Autor: L. Foubert
Źródło: econlib.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Artykuł pochodzi z Cyclopædia of Political Science, Political Economy, and the Political History of the United States, wydanej pod red. Johna J. Lalora w roku 1881 nakładem firmy Merrill and Co.

anarchiaZgodnie z etymologią tego słowa anarchia oznaczałaby brak jakiegokolwiek rządu, zniesienie wszelkiej władzy politycznej; choć jesteśmy w stanie wyobrazić sobie zarówno skrajnie złe, jak i skrajnie dobre efekty tak ekstremalnej zmiany, w rzeczywistości może ona być praktycznie nieosiągalna. Dlatego zdaje się, że historia nie przedstawia nawet jednego kompletnego przykładu anarchii, w której każda jednostka byłaby w pełni niezależna od władzy zewnętrznej.

Ponieważ gromadność jest jedną z podstawowych cech człowieka, w każdym ruchu dążącym do dezintegracji społeczeństwa odnajdujemy elementy jednego lub więcej nowych związków; a jeżeli po obaleniu rządu nie zostanie on szybko zastąpiony nowym, obywatele zaczynają grupować się w mniej lub bardziej liczne frakcje skupione wokół zwierzchnictwa, które w takiej sytuacji wyłania się naturalnie. Niestabilność władzy publicznej jest swoistym wyznacznikiem anarchii — czy są to rządy obejmujące cały kraj, ale reprezentujące różne dynamicznie następujące po sobie idee, czy też jest to przypadek narodu podzielonego na kilka wrogich sobie frakcji. Taki stan rzeczy może zapanować nagle, a czasem gdy najmniej można się tego spodziewać. Niemniej źródła owego zła są niemal zawsze niezależne i powinny być starannie odróżnione od wypadków, które to zjawisko spowodowały.

Istnienie społeczeństwa politycznego zakłada wspólny cel, a kiedy tylko członkowie takiego społeczeństwa przestają się zgadzać odnośnie do celu lub środków jego osiągnięcia, możemy powiedzieć, że pojawia się zalążek anarchii. Anarchia żyje zatem w umysłach ludzi, na długo zanim objawi się faktycznie. Można wyróżnić dwie przyczyny zaistnienia anarchii: sprzeczność wierzeń czy opinii oraz antagonizm interesów.

Te dwie przyczyny są niemal równorzędne, ale nawet jeśli interes jest głównym motywem napędzającym działania, jest on zwykle spychany na dalszy plan lub nawet całkiem ukrywany. Dzieje się tak, ponieważ ludzie działając wspólnie, starają się — przynajmniej z pozoru — wznieść się ponad poziom pospolitych interesów, za które indywidualnie są gotowi poświęcić tak dużo. Wolą też połączyć przyczynę, dla której walczą, z jakąś ważną zasadą w polityce, moralności lub religii.

W republikach ambicje obywateli pragnących zdobyć władzę najwyższą, a w monarchiach ambicje książąt, którzy mogą wstąpić na tron jedynie poprzez zmianę w naturalnym porządku sukcesji, były niejednokrotnie oczywistą przyczyną anarchii. Ale jeśli przyjrzymy się bliżej, okaże się, że te ambitne osoby po prostu skorzystały na nieporozumieniach między ludźmi lub antagonizmie interesów, a w kraju już wcześniej istniała głębiej zakorzeniona przyczyna anarchii. Jej skutki dzięki osobistemu działaniu powziętemu przez tych ambitnych ludzi zostały jedynie urzeczywistnione szybciej i bardziej intensywnie. W pewnym stopniu podobnie jest ze słabościami nieodłącznie związanymi z każdą konstytucją polityczną; dopóki ludzie rozumieją się nawzajem, nie stają się one przeszkodami.

Niemniej jednak istnieją takie słabości, które można uznać za niemal pewną przyczynę anarchii, z tego powodu, że w danym momencie z pewnością doprowadzą one do poważnych różnic między obywatelami danego państwa. Bardzo duże państwa zawierają w sobie zalążki anarchii z powodu niemal absolutnej niemożności utrzymania tak wielu różnorodnych interesów w harmonii przez bardzo długi czas oraz niemożliwości ustanowienia między mieszkańcami krajów, długo sobie nieznanych, wspólnoty idei, która jest konieczna do zachowania wystarczającej siły spójności między różnymi częściami takiego imperium.

W przypadku anarchii wynikającej z anormalnego terytorialnego rozszerzenia państwa, często jest to preludium do rozpadu społecznego. Ale są inne przypadki, w których anarchia wynika wyłącznie ze zbyt szybkiej transformacji warunków istnienia społeczeństwa politycznego. Wtedy zamiast następować spokojnie, postęp dokonuje się w gwałtownych zrywach spowodowanych walką starych i nowych idei.

Bez względu na warunki jej zaistnienia, anarchia jest zawsze wielkim złem. Nie tylko zmniejsza bezpieczeństwo jednostki i mienia, o ile całkiem ich nie unicestwia, ale także niszczy zaufanie, wysusza źródła pracy. Nędza, którą wytwarza, sprawia, że ludzie stają się ofiarami złych namiętności i są bardziej podatni na wpływy różnych stronnictw. Ale wielkie cierpienie, jakie anarchia przynosi ludziom, oraz kłopoty, jakie wprowadza do gospodarki, mają na ogół mniejsze znaczenie niż zakłócenia, jakie powoduje w porządku moralnym. Ludzie poddawani są próbom, z których rzadko wychodzą z jakąkolwiek korzyścią dla siebie. W czasach anarchii mamy do czynienia z rzadkimi przykładami cnoty politycznej, odwagi cywilnej i siły moralnej, ale jednocześnie bezlikiem krzywd wyrządzonych sumieniu publicznemu. W gorączce, która ogarnia wszystkie umysły, pojęcia dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości zostają zaciemnione. Osądy wydaje się na ślepo i we wściekłości, a decyzje podejmuje impulsywnie. Taki stan przemocy następnie przynosi apatię i wstręt, a konieczność powrotu do spokoju, porządku i odpoczynku staje się tak nagląca, że prawie zawsze doprowadza do rewolucji, które są zgubne dla wolności publicznej. Szczęśliwi ludzie, których wolności nie giną całkowicie w tych śmiertelnych kryzysach i którzy szukają bezpieczeństwa u władzy na tyle inteligentnej, by wiedzieć, jak właściwie ograniczyć dyktatorską władzę, którą jej powierzono.

Sposoby zapobiegania anarchii lub położenia jej kresu z konieczności różnią się w zależności od nieskończonej ilości kombinacji okoliczności, w jakich znajduje się dane społeczeństwo. Wielką sztuką męża stanu jest odnalezienie sposobów jak najlepiej dostosowanych do czasu i charakteru narodu. Jednak w wielu przypadkach anarchia podobna jest do ostrej choroby, kiedy bardziej niż umiejętności lekarza uzdrawiają pacjenta sama natura i upływający czas.

Czyż anarchia, która jest bardzo wielkim złem, nie może stać się bardzo wielkim dobrem? Takie pytanie zadał znany pisarz, Pierre-Joseph Proudhon, i nie wahał się odpowiedzieć na nie twierdząco. Jeśli dobrze go zrozumiemy, anarchizm Proudhona to nic innego jak samorząd doprowadzony do ekstremum i ostatni krok w rozwoju ludzkiego rozumu. Według niego ludzie w końcu uznają, że zamiast spierać się i walczyć o kwestie, o których w większości przypadków nie wiedzą nic, zamiast dążyć do zniewolenia siebie nawzajem, lepiej by zrobili, gdyby zaakceptowali prawo, którym rządzi się praca i zaczęli współpracować, aby zwyciężyć nad licznymi przeszkodami, które natura przeciwstawia ich dobrobytowi. W tym nowym porządku rzeczy narody nie byłyby niczym więcej niż grupami producentów połączonymi ze sobą bliskimi więzami wspólnego interesu. Polityka w dzisiejszym rozumieniu straciłaby swój raison d’être, a anarchia, to znaczy brak jakiejkolwiek władzy politycznej, byłaby wynikiem tej przemiany ludzkiego społeczeństwa, w którym odtąd wszystkie kwestie do rozwiązania miałyby charakter czysto ekonomiczny. Dawno temu Jean-Baptiste Say wyraził opinię, że funkcje państwa powinny zostać zredukowane do wykonywania obowiązków policyjnych. W takim przypadku potrzebny będzie tylko jeden krok, aby dotrzeć do anarchii Proudhona — zniesienie władzy policyjnej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej. Ludwig von Mises
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Kamil Bojdoł
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Andrzej Jędruchniewicz
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Wojciech Langiewicz
Pan Kamil Ludwiczuk
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Łukasz Osileniec
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 425,86 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>