Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Wstęp

stopa procentowaPojęcie stabilności makroekonomicznej bywa bardzo rozmaicie rozumiane i interpretowane przez przedstawicieli współczesnych szkół. Najczęściej postrzega się ją jako stabilność wybranego parametru ekonomicznego, np. ogólnego poziomu cen, zatrudnienia, wzrostu PKB czy bilansu płatniczego. W rozumieniu tradycji szkoły austriackiej owa stabilność jest traktowana jako brak ułomności koordynacji między stadiami produkcji w strukturze kapitałowej. Jeśli firmy tak organizują wertykalny i horyzontalny podział pracy, że struktura produkcji jest do utrzymania w długim okresie, wtedy możemy mówić o pewnej stabilności makroekonomicznej.

Nie bez znaczenia dla tak rozumianej stabilności jest system pieniężno-kredytowy w gospodarce. Wpływ systemu monetarnego na stabilność makroekonomiczną nie może być przeceniony, ponieważ za istnienie przedsiębiorstw odpowiadają czynniki monetarne.

 

Neutralność pieniądza i efekty Cantillona

W literaturze ekonomicznej pojęcie neutralności pieniądza oznacza, że o sytuacji gospodarczej decydują wyłącznie czynniki „realne”, związane z rzeczywistą rzadkością oraz dostępnością czynników produkcji (pracy, dóbr kapitałowych, technologii). Neutralność pieniądza jest dobrze zilustrowana słynnym rozumowaniem Davida Hume’a. W sytuacji, w której z dnia na dzień zostanie podwojona ilość pieniędzy w obiegu, ceny wzrosną dwukrotnie i nie dojdzie do realnych zmian w gospodarce. „Wartości realne” pozostaną na tym samym poziomie, co uprzednio.

Tak neutralny pieniądz jest oczywiście konstrukcją czysto teoretyczną, której nie da się zrealizować w rzeczywistości, jednak wyjaśnia ona pewne cechy charakterystyczne pieniądza. Rozumowanie Hume’a opiera się na trzech bardzo ważnych założeniach:

  • równomierności przyrostów podaży pieniądza,
  • pełnej informacji,
  • pełnej informacji, która się „cofa w czasie”.

Pierwsze założenie oznacza sławetny efekt helikoptera. Aby pieniądz pozostawał neutralny na realną dystrybucję i alokację zasobów, jego podaż musi przyrastać w takim samym tempie we wszystkich sektorach gospodarki. Jeśli założymy, że przyrost podaży pieniądza wynosi 100%, to taki przyrost musi wystąpić w identycznym stopniu na wszystkich pieniężnych instrumentach na wszystkich obszarach geograficznych. Podwoić powinny się salda gotówkowe, jak również depozyty bankowe — bez względu na to, czy należą do emerytów, „białych kołnierzyków”, licealistów, kredytobiorców, czy bankierów, oraz bez względu na to, czy znajdują się w stolicy kraju, czy na jego obrzeżach.

Drugie założenie oznacza, że wszyscy muszą być o tym dobrze poinformowani, a trzecie, że ta pełna znajomość informacji w pewnym sensie „cofa się w czasie”. Innymi słowy, aby wystąpiła neutralność pieniądza, nie wystarczy, by w momencie jego przyrostu ludzie byli o tym dobrze poinformowani. Konieczne jest, aby ludzie już w przeszłości wiedzieli, że taki przyrost kiedyś nastąpi. Chodzi tu o długoterminowe zobowiązania, które zawarto jakiś czas temu. Jeśli jakiś czas temu strony kontraktu nie wiedziały, że kiedyś nastąpi zwiększenie ilości pieniędzy w obiegu, to oznacza, że niespodziewany ich wzrost doprowadzi do zmian realnych (ponieważ nastąpi nieprzewidziany wzrost cen).

W rzeczywistości żadne z założeń o neutralności nigdy nie jest spełnione, dlatego w realnym świecie przyrosty ilości pieniądza w obiegu prowadzą do efektów dystrybucyjnych nazywanych efektami Cantillona. Realny świat stoi w opozycji do założeń Hume’a:

  • pieniądze otrzymują nieliczni;
  • ludzie nie mają dostępu do pełnej informacji;
  • istnieją przeszłe kontrakty, których nie sposób idealnie renegocjować.

Nowo wykreowane pieniądze otrzymują tylko niektórzy, nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakiej ilości występują przyrosty, a kontrakty są zawierane na długi czas i często nie da się przewidzieć, jak wielkie będą przyrosty pieniądza w obiegu.

Współczesne szkoły makroekonomiczne zajmują się kwestią efektów Cantillona. Nowa szkoła klasyczna zajmuje się założeniem drugim i tym, że nie istnieje pełna informacja (mogą się pojawiać „niespodzianki” pieniężne). Nowa szkoła keynesowska zajmuje się założeniem trzecim i tym, że kontrakty nie mogą się idealnie dostosowywać do nowych warunków. Szkoła austriacka natomiast skupia się na tym, że nowe pieniądze nie są równo rozdzielane — otrzymują je niektórzy kosztem pozostałych.

 

Analiza austriacka i współczesny system

Austriacka analiza efektów Cantillona pokazuje, w jaki sposób krok po kroku nowe pieniądze „rozchodzą się” po gospodarce. Przyrosty podaży pieniądza są nierównomierne, toteż ich beneficjentami stają się przede wszystkim pierwotni ich posiadacze. Ich dochody wzrastają, a następnie są wydawane na dobra i usługi. Podnosi to ceny tych dóbr i w konsekwencji zarobki sprzedawców tych dóbr, co następnie na podobnej zasadzie prowadzi do podnoszenia się kolejnych cen. Wygranymi w tym procesie są otrzymujący pieniądze szybciej, a przegranymi ci, którzy otrzymają je później, po procesie przejścia i w sytuacji, gdy ceny większości dóbr już zostaną podniesione.

Chociaż to rozumowanie wydaje się zasadniczo poprawne, to można wysunąć wobec niego kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim o ile pierwsi otrzymujący pieniądze z pewnością korzystają, o tyle niekoniecznie musi tak być z następnymi odbiorcami pieniędzy. Mamy tutaj do czynienia z pewną mechanizacją procesu pojawiania się efektów pieniężnych. Tymczasem dostosowania cenowe mogą się pojawiać na rynkach, wyprzedziwszy zmiany pieniądza (najprostszy przykład: kreacja kredytów hipotecznych z pustego pieniądza przynosi korzyści kreatorom, ale ich bezpośrednim odbiorcom nie zawsze).

We współczesnym systemie efekty Cantillona pojawiają się przede wszystkim na rynkach kredytowych i to w tym aspekcie dochodzi do dostosowania relatywnych cen, nawet jeśli nie dochodzi do rzeczywistego fizycznego przeniesienia pieniądza. Wyobraźmy sobie sytuację, w której istnieje w banku pewna pula oszczędzonych przez klientów środków służących do finansowania inwestycji. Następnie załóżmy, że bank kreuje dodatkowe depozyty, które postanawia przeznaczyć na dodatkowe sfinansowanie kredytów, co odbywa się przez obniżenie stóp procentowych. W tej sytuacji nie jest ważne, kto tak naprawdę otrzyma „nowe pieniądze”. Jedne i drugie pieniądze są homogeniczne — stanowią środek zapłaty za realne dobra i usługi. Abstrahując od tego, że ciężko byłoby je od siebie odróżnić, należy podkreślić, że nowe i stare pieniądze oznaczają zwiększoną pulę pieniędzy w gospodarce. Nie sposób wobec tego prześledzić (nawet czysto teoretycznie), jak konkretnie te nowe pieniądze rozchodzą się po gospodarce, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo, o które z nich chodzi. Dużo ważniejszy jest natychmiastowy skutek cenowy przyrostu pieniędzy w obiegu — spadek stóp procentowych. W wyniku tego dochodzi do zmiany w strukturze kapitałowej. I w taki w istocie sposób efekty Cantillona manifestują się we współczesnych systemach pieniężnych.

Dodajmy również, że nie chodzi jedynie o obniżone stopy, lecz obniżone stopy finansowane kreacją pieniądza. Gdyby banki tylko obniżały stopy, to z dostępnego kapitału czyniłyby prezenty dla kredytobiorców. Tymczasem nie chodzi o rozdawnictwo kapitału, lecz kreację kapitału za pomocą ekspansji pieniężnej. W wyniku tego procesu rośnie ilość środka wymiany, jak również zostają obniżone stopy procentowe.

 

Rekonstrukcja teorii kapitałowej Friedricha von Hayeka

W rozwiniętym Hayekowskim opracowaniu struktura kapitałowa jest zaprezentowana za pomocą trójkątów. Obrazuje to wędrówkę czynników produkcji od początkowych stadiów produkcji do finalnych jej odbiorców, konsumentów. Analiza skupia się na czasie produkcji i na sferze realnej. To podejście wydaje się jednak zbyt abstrakcyjne; bliższe prawdy i precyzyjniejsze są pierwsze opisy Hayeka znane z jego wcześniejszej publikacji: Prices and Production. W tej pracy ważniejsze od czasu wydają się stadia produkcji (czyli przedsiębiorczy podział pracy), a struktura produkcji ma charakter trapezu, nie trójkąta. W dodatku jest to analiza monetarna, ponieważ w poszczególnych stadiach pojawia się wartość strumieni pieniężnych, a nie realne zasoby[1].

Renaud Fillieule[2] i Jörg Guido Hülsmann[3] idą dalej w rozważaniach o teorii kapitału, skupiając się na aspektach pieniężnych. W tradycyjnym Hayekowskim opracowaniu zwiększona pula oszczędności prowadzi do niskich stóp procentowych i wydłużonej struktury produkcji — to znaczy więcej dóbr produkcyjnych zaczyna trafiać do stadiów dalszych od konsumpcji. Tymczasem — jak pokazują ci dwaj autorzy — o ile zwiększona pula oszczędności wydłuża produkcję (jednostki monetarne trafiają do wcześniejszych stadiów), o tyle obniżona stopa procentowa ma działanie amortyzujące, sprawia bowiem, że stadia zaczynają się skracać. A zatem większe oszczędności wydłużają stadia, ale niższa stopa procentowa je skraca.

Aby zobrazować tę zależność, wyobraźmy sobie prosty liczbowy przykład. Załóżmy, że podaż pieniądza wynosi 150. Powiedzmy, że poziom konsumpcji wynosi 80, co oznacza, że 70 jednostek zostaje oszczędzonych. A zatem te 70 jednostek będzie rozłożone na poszczególne stadia produkcji w zależności od opłacalności. Załóżmy, że stopa procentowa wynosi 100% (celowo przyjmujemy wysokie wartości, aby łatwiej unaocznić zależność; nie wpływa to na prawdziwość wywodu). Oznacza to, że będziemy mieli 3 stadia produkcji przed konsumpcją o następujących wartościach: 10, 20, 40, 80 (każdy kolejny etap przynosi 100% więcej niż poprzedni). W sumie pula oszczędności wynosi 70 jednostek, a na końcu jest konsumpcja w wysokości 80.

A teraz zmieńmy w naszej analizie stopę procentową i obniżmy ją do poziomu ok. 14% (a konkretnie 1/7). Przy tej samej konsumpcji (80 jednostek) i przy stałej podaży pieniądza pozostałe 70 jednostek może się rozłożyć tylko na jeden etap. Dlatego struktura produkcji będzie wyglądać tak: 70, 80. Przy stałej podaży pieniądza nie ma po prostu innej możliwości niż ta, że stopa procentowa jest dodatnio skorelowana z długością procesu produkcji[4]. Dlatego wpływ stopy procentowej na monetarną długość struktury produkcji można tłumaczyć z aprioryczną i matematyczną precyzją — im niższa stopa, tym okres inwestycyjny będzie krótszy, ponieważ przy stałej podaży pieniądza rozkłada się na mniejszą liczbę stadiów[5].

Niemniej jednak obniżona stopa prowadzi do przetasowań w strukturze produkcyjnej, mimo że nie wydłuża monetarnie procesów, lecz je skraca. Obniżka stopy dokonuje się przez zwiększenie puli kredytowania (większymi oszczędnościami lub kreacją pieniądza). Oznacza to, że zawsze więcej środków zostanie przeznaczonych na stadia relatywnie dalsze od konsumpcji. To, czy monetarnie struktura produkcji się wydłuży, czy skróci, zależy od efektów netto — wzrost oszczędności wydłuża strukturę, a spadek stopy ją skraca. Niezależnie od tego efektu netto zawsze występuje efekt w postaci zwiększonej puli wydatkowanej na dobra kapitałowe. A zatem zawsze występuje stymulowanie alokacji dóbr w stadia od konsumpcji relatywnie bardziej oddalone.

Te rozważania prowadzą do konkluzji, że tradycyjna Hayekowska analiza, która często bywa dodatkowo upraszczana, nie opisuje trafnie zjawiska fluktuacji gospodarczych. Niskie stopy w otoczeniu ekspansji monetarnej nie muszą „wydłużać” procesów. Ważniejsze jest raczej to, jak system pieniężny może prowadzić do makroekonomicznej niestabilności i nietrwałych przetasowań kapitałowych, które w przypadku obniżenia stóp i ekspansji kredytu bez wątpienia występują[6].

 

Podsumowanie: źródła efektów Cantillona i źródła zaburzeń

W swoim monetarnym traktacie Mises[7] (1912) przedstawił przełomową teorię pieniężną. Wskazał, że ceny na rynku są zależne od dwóch ograniczeń: subiektywnych i obiektywnych. Obiektywne wynikają ze skończonej ilości pieniędzy, natomiast subiektywne z preferencji posiadaczy pieniędzy, zarówno aktualnych, jak i tych, którzy chcą je nabyć. Oznacza to, że wszelkie zmiany cenowe pojawią się zawsze w wyniku działania fuzji dwóch sił: czynników obiektywnych (zwiększonej ilości pieniędzy) i subiektywnych (preferencji, które na to zwiększenie ilości reagują).

Załóżmy, że podaż pieniądza zostaje zwiększona. Czy to automatycznie oznacza presję na wzrost cen? Niekoniecznie — jeśli posiadacze nowych pieniędzy zdecydują się je schować, a nie wydać, to ceny nie muszą się podnieść. Dlatego nie sposób uznać za źródło zaburzeń kapitałowych samego tylko przyrostu podaży pieniądza w obiegu. Niezbędne są dodatkowe rozważania. Sama ekspansja pieniądza jest pojęciem niewystarczającym do wytłumaczenia niestabilności makroekonomicznych. Mało tego, samo zagadnienie niestabilności makroekonomicznej nie może być postrzegane tylko i wyłącznie przez pryzmat „długości” procesu produkcji i jakiejś metaekonomicznej wyrwy w łańcuchu produkcji, która miałaby wynikać z ekspansji pieniądza.

Nie oznacza to jednak, że należy porzucić rozważania kapitałowe albo rozważania o wpływie systemu pieniężnego na makroekonomię. Wprost przeciwnie — te rozważania należy dodatkowo zgłębić i wzbogacić w wiele ważnych obserwacji teoretycznych (w przypadku konkretnych fluktuacji obserwacji empirycznych). Nie bez znaczenia są tutaj kwestie niepewności, ryzyka i regulacji rządowych. Najważniejszym elementem pozostaje jednak zjawisko asymetrii własnościowej w produkcji pieniądza.

