Wydać czy zaoszczędzić

22 czerwca 2004 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 0

Według ekonomistów wyższe wpływy z podatków, które budżet zyskuje dzięki ożywieniu w gospodarce, powinny zostać przeznaczone na zmniejszenie deficytu państwa. Z badań opinii społecznej wynika, że zdaniem większości Polaków pieniądze te trzeba przeznaczyć na obniżenia podatków oraz na zwiększenie wydatków społecznych. Podobnie uważa część polityków. – pisze dzisiejsza „Rzeczpospolita”.

 

Ekonomiści zgodnie uważają, że większe wpływy powinny zostać wykorzystane na zmniejszenie deficytu budżetowego. – W tym roku mamy najwyższy deficyt od kilku lat (45,3 mld zł – red.). Trzeba go zmniejszyć, aby oddalić ryzyko przekroczenia kolejnych progów ostrożnościowych w ustawie o finansach publicznych – powiedział „Rz” Andrzej Wernik z Instytutu Finansów Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości. – Jeśli uda się obniżyć deficyt, a wzrost gospodarczy będzie kontynuowany, to nie przekroczymy w tym roku 55 proc. długu w stosunku do PKB.

 

Specjaliści argumentują, że obniżenie podatków lub wzrost wydatków w obecnej sytuacji stanowi niebezpieczeństwo, bo nie prowadzi do zmniejszenia deficytu, a przez to bardziej prawdopodobne jest przekroczenie progów ostrożnościowych. Przekroczenie ostatniego – 60 proc. długu w stosunku do PKB – oznacza, że kolejny budżet nie może mieć deficytu. Konieczna będzie więc drastyczna podwyżka podatków lub – również drastyczna – redukcja wydatków.

 

Parlamentarzyści są podzieleni, jeśli chodzi o wykorzystanie dodatkowych wpływów. – Trzeba zmniejszyć deficyt, aby zatrzymać wzrost długu publicznego, bo mniejsze będą koszty jego obsługi – mówi Zyta Gilowska, wiceprzewodnicząca PO.

Podobnego zdania są Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) i Marek Olewiński (Socjaldemokracja Polska). Małgorzata Ostrowska, wiceprzewodnicząca SLD, uważa, że dodatkowe wpływy powinny zostać wykorzystane na sprawy, które do dziś nie zostały załatwione. Jako przykład podaje likwidację tzw. starego portfela emerytów, czyli podwyżkę świadczeń przyznanych w latach 90., oraz wypłaty zaległych pensji pracownikom służby zdrowia wynikające z tzw. ustawy 203 zł.

Zdaniem Renaty Beger (Samoobrona) dodatkowe dochody budżetu powinny zostać przeznaczone na kredyty dla małych i średnich firm oraz samorządów, aby mogły one skorzystać z funduszy unijnych. Józef Gruszka (PSL) wylicza kilka dziedzin, które mogłyby być wsparte – m.in. szkolnictwo, budowa autostrad i pomoc społeczna. – Na obniżenie deficytu można przeznaczyć najwyżej 1 mld zł – uważa poseł Gruszka.

 

Źródło: „Rzeczpospolita”, 22/06/2004, nr. 144, Wydać czy zaoszczędzić

 

Komentarz Instytutu Misesa:

 

Do końca maja przychody z podatków CIT wyniosły 60,4 proc. całorocznego planu (9,6 mld. zł), a w porównaniu z zeszłymi latami, w których na tym etapie poziom przychodów był znacznie niższy, jest to wartość zaskakująco wysoka. Tą „niezwykłą” sytuację zawdzięczamy znacznemu wzrostowi poziomu eksportu, wysokim kursom walut euro do złotówki, oraz euro do dolara. W związku z tym pojawił się problem: jak rozdysponować „dodatkowe” pieniądze

 

Politycy proponują dwa rozwiązania: pierwsze zakłada zmniejszenie dziury budżetowej, a tym samym oddalenie ryzyka załamania systemu finansów publicznych. Drugi wariant zakłada utrzymanie obecnego poziomu deficytu budżetowego i przeznaczenie dodatkowych środków na tzw. „stymulowanie gospodarki” (między innymi wspomina się podwyżkach dla pracowników służby zdrowia, oraz tanich kredytach dla małych i średnich przedsiębiorców).

 

Sytuację tą można porównać do dylematu, przed jakim staje przedsiębiorca, któremu pomimo trudnej sytuacji, udało się wygospodarować większe od założonych zyski. Przedsiębiorca ten co prawda jest na krawędzi bankructwa, ale mimo to zastanawia się, co zrobić z pieniędzmi. Poprzez spłatę części swoich długów może chwilowo oddalić widmo bankructwa. Bierze też pod uwagę zachowanie pokerowej twarzy i udawanie, że ma w ręku najlepszą z możliwych kart, i obstawianie kolejno całego swojego majątku. Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem jest jednak spłata długów.

 

Przykład Argentyny pokazuje, że państwo nie może się zadłużać wiecznie, zapominając o podstawowych prawach ekonomii. Redukcja zadłużenia, jaką sugerują politycy, zakłada pozostawienie obserwowanych dziś rozmiarów obecności państwa w gospodarce, natomiast propozycja konsumpcji dodatkowych pieniędzy zakłada jego rozrost. Należy zwrócić uwagę, że żaden z wariantów nie zakłada zmniejszenia obszaru działalności państwa, tak więc nie można mówić o przełomie w sposobie myślenia o środkach wpływających i wypływających z budżetu państwa.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *