De Coster: Przekleństwo rządowych pralek

8 marca 2013 Interwencjonizm komentarze: 15

Autor: Karen De Coster
Źródło: lewrockwell.com
Tłumaczenie: Rafał Trąbski
Wersja PDF

Wielu ludzi nigdy nie przestaje rozmyślać nad wpływem, jaki rząd ma na każdy aspekt naszego życia codziennego. Weźmy choćby jeden przykład, którym jest niekończący się łańcuch rządowych rozporządzeń ekologicznych i powstałe w ich skutek reperkusje w życiu codziennym zwykłych osób.

Ten interesujący artykuł na Epinions zajmuje się wpływem federalnych standardów energetycznych na pralki, uwzględniając: (1) mity o oszczędnościach energii; (2) szkodliwość pralek o wysokiej wydajności na środowisko w długim okresie; oraz (3) koszty, jakie ponoszą konsumenci w związku z użytkowaniem wysoce wydajnych, szybko psujących się pralek spełniających rządowe regulacje. Autor zauważa:

Zbyt wiele dużych urządzeń jest obecnie konstruowanych tak, aby sprostać wymogom, które nie zawierają rozsądnych relacji między długością życia i kosztami napraw a ceną.

(…) Wszystkie wysoce wydajne pralki z szybkim wirowaniem (zarówno ładowane od góry, jak i od przodu) niezmiennie posiadają płytę główną i zastęp części elektronicznych. Według ludzi zajmujących się ich naprawą, pralki naszpikowane wieloma elektronicznymi sensorami, panelami dotykowymi, wyświetlaczami cyfrowymi i zminiaturyzowanymi układami scalonymi zazwyczaj wymagają częstszych napraw lub wymiany. Muszą być ciągle podłączone do sieci elektrycznej zabezpieczonej przed przepięciami, ponieważ ich wrażliwe i kosztowne komponenty elektroniczne łatwo niszczeją lub przepalają się w przypadku przepięć.

Autor wskazuje na to, że rządowe standardy Energy Star z 2007 roku w większości wyeliminowały tradycyjne rodzaje pralek, ponieważ nie mogły one uzyskać rządowych certyfikatów — w przeciwieństwie do nowszych urządzeń, zaprojektowanych przez producentów tak, aby spełniły federalne wymagania. Nigdy nie przekonałam się do koncepcji wysokiej wydajności (WW) i właściwie zawsze gardziłam nowomodnymi ładowanymi od przodu modelami. Miałam rację, przypuszczając, że te ohydy nie były niczym więcej jak chwytem marketingowym odwołującym się do ochrony środowiska i marketingowym oszustwem wspieranym przez polityków i grupy interesów. Konsumenci zostali zmanipulowani do ich kupna poprzez nadany im szałowy wygląd i ładne kolory. Niemal wszyscy, których znam, posiadają pralkę ładowaną od przodu.

Do listopada 2009 r. nadal miałam starą pralkę mojej mamy, która miała 20 lat i świetnie działała przez kolejne lata, zanim zaczęła powoli wysiadać. Gdy suszarka przestała suszyć w jednym cyklu, a mieszadło zaczęło robić dziury w moich ubraniach, nadszedł czas na zakup nowego urządzenia. Kupiłam za pół ceny pralko-suszarkę Kenmore WW na wyprzedaży w Sears w Czarny Piątek. Nie chciałam ani nie szukałam pralki o wysokiej wydajności, ale spodobała mi się pralka bez mieszadła ze względu na moją dwuletnią walkę ze starą pralką o uchronienie moich ubrań przed dziurami. Zostałam wciągnięta do obozu przeciwników mieszadeł. Zatem pragnęłam pralki bez mieszadła ładowanej od góry, ale ponieważ wszystkie takie modele były WW, wyszłam ze sklepu, zakupiwszy nową pralkę ładowaną z góry typu WW z odpowiednią suszarką. Powinnam była posłuchać sprzedawcy z Sears, który powiedział mi: „Naprawdę nie powinnaś obwiniać mieszadeł”. Z perspektywy czasu stało się dla mnie jasne, że to był kiepski zakup. I strasznie mnie to wzburza!

To niewydajne, „wysoce wydajne” urządzenie od momentu zakupu jedynie się psuło. Pewnego razu pożarło i rozszarpało na kawałki cały koc, po czym zapchało się nim i przeklęta woda nie mogła odpłynąć. Serwis. Woda stała w niej dwa dni, cała piwnica wypełniła się odorem, zanim zrezygnowałam z prób jej opróżnienia. Serwisant wyjaśnił mi, że te wysoce wydajne pralki często połykają delikatniejsze rzeczy ze względu na dużą szybkość wirowania. Powiedział mi też: Nie można też w nich prać dywaników. Są zbyt ciężkie i kręcąc się zbyt szybko swoją masą uszkadzają bębny i pozostałe części. Trzeba je prać w pralniach samoobsługowych”. Prałam swoje dywaniki ze względu na trwające nieprzerwanie w moim domu święto psiej sierści. Byłabym sakramencko wściekła, gdybym posiadała pralkę zmuszającą mnie do odwiedzania pralni samoobsługowej.

Zatem ten rzęch bez przerwy się psuje (posiadam pięcioletnią, przedłużoną gwarancję), pożera delikatniejsze rzeczy, nie może wirować dywaników, wymaga użycia specjalnego proszku i zawiera tak wiele części elektronicznych i komputerów, że psuje sie szybciej, niż zdążyłbyś powiedzieć: „Mój komputer znowu się tnie…”. Musiałam też wirować i odwirowywać ubrania wielokrotnie, ponieważ pralka nie odwirowuje ich wystarczająco. Zatem konieczne było wrzucanie do suszarki 40 kilogramów nasączonych wodą ubrań i zużywanie jeszcze większej ilości energii na powtórne ich suszenie, co grozi uszkodzeniem suszarki przez zbytnie obciążenie. Ustawiałam suszarkę na 70-minutowe cykle suszenia, żeby dosuszyć wilgotne ubrania. W rzeczy samej oszczędność energii! Jest tak, jak z wymuszonymi przez rząd ubikacjami o małym przepływie, w których przepływ jest tak mały, że nie da się skutecznie spuścić wody.

Cóż, moja pralka zepsuła się znów przed dwoma tygodniami i gdybym mogła ją unieść tak, jak mogę unieść laptopa, z pewnością cisnęłabym nią na drugi koniec piwnicy. Ostatecznie, gdy trochę przy niej pogmerałam, znowu zadziałała. Wytrzymała kilka kolejnych prań, a ja wstrzymywałam oddech, czekając na jej ostateczną złośliwość. W istocie, zepsuła się znowu w zeszłym tygodniu i zajęło mi wieczność zanim otworzyłam zamek pokrywy (!) i wydobyłam z wnętrza moje ubrania, aby zanieść je do pralni. Musiałam wymyślić całą gamę magicznych sztuczek, aby otworzyć szczęki blokady i dostać się do moich ubrań. Wówczas urządzenie bezwstydnie zasyczało na mnie i zabuczało, błyskając cyframi i literami z wyświetlacza w ataku obsesyjno-kompulsywnej furii. Co za bezużyteczny złom!

Nie powinniśmy winić głównie producenta ― winę ponosi raczej rząd i politykę dotykającą każdego aspektu naszego życia. Oto inny fragment artykułu:

Rząd zakłada, że posiadacze wysoce wydajnych pralek z szybkim wirowaniem ― niezależnie od marki i modelu ― są zadowoleni z większej czystości ich ubrań i nie piorą ich kilkukrotnie, ani nie używają wody o wyższej temperaturze dla zwiększenia skuteczności prania (albo zmniejszenia powszechnie zgłaszanego problemu z odorem). Ci z was, którzy nie pasujecie do rządowych założeń (czyli nie pierzecie głównie w zimnej wodzie, nie suszycie na sznurku lub stojaku, używając wysoce wydajnej grzałki słonecznej do wody lub pompy ciepła lub nie robicie mniej niż osiem „rodzinnych” prań na tydzień): nie liczcie na to, że zaoszczędzicie na tej pralce, zanim będziecie musieli ją wymienić!

Jestem zmęczona brakiem pralki i oczekiwaniem na przybycie serwisanta w sobotę lub braniem wolnego, aby przyjąć go w ciągu tygodnia. A gdy czekam cały tydzień na naprawę, zawożę ubrania do pralni, spalając przy tym paliwo za cztery dolary. Gdy tam docieram, używam wiekowej pralki z lat 80. Te „nieefektywne” pralki marnują wodę, którą miałam zaoszczędzić, dzięki mojej nowoczesnej, marnującej prąd, czas, pieniądze, części, przestrzeń użytkową i ludzką energię.

Serwisant z Sears, który, jak zauważyłam, uwielbia mówić, przybył i podczas rozmowy w kuchni przyparł mnie do kąta tą informacją: „Przykro mi, nie mam części, której Pani potrzebuje. Zajmie kilka dni, zanim ją zdobędziemy”. Zapytałam go, dlaczego te nowsze pralki to taki złom, mając nadzieję, że wciągnę go w kolejną dysydencką dyskusję.

Lecz ten człowiek nie potrzebował tego impulsu ― brnął i brnął w temat. Mówił o tym, jak rząd stworzył te dysfunkcjonalne okropności, o tym dlaczego nigdy nie kupi nowoczesnej pralki, oraz dlaczego każdy powinien poszukać bardziej niezawodnie skonstruowanych reliktów z przeszłości. Przyznał, że wszyscy w jego branży ― producenci, sprzedawcy, serwisanci itd. ― wiedzą, że te rządowe, niewydajne ustrojstwa są kiepskie, a wymagania „wysokiej wydajności” oznaczają, że muszą być droższe w produkcji, co odbije się na konsumencie. W ten sposób, aby produkować pralki w cenie akceptowalnej dla konsumentów, producenci są zmuszeni projektować i wytwarzać dysfunkcjonalne badziewie, które „ratuje planetę”. Tymczasem klienci są obciążani ekologiczną utylizacją tego sprzętu.

Podsumowując, rządowy totalitaryzm ekologiczny stał się źródłem ogromnej nieefektywności gospodarczej, poprzez marnujące pieniądze i energię „wysoce wydajne” pralki.

  • Na poziomie makro zmianie uległo wykorzystanie surowców, gdyż producenci zmuszeni są do „dobrowolnego” przyjęcia rządowych standardów. Zmusza ich to do wypuszczania na rynek tandetnych projektów, aby wypełnić wymagania rządu, zamiast odkrywać i projektować rozwiązania, jakich wymagają konsumenci.
  • Użytkownicy tych urządzeń ponoszą koszty energii zmarnowanej przy wielokrotnie powtarzanych cyklach prania, wirowania, suszenia itd., aby utrzymać dotychczasowy poziom czystości swoich ubrań.
  • Wzrost kosztów utrzymania i napraw w czasie eksploatacji pralek wynikający z regulacji wymuszających na producentach stosowanie poślednich projektów spada na konsumentów.
  • Krótszy okres eksploatacji pralek skutkuje ekonomiczną nieopłacalnością dla konsumentów.
  • Powstają duże złomowiska nienaprawialnych urządzeń wyrzuconych, gdyż koszt ich reperacji jest zbyt wysoki.

Gdy w 2014 r. skończy mi się gwarancja, to maleństwo trafi na Craigslist (serwis ogłoszeniowy — przyp. red.) jako „tanie, uszkodzone dobro”. Jeśli nie znajdzie żadnego kupca, wyląduje przy krawężniku, jako łup dla zbieraczy złomu. Kupię sobie używaną, brzydką, staroświecką, pochłaniającą mnóstwo wody, odremontowaną pralkę z czasów babcinych, jakie sprzedawane są przez sąsiadów naprawiających je na bieżąco i sprzedających. Dopóki to się nie stanie, będę prać moje dywaniki, psując to ustrojstwo, a Sears będzie je wciąż naprawiać na swój koszt.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Karen De Coster

Pozostałe wpisy autora:

15 Komentarze “De Coster: Przekleństwo rządowych pralek

  1. „rządowy totalitaryzm ekologiczny stał się źródłem ogromnej nieefektywności gospodarczej” – a dowodem na to ma być jedna anegdotka, jak to jakaś pani kupiła wadliwą pralkę plus OPINIE (nie wyliczenia czy pomiary, opinie) n/t zużycia energii przeliczonego na cykl życia urządzenia… wyjątkowo słabe.

  2. Przykro to pisać, ale to kolejny na tej stronie artykuł poniżej krytyki. Chodzi nie tylko o styl, ale też o sens. Przykład? Autorka wie, że nie może prać swoich dywaników, ale będzie je prać, choć wie, że przez to psuje się pralka, którą ma na grawancji i będzie musiała czekać na serwisanta, a wczesniej narzeka, że musi czekać na serwisanta. Litości!

  3. Może niech IM przyłoży się bardziej do jakości niż do ilości publikowanych treści. Naprawdę nie widzę głębszego sensu w tłumaczeniu na polski każdego średniego tekstu, który pojawił się gdzieś w amerykańskim internecie.

  4. Ad 1, 2 Tekst jest niezły.
    Ad 3 Może niech MDembowski pomoże IM w wyborze i tłumaczeniu „wysokiej jakości treści”

  5. Zastanawiam się, dlaczego na stronie teksty Hayeka pojawiają się raz na ruski rok, a Rothbarda raz za razem. Zbieg okoliczności, czy po prostu dorobek Amerykanina jest zdecydowanie bliższy twórcom strony? Oczywiście, to wasza strona i możecie publikować, kogo i z jaka częstotliwością chcecie.

  6. Mnie bardziej niepokoi to, że nie działają odnośniki do kategorii tekstów. Gdzie mogę teraz znaleźć prace dyplomowe? Wcześniej był link do wszystkich kategorii!

  7. ad 6
    Niestety, mamy z tą kategorią sporo problemów technicznych i tymczasowo jest niedostępna. W najbliższych miesiącach planujemy wdrożyć nową wersję graficzną strony, dzięki której takich problemów nie będzie. Prosimy o odrobinę cierpliwości.

  8. Nikogo nie krytykując, zgadzam się z opiniami, że lepiej by było tłumaczyć teksty istotniejsze (np. naukowe). Poza tym, taka chyba jest sama koncepcja przetłumaczenia czegoś, że tłumaczy się teksty najważniejsze (według jakiegoś klucza). Poza tym, dokonanie przekładu jest zawsze jakąś nobilitacją dla autora oryginału, dlatego też warto nobilitować rzeczywiście zasłużonych autorów, a nie np. autorów przypadkowych tekstów blogowych.

  9. Takie pozycje też się ukazują, ale artykuły naukowe mają po 30 stron i więcej – więc w ich tłumaczenie i redakcję trzeba włożyć bardzo dużo pracy. Z różnych powodów nie każdy chce się tego podjąć. Dlaczego tylko „nobilitować zasłużonych autorów”? Czy nie warto przedstawiać nowych, pokazywać, że idee wolnościowe rozprzestrzeniają się i jest co raz więcej ludzi, którzy nie tylko próbują skonfrontować teorie ekonomiczne z rzeczywistością, ale mają odwagę, by zaprezentować swoje spostrzeżenia, narażając się oczywiście na w dużej mierze słuszne zarzuty? Nigdy wszyscy nie będą zodowoleni.

  10. Dziękujemy za opinię na temat tego tekstu. Komentarze naszych Czytelników na temat tego, jakie teksty im się podobają lub nie podobają, są dla nas bardzo istotne.
    Chciałbym tutaj zwrócić jednak uwagę, że na mises.pl pojawiają się teksty o różnym charakterze i stopniu „naukowości”. Powyższy tekst przedstawia, w jaki sposób regulacje państwowe przekładają się na rynek AGD z perspektywy klientów (a więc nas wszystkich) – uznaliśmy, że może to być po prostu interesująca odmiana.

  11. ad 13 Ciekawe propozycje. Dzięki. Ale nie gwarantuję, że w najbliższym czasie. Jeżeli znajdziesz jeszcze coś ciekawego, to daj znać.

  12. Niech krytykanci nienaukowości i braku twardych faktów przedstawią swoje kontrfakty.
    Ja mam podpobne odczucie po dwóch nowoczesnych zmywarkach – Bosch i Amica.
    Bosch był za 4kPLN, ale po 4latach łyknął przez kolejne ok. 2kPLN za naprawy. Poszedł na złom.
    Amica po 4 latach łyknęła 400zł za panel elektroniczny. Jak to się powtórzy, też pójdzie do piachu, i wtedy kupię znów coś możliwie taniego „jednorazowego” na lata.

    Przykład lodówki – złamała się w połowie plastikowa półka z drzwi. Nowa – miałaby kosztować 150zł!!!
    Czyli z 15% ceny nowej lodówki (340litrów).
    Pogięło ich?

    Ale moja teza jest, że regulacje rządowe są na rękę producentom – ręka rękę myje. Władza troszczy się o nas i ekologię, a producenci troszczą się o wzrost oparty częściowo o psucie (się) towaru zaraz po gwarancji, albo kosztowny serwis.
    I ONI się cieszą, ale MY nie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy