Machaj: Kłopoty USA powracają

27 sierpnia 2009 Bańki i kryzysy finansowe komentarze: 12

Felieton został wyemitowany na antenie Radia Olsztyn.

Ostatnie miesiące w niczym nie przypominały wcześniejszej kilkumiesięcznej rzezi rynków finansowych, która wyglądała jak piłkarski mecz Barcelony przeciwko słabeuszom. Indeksy giełdowe sobie rosły i to nawet nie w jakiś wariacki sposób, który sugerowałby niestabilność i krótkotrwałość takiego trendu. To poprowadziło niektórych do delikatnych sugestii, że być może ożywienie się już zbliża, a gospodarka powinna wyjść bez większego szwanku z tego niedawnego tajfunu, od którego uratował nas ponoć superman Gordon Brown, zbawca całego świata.

Niestety sprawa nie jest tak prosta jak się wydaje, ponieważ problemy, które pojawiły się w gospodarce jakiś czas temu nie były incydentem, jaki będzie bardzo łatwo zniwelować. W rzeczywistości bowiem te problemy zostały zakamuflowane i przerzucone na inną instytucję. Śmieciowe papiery, związane z błędnymi inwestycjami na rynku, zostały przejęte przez państwo. Bezpośrednio, gdy interweniował bank centralny zabierając je i w zamian dając obligacje skarbowe. Jak również pośrednio, gdy interweniował rząd i za pomocą polityki fiskalnej dekapitalizował banki poprzez zakup ich akcji.

Bez względu na szczegóły efekt jest ten sam. Państwo stało się jeszcze większym dłużnikiem. Błędne zobowiązania zostały przejęte przez aparat przymusu, które teraz swoim budżetem gwarantuje wypłacalność sektora finansowego. Problem polega na tym, że cudów nie ma i rząd nie będzie w stanie magicznie poprawić niekorzystnej sytuacji. Jedyne co mu się uda, to prolongowanie problemów i chwilowe odroczenie katastrofy. Jeśli w przypadku USA doliczy się do tego zobowiązania wynikające z programów socjalnych i medycznych, to sprawa naprawdę wygląda poważnie.

Jeszcze nie tak dawno jak walił się system kredytowy ludzie rzucili się na obligacje skarbowe jako bezpieczne papiery, oczekując nawet nadejścia deflacji. Run na obligacje był tak absurdalny, że zwroty na krótkookresowe papiery w pewnym momencie zostały podbite prawie do zera. Były postrzegane nawet jako bezpieczniejsze niż pieniądze na koncie, które mogą zniknąć w przypadku bankructwa banku.

To było jednak chwilowe zjawisko. Aktualnie rynek zaczyna dostrzegać problem wypłacalności samego dobrego wuja, państwa. Nie jest bowiem tak, że bez granic można dług publiczny zwiększać i nie przejmować się konsekwencjami. Stąd rynek dostrzegł ponownie ten problem i zwroty na obligacje poważnie się zwiększyły. Sam jestem zwolennikiem tezy, że bankructwo rządów jest nieuniknione, a Stany Zjednoczone czeka „argentynizacja”, ponieważ w dłuższym okresie prawa ekonomii lubią się mścić. Czy nastąpi to w najbliższych latach, czy najbliższych kilkudziesięciu, to sprawa otwarta. Spodziewam się, że nastąpi to za mojego życia.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

12 Komentarze “Machaj: Kłopoty USA powracają

  1. Ja się bym się raczej spodziewał stosunkowo łagodnego rozwiązania, czyli pełzającą inflację. 10 lat inflacji po kilkanaście procent rocznie znacznie złagodzi problem długu. Zresztą Stany nie są jeszcze tak strasznie koszmarnie zadłużone. Argentyna miała dług publiczny przekraczający 400 procent PKB. Stanom jeszcze do tego poziomu daleko.

  2. Argentyna z drugiej strony nie była emitentem najważniejszej rezerwowej waluty na świecie. O ile dobrze pamiętam Chiny mają 1 700 mld rezerw (dane z początku 2008), które już jakiś czas temu zaczęły wymieniać na złoto (a od Q1 2008 nie podają informacji o stanie oficjalnych rezerw, przynajmniej ja wszędzie znajduję „not avaible”).

    Ale tak jak mówisz – dekada inflacji po kilkanaście % rocznie może rozłożyć problem na dłuższy okres. Pytanie tylko jak zareagują ludzie, jeśli będą przewidywali taką inflację przez następną dekadę? Powtórka z lat 70, tylko, że z większą siłą?

  3. Japonia ma od 20 lat stosunek dług/PKB większy, niż USA dziś – i też się jakoś nie zawaliła. Co więcej: inflacja nie nadeszła!

  4. Masz rację Mateuszu: 140 proc. długu w szczytowym momencie, a jak się zaczęła walić to 65 proc. chociaż tam chyba również swoje zrobiło tempo wzrostu zadłużenia, które w 1996 roku wynosiło jeszcze 36 proc. PKB. Chociaż jak twierdzą ekonomiści z Cato argentyńska statystyka trochę przypomina albańską (http://www.cato.org/pubs/journal/cj23n1/cj23n1-3.pdf): „Even worse, government data do not adequately gauge state outlays because deficit registers systematically underestimate public debt variation—that is, the official data do not consider as “expenditure” the issue of new government debt to cancel claims on the government”.

  5. @Dominik: dane n/t zmian chińskich rezerw walutowych są jawne. Polecam zacząć od blogu Setsera. Nie, Chińczycy nie przerzucili się z kupowania obligacji i długu agencyjnego na złoto, jak wydajesz się sugerować. Wręcz przeciwnie, w dalszym ciągu skupują hurtowo dług USA.

    Ludzie, NIE będzie inflacji. Zrozumcie to. USA (ziemia, domy, ludzie, rządy) są własnością grup finansowych, głównie Goldman Sachs. Głównym celem tych grup jest utrzymanie status quo, czyli stabilnego, najwyższego, jak to możliwe bez uduszenia gospodarki, poziomu zadłużenia, bo z tego żyją – z odrywania kuponów od długu.

    Inflacja oznacza wymazywanie długu, innym kanałem niż deflacja, ale ostateczny efekt jest ten sam – gospodarka oczyszcza się z jarzma. Dlaczego właściciele USA mieliby na to pozwolić?

  6. sformułowanie Panika 2008 „inflacja nie nadeszła” przypomina mi wierszyk o wiośnie. Otóż inflacja nigdy nie nadchodzi. Jak rozumiem mówimy tu o świadomych działaniach rządu USA, które w inflacji widzą możliwość zmniejszenia długu.
    Czyli taki cwany myk. Dodrukuje się 50% PKB w nominałach po 1 milion $ z podobizną Prezydenta Obamy i tymi pieniędzmi odda się długi a inflacja będzie na bank.

  7. @Adam: japonia też tak chciała i próbowała. Niestety nie wyszło. Dlaczego? Może dlatego, że taka wymuszona inflacja by zanihilowała ich gospodarkę i wywołała istotne reperkusje polityczne, jeśli nie militarne? (Kto to powiedział, że na poziomie międzynarodowym ostatecznym sposobem egzekucji długów są okręty wojenne? Hoover?). USA teraz są w dokładnie takiej samej sytuacji.

  8. zgadzam się z Panem panika2008, inflację dwucyfrową w USA uwazam za malo prawdopodobną, (tzn. dwucyfrowy wzrost CPI, bo dwucyfrowa, przy uwzglednieniu cen różnych aktywów, to ona jest od dawna)Amerykanie moga jeszcze długo drukowac, bo Chinczycy chca dla nich produkowac, taki książkowy przykład exportu inflacji przy sztywnym kursie. Gdyby z dnia na dzien załamał się dla nich rynek amerykański, bo chcieliby na przykład urynkowic sobie kurs RMB to i może w Chinach ludzie wyszliby na ulicę, bo okazałoby się, że półowa Chin wyleciała z roboty, a tego partia się boi. To małżeństwo z rozsądku może jeszcze długo pociągnąc… no i oprócz tego dolar to wciąż najważniejsza waluta rezerwowa, rozliczeniowa…

  9. Sklaniam sie ku tezie Paniki2008, ze nie bedzie inflacji, ale tylko na bazie obserwacji ostatnich dwoch lat.
    Tyle tylko, ze to nic nie znaczy. Panika2008 zdaje sie troche sugerowac apriorycznie, ze tak musi byc. Ale gdyby tak bylo to nie sposob wyjasnic jak w historii USA juz kiedys doszlo do wybuchu inflacji.
    Odpowiedz jest oczywiscie taka, ze to byla inna sytuacja i pewne czynniki byly odmienne. Ale dokladnie tak samo mogloby sie stac dzisiaj. Czynniki i warunki moga sie zmieniac. Nie widze zadnych przeszkod, aby obecni „wlasciciele USA” tak zreorientowali swoje portofolio, aby skorzystac na nadchodzacej inflacji, aby wyrwac sie z uciazliwego jarzma deflacji dlugu, ktora chociaz umozliwia im odcinanie dajacych procent kuponow, to jednak takze uderza w posiadane przez nich aktywa.

  10. Ja nie twierdzę, że nigdy nie będzie inflacji. Tak, wiem, w latach 70. była, i to porządna. Trudno mi powiedzieć, co będzie chociażby za rok. Faktem jest, żę MOGĄ wystąpić inne czynniki poza potężną inercją (chęcią zachowania status quo) po stronie kół finansowych, i te czynniki mogą przechylić szalę. Najbardziej prawdopodobnym takim czynnikiem (aczkolwiek ciągle bardzo, bardzo mało prawdopodobnym w najbliższych kilku/nastu miesiącach) byłby kryzys na rynkach towarowych lub obligacji. Być może takie kryzysy nawet już miały miejsce i były bardzo szybko wyciszane – była przecież ta akcja z przemytem ogromnych nominałów obligacji UST, były dziwne wydarzenia na giełdach towarowych jak ropa się pięła do 150$, coraz częściej obserwowalna jest backwardacja na srebrze i złocie. Mimo wszystko – niestety! – muszę przyznać, że siła manipulacji rynkami po stronie elit finansowych i US Treas jest przytłaczająca i jak na razie nie widać możliwości, żeby sytuacja im się wymknęła spod kontroli. Co więcej, na świecie powróciło całkowite zaufanie do UST i Fedu. Ba! Niemcy po raz pierwszy w historii wypuszczają obligacje denominowane w $. Te globalne czynniki działają bardzo wzmacniająco na system finansowy USA, legitymizują go w dużym stopniu. W takim środowisku trudno sobie wyobrazić załamanie zaufania i wybuch silnej inflacji.

  11. Zakładając wariant inflacyjny, na miejscu rządu Niemiec też bym zaczął puszczać obligacje nominowane w dolarach. Czy to akurat nie jest argument za tym, że Niemcy spodziewają się inflacji w dolarze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy