Bitner: Kwestia rolna

1 lipca 2010 Komentarze komentarze: 25

Autor: Maciej Bitner
Wersja PDF

Pewnie nikogo z Czytelników nie zdziwi, że głos w nadchodzących wyborach oddam z obrzydzeniem. Jeśli ktoś będzie zdziwiony to zapewne jedynie tym, że w ogóle go oddam.

Problem z podjęciem wyborczej decyzji polega na tym, że żaden z kandydatów, którzy pozostali, nie ośmiela się otwarcie głosić jakichkolwiek liberalnych postulatów. Owszem zdarza im się je przywoływać, jednak wyłącznie po to, by (przeważnie niesłuszne) przypisać je oponentowi. Przed pierwszą turą mieliśmy gorszący przykład dotyczący prywatyzacji szpitali. Smutno było patrzeć, jak jeden kandydat wytacza drugiemu proces, który ma zmusić tamtego do sprostowania, że nieprawdą jest, iż Marszałek Sejmu popiera to słuszne, choć niewystarczające rozwiązanie. Ile przy tym przywołano paskudnych stereotypów o tym, że państwo działa dla ludzi, a prywatne firmy dla zysku — szkoda gadać.

Niestety, przed drugą turą głosowania mamy kolejną odsłonę tego żenującego spektaklu. Tym razem role się odwróciły i to kandydat opozycji został, niestety znowu wyłącznie w nieszczerym mniemaniu swoich politycznych konkurentów, zdemaskowany jako doktrynalny liberał. Najbardziej dobijające w tej sprawie jest chyba to, że jako jego oskarżyciel wystąpił minister finansów, co do którego można było dotąd mieć nadzieje, że sprzyja prorynkowym poglądom przynajmniej w stopniu minimalnym.

Zarzuty ministra Rostowskiego dotyczyły sympatii jaką Prawo i Sprawiedliwość ma dla rządzącej od niedawna w Wielkiej Brytanii Partii Konserwatywnej, z którą w Parlamencie Europejskim tworzy na przykład jedną frakcję. Rostowski wskazywał, że w programie torysów znajduje się likwidacja dopłat do rolnictwa w obecnej formie, co jest „radykalnie liberalnym projektem, szkodliwym dla polskiego rolnictwa i całej Polski”. Uzasadniając takie twierdzenie dodał, że „jest ewidentną rzeczą, że jedną z wielkich korzyści, jaką mamy, jako Polska, będąc członkiem UE jest, że nasze rolnictwo jest wspomagane ze środków całej UE. W naturalnym interesie Wielkiej Brytanii jest, aby skończyć z tym mechanizmem i aby każdy kraj musiał na własny koszt wspierać swoje rolnictwo. Miałoby to dramatyczne skutki dla naszych finansów publicznych”.

Pan minister nie pomylił się tylko w jednym. Zniesienie dopłat do rolnictwa byłoby korzystne dla Wielkiej Brytanii. Wynika to jednak wyłącznie z tego, że pozbycie się najdroższego unijnego programu leży w interesie wszystkich członków UE. Powody, dla których tak jest, krótko ale niezwykle trafnie scharakteryzował kiedyś w prywatnym emailu (który jakimś cudem wyciekł do Internetu) były ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce Charles Crawford. Jest to jego zdaniem program „który nieefektywnie transferuje pieniądze podatników by paść bogatych francuskich chłopów i podbija ceny żywności w Europie, przy okazji przyczyniając się do pauperyzacji Afryki, który to problem próbujemy rozwiązywać poprzez nieefektywne, acz kosztowne, programy pomocowe. Najgłupsza, najbardziej nienormalna polityka subsydiowania w historii ludzkości, wypisz wymaluj komunizm”.

Wspólna polityka rolna jest szczególnie szkodliwa w przypadku Polski. Dopłaty do produkcji spowodowały petryfikację struktury naszego rolnictwa i zahamowały naturalny proces przekwalifikowywania rolników i ich dzieci. Stopa zatrudnienia w rolnictwie jest jedną z najwyższych w Europie (ok. 15%), przy czym wkład rolnictwa do PKB nie odbiega od unijnej średniej (wynosi nieco ponad 2%). Reformy strukturalne na polskiej wsi są konieczne, jeżeli nie chcemy, by kolejne pokolenia wychowywały się tam w sztucznym świecie rządowych dotacji.

Nie jest też prawdą, że likwidacja wspólnej polityki rolnej oznaczałaby, że każdy kraj ze swojego budżetu musiałby dokładać do rolników. Gdyby odbyło się to w drodze ogólnoeuropejskiego, a najlepiej międzynarodowego, porozumienia, cały świat mógłby odejść od nieekonomicznych i szkodliwych dotacji. Nie należy przy tym wierzyć ludziom, którzy twierdzą, że zalani zostalibyśmy wtedy tanią żywnością z Chin i Ameryki Południowej.

Po pierwsze, zniesienie dotacji pozwoliłoby na konsolidację i zwiększenie efektywności europejskiego rolnictwa. Samo to w dużej mierze wystarczyłoby do obniżenia cen do tego stopnia, że przewożenie zbóż na odległość tysięcy kilometrów stałoby się nieopłacalne. Po drugie, kraje azjatyckie w niedalekiej przyszłości same staną przed problemami żywnościowymi ze względu na niedostatek wody i zmianę nawyków konsumpcyjnych (dieta mięsna zwiększa zapotrzebowanie na ziemię uprawną). Czeka ich wtedy przejście na pozycję importerów. Po trzecie, nawet jeżeli import żywności do Europy w wyniku likwidacji dopłat znacząco by wzrósł, nie powinno to niepokoić. Dostatecznie duże zapasy ziaren z powodzeniem pozwolą przetrwać ewentualny kryzys i odbudować w razie potrzeby rolnictwo.

Szkoda, że żaden z kandydatów nie ma odwagi poważnie zająć się tym problemem, choćby nawet proponując jakieś kompromisowe rozwiązanie. Zamiast tego słyszymy gorące zapewnienia z obu stron, że prawdziwej reformy KRUS na pewno nie będzie. Pozostaje więc głosować z nadzieją, że kandydat, który wygra te obietnice złamie.

 

Końcowy fragment tekstu został zmodyfikowany przez redakcję dla zapewnienia zgodności z zasadami Instytutu Misesa, 2 lipca 2010, g. 18:31

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

25 Komentarze “Bitner: Kwestia rolna

  1. Mam nadzieję, że autor mówi o Kaczyńskim, że jest większym liberałem, bo jak o Komorowskim to się załamię…

  2. Jeśli by usiłował COŚ takiego przemycić na mises.pl, to ja bym się załamał po wcześniejszym załamaniu załamania!

  3. Trwa koncert socjalnych obietnic.
    To jest chyba największa zakała demokracji w obecnym kształcie, że politycy są zmuszeni obiecywać niestworzone rzeczy, żeby wygrać wybory.

    Jest to tak ohydne, że nie mogę na to patrzeć.

    I widzę, że to jest równia pochyła prowadząca nas w objęcia coraz większego interwencjonizmu, etatyzmu i socjalu.

    Jedyna nadzieja jest w tym, że kandydaci kłamią w żywe oczy 🙂

  4. Hm, Jeżeli chodzi o Kaczyńskiego to … on oczywiście potrafi złamać obietnice, ale robi to w imię wyższych celów (sojusz z Samoobroną). Te wyższe cele to bardzo archaicznie pojmowany patriotyzm. Tak więc może na przykład złamać obietnice stosowania się do dyrektyw unijnych w przypadku ratowania stoczni, złamać obietnice nie podwyżsania deficytu w imię pomocy potrzebującym itp, ale nie wyobrażam sobie by złamał swoje słowo i sprywatyzował służbę zdrowia. Komorowski nie jest liberałem, co do tego nie mamy wątpliwości. Mam jednak nadzieję, że jako żołnierz Tuska będzie potulnie wypełniał rozkazy. Co do jego lojalności chyba nikt nie ma wątpliwości – to porządny człowiek i lojalność jest jego cechą. Tuska nie można nazwać liberałem, ale …. mam nadzieję, że będzie chciał i będzie mógł wypełnić choć część swoich kiedysiejszych obietnic. Choćby sprywatyzowanie szpitali. Może JOW? I choćby szpitale dostały się w ręce jego kolegów po atrakcyjnej cenie, to już będą prywatne i wszystko będzie musiało działać rynkowo.

  5. Kiedy powstanie wreszcie ruch, ktory bedzie zachecal do oddania niewaznego glosu tak, zeby w wynikach bylo np. 10% niewaznych glosow? To bylaby swietna antypolityczna inicjatywa obywatelska, z ktorej mogloby cos potem wyrosnac.

    Ja swoj glos wystawiam na aukcji internetowej. Marginalnie ma znaczenie ZEROWE.

  6. @Jarosław K
    Tego, że kiedy szpitale „będą prywatne” to „wszystko będzie musiało działać rynkowo”, to nie jestem taki pewien.

    Bo jest ważne jeszcze, kto podpisuje kontrakty.
    Jeśli robią to koledzy z NFZ, to nie ma mowy o żadnym wolnym rynku.

    Sama prywatyzacja szpitali to „skok na kasę” („I choćby szpitale dostały się w ręce jego kolegów po atrakcyjnej cenie…”).

    Potrzeba jeszcze uwolnić rynek ubezpieczycieli.
    Ostatecznie, jeśli państwo chce być takie miłe, to niech funduje polisy ubezpieczeniowe biednym, ale na wolnym rynku. Ubezpieczenia zbiorowe są, zdaje się, tańsze od indywidualnych…

    A co do liberalizmu PO, to mam wątpliwości. Bo jakoś do zniesienia różnych koncesji i innych barier startu nie jest im śpieszno. A to jest może nawet ważniejsze, niż obcięcie wydatków socjalnych. Cóż, liberalny kapitalizm nie jest zbyt przyjemny dla kapitalistów 🙂

  7. @6 @8
    „kto, będąc uprawniony do głosowania, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo takiej korzyści żąda za głosowanie w określony sposób, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu”

  8. Ja się przyznaje do głosowania na PO. Jakie jest takie jest ale na oko bardziej liberalne niż PiS (niezależnie czy PiS tobi to z pobudek ideologicznych czy nie).

    @9 IANAL – co jeśli przekażę pieniądze organizacji pożytku publicznego?

  9. @ ad 9

    Trzeba by zamknąć połowę narodu, skoro praktycznie wszyscy głosujący na danego kandydata „żądają konkretnych osobistych i majątkowych korzyści”

  10. Chciałbym zwrócić uwagę Sz. Dyskutantów, że my mamy do wyboru prolongatę polityki sypania w tryby grubego granitowego żwiru ALBO drobnego piachu pomieszanego z trocinami. Nikt z kandydatów proponujących choćby towot (o bardziej zaawansowanych lubrykantach nie wspominając) – nie zyskał poparcia społecznego, które byłoby powyżej błędu statystycznego.

    Oznacza to, że w poniedziałek obudzimy się w Polsce albo takiej, która jedzie w tempie 2-5% PKB rocznie do przodu (mało! – wiem), albo w takiej, która jedzie parę punktów procentowych wolniej. Przez najbliższe pięć lat tej różnicy uzbiera się dwucyfrowa wartość.

    Chyba, że ktoś naprawdę uważa, że Bronek będzie równie szkodliwy dla Polski, jak poprzedni prezydent. Owszem, mianował Belkę, który jest Keynesistą do szpiku kości (ostatni wywiad z Żakowskim w Polityce – brrrr), ale nie mianował ani kozy, ani skrzypka. Nie zdopinguje rządu do pracy, ale nie będzie mu podstawiał nóg. Rząd pod jego mało światłym panowaniem w końcu wymęczy jakieś kulawe reformy finansów publicznych, a mając Jarka w Pałacu – nawet się za to nie weźmie.

    To są PRAWDZIWE wybory. Oczywiście można nie iść, oddając w ten sposób przynajmniej pół głosu na bardziej nielubianego kandydata. Można też zagłosować jak JKM, który w duchu uważa (zapewne słusznie), że jak Jarek zostanie prezydentem, to się ten cały bałagan szybciej zawali. I ma rację. Ale JKM myśli, że to jemu naród powierzy dzieło poniesienia Rzeczypospolitej z gruzów. A je się obawiam, że do tego czasu wyrośnie nam jakiś kolejny kurdupel (z wąsikiem a la Chaplin) i to on zostanie uznany za wybawiciela, a nie ci zdegenerowani liberałowie, co doprowadzili Ojczyznę do katastrofy, mordując poprzednio – w zmowie z Rosjanami – najlepszego prezydenta od czasu Jagiellonów. Wybieraj, Grzegorzu Dyndało!

  11. ad 6.

    Jako przekoanany Austriak uważam, że nawoływanie do wstrzymywania się od głosu, żeby „dać świadectwo prawdzie” – jest głęboko niesłuszne. Brak podaży partii liberalnych to zapewne wynik kalkulacji przyszłych zysków (politycznych) z ich tworzenia. JKM, dla przykładu, ma poparcie, jakie ma i wcale nie ma pewności, że gdyby przestał się wygłupiać i prowokować dla zasady – miałby większe.

    Jeśli tak, to „prawdziwie liberalna partia”, gdyby kiedyś powstała, musiałaby wypisać sobie na sztandarach chińskie hasło o długim marszu i wziąć się poważnie za edukacyjną pracę u podstaw. Na jego końcu (marszu, za pokolenie?) może wygrałaby wybory. A może nie.

    Nie ma chętnych? To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego Tusk nie realizuje programu naszych marzeń. Bo jakby ogłosił taki zamiar, to zaraz przestałby być premierem. I my byśmy go nie (o)bronili.

  12. no właśnie jak piszę o komuchach to też usuwają komentarz ze względu na niezgodność z misją Instytutu Misesa – ale mają prawo są właścicielami strony a co do wyborów……….że Wam się chcę chodzić -po co?

  13. Ad Aki
    Nie można stosować tylko strategii wszystko albo nic. Brak prawdziwie liberalnego ruchu z poparciem nawet 10% skutkuje tym, że silniejsze partie całkowicie odwróciły się od liberalnego elektoratu, a liberalne, nie mówiąc o libertariańskich poglądach są prezentowane w mediach niezwykle rzadko i często na zasadzie pokazania anomalii przyrodniczej.
    Tylko edukacja i długi marsz.
    i niech Korwina ktoś w końcu zastąpi.
    Pozdrowienia Mergiel

  14. >Chyba, że ktoś naprawdę uważa, że Bronek będzie równie szkodliwy dla Polski, jak poprzedni prezydent.

    Ho ho.. kolego, to Ty jesteś jedynym „wierzącym”. Wierzącym, iż Bronek – nie, adekwatniej – monopol partii WSIoków (PO) zrobi cokolwiek dobrego – nie, znów korekta – NIE będzie tak szkodliwy jak rządy, które mieliśmy do tej pory. UDOWODNIJ swoją tezę o pożyteczności Bronka na Krakowskim Przedmieściu.

  15. Bo obiektywnie nie ma nawet realnych różnic pomiędzy oboma obozami, o kandydatach nie wspominając (bo wiadomo, że JK to mocny i autorytarny charakter, wodzowski i jasny umysł w przeciwieństwie do ospałego, cichego, uległego BK). Obaj chcą wspomagać i uskuteczniać etatyzm. Choć może JK wierząc w go, zaś BK dla kasy i okazji do rozkradania Polski. Moim zdaniem, monowładza PO będzie powtórką z lat poprzednich, kiedy u steru był Kwach. Bardziej jewropejsko, zachodnio, amerykańskie i w ogóle unijnie z większymi niż dotychczas lodami.

  16. @ ad 16 i 17

    Wole zlodziejska prywatyzacje niz zlodziejska nacjonalizacje.
    Dlatego gdy przechadzam sie ulicami wielkich miast w Polsce i przypominam sobie jak wygladaly 25 lat temu, to mi sie lezka w oku kreci.

    Wole, zeby Bronek i PO zlodziejsko sprywatyzowali troche cukierni i kopalni niz zeby Jarek zlodziejsko dotowal stocznie, albo szedl w slady pewnego „patrioty” lat 70.

  17. Nie ocenzurowano wersji PDF:

    (…) „Zamiast tego słyszymy gorące zapewnienia z obu stron, że prawdziwej reformy KRUS na pewno nie będzie. Pozostaje więc głosować z nadzieją, że kandydat, który wygra te obietnice złamie. Ona oraz obawa, że jeden z kandydatów nieco bardziej wierzy w społeczną gospodarkę rynkową będą dla mnie motywacją do oddania głosu. Niestety w tych wyborach jedyną.”

    Jest mi przykro, że taki tekst pojawił się tu, na tej stronie. Autor jednoznacznie wskazał na B. Komorowskiego, jako tego „mniejszego zła”. Jest mi przykro podwójnie, bowiem po raz pierwszy, w zeznaniu podatkowym zdecydowałem się poprzeć 1% swojego podatku właśnie fundację FILvM, która wg. mnie nie dorosła do pełnienia tak szlachetnej misji społecznej.

  18. A czy nie sądzicie, że po tym jak działa TVP i jaka jest u nas opozycja, jakby oddano 10% głosów nieważnych, czyli więcej niż 6% jaką dzieliło obu kandydatów, to by doszukiwano się sfałszowania wyborów, a nie inicjatywy oddolnej?

    Już przed tymi wyborami w mediach radiomaryjnych takie fałszerstwa zapowiadano, po pierwszej turze z kilkuset kartek zrobiono główny news w wiadomościach, a po drugiej, po ogłoszeniu sondaży, na chwilę przed wyjściem Jarosława Kaczyńskiego na scenę dominowały głosy o błędzie.

    Zamiast ozdrowieńczej żółtej kartki dla całej elity politycznej i głośnego „tak” dla nowych inicjatyw, by mógł wybuchnąć groźny kryzys polityczny. Mam wrażenie, że dość wielu by takie wyjaśnienia o obywatelskiej akcji nie przekonały i by były odbierane jako próby tuszowania.

  19. Dlatego ja widzę jedyną opcję w zorganizowaniu nowej partii, chociażby na wzór pomarańczowej alternatywy, warszawskich krasnoludków czy islandzkich komików.
    Chyba, że poważnej, ale to potrzeba znanego lidera z charyzmą…

  20. @19 zdegustowany

    Zgadza się, zapomnieliśmy dokonać autocenzury PDFa, a fragment, który przytoczyłeś został pierwotnie wycięty z cotygodniowego komentarza.

    Tak sie zdarzyło, że popełniliśmy błąd publikując komentarz z tą sugestią autora na końcu (choć nie wydaje mi się, żeby była jednoznaczna – ale zostawmy tę kwestię). Pewnie w przyszłości popełnimy jeszcze całą masę błędów – mniejszych lub większych – możemy jedynie obiecać, że będziemy się starać aby było ich jak najmniej. Nie mamy monopolu na prawdę ani nie jesteśmy perfekcyjni w tym co robimy – jednak myślę, że lepiej się stało, że zdecydowaliśmy się na wyrzucenie tego fragmentu. W samym IM sprawa także wywołała dyskusję, choć nie widać tego tu na forum.

    Natomiast straszenie nas odstąpieniem od finansowania działalności IM uważam za nie fair. Nam też jest przykro, że fragment pojawił się na mises.pl – ale jak już pisałem jesteśmy tylko ludźmi i na pewno w przyszłości popełnimy jeszcze wiele różnych błędów.

    Pozdrawiam,
    Dominik Jaskulski
    Redakcja mises.pl

  21. Błędów nie błędów, mało jest osób które piszą to co myślą.

    Cthulhu na prezydenta! Why choose lesser evil?

  22. @22 DJ Says

    Przyjmuję wyjaśnienie. To oczywiste, że każdy popełnia czasem mniejsze, czasem większe błędy. Jesteśmy ludźmi. Zastanawiałem się w jaki sposób obejdziecie się z moim komentarzem i tu się nie zawiodłem. Dobrze że został opublikowany w nie zmienionej formie. To fair. Co do „straszenia” – naprawdę, nie to było moim zamiarem. To był wynik pewnego rozgoryczenia, które zresztą już trochę minęło. Mam nadzieję, że może jednak ta prezydentura przyniesie coś dobrego. Zobaczymy.
    Oceniał będę po owocach.

  23. @12 (…) Owszem, mianował Belkę, który jest Keynesistą do szpiku kości (…)
    belch jest po pierwsze: zlodziejem – sprawa prywatyzacji PZU [nalezy sie doglebnie zapoznac z ta afera, bo do spolki z kwasniewskim pozwolili na wypompowanie ogromnej dywidendy dla eureko – spolki jak kazdy chyba wie podstawionej] cala prywatyzacja nie odbyla sie na rynkowych zasadach, bo dokumenty zlozone przez AXA zostatly w ministerstwie sfalszowane, ale co tam media wyciszyly temat, wiec gra gitara.
    po drugie jest klamca – zeznajac przed komisja sledcza zaprzeczyl ze podpisal dokument o wspolpracy z SB, a z jego akt dziwnie zaginelo pozniej pare stron dokumentow…
    Powolanie belcha jest wiec skrajnym nieporozumieniem. Na stronie IM czytalem w jakims artykule ze GB wyszla w 91 z systemu ERM, bo analityk Sorosa zarabial pieniadze na koniecznosci utrzymania kursu przez GB. Belka przyszedl na stolek prezesa NBP z… no wlasnie z MFW. a rzad chce jak najszybciej przyjac euro [wejsc do systemu ERM najpierw] czy tych faktow nie nalezy ze soba w jakis sposob laczyc..?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *