Lewiński: Bankiem w dziurę budżetową

17 lutego 2011 Audio komentarze: 6

Autor: Jan Lewiński
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 6,6MB).

BGKW swoim poprzednim artykule pt. Koniec monopolu NBP? opisałem, w jaki sposób państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) może się stać furtką umożliwiającą przeprowadzanie operacji luzowania ilościowego i jedną z tych firm, które są too big to failobok takich potentatów, jak choćby spółka PKP Przewozy Regionalne.

To jeszcze nie koniec wiadomości w tej sprawie.

Rząd ucieka przed progiem

Niewielu ludzi wierzy jeszcze w zapewnienia rządu, że celem redukcji składki emerytalnej przesyłanej do OFE jest coś więcej, niż tylko zmiana sposobu liczenia długu publicznego. Taką opinię wyrażają już nie tylko krytyczni wobec rządu ekonomiści, lecz także zwykle ostrożni w doborze słów przedsiębiorcy. Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego, skomentował rzecz krótko:

Trzeba sobie zdawać sprawę, że tzw. reforma OFE to tak naprawdę element walki o utrzymanie konstytucyjnego 55-proc. progu długu publicznego, a nie poważna debata nt. ostatecznego kształtu polskiego systemu emerytalnego.

Trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem. Wszelkie głębsze reformy z niewyjaśnionych przyczyn zatrzymują się na etapie wielokrotnie ponawianych zapewnień o chęci ich przeprowadzenia (czy ktoś jeszcze pamięta o słynnej „ofensywie legislacyjnej”?). Dobrym przykładem jest przyjęty 23 listopada projekt ustawy szumnie nazwanej deregulacyjną, która jednak sprowadza się do drobnych zmian — choć rzeczywiście pomocnych — takich jak zamiana wymaganych przez część urzędów zaświadczeń na oświadczenia.

Nic dziwnego — przeprowadzanie prawdziwych reform jest trudne i ryzykowne, ponadto spotyka się ze stałym oporem systemu biurokratycznego, tak jak przy próbie cięć w zatrudnieniu urzędników, zahamowanej w dużym stopniu dzięki jednej z norm ISO (zresztą i tu poprzestano na projekcie). Skończmy jednak tę wyliczankę porażek i skupmy się na projektach, które mają szanse na realizację — np. zmiany w OFE i wyposażenie BGK w przywileje banku centralnego.

Otóż posłowie Platformy Obywatelskiej (nie mogę wykluczyć, że zainspirowani pewnym artykułem na stronie Mises.pl) postanowili wspomóc ministra Jana Vincenta-Rostowskiego w jego prawdopodobnie przegranej już desperackiej walce z groźbą przekroczenia ustawowego progu 55% relacji długu do PKB.

Zgodnie z założeniami nowego projektu ustawy Bank Gospodarstwa Krajowego stanie się emitentem obligacji przychodowych, które będą mogły sfinansować — jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna” — budowę dróg i autostrad. W „DGP” dodano jeszcze mimochodem dwie informacje: po pierwsze, że główną zaletą obligacji przychodowych „jest to, że nie obciążają wskaźników zadłużenia”; po drugie, że poza budową dróg będą one mogły służyć fundowaniu wszelkich innych inwestycji — jak powiedział dziennikowi wiceprezes BGK, Robert Sochacki: „zmiana ustawy nie jest przygotowywana pod żaden konkretny typ inwestycji”.

Zwróćmy uwagę, że dzięki wcześniej opisywanej ustawie Bank Gospodarstwa Krajowego został de facto wyposażony w rating na poziomie obligacji państwowych, bo zabezpieczeniem środków banku przed ryzykiem stały się pieniądze podatników. Wszelkie emitowane przez BGK papiery wartościowe zyskają więc mocą naszych podatków ten sam rating. Jednocześnie obligacje przychodowe są przeważnie oprocentowane znacznie wyżej niż zwykłe obligacje Skarbu Państwa. Tym samym mogą zostać wykorzystane przez pełnych inwencji rządzących jako świetny zamiennik długu publicznego — zamiast finansować wydatki budżetowe z budżetu, będzie można „przesunąć je na odcinek” BGK.

Rola BGK w ucieczce przed progami ostrożnościowymi

To nie pierwszy taki pomysł i zapewne nie ostatni. Bank Gospodarstwa Krajowego został wykorzystany już wcześniej, jak donosili nie tak dawno temu uczestnicy rynków finansowych, w operacji wzmocnienia złotego, gdy działając — jak spekulowano — na zlecenie Ministerstwa Finansów, wymieniono część jego zasobów euro na złote. Niewątpliwie podsycanie takich plotek przez cały grudzień mogło wpłynąć na wzmocnienie kursu złotego pod koniec roku. Traderzy twierdzili (cyt. za portalem Forsal.pl), że skutki były niezaprzeczalne:

„BGK przeprowadził transakcję z nami, standardowej wielkości — nic, co by szokowało. Patrząc na reakcję rynku, »poszło« tego więcej, albo to efekt psychologiczny” — powiedział PAP diler jednego z największych banków.

Jeden z dilerów mówił też:

Coś było widać; jakie kwoty nikt tego nie wie. Reakcja była gwałtowna i szybka, nie była bez przyczyny, bez powodu. Złoty się umocnił. Nie sądzę, żeby to była duża kwota. To jest raczej efekt psychologiczny. Jeśli za tym rzeczywiście stoi MF, to jest sygnał dla rynku, że ten poziom jest atrakcyjny do wymiany, a mniej atrakcyjny do zamknięcia roku.

Co prawda wzmocnienie złotego nie było znaczące, ale nie wiemy, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby nie podjęto interwencji. Czemu miałyby służyć tego rodzaju działania? Rzecz w tym, że przy wysokim kursie złotego względem innych walut korzystniejsze z punktu widzenia rządu staje się chwilowo przeliczenie poziomu zadłużenia zagranicznego. A właśnie skalkulowane na koniec roku (dokładnie 31 grudnia) zadłużenie zagraniczne jest składnikiem ustawowego wskaźnika stosunku długu publicznego do PKB.

Przekroczenie progu 55% spowodowałoby wiele trudnych do przeforsowania w roku wyborczym ograniczeń budżetowych, wynikających z nakazu stworzenia zbilansowanego, tj. pozbawionego deficytu, budżetu państwa (i choć w budżecie na 2011 rok nie można jeszcze uwzględniać tych zmian, trzeba je będzie wprowadzić do budżetu na 2012 rok, który musi być przegłosowany tuż po wyborach jesienią 2011 roku). Tego progu udało się nie przekroczyć, być może właśnie dzięki interwencji BGK. Kłopotliwy wskaźnik stosunku długu publicznego do PKB zatrzymał się więc „zaledwie” na poziomie ok. 53%.

Warto wspomnieć o zastraszającym tempie, w jakim „liberalne” rządy zadłużają podatników. Zaledwie przed rokiem przekroczyliśmy bowiem pierwszy ustawowy próg 50% relacji długu do PKB. Zgodnie z zapisami ustawy o finansach publicznych musiało to spowodować wprowadzenie reguły niezwiększania deficytu budżetowego w każdym następnym roku. Stojący na czele Ministerstwa Finansów Jan Vincent-Rostowski przygotował się do przekroczenia Rubikonu za pomocą pomysłowego wybiegu. Przewidziawszy nieuniknione nadejście dalszego wzrostu zadłużenia, w ustawie budżetowej na 2010 rok nieomal podwoił planowany deficyt w stosunku do roku poprzedniego. W 2009 roku wyniósł on 27,2 miliarda złotych (wzrost o 12% w stosunku do 2008 roku), a w 2010 roku było to już 52,2 miliarda złotych (wzrost o 92%). Dzięki tej prostej operacji zmniejszenie poziomu deficytu budżetowego w 2011 roku w stosunku do 2010 roku to błahostka. Na koniec warto pochwalić ministra Jana Vincenta-Rostowskiego — w 2010 roku rząd nie zdążył na czas wydać obiecanych pieniędzy i skończyło się na wykonaniu tego deficytowego planu tylko w części. Jak ogłosił minister finansów, państwo wydało „tylko” 48,3 miliarda złotych pod kreską.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Lewiński

Pozostałe wpisy autora:

6 Komentarze “Lewiński: Bankiem w dziurę budżetową

  1. Tylko dlaczego ten naród jest tak głupi żeby tego wszystkiego nie widzieć. A nawet jak już się ludziom pokaże co i jak, to oni i tak twierdzą, że teraz zagłosują na SLD albo PO bo alternatywy nie ma. Przyjdzie nam przećwiczyć wariant grecki.

  2. Hm, zawsze się zastanawiam w kogo to najbardziej uderzy? W tych, którzy biorą teraz dużą kasę za takie postępowanie? Chyba nie. Najbiedniejsi? A co mają do stracenia (no chociaż nagle utnie im się darmowa zupka, dopłaty, czyste ciuchy za darmo). Najgorzej chyba zostaną potraktowani ci, którzy się dorabiają. Biegają po 12 godz. żeby dzieci posłać do dobrych szkół, wysłać na obóz za granicę, ubrać i nakarmić, mieszkać po ludzku i odłożyć na spokojną starość. Pewnego dnia okaże się, że trzeba zapłacić ogromny rachunek od luksusu jakim jest prywatne mieszkanie, samochód, maszyny.Nie będzie można wypłacić pieniążków z banku bo odgórnie zostanie to zamrożone (dla dobra banków, Państwa i obywateli).
    Czy ktoś ma inny, może bardziej konkretny scenariusz?

  3. @3:
    Czy ja wiem? Ciężko to ocenić. Bo jak? Finansowo? Moralnie? Czy zmniejszenie miesięcznych dochodów do 30 tys. PLN z 60 tys. PLN jest dotkliwsze niż do 1 tys. PLN z 2 tys.? Każdy dostanie w inny sposób. I subiektywne odczucia każdego będą inne.
    Inflacja zawsze najbardziej uderza w pierwsze potrzeby najbiedniejszych. Tych prawdziwych, nie udawanych. Z drugiej strony im kto bardziej pracowity, tym więcej straci. Jak zwykle najmniej stracą cwaniacy: kiedy się traci coś, co się ukradło lub wyłudziło i za co się nie poszło siedzieć, to w sumie niewielka strata 🙂

  4. Nie zapominajmy o różnicy miedzy deficytem budżetowym, a deficytem finansow publicznych. Ten drugi i tak ujmuje transfery do ofe. Poza tym – swietnie i pisz wiecej o bgk! Prezydent niedlugo podpisze te ustawe – sprawdzmy, czy i kiedy wystawia pierwsze listy zastawne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572