Powrót
Ekonomia środowiskowa

Book: Czemu otrzymujemy więcej za mniej?

0
Joakim Book
Przeczytanie zajmie 14 min
Book_Czemu otrzymujemy wiecej  za mniej
Pobierz w wersji
PDF EPUB MOBI

Źródło: aier.org

Tłumaczenie: Filip Juszczak

Dla osób o wystarczająco ugruntowanych libertariańskich poglądach, niezależnie od problemu, zawsze rozwiązaniem jest więcej kapitalizmu. Tak skrajna opinia jest zaskakująco trudna do podważenia: kapitalizm tworzy dobrobyt i zasoby, które złaknieni wydatków politycy opodatkują, a następnie redystrybuuj. Podstawowe postulaty idei kapitalizmu, takie jak zapewnienie praw własności i dobrze funkcjonujące systemy finansowe wspierają wzrost gospodarczy; im bardziej wolna gospodarka, tym wyższe PKB per capita; nie wspominając o tym, że dążenie do kapitalizmu przez ostatnie dekady, wyprowadziło miliardy ludzi z biedy. Na podstawie tych obserwacji, można powiedzieć, że im więcej kapitalizmu doświadcza nasz świat, tym w lepszej sytuacji się znajdujemy i dysponujemy większym majątkiem.

Niewiele ludzi akceptuje taki pogląd. Nawet wśród osób, które spędziły całe swoje kariery zawodowe na badaniu rynków, taka wizja wydaje się nieudolnym utopizmem. Jedną z pierwszych spraw, którą podniósłby krytyk kapitalizmu, jest wpływ kapitalizmu na środowisko, chociażby jak wedle dużej części młodzieży, która bardzo przejmuje się zmianami klimatycznymi.

Dla wielu kapitalizm równa się wycince drzew i eksploatacji planety. Przedsiębiorstwa, zwłaszcza te duże, są regularnie karykaturalnie przedstawiane jako „zachłanne drapieżniki polujące na swoją ofiarę: ziemię”. „Nie można mieć nieograniczonego rozwoju na ograniczonej planecie” mówi popularny slogan i zarazem zarzut aktywistów. „ŚwiętaGreta w przemówieniu na szczycie klimatycznym ONZ we wrześniu 2019 pokazowo sprzeciwiła się światowym przywódcom i ich „bajkom o bezustannym wzroście gospodarczym”. Jeżeli kapitalistyczny rozwój naprawdę niszczy planetę, to może powinniśmy przystopować?

Na szczęście kapitalizm nie niszczy planety. Przynajmniej takie jest przesłanie książki More from Less autorstwa Andrew McAfee'ego, pracownika naukowego na MIT Sloan School of Management, oraz współprezesa MIT Initiative on the Digital Economy. Jego wcześniejsza książka, współtworzona przez Erika Brynjolfssona — Drugi wiek maszyny — zajmowała się kompleksowo i optymistycznie postępem technologicznym, tematem, który McAfee dalej bada, jeżeli chodzi o zagadnienia związane z problemami środowiskowymi.

Książka McAfee'ego jest zarazem aktualna, jak i przekonująca. W roku przepełnionym młodzieżowymi strajkami klimatycznymi i ogromnymi protestami przeciwko emisji gazów cieplarnianych, które według aktywistów są winą kapitalistycznego systemu, głos wyraźnie wskazujący pozytywny wpływ kapitalizmu na przyrodę jest mile widziany. Kiedy mówcy, tacy jak Alex Epstein krytykują antyhumanistyczne podejście klimatycznych działaczy, rozwodząc się na temat moralności używania paliw kopalnych, McAfee akceptuje cele działaczy. Tak, ludzie powinni przestać wykańczać naszą planetę, musimy zaprzestać zanieczyszczania ziemi i zacząć żyć w bardziej zrównoważony sposób. Piękno natomiast leży w tym, mówi McAfee, że nie musimy rewolucjonizować naszego obecnego systemu gospodarczego — należy jedynie robić to, co już robimy, tyle że więcej! McAfee dosadnie rozwija swój argument:

W zasadzie zużywamy coraz mniej surowców, rok za rokiem, nawet mimo faktu, że nasza gospodarka się rozwija i populacja rośnie. Co więcej, coraz mniej zanieczyszczamy powietrze i wodę, wydzielamy mniej gazów cieplarnianych, oraz obserwujemy wzrost w populacji wielu zwierząt, które niemal wyginęły. Ameryka, krótko mówiąc, jest już za swoim szczytem, jeżeli chodzi o eksploatację ziemi. (s. 1)

To nie pomyłka: zamiast stać u progu szóstej katastrofy, już robimy użytek z narzędzi, których potrzebujemy, by rozwiązać problem zmian klimatycznych. Jak to możliwe?

Myślę o wytłumaczeniu McAfee'ego jako o modelu „1-4-4”, konstrukcji zbudowanej z pytań: „co”, następnie „jak”, a potem „czemu”. Jedno pojęcie — dematerializacja konsumpcji — składa się z czterech „ścieżek”: „wyszczuplania, wymiany, optymalizacji i zniknięcia”, (s. 111) — i napędzane jest przez cztery trendy, „czterech jeźdźców optymizmu”: postęp technologiczny, kapitalizm, świadomość społeczną i reagujący rząd. 1-4-4

Na pierwszy ogień, samo pojęcie. Dematerializacja znaczy po prostu tyle, że używamy mniej rzeczy. Ilość, niekoniecznie przedmiotów, czy dóbr, ale także materiałów czy energii zużytej do ich produkcji, tego co, bierzemy od ziemi, maleje, nawet mimo że amerykańska gospodarka się rozwija i populacja wzrasta. Od około roku 2000 łączne zużycie podstawowych surowców, takich jak kamień, drewno, cement, miedź i aluminium, przez Amerykanów, utrzymuje się na stałym pułapie, albo spada. Nawet wraz z rosnącą produkcją rolną łączne zużycie wody, nawozów i gruntów spadło (s. 79-83).

wykres1-1.png
wykres2-1.png

Na przestrzeni dekady, od 2008 roku, gospodarka Stanów Zjednoczonych wzrosła o 45%, a populacja o 8%, natomiast łączne wykorzystanie energii przez obywateli Stanów spadło o 2% (s. 83). To rozprzężenie całkowicie obala domniemane założenie o żarłocznej kapitalistycznej produkcji: przez ostatnie dwadzieścia lat nie mieliśmy potrzeby zużywania więcej i więcej surowców, by napędzić naszą bajkę.

Tę tendencję równie wyraźnie widać w skali światowej, chociaż kraje rozwijające się cały czas zwiększają zużycie surowców w miarę swojego rozwoju Od 1990 roku udało nam się wycisnąć większy wzrost gospodarczy na jedną jednostkę CO2, niż kiedykolwiek wcześniej, zużycie energii stopniowo rozłącza się z czynnikami ekonomicznymi; „wzrost gospodarczy nie jest przeciwnikiem środowiska” (s. 261).

Po drugie, cztery ścieżki — czyli „jak” w opowieści McAfee'ego:

  • Wyszczuplanie jest powszechnym procesem czynienia przedmiotów lżejszymi. Puszki od napojów są zmniejszane, jako że opracowaliśmy technologię, która pozwala na wykorzystanie mniejszej ilości materiałów. Mocniejsze silniki, z bardziej efektywnym zużyciem paliwa są mniejsze i lżejsze niż ich poprzednicy. Prawie wszystkie przedmioty, o jakich można pomyśleć, wpisują się w tę tendencję zmniejszania ilości surowców, które idą na ich wytworzenie.
  • Wymiana: stare, dobre wypieranie zawsze było podstawowym ekonomicznym argumentem za ochroną zasobów środowiska: wraz z rozwojem lepszej technologii, stare i nieefektywne przedmioty stają się przestarzałe. Szczelinowanie zmniejszyło ceny gazu, którego spalanie skutkuje mniejszym zanieczyszczeniem na jedna jednostkę energii, niż w przypadku węgla. Coraz to kolejne innowacje w ogólnym rozrachunku zmniejszyły emisje amerykańskich domostw.
  • Optymalizacja: mając większą wiedzę na temat zarządzania łańcuchem dostaw, można zminimalizować czas, w którym kapitał jest bezczynny. Poprzez lepsze planowanie i ćwiczenie technik załadunku, łącznie mniej samolotów, pociągów i pojazdów transportowych, może obsłużyć taki sam załadunek pasażerami, jak wcześniej. Pomyślmy chociażby o wpływie pojawienia się Ubera na zmniejszenie konieczności posiadania własnego samochodu, a co za tym idzie zużycia surowców do produkcji samochodów.
  • Zniknięcie: jak wiele (zaskakująco energochłonnych) gadżetów, których zwykliśmy używać, znajduje się teraz wewnątrz twojego smartfona? Ta jedna innowacja, sama w sobie, spowodowała zniknięcie wielu innych branż.

Wszystko pięknie, Panie McAfee, ale czy bogaci ludzie z Zachodu po prostu nie przekierowali swoich emisji wprost do krajów globalnego Południa? Jak zapytał Daniel Teneiro w National Review”, czy globalizacja nie doprowadziła do przeniesienia się sektorów z dużymi emisjami z Zachodu głównie do Chin, dlatego niegdyś zachodnie zanieczyszczenia teraz przeniosły się do Państwa Środka? Nie bardzo. Wykresy są utworzone na podstawie danych z Global Carbon Project, który „bierze pod uwagę emisje z produkcji dóbr wytwarzanych poza USA (w Chinach, jak i innych państwach), ale które są konsumowane przez Amerykanów” (s. 83). To, co obserwujemy, to prawdziwa obniżka w zużyciu materiałów; amerykańska potrzebuje coraz mniej paliwa do działania(metale, energia, surowce).

Po trzecie, „Czterej jeźdźcy optymizmu” — „Czemu”. Pierwsza para — postęp technologiczny i kapitalistyczna, nastawiona na zysk, konkurencja — nie powinny być zaskoczeniem dla wyedukowanego czytelnika; rozwój technologiczny pozwala firmom podążać czterema wcześniej opisanymi ścieżkami, a kapitalistyczna konkurencja napędza i zachęca przedsiębiorców, żeby na nie wstępować. Autor otwarcie przyznaje, że wcale nie tak łatwo sprzedać ten pomysł: „Nie jest to zbytnio popularny wniosek. Od czasów Marksa kapitalizm jest namiętnie zwalczany przez wielu — a jeszcze większa grupa spogląda na niego ze sceptycyzmem” (s. 5).

Może powinniśmy zamienić 1-4-4 na 1-4-2, bo korzyści, które mają płynąć ze społecznej świadomości i reagującego rządu są podejrzane. Jako że kapitalizm i rynek rzekomo nie potrafią poradzić sobie z kosztami zewnętrznymi (s. 142), mamy podobno potrzebować aktywnych konsumentów domagających się zrównoważonego w ujęciu ekologicznym kapitalizmu i czujnych rządów, regulujących emisję poprzez podatki węglowe i handel emisjami zanieczyszczeń. Poprzez te zagadnienie wyłania się główny dysonans w pracy McAfee'ego, który dołącza do chóru narzekających na korporacje, które nie mają mieć interesu w sprzątaniu po sobie i efektach ubocznych produkcji.

W jednej z czterech ścieżek do dematerializacji zawierają się koszty produkcji; firmy nie „odchudzają” produktów ponieważ chcą być miłe, ale ponieważ skłania ich do tego konkurencja i chęć zarobku, a postęp technologiczny to umożliwia. Jak pisze McAfee: „Ponieważ surowce kosztują, firmy skupiające się na maksymalizacji dochodu są szczególnie chętne, żeby znaleźć sposoby, aby używać ich mniej”. (s. 234) Zużycie energii, takie o którego negatywne koszty zewnętrzne martwimy się najbardziej — gazy cieplarniane, jak CO2 — jest oczywiście także kosztem produkcji. Dlaczego firmy mają podlegać naturalnym bodźcom do zmniejszania zużycia surowców, by ograniczyć koszty, a mają nie mieć takich bodźców w przypadku swojego zużycia energii i dlaczego McAfee nie zauważył tej oczywistej rozbieżności w swojej argumentacji?

Gdyby McAfee kontynuował logikę swojej znakomitej analizy dematerializacji, kapitalizmu i technologii w kontekście „porażek rynku”, zauważyłby, że rynek ma już do dyspozycji odpowiednie narzędzia. Co ciekawe, w rozdziale 15. McAfee ukazuje, że tacy gracze prywatnego sektora, jak Google, który jest największych nabywcą odnawialnej energii, oraz firmy transportowe jak United czy A.P. Møller-Maersk, rzetelnie dążą do bycia neutralnymi węglowo. Ktoś może uznać to za zwykle sposoby maksymalizacji dochodu w społeczeństwie, gdzie funkcjonuje trzeci jeździec McAfee'ego — świadomość społeczna; bo by nabyć ich produkty, klienci Google'a wymagają spełnienia przez firmę pewnych standardów. Nie różni się to niczym od zwyczajnego kapitalizmu i McAfee mógł prawdopodobnie utożsamić tego jeźdźca z kapitalizmem.

Na stronie 117 słusznie wkłada „porażki rynku” w cudzysłów. W świecie podręcznikowej perfekcji ekonomiści lubią wyciągać tak zwane porażki rynku. Kiedy — jak przedstawiciele teorii wyboru publicznego wielokrotnie podkreślają — przyjmujemy, że rządy cierpią przez dokładnie te same przeszkody, z jakimi muszą zmierzyć się prywatni przedsiębiorcy w rozwikływaniu tych „porażek”, zarzut o porażkach staje się mniej przekonujący. Te same ograniczenia w egzekwowaniu nienamacalnych praw własności i koszty transakcyjne handlu emisjami krępują  także możliwości rządu w kwestii rozwiązania tych problemów.

Analityczna symetria, pokazywana często przez Jasona Brennana, czy przypomniana niedawno przez Petera Boettke, recenzującego książkę Johna Quiggina, Economics in Two Lessons — pracę, w której autor popełnia ten sam błąd, co McAfee — skłania nas do uznania, że jeszcze mniej prawdopodobne jest, aby to rządy były w stanie rozwiązać problem owych suboptymalnych wyników, którym dorabia się etykietę „porażek rynku”. Boettke pisze:

Wiele z wielkich odkryć w ekonomii między latami 60. i 90. XX wieku rozwiało mit porażki rynku i podważyło koncepcję rządu jako jego korygującego remedium.

Nawet z punku widzenia McAfee’ego, oparcie się na rządzie zdaje się mało sensowne. Uginając się wobec krytyki energii atomowej, jak i równie niezrozumiałej wrogości wobec GMO czy szczepionek, reagujący rząd, który wysłuchuje ułud rozprzestrzeniających się wśród obywateli, prawdopodobnie miałby katastrofalny wpływ na środowisko. Jego zmartwienie społeczeństwem coraz bardziej oderwanym od rzeczywistości i rozkwitem autorytaryzmu może trafiać w sedno, jednakże jest wysoce niespójne z jego argumentacją. Co skłonią  do stwierdzenia, że politycy wybrani na fali odrodzenia autorytaryzmu i populizmu, poprzez odrzucenie racjonalnego namysłu, będą efektywnie wspierać sensowne regulacje środowiskowe?

Błędy systematyczne

Kilka rozdziałów od końca, McAfee rozważa dwa inne, kluczowe społecznie problemy; nierówności płacowe i koncentrację bogactwa oraz rozpad tradycyjnych społeczności, który nastał wraz z nimi (ale niekoniecznie przez nie). Temat nie jest rozwinięty wyczerpująco, a więc niezbyt pasuje do reszty pracy. Prawdopodobnie McAfee (albo jego redaktorzy) starał się nałożyć nacisk na bardziej „obiektywne spojrzenie” na, skądinąd, bardzo optymistyczną historię; nikt nie uwierzyłby w główną tezę McAfee'ego, gdyby nie poskarżyłby się chociaż trochę. Może takie podejście jest akceptowalne PR-owo, natomiast niepotrzebnie wydłuża lekturę powierzchownie analizowanym tematem.

Zamiast tego, książka mogłaby zyskać na poważniejszym potraktowaniu dóbr wspólnej puli, zwłaszcza wielu porywających projektów w Afryce Subsaharyjskiej. Podczas rozważań na temat zagrożonych gatunków i rządowego ustawodawstwa mającego na celu ich ochronę, ledwie wspomina parę krajów, które „efektywnie zarządzają stadami” (s. 154), natomiast zapomina o prywatnych inicjatywach, którymi podszyta jest owa efektywność. Republika Południowej Afryki, gdzie żyje 70% światowej populacji nosorożca białego, zalegalizowała handel rogami nosorożców. Nie jako „pożywkę” dla kapitalizmu, jak w ponurej wizji McAfee'ego (s. 161), ale jako pomoc dla hodowców, aby finansowali rozmnażanie i ochronę nosorożców na ich prywatnych terenach.

Sam pomysł rzekomego zagrożenia wyginięciem gatunków przez żarłoczność kapitalizmu jest dziwny; większość zwierząt, które kapitalizm „pożera”, ma się w ewolucyjnym kontekście całkiem nieźle — przynajmniej wtedy, jeżeli pomyślność mierzona jest jako liczebność populacji i jej wzrost. Krowy, świnie i kury nie stoją na progu wyginięcia, podobnie poddanie zagrożonych wyginięciem zwierząt pod zarząd kapitalizmu, pomaga je ratować; co widoczne jest na przykładzie doświadczeń RPA z nosorożcem białym. Poprzez prywatyzację zwierząt i przydzielenie własności nad nimi, albo hodowcom na sprzedaż, albo rdzennym społecznościom, jako rodzaj ekoturystyki, wielu rozwijającym się krajom z przepiękną fauną, udało się ograniczyć kłusownictwo. Zwierzęta są warte więcej żywe, niż martwe. Co ciekawe, parę rozdziałów później, McAfee mówi o niemal tym samym, przedstawiając taką prywatyzację jako możliwe rozwiązanie problemów wokół dóbr wspólnej puli, ale „dziwnym” (s. 261) wydaje mu się fakt, że rybacy i myśliwi, których życie polega na zabijaniu zwierząt, mogą być najważniejszym elementem ich ochrony.

Wraz z odpowiednim zrozumieniem kapitalizmu i praw własności nabiera to wyjątkowo dużo sensu.

Ostatni element krytyki McAfee'ego skierowany będzie na rys historyczny w jego wykonaniu. Jako że wytykanie błędów w wątkach historycznych to obowiązek każdego historyka, należy zwrócić uwagę na fakt, że przedstawiona historia rewolucji przemysłowej jest znacząco pomieszana. Nie tylko mylnie datuje korzenie tego przewrotu o około 200 lat, ale też prezentuje przesąd, że rozwój nawozów produkowanych z kości, chilijskich azotanów i guana, napędzał rewolucję agrarną, która umożliwiła dokonanie się rewolucji przemysłowej. Wedle McAfee'ego, transport tych skutecznych nawozów do Europy był możliwy jedynie dzięki parowcom. Przynajmniej z trzema rzeczami z owej historii jest coś nie tak.

rewolucja przemysłowa, rozumiana jako zrównoważony, wzrostowy trend w PKB per capita, datowana jest na XVI wieczną Holandię i XVII wiek w Anglii, stulecia przed odkryciem bogatych złóż guana na wybrzeżach wysp nieopodal Peru przez Humboldta. Rewolucja przemysłowa ma swoje korzenie ulokowane zdecydowanie głębiej, niż wynika to ze streszczenia McAfee’ego

  • Mimo że wpływ i wkład „rewolucji agrarnej” w rewolucje naukową i przemysłową jest kwestią sporną, datowana jest zazwyczaj na XVI i XVII wiek. To szmat czasu przed odkryciem peruwiańskiego guana i masowym importem azotanu z chilijskich pustyni (1802), i zdecydowanie przed masowym eksportem na Zachód (lata 40.). To płodozmian i uprawa roślin wiążących atmosferyczny azot były przyczyną wzrostu w plonach, a te metody używane były na długo przed linią czasu McAfee’ego i nie były napędzane południowoamerykańskim importem.
  • Ikoniczny silnik parowy miał marginalny wpływ na rewolucję przemysłową, jako że woda była głównym źródłem energii przez znaczną większość tego okresu. Silniki parowe miały swój wkład w tę rewolucję poprzez ułatwienie zgrzeblenia bawełny i wypompowywania wody z zalanych kopalni, a jedynie sporadycznie usprawniały produkcję w fabrykach. Parowce dominację w handlu morskim osiągnęły dopiero w drugiej połowie XIX wieku — długo po samej rewolucji — i definitywnie nie przywiozły ze sobą do Europy guana i azotanów.

Ta pomyłka w opisie historii nie umniejsza jednak głównemu problemowi. Mimo wszystko autor książki nie jest historykiem, a jego argumenty w większości nie są sensu stricte historyczne, a więc można spojrzeć przez palce na to, że pomieszał fakty historyczne i mechanizmy nimi rządzące, jako że główny temat nie jest nawet o nie oparty. Co prawda, pomyłki w opisie owych mechanizmów są szkodliwe, jednakże to wskazanie rozwiązania na jeden z problemów, który się wokół nich wytworzył jest głównym osiągnięciem McAfee’ego, taka gafa jest niejako dopuszczalna, bo poinformowany odbiorca rozpozna pomyłkę autora i prawdopodobnie skupi się jedynie na głównym, środowiskowym argumencie McAfee’ego, zamiast na historycznej ucieczce z pułapki maltuzjańskiej.

Jako sceptyk wobec zdolności rządów, by mogły zrobić cokolwiek dobrze oraz wielki zwolennik wolnego rynku i oddolnych inicjatyw popieram zdecydowanie pierwszych dwóch jeźdźców McAfee’ego, a jestem przeciw pozostałej dwójce. Niemniej jednak jest to nietypowy i optymistyczny pogląd na sprawę środowiska, o którym miło jest poczytać.

W przeciwieństwie do rewolucji, do której wzywają współcześni ekolodzy, przesłanie płynące z książki McAfee’ego jest prawdziwie rewolucyjne: wystawmy technologie na piedestał, pozwólmy innowacjom kwitnąć i uwolnijmy kapitalizm — do czego dodałbym jedynie ten brakujący sceptycyzm wobec rządów. 1-4-4 McAfee’ego ukazuje, że nie musimy wykorzeniać naszego aktualnego społeczeństwa. To, co już robimy, działa i McAfee zasługuje na pochwałę za podniesienie tego tematu.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Kategorie
Ekonomia środowiskowa Teksty Tłumaczenia

Czytaj również

Lights_Wnioski z deindustralizacji Niemiec

Ekonomia środowiskowa

Lights: Wnioski z deindustrializacji Niemiec

Niemcy byli ostrzegani wielokrotnie, że prawdopodobnie nie osiągną celów Energiewende.

Bakula_Ewangelia_99_procentowego_konsensusu

Ekonomia środowiskowa

Bakula: Ewangelia 99-procentowego konsensusu

Skąd wzięło się przekonanie, że prawie wszyscy naukowcy zgadzają się w sprawie przyczyn zmian klimatycznych?

Juszczak_Recenzja książki Stevena E. Koonina Kryzys klimatyczny

Recenzje

Juszczak: Recenzja książki Stevena E. Koonina „Kryzys klimatyczny?"

To, że stwierdzimy zaistnienie jakiejś korelacji albo nawet przyczynowości, nie musi prowadzić ostatecznie do poparcia konkretnej polityki.

Dołbień_Przyczynek do prakseologii ochrony przyrody - kontekst austro-libertariański

Ekonomia środowiskowa

Dołbień: Przyczynek do prakseologii ochrony przyrody - kontekst austro-libertariański

Wbrew powszechnie panującym poglądom zwolennicy wolnego rynku nie uważają wcale, iż należy dać korporacjom zielone światło na zanieczyszczanie środowiska.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.