Asymetria własnościowa w produkcji pieniądza oznacza uwarunkowania prawne, w których prawo do emisji kredytu fiducjarnego zostaje zarezerwowane dla wybranej grupy dostawców. Co więcej, ta grupa dostawców (mimo że w jakimś zakresie ze sobą konkuruje) ma możliwość emisji środków fiducjarnych, które nakładają koszt na użytkowników wszystkich pozostałych pieniędzy w obiegu. W takim otoczeniu możliwa jest eksternalizacja kosztów prowadząca do pojawienia się masowych błędów inwestycyjnych. To jednak jest temat na inne opracowanie.

 


[1] Najpełniejsze omówienie struktury kapitału pod względem monetarnym pojawia się w opracowaniu Murraya Rothbarda: Man, Economy, and State. Moglibyśmy zatem mówić o trapezach Rothbarda. Ludwig von Mises w Ludzkim działaniu nie zajmuje się systematycznie teorią produkcji, Eugen von Böhm-Bawerk rozpatrywał strukturę kapitału pod kątem generalnych realnych czynników, a Friedrich von Hayek nie zdecydował się na analizę monetarną i poddał się abstrakcyjnemu teoretyzowaniu na temat realnych aspektów w The Pure Theory of Capital. Oznacza to, że największy wkład do austriackiej teorii kapitału wniósł Rothbard swoją teorią alokacji (która z jednej strony opierała się na podstawach wypracowanych przez Böhma-Bawerka, a z drugiej czerpała z przełomowej teorii pieniądza autorstwa Misesa). Dlatego trudno przecenić pracę Rothbarda, która od czasów Misesa stanowiła najważniejsze opracowanie teoretyczne w tradycji szkoły austriackiej. Bez niego zapewne nie doszłoby do jej odrodzenia. Jak wspomina Sudha Shenoy, opracowanie Rothbarda okazało się doskonałą przeciwwagą dla podręczników neoklasycznych. Po wysłuchaniu wykładów na studiach o teorii mikroekonomii  wątpliwości co do ich prawdziwości łatwo było konfrontować z lekturą Rothbarda. Dla kolejnego pokolenia austriackich ekonomistów było to antidotum przeciw neoklasycznym kursom (którym np. nie mogło być Ludzkie działanie).

[2] Renaud Fillieule, A formal model in Hayekian macroeconomics: the proportional goods-in-process structure of production, „The Quarterly Journal of Austrian Economics„, nr 3, 10 (2007), s. 193-208.

[3] Jörg Guido Hülsmann, The Structure of Production, working paper udostępniony przez autora.

[4] Może tylko zaskakiwać to, że ani Hayek, ani Rothbard, ani całe pokolenia przedstawicieli szkoły austriackiej od Böhm-Bawerka nie zdołało tego dostrzec aż do czasów Fillieule’a i Hülsmanna. Co więcej, nie zdołali tego dokonać najwięksi krytycy podejścia austriackiego. Czasami do ważnego odkrycia teoretycznego przyczynia się jedynie uważny i systematyczny wykład dotyczący wybranego zagadnienia od podstaw.

[5] Nasze rozumowanie opiera się jeszcze na kilku uproszczeniach, które ułatwiają ilustrację, ale nie przeczą prawdziwości wywodu. Otóż zakładamy etapową kapitalizację (dyskretną co pewien czas), a tymczasem ktoś mógłby twierdzić, że kapitalizacja powinna być ciągła. To oczywiście prawda, ale kapitalizacja ciągła da dokładnie takie same skutki, natomiast lekko skomplikuje obliczenia.

[6] Nie krytykujemy w tym miejscu całej teorii Hayeka. Nadal jest to teoria dużo płodniejsza, bogatsza i bliższa prawdzie niż teorie mainstreamowe. Nie jest jednak trafiona w kilku krytycznych punktach i wymaga korekty.

[7] Ludwig von Mises, Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, Verlag von Duncker und Humblot, München und Leipzig, 1912 r.


Znajdź na swoim PIT miejsce dla wolności! Przekaż 1% na IM.


31 odpowiedzi na „Machaj: System pieniężny i stabilność makroekonomiczna”

  • Bardzo fajnie, że teksty z konferencji (zamieszczonej jako pliki video) są teraz umieszczane w wersji tekstowej.

    Ciekawi mnie jednak cały czas jeden problem. Mam na myśli „współczesne szkoły ekonomiczne”. Ten podział na szkoły nie upada trochę? Neokeynesizm i neoklasycyzm są znacznie siebie bliżej od ASE. Są ekonomiści łączący elementy tych szkół stojący gdzieś pośrodku. O innych szkołach natomiast praktycznie się nie mówi. Ekonomia podażowa czasami jest broniona przez dr Gwiazdowskiego z CAS, wspomina się neoinstytucjonalistę Johna Kenneth Galbraitha, oraz również łączonego z instytucjonalizmem Josepha Schumpetera, ale nigdzie nie ma źródła systematyki tych „szkół” i nie wiadomo ile ich jest. W którym miejscu się dzielą. Gdzie błądzą. Wydaje mi się, że ten brak ogranicza wybór, a więc i wolność przeciętnego Internauty. Słyszy on tylko „mainstream” vs. „ASE”. Nic więc dziwnego, że odczuwa sympatię do ASP, ale jak zaczyna widzieć elementy, które mu się nie podobają okazuje się, że nie ma pojęcia gdzie iść. Zna jakieś nazwy, ale nie zna ich desygnatu. Nie ma pojęcia gdzie do szukać i pojawia się problem.

  • „stopa procentowa jest ujemnie skorelowana z długością procesów produkcyjnych – czy nie powinno być dodatnio skorelowana? spadek stopy procentowej skraca procesy a więc kierunek zmiany jest ten sam.

  • Wydaje się, że tradycja szkoły austriackiej mówiąc o tym, iż niższa stopa procentowa wydłuża procesy produkcyjne, mieli na uwadze spadek stopy wynikający ze wzrostu dobrowolnych oszczędności. Tak ujmuje to Huerta de Soto. Z kolei w tym artykule chodzi chyba o spadek stopy procentowej będący celem polityki monetarnej. W drugim przypadku nie ma spełnionego warunku mówiącego o wzroście podaży pieniądza.

  • Mateusz Benedyk

    ad 2
    Ma Pan rację, zmieniłem już w tekście. No cóż, widać, że oprócz prof. Kwaśnickiego austriacy gubią się przy takich trudnych słowach jak „skorelowana” 🙂

  • ad 2.

    Słusznie, mój błąd. Dziękujemy za poprawkę.

    ad 4.

    Nie tam gubią się, tylko są za bardzo przywiązani do tradycyjnej teorii SA 😉

  • Panie Mateuszu, wydaje się że fragment Pana skądinąd świetnej analizy jest niedostatecznie precyzyjny. Chodzi o „ta grupa dostawców (mimo że w jakimś zakresie ze sobą konkuruje) ma możliwość emisji środków fiducjarnych, które nakładają koszt na użytkowników wszystkich pozostałych pieniędzy w obiegu”. Zdaje się, że raczej powinno być: nakłada koszt na tą część użytkowników pieniędzy w obiegu, którzy mają istotną ekspozycję netto na gotówkę lub środki bardzo krótkoterminowe oraz nie posiadają zabezpieczeń przed inflacją (TIPS itd).

  • Skoro wzrost oszczędności powoduje spadek stopy procentowej – jeśli, za Misesem, zdefiniujemy procent jako różnicę w wartościowaniu dóbr przyszłych i teraźniejszych – to nie rozumiem, w jaki sposób wzrost oszczędności może wydłużać stadia procesu produkcyjnego, a niższa stopa procentowa je skracać. Chyba że rzeczywiście – jak sugeruje autor komentarza 3 – chodzi tu wyłącznie o sztuczne obniżanie stopy procentowej oderwane od kwestii „oszczędnościowych”, czyli od zmian w preferencji czasowej (czyli o sytuację, gdzie ma ma się do dyspozycji więcej kapitału monetarnego przy jednoczesnym braku wzrostu dostępności realnych dóbr kapitałowych). Użyte w tekście liczbowe ilustracje są dla mnie niejasne.

  • ad 3 i 7

    tutaj jest cala praca Huelsmanna http://ead.univ-angers.fr/~granem08/IMG/pdf/DT-GRANEM-09-34.pdf

    Polecam szczegolnie wykres 19, ktory to dobrze obrazuje. Oszczednosci wydluzaja proces produkcji, a nizsza stopa go skraca, dziala jak amortyzator. I moze byc tak, ze efekt netto jest dodatni lub ujemny. Jesli stopa spada wyrazniej niz wzrastaja oszczednosci, to spadajaca stopa sprawi, ze netto proces produkcji bedzie krotszy niz wczesniej.

    Tak jest w kazdym przypadku. Po prostu tradycyjnej austriackiej teorii nikt wczesniej nie przemyslal. Wszyscy, wlacznie z Misesem, Rothbardem i Hayekiem, slepo szli za Boehm-Bawerkiem. A tymczasem jak sie dwoch takich (Filluele, Huelsmann) pochylilo do napisania podrecznika, to wyszly dziury. Huerta de Soto tez tego nie zauwazyl. Huelsmann zdaje sie byl pod wplywem jednego z summer fellowow Mises Institute, ktory z kolei probowal przerobic teorie R. Garrisona na bardziej monetarna i powiazana ze stala iloscia pieniadza w obiegu.

    Do administracji – moze zalaczymy ten obrazek do tego tekstu (z podatniem zrodla)? Przydaloby sie, tekst bylby jasniejszy.

  • „nizsza stopa skraca proces produkcji”

    jest to podwazanie prawie 100 lat przemyslanej teorii ASE, na ktorej opiera sie cala teoria kryzysow.

    Autor pomylil wartosc aktywow z wartoscia produkcji na poszczegolnych etapach.

    wniosek z rego taki, ze nalezy zwiakszac st. proc. aby wydluzac produkcje.
    jet to sprzeczne i z teoria i z obserwacja cyklu.

    pozdr.

  • ad 9

    „jest to podwazanie prawie 100 lat przemyslanej teorii ASE, na ktorej opiera sie cala teoria kryzysow.”

    „Podważanie” – tak.
    „Przemyślanej” – nie. Niestety od czasów Boehm-Bawerka, a szczególnie przez Rothbarda i Hayeka (u Misesa nie ma praktycznie teorii produkcji), analiza struktury produkcji była robiona niedokładnie. Widać to szczególnie u Huerta de Soto, który stara się być systematyczny, ale jednocześnie nie przywiązuje odpowiedniej uwagi do tego, jak bardzo stopa procentowa się obniża.

    „Autor pomylil wartosc aktywow z wartoscia produkcji na poszczegolnych etapach.”

    Nie. Tam są strumienie pieniężne. Dokładnie tak samo jak u Hayeka i Rothbarda, ale z przywiązaniem uwagi do elastyczności stopy procentowej.

    Moje powyższe opracowanie jest bardzo przeciętnej jakości. Zachęcam do sięgnięcia do lektury Huelsmanna (link załączyłem powyżej). Tam jest to bardzo skrupulatnie wyjaśnione krok po kroku.

    Hayek nie miał racji, bo narysował TRÓJKĄTY. Rothbard miał rację, bo narysował TRAPEZY.

    Teraz tylko wystarczy wyjść od założenia stałej ilości pieniądza w obiegu, a następnie zaobserwować co się będzie działo z ilością etapów produkcji (i długością) przy różnych wielkościach stopy procentowej.

    To jest czysta matematyka.

    Kolejny dowód, że jednak się przydaje w ekonomii…

  • PS Nie uwazam, ze powyzsze reformulowanie teorii kapitalu stanowi zagrozenie dla austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego. Na pewno wymaga wiekszego rygoru, ale ta teoria moze spokojnie sie obronic przy tej zmianie.

  • mysle ze to nie jest nic sprzedanego z teoria dotychczasowa ASE. To co nazywa sie spadkiem stop bez wzrostu osczednosci jest albo rezultatem zmiany preferencji czasowych albo dodatkowego strumienia pieniądza np kreacji kredytu. W drugim przypadku cykle nie tyle sie skracaja co po prostu recesja weryfikuje niezgodność preferencji czasowych i stopy procentowej wynikającej z kreacji kredytu. Kapitału mniej niż wynikałoby ze stopy procentowej. Optuje za Huerta de Soto oraz Skousenem. Chyba ze po przeczytaniu przytoczonego tekstu coś nowego sobie uświadomie 🙂

  • proszę o poprawkę – nie „sprzedanego” ale „to nie jest sprzeczne” wina komputera i uzupełniania słów.

  • Jeżeli ktoś mógłby zerknąć, czy moje zrozumienie tego właściwe (ponieważ przyznaję, że tej liczbowej analizy nie rozumiem): Więcej oszczędności i spowodowana tym malejąca stopa procentowa prowadzą do wydłużenia procesów produkcji, tak? Jeżeli stopa przez kreację pieniądza niepopartą oszczędnościami spadnie dalej, to opłacalna długość procesów produkcji jest o tyle właśnie krótsza, tak? Jeżeli obydwa są na tak, to ja z tego rozumiem, że to jest właśnie wyjaśnienie dlaczego „architektowi brakuje cegieł” i skąd się bierze masowy błąd. I że stąd właśnie „sztuczne” obniżanie stóp zawsze prowadzi do błędnego wydłużenia procesu produkcji. Oczywiście, mogłem coś pomieszać po drodze 😉

  • ad 12.

    Nie chodzi o te „szczegolne” przypadki. Tu chodzi o KAZDY przypadek – nizsza stopa ZAWSZE skraca proces produkcji. Niezaleznie od tego, czy to na skutek zmiany preferencji, ilosci oszczednosci, czy podazy kredytu.

    Dodatkowy kredyt, dodatkowe oszczednosci WYDLUZAJA proces produkcji. Tu jest prawda w austriackiej teorii. Problem tkwi w tym, ze spadajaca stopa (w odpowiedzi na wzrost oszczednosci, albo wzrost podazy kredytu) dziala w przeciwnym kierunku. Jak amortyzator.

    I kwestia tego, jaki jest efekt netto zalezy od konkretnych warunkow. Jesli na przyklad oszczednosci wzrosna zaledwie o 1%, a stopa procentowa spadnie o 99%, to proces zapewne bedzie krotszy i efekt netto bedzie taki, ze cala struktura bedzie plytsza. Jesli zwieksza sie oszczednosci, a stopa spadnie w bardzo malym stopniu, to proces bedzie dluzszy.

  • Panie Mateuszu, przykro mi ale Huelsmann i Pan nie macie racji.

    spadek st. proc. podnosi wartosc aktywów a nie wartosci produkcji na poszczegolnych etapach i tu tkwi błąd Huelsmanna.

    a co ze slynnym zdaniem ze „nizsza st proc umozliwia rozpoczecie etapow, ktore wczesniej nie byly oplacalne”?

    gdybyscie mieli racje bylaby to kompromitacja ASE, kotra wysmiewala inne szkoly za braki w teorii kapitalu i produkcji.
    glosi teorie z taka pewnoscia siebie!

    pozdr.

  • No to panowie szlachta szykować kasę na marzec będziemy mieli QE3.
    W zeszłym tygodniu w USA okazało się, że jest niższe bezrobocie i zwiększenie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. No i chyba się nie dogadali bo jak tu wprowadzić QE3 jak się gospodarka poprawia?
    No to Bernake już dzisiaj tonuje te rewelacje:
    http://biznes.onet.pl/bernanke-koryguje-rozowy-obraz-gospodarki-przedsta,18543,5020334,1,news-detal
    Widać, że aż ich świerzbią paluszki aby wcisnąć zielony przycisk na prasie drukarskiej.
    Efekt stycznia najlepszy od kilkunastu lat przy nikłych obrotach. Od jakiegoś czasu prawie ten sam poziom.
    Albo wystawili kupę opcji (wersja spiskowa) ale utrzymanie tego do trzech wiedźm to byłoby mistrzostwo świata albo będzie duża pompa i pretekst do wprowadzenia QE3. Ja się skłaniam ku tej drugiej wersji.
    Jeżeli się nie mylę to w przyszłym roku IM dostanie kupę kasy z mojego jednego procenta i będę miał więcej czasu na ASE, jeżeli się mylę, to do zobaczenia pod kościołem.

  • AD 17 w co chcesz zainwestować aby QE wykorzystać?

  • Ad Jakub Pietrzak 18
    W akcje.

  • ad 16

    „spadek st. proc. podnosi wartosc aktywów a nie wartosci produkcji na poszczegolnych etapach i tu tkwi błąd Huelsmanna.”

    Huerta de Soto (od strony 247): „Trzeba zauważyć, że spadek stopy procentowej spowodowany przez każdy wzrost dobrowolnych oszczędności wpływa
    istotnie na wartość dóbr kapitałowych …
    Wartość rynkowa tego
    dobra kapitałowego jest na ogół równa wartości oczekiwanego przyszłego
    strumienia rent zdyskontowanego wedle stopy procentowej. Wartość obecna
    (zdyskontowana) jest malejącą funkcją stopy procentowej. Na przykład wywołany przez wzrost oszczędności spadek stopy procentowej z 11 do 5 procent powoduje w przypadku dobra kapitałowego o bardzo długim okresie użytkowania ponad dwukrotne zwiększenie się wartości obecnej…”

    Te same cytaty moglbym odnalezc u Rothbarda i Hayeka. Nisza stopa podnosi wartosc dobr kapitalowych (poniewaz zmniejsza dyskontowanie).

    Przeczytał Pan tekst Huelsmanna uwaznie? To jest czysta matematyka.

    Prosze na stronie 27 jego tekstu zobaczyc wykres numer 19. Tam jest ewidentnie pokazane, ze przy stalej podazy pieniadza i zachowaniu warunkow ceteris paribus stopa MUSI byc dodatnio skorelowana z dlugoscia procesu produkcji. Po prostu nie ma innej mozliwosci. Jest to ladnie pokazane na rysunku i uzasadnione w innym miejscu matematycznie.

    Na czym polega ponad 100letnia niedokladnosc ASE? Na tym, ze Rothbard, Hayek, Huerta de Soto etc. zazwyczaj rysuja sobie przypadek wiekszych oszczednosci i nizszej stopy procentowej. Nie zastanawiaja sie w ogole nad kwestia elastycznosci. Nie rozwazaja skrajnych przypadkow odrobine wiekszych oszczednosci i duzego spadku stopy, albo duzo wiekszych oszczednosci i malego spadku stopy.
    Jak rysuje sie krzywe popytu i podazy, to rozwaza sie ich ksztalty i elastycznosci.

    Dlaczego Austriacy dotychczas nie zrobili tego samego dla swojej teorii kapitalu? Dlaczego nie rozwazyli przypadku wzrostu oszczednosci o 1% i spadku stopy az o 99%? Wtedy by sie przekonali, ze procesy produkcji w sumie beda skrocone.

    Moze Pan siegnac do podrecznika Huerty de Soto i poprzerabiac jego schematy, w ktorych pokazuje wydluzenia procesu produkcji. Sugeruje pozmieniac dane liczbowe i samemu zobaczyc – na przyklad rozwazyc przypadki wzrostu oszczednosci o 2% i spadku oprocentowania do 0,000000005%.

    Konkretny przyklad: prosze skorzystac z wykresu V-1 u Huerta de Soto na stronie 219, gdzie stopa procentowa wynosi 10%, a konsumpcja 100. Teraz prosze zmniejszyc konsumpcje do 99, a stope procentowa zmniejszyc do 0% (mozemy wziac z czyms po przecinku, jesli przeszkadza Panu 0, choc 0 ulatwia obliczenia) i sprobowac narysowac taki schemat, w ktorym procesy sie wydluza.
    Powodzenia w lamaniu zasad matematyki…

    To nie jest kompromitacja ASE, tylko ich niedbalstwo. Podobnie krytykow ASE, z ktorych zaden tego nie wytknal. Choc to akurat mozna wytlumaczyc ich obsesja na punkcie systemu, w ktorym podaz pieniadza ciagle rosnie, a struktura kapitalowa jest w ogole nieistotna.

  • Akcje amerykańskie, czy ogólnie odbija sie giełdy na świecie po QE? Czy można mieć pewność reakcji na QE?

  • Ad 20. Trzeba chwilke by przyjrzeć sie tej argumentacji. Wydaje mi sie, ze nie jest tu ważny łączny wpływ obniżania sie stopy i zmiany w poziomie oszczędności. Taka analiza łączna moze być tylko historyczna i wynikać z danych empirycznych dla jakiegoś okresu. Co sadzi de Soto o tym? Pytał sie ktoś? Dla mnie pozostanie on autorytetem w naukowym podejściu do ekonomii. Wydaje sie, ze jesteśmy zgodni co do tego ze dodatkowe oszczędności pozwalają najczęściej wydłużyć cykl produkcyjny i uzyskać lepsze rezultaty. Wątpliwości dotyczą tego, ze niższa stopa procentowa ma skracac procesy. Moze rozbieżność wynika z rozumienia stopy procentowej? Czy chodzi o stopy banku centralnego (rynku miedzybankowego) czy o stopę wynikająca z preferencji społeczeństwa?

  • ad 22

    Mam wrażenie, że trochę się rozdrabniamy nad bardzo prostą sprawą. Podsumujmy moje stanowisko tak bardzo jak się da.

    Skupmy się na V-1 u Huerta de Soto na stronie 219. Tam konsumpcja wynosi 100, całkowite wydatki 270, a stopa procentowa 10%.

    Proszę obniżyć TYLKO stopę procentową do 0% i wyjaśnić mi, jak proces produkcji może się wydłużyć. NIE MOŻE. Musi się skrócić. Wniosek: stopa (ceteris paribus) jest dodatnio skorelowana z długością procesu produkcji.

    Opracowanie Huelsmanna ma oczywiście pewne wady (o których nie ma tu miejsca pisać), ale nie przesłaniają one sedna tego przełomu.

    (Także wbrew temu co twierdzi Michał Gamrot mamy Austriaka ważniejszego od Selgina. Ha!)

  • Ad Jakub Pietrzak 21
    „Czy można mieć pewność reakcji na QE?”
    Na giełdzie nigdy nie można być czegokolwiek pewnym.

  • Panie Mateuszu,
    czy moge prosic o komentarz do:
    a co ze slynnym zdaniem ze „nizsza st proc umozliwia rozpoczecie etapow, ktore wczesniej nie byly oplacalne”?

  • Ad Mateusz Machaj
    Widzę, że opracowanie, na którym Pan bazował jest bardzo świeże więc poczekam na polemikę innych Austriaków.
    Jeżeli autorzy się nie mylą to dobra droga do Nagrody Nobla.

  • ad 25,

    pozwoli Pan, że przytoczę fragment powyższego tekstu:

    „Niemniej jednak obniżona stopa prowadzi do przetasowań w strukturze produkcyjnej, mimo że nie wydłuża monetarnie procesów, lecz je skraca. Obniżka stopy dokonuje się przez zwiększenie puli kredytowania (większymi oszczędnościami lub kreacją pieniądza). Oznacza to, że zawsze więcej środków zostanie przeznaczonych na stadia relatywnie dalsze od konsumpcji. To, czy monetarnie struktura produkcji się wydłuży, czy skróci, zależy od efektów netto — wzrost oszczędności wydłuża strukturę, a spadek stopy ją skraca. Niezależnie od tego efektu netto zawsze występuje efekt w postaci zwiększonej puli wydatkowanej na dobra kapitałowe. A zatem zawsze występuje stymulowanie alokacji dóbr w stadia od konsumpcji relatywnie bardziej oddalone.”

    Innymi słowy, nawet jeśli struktura się skraca (efekt netto), to na pewno występuje pogłębienie kapitału i wzrost kapitałochłonności gospodarki i zyskują na tym stadia relatywnie dalsze (mimo że w kategoriach absolutnych procesy mogą być krótsze, to więcej środków produkcji idzie na stadia dalsze, które dotychczas nie były opłacalne).

    Z tych przyczyn również uważam, że teoria Hayeka nie jest zagrożona ani trochę.

  • a co z podwójnym przełączeniem?

  • dzieki.
    pozdr.

  • ad 29,

    nie ma sprawy

    ad 28,

    podwójne przełączanie to jest „pikuś” przy tym co powyżej; jeśli mierzyć utilsami rozmiar analizowanego problemu, to to co wyżej to 100, a podwójne przełączanie to 5.

  • Hulsmann to oryginalny teoretyk , jego teoria procentu nie została przyjęta..jest jakaś krytyczna odpowiedż innego austriaka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Niechęć do standardu złota wynika z przesądu, że wszechmocny rząd jest w stanie stworzyć bogactwo ze zwykłych kawałków papieru. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
We wrześniu wsparli nas:
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Wojciech Kukla
Pan Konrad Kukulski
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pani Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Filip Nowicki
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Jakub Sabała
Pan Adam Skrodzki
Pan Sławomir Sławianowski
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Karol Więckowski
Pan Waldemar Wilczyński
Pan Tomasz Wojtasik
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Waldemar Zdanowicz
Pan Karol Zdybel
Pracownik Santander Consumer Banku

Łącznie otrzymaliśmy 2 279,56 zł. Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!

Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>