Chrupczalski: W poszukiwaniu wrogów klasowych

5 maja 2011 Audio komentarze: 19

Autor: Szymon Chrupczalski
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 8,23MB).
spekulacja

Prokurator generalny organizuje zespół, którego zadaniem będzie wykorzenienie każdego przypadku oszustwa czy manipulacji na rynku ropy naftowej mogącego wpływać na ceny paliw, a to oznacza zbadanie działań handlowców i spekulantów.

Te słowa nie pochodzą od marksistowskich klasyków – to bieżący komentarz prezydenta USA, Baracka Obamy, odnośnie do rosnących cen benzyny, które osiągnęły nienotowany pułap 4 USD za galon (2,9 zł za litr). Dzień po tej wypowiedzi na stronie internetowej Białego Domu ukazał się wpis prokuratora generalnego, Erica Holdera, potwierdzający utworzenie Oil and Gas Price Fraud Working Group.

Krótko skwitował to na swoim blogu (www.blog.gwiazdowski.pl) Robert Gwiazdowski:

Jako że amerykańscy Towarzysze nie mają jeszcze sprawdzonych metod działania w celu ochrony interesów klasy robotniczej, przyda im się może parę rad. Udzielił ich już w styczniu 1923 roku Włodzimierz Ilicz Uljanow (pseudonim Lenin) w opublikowanym w „Prawdzie” artykule „Jak powinniśmy zorganizować Inspekcję Robotniczo-Chłopską”.

Przyczyna i skutek

Leninowskie inspekcje nie stworzyły nowego człowieka i nie zapobiegły niedoborom żywności w kolejnych latach w bolszewickiej Rosji. Polskie odpowiedniki o skrócie IRCH powołane do życia w 1984 roku też nie mogły się pochwalić wielkimi sukcesami – do końca PRL-u niezmiennie brakowało towarów i ośmieszony rząd nie mógł się nawet pochwalić bohaterstwem przy rozwiązywaniu problemów nieznanych w innych ustrojach.

Można się zgodzić z politykami, że nagłe zwyżki cen najpowszechniejszych towarów są problemem, ponieważ dotykają niemal wszystkich ludzi, lecz wskazywanie na spekulację jako przyczynę zwyżek cen jest kreowaniem antagonizmów i chwytem propagandowym, cynicznie wykorzystywanym przez polityków. Walka ze spekulantami nie ma na celu rozwiązania problemu drożejących dóbr, lecz zwiększanie zakresu władzy kosztem dobrowolnego rynkowego współdziałania. Jak mówił dr Thomas DiLorenzo o prezydencie Obamie:

Na domiar tego mamy marksistę w Białym Domu, którego strategią jest celowe zwiększanie zadłużenia, aby zniszczyć jak najwięcej amerykańskiego kapitalizmu i znacjonalizować jak najwięcej gospodarki […]. Uważam, że częścią jego strategii są niepohamowane i nadzwyczajne wydatki. Nie wynikają one tylko z bycia demokratą i politykiem – myślę, że są one związane z jego planem zniszczenia sektora prywatnego, tak aby zwiększyć zależność obywateli amerykańskich od rządu.

Czym jest spekulacja i jaka jest przyczyna drożejącej ropy naftowej?

Teza pierwsza: spekulacja jest pożyteczna i stabilizuje ceny

Spekulacja, tak jak handel, służy zaspokajaniu potrzeb konsumentów, a osiągany w tej działalności zysk jest sygnałem właściwego zaspokajania tych potrzeb. Motywem osób zajmujących się handlem i spekulacją jest przewidywanie, że cena sprzedaży będzie wyższa niż cena zakupu. Inaczej jednak niż w przypadku handlu, przy spekulacji nie jest istotna dostawa towaru i na takim założeniu opiera się większość kontraktów zawieranych obecnie na rynkach surowców, w tym na rynku ropy naftowej.

W jaki zatem sposób spekulacja służy konsumentom? Spekulacja harmonizuje produkcję i konsumpcję. Jak pisał Ludwig von Mises w książce Socjalizm:

Spekulacja w systemie kapitalistycznym spełnia rolę, która musi być spełniona w każdym systemie ekonomicznym, jakkolwiek zorganizowanym: przewiduje i dostosowuje podaż i popyt w czasie i przestrzeni.

Oznacza to, że ilekroć wielcy gracze giełdowi czy mali inwestorzy angażują się w spekulację, dostarczają już teraz kapitału potrzebnego w procesach produkcji i stabilizują ceny dóbr na takim poziomie, aby w przyszłości można było zaspokoić popyt i nie wystąpiły niedobory. Kierują zatem kapitał do tych przedsięwzięć, które najlepiej służą konsumentom, i dają najwyższe zwroty zainwestowanego kapitału. Skąd firmy naftowe mają wiedzieć, czy opłaca się teraz rozpocząć eksploatację głęboko położonych złóż? Jak mogą sfinansować nowe metody pozyskiwania surowca? Jak określić przyszły popyt i — co za tym idzie — maksymalny koszt, jaki można ponieść, kupując maszyny, urządzenia, wypłacając wynagrodzenia i dywidendy? Odpowiedzi na te pytania niesie ze sobą przyszła, przewidywana i gwarantowana kontraktami cena surowca, wyznaczona dzięki spekulacji.

Spekulacja oznacza również przejęcie ryzyka. Przyszłość jest nieprzewidywalna; osoby, które prognozują przyszłe ceny ropy naftowej, nie wiedzą, czy za pół roku nie nastąpią kataklizmy, nie wybuchną wojny, nie powstaną krępujące działalność gospodarczą regulacje prawne albo czy przyszłość nie przyniesie rewolucyjnych odkryć, zmniejszających zapotrzebowanie na ropę. Pośrednio to dzięki spekulacji i złożonym kontraktom terminowym ceny paliw na stacjach benzynowych zmieniają się co najwyżej o kilka procent miesięcznie, a nie kilkadziesiąt.

Teza druga: spekulacja nie jest przyczyną ciągłych zwyżek cen

Ciągłe zwyżki cen i gwałtowne wahania cenowe nie są wynikiem spekulacji — żadna z osób czy instytucji angażujących się w spekulację ani nawet zorganizowane grupy takich podmiotów nie mają odpowiedniej władzy, aby kontrolować ceny.

To prawda, że wydarzenia takie jak obecny konflikt w Libii wpływają na światową produkcję ropy naftowej i skutkują natychmiastowymi zmianami cen przyszłych kontraktów. Po ustąpieniu ryzyka ceny zaczynają spadać, lecz spadają zazwyczaj do poziomów wyższych niż przed sytuacją kryzysową. Dlaczego tak się dzieje?

Najprostszą odpowiedzią byłoby wskazanie na rosnący popyt i nienadążającą za nim podaż. W ciągu ostatnich 30 lat zapotrzebowanie na ropę naftową wzrosło o niecałe 40%, jednak nigdy i nigdzie nie zabrakło tego surowca i wbrew pesymistycznym maltuzjańskim prognozom (np. Klubu Rzymskiego w książce The Limits to Growth z 1972 roku) wciąż odkrywa się nowe złoża, a ulepszona technologia pozwala obniżać koszty wydobycia i rafinacji.

Logiczne wyjaśnienie rzadko pojawia się w publicznych mediach: ropa naftowa i surowce wcale nie drożeją tak gwałtownie, jakby się wydawało – to pieniądz staje się coraz tańszy. Aby zrozumieć ten proces, warto choćby na chwilę pomyśleć o złocie, które stało się światowym rynkowym pieniądzem setki lat temu. Przed I wojną światową wykwalifikowany robotnik w USA pracował na jedną uncję złota cztery dni. Obecnie na jedną uncję musi pracować ponad sześć dni, ale jeśli weźmiemy pod uwagę szybki wzrost gospodarczy i wolne wydobycie złota, jest to całkowicie zrozumiałe, że złoto przez sto lat mogło zyskać na wartości, chociaż jeszcze kilka–kilkanaście lat temu na jedną uncję można było zarobić również w cztery dni. W dolarach ta kalkulacja przedstawia się szokująco: ustanowiony w 1900 roku parytet wynosił 20,67 USD za uncję, a płaca np. w fabryce Forda — 5 USD dziennie. Obecnie złoto kosztuje 1550 USD za uncję, a płacę przyjęliśmy w wysokości 240 USD dziennie.

Jaki to ma związek z ropą naftową i innymi surowcami? Otóż cena podstawowych surowców wyrażona w złocie jest względnie stabilna w czasie. Wystarczy zapomnieć o państwowym, kreowanym z powietrza pieniądzu, a okaże się, że relacje między surowcami, koszykiem ogólnie zdefiniowanych dóbr (np. dobry obiad, prezent urodzinowy dla znajomego) i naszą pracą również są względnie stabilne. W latach 70. podczas pierwszego kryzysu naftowego organizację OPEC obarczano winą za wysokie ceny paliw i niedobory. Nic bardziej mylnego: w latach 1972–1974 cena ropy rzeczywiście wzrosła z 3 USD do 12 USD za baryłkę, lecz cena wyjętego spod parytetu złota wzrosła z 40 USD do 200 USD za uncję. Przyczyną było odejście od standardu złota w 1971 roku, które uwolniło wcześniej ukrywany poziom inflacji i gwałtownie obniżyło rynkową wartość papierowego dolara.

Skoro spekulacja stabilizuje ceny, to skąd biorą się tak duże wahania cen na rynku surowców? Rynek dóbr producenta jest znacznie bardziej wrażliwy na ekspansję kredytową i cykl koniunkturalny, wywoływane przez inflacyjna politykę banków centralnych, niż rynek dóbr konsumenckich. Austriacka teoria cyklu koniunkturalnego mówi, że ilekroć obserwujemy długotrwałe zwyżki cen wszystkich surowców i następujące po tym nagłe załamania, możemy być pewni, że stoi za tym bank centralny i kreowane „z powietrza” ogromne ilości pieniądza, które trafiają najszybciej na rynki dóbr dalekich od konsumenta.

Podsumowując: spekulanci nie są wrogami konsumentów — bez nich zwykłe zatankowanie samochodu byłoby ruletką: czy paliwo będzie na stacji? W jakiej będzie cenie? Cen ropy naftowej nie wywindowali źli Arabowie z OPEC, nie wpłynęły też na to zmowy koncernów naftowych, lecz powódź coraz mniej wartych pieniędzy oraz — w pewnej mierze — regulacje rynku i ścisły związek rządów z przemysłem naftowym. Możemy być wdzięczni ludziom, którzy angażują się w spekulację, że dzięki szybkiemu dostosowaniu się cen surowca do nowego poziomu podaży pieniądza można zachować ciągłość dostaw i produkcji, a wzrost cen finalnych produktów jest łagodny. Wciąż jednak Europejczycy zazdroszczą Amerykanom niskiej akcyzy na paliwo i braku podatku VAT. Który z europejskich kierowców nie chciałby kupować benzyny po 2,9 zł za litr?

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Szymon Chrupczalski

Pozostałe wpisy autora:

19 Komentarze “Chrupczalski: W poszukiwaniu wrogów klasowych

  1. Ogólnie oczywiście trudno się nie zgodzić, ale są pewne nieścisłości w szczegółach. Po pierwsze – nie każdy rodzaj spekulacji koordynuje produkcję i dostarcza kapitału; przypadkiem takiej jałowej spekulacji jest spekulacja dobrami zarazem całkowicie nieproduktywnymi i nie podlegającym produkcji – np. działkami budowlanymi. Po drugie – ogólnie nie jest prawdą, że spekulacja nie może podnieść długotrwale cen. W przypadku dóbr o ściśle limitowanej (mało elastycznej) podaży (np. złoto), trwałe wyjęcie pewnej części tych dóbr z podaży przez zbudowanie zapasów magazynowych przez spekulantów prawdopodobnie jednak będzie skutkowało – z powodu nierównowagi z popytem – wzrostem ceny (nawet jeśli niewielkim). Nie to, żeby mi to przeszkadzało – w końcu przecież praktycznie każdy człowiek w swoim życiu w jakimś stopniu jest spekulantem… Każdy od czasu do czasu hoard’uje jakieś dobra, próbuje wstrzelić się w rynek ze sprzedażą przed spodziewaną zwałką, albo ładuje się z kredytem w nie do końca produktywne nieruchomości…

  2. Zgadzam się, że jest dużo nieścisłości 🙂 Lecz spekulacja działkami budowlanymi nie jest jałowa, taka działka to w końcu czynnik produkcji!
    Co do złota – możemy polemizować, moim zdaniem złoto jest nieformalnym pieniądzem i punktem odniesienia dla wyznaczenia cen wszystkich innych dóbr, a cena złota wyrażona w papierowym pieniądzu obrazuje poziom inflacji i niepewności co do polityki monetarnej, fiskalnej i innych zdarzeń politycznych.

  3. @1:
    „nie każdy rodzaj spekulacji koordynuje produkcję i dostarcza kapitału; przypadkiem takiej jałowej spekulacji jest spekulacja dobrami zarazem całkowicie nieproduktywnymi i nie podlegającym produkcji – np. działkami budowlanymi.”

    Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że działka budowlana z ekonomicznego punktu widzenia jest dość istotnym środkiem produkcji w procesie produkcji domu. Z drugiej strony działka budowlana w naszych warunkach jest wynikiem procesu produkcji polegającego na przekształceniu kawałka ziemi w coś co się nazywa „działką budowlaną”. Być może ma to coś wspólnego z dostarczonymi w pobliże działki mediami oraz zapisami w planach zagospodarowania przestrzennego.

    Dlatego nie rozumiem, z jakiego powodu nazywa Pan działkę budowlaną dobrem „całkowicie nieproduktywnym i nie podlegającym produkcji”.

  4. @Paweł Róg, słuszna uwaga o „produkcji” działek budowlanych. Czasem nawet ja zapominam, na jakim świecie żyjemy 😀

  5. Twierdzenie że spekulanci stabilizują ceny wydaje mi się dość wątpliwe jak patrzę na cenę ropy w 2008 roku.

  6. Dziękuję za wartościowy tekst. Świetnie nadaje się aby kogoś niezorientowanego oświecić.
    Gwoli tylko pokazania na jakim świecie żyjemy, to działka staje się budowlaną na mocy decyzji urzędu lub samorządu, podział czy doprowadzenie mediów nie mają tu nic do rzeczy. Tak więc to urzędnik taki lub inny „produkuje” działki budowlane, masowa produkcja odchodzi gdy uchwala się plan zagospodarowania przestrzennego gminy, miasta, itp.
    Pozdrowienia Mergiel

  7. Do tej pory nie wiem czy to pies kręci ogonem czy to ogon kręci psem.
    Chciałbym Wam wytłumaczyć jak to działa ale sam nie wiem.
    Podejrzewam, że wie to niewiele osób na świecie a na taką wiedzę od nich nie macie co liczyć.

    Moje przypuszczenia są takie.
    Po pierwsze trendy na rynkach towarowych są mocniejsze niż na rynkach kapitałowych. Dzieje się tak dlatego, że na rynkach towarowych pokrewnych produktów, z którymi cena musi się skolerować jest zaledwie kilka np. złoto, srebro, platyna; pszenica, inne zboża.
    http://www.money.pl/gielda/surowce/dane,ropa.html
    Druga rzecz rynki nie znoszą próżni. Na wykresie (ja ustawiłem maksymalny okres czasu czyli od 2003 roku) widać, że przebicie oporu czyli ceny 75$/baryłka nastąpiło w wakacje czyli wtedy gdy S&P500 i DJ osiągnęły szczyt i zaczęły odwrót (wtedy zaczął się kryzys, a nie na jesieni 2008 roku).
    Potem to już efekt śnieżnej kuli. Tak jak w artykule inwestorzy zaczęli inwestować w najbardziej opłacalny interes. Lato 2008 roku.
    Każda informacja była pretekstem do wzrostu cen. Tankowce pływały w kółko po morzu opóźniając dostawę ropy i wpływając na jej niedostatek podnosząc ceny.
    Król Arabii Saudyjskiej ogłosił wtedy, że nie zwiększy wydobycia bo nie ma zwiększonego rzeczywistego popytu na ropę.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80353,5413207.html
    Miesiąc później bańka pęka, ceny lecą na łeb na szyje.

    Drugi przykład miedź.
    Lato ubiegłego roku, informacje, że miedź nie jest odbierana z magazynów LME i w Szanghaju. Cena wtedy 6000$/tona, teraz 50% więcej.
    KGHM 100% w górę, robi większość wzrostu WIG20.

    Jak to działa? Warren Buffet kupił Conoco Philips Oil na samej górce. Po spadku cen ropy stracił około 9 miliardów dolarów. Nie wspomnę ile funduszy grających na surowcach energetycznych się wyłożyło. Czy spekulanci najpierw wywindowali ceny, a potem je ustabilizowali?

    Nareszcie jasny punkt mojej wypowiedzi; czarna bądź biała środa (w zależności od punktu widzenia) czyli atak Sorosa na funta. Nic lepszego nie mogło się Wielkiej Brytanii przydarzyć, spekulanci uratowali gospodarkę UK.

  8. @5 Tmk – cena ropy naftowej na rynku giełdowym mocno się waha, ale to wynik działań monetarnych (ekspansja kredytowa, która szuka gdzieś ujścia). Zauważ, że wzrost cen paliw i produktów wytwarzanych z ropy naftowej (rynek konsumenta) jest równy z tempem wzrostu cen CPI. Spekulacja pozwala dostosować ceny na rynku surowców do aktualnej podaży pieniądza i koniuntkruy.

  9. @10. Paniko2008, pisałem o rynku konsumenta, przy czym sensowny okres obserwacji liczy się w latach (wpływ polityki monetarnej na ceny dóbr finalnych).

  10. @panika: Po drugie – ogólnie nie jest prawdą, że spekulacja nie może podnieść długotrwale cen.

    ale w tym przypadku spekulacja raczej przyspiesza odkrycie przyszłej większej ceny, która w/g spekulantów wzrośnie z powodu zwiększonego popytu.

  11. @12, przyszła cena nie musi ogólnie być większa, może być stabilna; trwale wysokie zapasy u spekulantów mogą wynikać np. z oczekiwań – uzasadnionych, lub nie – znacznych wahań podaży i popytu. Dlaczego spekulanci w takiej sytuacji trwale podwyższają cenę? Ano dlatego, że – w przeciwieństwie do dostaw JIT – mamy do czynienia z nieusuwalnie wysokimi kosztami magazynowania, ubezpieczenia itd. W pewnym sensie być może jest to cena zwiększonego bezpieczeństwa dostaw, ale jak by nie patrzeć – podbija to cenę.

  12. Oj słaba ta szkoła Austriacka słaba.
    Ad. I spekulacja jest pożyteczna i stabilizuje ceny.
    Brak sensownej logiki jest chyba logiką szkoły austriackiej. Otóż są wielkie podmioty typu Goldman Sachs które dysponują tak wielkimi zasobami dolara że mogą wywoływać spekulacje na ropie. Goldman Sachs może nie działać samodzielnie i wtedy taka grupa uderzeniowa ma zdolności wyjątkowo duże. (Inna sprawa że ma to związek z drukowaniem dolara o czym w drugim puncie.) A więc Goldman Sachs może podkręcać trendy wynikające z czynników takich jak dodruk dolara. Nie tworzy to żadnej korzyści poza zyskami wielkich graczy. Natomiast tworzy wielką niepewność państw i firm. Nie wiadomo zupełnie po ile realnie będzie ropa za pół roku czy za rok. Tak więc jeżeli ktoś planuje wydobycie kosztownych złóż to może się ostro zdziwić jak okaże się że wzrost był tylko wynikiem dodruku dolara do czego doszła ostra jazda spekulacyjna wielkich graczy. A więc mówienie tutaj o przyciąganiu kapitału i tym podobnych jest zabawne. Co jeżeli ktoś przyciągnie ten kapitał a okaże się że wzrost ropy w 50% wynikał ze dodruku dolara który w końcu się zdewaluuje i to mocno a w 50% był tylko nakręcony podkręcony przez spekulantów. Jednocześnie śmieszą mnie również słowa Obamy. Ale z innych względów. Wiem że Obama mówi to pod publiczkę. Nie zrobi nic z tego a jak zrobi to będzie to działanie na niby typu Pitera. Nie zrobi nic bo Obama jest całkowicie zależny od firm typu Goldman Sachs.
    II Teza druga: spekulacja nie jest przyczyną ciągłych zwyżek cen.
    A skąd to szanowny kolega wie? Wracając do opisanych w punkcie I. Spekulacja nie jest jedyną przyczyną. Wiadomo że dodruk dolara jest jedną z przyczyn. Ale spekulanci globalni typu Goldman Sachs mogą wytworzyć takie warunki że zamiast wzrostu cen ropy o 25% jaki wyniknąłby tylko z dodruku dolara pojawi się wzrost cen ropy o 100%.
    Czytając takie naiwne artykuły zwolenników szkoły austriackiej mam coraz większą pewność że albo ta szkoła to tylko marnowanie czasu albo szkołą austriacką zajmuje się mało uzdolniony element.
    A już stwierdzenia typu:
    „… żadna z osób czy instytucji angażujących się w spekulację ani nawet zorganizowane grupy takich podmiotów nie mają odpowiedniej władzy, aby kontrolować ceny…”
    Otóż drogi kolego kontrolować nie ale mogą naprawdę wywołać huśtawkę cenową. Poucz się kolego poczytaj dowiedz się. I proszę Cię nie pisz więcej bzdur.

  13. Oczywiście, że istnieją sytuacje, w których spekulacja jest „jałowa”, o czym było wspominane w komentarzu 1., z czym autor zaraz się zgodził.

    Jednak podobnie jest z każdym działaniem, np z produkcją. Czasem produkcja jest „jałowa”, np. ktoś buduje maszyny i sprzedaje je innym w wyniku wywołania mody na maszynę lub wykorzystując niewiedzę swoich odbiorców. Na dłuższą metę odbiorcy nie skorzystają, w końcu moda zostanie skonfrontowana z rzeczywistością… Czy z samego tego faktu wynika, że powinny istnieć metody, w ramach których państwo powinno ingerować w to, co jest produkowane i w jakich ilościach?

    Dlatego akcentowałbym głównie, że ograniczanie spekulacji jest szkodliwe, ponieważ likwiduje pożyteczne funkcje spekulacji. Spekulację trudno sensownie zdefiniować, by odróżnić ją od innych form dokonywania transakcji; nie istnieje wręcz metoda odróżnienia spekulacji od „fundamentalnej” transakcji ex ante, dlatego ze spekulacją nie ma sensu walczyć – więcej narobi się szkód, niż przyniesie pożytku…

  14. Grzesiu Tsamor, Ty nie cwaniakuj, tylko zarabiaj na tych spekulantach, skoro zle spekuluja.

    Poza tym bujda jest twierdzenie, ze spekulanci robia wielka kase na WZROSTACH cen.

    Jakos ostatnio na obligacjach skarbowych robia kase na SPADKACH cen.

    Podpowiem Ci wiecej – spekulanci potrafia robic kase na STABILNYCH cenach.

    Wiec nie badz wredny wobec innych jak sam do konca nie znasz realiow.

  15. @13 – Zostawiam otwarte pole do dyskusji, ale tezę o stabilizacji podtrzymuję (nie w bezwzględnej wersji) i nie wierzę w możliwość ścisłego zbadania tego zjawiska za pomocą ekonometrii 🙂
    @14 – Śmiem twierdzić, że właśnie ta podwyższona cena jest ceną „normalną”, rynkową, tj. najniższą ceną, po której zostaną zaspokojone potrzeby konsumentów.
    @15 –
    I. Goldman Sachs dysponuje wielkimi zasobami dolarów, bo może używać gigantycznej dźwigni finansowej i ściągać dowolnie dużo pustego pieniądza, a w wypadku strat skumać się z rządem i poprosić o jakiś miły bailout. Istnienie takiego procederu nie jest argumentem przeciwko istocie spekulacji – mam nadzieję, że to wynika z elementarnej logiki.
    II. Dodruk dolara jest główną i podstawową przyczyną wzrostu cen, w przeciwnym wypadku musielibyśmy uznać za prawdziwą tezę o ogromnym wzroście popytu, za którym nie nadąża konkurencja między producentami i produkcja lub potencjalne wyczerpywanie się surowca (w przypadku ropy). Pomimo rządowych kontroli i ograniczeń oraz regularnych histerii peak oil, żadne z tych zjawisk nie występuje w takim stopniu, który uzasadniałby trzydziestokrotny wzrost cen ropy w ciągu ostatnich 40 lat.
    Spekulacja może wywołać huśtawkę, dopóki nie bierze w tym udziału rząd (jak w casusie z G.S.), to nie widzę przykładów, żeby konsument był szczególnie dotknięty. W tekście jest zresztą jasne rozróżnienie i wskazanie, że rynek surowców jest bardziej wrażliwy, co zresztą świetnie opisuje teoria cyklu koniunkturalnego.

    Śmiałą prośbę wezmę sobie do serca, jak waszmość powtórzysz mi te słowa przy bezpośrednim spotkaniu (doprawdy nie pamiętam, abyś my się zakolegowali) i argumentację poprzesz jakąkolwiek literaturą czy badaniami. No i oczywiście opublikujemy polemikę na mises.pl 🙂
    @17 – Bardzo fajny artykuł 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy