Machaj: Rezerwa cząstkowa i jej oponenci

4 października 2012 Audio komentarze: 107

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 20,9MB).

Obserwator Finansowy opublikował niedawno tekst Mateusza Machaja na temat rezerw stuprocentowych. Poniżej prezentujemy jego wcześniejszą i pełną wersję.

Dla każdego współczesnego ekonomisty (a nawet przeciętnego obywatela świata zachodniego) oczywiste jest, że banki mają prawo utrzymywać cząstkowe rezerwy. Oznacza to, że banki mogą bez bezpośredniego upoważnienia przeznaczać na inwestycje i kredyty środki, które ludność składa na depozytach. Jeśli chcielibyśmy być bardziej precyzyjni, to powinniśmy powiedzieć, że banki mają prawo tworzyć nowe depozyty, co de facto sprowadza się do tego samego, czym byłoby „korzystanie” z depozytów dostarczanych przez ludność. O to właśnie chodzi w „rezerwach cząstkowych”, wynalazku, który jest charakterystyczny tylko i wyłącznie dla współczesnych banków i przez który banki mają zupełnie inną księgowość niż normalny biznes.

A jednak tak powszechna i akceptowana instytucja nie jest ekonomiczną oczywistością. Gdzieś w ekonomicznym podziemiu istnieją i istnieli ekonomiści, którzy sprzeciwiali się rezerwie cząstkowej w mniej lub bardziej zaangażowany sposób. Współcześnie sprzeciw wobec rezerw cząstkowych kojarzony jest głównie z niektórymi radykałami szkoły austriackiej (część tej szkoły to zwolennicy rezerwy cząstkowej). Niemniej jednak historia tego sprzeciwu ma swoje długie lata już u zarania teorii pieniężnej. Za jednego z pierwszych przeciwników rezerwy cząstkowej można z przekonaniem uznać ojca ilościowej teorii pieniądza — Davida Hume’a (choć zwracał uwagę na banknoty, a nie depozyty, to jego rozumowanie stosuje się również do depozytów).

Na tym opozycja się nie kończy. Z ideą stuprocentowego pokrycia depozytów sympatyzowali w różnych etapach życia prominentni przedstawiciele szkoły chicagowskiej tacy jak Henry Simons, Frank Knight i Irving Fisher (ten trzeci z kolei to współautor najważniejszego równania w historii teorii monetarnej), którzy znacząco przyczynili się do ukształtowania współczesnej wiedzy ekonomicznej. Nie inaczej było z ich kontynuatorem Miltonem Friedmanem, laureatem ekonomicznej Nagrody Nobla. Jeśli ktoś myśli, iż pomysł stuprocentowych rezerw to wymysł szaleńców austriackich i monetarystycznych, to niech nie pozostaje w błędzie, bowiem do towarzystwa można dołączyć sympatyzującego z tym pomysłem keynesistowskiego noblistę, Jamesa Tobina i „postronnego” Maurice’a Allaisa.

Niech zatem nie przeciera oczu ze zdziwienia ten, który o idei stuprocentowego pokrycia słyszy po raz pierwszy, gdyż opowiadali się za nim niektórzy wybitni ekonomiści już od zarania teorii pieniądza.

 

Stuprocentowa rezerwa z papierowym pieniądzem a stuprocentowa rezerwa z pieniądzem towarowym

Zanim przejdziemy do omówienia zalet i wad systemu rezerwy stuprocentowej warto zdać sobie sprawę z różnicy między stuprocentową rezerwą w wypadku pieniądza papierowego i pieniądza towarowego.

Wybrani przedstawiciele szkoły austriackiej (kontynuatorzy Murraya Rothbarda) opowiadają się za systemem pieniądza stuprocentowego i jednocześnie rzadkiego np. za standardem kruszcowym (złoto lub srebro). W takiej sytuacji dana jednostka monetarna jest zdefiniowana w wagowej ilości określonego metalu. System ten oznacza, że ani państwo, ani banki nie mogą generować dodatkowej ilości pieniądza w obiegu. Ilość jego rośnie tylko na skutek naturalnego wydobycia surowca, a nie na skutek księgowej decyzji. Chodzi w istocie o to, aby pozbawić klasę polityczną i bankową jakiegokolwiek wpływu na ilość pieniądza. Mowa jest tutaj zarówno o samych banknotach jak również depozytach. Produkcja i jednych i drugich byłaby ograniczona, a ich ilość przyrastałaby tylko w wyniku fizycznego wydobycia kruszcu.

Z kolei plan szkoły chicagowskiej oznaczałby utworzenie ładu pieniężnego, w którym produkcja pieniądza jest w całości poddana decyzji politycznej i oznacza de facto druk papierowy. Państwo określałoby, jaka ilość pieniądza jest optymalna w gospodarce. Rezerwa stuprocentowa dotyczyłaby zatem działalności bankowej. Banki komercyjne przyjmujące środki od klientów indywidualnych (banknoty) mogłyby otwierać rachunki, ale tylko pod warunkiem pełnego pokrycia pieniądzem bazowym, czyli właśnie banknotami. Każdy, kto otworzyłby taki rachunek, miałby pewność, że stoją za nim realne banknoty emitowane przez państwo.

Chociaż poniżej zajmiemy się głównie zaletami w oczach zwolenników rezerwy stuprocentowej i wadami w oczach przeciwników, to pokrótce zauważmy radykalną różnicę między planem austriackim i chicagowskim. W doktrynie austriaków chodzi o to, aby w całości poddać proces produkcji pieniądza procesom rynkowym. Natomiast w planie z Chicago chodzi o coś zupełnie odwrotnego — aby proces produkcji pieniądza był całkowicie kontrolowany przez władze monetarne. To było główne źródło inspiracji dla Friedmana i Fishera. Jeśli państwo w pełni kontroluje ilość pieniądza w obiegu, to może znacząco wpływać na zjawisko cyklu koniunkturalnego i manipulować ilością pieniądza na przykład w zgodzie z monetarystycznymi założeniami. Zatem mimo istotnego podobieństwa w planach „stuprocentowców”, należy pamiętać, że jak i w innych przypadkach dwóch stron debaty: im bardziej człowiek się zagłębia w poglądy dwóch stron, tym bardziej dostrzega, że coś chyba tych stron jest więcej niż dwie (czego dowodem również może być fakt, że część przedstawicieli szkoły austriackiej opowiada się za rezerwami cząstkowymi).

 

Działalność depozytowa a działalność inwestycyjna banków, czyli dlaczego 100% rezerw nie oznacza śmierci kredytu

Jeszcze zanim omówimy zalety przedstawiane przez zwolenników 100% rezerw, powiedzmy, czym te pełne rezerwy są oraz jak zmieniłyby rynek finansowy. A zmieniłyby radykalnie. Wiele osób, szczególnie powierzchownie zaznajomionych z koncepcją stuprocentowych rezerw, reaguje na ten pomysł sugestiami, jakoby taki system miał zabić istnienie kredytu. Doprawdy można ten system skrytykować z wielu różnych stron, ale zarzucanie Tobinowi, Friedmanowi i Fisherowi, że nie mają pojęcia, czym jest kredyt, to zdecydowanie przesada. Nawet dzisiaj istnieje przecież coś takiego jak „kredyt”, który nie jest udzielany przez instytucje stricte bankowe (czyli te, które jako jedyne mogą opierać się na rezerwach cząstkowych).

Otóż w systemie stuprocentowego pokrycia kredyt wcale nie umiera, choć niewątpliwie ilość transakcji kredytowych jest mniejsza (co zwolennicy stuprocentowych rezerw przedstawiają jako zaletę). Przy rezerwach na poziomie 100% banki komercyjne nie mogą tworzyć nowych depozytów i przeznaczać ich na kredyt. Nie oznacza to jednak, że istniejące pieniądze nie mogą zostać przeznaczone na inwestycje i kredytowanie. Istota pełnego pokrycia depozytów oznacza, że środki są bez przerwy dostępne na żądanie klienta i nie zostały przeznaczone pod jakąkolwiek inwestycję. Dopiero kiedy posiadacz depozytu zdecyduje się podpisać umowę kredytowania, wtedy dochodzi do uwolnienia depozytu i przeniesienia środków na podmiot inwestujący. Depozyt zostaje przesunięty, a nie skopiowany.

Trochę trywializując zagadnienie — firma finansowa może wobec tego być bankiem na kształt magazynu albo firmą inwestującą. Możemy albo umieścić środki w magazynie (depozycie) i wtedy mamy pewność, że są w sejfie (nikt ich nie otrzyma na finansowanie inwestycji), albo podejmujemy ryzyko i przeznaczamy pieniądze dla banku, który może je w coś zainwestować. Wtedy tracimy do nich realny dostęp. Jak nietrudno się domyślić, przy stuprocentowych rezerwach na depozyty banki pobierałyby opłaty za ich przechowywanie (ponieważ środki nie pracowałyby na rynku). Jednocześnie nie zabiłoby to transakcji kredytowych. Oznaczałoby to po prostu, że klienci muszą z pełną świadomością podpisać umowę z bankiem o tym, że udzielają mu pewnego rodzaju pożyczki. I ta umowa zawierana przez obywateli byłaby mniej więcej tym, czym jest dzisiaj umowa z funduszem inwestycyjnym.

Jeden z problemów, który od razu się rzuca w oczy, został dobrze wyeksponowany przez przedstawiciela szkoły austriackiej Friedricha von Hayeka — otóż nawet jeśli ustanowimy stuprocentowe rezerwy, to „innowacyjność” banków może zadziałać i mogą zacząć sprytnie obchodzić regulacje, wymyślając instrumenty w stylu „kont oszczędnościowych” albo szybko usuwalnych lokat, które z praktycznego punktu widzenia mogłyby być tak dobre jak depozyty (stosowane byłyby w transakcjach na równi z „normalnymi” depozytami). To ważne zagadnienie, na którego rozważanie nie mamy niestety tutaj miejsca i co do którego każda ze stron ma odmienny pogląd. Dla nas najistotniejsze jest na razie typologiczne rozróżnienie, nawet jeśli w praktyce może zostać mniej lub bardziej zatarte. Rozróżnienie to jest tak istotne dla samych zwolenników stuprocentowych rezerw jak i przeciwników, bowiem jedni i drudzy w swojej argumentacji w zasadzie odróżniają od siebie depozyty (permanentnie dostępne dla klientów) od, nazwijmy to brzydko, „uzmysłowionych” oszczędności (środków, które klienci świadomie powierzyli firmie finansowanej do inwestowania).

Zwolennicy stuprocentowych rezerw uważają, że permanentnie dostępne depozyty powinny mieć pełne pokrycie, a środki na kredytowanie powinny pochodzić z umów pożyczkowych z klientami. A zwolennicy rezerw cząstkowych uważają, że środki na kredyty należy również brać z depozytów bieżących. Mówiąc ściślej, banki powinny mieć prawo do tworzenia depozytów wedle własnego uznania (które jest ograniczone pewnymi zewnętrznymi czynnikami).

 

System stuprocentowy oczami jego zwolenników

Co dobrego widzą w systemie stuprocentowego pokrycia jego zwolennicy? Jak widzieliśmy wyżej, skrzydło monetarystyczne optuje za tym rozwiązaniem, ponieważ pozwala rządowi na niemal perfekcyjną manipulację podażą pieniądza i dostosowanie do rekomendowanej polityki pieniężnej. Skrzydło austriackie natomiast jest zafascynowane tą opcją, ponieważ oznacza ona usunięcie swobody kreowania dodatkowych pieniędzy za pomocą uznaniowej decyzji (nowe pieniądze trzeba wydobywać fizycznie, co jest ograniczone technologicznie).

Chociaż uzasadnienie austriackie i chicagowskie jest odmienne, to obydwa mają prowadzić do tego samego makroekonomicznego celu: większej stabilności i eliminacji (lub zmniejszenia) zjawiska cyklu koniunkturalnego. W systemie stuprocentowym austriackim nowy pieniądz jest poddany rygorowi kalkulacji ekonomicznej. Jego wydobycie jest powolne i wpływa w niewielkim stopniu na ceny. Co więcej, to wydobycie i wpływanie nowych pieniędzy (kruszcu) na rynek podnosi ceny bez tworzenia systematycznej bańki. Teoria cyklu koniunkturalnego Hayeka zwraca uwagę na to, że generowanie nowych pieniędzy przez system bankowy przynosi stałe i ciągłe (przez cały okres boomu) zakłócanie stopy procentowej (obniżanie poniżej „naturalnego” poziomu). Efektem tego jest kumulowanie inwestycyjnej „bańki”. W przypadku stuprocentowego pokrycia przyrosty podaży są minimalne i nie prowadzą do takiego systematycznego zakłócenia stopy procentowej (przez banki).

W systemie monetarystycznym pełna kontrola nad podażą pieniądza i stuprocentowa rezerwa oznaczają, że wyeliminowane jest źródło fluktuacji, które z kolei uznają monetaryści: spadki podaży pieniądza. Skoro pieniądz w obiegu równa się ilości wydrukowanego pieniądza i banki nie mogą kreować depozytów ponad pokrycie pieniądzem papierowym, to ilość pieniądza w zasadzie nie może spaść (o ile nie istnieje duży fanklub palenia dużych ilości pieniędzy w piecu). Nie może wobec tego dojść do ogromnej deflacji monetarnej, na przykład takiej, z jaką mieliśmy do czynienia na przełomie lat 1932-1933 (podobnie jak przy stuprocentowym standardzie złota, o ile nie istnieje fanklub rozpuszczania kruszcu w wodzie królewskiej). Podaż pieniądza od początku Wielkiego Kryzysu spadła w ciągu czterech lat o jedną trzecią. Milton Friedman w tym głównie upatruje źródeł głębokości kryzysu (częściowo w przeciwieństwie do Hayeka, dla którego choć spadek podaży pieniądza jest istotny, to równie ważny, albo ważniejszy jest okres fikcyjnego boomu w latach 1921-1929). Irving Fisher w tym czasie sam doświadczył ogromnych strat w swoim majątku, co zresztą poprowadziło go do opowiadania się za standardem stuprocentowym (wcześniej popierał rządowo manipulowany standard złota). Tak traumatyczne doświadczenie jak Wielki Kryzys skłoniło chicagowskich ekonomistów do sympatyzowania z rezerwą stuprocentową.

Jakie są pozostałe korzyści? Na przykład społeczne — banki magazynowe w zasadzie nie mogą upaść poza przypadkami jawnej defraudacji. Nie może dojść do lawinowego upadku każdego z nich. Nie potrzebny jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny, ani ubezpieczenia depozytów. Upadek banku magazynującego nie zagraża innym. Nawet jeśli już do takiej jawnej defraudacji dojdzie, to inne banki nie są zagrożone.

Inaczej wygląda sprawa inflacji. W austriackim stuprocentowym systemie nie występuje dzisiejsza inflacja. Ilość pieniądza przyrasta powoli (wydobycie kruszcu), dużo wolniej niż statystyczne tempo wzrostu gospodarczego. Oznacza to spełnienie normy produktywnościowej, a więc stabilną i powolną deflację cenową: wszystkie dobra i usługi w wolnym tempie spadają (coś w rodzaju współczesnego spadku cen telefonów komórkowych i komputerów).

W systemie monetarystycznym inflacja cenowa może wystąpić, jeśli rząd zwiększa ilość pieniędzy w obiegu szybciej niż wynosi wzrost gospodarczy (co rzecz jasna miało miejsce w historii). Jest to kolejny problem z tym planem — jak ograniczyć problemy polityczne związane z monopolem pieniężnym. Ale nawet jeśli dochodzi do inflacji w tym systemie, to jest w tym jedna zaleta: obywatele widzą, że odpowiedzialny jest rząd i podatek inflacyjny nie może być nazbyt łatwo ukryty. Jego źródło jest oczywiste.

Do zalet systemu stuprocentowego, zarówno austriackiego jak i monetarystycznego, należy dołączyć jeszcze jedną istotną: dramatyczną redukcję długu publicznego i prywatnego. W systemie rezerw cząstkowych kreacja pieniądza przez banki oznacza jednocześnie kreację długu. Konsekwencje tego są jednoznaczne, szczególnie przy istnieniu papierowego pieniądza. Po pierwsze, dochodzi do ogromnego rozrostu sektora państwowego, ponieważ pozwala na to zwiększone finansowanie emisją obligacji (dzisiejsze rekordowe poziomy długu państw są wynikiem rezerw cząstkowych i papierowego pieniądza). Po drugie, dochodzi do wyparcia z rynku finansowania inwestycji indywidualnie gromadzonego kapitału. Głównymi dysponentami kapitału stają się ci, którzy mają możliwość kreowania ogromnej siły nabywczej, czyli właśnie banki z rezerwami cząstkowymi. Korporacje bankowe stają się głównymi decydentami w tych kwestiach, a ich klienci stają się dłużnikami.

Gdyby nie było rezerw cząstkowych, to głównymi decydentami kapitałowymi byliby ludzie osiągający dochody na rynku. Firmy finansowe musiałyby zabiegać o ich zainteresowanie i oferować im odpowiednio oprocentowane papiery wartościowe. Nie nakręcano by spirali zadłużenia. Co ciekawe, bardzo możliwe, że agencje ratingowe byłyby opłacane przez oszczędzających, a nie przez samych dłużników. Rynkiem inwestycyjnym w znacznie większym niż dzisiaj stopniu rządziłyby kaprysy oszczędzających, a nie kaprysy kreujących pieniądze i kredyty.

Stuprocentowy projekt powinien się także podobać keynesistom, którzy szczególnie obawiają się zjawiska „pułapki płynności”, czyli sytuacji, w której nowo wygenerowane przez bank centralny pieniądze nie „wchodzą” na rynek, a są trzymane przez banki z rozmaitych względów.

To w największym skrócie zalety opcji stuprocentowych rezerw w oczach jej zwolenników. Teraz przejdźmy do jej przeciwników.

 

System stuprocentowy oczami jego przeciwników

Podobnie jak szerokie jest towarzystwo „stuprocentowców”, analogicznie jest w przypadku ich przeciwników. Znajdziemy tutaj zarówno opcje „austriackie”, ale również keynesowskie i monetarystyczne. Chociaż różnią się oni zdecydowanie w podejściu do zagadnień pieniężnych, to ich krytyka rezerw stuprocentowych w zasadzie sprowadza się do tego samego, aczkolwiek bardzo uogólnionego przeze mnie, argumentu: „finansowe pośrednictwo” w postaci kreowania depozytów przez banki jest dobre, ponieważ może służyć większemu wzrostowi gospodarczemu.

Argument można by zobrazować w prosty sposób. W systemie stuprocentowego pokrycia depozytów posiadacz dochodu ma trzy opcje na alokację środków pieniężnych: (1) może wydać je na konsumpcję (kupić żywność, pójść do kina etc.), (2) może przeznaczyć je na inwestycję, np. kupno akcji, obligacji, jednostek funduszy inwestycyjnych etc., (3) może nie wydawać pieniędzy, czyli włożyć je do portfela, albo umieścić na depozycie w banku. Ze środkami w portfelu niewiele bank może zrobić (przynajmniej na razie, dopóki nie zdelegalizowano obrotu gotówką), ale ze środkami na depozytach już tak. Zwolennicy stuprocentowej rezerwy są zdecydowanymi oponentami korzystania z tych depozytów z wyżej wymienionych względów. Tymczasem zwolennicy rezerw cząstkowych ripostują: ale przecież te martwe niewydawane pieniądze mogą posłużyć na finansowanie zwiększonego wzrostu gospodarczego (niektórzy zwolennicy rezerw cząstkowych poszerzają ten argument i starają się pokazywać, że rezerwy cząstkowe pozwalają na realizację konkretnego celu makroekonomicznego: na przykład stabilnej inflacji).

Niestety ów cel zwiększonego wzrostu będzie kolidował z celami stawianymi przez „stuprocentowców”. Jeśli bowiem otwieramy drzwi do rezerw cząstkowych, to trzeba się pogodzić z wyparciem indywidualnej akumulacji kapitału na rzecz kreacji depozytów, rosnącymi poziomami długów publicznego i prywatnego, zagrożeniem kryzysami bankowymi, a także możliwością generowania baniek inwestycyjnych. Cóż, jak mawiają słusznie oponenci stuprocentowego pokrycia, bez ryzyka nie ma zysku. Tak też ma być i w wypadku rezerw cząstkowych.

Istnienie rezerw cząstkowych niesie wobec tego ze sobą ogromne zagrożenia jak i potencjalne korzyści. Coś jak z nożami kuchennymi. Mogą być bardzo przydatne, choć zdarzają się wypadki z ich użyciem. Pytanie tylko, czy wypadki są na tyle incydentalne i przez to są na tyle niewielkim kosztem, że rzeczywiście warto z nich korzystać, czy też być może są bombą z odroczonym zapłonem, która niesie za sobą więcej zagrożeń niż korzyści. Uważne wyważenie tych dwóch (zysków i strat) jest przedmiotem sporu stuprocentowców i zwolenników rezerw cząstkowych.

Zwolennicy rezerw cząstkowych widzą istotne korzyści. Te środki, które ludzie trzymają na depozytach w pewnym sensie oznaczają oszczędności, bo ludzie nie wydają ich na konsumpcję. Można by wobec tego z tych środków skorzystać i pokusić się o to, aby PKB bardziej rosło. Teraz oczywiście sprawa się pogłębia, bowiem pojawia się pytanie, czy ta operacja będzie oznaczała zwiększenie realnego wzrostu. Może prowadzić do ogromnego „czasowego niedopasowania” struktury bilansów banków, to znaczy banki będą się finansować „na krótko” (gromadzić i produkować depozyty) po to, aby finansować znacznie dłuższe inwestycje. Depozyty, które posiadają klienci, będą finansować ryzykowne długookresowe inwestycje, co może prowadzić do głębokich makroekonomicznych niestabilności i w efekcie mniejszego długookresowego wzrostu.

Jak na te niebezpieczeństwa odpowiadają obrońcy rezerw cząstkowych? Znowu musielibyśmy się wgłębić w opinie poszczególnych przedstawicieli, a niektórzy z nich mają ze sobą niewiele wspólnego. W skrócie możemy powiedzieć, że zdaniem jednej generalnej grupy (opcja bardziej głównonurtowa) odpowiednie regulacje bankowe i komisje nadzoru zadbają o sprawę i będą w stanie zapobiec pojawianiu się kryzysów i nadużywaniu pozycji banków (najczęściej będą to aktywiści, dla których każda porażka nadzoru oznacza konieczność zwiększenia nadzoru). Zaś zdaniem drugiej grupy (tutaj opcja austriackich zwolenników rezerw cząstkowych) groźba bankructwa i zjawisko konkurencji między bankami na wolnym nieregulowanym rynku będą wymuszały na bankach odpowiednią dyscyplinę (ci najczęściej na przypadki powtarzających się kryzysów bankowych będą reagowali notorycznym szukaniem regulacji rządowych, które wpływały na bankowość).

Warto również dodać jedną szczególną rzecz w kwestii ryzyka finansowego. „Czasowe niedopasowanie” występuje nawet w wypadku rezerw stuprocentowych[1]. I tutaj punkt dla zwolenników rezerw cząstkowych, bowiem nawet jeśli wprowadzimy stuprocentowe pokrycie, to firmy inwestujące i tak będą na przykład gromadzić lokaty dwuletnie, albo emitować papiery wartościowe na kilka lat, z których środki potem przeznaczą na inwestycje bardziej długoterminowe, dziesięcioletnie, trzydziestoletnie etc. Owszem, odpowiadają zwolennicy rezerw stuprocentowych, ale w wypadku braku pełnego pokrycia ten proces jest posunięty znacznie dalej, a ryzyko jest przesunięte na całą gospodarkę i wszystkich uczestników systemu pieniężnego. W wypadku kryzysu „czasowego niedopasowania” aktywów przy rezerwach cząstkowych zagrożony jest praktycznie każdy posiadacz pieniędzy. W wypadku takiego kryzysu przy rezerwach pełnych posiadacze depozytów bieżących mogą być spokojniejsi.

Cała sprawa rezerw cząstkowych jest oczywiście bardziej skomplikowana. Szczególnie, że pominąłem w tym tekście sprawę banku centralnego jako pożyczkodawcy ostatniej instancji, który instytucję rezerw cząstkowych zasadniczo modyfikuje. A ponieważ tekst się robi już zbyt długi, musimy w tym miejscu poprzestać.

 

Podsumowanie: możliwość debaty?

Dyskusja na temat rezerw stuprocentowych została wyłączona z dyskursu w głównym nurcie. Przez lata była obiektem zainteresowań nurtów „podziemnych” (pamiętajmy, że ekonomia keynesowska to też kiedyś był nurt podziemny). Obecny kryzys jest być może szansą na to, aby tę dyskusję ponownie przywrócić. W moim przekonaniu mogą świadczyć o tym dwie rzeczy.

Po pierwsze, często słyszymy od niektórych komentatorów, że jedną z przyczyn kryzysu w 2008 była systematyczna zmiana regulacji bankowych w USA, które poprowadziły do pomieszania „bankowości inwestycyjnej” i „bankowości tradycyjnej”. Często przytacza się tutaj nazwę ustawy Glassa-Steagalla (co jest nota bene wysoce dyskusyjne, ale to nie temat tego tekstu). Zwolennicy nacisku na tę przyczynę kryzysu powinni zdać sobie sprawę z tego, że radykalizacja ich stanowiska prowadzi właśnie do optowania za rezerwami stuprocentowymi. Jeśli bowiem chcemy pójść w skrajność i rzeczywiście oddzielić bankowość inwestycyjną od tradycyjnego gromadzenia depozytów, to plan 100% rezerw wydaje się trafiony. Pytanie, czy to jest rzeczywiście celem.

Po drugie, na stronach Międzynarodowego Funduszu Walutowego ukazał się niedawno roboczy artykuł, w którym autorzy korzystają z formalnego modelu gospodarki USA (tzw. DSGE) i testują założenia planu szkoły chicagowskiej (choć ich plan różni się pewnymi szalenie istotnymi niuansami, na które nie mamy miejsca). Dochodzą przy tym do zadziwiającej dla niektórych konkluzji: tak, Fisher miał rację, przy stuprocentowym pokryciu długi byłyby niższe, wyeliminowano by kryzysy bankowe, a podaż pieniądza mogłaby być kontrolowana, aby spełnić założenia polityki monetarnej. Zwracają oni szczególnie uwagę na to, że współczesne opracowania z zakresu polityki pieniężnej całkowicie pomijają naturę instytucjonalną kreacji pieniądza przez banki (s. 9):

 

(…) pasywa banków nie są makroekonomicznymi oszczędnościami, mimo iż na poziomie mikroekonomicznym mogą tak wyglądać. Oszczędności są stabilną zmienną, więc opierając się w całości na pozyskiwaniu stabilnych oszczędności, banki nie byłyby w stanie inicjować nagłych ekspansji i regresów kredytu, które ciągle obserwujemy w praktyce. Pasywa banków są raczej pieniędzmi, które mogą być tworzone i niszczone natychmiast. Newralgiczne znaczenie tego faktu wydaje się całkowicie zapomniane w większości współczesnej literatury makroekonomicznej na temat bankowości (…)

 

Miejmy nadzieję, że oznacza to możliwość debaty, bo pomysł stuprocentowych rezerw jest co najmniej inspirujący do dyskusji. I nawet jeśli nie zgadzamy się z projektem implementacji takiego rozwiązania, to należy wziąć pod rozwagę istotę wielu argumentów „stuprocentowców”. Nawet jeśli oznacza to radykalną zmianę współczesnego świata i wywrócenie systemu finansowego do góry nogami, czy też być może do góry głową, jeśli do góry nogami jest w sytuacji obecnej.

 


[1] Choć są i tacy ekonomiści (myślę, że da się ich policzyć na palcach dwóch rąk), którzy opowiadają się nie tylko za stuprocentowymi rezerwami, ale również za pełnym „czasowym dopasowaniem” aktywów i pasywów. To znaczy uważają, że jeśli ktoś pożycza od kogoś pieniądze na 2 lata, to nie może zainwestować ich w inwestycję dłuższą niż dwuletnią. Nie mamy tu miejsca na omawianie owego ekscentrycznego podejścia. W skrócie powiem, że ten pomysł przeanalizowany skrupulatnie i poprowadzony do swoich naturalnych konsekwencji rzeczywiście uśmierciłby w zasadzie każdy kredyt, gdyż generalnie rzecz biorąc każdy kredytobiorca pożycza środki „na krótko” i inwestuje „na długo”.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

107 Komentarze “Machaj: Rezerwa cząstkowa i jej oponenci

  1. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że banki działają jakoś wyjątkowo na tle innych przedsiebiorstw. Właściwie żadna instytucja, która pożycza pieniądze nie przechowuje 100% rezerwy. To mijało by się z celem. Jak pożyczam 100 zł cegielni, to ona je inwestuje od razu i obiecuje mi ich zwrot w umówionym terminie. Czy jeśli zamiast zainwestować te pieniądze w produkcję cegieł przedsiebiorstwo pożyczy je komuś innemu (tak jak bank), to cokolwiek zmieni? Kluczem jest tu tylko to, czy nastąpiło przekazanie własnoći, czy też nie. Banki po prostu zajmują się pożyczaniem pieniędzy na krótko a pożyczaniem na długo i na tym zarabiają. Jeśli odpowiednio szacują ryzyko, to mogą utrzymywać bilans będący wielokrotnoscią kapitału własnego i nie ma w tym nic dziwnego.

    „Inaczej wygląda sprawa inflacji. W austriackim stuprocentowym systemie nie występuje dzisiejsza inflacja. ”
    Tu wychodzi pewna słabość szkoły austriackiej. Podaż pieniądza może wzrastać w systemie 100% rezerw poprzez kredyt. Oczywiście chodzi o szersze rozumienie pieniądza, czyli nie tylko kruszec, ale też bardzo płynne jego substytuty (np. wspomniane lokaty jednodniowe, czy obligacje i akcje o odpowiedniej płynności). Jeśli rynek zadecyduje, że te substytuty są równie dobre jak pieniądz, to podaż pieniądza się zwiększy ze wszystkimi tego konsekwencjami, czyli np. inflacją. Austriacy patrzą tylko na podaż pieniądza bazowego, a przecież to rynek decyduje co jest pieniądzem i jeśli uzna, że np. obligacje państwowe są równie dobrym (lub prawie równie dobrym) pieniądzem co kruszec to trzeba uznać, że podaż pieniądza się zwiększyła. Problem w tym, że to rozszerzenie pieniądza o substytuty jest tymczasowe. Jeśli rozpocznie się recesja, to ryzyko towarzyszące substytutom może wzrosnąć na tyle, że przestaną być uznawane za pieniądz. Wtedy rozpoczyna się gwałtowny spadek podaży pieniądza i deflacja.

  2. ad 1.

    1. Banki działają bardzo wyjątkowo w porównaniu do innych przedsiębiorstw, ponieważ KREUJĄ pieniądze. Mówi o tym cytat zamieszczony na końcu tekstu z opracowania IMF.

    Mówi się o tym na rachunkowości. Księgowość banku to zupełnie inna rzecz niż księgowość każdego innego biznesu.

    2. Przetasowania na rynku lokat i pożyczek to coś zupełnie innego niż te związane z natychmiastowymi środkami zapłaty (podażą pieniądza). Nie uważa Pan chyba, że niedawny upadek Amber Gold wywołał deflację? A to przecież też były lokaty i środki zapłaty.

    Poza tym proszę zwrócić uwagę, że „near-money” są kreowane tylko przez banki. Inne instytucje nie są w stanie stworzyć efektywnego „near-money”. Dlaczego? Bo nie mogą korzystać z przywileju rezerw cząstkowych…

    Zresztą jeśli klasyczny standard złota (z rezerwami częściowymi) nie doświadczał inflacji (poza przypadkami gorączki złota), to nie wiem, jak standard złota ze stuprocentowymi rezerwami ma go doświadczać.

    Bańka inwestycyjna jest teoretycznie możliwa, ale będzie dotyczyła tylko instrumentów związanych z tą bańką. W przeciwieństwie do dzisiaj, gdy mamy w zasadzie homogenizację całości i wszyscy ponoszą koszty bańki. Jeden centralny zawór, zamiast kilku niezależnych.

  3. A czy cegielnia prowadzi Twoje konto i obiecuje,że non stop masz dostęp do swoich 100zł? Nie. Dlatego pożyczka cegielni jest raczej odpowiednikiem lokaty terminowej. Do lokat terminowych zaś austriacy, w przeciwieństwie do muzułmanów nie mają zastrzeżeń.

  4. Banki deponując pieniądz nie pożyczają ich. Gdy pożyczasz coś komuś to nie masz prawa żądać oddania pieniędzy w dowolnym, wybranym przez siebie terminie. Deponując pieniądze w banku masz takie prawo.

  5. @MM
    1. Nie chciałbym dyskutowac o definicjach z rachunkowości. Może podejdźmy do tego tak: banki mogłyby działać w oparciu o rezerwę cząstkową jako zwykłe przedsiębiorstwo bez żadnych przywilejów ze strony państwa i bez łamania umów. Po prostu tak jak to wspomniano w tekście zamiast lokat oferowały by rachunki oszczędnościowe np. jednodniowe. Czy się w tym punkcie zgadzamy?

    2. Amber Gold to zły przykład. Na te pożyczki nie było płynnego rynku wtórnego i nie były one traktowane jako substytut pieniądza. Lepszym przykłądem było by odmowa spłaty obligacji przez Państwo, czy też bankructwo dużego banku. Czy to by spowodowało deflację? Oczywiście tak.

    @joker
    Różnica między lokatą terminową a depozytem jest bardzo płynna. Czy lokata 1 minutowa w praktyce różni się czymkolwiek od depozytu? No tylko tym, że w drugim przypadku nie przekazujemy własności. W teorii banki mogły by oferować zarówno depozyty prawidłowe, w których pieniądz leżałby w skarbcu i te depozyty z przekazaniem własności, ale w praktyce na te pierwsze nie było by własciwie popytu, ponieważ trzeba by za nie płacić.

  6. Jeśli chodzi o tego typu założenia jak że lokaty lub obligacje staną się pieniądzem, to ich wartość zawsze będzie zdyskontowana, a inflacja o wiele niższa niż teraz, bo teraz mamy obligacje+rezerwy częściowe. Wtedy ekspansja kredytowa na pewno mysiałaby być mniejsza. Jednak najprawdopodobniej to by się nie zdarzyło. Teraz widzimy jak bezpieczne są obligacje.

  7. AD 1.
    Pamiętaj, że stanowisko „stuprocentowe” nie jest jedynym stanowiskiem austriaków w tej kwestii. Selgin, Salin, White, Horwitz, by wymienić tylko kilku, są zwolennikami wolnej bankowości i są zwolennikami bankowości opartej na rezerwie cząstkowej.

  8. Do tego uniezależnia podaż pieniądza od decyzji rządu. Podaż pieniądza w systemie 100% rezerwy oraz złotej waluty oczywiście rośnie(na przykład poprzez wydobycie złota), ale taki system ogranicza ekspansję kredytową o wiele lepiej niż rezerwa cząstkowa.

  9. ikti: wydaje mi się, że nie rozumiesz o co chodzi.

    Jak się wpłaca pieniądze do banku czy to na lokatę, czy na konto ROR, to nie po to, żeby bank tymi pieniędzmi obracał i ryzykował na rynku.

    Bank w klasycznym rozumieniu powinien się zajmować:

    1. Pilnowaniem pieniędzy wpłacanych przez klientów
    2. Przekazywaniem pieniędzy na zlecenie klienta (czyli właściciela).

    Działalność kredytowa banków powinna się opierać tylko i wyłącznie na kapitale własnym banków. Wtedy pojęcie rezerwy by nie istniało.

    Udzielanie pożyczek z pieniędzy powierzonych bankowi to w pewnym sensie sprzeniewierzenie w świetle prawa, a rezerwa bankowa to po prostu część której bank ustawowo nie może sprzeniewierzyć.

    Mówi się, że Banki posiadają zdolność kreowania pieniądza i tak jest w istocie.

    Gdy banki miały obowiązek posiadania 100% rezerwy, bankierzy czy nawet zwykli pracownicy banku chętnie powiększali fikcyjnie stany na swoich rachunkach. Wtedy była to zwykłe oszustwo które w końcu wychodziło na jaw (np. podczas rozliczenia).

    Wtedy też był pieniądz sztucznie wytwarzany, ale było to przestępstwo równe fałszerstwu.

    W tym momencie sytuacja jest inna. Bank z kapitałem 3 mln złotych może stan swoich kont zwiększyć do 10mln i 7mln może wypuścić na rynek (przy rezerwie 30%).

    Prawo które zezwala na zastosowanie rezerwy cząstkowej to prawo które zezwala na fałszerstwo i tyle.

    Gdyby to porównać do skali mikro to:

    Masz flaszkę wódki. Mają do ciebie przyjść koledzy i nie chcąc żeby Ci wypili zanosisz flaszeczkę do sąsiada który zobowiązuje się do zwrócenia flaszki w stanie nienaruszonym.

    Sąsiad jednak otwiera flaszkę i rozlewa ją na 4 flaszki.

    Następnie zaprasza pijaków z pod bloku i im daje te flaszki „na zeszyt” zostawiając sobie jedną na wszelki wypadek.
    Sąsiad liczy na to, że zanim się upomnisz o swoją flaszkę, to pijaki mu przyniosą pieniądze za 3 dane na kredyt flaszki. On wtedy kupi dla Ciebie nową i Ci odda.

    Może się mu uda, a Ty się o niczym nie dowiesz, może się jednak tak stać, że sąsiad zamiast pieniędzy dostanie w pysk, a Ty zamiast swojej Flaszki dostaniesz popłuczyny.

  10. Panie Mateuszu, czyżbym wyczuwał w Pana wyłożeniu tematu (skądinąd – dobrze, klarownie napisanym) stopniowe przekonywanie się do pozycji wolnorynkowego systemu bez wymuszonego poziomu rezerw 🙂 Dobrze dobrze, popieram 🙂

  11. Nie rozumiem tylko, dlaczego upiera się Pan przy poglądzie, że inne instytucje nie mogą korzystać z „przywileju rezerw cząstkowych”. W praktyce oczywiście jest to aktualnie trudne/graniczące z niemożliwym ze względu na finansową i prawną hegemonię, którą ma system, na czubku którego stoi bank centralny. Ale gdyby to nie było explicite zakazane prawem, a BC nie utrzymywałby polityki ekstremalnie korzystnego finansowania „swoich” banków (ha! 2 marzenia ściętej głowy!), to zasadniczo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby inne podmioty przyjmowały depozyty, zobowiązywały się umownie do wypłaty na każde żądanie, obciążały depozyty ryzykiem i normalnie funkcjonowały na rynku – krócej lub dłużej, w teorii w nieskończoność przy poprawnej polityce zarządzania płynnością, odpowiedniej strukturze rynku (jakaś forma reasekuracji) i braku bardzo silnych czynników zewnętrznych (wojna etc).

  12. Przepraszam – ale czy SKOKi nie działają właśnie na zasadzie 100% rezerwy cząstkowej.
    Na takie natknąłem się informację obserwujący dyskusję w internecie – ale jak widomo to niezbyt pewne źródło. Więc jak to jest z tymi SKOKami ? jest 100% czy nie ma ?

  13. Którzy z austriaków są zwolennikami rezerwy cząstkowej? O tym jeszcze nie słyszałam.

    Moim zdaniem, jednak nie ma co rozmawiać o rezerwie cząstkowej czy stuprocentowej. Niech banki działają po prostu jak każde inne przedsiębiorstwo. Niech będzie napisane jasno: bank odpowiada za swoje zobowiązania do określonej kwoty. Co by mniej więcej oznaczało: utrzymujemy środki z depozytów na poziomie XX%.
    Bez beilout’ów dla banków, bez ustalania stóp procentowych, bez banku centralnego.

  14. @ ikti

    Proszę mi wybaczyć to wtrącenie o definicjach z rachunkowości. Chodziło mi o to, że zasady działania banku są naprawdę radykalnie odmienne od innych przedsiębiorstw. Inne przedsiębiorstwa naprawdę muszą pozyskiwać „oszczędności” i walczyć o finansowanie kapitałem. Banki natomiast kapitał po prostu „tworzą”, generują z niczego. Nie jest to co prawda opinia wszystkich zwolenników rezerw cząstkowych, ale spora część z nich zdaje sobie z tego faktu sprawę i tak to również przedstawia.

    Amber Gold jest według mnie dobrym przykładem, bo taki status prawny i gospodarczy miałyby instytucje finansowe w wypadku zniesienia przywilejów bankowych.

    Co do przykładów lokat jednodniowych, kont oszczędnościowych i nawet obligacji państwowych, to są to „near-moneys” dzięki monopolowi menniczemu. Zjawisko „near-money” jest charakterystyczne dla pieniądza państwowego opartego na rezerwach cząstkowych (najczęściej fiat money, ale w wypadku commodity money też się może pojawić).

    @ panika

    Dzięki za ciepłe słowa.

    Jak Pan widzi tekst miał być napisany i mam nadzieję, że tak został napisany, żeby przedstawić możliwie najbardziej ogólnie i bezstronnie jak stuprocentowe rezerwy widzą ich zwolennicy i przeciwnicy.

    Sama kwestia tego, „jak to by wyglądało” w pięknym systemie, jest dzisiaj trochę dumaniem w obłokach. Obecnie żyjemy i długo będziemy żyli w systemie, gdzie prawo jest produkowane w specyficzny sposób.

    Nawet jeśli byśmy wprowadzili bardzo mocno prorynkowe rozwiązania i zredukowali funkcje państwa do minimum, co mało prawdopodobne, to i tak dużą rolę odgrywałyby sądy i kodeksy. Także kodeks cywilny.

    Cóż to oznacza? Oznacza to, że przy zmniejszeniu roli państwa i wycofania go z produkcji pieniądza kodeks mógłby jasno precyzować (i zapewne taka byłaby presja społeczna) o tym, że dostarczyciel usług finansowych musi jasno, ale to bardzo jasno sprecyzować, czy pieniądze są ciągle „deponowane”, czy przeznaczone pod czyjąś inwestycję. Tak musiałoby zostać zapisane w umowie, dokładnie tak samo jak dzisiaj musi być zapisane w księgach wieczystych jak obciążona jest nieruchomość.

    A potem UOKiK ścigałby firmy, które stosują klauzule niedozwolone (to zdanie to żart oczywiście).

    Dlatego w systemie przy braku banku centralnego (przynajmniej w tej formie co dzisiaj) działalność bankowa byłaby jednoznacznie sprecyzowana. Klient wiedziałby, czy bank trzyma stuprocentową rezerwę, czy nie. Dziś oczywiście nie gra to roli. Dla niektórych z powodu ignorancji, ale dla większości z powodu logiki systemu.

    Tu Pan o pseudonimie Ikti mówi, że banki mogłyby proponować instrumenty mniej płynne i oparte na częściowej rezerwie. Co więcej, czasami te instrumenty mogłyby być stosowane jako środki zapłaty za różne zobowiązania. Bardzo możliwe. Tak również się dzieje w wypadku dzisiejszych weksli, akcji i innych podobnych instrumentów. Ale…

    Po pierwsze, to cały czas zabezpiecza posiadaczy „prawdziwych depozytów” przed ryzykiem. Po drugie, oczywiste się wydaje, że płynność takich instrumentów byłaby znacznie, ale to znacznie mniejsza od płynności ich dzisiejszych odpowiedników. Z tej prostej przyczyny, że dzisiaj banki mogą czerpać prosto od źródła (bank centralny). Tak samo państwo (obligacje) może czerpać prawie prosto od źródła.

    Bez monopolu menniczego i możliwości natychmiastowego dostępu do środków z BC, płynność takich wynalazków znacznie by spadła. Sądzę, że przynajmniej do poziomu płynności dzisiejszych jednostek funduszy inwestycyjnych. W sumie ciężko to stwierdzić dokładnie. Wszystko zależy od preferencji ludności.

    pozdrowienia

  15. @Albert J, a ja bym wolał, żeby to, czym POWINIEN zajmować się bank w przypadku moich pieniędzy, zależało od umowy między mną a bankiem. W końcu to moje pieniądze i moje ryzyko, czy wolę je umieścić na depozycie właściwym, niewłaściwym, tajnym czy dwupłciowym. Mogę tak, czy mam być zmuszony do życia w jednej konkretnej wersji libertariańskiego raju?

  16. banki które stosują rezerwę częściową emitują tak naprawdę zobowiązania a nie banknoty i depozyty.
    jednak nie nazywają togo wprost, podszywają się pod powszechnie przyjętą definicję banknotu i depozytu.
    ich kwity noszą wszelkie znamiona banknotów. na tym właśnie polega oszustwo. to tak jakby mennica produkowała żetony identyczne jak monety.

  17. Balcerek, zauważ że banki komercyjne nie emitują obecnie własnych banknotów. Gdyby emitowały i nie pisały na nich, że wymiana na cokolwiek, co jest ich oparciem (gdyby takowe było) jest warunkowa – to by było oszustwo. W tej chwili muszą grać tak, jak im bank centralny i prawo nakazuje.

  18. Panie Mateuszu, to oczywiście jest liczenie aniołów na czubku szpilki, ale zdaje mi się, że instrumenty z częściową rezerwą nie byłyby aż tak niepopularne, jak Pan pisze, z tego powodu, że – zakładając ustabilizowanie się „nowego”/”innego” systemu społeczno-ekonomicznego i wykształcenie się rozbudowanych rynków dla pochodnych i asekuracji depozytów – nie byłyby praktycznie w ogóle dyskontowane w stosunku do pieniądza bazowego, a ze względu na relatywnie dużą możliwą ich podaż w stosunku do pieniądza bazowego stanowiłyby dla niego istotną konkurencję, tym bardziej w nowoczesnym świecie, gdzie oczywiście korzystanie z takich depozytów (niekoniecznie oczywiście cząstkoworezerwowych, ale wiadomo że banki by dążyły do minimalizacji rezerw) ma liczne zalety praktyczne niejako „w pakiecie” – konto online, karty etc.

  19. @panika
    „ja bym wolał, żeby to, czym POWINIEN zajmować się bank w przypadku moich pieniędzy, zależało od umowy między mną a bankiem”

    rozumiem że chciałbyś w porozumieniu ze swoim bankiem rozprowadzać weksle bankowe pod postacią banknotów. takie działanie powinna być uznane za oszustwo.

  20. Balcerek: „banki które stosują rezerwę częściową emitują tak naprawdę zobowiązania a nie banknoty i depozyty.”
    I to jest sedno sprawy. Jestem za tym, żeby tak jak proponuj Pan Machaj wprowadzić wymóg jasnego sprecyzowania tego w umowach, ale trzeba się liczyć z tym, że większość umów będzie jednak zawieranych z możliwością pożyczenia pieniędzy dalej, bo tylko takie konta będą mogły oferować odsetki. W aktualnym systemie też można by stworzyć bank, który fizycznie trzyma zdeponowane banknoty w skarbcu i/lub na rachunku NBP ze 100% pokryciem. Jakoś nie wróżyłbym mu wielkiego sukcesu. Oczywiście konkurencja jest nieuczciwa ze względu na państwowe gwarancje bankowe, ale wątpię, żeby ich zniesienie (jestem za) wiele zmieniło.

    @MM
    „Po pierwsze, to cały czas zabezpiecza posiadaczy „prawdziwych depozytów” przed ryzykiem.”
    Nie zabezpiecza to posiadaczy „prawdziwych depozytów” przed inflacją, i nie zabezpiecza ich przed skutkami nagłej deflacji i spowolnienia gospodarki przez nią spowodowanej. Weźmy na przykład ostatni kryzys z 2008 roku. Jeśli ktoś zamiast konta w Lehmanie, akcji czy obligacji miał gotówkę w materacu to też teoretycznie nie dotyczyło go żadne ryzyko.

    Widzę, że z pozycji „inflacja pieniądza w systemie 100% rezerwy w opisany przeze mnie sposób jest niemożliwa” przechodzi Pan na pozycję „To jest to mało prawdopodobne.”. Z tym się nie zgodzę. Rolę takiego płynnego i wiarygodnego near money o dużej płynności mogą, nawet w przypadku pieniądza ze 100% rezerwą, pełnić obligacje państwowe.

  21. Brakuje mi omówienia sytuacji pośredniej czyli przymusu rezerwy w okolicach 33%. Czy taka rezerwa nie zapewniłaby wystarczającego bezpieczeństwa przy możliwości wspierania obrotu gospodarczego? A inaczej, czy nie ma optymalnego poziomu rezerw?

  22. @Balcerek, nie, chciałbym dać bankierowi złoto w depozyt płatny na żądanie, mając świadomość, że on go komuś innemu na dość długi czas wypożyczy, i że takich depozytariuszy z nim robiących biznes – jak i pożyczkobiorców – jest więcej. Nie ma żadnych banknotów. Ich istnienie lub nieistnienie to sprawa drugorzędna, dla tego przykładu zakładam że nie ma banknotów, żebym Ci nie musiał tłumaczyć tych wszystkich „niesamowitych zawiłości”, że na banknocie może być napisane że wypłata złota jest warunkowa.

    Tak więc nie ma banknotów, jestem ja, bankier, kredyciarz i paru innych ziomków, wszyscy dorośli, wiedzą co robią, nikt nie podpisywał cyrografu pod wpływem LSD itd.

  23. @ panika

    to trochę zabawmy się w przewidywanie; w takim systemie państwa nocnego stróża, cząstkowe lokaty miałyby większą akceptowalność i płynność od dzisiejszych jednostek funduszy inwestycyjnych, czy nie?

    ad 19

    Drobne doprecyzowanie (chyba). Salin jest przeciwko wymuszaniu stuprocentowych rezerw, ale ekonomicznych korzyści rezerw cząstkowych nie widzi. Przynajmniej tak jak Selgin, White, Garrison i Horwitz. Ale może się mylę.

    Nota bene panowie mocno się różnią. Najbardziej austriacki w analizie jest Selgin chyba. Horwitz stosuje mocno monetarystyczną analizę, a Garrison nadmiernie używa równania Fishera.

    ad 21

    Inflacją rozumianą jako wzrosty ogólnego poziomu cen? Skoro historycznie przy standardzie złota, kiedy były rezerwy cząstkowe, nie dochodziło do inflacji, to dlaczego ma do niej dojść przy standardzie złota i braku rezerw cząstkowych? Przecenia Pan siłę samych zobowiązań ponad rzeczywiste realne środki zapłaty, które w końcu się muszą za nimi pojawić. Dlatego w XIX wieku w zasadzie nie było inflacji.

    Jasne, że w systemie stuprocentowym przy deflacji kredytu spowolnienie gospodarcze odczuwają wszyscy. Ale bankowość depozytowa jest całkowicie bezpieczna przed groźbą upadku banków jeden za drugim, bo rezerwy są pełne. Z tym się chyba Pan zgodzi?

    Co do obligacji państwowych pozwolę sobie ponowić moją tezę. Obligacje państwowe są near-money tylko w sytuacji monopolu menniczego (możliwości czerpania ze źródła kreacji pieniądza).

    Ale nawet już abstrahując od tego. Czy uważa Pan, że zwiększanie długu publicznego wywołuje inflację? Ja mam co do tego poważne wątpliwości.

  24. drukują papierki bo niby kto miałby im tego zabronić? kto miałby ich osądzić i wsadzić do więzienia? a ponadto kogo jest więcej mądrych/oszczędnych czy głupich/wydających wszystko na bieżąco?
    oczywiście pytania retoryczne
    pozdrawiam

  25. @wojnier
    Niezbyt. Dodruk ilości pieniądza zmienia strukturę produkcji. W rezerwie 33% efekt jest po prostu trochę mniejszy.

    @Albert J Jeśli wpłacamy pieniądze na lokatę to oczekujemy odsetek. Zezwalamy na pożyczanie naszych pieniędzy innym

  26. Przypuśćmy, że Polska zdecyduje się na wprowadzenie systemu rezerw stuprocentowych (abstrahuję od uwarunkowań politycznych i prawnych takich jak członkostwo u UE). W całym „cywilizowanym” świecie obowiązywać będą wtedy rezerwy cząstkowe. Co się wtedy stanie? Ucieknie z Polski cały kapitał, bo nie będzie możliwe takie lekkie inwestowanie poprzez kreację depozytów jak w systemie rezerw cząstkowych? Czy też możne gwałtownie napłynie, bo będzie u nas bezpieczniejszy niż w innych krajach? I dalej, czy wprowadzanie sytemu rezerw stuprocentowych ma sens bez szerszego międzynarodowego porozumienia, tworzącego prawne i polityczne, że się on utrzyma?

  27. Tylko rynek jest w stanie ustalić „optymalny” poziom rezerw, gdyż zależy on od preferencji czasowej społeczeństwa – jego tendencji do wycofywania depozytów w tym wypadku.

  28. Specyfika ksiegowości bankowej nie jest żadą magią. Polega na księgowaniu tych samych pieniedzy na dwóch różnych kontach jednocześnie. Pieniadze są na koncie tego, który zaniósł pieniądze do banku i na koncie tego, który z tych pieniedzy dostał kredyt, tuż przed ich wydaniem. Tak działa rezerwa cząstkowa. Czyste oszustwo. Niedopasowanie czasowe to rezerwa cząskowa inaczej nazwana. Depozyt to lokata o 0 czasie trwania, szczególny przypadek lokaty. Ale znów polega na tym samym. Te same pieniądze są na dwóch kontach w tym samym czasie. Taki system jest niestabilny z założenia. Opiera sie na statystyce przepływów pienięznych w banku w czasach przecietnych. Jakiekolwiek ponad śrdnie zapotrzebowanie depozytariuszy na swoje pieniądze przewraca system.
    Gdyby bez rezerwy cząskowej nie było chętnych na kredytowanie elektrowni jadrowej na 50 lat lub hipoteki Jasia Wedrowniczka na 40 lat, a bank widziałby w tym interes to mógłby wyemitować obligacje na ten okres. Obligacje wprowadzić do obrotu giełdowego i każdy mógłby przetrzymać swoje nadwyżki w takich obligacjach przez dowolnie przez siebie wybrany czas. Oczywiscie stopy procentowe lokat i kredytów też by sie odpowiednio ukształtowały zachęcając do podpisywania coraz dłuzszych umów.
    Nie byłoby chętnych do płacenia bankowi za przechowywanie pieniedzy i obsługe płatności? Byli by bo ja bym był, na przykład. Jeżeli ludzie nie chcieliby za to płacić to trzymaliby pieniądze w domach biorąc na siebie wszystkie związane z tym ryzyka. Wszystko kosztuje, przejęcie ryzyka również.
    Pieniądz papierowy i rezerwa czastkowa to wymysł panujacych. Im się to świetnie opłaca. ja nie należę do tej grupy. Ja z tego mam same straty. Obecny system bankowy i pieniądz to czyste przedłużenie rządu. Jest skranie regulowany, zmonopolizowany i upaństwowiony. Jest to kolejny element nacisku na rządzonych.
    Wszystko sie robi w imie bezpieczeństwa i dobra oraz dalszego rozwoju.

  29. Wszystko pięknie, tylko nie wystarczy mieć rację że lepsza jest rezerwa pełna. Czy ktoś wymyślił plan wdrożenia, poza rewolucją oczywiście?

  30. @panika
    „Tak więc nie ma banknotów, jestem ja, bankier, kredyciarz i paru innych ziomków”

    w takim razie nie ma również monet, jestem tylko ja i mennica która na moje zlecenie wyprodukuje żetony przypadkiem identyczne jak monety. co ty na to?

  31. Ad 24.
    Zapewne masz rację, jednak w kilku swych tekstach (choćby tu:
    http://mises.pl/blog/2011/05/01/salin-wolna-bankowosc-i-rezerwa-czastkowa-komentarz/
    http://mises.org/journals/scholar/salin.pdf)
    odpowiada na zarzuty nieefektywności i niestabilności FRB, przekonując, że w takim systemie nie miałyby one miejsca.
    Nawiasem mówiąc, ostatnio przetłumaczyłem tekst Selgina i White’a (W obronie pieniądza fiducjarnego), tylko czeka jeszcze na korektę.
    Pozdrawiam!

  32. @MM, „w takim systemie państwa nocnego stróża, cząstkowe lokaty miałyby większą akceptowalność i płynność od dzisiejszych jednostek funduszy inwestycyjnych, czy nie?” – z dużym prawdopodobieństwem miałyby – z tego względu, że lokaty z cząstkową rezerwą są instrumentami o zerowej zapadalności, w przeciwieństwie do funduszy, które w najlepszym wypadku skupują bardzo krótkoterminowy, ale jednak terminowy papier komercyjny. To jest jednak oczywiście mocne gdybanie.

    @Balcerek, nie rozumiem, przeszkadza Ci to że np. ktoś produkuje banknoty do Monopoly – to jest ten ogromny problem? Wytłumacz to mi.

    @totus i inni ad podwójne księgowanie, no panowie, bądźcie poważni, umyka waszej uwadze drobny szczegół, że te pieniądze są księgowane raz jako aktywo, a drugi jako pasywo – i w tym nie ma NIC dziwnego, powiedzą wam to na każdym kursie księgowości…

  33. @panika
    ” nie rozumiem, przeszkadza Ci to że np. ktoś produkuje banknoty do Monopoly – to jest ten ogromny problem? Wytłumacz to mi”

    spróbuj tymi banknotami zapłacić w sklepie. zostaniesz oskarżony o fałszerstwo.

  34. @33, Gotówka nie jest księgowana jako pasywa. Nie ma takiej księgowości gdzie gotówka jest księgowana jako pasywa. Na tym polega unikatowość księgowości bankowej, że gotówka jest kopiowana z jednego konta na drugie, a nie przesuwana. Zamiast pisać co Ci się zdaje to porozmawiaj z jakimś księgowym, a jak jesteś taki biegły w księgowości to pokaż takie księgowanie gdzie gotówka na jednym koncie jest po stronie „winien”, a na drugim po stronie „ma”. O księgowości wiesz tyle, że jest krzyżowa. Wystarczy jak sam zachowasz powagę. To wiele uprości.

  35. @34, no ok – ale tak jak Ci mówiłem, w moim przykładzie nikt nie emituje publicznie handlowanych papierów, więc nie bardzo rozumiem, co ma piernik do wiatraka.

    @35, bo przecież po jednej stronie to nie jest gotówka w dyspozycji banku, tylko klienta… Jak by nie było, nie rozumiem też jednej sprawy – w jaki sposób to, czy zaksięgujesz tak, czy inaczej wpływa na fakt popełnienia oszustwa? Czy np. jak ja sobie na własne potrzeby zrobię dwa konta i na jednym sobie dopiszę miliard PLN jako gotówka, a na drugim jako kredyt – to ja kogoś w tym momencie oszukałem? Siebie samego? To już nie mogę sobie w zeszycie pobazgrać? 😉

  36. @24
    „Inflacją rozumianą jako wzrosty ogólnego poziomu cen?”
    Inflację rozumiem przez wzrost podaży pieniadza, bo z poziomem cen jest pewien problem, zwłaszcza w okresie dynamicznego postępu technicznego.

    „Ale bankowość depozytowa jest całkowicie bezpieczna przed groźbą upadku banków jeden za drugim, bo rezerwy są pełne.”
    Ależ oczywiście. Bardziej chodziło mi oto, że na te 100% depozyty może być mało chętnych. Tak mało jak w 2008 mało było chętnych na trzymanie fizycznej gotówki, która też zabezpieczała przed niewypłacalnością banków.

    „Obligacje państwowe są near-money tylko w sytuacji monopolu menniczego”
    Pozwalam sobie nie zgadzać się z tą tezą ;]

    „Ale nawet już abstrahując od tego. Czy uważa Pan, że zwiększanie długu publicznego wywołuje inflację? Ja mam co do tego poważne wątpliwości.”
    Zwiększa to podaż pieniądza (to chyba austriacka definicja inflacji?), jeśli obligacje są płynne i wiarygodne. Można na to spojrzeć w ten sposób, że obligacje zastępują oszczędności, które nie muszą być już trzymane w pieniądzu. Jednocześnie z perspektywy każdego z posiadaczy obligacji mozna je w każdej chwili spieniężyć jednym kliknięciem (płynny rynek) i wydać na konsumpcję. Mamy więc sytuację w której rząd wydaje pożyczone pieniądze, ale jednocześnie ci co je pożyczyli też mogą je w każdym momencie wydać.

    @Balcerek
    „spróbuj tymi banknotami zapłacić w sklepie. zostaniesz oskarżony o fałszerstwo.”
    Nie zostaniesz, jeśli powiesz, że to są banknoty monoply i sprzedawca się zgodzi je przyjąć. W systemie rezerwy cząstkowej nikt Ci nie każe przyjmować zapłaty zobowiązaniem banku. Możesz żadać gotówki. Ba, nawet dzisiaj nie musisz przyjmować pieniadza kredytowego banku (przelew) tylko żądać gotówki. Robisz tak?

    @totus
    Nowak wpłaca 100 do banku i teraz bank ma 100 i winien jest 100. Potem bank pożycza te 100 Kowalskiemu i otrzymuje od niego zobowiązanie spłaty 100. Kowalski zapłacił Pawlakowi pożyczonymi pieniędzmi a Pawlak wpłacił je do banku. Teraz bank ma 100 i zobowiązanie na 100 Kowalskiego a winien jest 100 Pawlakowi i 100 Nowakowi. Bank ma się dobrze, nie jest bankrutem. I co tu jest takiego strasznego?

    Co do niedopasowania czasowego. Zapomnij na chwilę o bankach. Pożyczasz mi 100 zł na miesiąc. Przekazałeś mi własność i mogę z nimi zrobić co chcę. Mogę je przepić i wtedy wszystko jest ok. A czy mogę je pożyczyć koledze na 2 miesiące, czy wtedy nastąpi złowrogie niedopasowanie czasowe i oszustwo? Czy moze dopiero jak nazwę się bankiem to będzie to oszustwo?

  37. ad panika2008,

    ale mi z tym porównaniem chodzi o to, że ja nie rozumiem, czym różniłby się fundusz inwestycyjny od banku w sytuacji likwidacji przywilejów bankowych i banku centralnego, bo ja tego nie widzę.

    Umorzenie jednostki funduszu inwestycyjnego, podobnie jak umorzenie lokaty to kwestia jednego dnia (niewielka różnica czasowa, którą chyba dla eksperymentu myślowego możemy pominąć).
    Środki pozyskane na lokatę i na fundusz są inwestowane w zasadzie na bardzo podobnej zasadzie.

    Jedna „jedyna” różnica jest taka, że bank oferujący lokatę korzysta z przywilejów bankowych. Fundusz już nie.

    Przy likwidacji banku centralnego i przywilejów bankowych różnica między funduszem a bankiem zostanie zatarta. I stąd moje pytanie, na jakiej podstawie mamy stwierdzić, że bank nie będzie zbliżony w swojej działalności do funduszu. Albo odwrotnie, dlaczego fundusz nie miałby działać jak bank?

    Tu dochodzimy do tego, o czym mówiłem do Pana Ikti: near-moneys wykształcają się przy monopolu menniczym, przywilejach bankowych i pożyczkodawcy ostatniej instancji.

    Bez tych wynalazków płynność lokat w bankach byłaby tak duża jak płynność obligacji korporacyjnych. Bo niby dlaczego lokata w banku Santander miałaby być uważana za bardziej płynną od obligacji MacDonalda? Na jakiej podstawie, skoro zdolność do pozyskania środków z banku centralnego i wyłączność kreacji pieniądza zostałyby wytrącone z rąk banku Santander?

    pozdrowienia

  38. @itki
    „Nie zostaniesz, jeśli powiesz, że to są banknoty monoply i sprzedawca się zgodzi je przyjąć”

    w takim razie napisz na tych kwitach że są to weksle a nie banknoty, niczego za każdym razem nie będzie musiał dopowiadać. a nawet nie będzie narażał się na zarzut oszustwa ze strony sklepikarza który przyjmie twoją zapłatę a potem powie że wcisnąłeś mu weksle twierdząc że są to banknoty.

    „Ci nie każe przyjmować zapłaty zobowiązaniem banku”

    jeśli mówi mi że są to banknoty a nie zobowiązania to mnie oszukuje.

  39. ad 34 (Ikti)

    Pana analiza z obligacjami wydaje się nietrafiona. Co z tego, że obligacje można spieniężyć? Spieniężyć można wszystko. Jednostkę funduszu inwestycyjnego, obligację korporacyjną, weksel, akcję, walutę zagraniczną, samochód etc. A te rzeczy przecież nie zaliczają się do podaży pieniądza. To, że coś można spieniężyć (relatywnie szybko) nie czyni z tego pieniądza. Pieniądzem jest coś, czym możemy bezpośrednio zapłacić.

    Jeśli rząd wyemituje obligację, a my ją kupimy, to nasza gotówka zmienia się w papier rządowy. Rząd może te pieniądze wydać, ale my obligacją nie możemy zapłacić. Musimy obligację najpierw sprzedać za… PIENIĄDZ i dopiero wtedy możemy płacić. Dlatego obligacje nie wliczają się do podaży pieniądza (chociaż w dzisiejszym systemie mogą za pomocą banku centralnego przykładać się do jej wzrostów).

    Jeśli inflacja to wzrost podaży pieniądza, to przyrost ilości lokat nie jest inflacją nawet w dzisiejszym systemie, bo lokatą nie da się zapłacić w sklepie (tak sądzę). Zdaje sobie sprawę, że ma Pan tu na myśli trochę problemów definicyjnych. Niemniej jednak nie jestem skłonny uznać lokaty terminowej za pieniądz, bo inaczej pieniądzem musiałyby być również obligacje korporacyjne.
    Nie zmienia to faktu, że przez monopol menniczy takie instrumenty jak lokata są bardzo, bardzo blisko pieniądza.

    Co do 2008 – jaki sens jest trzymać fizyczną gotówkę w sytuacji groźby kryzysu bankowego, skoro gotówkę emituje ta sama instytucja (państwo), która jednocześnie gwarantuje depozyty. Od razu ciekawostka: nadwyżkowe depozyty (powyżej gwarancji państwowych) inwestorzy ulokowali w bardzo krótkoterminowe papiery rządu USA (3miesięczne). Popyt na nie był na tyle duży, że stopy zwrotu spadły poniżej zera. Dlatego, że obietnica rządu do zapłaty za 3 miesiące była więcej warta niż obietnica banku o dotrzymaniu umowy depozytowej.

    pozdrowienia

  40. @MM
    Teraz nie ma potrzeby tworzenia instrumentów, które pozwoliły by oferować płynne lokaty bez udziału BC, bo można je robić z udziałem BC. Nie oznacza to, że tego zrobić się nie da. Wystarczy zestandaryzować obligacje banków i innych przedsiębiorstw, połączyć w paczki (coś jak MBSy) i już mamy super płynny rynek. Będzie zapotrzebowanie – będzie podaż. Zauważ, że płynność jest pochodną ilości uczestników a jak wszyscy oferujący lokaty będą musieli korzystać z rynku obligacji zamiast BC to płynność jeszcze wzrośnie. Zresztą nawet teraz na giełdach są notowane różne ETFy na obligacjach i mają zadowalającą płynność. Nie docenia Pan kreatywności bankowców 🙂

    @Balcerek
    Chyba nie pomylisz pieniądza elektronicznego na Twoim koncie w banku (zobowiązanie) z banknotami NBP (prawdziwy pieniądz)? Kto Cię niby zmusza przyjmować przelewy i Cię oszukuje, że to banknoty?

  41. @MM
    Oczywiście zgadzam się, że istnienie BC to wszystko ułatwia, ale nie łudziłbym się, że jego usunięcie spowoduje stworzenie super stabilnego systemu finansowego bez okresów wzrostów i spadków podaży pieniądza.

  42. @itki
    „Kto Cię niby zmusza przyjmować przelewy i Cię oszukuje, że to banknoty”

    jeśli chodzi co o obecną sytuację, to monopol państwowy na pieniądz.

  43. @MM, „lokatą nie da się zapłacić w sklepie” – no da się, da się. Przecież tak działa visa (nie tylko kredytowe, ale też debetowe) i inne systemy rozliczeń płatności – konta są na bieżąco kredytowane i jest okresowy clearing. To jest właśnie kreatywność, o której mówi ikti, która, jak mi się wydaje, nie zniknęłaby pod nieobecność BC i przy przywróceniu złota do roli pieniądza bazowego.

    „nie jestem skłonny uznać lokaty terminowej za pieniądz” – oczywiście że nie; mowa jest o lokatach płatnych na każde żądanie – tradycyjnie zalicza się je do podaży pieniądza i ja się z tym zgadzam.

    „Jedna „jedyna” różnica jest taka, że bank oferujący lokatę korzysta z przywilejów bankowych” – no właśnie nie jest to jedyna różnica. Lokaty o natychmiastowej wymagalności mają tą własność, że są w normalnych warunkach pod ścisłym parytetem pieniądza bazowego – nie ma miejsca na dyskonto. Z tego względu ułatwione są np. operacje okresowych rozliczeń – nie trzeba się martwić o wahania i np. wpływ stóp procentowych w okresie między uznaniem a finalnym rozliczeniem transakcji.

    „near-moneys wykształcają się przy monopolu menniczym” – tu jest śliski grunt; zdaje mi się (nie jestem pewien, muszę posprawdzać), że w Szkocki system wolnej bankowości działał w warunkach zasadniczo wolnorynkowych.

    @Balcerek, rozumiem że summa summarum przeszkadza Ci w gruncie rzeczy tylko to, że ktoś określa papier z warunkową wymienialnością terminem „banknot”? A co, jeśli nie ma żadnych papierów? Co, jeśli – tak jak w dużym stopniu we współczesnym świecie – te pasywa banku są całkowicie zdematerializowane i ich rozliczenia następują WYŁĄCZNIE między bankami, a konta finalnych konsumentów, na mocy umów, które DOBROWOLNIE podpisali, zawierają też odpowiednie klauzule o ewentualnym odroczeniu wypłaty w sytuacji run’u? Czy tutaj ktoś kogoś oszukuje? Kto kogo i w jaki sposób?

  44. @MM, co do różnic między bankami i funduszami inwestycyjnymi, to chyba ma Pan rację, nie widzę powodów, żeby te funkcje się na prawdziwie wolnym rynku nie przeplatały do tego stopnia, że trudno by było jednoznacznie powiedzieć, gdzie jedna się kończy, a zaczyna druga. To jest też zgodne z moja tezą – praktyka bankowości z rezerwą częściową nie jest inherentnie przywiązana do tradycyjnych banków – może ją uprawiać zasadniczo każda duża instytucja, razem z innymi swoimi operacjami finansowymi – i tym samym każda instytucja w zasadzie może wpływać w ten sposób na podaż pieniądza. (Oczywiście pomijając aktualne ograniczenia instytucjonalno-prawne, co do których wszyscy mamy jasność).

  45. @Balcerek
    Nie musisz przyjmować przelewu. Możesz żądać gotówki płatnej do ręki. Gotówka nie jest tworzona z powietrza przez banki komercyjne.

    Wydaje mi się, że rozumiem. Frustruje Cię, że inni uczestnicy rynku uznają za równie dobry pieniądz coś innego niż banknoty trzymane w ręku. W ten sposób zwiększa się podaż pieniądza i Twoje banknoty tracą siłę nabywczą. Co mogę powiedzieć: masz rację, takie życie. Tak jak z każdym innym towarem masz prawo do jego posiadania, ale nie masz prawa do jego wartości. O niej decyduje rynek.

  46. @panika, MM
    Byłbym ostrożny z wyciąganiem analogii historycznych. Myślę, że postęp techniczny (internet itp.) usprawnia działanie rynku: płynność i wycenę aktywów i znacznie zwiększa możliwości działania bankierów.

  47. @itki
    „Frustruje Cię, że inni uczestnicy rynku uznają za równie dobry pieniądz coś innego niż banknoty trzymane w ręku”

    nie, frustruje mnie to że weksle chciałbyś nazywać banknotem.

    „Nie musisz przyjmować przelewu. Możesz żądać gotówki płatnej do ręki. Gotówka nie jest tworzona z powietrza przez banki komercyjne.”

    w obecnym systemie nie ma różnicy między banknotem a depozytem-zobowiązaniem bo depozyty są gwarantowane przez państwo, w razie braku banknotów będą dodrukowane.

    @panika
    „Kto kogo i w jaki sposób?”

    w tym przypadku nie ma oszustwa. ale to nie oznacza że takie aktywa będą traktowane na równi z banknotami/gotówką, (tak jak dzisiaj weksel wystawiony przez bank nie jest tym samym co gotówka/depozyt) więc z definicji nie będą to pieniądze.

  48. Balcerek, jeszcze proszę uargumentuj jakoś, że nazwa banknot może odnosić się wyłącznie do instrumentu ze 100% pokryciem, bo ja z historii kiepski jestem, mi się wydawało że pierwotnie – i przez cały czas – banknot oznaczał po prostu bankowy papier płatny na żądanie, w publicznym obrocie, emitowany w standaryzowany sposób w dużym wolumenie i na drobne nominały (chociaż i banknoty na miliony $ bywały, ale to jakieś wyjątki potwierdzające regułę), co więcej nie kojarzę żeby kiedykolwiek na jakimkolwiek historycznym banknocie lub np. w regulaminie banku go emitującego była jakaś wzmianka o 100% rezerwie. No to skąd to się bierze? Bo jeśli to jest inwencja Twoja czy tam Rothbarda, to trochę nie na miejscu jest mieć pretensje, że świat coś zawsze jakoś nazywał a Ty uważasz że powinien tym słowem określać coś innego… bardziej na miejscu byłoby, gdybyś to Ty wybrał sobie na ten instrument inną nazwę.

  49. @panika
    „go emitującego była jakaś wzmianka o 100% rezerwie”

    jeśli coś jest tytułem własności to nie trzeba nigdzie pisać o 100% rezerwie. jest to konsekwencja tej własności.

  50. @Balcerek
    Co prawda słowo banknot od dawna nie znaczy już tego co piszesz, ale o definicje się kłócić nie zamierzam. Jak wolisz.

    Jest różnica między gotówką a pieniądzem kredytowym. Właśnie dlatego potrzebny jest BFG. Jeśli pieniądz kredytowy jest taki jak gotówka to po co by on istniał? BFG nie wypłaca pieniędzy wydrukowanych tylko ze składek i dotacji państwa a to wszystko jest z puli już istniejących banknotów.

    Ciekawa rzecz jest ze SKOK-ami. Według mojej wiedzy nie są bankiem i nie mają dostępu do NBP a skutecznie konkurują z bankami w rachunkach rozliczeniowych. Jak mniemam to wszystko na rezerwie cząstkowej. Widać się da. Oczywiście nie znam szczegółów, ale myślę, że temat warty zgłębienia.

  51. @Balcerek, ikti – słowo banknot, z tego co mi wiadomo, nigdy nie znaczyło prawa własności, ponieważ do tego już istnieje inne określenie – kwit magazynowy; zawsze znaczyło natomiast prawo poboru w banku pieniądza bazowego lub, w zdegenerowanej postaci współczesnej, kwit o wartości abstrakcyjnej (fiat). Balcerek, jeśli uważasz, że kiedykolwiek było inaczej, to proszę podaj przykład. W przeciwnym razie pozostanę przy stanowisku, że bezprawnie próbujesz zawłaszczyć sobie to określenie i je zredefiniować.
    Nadmienię też, że zgodnie z częścią toku myślowego Balcerka, wystawianie kwitów magazynowych bez 100% pokrycia uważam, owszem, za oszustwo.
    Ponadto fałszowanie kwitów magazynowych, tak jak powinno, JEST uznawane za oszustwo w prawie każdym cywilizowanym kraju.
    @ikti, nie ma w tym nic dziwnego (ze SKOKami), wszakże banki komercyjne z rezerwą częściową są znacznie starszym zjawiskiem, niż banki centralne.

  52. @itki
    BFG nie ma wystarczających środków na pokrycie depozytów. może finansować się kredytem z banku centralnego czyli z druku pieniędzy.

  53. Na pewno rezerwa cząstkowa wszystkim wyjdzie na „dobre”. Szczególnie jeżeli coraz więcej podmiotów będzie w ten sposób kreować pieniądz. Światowe Zimababwe mamy jak w banku.

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Google-rusza-z-udzielaniem-kredytow-2653482.html

    „W tej chwili mamy dość ciekawą sytuację, gdy o ten sam kawałek tortu potencjalnie konkurują banki, operatorzy telefonii komórkowej oraz firmy kartowe: Visa i Mastercard. Na koniec pytanie za 1000 dolarów – czyja karta, czy bankowa, czy telefoniczna, czy kredytowa będzie w naszym portfelu – pyta w rozmowie z Newserią.”

  54. @panika
    czy na banknocie była informacja o warunkowym zawieszeniu wypłat? jeśli nie, to nie można obiecywać czegoś jeśli wiadomo z góry że nie można się z tego wywiązać a to implikuje pełne pokrycie.

  55. Balcerek, ale baknot zawsze oznaczał papier z potencjalnie częściowym pokryciem, co implikowało warunkowe zawieszenie wypłat.

    Równie dobrze możesz mieć pretensje do producenta samochodu, że Ci wyraźnie na szybie nie napisał, że zderzenie z betonową ścianą przy prędkości 200 km/h skutkuje śmiercią. No nie napisał. Straszny oszust.

    Poza tym wiesz, jest coś takiego jak due diligence. Więc nie udawaj że jesteś dzieckiem lub uważasz że wszyscy ludzie powinni być domyślnie traktowani jak dzieci.

  56. @Balcerek
    Tak, BFG może w ostateczności pożyczyć z NBP, ale właśnie pożyczyć. A to trzeba oddać ze zwiększonych składek banków, więc wzrost podaży jest przejściowy.

    Co do banknotów: wcale nie wiadomo z góry, że nie będzie się w stanie wywiązać ze zobowiązań. Tak samo jak każde przedsiębiorstwo nie jest pewne, czy będzie miało na spłatę wszystkich zobowiązań. Bankructwa się zdarzają. Nie trzeba wszędzie pisać oczywistych oczywistości, że bankrut nie spłaca swoich zobowiązań.

  57. @panika
    „ale baknot zawsze oznaczał papier z potencjalnie częściowym pokryciem”

    naprawdę? udowodnij

    „Równie dobrze możesz mieć pretensje do producenta samochodu, że Ci wyraźnie na szybie nie napisał, że zderzenie z betonową ścianą przy prędkości 200 km/h”

    no nie, jeśli producent zapewni mnie że w jego samochodzie nie mogę ponieść śmierci to oznacza że mogę śmiało walić w betonową ścianę. żaden producent takiego zapewnienia nie wystawia w odróżnieniu do banknotów płatne na żądanie.

  58. @itki
    „A to trzeba oddać ze zwiększonych składek banków, więc wzrost podaży jest przejściowy”

    ale jest i w ten sposób gwarantuje pełną ochronę depozytów, dlatego obecne depozyty są tożsame z gotówką i nie obarczone prawie żadnym ryzykiem.

  59. @Balcerek
    Z depozytami masz rację z zastrzeżeniem, że do 100 000 EURO i nie dotyczy to przedsiębiorstw więc aż tak różowo nie jest.

    Czym się różni zapewnienie „wypłacę wartość banknotu na żądanie” od zapewnienia „zwrócę wartość obligacji za rok” poza terminem wypłaty? Dlaczego drugi przypadek nie jest oszustwem, choć też może się zdarzyć, że nie będę miał z czego wypłacić?

  60. Balcerek, odnośnie „jeśli producent zapewni mnie że w jego samochodzie nie mogę ponieść śmierci” – ciągle błądzisz. Żaden producent samochodów o tym nie zapewniał nigdy klientów. Żaden bankier nigdy nie zapewniał, z tego, co mi wiadomo, swoich klientów, że utrzymuje dla ich depozytów avista 100% rezerwę.

    Twój drugi komentarz natomiast – że nawet ubezpieczenie depozytów przez przejściowe kredytowanie – powoduje podniesienie depozytów do parytetu samej gotówki jest wg mnie strzałem w 10. Tłumaczy to, jak na wolnym rynku depozyty mogą zostać podniesione do parytetu gotówki – do tego nie jest potrzebny bank centralny, wystarczy instytucja wysokiego poziomu ubezpieczeń i/lub umowy dwustronne między bankami o wsparciu płynnościowym na wypadek runów.

  61. A moje przekonanie co do tego, że prawdopodobnie nigdy na żadnym banknocie nie było wzmianki o 100% rezerwie wynika z tego, że przejrzałem ileś tam fotografii historycznych banknotów – i wszystkie były sformułowane tak, że dość ewidentnie wynikało z nich, że są to zobowiązania banku, a nie tytuły własności. Oczywiście wszystkich kiedykolwiek istniejących banknotów nie widziałem, ale po obejrzeniu dziesięciu czy dwudziestu nabrałem takiego a nie innego przekonania i uważam że w tej sytuacji to Ty powinieneś udowodnić, że kiedykolwiek istniały banknoty z klauzulą 100% pokrycia.

    Wkleiłbym trochę linków do fotek starych banknotów, ale filtr antyspamowy nie przepuszcza. Google is your friend.

  62. @itki
    „wypłacę wartość banknotu na żądanie”

    oznacza że każdy może się do ciebie zgłosić w tym samym monecie, jeśli wyemitowałeś więcej banknotów niż masz złota to napewno nie jesteś w stanie spełnić obietnicy.

  63. @Balcerek (64), banki z reguły nie emitowały więcej banknotów, niż miały złota – to by było ewidentne oszustwo. Miały X+Y złota (X: depozyty, Y: kapitały własne), wystawiały X banknotów, Z (Z<X+Y) pożyczały podmiotom trzecim, X+Y-Z zostawało w skarbcu jako rezerwa (w wielkim uproszczeniu).

  64. A tak w ogóle, się nad tym ostatnio zastanawiałem, jak wyobrażacie sobie funkcjonowanie banku ze 100% rezerwą od strony biznesowej? Na czym taki bank by zarabiał? Tzn. w jaki sposób byłoby możliwe takie skonstruowanie modelu biznesowego, żeby usługi bankowości avista (przechowywanie pieniądza bazowego i jego wymiana na żądanie) nie były produktem inherentnie stratnym dla banku? Bo rozumiem, że nie chodzi o ograniczenie działalności bankowej do instytucji charytatywnych.

  65. @panika
    „A moje przekonanie co do tego, że prawdopodobnie nigdy na żadnym banknocie nie było wzmianki o 100% ”

    wcale nie mówię że na banknotach była mowa o 100% rezerwach. wynika to pośrednio z obietnicy jaka widniała na banknocie.

    „wystarczy instytucja wysokiego poziomu ubezpieczeń”

    jak to by działało? zbierali by składki od wysokości depozytów? czyli następowało by zwiększenie rezerw w całym systemie. najwyższy poziom ubezpieczenia dawała by 100% rezerwa.

    „lub umowy dwustronne między bankami o wsparciu płynnościowym na wypadek runów.”

    jeśli w systemie jest więcej depozytów/banknotów niż złota to nie ma takiej siły aby zacząć drukować złoto w przypadku runu na większość banków.

  66. @Balcerek
    Zauważ, że z obligacjami jest dokładnie tak samo. Za rok może się zgłosić na raz więcej właścicieli obligacji niż mam kasy.
    Poza tym to, że nie mam w kasie gotówki na pokrycie wszystkich zobowiązań wcale nie oznacza, że nie jestem w stanie ich spełnić. Mogę mieć aktywa, które upłynnię w razie braku gotówki.
    Zresztą zamień sobie banknot na obligację 1 sekundową i wtedy rozumiem już wszystko jest ok, nie muszę trzymać rezerw.

    Ogólnie to jakaś dziwna dyskusja, bo ja nie mam nic przeciwko kwitom magazynowym, które działają jak piszesz, ale nie rozumiem co za problem zrobić takie kwity, co nie wymuszają trzymania gotówki w skarbcu i są wypłacane na żądanie lub jak się upierasz mają 1 sekundową zapadalność 🙂 Nie ma tu żadnego oszustwa. Koniec tematu z mojej strony.

    @panika
    Z tymi ubezpieczaniami to doczytałem, że tak działają właśnie SKOKi. Stworzyli sobie coś na kształt własnego BFG i wzajemnie sobie świadczą płynność. A że nie mają wsparcia NBP i oferują rachunki płatne na żądanie to chyba wystarczający empiryczny dowód na to, że jest to możliwe bez BC. Co Pan na to panie Machaj?

  67. @Balcerek
    No masz rację. Nie zawsze by bankom się udało spłacić zobowiązania i by zbankrutowały. Zdarza się w każdej branży. Tylko czego ma to niby dowodzić?

  68. @panika
    „banki z reguły nie emitowały więcej banknotów, niż miały złota – to by było ewidentne oszustwo”

    mamy dwie sytuacje.
    1. osoba deponuje w banku 10 uncji złota i dostaje banknoty na 10 uncji złota. bank jednocześnie pożycza fizycznie z magazynu 5 uncji złota. w rezultacie, bank wyemitował banknoty na 10 uncji i utrzymuje 5 uncji w rezerwie. jak rozumiem nie dopatrujesz się tutaj oszustwa?
    2. osoba deponuje 5 uncji ale bank drukuje banknoty na 10 uncji(według ciebie tu zachodzi oszustwo??) i daje 5 banknotów deponentowi. następie wręcza kolejne 5 banknotów kredytobiorcy. w efekcie w banku jest 5 uncji rezerwy i banknotów wyemitowanych na 10 uncji płatnych na żądanie!!!
    jak widzisz te 2 scenariusze NICZYM się nie różnią. w księgach banku jest to samo. dlaczego zatem uważasz że pierwsza sytuacja jest ok, a druga oszustwem???? bądź konsekwentny i pierwszy scenariusz też uznaj za oszustwo.

  69. @itki
    to nie chodzi o to że się coś nie uda.
    nie znasz terminu zgłoszenia się po wypłatę, co powoduje że aby spełnić żądania wszystkich klientów to musisz utrzymywać cały czas pełne rezerwy

  70. @Balcerek, oczywiście w przypadku 1 nie ma oszustwa, jeśli wszystko idzie wg umów. W przypadku 2, po pierwsze, sytuacja księgowa jest inna, niż 1, bo zobowiązania przekraczają aktywa. Po drugie, jest to oszustwo, ale innego rodzaju – jest to działanie na niekorzyść banku, np. dyrektor wtajemniczony w operację może to wykorzystać do ataku spekulacyjnego na własną firmę albo po prostu wyczyścić jej kasę ze złota do momentu gdy zostanie zero aktywów, doprowadzając do bankructwa.

  71. @Balcerek (71), ale co stoi na przeszkodzie, żeby z każdym klientem w umowie zapisać coś w stylu „jeśli w ciągu jednego dnia ponad 50% depozytów zostanie wycofane, to wypłata Pana/Pani depozytu opóźni się do 7 dni” (podczas których bankier sięgnie po dostępne zabezpieczenia, np. uzyska finansowanie hurtowe z innego banku lub skorzysta z ubeczpieczenia depozytów, które, jak już wyjaśniliśmy sobie, jest też zupełnie możliwe na wolnym rynku).

  72. @panika
    „bo zobowiązania przekraczają aktywa.”

    ??? aktywa to jedna ze strona bilansu, przeciwna strona pasywów. chyba pomyliłeś terminy, zobowiązania są zaliczane do pasywów, nie można zatem mówić że część pasywów przekracza aktywa, bo
    aktywa = pasywa. zatem mniejsza część pasywów(zobowiązania) nie mogą być większe od aktywów.
    czy chodziło ci o to że zobowiązania (czyli wyemitowanie banknoty) przekraczają rezerwy? w obu przypadkach tak jest.

  73. A jeśli chodzi o ryzyko biznesowe takiej praktyki, no cóż, oczywiście ono istnieje. Tak samo jak istnieje ryzyko, że spółka weźmie z banku parę baniek kredytu na budowę mieszkań, a tu ceny spadną o 30% i spółeczka zbankrutuje. Skoro spółka budowlana może zaciągać zobowiązania, co do których spłaty nie może być pewna (bo cóż jest pewnego w tym świecie?), to dlaczego właściwie nie mógłby tego robić bankier ze swoimi – jeszcze raz podkreślę – świadomymi tego klientami?

  74. Tak, pasywa przekraczają aktywa. W jednym przypadku tak jest – i jest to efekt oszustwa dokonanego przez osoby emitujące zobowiązania banku w stosunku do akcjonariuszy banku. Pasywa przekraczające aktywa = ujemne aktywa netto = niewypłacalność.

  75. @panika
    „Pasywa przekraczające aktywa = ujemne aktywa netto = niewypłacalność”

    żartujesz? w jaki sposób?
    mam II przypadek
    AKTYWA:
    rezerwy 5 uncji(fizyczne złoto)
    wierzytelność 5 uncji (zobowiązanie kredytobiorcy)
    = 10 uncji
    PASYWA:
    zobowiązania 10 uncji (w postaci wyemitowanych bankonotów)
    = 10 uncji
    a więc AKTYWA = PASYWA.

  76. @panika
    „Skoro spółka budowlana może zaciągać zobowiązania, co do których spłaty nie może być pewna”

    tu nie chodzi o ryzyko ale o niemożliwości wywiązania się z obietnicy.

    „ale co stoi na przeszkodzie, żeby z każdym klientem w umowie zapisać coś w stylu „jeśli w ciągu jednego dnia ponad 50% depozytów zostanie wycofane, to wypłata Pana/Pani depozytu opóźni się do 7 dni”

    nic nie stoi na przeszkodzie, będą to jednak aktywa wartościowe obarczone ryzykiem, w obrocie tak forma rozliczenia będzie dyskontowana czyli nie będzie maiła największej płynności, z definicji nie będzie pieniądzem.

  77. @79, „niemożliwości wywiązania się z obietnicy”, taaa, a tysiące banków operujących bez większych problemów długie dekady to zupełny przypadek.

    Co do przykładu z aktywami i pasywami, zobacz: zakładamy że bank ma na początku X kapitałów własnych (bez znaczenia); cytuję z Twojego scenariusza:

    „osoba deponuje 5 uncji ale bank drukuje banknoty na 10 uncji(według ciebie tu zachodzi oszustwo??)”

    W tym momencie bank ma X+5 złota i pasywa w wysokości X+10 (X – kapitały własne, zobowiązanie względem udziałowców, 10 – wyemitowane banknoty). Jeśli w tym momencie te 10 banknotów zostanie puszczone w publiczny obieg, oznacza to, że kapitały własne muszą zostać pomniejszone o 5 jednostek złota; jeśli X jest mniejsze, niż 5, to bank jest niewypłacalny (w moim poprzednim komentarzu pominąłem kwestię z wysokością kapitałów własnych). Bez względu na to, czy X jest mniejsze, czy większe od 5 – i czy bank stanie się niewypłacalny, czy nie, to wyemitowanie do obiegu publicznego zobowiązań na 10 jednostek bez pokrycia w tej samej ilości depozytów jest oszustwem w stosunku udziałowców – bo pomniejsza bez ich zgody kapitały własne banku.

  78. Dobra, oczywiście źle napisałem. Pasywa w wysokości 10, kapitały X+5; własne na początku X, po operacji emisji banknotów X-5, dalej bez zmian: jeśli X-5<0 to wiewypłacalny, niezależnie od tego X-5<X, więc część pieniędzy została zdefraudowana.

  79. Przepraszam. Wypadłem na trochę z obiegu.

    @ Panika,

    a weźmy sobie dzisiejsze instrumenty. Które zaliczają się do podaży pieniądza poza RORami? Czy lokaty (które mają 100% gwarancji) zaliczają się?
    A jeśli zaliczają się, to czy nie przypadkiem dlatego, że mogą zostać dzięki istnieniu BC i BFG natychmiast zamienione na pieniądz bazowy?

    Szkockiego systemu też dokładnie nie śledziłem, ale ciężko rozpatrywać to jako przypadek wolnej bankowości przy tak małym kraju. Ponoć szkockie banki piramidowały się na korzystaniu z pożyczek w banku centralnym Anglii.

    @ Ikti,

    Nie mówiłem, że nie może być pewnych „baniek” bez BC. Chodzi mi o to, że posiadacze stuprocentowych depozytów będą w takim systemie przed bańką chronieni. Mówiąc precyzyjniej będzie spadać ilość kredytu, a nie pieniądza. Obligacje i te instrumenty, o których Pan mówił, nie są pieniądzem sensu stricto, ponieważ nie można nimi płacić w sklepie.

  80. „nic nie stoi na przeszkodzie, będą to jednak aktywa wartościowe obarczone ryzykiem, w obrocie tak forma rozliczenia będzie dyskontowana czyli nie będzie maiła największej płynności, z definicji nie będzie pieniądzem.”
    Bo tak mówi Balcerek 🙂
    Już widzę jak to ludzie dyskontują wartości swoich kont w SKOKach, albo pieniądze na koncie powyżej 100 000 euro 😀

  81. Nie ma możliwości dyskontowania instrumentów które z definicji tworzą jeden z najpłynniejszych lub najpłynniejszy rynek, a zarazem w 99,9% przypadków są wymienialne jeden do jednego z pieniądzem bazowym… każde nawet minimalne dyskonto na rynku pieniądza prowadziłoby do natychmiastowego arbitrażu i przywrócenia równowagi do stanu bezdyskontowego.

    @83, o wymienialność depozytów na pieniądz bazowy w zasadzie w normalnych okolicznościach (poza sytuacjami totalnego runu na cały system, nota bene nie przypominam sobie żeby coś takiego kiedykolwiek gdziekolwiek wystąpiło poza kartami twórzczości Rothbarda, Hulsmana i de Soto) dbają same banki komercyjne – no jest to jakby ich główna funkcja – więc chyba nie rozumiem.

  82. @Balcerek, przyznaję, totalnie zamotałem się z pasywami, aktywami i zobowiązaniami. W każdym razie wiadomo o co chodzi – przez zwiększanie zobowiązań stopniowo kapitał własny topnieje, a jak wchodzi w wartość ujemną to bank siup.

  83. @itki
    „Bo tak mówi Balcerek”

    przy otrzymaniu płatności za usługę masz do wyboru, weksel bankowy który który jest obarczony ryzykiem lub banknot/gotówkę, która forma płatności ma większą wartość, a więc jest bardziej zbywalna?

    @panika
    nie rozumiem twoich zapisów. odnieś się do bilansu który podałem lub przedstaw swój z jasnym podziałem na aktywa i pasywa.

  84. @panika
    … gdzie w bilansie który przedstawiłem są ujemne aktywa? do tego w ogóle się nie doniosłeś.

  85. @panika
    „przyznaję, totalnie zamotałem się z pasywami, aktywami i zobowiązaniami.”

    no to jak to jest. obie sytuacje mają ten sam bilans i są oszustwem?

  86. @Balcerek
    „przy otrzymaniu płatności za usługę masz do wyboru, weksel bankowy który który jest obarczony ryzykiem lub banknot/gotówkę”
    To zupełnie nie o to chodzi. Dyskontować konta z rezerwa cząstkową musieliby posiadacze tych kont. Jesli oni traktuja posiadane tam aktywa po wartości nominalnej, a ma to sens, bo zawsze(poza zawaleniem sie systemu) mogą je wymienić w stosunku 1 do 1 na pieniadz bazowy, to podaż pieniadza wzrasta ze wsystkimi konsekwencjami i dotyka tez tych, którzy korzystaja wyłącznie z pieniądza bazowego.

    Co do bilansu banku, to kluczem sa zobowiązania w aktywach (udzielone kredyty). Mozna je upłynniać na rynku z pewnym dyskontem i dlatego brak gotówki na pokrycie zobowiązań banku nie oznacza bankructwa.

  87. @itki
    „dotyka tez tych, którzy korzystaja wyłącznie z pieniądza bazowego”

    pieniądzem bazowym będzie złoto. nie da się powiększyć zatem podaży złota za pomocą zapisów księgowych.

  88. Ad itki 90
    „Jesli oni traktuja posiadane tam aktywa po wartości nominalnej, a ma to sens, bo zawsze(poza zawaleniem sie systemu) mogą je wymienić w stosunku 1 do 1 na pieniadz bazowy …”.
    Jeżeli to nie są zwykłe oszustwo i kradzież i pieniądze zamiast jako środek płatniczy traktujemy jak papiery wartościowe obarczone ryzykiem to rację ma nasz super minister Rostowski proponując taki numer:
    „Rząd planuje – w ramach programu „Inwestycje Polskie” – wzmocnić kapitałowo bank BGK kwotą 10 mld zł przekazywanie akcji spółek Skarbu Państwa w pierwszym okresie działania tego planu, wynika z wypowiedzi ministra finansów Jacka Rostowskiego. W jego ocenie, pozwoli to przyspieszyć dodatkową akcję kredytową i inwestycyjną w granicach do 40 mld zł do 2015 r.”
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Rostowski-rzad-planuje-wzmocnienie-kapitalu-BGK-o-10-mld-zl-2655700.html

  89. @Balcerek
    „pieniądzem bazowym będzie złoto. nie da się powiększyć zatem podaży złota za pomocą zapisów księgowych.”
    O tym co będzie pieniądzem zdecyduje rynek. Jeśli rynek oceni depozyty cząstkowe jako substytut pieniądza bazowego, to spadnie jego cena, czyli posiadacze kruszcu stracą siłę nabywczą. Powtarzam: masz prawo do swego złota, ale nie masz do jego ceny, bo o niej decyduje rynek.

  90. Ad itki 93
    Po pierwsze patrząc co się teraz dzieje to złoto zwiększyłoby swoją siłę nabywczą.
    Po drugie pieniądz to nie papier wartościowy obarczony ryzykiem i dlatego nie można zmusić ludzi aby obracali papierami, których wartość realna stanowi ułamek wartości nominalnej.

  91. @itki
    ” Jeśli rynek oceni depozyty cząstkowe jako substytut pieniądza bazowego”

    historia temu przeczy. inaczej nie było by runów na banki.

  92. „historia temu przeczy. inaczej nie było by runów na banki.”
    Zgoła przeciwnie. Run na banki wynika właśnie z tego, że rynek PRZESTAJE oceniać depozyty cząstkowe jako substytut pieniądza. A to oznacza, że do czasu runu to robił.

  93. Ad itki 96
    „Zgoła przeciwnie. Run na banki wynika właśnie z tego, że rynek PRZESTAJE oceniać depozyty cząstkowe jako substytut pieniądza. A to oznacza, że do czasu runu to robił.”
    Zgoła przeciwnie. Jest dokładnie tak jak to napisał balcerek.
    Najpierw ludzie wpłacali pieniądze do banków bo wiedzieli, że mają na nie stu procentowe pokrycie. Potem gdy dowiadywali się, że bankierzy bez ich zgody robili rezerwę cząstkową z ich pieniędzy, zaczynały się „runy” na banki.

  94. AD 97.
    A co jeśli ludzie wiedzieli, że ich banki trzymają rezerwę cząstkową, a sytuacja, którą opisujesz Ty i balcerek (ludzie myślą, że banki trzymają 100% rezerw, a gdy się dowiadują, że to jednak tylko FRB, rzucają się na banki) istniała w zamierzchłej przeszłości bankowości?

  95. Ad Szach 98
    I robili „runy” na banki? Nie słyszałem o takiej sytuacji ale jak masz jakieś dane to z chęcią się z nimi zapoznam.

  96. @Szach

    „A co jeśli (…) sytuacja, którą opisujesz (…) istniała w zamierzchłej przeszłości bankowości?”

    Ano wtedy będziesz miał dowód, że w zamierzchłej przeszłości lud był mądrzejszy.

  97. @97
    O to co kto wiedział to się kłócił nie będę, ale dziś nie znam nikogo, kto myśli, że bank trzyma jego pieniądze w skarbcu i jeszcze płaci mu odsetki. Myślę, że dawniej ludzie nie byli głupsi i też zdawali sobie sprawę, że odsetek nie ma od pieniędzy w skarbcu. Mimo to nie dyskontowali ich ryzykiem niewypłacalności banku.

    Co do aktualnych czasów to mamy przecież SKOKi, które oferują oprocentowane rachunki, które oczywiście nie mają 100% pokrycia i jakoś nie sadzę, żeby klienci o tym nie wiedzieli. Mimo tego traktują pieniądze tam włożone jak gotówka.

  98. @itki
    „Co do aktualnych czasów to mamy przecież SKOKi, które oferują oprocentowane rachunki, które oczywiście nie mają 100% pokrycia i jakoś nie sadzę, żeby klienci o tym nie wiedzieli. Mimo tego traktują pieniądze tam włożone jak gotówka”

    no własnie jeśli skok dokonuje zlecenie przelewu do banku to musi mieć środki na pokrycie tego przelewu?

  99. @grudge „Najpierw ludzie wpłacali pieniądze do banków bo wiedzieli, że mają na nie stu procentowe pokrycie. Potem gdy dowiadywali się, że bankierzy bez ich zgody robili rezerwę cząstkową z ich pieniędzy, zaczynały się „runy” na banki.” – a masz na to jakiekolwiek dowody? Bo jest np. znany taki precedens historyczny, z XIV-wiecznej Florencji bodajże, gdzie kobitka (chyba) przed sądem podniosła ten argument, że niby dała bankowi na 100% rezerwę, a oni wredne bankstery obracały jej kasą i zbankrutowały. No i co się okazało? Że owszem, babka doskonale o tym wiedziała, biły na to jakieś kwity WYRAŹNIE to stwierdzające. Jak chcecie to mogę odgrzebać źródło, czytałem o tym bodajże u White’a.

  100. AD 99.
    Nie wiem, czy się zrozumieliśmy: mówiłem o tym, że co, jeśli ludzie doskonale wiedzieli, że banki nie utrzymywały pełnych rezerw, mimo to (a raczej – właśnie dlatego) decydowali się trzymać tam kruszec.
    Nie chcę tu zgrywać roli eksperta, ani się kłócić. Niemniej jednak, polecam artykuł Selgina i White’a „In defense of Fiduciary media”.

  101. @101, ludzie teoretycznie doskonale o tym wiedzą, bo to jest wyraźnie napisane w każdej umowie o prowadzenie konta – przez odwołanie do ustawy prawo bankowe. A że większości – jak udowadniają to licznymi wpisami nawet tutaj różni ignoranci – się nie chce czytać ze zrozumieniem tego, co podpisują, to jest już insza inszość.

  102. grudge, jeszcze Ci powiem że gdybyś choć chwilę pomyślał, to byś doszedł do wniosku, że bankowość ze 100% rezerwą była praktycznie NIEMOŻLIWA np. we wczesnym średniowieczu – ze względu na niemożliwość przemieszczania w dostatecznie szybkim tempie rezerw między oddziałami banków – i to nie były problemy takie jak dzisiaj, tylko takie że np. najbliższy statek odpływa za 2 miesiące i do tego czasu oddział B banku nie może fizycznie otrzymać rezerw wpłaconych w oddziale A, więc siłą rzeczy bankier musi prowadzić rezerwę częściową, bo alternatywą jest umowa pod tytułem „wypłata w przeciągu max kwartału”, na którą żaden poważny handlarz by nie poszedł (bo wtedy generalnie tylko poważni handlarze korzystali z usług banków, co z drugiej strony zadaje kolejny kłam tezie nieświadomych procederu ignorantów).

Komentarze zablokowane.

Nasi darczyńcy