Kluz: Rynkowe korzenie socjalizmu, czyli o tym jak współpraca przemienia się w niewolnictwo

6 marca 2012 Filozofia polityki komentarze: 1

Autor: Sebastian Kluz
Wersja PDF

Teksty publikowane jako working papers wyrażają poglądy ich Autorów — nie są oficjalnym stanowiskiem Instytutu Misesa.

Staję przed niemałym problemem. Chcę bowiem w sposób wyczerpujący w zaledwie kilku słowach wyrazić to, co mam na myśli, mówiąc o źródle wiedzy. Zamiarem moim zatem jest, by już na wstępie zjednoczyć czytelników wokół wspólnej tezy, która choć sama w sobie może być tematem filozoficznych dociekań, czyni zadość wymogom stawianym przed rozprawą prakseologiczną. Tezą tą jest mianowicie to, że człowiek wie jedynie to, czego doświadczył. Uprzedzając wszelkie wątpliwości, jakie mogłyby się zrodzić na tle odruchowego sprzeciwu wynikającego z utartego w naszej świadomości znaczenia pojęcia, jakim jest doświadczenie, zaznaczam, iż rozumiemy je tutaj ogólnie. Kiedy zatem czytam Condillaca[1] i wcielam się za jego namową w posąg, obdarzając go kolejno poszczególnymi zmysłami, aby lepiej zrozumieć naturę poznania, to pamiętając, czym jest dla mnie doświadczenie, mogę się z nim zgodzić warunkowo, gdy twierdzi, że wszelka wiedza pochodzi ze zmysłów. Zgoda ta jest warunkowa, albowiem, uprzednio studiując Kartezjusza, dowiaduję się z rozmowy Eudokosa, Epistemona i Paliandra[2], że konsekwencją mądrości, do jakiej doszedł Sokrates, twierdząc, iż we wszystko wątpi, jest to, że myśli a zatem istnieje. Widzimy zatem, że definiując doświadczenie tak szeroko możemy przejść do dalszych rozważań, przyjmując, że wiedza może pochodzić tak ze zmysłów jak i z rozumu, pozostawiając za sobą zwaśnione strony epistemicznego sporu. Dla pełnej jasności warto w tym miejscu zaznaczyć, iż samo doświadczenie, które jest źródłem naszej wiedzy, można podzielić na cztery podstawowe stany świadomości. Na myśli, wrażenia zmysłowe, wzruszenia i akty woli[3]. Nie potrafimy zatem orzekać czegokolwiek o rzeczach, o których nie myśleliśmy, nie czuliśmy bądź które nie były przedmiotem naszego działania, czyli aktu woli, po którym następowałby skutek. Pójdźmy zatem o krok dalej, aby zdać sprawę z kwestii zasadniczej a mianowicie jakim to zrządzeniem losu z bezładnej mozaiki osobistych doświadczeń wyłania się przed nami uporządkowany obraz otaczającej nas rzeczywistości. Dzieje się tak z tej prostej przyczyny, iż działający człowiek jest żywym organizmem dążącym do zachowania życia w nieustannym procesie uczenia się w osiąganiu przyjemności i unikaniu cierpienia. Ta eudajmonistyczna przesłanka będąca filarem wszelkich prakseologicznych refleksji zostanie jeszcze poddana krytyce, w tym miejscu jednak chciałbym zwrócić uwagę na rzecz następującą. Otóż wszelkie doznania, których doświadczamy, zachowują się w postaci zapisów w naszej pamięci w zależności od tego, jaki był ich związek ze stanem przyjemności i cierpienia. Te, które mocniej przyczyniły się do zachowania życia bądź jego utraty, będą lepiej zapamiętane i staną przed nami w pełnej wyrazistości niczym oryginały. Cała reszta zatrze się w pamięci, pozostawiając po sobie niewyraźne ślady pierwowzoru.

Całość w wersji PDF


[1] Condillac, Etienne Bonnot , Traktat o wrażeniach, Warszawa 1958.

[2] Descartes, Rene, Prawidła kierowania umysłem, poszukiwanie prawdy poprzez światło przyrodzone rozumu, Warszawa 1958.

[3] Mill, John Stuart, System Logiki, Warszawa 1962, s. 80.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Sebastian Kluz

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Kluz: Rynkowe korzenie socjalizmu, czyli o tym jak współpraca przemienia się w niewolnictwo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *