzi, którzy rodzą się i umierają, wyrastają pionierzy, jednostki, których dokonania i myśl wytyczają ludzkości nowe drogi. Dla pionierskiego geniusza tworzenie jest istotą życia. Żyć znaczy dla niego tworzyć[9].

Nie da się ukryć, że pewne jednostki są bardziej uzdolnione od innych. Skąd jednak Mises wie, co jest dla tych osób istotą życia? Poza tym, historia zna przypadki artystów, którzy — choć uznawani przez wielu za niezwykle utalentowanych — rezygnują w pewnym momencie z tworzenia[10], co zaprzecza poglądowi Misesa.

Zajęcia wykonywane przez tych nieprzeciętnych ludzi niezupełnie odpowiadają prakseologicznemu pojęciu pracy. Nie są pracą, ponieważ dla geniusza nie stanowią środków do celu, lecz cele same w sobie.

Oczywiście, jeśli ktoś np. maluje obraz dla przyjemności, to wtedy nie można nazwać tego pracą. Dlaczego jednak Mises zakłada, że wybitne jednostki zawsze działają wyłącznie dla swojej przyjemności? Czyż uzdolnieni artyści nie tworzyli również na zamówienie i nie byli za swoje dzieła wynagradzani? Czy to umniejsza ich wartość jako artystów[11]? Tak więc — wbrew temu, co twierdził Mises — praca osób ponadprzeciętnie uzdolnionych bardzo często stanowiła środek do celu, a nie cel sam w sobie. Gdyby było inaczej, artyści nie tworzyliby na zamówienie — co przecież zawsze wiążę się z jakimiś ograniczeniami! Jeśli tak czynią, oznacza to, że zapłatę cenią wyżej niż dyskomfort związany z pracą dla kogoś, ergo: tworzenie dzieła jest dla nich środkiem do celu.

Cała praca dostępna jest w wersji PDF

[1] Zob. M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. III, Fijorr Publishing, Warszawa, 2007, rozdz. 10.
[2] Ludwig von Mises, Ludzkie działanie, Instytut Misesa, Warszawa, 2007, s. 112.
[3] Ibidem, s. 112.
[4] Naszym zdaniem poprawniej jest mówić o tym, że czas wolny jest postrzegany jako dobro, niż o „przykrości pracy”, ponieważ człowiek nie działa, porównując przykrość jednego dobra z użytecznością drugiego, tylko ich użyteczności. Ta tematyka wykracza jednak poza ramy niniejszego artykułu.
[5] Ibidem, s. 113.
[6] Ibidem, s. 117. Jednakże, w innym miejscu twierdzi, iż jeśli praca przynosi gratyfikację bezpośrednią, to de facto nie jest pracą, lecz konsumpcją. Zob. ibidem, s. 499.
[7] Ibidem, s. 118.
[8] Ibidem, s. 118.
[9] Ibidem, s. 118. Dla przejrzystości tekstu wszystkie cytaty pochodzące z sekcji: „Twórczy geniusz” — strony 118 i 119 — składane są kursywą i od tego momentu podawane bez przypisów.
[10] M.in. tak postąpił J.D. Salinger, który po publikacji Buszującego w zbożu nie wydał już więcej żadnej powieści. Zob. http://pl.wikipedia.org/wiki/J._D._Salinger, 1.12.2010 r.
[11] Czy np. fakt, że Tycjan namalował Wenus z Urbino na zamówienie dla Guidobaldo della Rovere, przyszłego księcia Urbino, przekreśla walory tego przepięknego dzieła?

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Arkadiusz Sieroń

Arkadiusz Sieroń - dr ekonomii, Uniwersytet Wrocławski, członek Zarządu Instytutu Misesa

Pozostałe wpisy autora:

16 Komentarze “Sieroń: Czy potrzebna jest koncepcja „twórczego geniusza”?

  1. A jednak to Mises ma rację.Posłużę się prostymi przykładami. Czynności związane z bezpośrednią konsumpcję nikt nie nazwie pracą. Pracą zwykle nazywamy, czynności które służą osiąganiu celów pośrednich,a które stają się zasobami ( np.:pieniężnymi) pozwalającymi osiągać cele ostateczne (np.konsumpcję). A więc praca zwykle polega na wykonywaniu znanych procedur prowadzących najszybciej do celu. Działanie może przebiegać: według znanych procedur, albo polegać na szukaniu, w drodze eksperymentu (rozumowania), sposobu na osiągnięcie celu. W drugim przypadku odkryta zostanie procedura (związek przyczynowy ), którą każdy potrafi powtórzyć, albo wynik działania będzie zaskoczeniem również dla jego wykonawcy (dzieło sztuki). Geniusz zapytany jak dochodzi do twórczych wyników, nie jest w stanie odpowiedzieć. O wartości dzieła decyduje jego wyjątkowa rzadkość,tj. nieznajomość działań które prowadzą do tych wyjątkowych efektów.

  2. 1. A skąd wie Pan, w jaki sposób geniusz dochodzi do twórczych wyników?
    2. Z prakseologicznego punktu widzenia nie ma różnicy, w jaki sposób ktoś osiąga rezultat. Pracą może być zarówno przybijanie gwoździ przez 8 godzin dziennie, jak i wylegiwanie się w wannie przez pół dnia tylko po to, by pod wieczór wyskoczyć i krzyknąć „Eureka!” – wszystko zależy od danego kontraktu i od wartościowań jednostki.
    3. Nie przeczę, że praca geniuszy może różnić się od pracy innych ludzi, ale przecież praca jest z zasady heterogoniczna. Poza tym wydaje mi się, że przekonanie o tym, iż wielkie dzieła powstają w natchniony sposób jest jednym z wielu mitów – tak naprawdę np. proces pisarski jest bardzo żmudny i wymaga wiele systematyczności i dokładności.
    4. „O wartości dzieła decyduje jego wyjątkowa rzadkość,tj. nieznajomość działań które prowadzą do tych wyjątkowych efektów.”
    Nie mogę się zgodzić. Prakseologia uczy nas, że gdy jednostka przystępuje do działania, musi być przekonana, iż podjęte przez nią środki doprowadzą do pożądanego celu (inaczej nie podjęła by działania; oczywiście może się pomylić, wtedy działanie będzie nieskuteczne), czyli jeśli jednostka działa i osiągnęła zamierzony cel, to oznacza, że posłużyła się odpowiednimi środkami, które musi przecież znać!
    Pozdrawiam Serdecznie.

  3. Wydaje mi się, że autor krytyki pracy Misesa wybrał nie te narzędzia, których potrzeba. Przykład pierwszy z brzegu błędu metodologi. Pytanie o to „Skąd Mises wie, co dla pionierskiego geniusza jest istotą życia?” w zaden sposób nie podważa prawdziwości definicji Misesa. Bowiem, nie jest ważne skad on to wie, tylko to, że dla niego pionierski geniusz to ktoś, dla kogo istotą życia jest tworzenie i jeśli nawet „historia zna przypadki artystów, którzy — choć uznawani przez wielu za niezwykle utalentowanych — rezygnują w pewnym momencie z tworzenia”, to wcale nie zaprzecza poglądowi Misesa, ponieważ według jego definicji te jednostki nie są pionierskimi geniuszami, bo tworzenie nie jest już istotą ich zycia. Sądzę, że to wystarczy jako przykład pułapki myślowej w którą złapał sie autor. Jeśli nie to odwołam sie do drugiego z powyzszych przykładów – „Czyż uzdolnieni artyści nie tworzyli również na zamówienie i nie byli za swoje dzieła wynagradzani?” – tworzyli, ale czy to oznacza, że jednocześnie nie tworzyli dla własnej przyjemności? Ten sposób krytyki prowadzi donikąd.

  4. Może Mises myślał o sobie jako o niedocenionym geniuszu?
    Przypomniał mi się tekst o martyrologii artystów. „Artysta cierpi za miliony we wtorki i czwartki między godziną 15 a 17”.

  5. Ludzie w wolnym czasie robią różne dziwne rzeczy – malują, rzeźbią, itp, i ich obejmuje prakseologia – to dlaczego z racji tego, że ktoś robi coś doskonale ma wykraczać poza te ramy? Skoro dla geniusza tworzenie jest esencją życia, to chyba znaczy, że ceni je sobie najwyżej i dlatego tworzy – prakseologia działa. Cały ambaras, wydaje mi się, wynika z nie do końca jasnej definicji pracy. Dlaczego praca ma być tylko „środkiem, a nie celem samym w sobie” wedle jego definicji, albo dlaczego ludzie „pracują tylko
    wtedy, gdy cenią bardziej przychód, jaki daje praca, niż zmniejszenie
    zadowolenia spowodowane skróceniem wypoczynku”. Czy teoria austriacka ucierpiałaby gdyby ograniczyć definicję pracy do „wykorzystania w charakterze
    środka produkcji fizjologicznych funkcji i przejawów życia człowieka” nie wartościując czy sprawia ona człowiekowi przyjemność czy też nie?

  6. @ Mariusz
    Otóż ważne jest, skąd Mises to wie. Bowiem albo definicja oddaje naturę rzeczy, albo jest arbitralną klasyfikacją. Mises arbitralnie przyjmuje, że geniusz to ktoś, dla kogo tworzenie jest istotą życia. A nigdzie nie wyjaśnia jak rozumie „istotę życia” – czy to znaczy, że taka osoba tworzy bądź myśli o tworzeniu przez 12 godzin na dobę, czy 9 wystarczy? Jest to osoba, która dałaby sobie uciąć rękę za możliwość nieskrępowanego tworzenia, czy może tylko dwa palce wystarczą? Taka definicja jest arbitralna, pusta.

    @ Zygmunt Zawadzki
    Tak, z pojęciem pracy bywają problemy. Proszę jednak zauważyć, iż „wykorzystanie w charakterze środka produkcji fizjologicznych funkcji i przejawów życia człowieka” to w sumie to samo co bycie „środkiem, a nie celem w samym sobie”, ponieważ gdyby praca byłaby celem w samym sobie, to byłaby konsumpcją, a więc nie byłaby wykorzystywana jako środek produkcji. Z kolei jeśli praca jest środkiem, to siłą rzeczy jest mniej ceniona niż cel, czyli przychód z pracy. Jeśli można się tutaj do czegoś przyczepić – to teraz tak sobie myślę – do tego: w jaki sposób można wykorzystywać funkcje i przejawy życia? Co to znaczy? Lepiej chyba byłoby pisać po prostu o „wykorzystywaniu w charakterze środka produkcji własnego ciała”.
    Pozdrawiam Serdecznie.

  7. Do odpowiedzi p.Arkadiusza:
    ad1.Ani ja ani też geniusz nie wie jak dochodzi do twórczych wyników i tu jest istota sprawy.
    ad2. Każda praca jest działaniem, ale nie każde działanie jest pracą. Przyjmując, że każde działanie jest pracą ustanawiamy równoważność pojęciową i materialna (jedno z pojęć będzie zbędne).
    ad3.Nie wszystko co czynimy jest poparte świadomym wyborem, jeśli coś nie poddaje się werbalizacji, to nie sposób poddać to coś obiektywnej (logicznej) weryfikacji.
    ad4. Z tego, że cel został osiągnięty nie wynika, że nie stało się to na drodze przypadku. Wiara i przekonania należą do motywów działania ( napęd) natomiast technologia osiągania celu może być sprowadzona do metody prób i błędów, właściwej dla najprostszych organizmów ożywionych, więc żadna wiedza a nawet świadomość nie jest tu potrzebna wystarczy tylko wbudowany cel ( np.:programy oparte na teorii sieci neuronowych, choć są bardziej „wydajne” od metod matematycznych nie zawsze daja pozytywny wynik)
    Pozdrawiam

  8. @Arkadiusz Sieroń:
    “Wykorzystywanie w charakterze środka produkcji własnego ciała” – rzeczywiście lepiej brzmi. Teraz trzymając się ściśle tej definicji, nie dodając do niej żadnego wartościowania, czy praca jest przyjemna, czy też nie, rzeczywiście możemy dojść do wniosku, że praca może być konsumpcją(jeżeli jest celem samym w sobie, a produkt może być skutkiem ubocznym takiej konsumpcji), tak samo jak może być środkiem do osiągania jakiegoś celu. Co więc mamy z takiego podejścia? Wydaje mi się, że jasną definicję pracy – jesteśmy w stanie łatwo ustalić, czy dane działanie jest pracą w tym sensie, czy też nie. Jasne się też staje, że w tym spojrzeniu, działanie geniusza, tworzącego jest pracą. Co tracimy? Jeszcze nie wiem, muszę to głębiej przemyśleć, ale czuję, że krytyka mi pomoże:)

  9. Ja bym tutaj poruszył inne aspekty w świetle, których Mises ma jak najbardziej rację.Otóż (nie koniecznie tylko u geniuszy) praca czasem stanowi przyjemność. Jeżeli dodamy do tego jeszcze warunek, że podczas wykonywania pracy nie mamy pewności co do jej rezultatu to Mises ma absolutną rację. Następnie możemy założyć taki przypadek, że człowiek, który pracuje dla samej pracy w pewnym momencie musi zarobić na życie, tak więc przez pewien czas zarobkuje, a potem znowu wraca do pracy dla niej samej. Czy to przeczy twierdzeniu Misesa? Moim zdaniem nie, bo czy geniusz przez całe życie musi wyobcowany?
    Zastanowiłbym się jeszcze w tym temacie nad stanem zdrowia psychicznego niektórych wybitnych jednostek. Moim zdaniem dobrym na to przykładem jest postać Roberta Fischera – mistrza świata w szachach z roku 1972. Szachy to był jego sposób zarobkowania jednocześnie był on fanatykiem szachów, który ukochał je dla ich piękna i poświęcił się dla nich bez reszty. Czytając jego życiorys można jednak dojść do wniosku, że był szalonym geniuszem (choć określenie go geniuszem przy takich tuzach jak Kasparow to mocne słowo).

  10. @ Wojciech Czarniecki
    „Ani ja ani też geniusz nie wie jak dochodzi do twórczych wyników i tu jest istota sprawy.”
    To jak to: nie wie Pan, ale twierdzi Pan, że NA PEWNO twórczy geniusz też nie wie?

    „Każda praca jest działaniem, ale nie każde działanie jest pracą.”
    Nie wydaje mi się, abym twierdził, że każde działanie jest pracą.

    „Nie wszystko co czynimy jest poparte świadomym wyborem, jeśli coś nie poddaje się werbalizacji, to nie sposób poddać to coś obiektywnej (logicznej) weryfikacji.”
    Ludzie działają pod wpływem różnych przesłanek – fakt. Nie zmienia to faktu, że ogólne prawa prakseologiczne są zachowane.

    „Wiara i przekonania należą do motywów działania ( napęd) natomiast technologia osiągania celu może być sprowadzona do metody prób i błędów, właściwej dla najprostszych organizmów ożywionych, więc żadna wiedza a nawet świadomość nie jest tu potrzebna wystarczy tylko wbudowany cel ( np.:programy oparte na teorii sieci neuronowych, choć są bardziej „wydajne” od metod matematycznych nie zawsze daja pozytywny wynik)”

    To nie jest takie proste, moim zdaniem. Człowiek jednak świadomie wybiera „technologię osiągania celu”.

    @ Zygmunt Zawadzki

    W jaki sposób produkt może być produktem ubocznym konsumpcji? Prosiłbym o przykład. Wydaje mi się, że nawet jeśli ktoś np. podczas zabawy coś znajdzie to trudno mówić o produkcie, który wymaga wcześniej jednak produkcji.

    @ grudge

    Owszem, praca może sprawiać przyjemność. Jednak, wg Misesa, w takim zakresie jest ona de facto konsumpcja i nie jest wynagradzana.
    Nie mamy pewności podczas pracy, ponieważ generalnie w ludzkim świecie istnieje immanentna nioepewność, ale co to zmienia?
    Czy mógłbym prosić o rozwinięcie wątku zdrowia psychicznego? To jest trochę subiektywne pojęcie chyba.
    PS Bobby też był tuzem moim zdaniem 🙂

  11. @Arkadiusz Sieroń
    Jeżeli nie będziemy wartościować, czy praca jest przyjemna, czy nie, może się okazać, że jednak przyjemna jest i nasz człowiek działający, wykonuje ją dla niej samej. Jeżeli przyjmiemy, że konsumpcja to zaspokajanie swoich potrzeb, poprzez zużywanie dostępnych dóbr (trzymam się takiej definicji, gdyż nie mogłem znaleźć u Austriaków żadnej innej – czyżby kolejny termin z którym są problemy, jak praca, czy po prostu moja ignorancja jeśli chodzi o ASE?:)), możemy wywnioskować, że w określonych przypadkach praca=konsumpcja!

    Po przydługim wstępie czas na przykład – zacytuję Misesa – „Dla pionierskiego geniusza tworzenie jest istotą życia. Żyć znaczy
    dla niego tworzyć”. Przyjmijmy, że mamy malarza, który ponad wszystko kocha malować, dla samej czynności. Malowanie jest więc dla niego konsumpcją – zużywa środek (czas) na zaspokajanie swojej potrzeby, jednocześnie wykorzystując swoje ciało w procesie produkcji obrazu (praca).

    Z powyższego rozumowania wynikło mi tylko, że praca, przy określonym wartościowaniu jednostki, może równać się konsumpcja. Zastanawia więc mnie, skąd Mises wziął pomysł, że praca sprawiająca przyjemność i będąca de facto konsumpcją nie jest wynagradzana – przecież wyceny pracy i jej efektów dokonują wartościowania innych. To, że lubię kosić trawnik i zgodziłbym się to robić za 2zł za godzinę, nie znaczy, że nie przyjmę oferty, gdy ktoś będzie mi oferował złotych 10. Czy nie lepiej zatrzymać się na stwierdzeniu, że przyjemność płynąca z pracy, obniży naszą preferencję co do płacy (nawet do 0 u twórczego geniusza:)), a wynagrodzenie i tak będzie zależało od wyceny mojej pracy przez innych.

  12. @Arkadiusz Sieroń
    Przyjmijmy, że istniał geniusz który opisał sposób, dokonywania genialnych odkryć.W takim razie, każdy spełniający warunki zawarte w opisie powinien móc bez ograniczeń dokonywać, dowolną ich ilość. Ponieważ nie jest znany taki opis, należy domniemywać, że wyjątkowe odkrycia nie dadzą się ująć w standardowe procedury. Pytanie skąd wiem że coś nie istnieje, jest retorycznym chwytem, którego absurd widać w pytaniu, skąd ktoś wie, że nie istnieje perpetuum mobile lub kwadratura koła. Wniosek; praktyczny sens mają jedynie twierdzenia o istnieniu.

  13. Ad Arkadiusz Sieroń
    Co by nie mówić artykuł bardzo dobry i rzeczowo napisany i trudno się nie zgodzić z Pana przemyśleniami. Niestety mój poziom wiedzy na temat prakseologii jest mały dlatego wstrzymam się na razie od dyskusji. Będę chciał jednak wrócić do dyskusji.
    Wracając jednak do mojego poprzedniego postu; jeżeli praca równa się cierpieniu, a praca dla przyjemności nie równa się cierpieniu to czy pracę dla przyjemności możemy potraktować jako odpoczynek? Czy w takim przypadku Mises miałby rację? Co do pracy dla samej pracy i osiągnięciu przyjemności, czy gra hazardzisty dla którego liczy się sama gra niezależnie od jej wyniku poddaje się prakseologicznemu znaczeniu pracy? Czy tworzenie dla samego tworzenia (Leonardo da Vinci rozpoczął wiele projektów, których nie ukończył) i jednocześnie jeżeli ktoś uzna jeden z tych owoców naszej pracy za wartościowy a my go sprzedamy to już jest niezgodne z tym co napisał Mises? Jeżeli tak to znaczy, ze choćby inni uznali nasze pomysły za genialne to nie mamy prawa czerpać z tego korzyści, tylko musimy cierpieć biedę, a to jest już absurdalne. Co do geniuszów chorych psychicznie, może Van Gogh, Jonh Nash, Witkacy z jego żądaniami http://www.witkacy.hg.pl/firma/regul.htm .
    Jeszcze jedno ma Pan rację brakuje mi geniuszy typu Edison, Rockefeller, Buffet. Ma Pan też rację co powoduje, że geniusze (filozofowie) zostają uznani za genialnych i ilu takich geniuszy nie zostało odkrytych (ja na przykład w ogóle nie rozumiem poezji i sztuki)? Lecz skoro o nich nie słyszeliśmy to z prakseologicznego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia. Na koniec żałuję, że wielu z tych ciepiących za innych „geniuszy” jednak zostało docenionych np.: Hitler, Marks, Lenik, Pol Pot, Castro, Guevara. Prawdopodobnie ten tekst z czasem ulegnie zapomnieniu to jakby Pan podał adres mail to prześlę swoje przemyślenia na ten temat, po dogłębnym zapoznaniu się z twórczością Mises’a.

  14. @ Zygmunt Zawadzki
    Nie zgodzę się. Jeśli malarz maluje dla przyjemności, to akt malowania jest konsumpcją. Nie jest pracą, gdyż nie jest środkiem, lecz celem samym w sobie. Pracą w takim przypadku jest na przykład pójście do sklepu, by kupić farby.

    @ Wojciech Czarniecki
    Przyjmijmy, że się zgodzę co do wątpliwej wartości pytania, skąd wiadomo, że coś nie istnieje.
    Niemniej nadal nie sądzę, aby miał Pan rację. To, o czym Pan mówi, to bowiem nic innego niż inaczej sformułowany koncept „cichej wiedzy” (tacit knowledge) albo, idąc za Hayekiem, wiedzy o indywidualnych okolicznościach czasu i miejsca rozproszonej pośród jednostek. Innymi słowy: to, że jednostka nie jest w stanie wyartykułować pewnych rzeczy nie jest wyróżnikiem geniusza w żadnej mierze, lecz po prostu cechą ludzkiego świata. Tzn. pewne rzeczy ujawniają się tylko w działaniu, jak na przykład wzrost popytu ujawnia się we wzroście ceny.

    @ grudge

    Dziękuję. Myślę, że niepotrzebnie Pan pisze, że praca równa się cierpieniu. To trochę inny porządek. Mises pisze, że z pracą związana jest przykrość, lecz chodzi mu o to, jednostki wyżej cenią odpoczynek niż pracę, nie przesądza to moim zdaniu o cierpieniu, tak samo jak to, że ludzie wymieniają dolary na chleb nie oznacza, że z dolary równają się cierpieniu. Hazardzista, dla którego liczy się tylko gra bawi się, a nie pracuje.

    „Czy tworzenie dla samego tworzenia (Leonardo da Vinci rozpoczął wiele projektów, których nie ukończył) i jednocześnie jeżeli ktoś uzna jeden z tych owoców naszej pracy za wartościowy a my go sprzedamy to już jest niezgodne z tym co napisał Mises?”
    Dlaczego?

    Wie Pan – co do chorych psychicznie – to chyba jest to sprawa subiektywna i arbitralna, wszystko zależy jak się zdefiniuje „osobę normalną”. Zresztą, nie bardzo wiem, jak to ma się do tematu, tzn. jak „choroba psychiczna” wpływa na naszą analizę. Jednostka może tworzyć z różnych pobudek, nawet kuriozalnych – co z tego?
    PS Akurat firma Witkacego była przedsięwzięciem komercyjnym 🙂
    Proszę pisać na adres: arkadiusz.sieron@mises.pl

    Pozdrawiam.

  15. @Arkadiusz Sieroń
    Wiem, że w takim wypadku akt malowania jest konsumpcją, ale w tym akcie powstaje również obraz, który jest efektem malowania – jednostka zużyła swój czas na zaspokajanie swojej potrzeby malowania(konsumpcja), jednocześnie używając swojego ciała w procesie produkcji obrazu (który mógł składać się z kilku etapów, min. pójścia po farby, ale z samego pójścia po farby obraz się nie namaluje). W tym wypadku praca=konsumpcja.

    Mam tylko jeszcze jedno pytanie, które ma w zasadzie kluczowe znaczenie dla mojego rozumowania. Jeśli dobrze rozumiem Pana odpowiedzi, środek produkcji traktuje pan subiektywnie – tzn. jednostka podejmuje określone działanie, po to by osiągnąć inny cel. Na przykładzie – malarz maluje obraz, żeby go namalować. Celem jest namalowanie obrazu, środkiem produkcji (pracą), jest czynność malowania. Czy dobrze rozumuję?

    Ja natomiast rozumiem środek produkcji jako składnik procesu produkcji, który w efekcie doprowadzi do powstania finalnego produktu. Nie biorę przy tym pod uwagę, czy jest zamierzeniem aktora otrzymać produkt, czy nie. Przykład – malarz maluje, nie ważne, czy na sprzedaż, czy nie, ale obraz powstaje.

  16. @ Zygmunt Zawadzki

    „Jeśli dobrze rozumiem Pana odpowiedzi, środek produkcji traktuje pan subiektywnie – tzn. jednostka podejmuje określone działanie, po to by osiągnąć inny cel. Na przykładzie – malarz maluje obraz, żeby go namalować. Celem jest namalowanie obrazu, środkiem produkcji (pracą), jest czynność malowania.”

    Cele są, rzecz jasna, subiektywnie wybierane przez jednostki. O tym, czy coś jest celem, czy środkiem również decydują wartościowania jednostek. W naszym przykładzie są dwie możliwości: a) malarz pragnie namalować „wielkie dzieło” – to jest jego cel, zaś środkiem będą farby i jego praca, b) malarz pragnie pomalować sobie dla przyjemności („do szuflady”, a raczej „na strych” w tym przypadku 🙂 ), wtedy cel jest inny, środkiem są znów praca i farby. Albo inaczej: w pierwszym przypadku akt malowania był środkiem, w drugim – celem. Pierwszy przypadek jest jasny. Są wątpliwości co do drugiego – pisze Pan o tym, że powstaje produkt, a więc praca = konsumpcja.
    Niezupełnie. Mamy dwie możliwości. Albo malarz chciał już zawczasu wyprodukować produkt (obraz), ale wtedy vide: punkt pierwszy. Albo malarz dopiero EX POST stwierdza, że efekt jego zabawy (konsumpcji) może być wartościowy i może go komuś sprzedać, wtedy będzie to przedsiębiorcze dostrzeżenie okazji do zysku. Jednak do momentu, w którym po prostu sobie malował – konsumował, a gdy np. stwierdził w połowie, że obraz jest świetny, trochę go jeszcze doszlifuje i komuś sprzeda – wtedy od tego momentu zaczyna się praca. W żadnym jednak momencie praca nie równa się konsumpcji.
    Tak ja to widzę, ale z chęcią podyskutuję 🙂
    Pozdrawiam Serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572