Taksówką do lekarza, czyli rzecz o kalkulacji ekonomicznej

 

Od ponad czterech miesięcy mieszkam w USA. Życie toczy się tutaj o wiele szybciej – w tym czasie przytrafiło mi się więcej niż przez ostatnie dwa lata w Polsce. Wiele rzeczy złych, trochę dobrych, ale najwięcej inspirujących do przemyśleń nad różnicami dzielącymi Nowy Świat i Stary Kontynent.

 

Dziś miałem przyjemność złożyć wizytę lekarzowi. Tak, dobrze Państwo przeczytaliście: przyjemność. Czy jestem wielbicielem komitetów kolejkowych, chamstwa personelu medycznego, a może walk wręcz o miejsce przy tomografie? Raczej nie większym niż Szanowni Czytelnicy. Zamiast powyższych nieprzyjemności spotkała mnie rzecz na tyle miła, że postanowiłem poświęcić jej pierwszą z depesz zza Oceanu. Zacznijmy więc od początku.

 

Mój nowo nabyty używany samochód wymaga wymiany pewnych drobiazgów, które skutecznie uniemożliwiają mi używanie go do czasu aż się z nimi uporam. W związku z tym dziś po południu w drodze z pracy do lekarza zmuszony byłem skorzystać z usług komunikacji publicznej. Nie jest to miłe doświadczenie – brud, smród, autobus pełen gangsta wannabes, którzy nieprzyjaźnie patrzą na białego pasażera, ale trudno – zdrowie ważniejsze niż kilka nieprzychylnych spojrzeń. Po trzydziestu i kilku minutach byłem już po zachodniej stronie miasta.

 

Prywatna praktyka, w której miałem umówioną wizytę okazała się być skromną przychodnią z personelem w sile trzech: pogodnej recepcjonistki, uroczej czarnej pielęgniarki i bardzo młodego lekarza będącego zarazem właścicielem całej firmy. Po uczynieniu zadość wszystkim formalnościom i zakończeniu badań przyszedł czas na umówienie następnej wizyty. Kiedy lekarz dowiedział się, że przyjechałem autobusem, powiedział, że następnego dnia… wyśle po mnie taksówkę. Zaskoczony musiałem zrobić dziwną minę, bo zaraz potem mój rozmówca poprawił się: „Oczywiście po zakończeniu badań taksówka odwiezie Pana do domu!”.

 

Kto w gospodarce centralnie planowanej kiedykolwiek wpadłby na pomysł, by pacjenta wozić do lekarza taksówką? A jeśli nawet komuś przyszłoby to do głowy, to skąd by wiedział, że nie jest to zwyczajne marnowanie zasobów? Jak dowodził Mises podczas debaty kalkulacyjnej: nie wiedziałby. W systemie gospodarki centralnie planowanej brak systemu cenowego, który jest niezbędny, by dokonać monetarnej kalkulacji i porównać koszty z przychodami. Innymi słowy: producenci nie wiedzą co i jak produkować. Są skazani na nieefektywność i poruszanie się po omacku.

 

Oczywiście, wbrew temu co mówią socjaliści, nie ma nic za darmo. Z samego przekładania jabłek z jednego kosza do drugiego nie zrobi się więcej jabłek. Prosta to prawda, ale wciąż przez wielu nieprzyswajalna: za wszystko ktoś musi zapłacić. Kto płaci w tym przypadku? Bezpośrednio – gabinet lekarski. Pośrednio – moja firma ubezpieczeniowa. Pewnie muszę płacić niebotyczną składkę ubezpieczeniową? Nic z tych rzeczy – ponad 90% składki opłaca mój pracodawca. A więc to tak – czyli jednak musi? Nie, nie musi. Chyba po prostu lubi. Albo myśli, że powinien? Prawdę mówiąc – nie wiem – po prostu płaci a ja nie zadaję zbędnych pytań.

 

Co z biedotą, bezrobotnymi, niezdolnymi do pracy? Ha! Pewnie umierają na tyfus na ulicach! Tylko jeśli bardzo chcą – nie dalej jak kilka ulic od miejsca, w którym do niedawna mieszkałem znajduje się darmowa klinika prowadzona przez prywatną instytucję charytatywną. Żeby dostać się do tamtejszego lekarza trzeba ustawić się o 7 rano w kolejce. Ilość pacjentów obsługiwanych każdego dnia jest z góry ograniczona. Najprawdopodobniej też nikt nie wysyła po nich taksówek. Zupełnie jak w Polsce, prawda? Prawie. Różnica polega na tym, że ja nie muszę za to płacić, jeśli nie chcę i nie żeruje na tym dziesięciu urzędników „szlachetnie” rozdających cudze pieniądze.

 

Każdy dostaje to, na co zapracuje i na co ma ochotę. Tak działa rynek, tam gdzie pozwoli mu się działać.

 

Możliwe, że znów miałbym wątpliwą przyjemność korzystania z komunikacji publicznej, gdyby udało się to, o co tak długo bez powodzenia walczył Clinton wraz z innymi amerykańskimi trockistami – wprowadzenie obowiązkowych „społecznych” ubezpieczeń zdrowotnych. Możecie sobie Państwo tylko wyobrazić z jak niezwykłą satysfakcją będę kontemplował jego porażkę przez każdą minutę spędzoną jutro w drodze do lekarza.

 

Łukasz Szostak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Można powiedzieć bez obawy o przesadę, że inflacja jest niezastąpionym środkiem militaryzmu. Bez niej skutki, jakie wojna wywiera na zamożność społeczeństwa, zaczynają być odczuwalne dużo szybciej i bardziej boleśnie. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W październiku wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Tomasz Dworowy
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Wojciech Kukla
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Mateusz Musielak
Pani Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Arkadiusz Pierowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Norbert Slenzok
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pan Aleksander Żarnowski
Pracownik Santander Consumer Banku
Forum Obywatelskiego Rozwoju
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Łącznie otrzymaliśmy 9 447,94 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>