Salerno: Pozytywna inflacja

4 lutego 2010 Inflacja komentarze: 10

Autor: Joseph T. Salerno
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dariusz Laska
Wersja PDF

W ubiegłym tygodniu, podczas prowadzonego przeze mnie seminarium z zakresu średnio zaawansowanej makroekonomii na poziomie MBA, pewien student postawił wyzywające pytanie. Prowadziliśmy dysputę na temat różnych rodzajów deflacji (cen) i rozważaliśmy, które spośród rozpatrywanych jej wariantów są, według ekonomistów szkoły austriackiej, nieszkodliwe i spójne z preferencjami konsumentów, a które określić można mianem niekorzystnych i niezgodnych z ich wyborami.

Uwzględniając fakt, że ekonomiści szkoły austriackiej uznają inflacyjną politykę monetarną jako podstawową przyczynę cykli koniunkturalnych, w szczególności obecnego kryzysu finansowego, student zapytał, czy według Austriaków można uznać jakiś rodzaj inflacji za „pozytywny” dla gospodarki. Odpowiedziałem zwięźle i potwierdzająco, następnie rozważałem to zagadnienie bardziej wnikliwie podczas weekendu. Poniżej przedstawiam swoje przemyślenia, które stanowić mają podstawę do dyskusji podczas jutrzejszych zajęć (ostatnie dwa akapity dotyczące wolnej bankowości nie stanowiły części pierwotnej notatki).

Pierwsza z pozytywnych odmian inflacji wynika przeważnie z innowacji i zmian umożliwiających ludziom zmniejszenie ilości pieniądza stanowiącego ich salda gotówkowe. Przykładowo, wprowadzenie i zwiększenie dostępności kart kredytowych powoduje obniżenie popytu na pieniądz, co determinuje, ceteris paribus, ogólny wzrost cen. Karty kredytowe pełnią rolę alternatywnego środka płatności przy różnych transakcjach, stąd też redukcja ilości pieniądza przechowywanego przez ludzi w formie gotówkowej i w postaci depozytów bankowych, służących finansowaniu oczekiwanych przez nich transakcji i zawieranych w odniesieniu do ogólnego poziomu cen.

Takie nadmierne salda gotówkowe intensyfikują popyt na dobra, których podaż jeszcze nie wzrosła, co w rezultacie wywołuje wzrost cen. Inflacja pełni w tym względzie ważną funkcję, zmniejsza bowiem siłę nabywczą dolara do momentu, w którym nadmierna podaż pieniądza zostaje usunięta, gdyż ludzie są zadowoleni utrzymując taką całkowitą podaż pieniądza, z intencją pokrycia kosztów planowanych transakcji, według nowego, wyższego poziomu cen. Ujmując to w inny sposób, realna podaż pieniądza, czyli inherentna siła nabywania dóbr, została zmniejszona do poziomu pożądanego przez konsumentów.

Zjawisko, które określić możemy mianem inflacji “ekonomizującej gotówkę”, cechuje tendencja do kształtowania się w wyniku wszelkich innowacji finansowych, włączając w to utworzenie funduszy wzajemnych rynku pieniężnego, bankomatów, czy też rachunków typu PayPal, itp. Może ono również nastąpić w następstwie innowacji organizacyjnych lub technicznych w biznesie, promujących wertykalną integrację działalności, która pozwala na produkcję i wykorzystanie dóbr kapitałowych przez jedno przedsiębiorstwo, podczas gdy wcześniej zrealizować to musiałyby dwa niezależne podmioty.

Zauważmy, że inflacja ekonomizująca gotówkę oceniona jest jako nieszkodliwa, ponieważ jest dziełem jednostek dążących do zoptymalizowania stanu posiadanych przez nich aktywów w procesie dobrowolnej wymiany. Warto również dostrzec charakteryzującą ten typ inflacji jednorazowość przyrostu cen: gdy tylko nowa metoda dokonywania płatności lub jej unowocześnienie zostaną wdrożone w pełnym zakresie, ustaje spadek popytu na pieniądz i następuje zatrzymanie wzrostu cen. Ostatecznie, inflacja wyzwolona reakcjami ludzi na możliwości dostosowania stanu posiadanych pieniędzy, nie wywiera systematycznego wpływu na rynki kredytowe i stopę procentową, wobec tego nie współuczestnicy w tworzeniu cyklu koniunkturalnego.

Drugi typ pozytywnej inflacji jest efektem zmniejszenia podaży dóbr i usług, jako konsekwencji naturalnych katastrof, wyczerpania zasobów naturalnych, czy wzmocnienia preferencji dla wypoczynku (implikującego spadek partycypacji w sile roboczej) lub istniejących dóbr konsumpcyjnych (powodującego zaniechanie odtworzenia dóbr kapitałowych lub ich „konsumpcję”). Wszystkie te zdarzenia, wcześniej lub później, prowadzą do większego niedoboru wymienialnych dóbr w gospodarce.

Obniżenie podaży dóbr na rynku powoduje, ceteris paribus (włączając w to zasoby pieniądza), powstawanie nadmiernego popytu na dobra. Ogół cen automatycznie wzrośnie, aby przywrócić stan równowagi na rynku dóbr. Ten przyrost cen oznacza wyższy niedostatek dostępnych dóbr, a zarazem gwarantuje, że będą one wykorzystane zgodnie z zastosowaniami o najwyższych wartościach, przypisanych im przez konsumentów.

Inaczej rzecz ujmując, występujący spadek w popycie „transakcyjnym” na pieniądz jest tworzony przez spadek ilości dóbr oferowanych w celu ich wymiany. Niższy popyt na pieniądz, przy założeniu niezmienionej podaży, początkowo generuje nadwyżkę pieniądza, ponieważ w warunkach dominacji niskich cen, podaż pieniądza oferowanego przekracza podaż dóbr dostępnych na rynku.

Zauważamy ponownie, że w odróżnieniu od inflacji wywoływanej na ogół przez ekspansywną politykę monetarną banku centralnego, inflacja aktywowana przez obniżoną podaż dóbr jest zjawiskiem jednorazowym. Wzrost cen zostaje wstrzymany w momencie, gdy podaż dóbr i usług przestaje spadać i stabilizuje się na poziomie spójnym ze zmianami wynikającymi z danych ekonomicznych.

Inflacja “niedoboru” jest więc społecznie korzystna, upraszcza bowiem ekonomiczną kalkulację i usprawnia funkcjonowanie rynków w warunkach radykalnej zmiany ludzkich preferencji lub ich możliwości produkcyjnych. Historia pokazała już wielokrotnie — podczas wojen, rewolucji oraz w okresach oblężeń i nieurodzajów, że wszelkie próby tłumienia inflacji niedoboru, wykorzystujące reglamentację cen lub scentralizowaną dystrybucję artykułów pierwszej potrzeby, skutkują rachunkową dezorientacją, powszechnym ubóstwem i nieporządkiem społecznym.

Konkludujemy zatem, że wzrost ogólnego poziomu cen sterowany popytem na pieniądz zawsze zwiększa dobrobyt gospodarczy, którego zakres znaczeniowy przyjmujemy zgodnie z nazewnictwem austriackiej szkoły ekonomii.

Zaznaczam, w ramach ujęcia kompleksowego, że większość ekonomistów austriackich wspierających wolną bankowość, pozostając w zgodzie z moim rozumieniem inflacji niedoboru, stanęłaby w opozycji do twierdzenia, że inflacja ekonomizująca gotówkę jest nieszkodliwa. Autorzy tacy jak Larry White, George Selgin i Steve Horwitz utrzymują, że jakiekolwiek przesunięcia w całkowitych wydatkach wynikające ze zmian w popycie na pieniądz muszą być niezwłocznie tłumione przez zmiany podaży pieniądza w tym samym kierunku. Zatem w dobie obecnie funkcjonującego systemu opartego na pieniądzu fiducjarnym, jeżeli pojawią się innowacje finansowe skłaniające ludzi do zmniejszenia popytu na salda gotówkowe i motywujące ich do szybszej wymiany, to – według propagatorów wolnej bankowości – bank centralny będzie zmuszony do ograniczenia podaży pieniądza w celu zapobieżenia wzrostowi cen, odpowiadającemu nieprzymuszonym, ludzkim wyborom.

Jest to bezpośrednia implikacja „normy produktywności”, stanowiącej komponent teorii wolnej bankowości, zgodnie z którą bank centralny musi aktywnie zapobiegać „nieistotnym” zmianom cen. Zmiany te obejmują, zgodnie z paradygmatem wolnej bankowości, przesunięcia wynikające z modyfikacji prędkości obiegu pieniądza, co w mojej opinii jest błędne. Zwolennicy tego nurtu bankowości stają się zatem krzewicielami monetarnej deflacji wykreowanej przez bank centralny w ramach instrumentarium zakłócającego wzorce dobrowolnych wymian własności, wyrażających preferencje konsumentów dla wyższych cen.

To stanowisko jest nie tylko błędne, ale również paradoksalne. Zwolennicy tej orientacji oskarżają ekonomistów austriackich kontynuujących tradycję nowej szkoły obiegu pieniężnego, zapoczątkowanej przez Misesa i Rothbarda, o postrzeganie deflacji i inflacji w sposób asymetryczny, faworyzujących deflację kosztem inflacji. Jednakże, jak próbowałem wykazać powyżej, ekonomiści będący obiektem tego oskarżenia pozostają całkowicie konsekwentni w swojej postawie względem rosnących i spadających cen: zarówno inflacja, jak i deflacja są nieszkodliwe, dopóki pozostają w harmonii z dobrowolnymi preferencjami konsumentów. Nie dotyczy to jednak adwokatów wolnej bankowości, którzy rekomendując w pełni konkurencyjny system monetarny, zakładają znajomość następstw działań przedsiębiorców funkcjonujących w tym systemie, mianowicie, całkowitą stabilność określonej zmiennej makroekonomicznej.

Punktem spornym pomiędzy propagatorami wolnej bankowości a ich  oponentami z nowej szkoły obiegu pieniężnego jest zatem pytanie, czy norma produktywności powinna być zastosowana w celu uzasadnienia zmian podaży pieniądza, poprzez interwencje banku centralnego z intencją ustabilizowania „wydatków całkowitych”, czyli nieistotnego, oszacowanego ex post, agregatu makroekonomicznego. Zwolennicy wolnej bankowości odpowiadają twierdząco, ich adwersarze akceptują stanowisko Misesa, że rosnące i malejące ceny nie mają, same w sobie, istotnego znaczenia w ocenie solidności systemu monetarnego. Jak pisał Mises:

Pojęcia inflacji i deflacji nie należą do sfery prakseologii… Wynikają one z błędnego przekonania, że pieniądz może być neutralny i mieć stałą siłę nabywczą, oraz że takie właśnie cechy powinien posiadać solidny pieniądz…

 

Ci, którzy posługują się tymi terminami, nie zauważają, że skoro siła nabywcza nigdy nie jest stała, to zawsze mamy do czynienia z inflacją lub deflacją[1].


[1] Ludwig von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, tłum. Witold Falkowski, Warszawa 2007, s. 360.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Joseph Salerno

Joseph Salerno jest profesorem na Pace University w Nowym Jorku.

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Salerno: Pozytywna inflacja

  1. Mam 2 uwagi do tekstu.
    Pierwsza – ciekawym wydał mi się fakt, iż Salerno używa mainstreamowej definicji inflacji(nie „rothbarbiańskiej”). Ale to raczej dobrze, gdyż ułatwia „dialog międzyszkolny”.
    Druga – nie jestem pewien, czy analiza postulatów freebankerów jest poprawna. Tak jak ja ich rozumiem, to nie postulują oni aby „bank centralny” zareagował na zmiany normy produktywności, ale twierdzą, iż prywatne banki w ramach rezerwy częściowej będą miały możliwość (i chęć…) dostosowania podaży pieniądza dp nowych warunków. Ale może czegoś nie doczytałem :)…

  2. A jaka jest rothbardiańska definicja inflacji? U Salerno jest to po prostu spadek wartości nabywczej pieniądza/spadek popytu na pieniądz w porównaniu z dobrami w handlu.

  3. Znalazłem! Z „What has government done to our money?”:

    „Inflation may be defined as any increase in the economy’s supply of money not consisting of an increase in the stock of the money metal.”

    Taaaa… czyli w Japonii od 1990 mamy inflację…

    Swoją drogą, czemu cezurą jest odniesienie się do money metal, a nie np. money crude oil, money real estate albo money van Gogh paintings?

  4. W tekście można dostrzec różne definicje inflacji. Pytanie, którą z nich autor miał na myśli stwierdzając „ekonomiści szkoły austriackiej uznają inflacyjną politykę monetarną jako podstawową przyczynę cykli koniunkturalnych”? Istotna jest również w tym kontekście kwestia, które determinanty można uznać jako najistotniejsze w sensie impulsu i propagacji cyklu koniunkturalnego: ogólny poziom cen, ceny względne, ilość wykreowanego pieniądza, czy też sposób w jaki nowy pieniądz zostaje wprowadzony do gospodarki?

  5. @panika2008:

    Ta definicja jest osadzona w historycznej tradycji pieniądze metalowego, co jest oczywiście jej słabością, ale Rothbard pisał What has Government… jako dość prosty wstęp teoretyczno-historyczny, więc nie oczekujmy zbyt wiele;) Nie umniejszając tej rewelacyjnej na początek książce.

    Jeżeli chcieć rozumieć inflację w tradycyjnym rozumieniu nadmuchiwania ilości pieniądza, a nie ruchów cen, to nie ma chyba obecnie austriaka, który nie zgodziłby się z definicją „any change in the money stock induced by non-market forces” – każda zmiana w ilości pieniądza, która jest wynikiem sił nierynkowych.

    @Sebastian

    no właśnie też zawsze myślałem, że Salerno dokonuje wnioskowania: skoro wolne banki tak by robiły, to przy banku centralnym free bankersi muszę logicznie popierać takie same interwencje emulujące rynek – na zasadzie lepszy rydz niż nic. Ale chyba jednak to nie tylko kwestia wnioskowania:

    http://blog.mises.org/archives/011591.asp

    Salerno omawia wywiad Russa Robertsa z Larrym Whitem, który w rozmowie proponował jako „drugie najlepsze rozwiązanie” zasadę, w której BC wpuszcza dodatkowe pieniądze zawsze, kiedy zwiększa się popyt na pieniądz – nominal GDP rule.

  6. Coś mi tu nie pasuje!
    Autor pisze, że wprowadzenie np. kart płatniczych obniża popyt na pieniądz. Prawda, że obniża popyt na gotówkę w banknotach, ale czy na pieniądz jako taki?? Nie sądzę!!
    W sytuacji gdyby depozyty bankowe były oparte w 100% na banknotach nic w opisanych dwóch sytuacjach (przed i po pojawieniem się kart)nie powinno się zmienić, bo niby dlaczego – formę pieniędzy papierowych pełnią teraz pieniądze w postaci zapisu elektronicznego i tylko tyle. Idąc do sklepu nie zmienią się moje preferencje jako konsumenta jeśli zamiast banknotów zacznę używać karty!!
    W przypadku niestosowania przelewów elektronicznych będę musiał dbać o to, żeby utrzymywać w swoim portfelu odpowiednią ilość papierowej gotówki pobranej z mojego konta bankowego. W przypadku stosowania przelewów elektronicznych po prostu nie będę musiał codziennie biegać do banku po gotówkę i tylko tyle.

    Jasne, że w praktyce przejście na karty umożliwiło bankom zmniejszenie poziomu utrzymywanych przez nie rezerw gotówkowych i co za tym idzie zwiększenie podaży pieniądza na rynku, objawiającego się w inflacji, ale to już inna bajka związana z podażą pieniądza.
    Jeśli się mylę, wyprowadźcie mnie z błędu!

  7. @pablo
    „Autor pisze, że wprowadzenie np. kart płatniczych obniża popyt na pieniądz. Prawda, że obniża popyt na gotówkę w banknotach, ale czy na pieniądz jako taki?? Nie sądzę!!”

    Kiedyś słyszałem że płacenie kartą zwiększa wydatki, efekt psychologiczny. Po porostu mniej boli gdy dajesz kartę zamiast gotówki. W ten sposób zmniejszasz swoje saldo.

  8. @pablo

    Autor nie pisze o kartach płatniczych, tylko o kartach kredytowych, które na pewno są instrument płatniczy stanowiącym alternatywę dla pieniądza. Płaci się bowiem pieniądzem kredytowanym, nie zdejmuje się go z własnego salda.

    Co więcej wydaje się, że nawet w przypadku karty płatniczej zmniejsza się popyt na pieniądz, ponieważ znika popyt portfelowy na pieniądz, tj. potrzeba utrzymywania pewnej ilości gotówki przy sobie ze względu na niepewność co do zapotrzebowania na gotówkę w danej chwili. Znika niepewność, potrzeba mniej pieniądza.

    @Balcerek

    Salerno na pewno nie powołuje się na prawa psychologiczne.

  9. @pablo – dlaczego zakładasz, że transakcje kartami kredytowymi będą finansowane przez obciążanie gotówki w banku? Nawet w 100% rezerwy nie ma takiej konieczności. Obrót kartami kred. jest zupełnie analogiczny do obrotu wekslami (i jedno, i drugie to dług), i te systemy nie muszą być związane (i nie są) sztywno z pulą bazowego pieniądza w bankach. I jest to ogólnie dobre, bo zwiększa elastyczność podaży pieniądza, zmniejsza popyt na pieniądz, zmniejsza wahania stóp procentowych, zmniejsza korelację warunków finansowania na różnych rynkach (konsumencki, firmy, hipoteki, rząd) itd.

    Kluczowe rozróżnienie to credit vs debit. Kwestie utrzymywania rezerw dla kont rozliczanych na kartach kred. wyglądają zupełnie inaczej, niż w bankowości detalicznej. Przede wszystkim rezerwy potrzebne są tylko i wyłącznie do clearingu między bankami i innymi market makerami, a oni mają swoje procedury, wynikające ze specyfiki rynku, które nie tworzą konieczności utrzymywania wysokich rezerw w pieniądzu bazowym.

  10. Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że rzeczywiście wprowadzenie kart kredytowych rzeczywiście mogło wpłynąć na zmniejszenie popytu na pieniądz, ale tylko dzięki temu, że wpłynęło to na upowszechnienie kliringu.
    Dzięki wprowadzeniu kart kredytowych banki łatwiej mogą (upraszczając) „wyszukiwać” osoby winne sobie na wzajem pieniądze i kasować ich długi.
    Dzięki temu opłaty za prowadzenie rachunków kredytowych mogą być niższe od klasycznych pożyczek, a zatem umożliwi to nam wszystkim zmniejszenie salda pieniężnego potrzebnego do codziennego życia.
    Nie ma innego powodu dla którego wprowadzenie elektroniki do wymian handlowych miałby wpłynąć na zmniejszenie popytu na pieniądz i co za tym idzie wzrost cen (przy założeniu, że banki nie będą tworzyć kredytu fiducjarnego).

    @Stanisław Kwiatkowski
    W przypadku kart płatniczych nie sądzę, jednak ciągle będę się upierał, że ich istnienie ma wpływu na popyt na pieniądz. Raczej nie ma powodu dla którego popyt „portfelowy” na pieniądz nie miałby się być osiągnięty kosztem popytu „depozytowego” w banku.

    @panika2008
    Moje wątpliwości dotyczą popytu na pieniądz nie podaży. Jednak, żeby pokazać, że w omawianym przeze mnie przypadku nic się nie zmieni – również w kwestii wzrostu cen założyłem, ze banki stosują 100% rezerwę na wystawiane przez nie depozyty. Zresztą jest to w zgodzie z rozważaniami prof. Salerno, który rozważał istnienie „pozytywnej” inflacji tj. takiej dyktowanej przez preferencje konsumentów, a nie ekspansję kredytową banków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy