Murphy: Charles Plosser – nasz człowiek z Fedu?

28 kwietnia 2011 Pieniądz komentarze: 0

Autor: Robert P. Murphy
Tłumaczenie: Monika Sznajder
Źródło: mises.org
Wersja PDF

Wczesne odejście na emeryturę Kevina Warsha z rady gubernatorów Rezerwy Federalnej rozczarowało inflacyjnych jastrzębi. Jego nieoczekiwane odejście świętowali ludzie, którzy uważają, że Ben Bernanke potrzebuje większej liczby gołębi, aby móc zastosować swoje inflacyjne rozwiązania.

W związku z powyższym Charles Plosser — przewodniczący Banku Rezerwy Federalnej w Filadelfii — zaczyna odgrywać ważną rolę. W tym roku jest on członkiem z prawem głosu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, a jego dotychczasowe wypowiedzi wskazują na zaskakująco austriackie podejście do polityki monetarnej.

Bezczynni pracownicy czy błędne inwestycje?

Niedawny ustęp z „Wall Street Journal” ujawnia powód, dla którego obserwatorzy Fedu albo kochają, albo nie znoszą Plossera:

 

Plosser, były dziekan William E. Simon School of Business przy Uniwersytecie Rochester, jest znany jako inflacyjny jastrząb. W tym roku będzie uczestniczył w głosowaniach Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), który ustala politykę monetarną. To człowiek, którego trzeba teraz obserwować.

Na chwilę obecną, jedne z najbardziej kłopotliwych pytań dla Fedu dotyczą kontynuacji QE2, czyli drugiej tury luzowania ilościowego, która wypełni nasz system bankowy nowymi pieniędzmi w kwocie 600 miliardów dolarów w pierwszej połowie tego roku.

 

Plosser nie dostrzega ryzyka deflacji w amerykańskiej gospodarce. Twierdzi, że nawet ci, którzy pół roku temu mieli obawy odnośnie deflacji, zaczęli zmieniać nastawienie. Oznacza to, że przy umiarkowanym wzroście PKB i niskiej inflacji, jedyną linią obrony Fedu, tłumaczącą QE2, jest wysokie bezrobocie. Czy luźna polityka monetarna może zmienić ten obraz?

 

Reakcja Plossera była wyraźna: bałagan ten został wywołany przeinwestowaniem na rynku nieruchomości, a obniżenie stopy bezrobocia będzie procesem stopniowym. „Nie nie da się zmienić cieśli w pielęgniarza tak po prostu, tak jak nie da się łatwo zmienić brokera w eksperta komputerowego w dziale produkcyjnym. W ostateczności kwestie tego typu same się rozwiążą. Ludzie zostaną ponownie przeszkoleni i znajdą prace w innych dziedzinach. Jednakże polityka monetarna nie jest w stanie przeszkolić ludzi, tak jak nie jest w stanie naprawić tych problemów”.

 

Świadomie czy też nie, Plosser stawia bardzo austriacką diagnozę bańki na rynku nieruchomości oraz podaje odpowiadający jej sposób na ponowne ożywienie gospodarki.

Można również dostrzec, dlaczego Plosser wywołuje furię wśród zwolenników Keynesa. Podkreśla bowiem, że nie chodzi tutaj o „zagregowany popyt”, a wpuszczanie większej ilości pieniędzy do gospodarki nie zmniejszy bezrobocia.

Zamiast tego Plosser twierdzi, że gospodarka cierpi z powodu innych „realnych” problemów. Zbyt wielu pracowników (i inne zasoby) zostało przekierowanych do sektora nieruchomości i na Wall Street w latach boomu. Potrzeba zatem czasu, aby uporać się z problemami, umiejscawiając zasoby w bardziej opłacalnych przedsięwzięciach rynkowych. (To historia „ponownej kalkulacji” Arnolda Klinga, którą omawiam tutaj.)

Powinienem wyjaśnić, że według austriaków obecny poziom i czas trwania bezrobocia nie jest rzeczą „naturalną”. Miliony ludzi są teraz bez pracy w wyniku okropnej polityki rządowej (i Fedu). Należy zrozumieć, że pęknięcie bańki na rynku nieruchomości wymusiło konieczność masowego przeniesienia pracowników do innych sektorów, a gospodarka nie zostanie uzdrowiona dopóty, dopóki Bernanke i inni politycy nie pozwolą na dostosowania.

Austriacka teoria cyklu koniunkturalnego: realna i monetarna

Jak tłumaczyłem to już wcześniej, w związku z polemiką z Paulem Krugmanem, ekonomiści głównego nurtu często borykają się z problemem klasyfikacji austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego. Z jednej strony, jak sugeruje podobieństwo poglądów Arnolda Klinga i Charlesa Plossera, misesowskie podejście wskazuje na „realność” tej teorii, gdyż uwzględnia w swej analizie fizyczny kapitał i pracowników.

Z drugiej strony, austriacy argumentują, że pierwotną przyczyną boomu jest luźna polityka monetarna, a bankructwo zazwyczaj ma miejsce wtedy, kiedy bank centralny spowalnia napływ nowych pieniędzy i pozwala na wzrost stóp procentowych.

Nie występuje tu żadna sprzeczność. Fritz Machlup wyjaśnia, że według Misesa i Hayeka to „czynniki finansowe wywołują cykl, ale składają się na niego realne zjawiska”[1].

Poświęćmy chwilę na rozwinięcie tego zagadnienia, by lepiej zrozumieć opis Machlupa. W czysto „realnej” teorii cyklu koniunkturalnego — rozwiniętej między innymi na Uniwersytecie Rochester, gdzie Plosser był dziekanem szkoły biznesu — gospodarka rozwija się gładko do czasu nagłego szoku w sferze technologicznej albo wydajności pracowników. W tym modelu podmioty przystosowują się do nowej sytacji w sposób racjonalny, optując za większą ilością czasu wolnego w obliczu nowych możliwości handlowych. Krytycy odrzucają ten pogląd jako niedorzeczny i wyśmiewają teoretyków realnego cyklu biznesowego, tłumacząc lata 30. jako „super wakacje”.

Na szczęście, austriacka teoria nie zawiera w sobie tak nieprawdopodobnych elementów. Zamiast tego, austriacy twierdzą, że gospodarka płynnie się rozwija do czasu, kiedy bank centralny (lub ogólniej — system bankowy podlegający systemowi rezerwy cząstkowej) ni stąd, ni zowąd zwiększa ilość udzielanych kredytów i obniża stopy procentowe poniżej poziomu odpowiadającemu faktycznym oszczędnościom w gospodarce. Ze względu na zachwianie w sferze monetarnej i „fałszywy” sygnał wysyłany przez sztucznie niskie oprocentowanie, przedsiębiorcy rozpoczynają długoterminowe projekty, które później okażą się niemożliwe do ukończenia.

Jednakże, w chwili rozpoczęcia działań finansowych powstaje fałszywy obraz tego, w jaki sposób zasoby fizyczne (z wliczeniem pracy) są wykorzystywane. Dochodzi do pomyłek — w terminologii Misesa tzw. błędnych inwestycji — zapoczątkowanych podczas boomu.

Ponieważ austriacy rozwinęli zaawansowaną teorię kapitału, są w stanie wyjaśnić konieczność bolesnego bankructwa czy recesji. Innymi słowy, po tym jak bank centralny się wycofa i pozwoli stopom procentowym wzrosnąć do ich odpowiedniego poziomu, przedsiębiorcy i pracownicy nie mają możliwości stuknąć się w czoło, mówiąc: „Ojej, spróbujmy jeszcze raz!”. Gospodarka nie może tak po prostu powrócić do pozycji z okresu przed boomem, ponieważ zostały już podjęte nieodwracalne decyzje inwestycyjne.

Argument ten wskazuje na niewystarczającą ilość uwagi poświęconej przekwalifikowaniu pracowników. Widzimy to zarówno na przykładzie powyższego cytatu Plossera, jak i u ekonomisty Johna Cochrane’a z Chicago School, który pod koniec 2008 r. argumentował: „Powinniśmy doświadczyć recesji. Ludzie, którzy spędzają życie na wbijaniu gwoździ w Newadzie, potrzebują innego zajęcia”.

Ale skupiając się przede wszystkim na rozbieżności między umiejętnościami i fachem, Plosser i Cochrane przeoczyli ważną rolę podkreślanej przez Misesa konsumpcji kapitału w okresie boomu. Gdyby recesja polegała tylko na przekwalifikowywaniu ludzi, to krytyka Krugmana austriackiej teorii miałaby więcej sensu: w końcu przecież wyszkolenie nowych pracowników budowlanych (i bankierów inwestycyjnych) prawdopodobnie zajęło trochę czasu, przed tym jak rozpoczęli swoją pracę podczas boomu na rynku nieruchomości. Dlaczego więc jesteśmy skazani na recesję, kiedy potrzebują oni opuścić te gałęzie przemysłu?”

Moja prosta historia o sushi pokazała, że możemy z łatwością zrozumieć gwałtowny wzrost bezrobocia, równocześnie zdając sobie sprawę z tego, że struktura kapitałowa całej gospodarki — narzędzia, wyposażenie i dobra będące w trakcie obróbki — również pozostała bierna.

Do opinii Cochrane’a dodam, że po pęknięciu bańki na rynku nieruchomości problemem nie było tylko to, że niektórzy pracownicy budowlani powinni byli zostać pomocnikami kuchennymi; problem stanowił również fakt, że niektóre koparki powinny były stać się piekarnikami.

Podsumowanie

Pomimo iż widok samotnych głosów argumentujących za bardziej restrykcyjną polityką monetarną Fedu stanowi powiew świeżości, to realistycznie wydaje się, że do Bena Bernankego i innych gołębii wkrótce dołączą kolejni koledzy. W obliczu wciąż pogarszającej się sytuacji gospodarczej Fed prawdopodobnie zaangażuje się w kolejne etapy „luzowania ilościowego”.

 


[1] Roger Garrison cytuje Machlupa w tym artykule.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert Murphy

Amerykański ekonomista i konsultant związany z austriacką szkołą ekonomii. Tytuł doktora uzyskał na New York University, obecnie jest adiunktem na Texas Tech University. Współpracuje z licznymi amerykańskimi think-tankami. W ramach działalności w Independent Institute i Ludwig von Mises Institute angażuje się w liczne inicjatywy edukacyjne – prowadzi wykłady, kursy e-learningowe, pisze książki. To właśnie w ramach współpracy z tymi instytucjami powstały jego przewodniki ułatwiające lekturę najważniejszych dzieł ekonomistów szkoły austriackiej: "Ludzkiego działania" i "Teorii pieniądza i kredytu" Ludwiga von Misesa oraz "Ekonomii wolnego rynku" Murraya N. Rothbarda. Murphy jest także autorem podręcznika z ekonomii dla licealistów "Lessons for the Young Economist" i książki "Choice: Cooperation, Enterprise, and Human Action".

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy