DiLorenzo: Zjazd arbuzów

25 września 2013 Filozofia polityki komentarze: 3

Autor: Thomas J. DiLorenzo
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Mateusz Specht
Wersja PDF

Tekst z 2012 r.

ekologEkolog to totalitarny socjalista, którego prawdziwym celem jest ożywienie socjalizmu i centralnego planowania ekonomicznego pod płaszczykiem „ratowania planety” od kapitalizmu. Jest „zielony” na zewnątrz ale „czerwony” w środku. Stąd jego odpowiednie określenie to „arbuz”.

W przeciwieństwie do niego działacz na rzecz ochrony środowiska jest rzeczywiście zainteresowany rozwiązaniem problemów ekologicznych, ochrony przyrody i dzikich siedlisk. Nie proponuje rządowego przymusu rozdzielenia człowieka i natury przez nacjonalizację ziemi i innych zasobów, konfiskatę prywatnej własności, zakaz hodowania niektórych rodzajów zwierząt, regulację ludzkiego spożycia żywności itp. Nie jest ideologicznym socjalistą, który jest zdeterminowany, aby zniszczyć kapitalizm. Nie wyraża publicznie życzeń, aby przyszedł „nowy wirus” i zabił miliony, jak to zrobił kiedyś założyciel Earth First. Częściej szuka sposobów wykorzystania instytucji kapitalizmu do rozwiązania problemów ochrony środowiska. Jest nawet nowe słowo na taką osobę: enviropreneur (environment — środowisko, entrepreneur ― przedsiębiorca ― przyp. tłum.). Może się też nazywać wolnorynkowym ekologiem, który rozumie jak prawa własności, prawo zwyczajowe i rynki mogą rozwiązać wiele problemów ekologicznych.

W świetle różnić pomiędzy ekologami a wolnorynkowymi działaczami na rzecz ochrony środowiska na „Szczycie Ziemi”, który rozpoczyna się 19 czerwca w Rio, tematem powinno być: „Arbuzy wszystkich krajów łączcie się!”. Spotkanie będzie poświęcone niekończącemu się spiskowaniu, jak (pod auspicjami biurokratów z ONZ) stworzyć centralnie planowaną gospodarkę światową — wszystko w imię najnowszego eufemizmu dla socjalistycznego centralnego planowania — „zrównoważonego rozwoju”.

Nie oznacza to, że arbuzy świata odniosą sukces — a jedynie, że są tak liczne jak muchy w stadzie bydła i nigdy nie zrezygnują ze swych „mokrych snów” o światowej, socjalistycznej gospodarce centralnie planowanej, bez względu na to jak wielkim koszmarem był socjalizm dla milionów ludzi na całym świecie.

Strategia arbuzów została stworzona i była propagowana przez jedną z szarych eminencji akademickiego socjalizmu ekonomistę Roberta Heilbronera w jego eseju z 10 września 1990 r. opublikowanego  w „New Yorkerze” pod tytułem „After Communism”. Napisany w trakcie ogólnoświatowego upadku socjalizmu, i ze świadomością, że w XX wieku socjalistyczne rządy zabiły ponad 100 mln własnych obywateli, traktując to jako „cenę” za utworzenie „socjalistycznego raju”, esej Heilbronera był wielkim wyznaniem winy (patrz Death by Government Rudolpha Rummela). Napisał nawet słowa: „Mises miał rację” ― na temat inherentnych błędów socjalizmu, odnosząc się do pism Misesa z lat 20. i 30., w których wyjaśnił szczegółowo, dlaczego socjalizm nigdy nie mógł funkcjonować, jako system ekonomiczny (patrz Socjalizm Ludwiga von Misesa).

Kiedy przyznał się, że był w błędzie przez całe poprzednie półwiecze, które poświęcił karierze akademickiej promującej socjalizm w Ameryce (taki był ukryty cel jego książki, The Worldly Philosophers, która uczyniła z niego milionera), ubolewał: „nie jestem zbyt optymistyczny na temat perspektywy, iż  socjalizm będzie trwał nadal jako ważna forma organizacji gospodarczej”. Kiedy większość świata świętowała upadek tej diabolicznej instytucji, Heilbroner wylewał nad nią łzy rozpaczy.

Zamiast zmierzyć się z rzeczywistością zła, jakie niosą za sobą wszelkie formy socjalizmu, Heilbroner powtarzał, że „upadek gospodarki planowanej zmusza nas do przemyślenia znaczenia socjalizmu” (pisząc tak w „New Yorkerze”, Heilbroner naturalnie założył, że wszyscy jego czytelnicy byli tak jak on ideologicznymi socjalistami). Dalej kontynuuje: „socjalizm jest ogólnym opisem społeczeństwa, w którym chcielibyśmy, aby nasi wnukowie mogli żyć”. Ale „co nam wtedy zostanie z zaszczytnej nazwy socjalizmu?” ― pyta Heilbroner.

Człowiek ten był wyraźnie przygnębiony i zniechęcony tym, że historia udowodniła, iż jego kariera akademicka była całkowitym oszustwem, ale nie chciał się przyznać do tego faktu — lub zrezygnować z oszustwa, które kontynuował przez co najmniej pół wieku. Trzeba wymyśleć nowy wybieg, który uśpi uwagę lub oszuka społeczeństwo, by przyzwoliło na wprowadzenie  socjalizmu. Jak mówił — może to zająć jakiś czas, ale jeżeli uda się „nam”, „nasze praprawnuki i prapraprawnuki mogą być już przygotowane do przyzwolenia na społeczny porządek, na który nie byłyby gotowe nasze wnuki i prawnuki”.

Podstęp zasugerowany przez Heilbronera został wyjaśniony przez niego w następujący sposób:

Istnieje jednak inny sposób patrzenia na socjalizm. Jest to pojmowanie socjalizmu (…) jako społeczeństwa, które musi pojawić się, jeżeli ludzkość będzie chciała poradzić sobie (…) z ekologicznym brzemieniem, jakim wzrost gospodarczy obciąża środowisko.

Innymi słowy „my” socjaliści musimy stać się arbuzami. Jeżeli wystarczająca liczba członków społeczeństwa mogłaby zostać w ten sposób oszukana, wtedy „kapitalizm będzie musiał być monitorowany, uregulowany i zmieniony w takim stopniu, aby ciężko było nazwać ostateczny porządek społeczny kapitalizmem”.

To jest dokładnie to, co dyskutowane będzie na najbliższym „Szczycie Ziemi” w Rio.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Thomas DiLorenzo

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “DiLorenzo: Zjazd arbuzów

  1. Jak ktoś zajmuje się ochroną przyrody to nie dzieli zagrożeń na te które wywołują różne grupy ludzi, tylko stara się walczyć z każdym zagrożeniem. Jak państwo będzie zagrażało tygrysom to będzie walczyć z państwem, a jak będzie to robić grupa arystokratów to będzie walczyć z tą grupą arystokratów, a jak korporacja to z korporacją, a jak rolnicy to z rolnikami, a jak związek zawodowy, to ze związkiem zawodowym.

    Chroni się przyrodę, by ona została, a nie by zamiast Y zniszczył ją X, lub zamiast X zniszczył ją Y.

  2. Pewnie niech walczą ,mamy wolność wyboru. ale niech szczytne cele nie zwalniają ich z racjonalnego myślenia i poszanowania własności oraz potrzeb osób trzecich. Rewolucja komunistyczna wynikła z niezadowolenia tzw. mas(podbudowanego przez Marksa i ichniejszych ) z ówczesnego systemu w Carskiej i przed-bolszewickiej Rosji. Jak wiemy nie wynikły z tego ŻADNE pozytywne skutki. To ,że jesteśmy niezadowoleni z jakiegoś stanu rzeczy nie nobilituje to nas do rozstawiania ludzi po kątach tym bardziej ,że nie wiemy tak właściwie kto jest za dobrym stanem środowiska, a kto po prostu chce się wzbogacić kosztem paru arbuzów 😉 .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *