Bitner: Dlaczego dolar nie będzie (na razie) spadał

9 maja 2008 Komentarze komentarze: 0

Autor: Maciej Bitner

Zobacz też polemikę Jana M. Fijora.

Kontrprognozę wobec propozycji Mateusza Machaja muszę zacząć wyrazem aprobaty wobec ogólnego poglądu wyrażonego w jego artykule. Zgadzam się, że gdybym miał zamiar ulokować oszczędności w jakiejś walucie na wiele lat, to na pewno tą walutą nie byłby dolar. Nie znaczy to jednak, że gwałtownej deprecjacji należy oczekiwać jeszcze przed końcem roku.

Chciałbym zwrócić uwagę na kilka czynników nieuwzględnionych przez mojego poprzednika, które będą, moim zdaniem, działały stabilizująco na dolara w perspektywie najbliższych miesięcy.

1. Obniżka stóp procentowych w USA już się dokonała.

Bezpośrednim powodem tak gwałtownego spadku kursu dolara od sierpnia zeszłego roku było obniżanie stóp przez Fed i oczekiwanie przez rynki dalszych obniżek. Utrzymywała się wysoka niepewność co do przyszłej polityki monetarnej i z dnia na dzień napływały informacje zwiększające prawdopodobieństwo kolejnych cięć. Ten okres mamy już za sobą. Ostatnia obniżka nie wywołała już praktycznie żadnej reakcji, a jeśli już, to rozczarowała tych, którzy liczyli na dalszą deprecjację.

2. Możliwa jest reakcja rządów.

Ostatnie spadki amerykańskiej waluty nie ucieszyły ani rządu USA, ani krajów UE. Dalsza deprecjacja mogłaby skłonić je do interwencji walutowych. Już sama groźba takich posunięć działa na dolara stabilizująco. A precedens już był – w 2001 roku grupa G7 interweniowała w obronie euro. W tym roku może być rewanż.

3. Możliwa jest liberalizacja polityki pieniężnej przez EBC.

Choć sądząc po wypowiedziach Jean-Claude’a Tricheta wydaje się to mało realne, rynek nie lekceważy takiej możliwości. Po pierwsze, o wiele łatwiej jest uwierzyć w wypowiedzi „gołębie” niż „jastrzębie” – nawet jeśli prezes EBC jest naprawdę zdecydowany bronić nowej europejskiej waluty (która uchodzi przecież za „twardą” dopiero od kilku lat), to wszyscy wiedzą, że nawet gdyby nie był, to i tak by mówił to samo. Po drugie, nie wolno nie doceniać presji politycznej – lobby eksporterów i politycy będą naciskać na niedopuszczenie do „nadmiernego umacniania się” europejskiej waluty.

4. Jeśli recesja będzie płytka, Fed szybko podniesie stopy.

Zagrożenie inflacyjne w USA jest równie poważne jak w Europie. Jak tylko Rezerwa Federalna nabierze przekonania, że zawirowania na rynku kredytowym mają się ku końcowi, szybko podniesie stopy. Nie koniecznie muszą być to jakieś zdecydowane ruchy, ale ok. 1% mieści się w moim wyobrażeniu. Nie wierzę bowiem, że Fed nie uczy się na swoich błędach – utrzymywanie stóp procentowych na poziomie 1% przez półtora roku (lata 2003-2004) jest obecnie posunięciem powszechnie krytykowanym.

5. Poważny kryzys kredytowy przyczynia się do spadku podaży pieniądza.

Z drugiej strony, jeśli kryzys okaże się bardzo głęboki – dalej spadać będą ceny nieruchomości, a banki będą spisywać na straty kolejne kredyty, nie tylko hipoteczne – a Fed nie podejmie bardziej agresywnych działań, to spadnie tempo wzrostu podaży pieniądza. Banki przy tak zwiększonym ryzyku kredytowym będą wolały trzymać swoje środki na oprocentowanych rachunkach w Fed.

Z tych powodów na koniec roku obstawiam kurs dolara zbliżony do obecnego. Powiedzmy 1,57 dolara za euro.

Nie podzielam też aż tak optymistycznych perspektyw dla rynku złota jak mój poprzednik. Uważam, że hossa surowcowa chwilowo ulegnie zatrzymaniu, czego początkiem będzie gwałtowna korekta na rynku ropy naftowej, której cena rośnie mimo zbliżającej się recesji i ostatniego umacniania się dolara. W połowie roku jednak złoto powinno odzyskać blask i zbliżyć się do ostatnich rekordów.

Prognoza dla złota – 950 dolarów za uncję pod koniec roku.

Podobnie nazbyt optymistycznie ocenia Mateusz Machaj siłę naszej waluty. Moim zdaniem słabnący wzrost gospodarczy powstrzyma RPP przed dalszymi podwyżkami stóp (możliwe są jeszcze maksymalnie dwie). Prezes NBP jest przeciwny „walce z globalnym wzrostem cen żywności za pomocą środków monetarnych”, a do strefy euro też zdaje się nam za bardzo nie spieszyć, dlatego polskie władze monetarne nie będą nazbyt się starały, żeby spełnić kryteria inflacyjne.

Prognoza dla złotego – 2,30 zł za dolara.


Maciej Bitner jest specjalistą Instytutu Misesa w zakresie rynków finansowych.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *