Rozdziały podręcznika „Wolna przedsiębiorczość”

15 stycznia 2015 Teksty komentarze: 18

Na przełomie listopada i grudnia 2014 r. rozpoczęliśmy prace nad największym projektem w dotychczasowej historii Instytutu Misesa, który polega na stworzeniu bezpłatnego, cyfrowego zestawu do nauki ekonomii i przedsiębiorczości w szkołach średnich. Przedsięwzięcie to jest naszą odpowiedzią na niski poziom wiedzy ekonomicznej Polaków, oraz błędy i przestarzałe metody kształcenia obecne w programach nauczania.

Zainaugurowana równocześnie zbiórka crowdfundingowa, za pomocą której chcemy pozyskać środki potrzebne na realizacje projektu, spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem Internautów, dzięki czemu otrzymaliśmy dotychczas blisko 45 000 zł, co stanowi 74% potrzebnej kwoty. Na fali tego entuzjazmu zdecydowaliśmy przystąpić do tworzenia zestawu przed zakończeniem zbiórki. Poniżej prezentujemy roboczą wersję spisu treści oraz dwóch pierwszych rozdziałów podręcznika dla uczniów. Zachęcamy do zapoznania się z nimi i zamieszczania w komentarzach Państwa uwag oraz sugestii na ich temat.

Aby podręcznik mógł trafić do uczniów musimy zebrać w ciągu 12 dni jeszcze co najmniej 15 000 zł, dlatego prosimy wszystkich naszych Sympatyków o wsparcie projektu.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezaleznym i nienastawionym na zysk osrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwolujacym sie do tradycji austriackiej szkoly ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertarianskiej mysli politycznej. Instytut zostal nazwany na czesc - naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. - Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

18 Komentarze “Rozdziały podręcznika „Wolna przedsiębiorczość”

  1. Drobny błąd pod koniec pierwszego rozdziału: „oraz że starają się dobrać do realizacji tych celów adekwatne w ich opinii środki (co często im się udaje, w wyniku czego popełniają błędy)”. Powinno być: „co często im się nie udaje”.
    Również drobna sugestia dotycząca krótkiej informacji przed zadaniami w rozdziale drugim, wydaje mi się, iż lepszym przykładem użytecznego wykorzystania koncepcji kosztu alternatywnego byłaby ilustracja następującej sytuacji:
    Mamy do wykonania jakąś pracę, obowiązek w domu np. remont, większość ludzi może pomyśleć, iż zatrudnienie pracowników, którzy wykonają dla niego tą usługę to koszt remontu i postanawia samemu wykonać potrzebną pracę w swoim czasie wolnym, sądząc, że oszczędzają – nie musząc wydawać pieniędzy na dodatkową usługę (popularny koszt pieniężny). Jednakże w rzeczywistości poprawniejsze rozważanie kosztu tego działania powinno zawierać działania alternatywne jakich moglibyśmy podjąć się zamiast angażować się samemu w remont. Przykładowo gdybyśmy pracowali jako programista lub pisarz w domu, może się okazać iż gdybyśmy poświęcili czas wolny zamiast na remont na dodatkową pracę zawodową to dodatkowe otrzymane wynagrodzenie pieniężne przekroczyło by koszt pieniężny wynajęcia ekipy remontowej. Tym samym rozważając koszt zawsze jako alternatywne wykorzystania naszych środków i działań pozwala na lepsze nimi gospodarowanie, zmniejsza szansę popełniania błędów i występowania strat.

    1. Dokładnie taki przykład (z remontem) jest wykorzystany w rozdziale o kosztach komparatywnych, który wkrótce będzie opublikowany 🙂

    2. Dziękuję za poprawkę.
      Przykład, o którym Pan pisze, to świetny pomysł – jest wykorzystany w piątym rozdziale!

  2. Dla mnie to trochę nudnawe i pachnie archaiczną epoką przedinternetową.
    .
    Mamy 2014 rok, programy symulujące procesy, niesamowite wizualizacje tych procesów. Dlaczego więc uparcie brniemy w przestarzałe technologie prezentacji wiedzy?
    .
    Taki tekst może być co najwyżej SCENARIUSZEM do opracowania SYSTEMU WIEDZY, który polegałby na skonsolidowaniu wszystkich procesów w jednym MASTER-procesie, a następnie kolejno w dół zgodnie z logiką prakseologii., czy po prostu ludzkiego działania …
    .
    Moim zdaniem musimy całkowicie zmienić podejście nie tylko do prezentacji wiedzy z ekonomii, ale wręcz samą wiedzę, gdyż dzisiaj jest to XIX wieczny bełkot pseudonaukowy, głównie marksistowski.
    .
    Przykładowo – terminy „bezrobocie”, „eksport”, „import”, „PKB” są kompletnie pozbawione sensu poznawczego, a duża część dzisiejszej ekonomii używa tych terminów i jedynie dyskutuje, jak się do nich odnosić zgodnie ze swoim paradygmatem polityczno-społecznym.
    .
    To właśnie ten XIX-wieczny bełkot intelektualny spowodował, że dzisiaj pozornie normalni psychicznie ludzie potrafią dyskutować o bitkojnie, jak by to był „pieniądz” i nie zauważają, że to jest po prostu NIC …
    .
    Tak więc proponuję, póki czas, zmienić filozofię całego projektu i zrobić coś na miarę EPOKI, a nie skopiować bełkot pseudonauki i go jedynie sprofilować „wolnorynkowo” …
    .
    Jeżeli chcemy, aby młodzi ludzie ZROZUMIELI ŚWIAT, to nie mómy im, że „dzięki Wolnemu Rynkowi nie będzie bezrobocia”, lecz wyjasnijmy im, że to pojęcie NICZEGO NIE OZNACZA i zostało wymyślone przez URZĘNIKÓW w celu realizacji swoich biurokratycznych działań.
    .
    Uwolnijmy młodzież od BEŁKOTU marksistowsko-freudowskiego rodem z XIX wieku !!!
    .
    Zauważcie, że nawet nasze środowisko zabrnęło w ślepą uliczkę:
    – używamy określenia „prawica”, a nie „Wolny Rynek”
    – używamy określenia „liberalizm”, choć jest to idea lewicowa
    – używamy słowa „kapitalizm” żywcem wyjętego z gardła Marksa
    – używamy argumentów UTYLITARNYCH, zamiast IDEOWYCH. Argumentujemy, że Wolny Rynek jest lepszy, bo dzięki niemu WYPRODUKUJEMY WIĘCEJ DÓBR !!! A przecież to NIE O TO CHODZI !!! Wolny Rynek to nie jest koncepcja „otwartego obozu koncentracyjnego”, gdzie wszyscy z uśmiechem pracują BARDZIEJ EFEKTYWNIE, niż w obozie KL Auschwitz’Birkenau, gdyż nadzorcy są teraz dla nich „dobrzy” !!!
    .
    My jesteśmy zwolennikami Wolnego Rynku nie dlatego, że jest „bardziej efektywny”, lecz dlatego, że pozwala na realizację WOLNEJ WOLI CZŁOWIEKA …

    1. Nie można krytykować podręcznika za to, że nie wywraca do góry nogami całego podejścia pedagogicznego i – nazwijmy to – metaekonomicznego. To nie ma być, jak mi się wydaje, rewolucja na każdym poziomie; zerwanie ze wszystkim, co było dotychczas. To ma być z pozoru normalny i nierzucający się w oczy podręcznik. W tym jest jego siła. Zbyt dużo nowinek zadziałałoby na niekorzyść. Może, owszem, wszyscy mieliby przekonanie, że zrobili wszystko jak najlepiej. Ale czasem lepsze jest wrogiem dobrego. I tutaj tak jest. Poza tym, weźmy pod uwagę, że mówimy tu o porządku edukacyjnym z monopolistyczną kontrolą państwa; nie da się zrobić wszystkiego,co się chce i uważa za słuszne, bo to zwyczajnie nie przejdzie. Po co robić podręcznik, który nie zostałby dopuszczony?

      >– używamy argumentów UTYLITARNYCH, zamiast IDEOWYCH. Argumentujemy, że Wolny Rynek jest lepszy, bo dzięki niemu WYPRODUKUJEMY WIĘCEJ >DÓBR !!! A przecież to NIE O TO CHODZI !!! Wolny Rynek to nie jest koncepcja „otwartego obozu koncentracyjnego”, gdzie wszyscy z uśmiechem pracują >BARDZIEJ EFEKTYWNIE, niż w obozie KL Auschwitz’Birkenau, gdyż nadzorcy są teraz dla nich „dobrzy” !!!

      >My jesteśmy zwolennikami Wolnego Rynku nie dlatego, że jest „bardziej efektywny”, lecz dlatego, że pozwala na realizację WOLNEJ WOLI CZŁOWIEKA …>

      „My” odnosi się, jak rozumiem, do libertarianizmu. Ale to nie jest podręcznik do etyki, tylko do ekonomii. Można spokojnie czytać ten podręcznik jako libertarianin i nie zdradzać swoich przekonań libertariańskich. Argumenty ekonomiczne są utylitarne i trudno to zmienić. Po to jest właśnie etyka, żeby wiedzieć, jak słusznie używać rozumowania ekonomicznego.

    1. Generalnie każdy rozdział nie powinien przekraczać za bardzo 1500 słów. Rozdziałów obecnie mamy w planie 50, ale prawdopodobnie będzie więcej, bo dodamy trochę rzeczy praktycznych, które przydają się do życia codziennego (porady typu „uważaj co podpisujesz” itd.).

      Książka zatem będzie miała kilkanaście arkuszy (arkusz to 40 tysięcy znaków).

  3. @Mateusz Machaj – Ja swoje uwagi wysłałem wczoraj w formie pdf-a Piotrowi Kotowi. Ale widzę, że Seb też już wychwycił, to co ja…
    A w ogóle to byłaby szansa, żeby oryginalna wersja tekstu była składana w LaTeX-u? – chodzi mi, że każdy móbłby ściągnąć plik i np. na marginesie nanieść swoje uwagi, a potem odesłać plik z naniesionymi komentarzami.
    @Ultima Thule – mam podobne intuicje, ale zgodzę się też z częścią twierdzeń wyrażonych przez Wincentego Okonia w książce „Wprowadzenie do dydaktyki ogólnej”, Rozdział piętnasty: „Funkcje i treść podręczników szkolnych”. Chodzi o to, że każdy ma indywidualny sposób uczenia się.
    Mnie, mimo licznych uwag do dwóch pierwszych rozdziałów, podoba się ten opublikowany fragment.

    1. Panie Rafale, plik otrzymałem, serdecznie dziękuję, na pewno skorzystamy. Co do systemu LaTeX – nie znam się, ale propozycja brzmi bardzo sensownie i jeśli nie ma ku temu jakichś przeszkód (np. finansowych), to jestem jak najbardziej za.

      Poza tym uwaga ogólna: wkrótce kolejne rozdziały. Chcemy, żeby książka była na bieżąco recenzowana przez Czytelników.

      1. A cieszę się, że list dotarł.
        Kompilatory LaTeX-a są na licencji niewymagajacej ponoszenia żadnych kosztów przy publikowaniu prac złożonych za ich pomocą. Jeżeli chodzi o nadanie układowi strony oryginalnego wyglądu i o poskładanie tekstu w LaTeX-u, to jeżeli robiłbym to ja, to też w ramach wolontariatu. Kosztem byłby czas, jaki autorzy musieliby poświęcić na przeczytanie ze 20 stron instrukcji (bez jakiegoś szczególnie dobrego zrozumienia, bo chodzi raczej o znajomość jedynie kilkunastu komend i reguł):
        http://zelmanov.ptep-online.com/ctan/lshort_polish.pdf (punkty: 1.2.3, 1.3, 1.4, 2.1-2.4, 2.7-2.9)
        Może warto byłoby też, żeby ci spośród autorów, którzy mają zamiar zamieszczać ilustracje, mieli świadomość, wykonania jakiego rodzaju ilustracji powinni oczekiwać od osoby bądź osób składających tekst (czyli co nie jest zadaniem grafików). To trochę czasu zajmuje (dokument jest bardzo długi), ale warto go przekartkować w całości w celu rzucenia okiem na przykładowe obrazki (mimo, że nie wszystkie rozdziały zawierają obrazki, a sporo grafik wyglada bardzo podobnie):
        http://www.bu.edu/math/files/2013/08/tikzpgfmanual.pdf
        No i trzeci problem, to instalacja LaTeX-a wraz z paroma pakietami (ja to zawsze w takich sprawach proszę kogoś o pomoc…). To jest LaTeX na Windowsa (podobno nie jest zły): http://miktex.org/download

        Więc dla osoby, która dotychczas nie składała prac dyplomowych i artykułów w LaTeX-u, to na początku koszt jest duży (tzn. sporo czasu to zajmuje). Ale później nie trzeba sie martwić, że odwołanie do któregoś podrozdziału czy rysunku się przestanie zgadzać, bo coś innego zostało dodane, czy usunięte – w LaTeX-u wszystkie numeracje, spisy, odwołania robione są automatycznie. Ponadto, w razie potrzeby, „jedną komendą” zmnienia się wygląd całego tekstu – a nie strona po stronie (jak w Office).

      2. PS: zapomniałem jeszcze o problemie związanym z systemem kontroli wersji. To jednak za bardzo nie wiem, jak to by miało działać, jak dwie osoby jednocześnie odesłałyby kod źródłowy z poprawionymi innymi dostrzeżonymi literówkami…. Chyba że po prostu byłaby instrukcja, żeby wyłącznie dodawać komentarze (tekst poprzedzony znakiem %) – wtedy to też nie wymagałoby znajomości składni LaTeX-a przez sprawdzajacych…

    1. Wersja sucha jest napisana. Teraz dokańczam poprawki po recenzji wewnętrznej do działu III. Równolegle idzie redakcja wcześniejszych działów. Potem skład i korekta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy