Pogorzelski: Złowroga tradycja specustaw

13 czerwca 2010 Ekonomiczna analiza prawa komentarze: 7

Autor: Karol Pogorzelski
Wersja PDF

Jednym z negatywnych skutków trwającej jeszcze powodzi, oprócz zniszczeń materialnych, będzie najprawdopodobniej specustawa powodziowa, której projekt podobno już od dawna jest gotowy. Jej rychłe wprowadzenie zapowiedział już nawet jeden z głównych kandydatów na prezydenta. Co jest w tej inicjatywie takiego bulwersującego? Otóż – jak wynika z informacji przebijających się do mediów – przewiduje ona, że wraz z podjęciem decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji związanej z ochroną przeciwpowodziową, czyli na przykład tamy, zbiornika retencyjnego, wału przeciwpowodziowego, bądź tzw. polderu, wszystkie potrzebne do realizacji inwestycji nieruchomości automatycznie przechodzą na własność Skarbu Państwa. Oznacza to, ni mniej ni więcej, natychmiastowe wywłaszczenie wszystkich osób, stojących na drodze zamierzeń państwa.

Historia specustaw w Polsce jest o tyle pouczająca, że jej przebieg jest dokładnie zgodny z przerażającą logiką równi pochyłej, zgodnie z którą jeśli przyznać państwu nawet drobne uprawnienie, to jego władza w tej sprawie będzie się stale rozrastać, kosztem praw obywateli. Przypomina to w pewnym sensie opisany przez Roberta Higgsa w znakomitej książce Crisis and Leviathan efekt zapadki: wszelkie kryzysy prowadzą do rozrostu aparatu państwowego i ograniczenia praw własności, które – choć z założenia mogły być tymczasowymi odpowiedziami na nadzwyczajną sytuację – nie cofają się po unormowaniu sytuacji do pierwotnego zakresu. Podobny mechanizm cechuje proces powstawania specustaw w Polsce.

Pierwsza specustawa pojawiła się w 2003 roku. Początkowo była niewinna. Miała jedynie usprawniać wydawanie decyzji administracyjnych koniecznych w procesie budowy dróg krajowych i autostrad. Szybko okazało się jednak, że usprawnienia te były niewystarczające. Uznano, że problem niezadowalającego stanu infrastruktury drogowej w Polsce jest na tyle palący, że nienaruszalne w innych sytuacjach prawo własności musi tutaj ustąpić. W związku z tym w 2006 roku. ogłoszono nowelizację specustawy drogowej, w myśl której wraz z wydaniem decyzji o lokalizacji inwestycji drogowej, wszystkie nieruchomości znajdujące się na terenie planowej szosy, automatycznie przechodzą na własność państwa. Odszkodowanie dla właściciela miało być ustalane na mocy odrębnego postępowania administracyjnego – z wszelkimi utrudnieniami z tym związanymi[1].

Ziarno zostało zasiane. Raz przyznane uprawnienie musiało się rozrastać. Jeszcze w tym samym – 2006 roku – ogłoszono specustawę kolejową, która, podobnie jak pierwsza specustawa drogowa, wprowadzała jedynie drobne modyfikacji administracyjnej strony realizacji inwestycji kolejowych. Jednak już w następnym roku (2007) wprowadzono nowelizację, zgodnie z którą w momencie wydania decyzji o ustaleniu lokalizacji linii kolejowej, wszystkie nieruchomości w obrębie inwestycji przechodziły automatycznie na własność państwa. Uzasadnienie dla tego rozwiązania, było identyczne, jak w przypadku specustawy drogowej. Po pierwsze, stan infrastruktury kolejowej, a po drugie środki unijne, które trzeba wydać, bo przepadną. Na tym jednak historia się nie kończy…

Jeszcze w 2007 roku przyjęto specustawę związaną z przyznanym przez władze UEFA prawem do organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Ustawa ta również była początkowo niewinna, ale już wkrótce okazało się, że tempo przygotowań do imprezy jest zbyt wolne. Pospiesznie uchwalona w 2009 roku nowelizacja wprowadzała znaną nam już instytucję wywłaszczenia na mocy decyzji o lokalizacji inwestycji. Lista inwestycji objętych ustawą została ustalona w oddzielnym rozporządzeniu. Władza państwa musiała się rozrastać, więc jak można się spodziewać w wykazie projektów związanych z Euro2012, oprócz stadionów, znalazło się też wiele inwestycji luźno powiązanych z mistrzostwami. Są to na przykład: budowa mostu północnego w Warszawie (oddalonego od stadionu narodowego o dobre 12 kilometrów), czy  budowa Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przy okazji specustawy lokalne samorządy starały się wepchnąć różne swoje projekty na tzw. szybką ścieżkę realizacji. O ile budowę infrastruktury drogowej można uznać za coś ważnego (choć niekoniecznie ważniejszego niż instytucja prawa własności), o tyle konieczność organizacji masowej rozrywki wydaje się wyjątkowo słabym uzasadnieniem radykalnego naruszenia praw własności, jakie wprowadza specustawa Euro2012.

Co jest bardzo niepokojące, proces uchwalania kolejnych specustaw nabrał dużego impetu i wręcz zdaje się wymykać spod kontroli. Ostatnia inicjatywa tego rodzaju, związana z powodzią przygotowana została w jeszcze szybszym tempie i mniejszą dozą skrupułów niż poprzednie. Jeszcze przy pierwszej specustawie (drogowej) podnoszono wątpliwości, czy aby na pewno należycie zabezpiecza ona interesy prywatnych właścicieli i jest zgodna z konstytucją (patrz chociażby ten artykuł). Przy obecnej inicjatywie nikt już właściwie nie zgłasza obiekcji, nie mówiąc już o sprzeciwie. W ten sposób, stopniowo i niepostrzeżenie, zakres władzy posiadanej przez państwo ulega rozszerzeniu. W pewnym momencie może się nagle okazać, że to, co miało być niewinnym usprawnieniem stało się drogą do zniewolenia.

Być może nie do wszystkich przemawia argument moralny, że prawa własności są czymś, co należy chronić, nawet gdy jest to niepraktyczne. Jak można odpowiedzieć na zarzut, że zagrożenie powodzią jest tak duże i tak niszczycielskie, że szybkie zbudowanie wałów przeciwpowodziowych i zbiorników retencyjnych jest po prostu konieczne – ważniejsze niż nienaruszalność prawa własności? Pierwszy kontrargument jest taki, że zagrożenie powodzią jest mniejsze niż się wydaje i nie uzasadnia podejmowania nadzwyczajnych środków, żeby je zażegnać. Ludzie mają tendencję do przeszacowywania niebezpieczeństw, które są im znane (np. obecna powódź) i niedoszacowywania takich, które są im obce, gdyż na przykład jeszcze się nie wydarzyły (np. trzęsienie ziemi). Nie warto ograniczać praw własności specustawami, tam gdzie nasza ocena zagrożenia znajduje się pod silnym wpływem zwodniczych nawyków myślowych. Jeśli jednak niebezpieczeństwo powodzi rzeczywiście jest bardzo poważne, to lepiej jest przeprowadzić się na obszary poza zasięgiem żywiołu, niż budować kosztowne systemy zabezpieczeń. W takiej sytuacji, najlepszym czynnikiem zniechęcającym do osiedlania się na terenach zalewowych jest brak publicznego (czyt. państwowego) wsparcia dla osób poszkodowanych przez powódź. Ludzie chcący zamieszkać niebezpiecznie blisko rzeki musieliby albo liczyć się ze stratami w przypadku jej wylania, albo wykupić ubezpieczenie – tym droższe, im wyższe jest ryzyko takiego zdarzenia.

Warto na koniec zaznaczyć, że i bez tych wszystkich specustaw, które wymieniłem, państwo ma prawo do wywłaszczania. Jedyny sposób, w jaki można się przed tym bronić, to wykorzystać słabość aparatu sądowniczego i próbować odwlekać sprawę w nieskończoność. Można uznać to za desperację a nawet za pieniactwo, ale fakt jest faktem, że prawo do ochrony swojej własności przed sądem jest absolutnym minimum, jakiego mogą domagać się obywatele współczesnych państw, ufundowanych na zasadzie praworządności. Polskie specustawy, niezależnie od szlachetności (lub raczej jej braku) intencji, z jakimi są wprowadzane, naruszają to minimum i jako takie powinny spotykać się ze sprzeciwem.


[1] Tytułem kronikarskiego obowiązku należy wspomnieć, że specustawa drogowa została znowelizowana ponownie w 2008 roku, ale z punktu widzenia własności prywatnej nie zmieniło się nic istotnego.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas

O Autorze:

Karol Pogorzelski

Pozostałe wpisy autora:

7 Komentarze “Pogorzelski: Złowroga tradycja specustaw

  1. Dodatkowo należy pamiętać że tzw. regulacja rzek (budowa wałów, prostowanie koryta etc.) zwiększa ryzyko powodzi. Najmniejsze powodzie są wtedy kiedy rzeka może sobie spokojnie rozlać się na terenach zalewowych (tak – dokładnie tych na których budowane są co rusz osiedla) – zamieniając normalne łąki czy pastwiska (czy jeszcze lepiej – lasy) na tereny podmokłe.

    Zgoda – czasami zbudowanie wałów czy podobnych tworów jest czasem uzasadnione bo np. w wyniku naturalnych procesów typu erozja tereny zalewowe zmieniły miejsce. Ale zazwyczaj z regulacją rzek jak z regulacją rynku – co prawda lokalnie się poprawi ale problem wyskoczy 15 metrów dalej – tzn. jednocześnie wyzbywamy się praw własności *i* narażamy się na większe problemy z powodziami (miła kombinacja).

    Najprostsze rozwiązanie – nie wydawać pozwoleń na terenach zalewowych lub (bardziej libertariańska opcja) niech to będzie na własne ryzyko.

  2. „Pierwsza specustawa pojawiła się w 2003 roku.”
    Nie wiem czy to są specustawy ale wciąż działają bardzo podobnie:
    – dekret z dnia 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy tzw. dekret warszawski (Dz. U. Nr 50, poz. 279), dotyczącego tzw. nieruchomości warszawskich, w wyniku któryego tysiącom osób odmówiono prawa własności czasowej nieruchomości gruntowej i przejęto na własność Skarbu państwa budynki na niej posadowione;
    Katolicki patriota Kaczyński używał tego dekretu za czasów swojej prezydentury pt. „spieprzaj dziadu”.
    – ustawa z dnia 25 lutego 1958 r. o uregulowaniu stanu prawnego mienia pozostającego pod zarządem państwowym (Dz. U. Nr 11, poz. 37 ze zm. ) oparta na pierwszej specustawie, którą był dekret z dnia 16.12.1918 r. w przedmiocie przymusowego zarządu państwowego (Dz. U. RP nr 1918.21.67)
    Co do autostrad i skonfiskowanej ziemi to państwo poniosło 15% kosztów a za 85 % prywatne firmy, mają zarabiać użytkując zbudowane autostrady przez okres 25-30 lat. Potem autostrady te ma przejąć państwo i bardzo ciekawi mnie, czy ich tymczasowi prywatni „właściciele” będą się tak samo o nie troszczyć pod koniec tego okresu, stojąc w obliczu rychłego ich oddania i czy państwo po ich przejęciu pozostawi je opłacanymi przez użytkowników, czy zmieni w „bezpłatne”, zmuszając resztę społeczeństwa do ich dotowania za pośrednictwem budżetu. W pierwszej połowie lat 90-tych mówiono o budowie 2600 km autostrad, z biegiem lat ta długość stopniała do niespełna 2000 km. Jak na razie to po 16 latach (2009) zbudowano tylko 765 kilometrów. Co oznacza ok. 35 km/r. Dla porównania w małej Chorwacji, w niespełna 3 lata wybudowano blisko 700 km autostrady z północy na południe kraju i to w bardzo górzystym terenie.
    Co do programu regulowania rzek to po powodzi w 1997 r. ruszył program Odra 2000 i co? Po 13 latach przetargów i tradycyjnych obiektywnych problemów z realizacją programu za zgarnięte grube mld pieniędzy podatników, wrocławski Kozanów ponownie znalazł się pod wodą.
    Ciekawi mnie czy nie taniej byłoby wypłacić odszkodowania ludziom, którzy stracili wszystko dlatego, że jakiś debil wydał im pozwolenie na budowę w niebezpiecznym rejonie, w wysokości pozwalającej im na osiedlenie się w bezpiecznym rejonie.
    W końcu Polska to duży kraj, z którego jak się okazuje można doić ile wlezie w zamian za bicie piany.
    To tyle o skuteczności działań prywatnego biznesu za fundusze państwowe w tym kraju.

  3. Re: Szymon
    Politycy zawsze robią dobrze…sobie. W szerszym zakresie – chodzi o władzę nad innymi – zawsze. Bo to najbardziej dowartościowuje.

  4. „Jeśli jednak niebezpieczeństwo powodzi rzeczywiście jest bardzo poważne, to lepiej jest przeprowadzić się na obszary poza zasięgiem żywiołu, niż budować kosztowne systemy zabezpieczeń. W takiej sytuacji, najlepszym czynnikiem zniechęcającym do osiedlania się na terenach zalewowych…” do tego fragmentu mam drobne zastrzeżenie – problemem istotnym gospodarczo, choć nie tak spektakularnym w relacjach prasowych jest zalewanie i niszczenie upraw. Trudno wszystkie zagrożone tereny zostawić pod nieużytki lub łąki. Do ich ochrony należy opracować system przeciwpowodziowy, z wałami, zbiornikami itd.
    Poza tym jednym zgadzam się z autorem. Specustawy nie są potrzebne, wystarczałyby odpowiedzialne działania polityków i urzędników. Np. zamiast wywłaszczać teren pod nowe zbiorniki, należałoby zadbać, by obecnie posiadane pełniły swoją rolę. Część zbiorników retencyjnych nie jest w porę opróżnianych, bowiem zostały zamienione w tereny rekreacyjne, a bywa że w ich pobliżu stoją domki letniskowe lokalnych i krajowych decydentów; tych samych,którzy wołają teraz o zaniedbaniach i domagają się specustawy.

  5. Pod przykrywką tzw specustawy drogowej ukrywa się zwykłe złodziejstwo i przekręty. Poprzez działanie tej ustawy formalizuje się przeprowadzoną systemem zwykłego zaboru bez wiedzy i zgody właściciela zmianę formy własności ukradzionego gruntu. Właściciel sobie śpi spokojnie, a ktoś pod przykrywką specustawy dzieli jego grunt. Jak się obudzi to właścicielem jego majątku jest już ktoś inny. Pod przykrywką specustawy można wejść nagle z dnia na dzień na dowolny grunt dowolnego właściciela. Pod specustawę drogową podciąga się wszystko co komu w danej gminie czy mieście pasuje. Podciąga się pod nią też remonty i modernizacje dróg już istniejących zabierając właścicielom co atrakcyjniejsze połacie gruntu przy drodze (nawet do 1300 m2). Projekty branżowe do specustawy mogą byc wykonane nawet przez osoby nie mające wymaganych uprawnień, bez powiadomienia i uzgodnień z właścicielem. Krajowa Izba Budowlana nie reaguje. Sąd, Prokuratura, Policja, Straż miejska nie reagują na prośbę właściciela o interwencję w sprawie zaboru gruntu. Nikt z właścicielem nie przeprowadza żadnych rozmów na temat wielkości ewentualnego odszkodowania, jego wielkości i terminu wypłaty. Przerywa sie wszystkie prowadzone postępowania spadkowe podziałowe gruntu itp. Nikt nie patrzy w zapisy ksiąg wieczystych. Można jeszcze wiele wyliczać i aż się w głowie kręci od takiego bezprawia. A przecież specustawa drogowa jest zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Jak widać naszemu państwu jeszcze daleko do Państwa Prawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *