Pogorzelski: Liberałowie i technokraci

16 września 2010 Komentarze komentarze: 16

Autor: Karol Pogorzelski
Wersja PDF

W polityce, jak w żadnej inne dziedzinie życia, fakty mieszają się z wartościami. Ludzie o odmiennych poglądach politycznych potrafią postrzegać tę samą rzeczywistość w diametralnie różny sposób. I tak: zwolennicy lewicy żyją w świecie rządzonym przez bezdusznych neoliberałów, liberałowie zaś nie mogą się oprzeć wrażeniu, że w parlamencie zasiadają sami socjaliści. Ten sam mechanizm był doskonale widoczny w ostatnim sporze dotyczącym oceny dawnej i dzisiejszej działalności autorów polskiej transformacji: Leszka Balcerowicza, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Marka Belki, Michała Boniego oraz Jacka Rostowskiego. W oczach Jacka Żakowskiego ci ludzie – nazywani panami B ‒ to dogmatyczni neoliberałowie, którzy dopiero niedawno zaczęli dostrzegać swoje błędy i zabrali się za reformowanie kraju w bardziej rozsądny (czyt. lewicowy) sposób. Z polemicznym tekstem nadciągnął natychmiast Robert Gwiazdowski, który panów na B nazwał nie żadnymi liberałami, ale bandą socjalistów. Skąd tak rozbieżne oceny i kto w tym sporze ma rację?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy się odnieść do historii i przyjrzeć się polskiej transformacji. Dla wielu była ona ogromnym zaskoczeniem. Oto ruch społeczny zbudowany na bazie związku zawodowego, dowodzony przez intelektualistów o wyraźnie lewicowych poglądach (Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Karol Modzelewski i in.), obala w Polsce socjalizm i wprowadza gospodarkę rynkową na wzór zachodnioeuropejski. Liderem przemian stał się Leszek Balcerowicz, który przy wsparciu sprowadzonych z zagranicy doradców: Jeffreya Sachsa, Stanisława Gomułki oraz Jacka Rostowskiego, opracował swój słynny plan, kontynuowany później przez rząd Jana Bieleckiego.

Zastosowana wtedy terapia budzi bardzo wiele kontrowersji, ale nie ulega wątpliwości, że nowa rzeczywistość radykalnie różniła się (i nadal różni) od starej. Jeszcze w 1989 r. uwolniono ceny, najpierw żywności, potem innych dóbr konsumpcyjnych. Efektem ubocznym tej operacji była natychmiastowa hiperinflacja, prawdopodobnie był to jednak nieunikniony koszt powrotu do normalności. Stopniowo uwalniano kolejne dziedziny życia. Już w styczniu 1991 r. uruchomiono Giełdę Papierów Wartościowych, która stała się zaczynem rynku kapitałowego w Polsce. Aby zrozumieć, jak wielka to była zmiana, wystarczy sobie przypomnieć, że wcześniej wszystkie średnie i duże polskie przedsiębiorstwa były w 100 procentach własnością państwa. Centralne planowanie i gospodarka rynkowa, choćby przeregulowana i z socjalistycznymi naleciałościami, różnią się tak bardzo, że transformacja musiała być szokiem. Jacek Żakowski ma w pewnym sensie rację, nazywając autorów ówczesnych przemian neoliberałami (choć zaliczenie do tej grupy Marka Belki i Michała Boniego trudno traktować poważnie). Na tle swoich poprzedników – urzędników Centralnego Urzędu Planowania, rzeczywiście nimi byli; ale tylko na takim, dość osobliwym tle.

Nie trzeba być bowiem radykalnym liberałem, żeby dostrzegać absurdy minionego ustroju. Wystarczy być w miarę sprawnym ekonomistą i bystrym obserwatorem. Balcerowiczowi, Gomułce i Rostowskiemu nie musiało wcale zależeć na budowaniu prawdziwie wolnego społeczeństwa, aby przeprowadzić reformy, które przeprowadzili. Robert Gwiazdowski trafnie zauważa, że wielu ich posunięć nie da się obronić z liberalnego punktu widzenia (pozbawionego kontekstu minionej epoki). Dobrze natomiast pasuje zarówno do nich (może z wyjątkiem Leszka Balcerowicza), jak i do rządzącej obecnie formacji politycznej miano technokratów, czyli osób, którym nie zależy na realizacji jakiejś szczególnej wizji politycznej, lecz na poprawianiu zastanej rzeczywistości. Technokrata pragnie sprawnego państwa, efektywnych instytucji oraz stabilnego prawa niezależnie od tego, czy służy to wolności, czy równości. W tym właśnie duchu jest utrzymany niedawny artykuł, w którym Rostowski tłumaczy swoją politykę:

Dzięki udanym poprzednim wielkim pakietom reform już nie mamy tak wielu ewidentnie bardzo złych rozwiązań w naszej gospodarce i w naszych finansach publicznych, jakie mieliśmy w czasach wychodzenia z komunizmu. Dlatego właśnie dzisiaj nadszedł czas na reformatorski pozytywizm.

Technokraci wystarczyli, żeby przemienić poprzedni niewydolny ustrój w gospodarkę mniej więcej rynkową. Ich rola dobiegła jednak końca. Aby posunąć się dalej w kierunku budowy prawdziwie wolnego społeczeństwa, z minimalnym państwem i zderegulowaną gospodarką, trzeba kogoś więcej niż technokratów – trzeba liberałów.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Karol Pogorzelski

Pozostałe wpisy autora:

16 Komentarze “Pogorzelski: Liberałowie i technokraci

  1. „Dzięki udanym poprzednim wielkim pakietom reform już nie mamy tak wielu ewidentnie bardzo złych rozwiązań w naszej gospodarce i w naszych finansach publicznych, jakie mieliśmy w czasach wychodzenia z komunizmu”, no panie Jacku, pozazdrościć optymizmu. Jako żywo stoi mi przed oczami ten skecz, „Dwa domy, cztery samochody, trzy razy w roku urlop na Karaibach, żona, dwie kochanki, złote łańcuchy, kolekcja sztuki, tylko k*wa gdyby nie te raty!”

  2. Drobnostka: „Efektem ubocznym tej operacji była natychmiastowa hiperinflacja, prawdopodobnie był to jednak nieunikniony koszt powrotu do normalności.” – warto zaznaczyć, że ta „hiperinflacja”, to przeobrażenie się tzw. inflacji ukrytej występującej przez dekady PRLu, na inflację cenową. Zmieniły się objawy, istota zjawiska – nadwyżka pieniądza nad ilością towaru (przy danych cenach) została odziedziczona. Oczywiście później ilość pieniądza w III RP dalej niepotrzebnie rosła, ale na etapie uwolnienia cen nie to było istotne.

  3. „Krugman mówi o fali nadmiaru oszczędności na świecie”

    ciekawe. ludzie zadłużali się po uszy i teraz mają nadmiar oszczedności? jeśli tak to nie powinni mieć problemu ze spłatą długów.

  4. „Technokraci wystarczyli, żeby przemienić poprzedni niewydolny ustrój w gospodarkę mniej więcej rynkową.”

    heh, fajna lewacka nowomowa – „gospodarka mniej więcej rynkowa”.

    to już nie używa się sformułowania „społeczna gospodarka rynkowa”?

    dla mnie to jest wszystko socjalizm (czasami narodowy, czasami międzynarodowy – w zależności od tego, na co jest akurat tzw. społeczne zapotrzebowanie) – etatystyczno-koncesyjny totalitaryzm. marksizm umarł na Wschodzie, ponieważ został urzeczywistniony na Zachodzie – jak pisał Augusto Del Noce.

  5. Mam wrażenie że patronem tej strony nie jest wielki Mises ale jakiś pieprzony keynes.Nie interesuje mnie punkt widzenia żakowskiego, bo dla lewaka wszystko, co znajduje się po jego prawej ręce zasługuje wyłącznie na epitety.Zarówno Sachs ,Gomółka jak i Rostowski są zwolennikami gospodarki częściowo uwolnionej.Nie mówię w jakiej części, zapewne sami między sobą zawzięcie by się kłócili o ułamki procenta.Ale żakowskiego nie dopuściłbym do żadnej dyskusji,dla mnie jego poglądy po prostu cuchną.To sprawa estetyki. Nie zbliżę się do tego kogoś

  6. na określenie rzeczywistości społeczno-ekonomicznej III RP są rożne nazwy. mnie najbardziej przekonuje „neokomunizm” (Zbigniew Herbert).

  7. Świetny felieton, tylko prof. Gomułka, wbrew powszechnym prawidłom ortograficznym, pisze się przez „u zwykłe”.
    Pozdrawiam
    Agnieszka

  8. Ad Bartosz Rudnicki, edgar slawicz

    Wiem, że libertarianie mają tendencję do nazywania wszystkiego socjalizmem a obecnych czasów nową wersją poprzedniego ustroju. Uważam jednak, że jest to bardzo nieroztropny punkt widzenia. Jeśli zarówno poprzedni, jak i obecny ustrój nazywamy socjalizmem, komunizmem, itp. to tracimy możliwość odróżniania poprzednich czasów od obecnych. A różnic jest bardzo wiele, od takich prozaicznych jak to, że przed 89 r. gospodarce brakowało w sklepach podstawowego zaopatrzenia (np. papieru toaletowego) a mięso było na kartki, po bardziej zasadnicze, jak to że poprzednia władza miała krew na rękach (Popiełuszki, Przemyka i innych). Wiem, że obecna rzeczywistość jest bardzo odległa od libertariańskiego raju ale nazywanie jej socjalizmem, neokomunizmem itp. to mylenie pojęć.

  9. @ 10.
    Nie nazwałem dzisiejszego systemu socjalizmem,lecz gospodarką częściowo uwolnioną. Natomiast system niemiecki nazwałbym gospodarka częściowo zniewoloną.(Różnica w nazwie zależy od punktu wyjścia). Można się sprzeczać o zakres zniewolenia czy wolności.Jednak , jak wykazał Hayek, wejście na drogę interwencjonizu jest równią pochyłą.Nieuchronnie prowadzi do socjalizmu.
    Nazywanie dzisiejszej rzeczywistości socjalizmem ma na celu zwrócenie uwagi na podobieństwo mentalności urzędniczej, oraz na niepokojące tendencje .

  10. P.s.
    Jeszcze jedno :gospodarce brakowało podstawowego zaopatrzenia.
    Otóż ten argument nie może być użyty w dyskusji jako cecha charakterystyczna dla socjalizmu. W początkach panowania tego systemu nie ma widocznych braków, pojawiają się dopiero w okresie schyłkowym.Wszystko toczy się dobrze siłą rozpędu, dynamika słabnie stopniowo.Kiedy przedsiębiorcze jednostki stwierdzają że nie opłaca się wysilać

  11. @ karol

    „Wiem, że obecna rzeczywistość jest bardzo odległa od libertariańskiego raju ale nazywanie jej socjalizmem, neokomunizmem itp. to mylenie pojęć.”

    ale to nie ja nazwałem ją neokomunizmem tylko Herbert – raptem kilka lat po transformacji – od 6 minuty 10 sekundy: http://www.youtube.com/watch?v=RJuFkEnkVhY

  12. ad 13. To, że coś mówi Herbert nie znaczy jeszcze że jest prawdziwe. Poza tym w pierwszym poście napisałeś: „dla mnie to wszystko jest socjalizm”.

  13. i żeby doprecyzować: etatystyczno-koncesyjny socjalizm – taki nowoczesny ustrój niewolniczy, o którym pisał Tocqueville: „Kiedy próbuję sobie wyobrazić ten nowy rodzaj despotyzmu zagrażający światu, widzę nieprzebrane rzesze identycznych i równych ludzi, nieustannie kręcących się w kółko w poszukiwaniu małych i pospolitych wzruszeń. Każdy z nich żyje w izolacji i jest obojętny wobec cudzego losu. Człowiek istnieje tylko w sobie i dla siebie i jeżeli nawet ma jeszcze rodzinę, to na pewno nie ma ojczyzny. Ponad wszystkim panuje na wyżynach potężna i opiekuńcza władza, która sama chce zaspokoić ludzkie potrzeby i czuwać nad losem obywateli. Ta władza jest absolutna, pedantyczna, drobiazgowa, przewidująca i łagodna. Można by ją porównać z władzą ojcowską, gdyby celem jej było przygotowanie ludzi do dojrzałego życia. Ona jednak stara się uwięzić ich nieodwołalnie w stanie dzieciństwa.”

  14. @edgar slawicz
    Podzielam twoją opinię na temat Jacka Żakowskiego. Kiedyś znajomy (dla wtajemniczonych – chodzi o Aryozofa) strasznie go wyszydzał. Myślałem sobie, że nic dziwnego w kręgu libertarian nazywać popularnego publicystę lewakiem. Poczytałem Żakowskiego i się przeraziłem. Ten człowiek ma zero wiedzy ale za to niesłychany tupet – gdy mówi o liberałach gospodarczych nie ma zdania w którym by nie nazwał ich populistami/ideologami/wstecznikami. Aż dziw bierze, że ktoś go zaprasza do telewizji i puszcza jego teksty. Proszę zerknąć z jaką lekkością Gwiazdowski wytyka mu błędy w ostatnich polemikach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572