Kubisz: Refundacja in vitro

18 listopada 2010 Ekonomia rodziny komentarze: 8

Autor: Jacek Kubisz
Wersja PDF

Wśród spraw, o których przez ostatnie tygodnie słyszeliśmy w codziennych wiadomościach, pojawiały się informacje o pracach nad ustawą regulującą kwestię zapłodnienia in vitro oraz o rosnącym długu publicznym. Uznając wagę i pierwszeństwo moralnych rozważań na temat in vitro, należy zwrócić uwagę na stronę ekonomiczną jednego ze związanych z nim postulatów, mianowicie refundacji tej metody zapłodnienia z budżetu państwa. W świetle rosnących wydatków i długu może to być bowiem znaczne dodatkowe obciążenie dla podatników.

Rynek in vitro w Polsce jest obecnie szacowany na 135 mln złotych i cały czas rośnie. Rocznie wykonuje się w Polsce około 9 tys. zabiegów. Łączny koszt udanego za pierwszym razem zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego oraz towarzyszącej mu terapii wynosi około 10 tys. złotych. Na pierwszy rzut oka widać, że wprowadzenie refundacji to dla budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia obciążenie rzędu 90 mln złotych rocznie. Zważywszy na to, że NFZ dysponuje około 50 mld złotych rocznie, ta suma nie wydaje się znaczna. Należy jednak zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, polska służba zdrowia co roku boryka się z kłopotami finansowymi, regularnie brakuje pieniędzy na leczenie chorób zagrażających życiu. Po drugie, 9 tys. zabiegów in vitro rocznie wykonuje się w Polsce obecnie, gdy terapia jest pełnopłatna. Jeśli będzie ona refundowana, należy się spodziewać zwiększenia liczby zabiegów. Do jakich rozmiarów?

Szacuje się, że w Polsce na bezpłodność cierpi 1,5 mln par, więc mogą one zgłosić zapotrzebowanie na usługę in vitro. Nawet przyjmując, że katolicka część społeczeństwa nie zastosuje tej metody, można założyć, że około 60% popierających in vitro skorzystałoby z refundacji. Można zatem uznać, że w przypadku refundacji in vitro jako metody leczenia bezpłodności koszt opłacenia takich zabiegów dla całej populacji wyniósłby około 10 mld złotych. Przy założeniu, że refundowane będzie leczenie, czyli wykonywanie zabiegów do skutku, tę liczbę należy jednak skorygować o współczynnik skuteczności zabiegów wynoszący (według optymistycznych danych) 40%. Koszty wzrosłyby zatem do około 25 mld złotych. Nie jest to, oczywiście, koszt, który byłby ponoszony w jednym roku, ale potencjalna wielkość  zapotrzebowania na refundowaną usługę in vitro w Polsce. W przedstawionej analizie należy jednak uwzględnić kwestie pominięte we wcześniejszych  rozważaniach.

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na to, że koszty jednostkowego zabiegu in vitro najprawdopodobniej wzrosną — z dwóch powodów: większego popytu na darmową (z punktu widzenia klienta) usługę oraz ze względu na mechanizm państwowej odpłatności. W odniesieniu do zwrotu kosztów leków zaobserwowano, że ceny leków podczas ich refundacji były wyższe niż w okresie ich pełnej odpłatności — dlaczego nie miałoby się tak stać również w przypadku refundacji zabiegów? Inną kwestią jest prawdopodobne wprowadzenie limitów liczby zabiegów w ciągu roku, właśnie ze względu na koszty. Zarówno wzrost kosztów, jak i limity otwierają pole do nadużyć, zarówno w postaci wygórowanych cen zabiegów, jak i łapówek za wcześniejsze zakwalifikowanie do terapii. Ad vocem można argumentować, że państwo będzie kontrolować  zgodność z prawem procedur in vitro, na przykład przez CBA. Nie poprawia to jednak sytuacji z punktu widzenia kosztów, ponieważ same działania antykorupcyjne  wymagałyby dalszych nakładów pieniężnych.

Podstawą powyższych szacunkowych kosztów były dane dotyczące bezpłodnych par heteroseksualnych. A co z parami homoseksualnymi? Biorąc pod uwagę obecne prądy legislacyjne w Europie, trudno wyobrazić sobie odmowę refundacji tej grupie klientów (a raczej pacjentów); obliczenie  zapotrzebowania tej grupy jest jeszcze trudniejsze. Ponadto refundowanie gejom i lesbijkom in vitro mogłoby być postrzegane jako uprzywilejowanie ich względem katolików preferujących naprotechnologię, która refundowana nie jest. W stosunkowo tradycyjnej Polsce z pewnością usłyszelibyśmy żądania refundacji metody leczenia bezpłodności zalecanej przez Kościół katolicki. To generowałoby dalsze, trudne do oszacowania, koszty.

Reasumując, refundacja in vitro zagraża znacznym wzrostem obciążenia budżetu, a w rezultacie ‒ portfeli podatników. W obecnym stadium koniunktury, przy dzisiejszych dochodach budżetu ten pomysł wydaje się wyjątkowo nieprzemyślany.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jacek Kubisz

Doktorant na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, ekspert Instytutu Misesa. Interesuje się ekonomią praw własności i teorią kapitału.

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Kubisz: Refundacja in vitro

  1. Myślę że część polityków doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Te 1,5 mln par to potencjalni wyborcy o których warto powalczyć – nawet kosztem przyszłego budżetu.

  2. „Rocznie wykonuje się w Polsce około 9 tys. zabiegów. Łączny koszt udanego za pierwszym razem zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego oraz towarzyszącej mu terapii wynosi około 10 tys. złotych.”

    Skąd takie dane?

  3. I jeszcze jest ryzyko, że rząd będzie zarządzał jakie dzieci mają powstawać, żeby nie było żadnych rewolucjonistów, czy odmieńców politycznych. Możnaby promować płody z genami krótkiego życia, żeby nie musieć wypłacać obiecanych emerytur.

  4. @Jacek Kubisz

    „Reasumując, refundacja in vitro zagraża znacznym wzrostem obciążenia budżetu, a w rezultacie ‒ portfeli podatników. W obecnym stadium koniunktury, przy dzisiejszych dochodach budżetu ten pomysł wydaje się wyjątkowo nieprzemyślany.”

    ten pomysł wydaje się „wyjątkowo nieprzemyślany” w każdym „stadium koniunktury”.

    @jarek

    „Myślę że część polityków doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Te 1,5 mln par to potencjalni wyborcy o których warto powalczyć – nawet kosztem przyszłego budżetu.”

    ludzie postępują racjonalnie, a akty ich woli są doskonale nieomylne. najważniejszego przykładu na poparcie aksjomatu o racjonalności jednostki dostarczają wybory demokratyczne i związane z nimi osobiste zyski pieniężne poszczególnych wyborców albo całych grup. doświadczenie sięgające czasów antycznych pokazuje, że wyborcy reagują od razu i w sposób racjonalny na każdą szansę otrzymania cudzych pieniędzy. aż mam ochotę zawołać za Proudhonem: „Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze – oto żywotna siła demokracji!”

  5. „w przypadku refundacji in vitro jako metody leczenia bezpłodności” – to jest jakaś gruba pomyłka. In vitro z leczeniem bezpłodności ma tyle samo wspólnego, co smarkanie w chusteczkę z leczeniem zapalenia płuc.

  6. Panika, to jest jeden z podstawowych argumentów za refundacją in vitro – traktuje się ten zabieg jako „metodę leczenia bezpłodności”. Ma to być tak samo zabieg leczniczy, jak np. wstawianie implantu stawu.
    Dodatkowo pada demagogiczne stwierdzenie, że wobec malejącego przyrostu naturalnego umożliwienie posiadania dzieci większej liczbie osób jest „inwestycją w przyszłość” i refundacja jest wydatkiem bardzo celowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy