Jasay: Problem egzekucji umów

30 stycznia 2020 Filozofia polityki komentarze: 0

Autor: Anthony de Jasay
Źródło: oll.libertyfund.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Tłumaczenie artykułu, który pierwotnie został opublikowany 2 października 2006 r. jako część I eseju „The Failure of Market Failure”[1] na łamach Library of Economics and Liberty, a następnie ukazał się w książce „Political Economy, Concisely: Essays on Policy that does not work and Markets that do”, za zgodą Liberty Fund

Ludwig von Mises powraca w wielkim stylu – kliknij i wesprzyj wydanie biografii największego ekonomisty XX wieku!

Wedle powszechnie panującej opinii istnieją dwa zasadnicze powody, dla których rząd jest uprawniony do narzucania swojej woli poddanym i dlaczego poddani są rządowi winni posłuszeństwo, pod warunkiem, że dzieje się to zgodnie z pewnymi (konstytucjonalnymi) regułami. Jeden z powodów wywodzi się z produkcji, drugi z dystrybucji — dwóch aspektów współpracy społecznej. Zwykłe mechanizmy rynkowe produkują i dystrybuują dochód narodowy, ale ta dystrybucja jest nielubiana przez większość poddanych (głównie dlatego, że jest „zbyt nierówna”) i to do rządu należy jej redystrybucja (uczynienie jej bardziej równą lub naginanie jej w inny sposób — funkcja nazywana przez jej zwolenników „działaniem na rzecz sprawiedliwości społecznej”). Mówi się jednak, że rynek jest niewystarczający nawet przy generowaniu dochodu narodowego. Rząd jest potrzebny, aby przezwyciężyć niedoskonałości rynku. Społeczeństwo racjonalnych jednostek pojmie to i natychmiast upoważni rząd, aby zrobił to, co jest potrzebne (np. poprzez opodatkowanie, regulację i nadzorowanie), aby naprawić te niedoskonałości.

Twierdzę, że przynajmniej część, jeśli nie całość, argumentacji co do zawodności rynku nie jest w stanie udowodnić swojej racji. Były inne prace, które używały już podobnych argumentów w tym samym celu, ale jeszcze jeden taki tekst nie zaszkodzi.

1. Egzekucja umowy jednorazowej

Podział pracy pociąga za sobą wymianę, a wymiana jest egzekucją milczącej lub jawnej umowy. W standardowej teorii, jeśli jedna strona umowy wykonuje swoją część umowy poprzez dostarczenie dobra zgodnie z ustaleniami, optymalnym sposobem działania drugiej strony jest odebranie dobra i odejście bez dostarczenia swojej części. Pierwsza strona wie o tym i słusznie stwierdza, że jej najlepszym sposobem działania jest niedostarczenie dobra. Druga strona także wie, że tak jest. W związku z tym strony nie zawrą umowy, a wzajemnie korzystna wymiana dóbr nie będzie miała miejsca. (Dobrze przećwiczonym modelem tej interakcji jest oczywiście osławiony dylemat więźnia, który był kamieniem węgielnym argumentów za władzą polityczną od lat pięćdziesiątych do osiemdziesiątych, choć od tego czasu został nieco osłabiony przez pogłębienie zrozumienia teorii gier.)

Jeśli okoliczności pozwalają obu stronom na jednoczesne wykonanie zobowiązań umowy, problem znika, ponieważ każda dostawa jest zależna od drugiej, tak że obie strony są w najlepszej sytuacji, jeśli każda z nich dostarczy dobra zgodnie z umową. Zwykle jednak nie jest wygodne i skuteczne naleganie na transakcje gotówkowe. Współczesna gospodarka jest niewyobrażalna bez dużej ilości wymian niejednoczesnych. Czy umowy dotyczące kredytu lub innej niejednoczesnej egzekucji wymagają, aby strona trzecia, na przykład państwo, dopilnowała, aby obie strony wywiązały się ze swoich zobowiązań?

Kiedyś uważano, że w niewielkiej społeczności, w której dominują relacje „twarzą w twarz”, powiedzmy na rynku bydła wiejskiego, nie jest potrzebny żaden organ egzekwujący w postaci strony trzeciej, ponieważ żadna ze stron wymiany nie może ryzykować niewywiązania się z umowy i utraty reputacji, a nawet narażać się na odwet w jakiejś nieprzyjemnej formie. Z drugiej strony w dużych grupach kontrahentów „bez twarzy” każdy by mógł bezkarnie nie wywiązać się z umowy. Hayek, dla przykładu, usilnie twierdził, że w „wielkim społeczeństwie”, w którym dominują anonimowe transakcje, potrzebne są silne ramy prawne, by wzmocnić wolny rynek, który bez nich nie mógłby funkcjonować. Jego „ład spontaniczny” pojawił się w tych (niespontanicznych) ramach.

Ten rodzaj argumentu odnośnie „zawodności rynku”, który, co dziwne, pochodzi od Hayeka, powszechnie czczonego jako mistrza klasycznego liberalizmu, zawodzi głównie przez błędne ustalenie faktów. Najbardziej oczywistym z nich jest oderwana od życia koncepcja umów między anonimowymi stronami, które mogą odejść od umowy bez dostarczania swojej części, w przypadku, w którym nikt nie wiedział kim są. Nie ma anonimowych umów. Tam, gdzie tysiące bezimiennych klientów przepływa przez kasę supermarketu, każdy ma umowę z bankiem, który wydał kartę kredytową, a firma wydająca kartę ma umowę z supermarketem, każda ze stron każdej umowy jest odpowiednio nazwana i zidentyfikowana. W handlu hurtowym hurtownicy w tej samej branży wiedzą dużo o swoich kontrahentach z drugiego końca świata, a jeśli nie, to ich bankierzy i brokerzy wiedzą. Ryzyko niewywiązania się z umowy jest przenoszone, często na wyspecjalizowanych pośredników, na każdego, kto przyjmie go po najniższym koszcie, ponieważ najlepszym rozwiązaniem jest jego minimalizacja. Z dobrych powodów cały świat jest społeczeństwem facetoface lub w każdym razie działa w sposób bardzo zbliżony.

Innym faktem, w którym standardowa teoria zawodności rynku się myli, jest to, że chociaż wiele wymian rynkowych odbywa się w formie jednorazowych umów, które są w pełni realizowane, gdy każda ze stron dokonała jednej dostawy, o wiele więcej wymian — prawdopodobnie większa część zagregowanych wymian rynkowych — nie jest jednorazowych. Prowadzone są one na podstawie kontynuowanych umów przewidujących powtarzające się egzekucje, często nieokreśloną liczbę razy.

2. Egzekucje powtarzane

Przykładem, który pierwszy przychodzi na myśl, jest umowa o pracę, w której pracownik wyraża zgodę na świadczenie pewnych usług tydzień po tygodniu, z miesiąca na miesiąc, a pracodawca zgadza się płacić mu w regularnych odstępach czasu, przez pewien okres lub do momentu, gdy którakolwiek ze stron wypowie umowę z należytym wyprzedzeniem. Podobne umowy z wielokrotną dostawą często dotyczą dostaw części i materiałów do producentów i dostaw gotowych towarów do handlu. Zwykle działają przez czas nieokreślony, ale jednocześnie niepewny.

W odróżnieniu od umów jednorazowych, umowy powtarzane nie są zgodne z logiką dylematu więźnia, gdzie „najlepsza strategia” to „wziąć pieniądze i uciekać”, tj. celowe niewykonanie zobowiązania. Niewywiązania się z umowy w przypadku dowolnej dostawy na dowolnym ogniwie łańcucha dostaw powoduje przerwanie łańcucha i zwykle powoduje zerwanie umowy. W związku z tym, opłaci się to tylko wtedy, gdy zyski spowodowane niewykonaniem jednorazowej dostawy przewyższają wartość bieżącą wszystkich przyszłych zysków, które zostałyby osiągnięte, gdyby umowa była kontynuowana na czas nieokreślony.

Szala na rzecz dalszego dostarczania dóbr zgodnie z ustaleniami (lub płacenia zgodnie z umową) zostanie znacznie przechylona, jeśli potencjalny oszust straci nie tylko przewidywane zyski z umowy, którą złamie, ale także potencjalne zyski z innych umów, których strony trzecie odmówią zawarcia z nim po tym, jak dowiedzą się, że wcześniej nie wywiązał się z umowy. Utracone zyski z potencjalnych umów dodane do utraconych zysków z umowy, która faktycznie zostaje zerwana, tworzą silne przypuszczenie, że realizacja zobowiązań w ramach systemu powtarzających się umów jest samo–egzekwującą się konwencją.

Wniosek ten jest zbieżny z dedukcją, dokonaną przez wielu teoretyków, a znaną w teorii gier jako twierdzenie popularne (folk theorem), że wzajemna współpraca poprzez serię nieskończenie powtarzanych gier, z których każda ma strukturę dylematu więźnia, jest możliwą równowagą.

3. Efekt gapowicza

Niewiele pozostaje zatem z argumentu o zawodności rynku, który utrzymuje, że rynek nie może spontanicznie prowadzić do egzekwowania umów wymaganego dla własnego funkcjonowania. Gdyby argument ten był ważny, prawdziwy wolny rynek stanowiłby logiczną niemożliwość. Istnienie wszystkich „rzeczywiście istniejących” rynków byłoby zależne od rusztowania aparatu egzekwującego.

Tak się składa, że większość „rzeczywiście istniejących” rynków jednak w jakimś stopniu wykorzystuje usługi egzekwowania zapewnione przez ustawodawcę, sądy i policję. Dlaczego tak jest w przypadku, gdy argument o zawodności rynku jest nieważny i istnieją odpowiednie bodźce dla racjonalnych podmiotów gospodarczych do stosowania się do samo–egzekwującej się konwencji wypełniania umowy?

Krótka odpowiedź brzmi tak, że karanie, a tym samym odstraszanie od niewywiązywania się z umów, rzadko jest bezkosztowe. Nawet pasywne bojkotowanie oszusta wiąże się z pewnymi kosztami w niedogodnościach, chociaż poniesienie kosztu może być sposobem zapobiegania większym stratom. Jeśli można uzyskać taki sam wynik bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów, metoda ta będzie preferowana.

Kiedy organy ustawodawcze, sądy i policja — jednym słowem, rząd — są ustanowione i utrzymywane z podatków, które rząd ma prawo nakładać, firmy i jednostki racjonalnie wolą powierzyć mu zadanie egzekwowania i cieszyć się złudzeniem, że otrzymują coś za nic, zamiast podejmować wysiłek samemu. Postrzegają to jako szansę na skorzystanie („jazdę na gapę”) z podatków płaconych przez wszystkich innych i nie dostrzegają, że w ostatecznym rozrachunku ich własne podatki muszą wzrosnąć, aby pokryć koszty wszystkich innych, którzy również wolą „jeździć na gapę”. Tendencja doskonale wpisuje się w ważny cel każdego rządu, a mianowicie zniechęcanie do prywatnego egzekwowania i nabywania przez państwo monopolu na wszelkie egzekwowanie reguł.

4. Agencja egzekwująca

Bardzo daleko jest od domniemanej zawodności rynku do ryzyka wszechogarniającej władzy politycznej, ale tę długą drogę trzeba jednak pokonać. Teoria podręcznikowa beztrosko naucza, że skoro umowy są z natury podatne na niedotrzymanie warunków, ich obowiązująca moc musi być zapewniona przez służby wyspecjalizowanej agencji egzekwującej (takiej jak państwo). Jeśli jednak agencja ma być związana umową milczącą lub jawną (taką jak konstytucja) w celu dostarczenia najlepszej usługi w interesie wszystkich bona fide podmiotów gospodarczych, to ta umowa również wymaga egzekucji, ponieważ w przeciwnym razie, dlaczego agencja nie miałaby być leniwa lub stronnicza lub w inny sposób nikczemna? Wyraźnie jednak agencji egzekwującej nie można powierzyć egzekwowania takiej umowy przeciwko samej sobie. Domniemany lek może być znacznie gorszy niż choroba. Być może w tym tkwi ostateczna zawodność tezy o zawodności rynku.

 

[1] Cześć II pt. „Dylemat dóbr publicznych” została opublikowana na naszych łamach 14 sierpnia 2018 r.

Źródło ilustracji: Pixabay.com

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Anthony de Jasay

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572