McMaken: Sześć mitów o libertarianach rozpowszechnianych przez katolików

22 października 2013 Filozofia polityki komentarze: 19

Autor: Ryan McMaken
Źródło: lewrockwell.com
Tłumaczenie: Krzysztof K. Kołacki
Wersja PDF

liberalizm
Libertarianie będący katolikami, tacy jak ja, przyzwyczaili się do pouczeń księży, biskupów i publicystów, którzy podkreślają niezgodność religii katolickiej i libertarianizmu. Twierdzeniu temu — wygłaszanemu w tekstach publicystycznych oraz w kazaniach — towarzyszy zwykle kilka „rzetelnie zweryfikowanych i prawdziwych” mitów dotyczących libertarianizmu. W rzeczywistości, często wskazują one na słabe zrozumienie tego, czym jest libertarianizm. Oczywiście nigdy nie spotka się całościowego potępienia liberalizmu czy konserwatyzmu, głównie dlatego, że wielu amerykańskich katolików, zazwyczaj identyfikuje się z jednym lub drugim. Natomiast niewielka liczba libertarian  pośród ogółu wiernych  sprawia, że libertarianizm można śmiało potępić. Nie jest przy tym wymagana ani odwaga, ani erudycja. Sprzeciw wobec libertarianizmu jest związany z kilkoma mitami krążącymi wśród katolików.

Mit pierwszy: libertarianie są libertynami
Niewątpliwie prawdą jest, że niektórzy libertarianie są libertynami, podobnie jak libertynami są niektórzy ludzie deklarujący się jako katolicy. Z pewnością nie ma niczego w filozofii libertariańskiej, co sprzeciwiałoby się byciu libertynem. Libertarianizm jest przede wszystkim teorią polityczną, która opiera się na spostrzeżeniu, że niemoralne jest ― z wyjątkiem przypadków samoobrony ― stosowanie przemocy w stosunku do innych. Państwo, będąc instytucją, która utrzymuje monopol na środki przymusu, opiera się na tych środkach, co oznacza, że przemoc jest wpisana w jego naturę. W związku z tym — zdaniem libertarian — przypadki, w których państwo może działać moralnie, muszą ograniczać się do minimum, bądź państwo powinno zostać zlikwidowane.

Libertarianie zatem po prostu stwierdzają, że państwa nie posiadają moralnego uzasadnienia dla karania, więzienia, zabijania, czy prześladowania ludzi, którzy chcą zachowywać się w niemoralny sposób, a który nie wiąże się z fizyczną przemocą wobec innych. Dla przykładu, jeżeli ktoś chce palić skręta, to niemoralne ze strony państwa jest prześladowanie takiej osoby, ponieważ nie zrobiła ona nic agresywnego.

Należy zauważyć, że nie istnieje nic, co uniemożliwiałoby prywatnej i dobrowolnej instytucji — na przykład rodzinie, kościołowi, klubowi bądź firmie — zniechęcanie lub potępianie takiego zachowania wśród swoich członków czy pracowników. W rzeczywistości libertarianizm w sposób zdecydowany opowiada się za istnieniem organizacji prywatnych, takich jak rodziny, kościoły i firmy, które mogą swobodnie określać, jakich zachowań wymagają od swych członków czy pracowników.

Jest to sytuacja, która historycznie dominowała w świecie chrześcijańskim. Ustawodawstwo antynarkotykowe — dla przykładu — jest wymysłem XX wieku. Czy chrześcijanie spacerowali odurzeni narkotykami każdego dnia, aż do uchwalenia zakazu używania marihuany w latach trzydziestych XX wieku? Oczywiście, że nie. W istocie można wykazać, iż współcześnie używanie narkotyków wśród chrześcijan jest o wiele bardziej rozpowszechnione, aniżeli było to w okresie poprzedzającym ich delegalizację. Św. Tomasz z Akwinu znakomicie argumentował przeciwko rządom, które starały się zakazać ludziom rozpusty. Jego twierdzenie, że: „zwierzchnicy, sprawujący rządy nad ludźmi, słusznie tolerują niektóre zło po to, by nie przekreślić większego dobra, lub by nie wyszło z tego większe zło”[1], nie było ogłoszeniem, że niemoralne występki, jak na przykład prostytucja, stały się moralnie dopuszczalne. Było to zwyczajne rozpoznanie faktu, że zakazanie przez państwo rozpusty to lekarstwo, które często przynosi gorsze skutki od choroby.

Mit drugi: libertarianie nie znoszą ubogich
Ci spośród nas, którzy są od lat zaangażowani w politykę prawicy, dostrzegają, w jaki sposób pewni ludzie mogą odnieść takie wrażenie. Wśród ekspertów i działaczy konserwatywnych oraz republikanów są osoby, które w mało przekonujący sposób twierdzą, że są zwolennikami „wolnych rynków”, a które często wygłaszają publiczne potępienie biednych — zapewne leniwych, kłamliwych i głupich. Najwyraźniej oznacza to, że biedni ludzie i ich dzieci „zasłużyli” na bycie biednymi.

Do rzadkości należą sytuacje, gdy spotyka się libertarianina wykazującego tego typu postawę, a który nie jest tylko konserwatystą udającym libertarianina, aby wyglądać bardziej modnie.

W rzeczywistości głównym powodem tego, iż libertarianie są tak przeciwni władzy państwowej jest odkrycie, że to państwo jest przyczyną większości ubóstwa, które później rzekomo eliminuje. Obecny kryzys jest tego najlepszym przykładem: od 8 do 10 milionów Amerykanów jest bezrobotnych. Współczesna depresja to wynik przeszło dwudziestu lat ingerencji rządów w gospodarkę i niszczenia dobrobytu, zwłaszcza poprzez manipulowanie podażą pieniądza oraz przez niekontrolowany rozrost regulacji państwowych. Doprowadziło to do aktualnej stagnacji gospodarczej i szerzącego się — jawnego i utajonego — bezrobocia.

Biorąc pod uwagę, że klasa średnia liczebnie maleje, a miliony osób zmierzają w stronę ubóstwa — co zawdzięczają państwu — w jaki sposób można twierdzić, że biedni, najbardziej dotknięci działaniami państwa, „zasłużyli” na swoją obecną sytuację?

Libertarianie przyznają, że utrzymywanie siebie i własnej rodziny jest zadaniem trudnym i — w związku z tym — ludziom należy dać jak największą swobodę w realizowaniu tych celów. . Co więcej, ludzie powinni mieć większą kontrolę nad własnymi dochodami i majątkiem, aby mogli w pełni utrzymać siebie oraz własne kościoły. Obecnie jest tak, że miliony pracujących Amerykanów oddaje od 40 do 50 procent swoich dochodów, aby finansować ogromne departamenty rządu w Waszyngtonie, niekończące się wojny oraz bankrutujących miliarderów. Tymczasem rząd, który finansujemy, jest przyczyną ubóstwa, a nie — jak jest to nam wmawiane — lekiem. Argument, według którego rząd jest najlepszym sposobem na zapewnienie pomocy społecznej, jest skrajnie naiwny. W istocie, pozwolenie rządom, aby były odpowiedzialne za łagodzenie ubóstwa jest niczym uczynienie komunistów odpowiedzialnymi za produkcję żywności.

Mit trzeci: libertarianie lekceważą solidarność
Wielu katolickich libertarian, na przykład Thomas Woods, często podkreśla, że libertariańskie ideały — jak idea wyłącznie obywatelskich rządów, czy sprawiedliwej gospodarki — są silnie zakorzenione w zasadzie pomocniczości, czyli idei w myśl której wszelkie działania rządowe powinny być inicjowane na najniższym możliwym stopniu. Zasadzie tej od dawna sprzyjają papieże i teologowie katoliccy.

Część uczonych katolickich, na przykład Mark Shea, jest zdania, że libertarianie przeceniają zasadę pomocniczości kosztem zasady solidarności. Pogląd ten jest oczywiście podbudowany pierwszym i drugim mitem.

Mit ten można obalić dwojako. Po pierwsze, można argumentować, że libertarianizm nie występuje przeciwko sukcesowi oraz legalności organizacji pozarządowych. Po wtóre, należy zauważyć, że libertarianie sprzeciwiają się instytucji, która zrobiła więcej, aby zniszczyć ogólnoludzką solidarność, aniżeli jakakolwiek inna organizacja w historii — państwu.

W odniesieniu do pierwszej kwestii należy zauważyć, iż nie ma nic takiego w libertarianizmie, co sprawiałoby, aby libertarianie mieli stawać w opozycji do sukcesu i szerzenia się instytucji i organizacji, na bazie których budowana jest solidarność. Obejmują one rodziny, kościoły, kluby, stowarzyszenia, szkoły, a nawet związki zawodowe. Libertarianie uważają, że wszystkie instytucje tego rodzaju powinny istnieć, a także być wolne od ingerencji ze strony państwa. Dla libertarianina, będącego katolikiem, najważniejszymi podstawami społeczeństwa są rodzina oraz Kościół. W społeczeństwie libertariańskim te instytucje będą w sposób wolny wspierane przez dowolną osobę, która będzie mogła zachęcać innych, w sposób pokojowy, do czynienia tego samego.

W odniesieniu do drugiej kwestii, libertarianie sprzeciwiają się państwu. Trudno jest zrozumieć, w jaki dokładnie sposób katolicy pro-państwowcy wyobrażają sobie wspieranie solidarności przez państwo. Czy państwo promuje solidarność za pomocą podżegania do walki klas poprzez grabienie jednej i korumpowanie drugiej? Czy to nie kapitalizm kompradorski zubaża biedotę w celu zachowania klasy miliarderów? A może niekończące się wojny promują solidarność? Czy zrzucanie bomb atomowych na bezbronnych służy solidarności? Jak mają się do tego klęski głodu powodowane przez rządy od Irlandii po Chiny? Może do większej solidarności przyczyniły się masowe morderstwa księży w latach dwudziestych w Meksyku?

Pewni katolicy odpowiedzą: „wy, libertarianie, posuwacie się do skrajności . Chcecie ograniczać władzę rządów, tylko dlatego, że niektóre państwa były naprawdę okropne. Jeżeli tylko zagłosujemy na właściwych ludzi, złe rzeczy nigdy się nie wydarzą”. W odpowiedzi należy zadać jedno pytanie: Jak wam idzie realizacja tej strategii?

Mit czwarty: libertarianie popierają wolność, tylko dlatego, że leży to w ich partykularnym interesie
Jest to najłatwiejszy do obalenia mit. Każdy, kto angażował się w działalność libertariańską, wie, że zostanie libertarianinem nie jest dobrym krokiem w kierunku kariery. Jest bardzo prawdopodobne, że staniesz się nielubiany, choć przy odrobinie szczęścia można być uważanym przez własne otoczenie jedynie za nieszkodliwego ekscentryka. Niestety, częściej ludzie nie są tak łaskawi. Wielu libertarian popiera libertarianizm, ponieważ jest zdania, że jest to słuszne, a nie dlatego, iż wydaje im się okazją na korzyści materialne. Co więcej, niewielu libertarian spodziewa się większych sukcesów w najbliższej przyszłości.

Pomimo tego, że odniesione zostały rzeczywiste zwycięstwa, jak obalenie reżimu komunistycznego w 1989 roku, czy niemal całkowite zdyskredytowanie ekonomii Keynesa (nie dotyczy urzędników i ekonomistów akademickich), żaden libertarianin nie spodziewa się   uzyskania za swojego życia realnych korzyści   z popierania ideałów libertariańskich. Dla przykładu, wielkim zwycięstwem libertarian byłyby duże cięcia w rządowych wydatkach militarnych i zakończenie prowadzonych wojen. Twierdzenie, że wsparłoby to w sposób bezpośredni (finansowy) jakiegoś libertarianina, jest mało przekonujące.

Mit piąty: libertarianie chcą prześladować chrześcijaństwo
Nie ma wątpliwości, że istnieją pewni libertarianie, którzy chcą prześladować chrześcijan. Jeżeli jednak owi libertarianie faktycznie uznają zasady libertarianizmu — nieposługiwania się władzą państwa wobec innych osób — to nie należy się ich obawiać, czyż nie?

Należy zauważyć, że silny rząd jest jednym z najniebezpieczniejszych narzędzi w rękach tych, którzy chcą prześladować wiarę (ale także w rękach tych, którzy tego nie chcą).

Nie trzeba być historykiem, aby zauważyć, że katolicyzm był prześladowany w znacznie mniejszym stopniu w Stanach Zjednoczonych, aniżeli w wielu tak zwanych krajach katolickich.

W niemałym stopniu spowodowane jest to tradycją wolnościową Stanów Zjednoczonych (szybko zanikającą), która określa, w jaki sposób państwo współistnieje z religią. W myśl pierwszej poprawki do Konstytucji Kongres nie może stanowić ustaw „wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych”. Poprawka narodziła się jako wypadkowa wielu doświadczeń, które były lekcjami odbywanymi w ciągu stuleci, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i amerykańskich koloniach. Koloniści spostrzegli, że większość religijna ma tendencję do prześladowania mniejszości, co doprowadziło wielu ojców konstytucji do konkluzji, że najlepszym sposobem promowania religii chrześcijańskiej jest zostawienie jej samej sobie. Wielu katolików przyjęło niepoprawną tezę, wypracowaną przez lewicowców, iż poprawka ustanawiająca wolność religii była dziełem sekularystów, a w związku z tym rozdział kościoła od państwa jest szkodliwy dla kościołów.

W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Rozdział Kościoła od państwa jest jedną z największych przeszkód na drodze tych, którzy dążą do prześladowania katolików: Ameryka przez większość swej historii była krajem przesiąkniętym antykatolickością.

Dlaczego nigdy w historii Stanów Zjednoczonych nie było czystki antyklerykalnej, jak miało to miejsce w Meksyku w latach dwudziestych? Dlaczego nigdy katolickie dzieci i kobiety nie były rozstrzeliwane, tak jak było to w przypadku Hiszpanii w okresie wojny domowej? Dlaczego próby delegalizacji szkół katolickich zostały uznane za nielegalne? Odpowiedź jest następująca: w kwestii religii w Ameryce istnieje tradycja, w myśl której uważa się, iż rząd, który rządzi najlepiej, rządzi najmniej. Filozofię tę nazwano filozofią libertariańską.

Niestety współcześnie stare ograniczenia władzy państwowej — nawet w stosunku do religii — załamują się w coraz szybszym tempie.

Sytuację pogarsza również fakt, że wśród katolickiego duchowieństwa i hierarchów od dawna istnieje element propaństwowy,  który nawołuje do wprowadzenia wszelkiego rodzaju socjalizmu w imię walki z ubóstwem.

Ostatnio — po latach naiwnej, prorządowej propagandy — biskupi zorientowali się, że państwo, które jest wystarczająco silne, aby prowadzić wojnę totalną oraz dystrybuować dobrobyt i wprowadzać regulacje na ogromną skalę, jest także na tyle duże, by prześladować i karać katolików, którzy nie chcą grzeszyć, postępując w myśl regulacji rządowych.

Jest rzeczą oczywistą, że sytuacja taka nie nadejdzie, nawet w ramach wojowniczo nastawionego świeckiego reżimu libertariańskiego, ponieważ libertarianie nigdy nie regulowaliby opieki zdrowotnej. Katoliccy lekarze, farmaceuci i szpitale mieliby pełną swobodę w kierowaniu się własną katolicką wiarą.

Mit szósty: libertarianie nie są pro-life
To prawda, że libertarianie są podzieleni w kwestii tego, czy aborcja powinna być legalna. Ponieważ jest to otwarta debata, nie zostało wypracowane nic takiego, co można określić jako „stanowisko libertarian” w kwestii dopuszczalności aborcji. W związku z tym każde stwierdzenie, w myśl którego libertarianie są zwolennikami aborcji jest niezgodne z faktami.

Z drugiej strony można zauważyć, że libertarianie są znacznie mniej agresywni w stosunku do dzieci, które są ex utero, aniżeli konserwatyści i liberałowie. Zarówno jedni, jak i drudzy ignorują lub aktywnie uczestniczą w obronie przerażającego okaleczania dzieci, co odbywa się w imię „obrony narodowej” czy „światowej demokracji”. Do rzadkości należą konserwatyści albo liberałowie, którzy potępią — dla przykładu — bombardowanie Japonii jako zbrodnię przeciwko ludzkości, pomimo faktu, że setki tysięcy kobiet, dzieci, niemowląt i noworodków zostało spalonych w straszliwych mękach, co można zobaczyć tutaj.

Końcowy dokument wydany przez Sobór Watykański II, zatytułowany Gaudium et Spes, stwierdza: „Wszelkie działania wojenne, zmierzające bez żadnej różnicy do zniszczenia całych miast lub też większych połaci kraju z ich mieszkańcami, są zbrodnią przeciw Bogu i samemu człowiekowi, zasługującą na stanowcze i natychmiastowe potępienie”[2].

Konserwatyści i liberałowie regularnie popierają tego rodzaju przemoc w stosunku do ludności cywilnej — w imię wojny z terroryzmem, uwolnienia świata od zła, czy innej nieosiągalnej i nierealnej utopii, a to podobno libertarianie są antykatoliccy.

Państwo nie jest naszym przyjacielem. Wielu katolików przeciwstawia się libertarianom, ponieważ najwyraźniej niektórzy z nich kurczowo trzymają się wyobrażenia na temat rządu, które nigdy nie było prawdziwe, utrzymując, że państwa są w jakiś sposób zbudowane na zgodzie i cnocie oraz, że robią więcej dobrego niż złego. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Nawet najbardziej ograniczone i nieskażone korupcją państwa sieją niezgodę pośród własnych obywateli, wywłaszczając ogromne ilości bogactwa, aby je następnie rozdzielać wśród dobrze usytuowanych politycznie, prowadzą wojny przeciwko ludności cywilnej, zwalczają opozycję, niszczą rodziny i prześladują ludzi religijnych.

Wyraźnie widać, że instytucja, która miała nas doprowadzić do licznych błogosławieństw, nie jest praktycznie niczym ograniczona.

Zasadniczo państwo jest instytucją opartą na przemocy. Św. Augustyn pewnego razu porównał świeckich władców do piratów. Według historyka Ralpha Raico:

W Państwie Bożym św. Augustyn opowiada nam historię o piracie złapanym przez Aleksandra Macedońskiego. Rozgniewany cesarz zapytał stanowczo: „Jak śmiesz siać niepokój na morzu?”. Na co pirat odpowiedział: „A ty co sobie myślisz, że po całym świecie niepokój siejesz? Ale, że ja to czynię na małym okręciku, nazywam się łotrem, a ty — że masz wielką flotę — zowiesz się królem”. Św. Augustyn stwierdził, że odpowiedź pirata była „doskonała i elegancka”[3].

Aleksander usiłował nieść oświecenie i cywilizację światu. Nasz rząd stara się czynić to samo. Czasy są inne, ale efekty są takie same.

 


[1] Św. Tomasz z Akwinu, ST II-II, q. 10, a. 11. (przyp. red.)

[2] Gaudium et spes art. 80, 3. (przyp. red).

[3] Raico zacytował tylko fragment książki Noama Chomsky’ego, Pirates and Emperors, Old and New: International Terrorism in the Real World.(przyp. red.)

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ryan McMaken

O Autorze:

Ryan McMaken

Ryan McMaken jest redaktorem naczelnym Mises Institute. Był ekonomistą Colorado Division of Housing w latach 2009-2014. Jest autorem książki Commie Cowboys: The Bourgeoisie and the Nation-State in the Western Genre.

Pozostałe wpisy autora:

19 Komentarze “McMaken: Sześć mitów o libertarianach rozpowszechnianych przez katolików

  1. Niewątpliwie wielu libertarian jest libertynami. Niewątpliwie wielu katolików nie wie czym jest libertarianizm. Nie pierwszy raz do wspólnego wora wrzucane są podobnie brzmiące poglądy i ludzie, którzy moga zgodzić się w jednej sprawie i zdecydownie różnić w innej. Np. wielu katolików wrzucało do jednego worka tak różnych liberałów jak manchesteryści, radykałowie i różnych ekonomistów klasycznych, którzy mogli zgadzać się w kwestii wolnego handlu odrzucając jednocześnie inne poglądy i teorie. Dla libertarian i katolików zaś polecam radykała sumienia i wolnościowca – Lorda Actona. Jak mi wiadomo po polsku dostępne sa dwa zbiory jego pism: ‚Historia wolności’ i ‚W stronę wolności’. Na temat myśli i życia lorda Actona jest ‚Wolność i sumienie’ A. Rzegockiego. Polecam i pozdrawiam. Trochę mądrości nikomu chyba jeszcze nie zaszkodziło?

  2. Świetny tekst – bardzo fajnie, że został przetłumaczony.

    Problemem jest to, że wielu chrześcijan(i nie tylko – np. muzułmanie są w tym nieporównanie bardziej gorliwi), chętnie przełożyłoby własne zapatrywania, wynikające z religii na ustawodawstwo. Pytanie – gdzie jednostce pozostanie wtedy swoboda wyboru?

  3. Dobre pod rozwagę.
    Jedna tylko rzecz, „konserwatyści i liberałowie” tu zostało przetłumaczone chyba dosłownie z amerykańskiego języka bez uwzględnienia znaczenia…?

    1. I bdb. Konserwatyści i liberałowie vs libertarianie; zawężając : panstwowcy vs libertarianie (niepaństwowcy).
      Kontekst zachowany w 100% 🙂 dobrze zorientowany tlumacz gdzie przechodzi linia sporu i nie sili sie na glupkowate wyjasnienia pojec, ktore zamazuja prawdziwy swiat 😉

      Tak czy owak zaraz wybuchnie tutaj debata o urojonych podziałach.

      1. Wiesz, nierzadko libertarianizm (jak i liberalizm w sensie gospodarczym) są przez braci i siostry oceniany negatywnie przez pomyłkę z libertynizmem lub rozumienie jako skutkujący w braku jakiejkolwiek etyki – ten fakt, który stał się też częściowo inspiracją dla Autora dobitnie pokazuje, że jednak trzeba rzetelnie przedstawiać pojęcia.

  4. W punkcie szóstym, warto by dodać informację, że największą organizacją pro-life są Libertarianie Dla Życia (Libertarians for Life).

  5. Troszkę to wszystko naciągane -libertarianie nie są pro-life bo nie wypracowali własnego stanowiska w tej kwestii. Co tutaj jest do wypracowania? Skoro libertarianie tak mocno pochylają się nad jednostką to gdzie tutaj pole do dyskusji? Albo uważasz, że człowiek ma prawo do samostanowienia albo nie. Jak chcesz go zabić w łonie matki to pozbawiasz go elementarnego prawa do życia.Ci co są za aborcją nie są żadnymi libertarianami tylko anarchistami zastępując zbiorowy egoizm egoizmem etycznym.

  6. jorguś: Nie masz racji, jest tu pole do dyskusji 🙂 Dla części libertarian oczywiste jest, że TO MATKA DECYDUJE co zrobi ze swoją ciążą. Libertarianie ani 1. nie wykluczają dyskusji 2. nie zmuszają nikogo do tego by miał w tej kwestii ujednolicone zdanie.

    1. Matka to sobie może zadecydować co zrobić z pryszczem, dziurawym zębem, włosami albo ze swoją zgagą czy łupieżem a nie z innym człowiekiem tylko dlatego, że ten jest od niej zależny i tkwi w jej ciele. Po pierwsze jest też jeszcze ojciec który ma takie samo prawo do dziecka jak matka, po drugie niby dlaczego zabicie człowieka do 3 miesiąca lub czasem dłużej jest ok, a już powiedzmy w 6 miesiącu ciąży albo tuż po urodzeniu już nie – więc może dajmy prawo matkom do zabijania dzieci do czasu aż te się usamodzielnią czyli gdzieś tak na nasze realia do 25 roku życia. Matka Madzi z Sosnowca bedzie wniebowzięta jak będzie mogła przedstawić argument na swoją obronę w postaci tego, że to w końcu było jej dziecko i może sobie z nim robić co jej sie podoba.

        1. Panie jorguś! Właśnie Pan zaprzeczył swojej wczesniejszej wypowiedzi, i udowodnił, że w temacie aborcji JEST O CZYM ROZMAWIAĆ! Po pierwsze musiałby Pan udowodnić kiedy zarodek czy komórka staje się człowiekiem. Od chwili zapłodnienia? Po zapłodnieniu? A może przed? Niech Pan kombinuje i się gimnastykuje, a może nawet Pan kogoś przekona do sowich racji! Byl Pan nie zmuszał do tych racji administracyjnie… W dalszym ciągu wiara w to kiedy zarodek czy komórka staje się człowiekiem JEST WIARĄ RELIGIJNĄ.

          Jedno jest pewne – sam Pan udowodnił, że jest o czym rozmawiać! I że sprawa wcale nie jets oczywista, jak śmiał Pan stwierdzić arogancko wcześniej.

          1. @Dawid

            Poczęte dziecko jest człowiekiem, i to różnym od matki. DNA dziecka jest od chwili poczęcia różne od DNA matki. Chcesz udowodnić że jest inaczej ?

            Tu nie ma nad czym dyskutować. Aborcja jest agresją przeciwko innemu człowiekowi.

  7. jorgus: masz racje matka to nie człowiek a tym bardziej wolny człowiek, to niewolnik i nie ma zadnych praw. TAK możesz myslec, i mnie i innym nic do tego, tak samo mnie i innym nic do tego co matka zrobi z ze swoja ciążą, powtarzasz jakies komunały , apojecia nie masz co czuje kobieta jak podejmuje decyzje usuniecia ciązy, co ją do tego zmusza, w jakim jest stanie fizycznym i psychicznym. Rola ojca dziecka jest zapewnienie temu dziecku i jego matce warunków do życia do przezycia, a co jak tego nie jest w stanie zapewnić , państwo ma się tym zająć? A twój przykład Madzi z Sosnowca jest całkowicie nie na miejscu.

    1. Zenon, to że ja w tej chwili czuję się tak a nie inaczej, a Ty nie masz pojęcia w jakim jestem stanie psychicznym i fizycznym, nie daje mi prawa do urwania Ci głowy, niezależnie do tego czy ty albo twoi rodzice mają cię z czego utrzymać czy nie. Nie ma żadnego powodu by dziecko, które dla niepoznaki nazywasz „ciążą” traktować inaczej.

      Prawo do „dobrego samopoczucia” na jakie się próbujesz powoływać nie może być ważniejsze od prawa do życia. A rachunek jest prosty:

      jest aborcja = nie ma człowieka.

    2. Aborcjoniści popełniają błąd w rozumowaniu – to że dziecko znajduje się w łonie matki, nie znaczy że może je usunąć, nie będę polemizować czy zarodek to od razu człowiek czy tylko zarodek, w każdym razie jest to życie które się rozwija. A jeżeli ta matka jest zmuszona jak sam mówisz okolicznościami podjąć decyzję o usunięciu zarodka/dziecka to pozostają dwie kwestie:
      1. Po jaką cholerę ta kobieta zachodziła w ciąże, albo nie używała antykoncepcji? Rozumiem, gumka mogła pęknąć, tabletka mogła nie zadziałać, ale mimo wszystko, obydwoje, i kobieta i mężczyzna, muszą w trakcie i przed seksem mieć świadomość że sytuacja przypadkowego zapłodnienia może mieć miejsce.
      2. Ktoś tutaj powiedział że to państwo ma zapewniać opiekę temu dziecku? Na świecie, także w Polsce, jest mnóstwo osób które są bezpłodne i nie mogą mieć dzieci, a czy tej kobiecie się coś stanie jeżeli ponosi to życie w swoim brzuchu kilka miesięcy więcej? Dziecko po narodzeniu można oddać komuś, kto zapewni mu lepszy byt (żeby nie było to stosowanie przymusowego zabierania dzieci z biedniejszych rodzin to jedna z najobrzydliwszych rzeczy jakie państwo może zrobić dziecku i kochającym rodzicom) a nie zabierać mu szansy do życia tylko dlatego że było przypadkowym zajściem, jak dla mnie to już jest złamanie aksjomatu, a ten kto łamie aksjomaty nie może być nazywany libertarianinem…

  8. Panie Dawid ja wierzę,że człowiek ma duszę od poczęcia, pan może i nie wierzy. Ale to niewiele zmienia. Na gruncie rozumowym nie da się jednoznacznie powiedzieć kiedy płód staje się człowiekiem. Skoro zaś się nie da,to lepiej uznać,że od poczęcia, bo każda inna granica będzie przynajmniej równie arbitralna. Uznanie zaś granicy od poczęcia sprawia,że nie ryzykujemy zabicia człowieka. Każda inna granica takie ryzyko zawiera.

    1. Dokładnie. Gdyby Dawidowi ktoś przystawił do głowy rewolwer i bawił się w rosyjską ruletkę, to pewnie Dawid by protestował, że to zbrodnia i zło, pomimo braku pewności czy by zginął.

      Ciekawe czy w takiej sytuacji Dawid byłby skłonny uznać – w trosce o „nie czynienie sprawcy niewolnikiem” – że niezbędne do przerwania zabawy jest dostarczenie dowodu, że kolejne pociągnięcie za spust spowoduje strzał.

  9. Samoposiadanie górą. Dzieci nie są własnością państwa, więc to nie ustawa ma decydować kiedy matka ma prawo usunąć płód, który Rothbard nazywał wprost pasożytem, który przestaje być pasożytem dopiero gdy sam wyjdzie z brzucha matki. Każdy kto twierdzi inaczej neguje aksjomat samoposiadania, obala cały Rothbardyzm i wieloletni dorobek austriackiej szkoły ekonomii.

  10. Ja w sprawie aborcji. Po pierwsze. Jeśli zgadzamy się że człowieka można zabić tylko i wyłącznie w ramach obrony koniecznej albo kary śmierci, to nie na sensu używać żadnych argumentów religijnych przeciwko aborcji (dusza itp), wystarczą biologiczne. Po drugie z biologii a nie z teologii wiadomo że nowy organizm pojawia się w momencie zapłodnienia, to nie jest wiedza religijna to rudymenty biologii. Czy w wyniku zapłodnienia pojawia się stadium larwalne czy inne, to nie zmienia stanu rzeczy. Osobną sprawą jest przynależność gatunkowa nowo powstałego organizmu. Ja stawiam taką tezę że skoro obie gamety pochodziły od osobników homo sapiens sapiens to nowy organizm też jest homo sapiens sapiens. Po trzecie Rothbard nie miał w tym wypadku racji. Ciąża to nie agresja, atak pasożyta itp. bo ciąża to normalny etap procesu zwanego przez biologów rozmnażaniem homo sapiens sapiens. Drożdże pączkują, bakterie się dzielą, boginie Wenus rodzą się z morskiej piany, boginie Ateny wyskakują z głowy Zeusa a homo sapiens sapiens mają przez około 9 miesięcy okres życia płodowego. Mylenie ciąży z atakiem tasiemca (czy z atakiem Obcego z filmu Obcy) to jak mylenie stosunku seksualnego z zakładaniem cewnika moczowego u kobiet. Albo jak nieodróżnianie krwawienia spowodowanego raną od krwawienia miesięcznego. Oczywiście można na ludzką naturę narzekać i się tym gorszyć jak kiedyś Lem w Dziennikach Gwiazdowych ale nie zmienia to faktów dotyczących natury ludzkiego rozmnażania. Ostatnio słyszałem na youtube wypowiedź naukowca że połączenie układu rozrodczego i wydalniczego to jak budowa disneylandu na terenie oczyszczalni ścieków. Być może ale na pewno nie jest to agresja jak zresztą żaden etap ludzkiego rozmnażania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *