Spór o wysokość deficytu budżetowego

3 czerwca 2004 Dług publiczny komentarze: 0

Między Andrzejem Raczką, ministrem finansów, a wicepremierem Jerzym Hausnerem toczy się spór o wysokość przyszłorocznego deficytu budżetowego – dowiedziała się nieoficjalnie „Rz”. Realizacja tegorocznego budżetu nadal idzie bardzo dobrze. Deficyt po pięciu miesiącach jest najniższy od czterech lat.

 

– To jest asekuracja. Ministerstwo Finansów mogłoby zaproponować niższy deficyt, ale nie chce zachęcić członków rządu i Sejmu do zwiększenia wydatków – powiedziała nam osoba zorientowana w pracach nad założeniami do przyszłorocznego budżetu.
Ministerstwo Finansów bardzo ostrożnie prognozuje deficyt m.in. dlatego, że w przyszłym roku o co najmniej 4 mld zł wzrosną łącznie składka do Unii Europejskiej oraz wydatki związane ze współfinansowaniem projektów unijnych. – Sporo wyższe będą jednak wpływy podatkowe, więc mimo dodatkowych wydatków udałoby się ograniczyć deficyt – mówi nasz rozmówca.
Bardzo dobrze przebiega realizacja tegorocznego budżetu. Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów, powiedziała wczoraj „Rz”, że po maju deficyt budżetowy – według wstępnych szacunków – wyniósł 33 – 35 proc. planu na cały rok, a więc 14,9 – 15,9 mld zł zł. W analogicznym okresie 2003 r. deficyt został zrealizowany w 60 proc., a w 2002 r. w 57,4 proc. Mniejszy deficyt to zasługa wyższych od planowanych wpływów podatkowych. – Wpływy są wysokie, mimo że nie ma od 1 maja dochodów z cła i VAT pobieranego na granicach – mówi Suchocka-Roguska. – Nadal wyższe od planowanych są wpływy z podatku dochodowego od firm.

 

Źródło: „Rzeczpospolita” 03-06-2004, nr. 129, Hausner chce ciąć więcej niż Raczko

 

Komentarz Instytutu Misesa:

 

Kreując koszty, państwo działa jak ścigani przez nie za to samo przedsiębiorcy. Intencja jest jednak zgoła odmienna – działania rządu nie mają na celu ucieczki przed nadmiernymi kosztami (podatkowymi), lecz są celem samym w sobie. Rząd nie kalkuluje, nie próbuje zmniejszać kosztów swego funkcjonowania. Szuka jedynie metod zwiększenia swych przychodów poprzez drenaż naszych kieszeni. Można oczywiście powiedzieć, że pieniądze są zawsze i wszędzie potrzebne, jednak zauważmy, że z roku na rok wielkość budżetu rośnie, a potrzeby są coraz większe. Nie jest prawdą, że potrzeby wzrastają pomimo wzrostu budżetu. W rzeczywistości to wzrost zaborczości państwa demoluje rynek w ten sposób, że kolejne sektory, które mogłyby być obsługiwane przez prywatne firmy z korzyścią dla klientów-podatników (jak służba zdrowia), są coraz bardziej upaństwawiane (choćby przez centralizację, czego żywym przykładem jest NFZ). Skutkuje to tym, że potrzeby konsumentów nie są spełniane lub są zaspokajane gorzej, niż mogłyby być, co sprawia, że nadal są niezaspokojone.

 

Kolejnym, oczywistym efektem, jest nieuchronny, związany z przepływem przez ręce urzędnicze coraz większych pieniędzy, rozrost struktur biurokratycznych. Zajmują się one głównie konsumowaniem swojej części udziału i własnym wzrostem. Skutkiem tego jest dalsze rozszerzanie stref korupcjogennych i korupcyjnych, a jednocześnie pozostawienie klienta (społeczeństwa) na szarym końcu, lub też jego całkowite pominięcie w rachubie.

 

Zdaniem polityków i ekonomistów usprawiedliwiających funkcjonowanie deficytu budżetowego, ma on „służyć” finansowaniu budżetu w sytuacji, gdy przychodów nie wystarcza na pokrycie wydatków. Deficyt budżetowy jest formą zadłużania się państwa na rachunek społeczeństwa (bo spłacany jest dzięki podatkom) bez wiedzy i zgody tego ostatniego (podatników uczciwie zarabiających i płacących podatki). Jedynym czynnikiem, który chroni nas wszystkich od zadłużania się w nieskończoność, jest powodowany przezeń ostatecznie brak zaufania rynków finansowych do rządu. Przekupywanie wyborców stało się dla partii politycznych jedyną metodą, dzięki której może on utrzymywać się przy władzy.

 

Jeśli zatem mówimy o sporze wicepremiera Hausnera z ministrem Raczko, to jest to zaledwie spór dwóch polityków dotyczący tego, czy rynki finansowe mają jeszcze zaufanie do działalności autokredytowania się rządu, czy nie.

 

Jednocześnie trzeba podkreślić, że stopniowe obniżanie się deficytu budżetowego ma dwie strony:
– pozytywną, oznaczającą, że zmniejszy się tempo zadłużania się państwa, co skutkować może zdrowszą sytuacją monetarną państwa i, poprzez zmniejszenie ilości papierów wartościowych skarbu państwa, polepszeniem się sytuacji przedsiębiorców na rynku kredytowym,
– negatywną, która mówi nam, że przy braku zmniejszania się wielkości całego budżetu zwiększa się ucisk podatkowy produktywnej części społeczeństwa, co nie może przynieść w perspektywie efektów innych, niż zahamowanie wzrostu gospodarczego.

 

Należy więc życzyć sobie nie tylko dalszego zmniejszania się deficytu budżetowego (najlepiej do zera), lecz także podobnie zmniejszającej się wielkości opodatkowania i rozmiarów budżetu.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezaleznym i nienastawionym na zysk osrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwolujacym sie do tradycji austriackiej szkoly ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertarianskiej mysli politycznej. Instytut zostal nazwany na czesc - naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. - Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy